Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-09-2021, 14:53   #1
 
Bielon's Avatar
 
WFRP 2ed - III

III








Wusterburg
południe Wissenlandu, 2524,
10 Vorhexen - 32 Festag


W Wusterburgu nastały ciężkie czasy. Początek buntu nie zapowiadał takich zniszczeń. Wszystko zaczęło się w hucie szkła Brucknera, ale wnet rozlało się na całe miasto. Wpierw zdawało się nawet, że spisek mieniących się Wyzwolicielami zostanie błyskawicznie zdławiony, bo w hucie gotowi na to byli a Bruckner wynajął ludzi do ochrony. Tyle, że tylko on był na to gotów. A i tak nie przewidział zacietrzewienia tłuszczy i jej żądzy niszczenia. Wyzwoliciele odparci za pierwszym razem przegrupowali się a dołączać do nich zaczęli robotnicy i biedota dowodzona przez podżegaczy mających rozeznanie jak uderzyć by bolało. W ruch poszły zapalające koktaile a gdy jeden z nich trafił na skład siarki z regularnej obrony huty nie zostało nic. Niedobitki pierzchły w różne strony uciekając przed wściekłym tłumem. Huta płonęła na całego. To był początek.

Później przyszła kolej na manufaktury Burro&Caserta gdzie wytwarzano meble, warsztaty Huffmana słynące z przedniego oręża. Składy handlowe kupców oraz manufaktury i warsztaty pośledniejszych przedsiębiorców. Płonęło niemal całe miasto. Zwłaszcza, że niszcząca wszystko tłuszcza niemal nie napotykała oporu. A że do wszystkiego Wyzwoliciele przygotowywali się skrupulatnie to i bramy miejskie obstawiono, by nikt się z miasta nie wymknął. Kto nie miał glejtu od dowództwa nie miał prawa wyjść a tych co próbowali wieszano bez sądu. Mury miejskie, zwłaszcza bramy, usiane zostały kleconymi na prędce z byle czego szafotami. Zresztą i tak ucieczka skazana była na porażkę, bo trwała jedna z cięższych zim jakie widziano od lat. Uciekać w takiej sytuacji w leśną, zasypaną śniegiem głuszę, to było skazywać się na powolną śmierć. Z tego też względu ilość próbujących tej drogi wyjścia z opresji malał z każdym dniem. Ale murów pilnowano. Tak kazał Głosiciel. Naczelny wódz Wyzwolicieli. A jemu nie odmawiał nikt.

Opór nielicznej straży miejskiej i kupieckich najemników zdławiono błyskawicznie, tym bardziej że widzący skalę buntu sami przechodzili na stronę buntowników. Dom handlowy Russnela spalili właśni jego strażnicy. Wieszając całą rodzinę kupca na rosnących przy wejściu cisach. Teraz rozdziobywały ich wrony. A tych w mieście zebrało się ostatnio całkiem sporo. Miały żer. Rajcy miejscy i burgrabia Fluck skryli się ze swoimi rodzinami w zamku burgrabiego. Tyle, że okazało się iż jednym z przywódców buntu jest Joachim Kopp, rajca. On wraz ze swoimi ludźmi otworzył nocą Wyzwolicielom boczną furtę i potem sam uczestniczył w rzezi. Mówiło się, że wyszedł ze spalonego zamku z rękoma unurzanymi we krwi po łokcie i sam zgładził całą rodzinę Flucka. Na jego oczach. Nim w końcu nie kazał burgrabiego nadziać na pal. Wyroki jego były nader surowe, ale przydały mu miano Prokuratora K. I pod takim mianem teraz wydawał wyroki w mieście.

Spalenie zamku burgrabiego rozochociło tłuszczę do tego stopnia, że złapała za pochodnie i paliła już wszystko, co kojarzyło jej się z kupcami, przedsiębiorcami, handlarzami i wszelkim przemysłem. I w ten sam sposób traktowano ich i ich rodziny. Miasto spłonęło i spłynęło krwią. Spłonęły nawet miejskie bramy i krużganki na murach. Zresztą i mury w wielu miejscach zniszczono. Jako przypominające dawny ucisk i jego narzędzia. Płonęło wszystko co się paliło a resztę rozbijano kilofami i młotami. Dymy nad miastem unosiły się dobre dwa tygodnie. A potem nastały dla Wusterburga jeszcze cięższe czasy. Okazało się bowiem, że rozwścieczona tłuszcza w szale niszczenia zniszczyła również składy żywności. Gdy płonęły fabryki i manufaktury a krew przelewała się ulicami miasta nikt nie przejmował się takimi drobiazgami, ale gdy opadły popioły zniszczenia okazało się, że miasto czeka głód. Ci, którzy mieli coś w piwniczkach a ich domostwa ocalały z pożogi, bronili ich zaciekle przed szabrownikami, którzy wśród zgliszcz szukali czegokolwiek, co nadawało by się do zjedzenia. Wszystkie zamordowane w trakcie walk truchła koni, szczęśliwie zmrożone zimową porą, urastały do rangi rarytasów. Ale nikt się nie obrażał na zjadanie choćby i psiego mięsa. Trzeba było przyznać, że bardzo nieliczne czworonogi ostały się w tym czasie w mieście. Polowano nawet na szczury. I przekopywano zgliszcza. Każda zawalona piwniczka mogła być źródłem bogactwa. I sposobem na przetrwanie.

Miasto umarło, ale i odradzało się na swój sposób. Wyzwoliciele i wszyscy ci, którzy zostali w mieście co rusz zbierali się na wiecach i spędach, gdzie głoszono nowe zasady ujęte w Zbiór Tez. Byli ślusarze, szewcy, węglarze i zwykłe obiboki przekrzykiwali się w swoich żądaniach, bez których realizacji ludzie ruszą z żagwią pochodni dalej. Do innych miast i wsi. Głosiciel zaś wygłaszał płomienne mowy po których ludzie rozumieli, że walczą i cierpią w słusznej sprawie. Porywał tłumy. To on zaproponował zmianę nazwy ich wolnościowego ruchu na Odnowicieli. Niosących nowe zasady światu. Gdy zaś komuś przez myśl przemykał cień wątpliwości zawsze był jeszcze Prokurator K i jego oprawcy, których dobrał sobie spośród najplugawszych zbirów. Z tego też względu nawet wśród schlanej jakimiś bełtami bandzie biedaków koczujących wśród zgliszcz dawnej miejskiej chwały nie znalazł by się jeden, który by powątpiewał w słuszność rewolucyjnego dzieła. Nie na głos.

W końcu, kiedy zima zaczęła puszczać, wysłano nawet zaufanych dla Głosiciela emisariuszy do okolicznych wsi, miasteczek i osad. Z odezwą do podjęcia wspólnego dzieła. Dzieła dobrego dla wszystkich ludzi pracy. Dzieła, które zmieść miało wszelką niesprawiedliwość i pomóc w równym podziale fruktów pracy. Jej początek brzmiał mniej więcej tak:

„Wyklęty powstań ludu ziemi,
Powstańcie których dręczy głód…”

To była pieśń Odnowicieli. Ich hymn z którym na ustach chcieli ponieść światu nowy ład.

A potem w mieście gruchnęła wieść, że miasto jest otoczone przez wojska okolicznych Lordów. I że szykują się one do szturmu. I nastrój rewolucyjny srodze osłabł.


***



Wusterburg
południe Wissenlandu, 2524,
32 Festag , wieczór ok. 22.00




Piwnica w dawnej kuźni Jonasa Ghotte była najlepszą spośród tych, jakie udało im się w zmielonym rewolucją mieście znaleźć. Najsuchszą i mającą kilka pomieszczeń dających odrobinę prywatności. Grube skórzane kotary znalezione w niej nietknięte zastąpiły porąbane na opał drzwi. Palenisko, które z jakichś powodów kowal wybudował w piwnicy, było luksusem, na jaki nie mogła sobie pozwolić zdecydowana większość koczujących w mieście Odnowicieli. Odnowicieli, bo poza nimi w mieście nie przeżył niemal nikt. Każdy, kto choć szepnął komuś słowo zwątpienia w rewolucyjny czyn, mógł zostać potraktowany jako wichrzyciel i zdrajca. A dla tych Prokurator K wymyślał coraz bardziej wymyślne sposoby zejścia z tego świata. Z tego też względu, niezależnie od własnego dystansu do „sprawy”, chodzili na wiece i zgromadzenia i społem z innymi krzyczeli. Nigdy jednak najgłośniej, by nie wyłowiono ich z tłumu jako nadmiernych apologetów i nie przydzielono do jakichś ważnych zadań, za które później by należało odpowiadać. Większość czasu jednak szabrowali po ruinach spopielonego miasta szukając czegoś do żarcia lub mającego jakąś wymierną, wymienną na pożywienie wartość. Bez tego nie przeżyli by w mieście tygodnia. Może dzięki temu udało im się ze sobą zżyć co nieco. Łączył ich wspólny cel. Pełny brzuch.

Semen z rozrzewnieniem wspominał chwile w piwnicy Oberży Lagera. Spędzone w cieple i ze swobodnym dostępem do zapasów. I kompanów, którzy mu wówczas towarzyszyli z których pozostał tylko Aureolus i Cyril. Ten ostatni zresztą teraz zwał się Cyryl. Co nie dziwiło nikogo, bo obcokrajowców w mieście traktowano niemal tak samo jak handlarzy. Lepiej mu było uchodzić za mrukliwego milczka, niż przyznawać się do obcych korzeni. Nie on jeden jednak się ukrywał. Tupik, który wyprowadził ich z bitewnego zgiełku pod hutą Brucknera, teraz ubierał się jak człowiek. Lepiej mu było uchodzić za karła niż za nieludzia. Nieludzi w mieście powieszono niemal wszystkich. Grube buciory jakie ukradł jakiemuś wielkoludowi, a w zasadzie zdarł je z niego, gdy ten już był martwy, kryły jego włochate stopy. Ciężki płaszcz z kapturem pozwalał kryć niziołcze oblicze. Był jako tako bezpieczny. Ale uważał. Każdy z nich uważał. Na wszystko. Edgar Gudrun wciąż nieufni wobec obcych starali się swoimi umiejętnościami zwiększyć szanse grupy na zdobycie pożywienia. Mieli łuki i posługiwali się nimi wcale sprawnie. Kilka razy udało im się upolować jakieś zwierzę. A to bezpańskiego psa a to kota. To znów wrone. Te najczęściej lądowały w ich wspólnym kociołku. Ich umiejętności sprawiały, że nikt nie miał słowa zastrzeżeń, gdy dołączyli do Semena i jego pozostałych towarzyszy. A potem już zostali. Wspólne nieszczęście jednoczy bardziej, niż wspólne zyski.

Każde z nich na swój sposób zastanawiało się, co teraz będzie? Wiadomym było, że miasto jest otoczone a zniszczone mury zawalane są w wyłomach uczynionych rękoma samych Odnowicieli barykadami z czego się tylko dało. Sami cały dzień zwalali jakieś rupiecie, kawałki gruzu, żelaznych prętów i krokwi usypując prowizoryczną zaporę. Zaporę, która miała dać im szansę oporu w nadchodzącym szturmie. Po dniu ciężkiej harówki od świtu do zmroku teraz niemal słaniali się ze zmęczenia, czekając na pyrkający w kociołku rosół na upolowanej wczoraj przez Gudrun kurze. Żaden z nich nie zrezygnował by z ciepłego, być może ostatniego, posiłku. Północna Brama, miejsce gdzie o świcie zluzować mieli chłopaków Małego Thomasa. Tego samego, u którego zaraz na początku buntu melinowali. Do czasu, kiedy tłuszcza nie spaliła niemal całego nadbrzeża, co zmusiło ich do zmiany lokum. Kontakt jednak pozostał a Mały okazał się przyzwoitym bandytą. Honornym. Nie wziął za opiekę nad nimi ni złamanego grosza. Wspólna obrona Północnej Bramy była jego inicjatywą. Ta sama Północna Brama, którą w pierwszych dniach rewolucji chcieli się wymknąć z miasta, ale w porę się wycofali. Ta sama Północna Brama, której skrzydła rozbito i spalono a mur i blanki wraz z obronną wieżą zwalono przy użyciu zaprzęgu wołów. Które to woły później zabito, jako narzędzia przewoźników. O które to woły później jeszcze toczono boje zakończone w końcu interwencją zbirów Prokuratora K. Który kazał je „skonfiskować dla dobra ładu społecznego”. Nie protestował nikt.
Do obrony Północnej Bramy, niegdyś zwaną Imperialną, zgłosili się na ochotnika, gdy tylko Mały Thomas to zaproponował. Woleli by grzać się w cieple piwniczki, ale z drugiej strony lepiej było się zgłosić. Ci, którzy uchylali się od swojego obywatelskiego obowiązku, też nie kończyli dobrze.

Ich przykolacyjne rozmyślania przerwał podmuch wiatru, gdy ciężką zasłonę z wołowej skóry uchylił nocny gość. Który wypełnił swą posturą niemal całe wejście. Mały Thomas. We własnej, ogromnej, osobie.

- Witajcie dobrzy ludzie. - powiedział wesoło się uśmiechając. Uśmiech nie sięgał oczu, które zawsze pozostawały martwe. Nie zyskał sobie sławy w dokach tym, że jest żartobliwym wujaszkiem. Zasłonił starannie uchyloną kotarę, staranniej nawet niż była wcześniej i rozejrzał się uważnie po zgromadzonych przy palenisku, zmęczonych obliczach. - Co tam pichcicie?

- Przyszedłeś na kolację? Siadaj, podzielimy się. - odezwał się po chwili niechętnego milczenia Semen. Czuł się w obowiązku tak powiedzieć, w końcu Mały karmił ich przez dwa pierwsze tygodnie rewolucji. Ale nikomu z nich nie przypadła do gustu myśl o dodatkowej gębie do wyżerki.

- Nie, ja tylko na chwilę. A że się znamy, też wam coś przyniosłem. - wyjął zza pazuchy solidny bukłaczek i położył na prowizorycznym stoliku z jakiejś skrzyni. - Sprawa jest…

- Mów, wszyscy tu jesteśmy przyjaciółmi. - Tupik nie mógł nie włączyć się w dyskusję. Lubił gadać a widok gąsiorka tylko wzmógł jego… czujność.

Mały odsunął poły płaszcza i przysiadł na jakiejś pace, bliżej ognia. Ręce miał fioletowe z zimna. Rozcierał je teraz starannie skupiając uwagę wszystkich na poobijanych knykciach i bliznach. Namyślał się. Jakby ważył w myślach słowa. - Wiecie, że w mieście jest ciężko. Ludzie zżarli już niemal całe zapasy. Są tacy co na drewnianych wiórach warzą swoje żarcie. Najsłabsi już zdychają z głodu. Jak tak dalej ta rewolucja się będzie toczyć, pożremy sami siebie. Coś tu „nie pykło”. Trzeba to skończyć, tak sobie miarkuję. I myślę sobie, że dzisiejsza noc to dobra na to pora.

Jego słowa były może i prawdziwe, ale pachniały trupem. Trupem każdego, kto by się do nich przyłączył. Kto by nie zaprotestował. Kto by nie doniósł o nich Prokuratowi K. Każdemu kto by ich słuchał. Ale słuchali. W końcu wszyscy tu byli przyjaciółmi…

- Wiem o tym, że przed świtem wojska Lordów uderzą na miasto. Lord Eryck z Treoffen wiedzie prawie dwustu zaprawionych w bojach z klanowymi weteranów. Już tego by pewnie starczyło na tę naszą hałastrę, ale są i inni. Lord Ademar z Eidenhof ma koło stu ludzi w tym dobrych łuczników. Inni, pomniejsi też pewnie są w jakichś komunikach. Do tego wolni, których powołali ze swoich ziem. A ilu my mamy ludzi pod bronią? Całe to miasto to jeden wielki burdel. Ale Lordowie woleli by nie musieć wykrwawiać swoich drużyn. Tak sobie miarkuję, że z radością przyjęli by, iż jest część murów, gotowa poddać się bez walki i wpuścić ich do tego burdelu. Już nawiązałem z nimi kontakt, bo i w mieście są tacy, którym nie w smak obecna sytuacja. I jest ich całkiem sporo. Chcę byście ze mną i moimi ludźmi stanęli na murach i przyłączyli się do szturmu na miasto, gdy przyjdzie na to pora. W nocy. Dziś jesteśmy może biedakami, ale jutro nas za to ozłocą.

Teraz już nie było wątpliwości, że słowa które wypowiedział, oznaczały śmierć. Kogo, zależało w znacznym stopniu od tego, co sami chcieli mu odpowiedzieć…


***


Reguły sesji:


* Prowadzący: Bielon
* Kwestia konwencji: BielHekowy heros-slowfood. WFRP. Wissenland.
* Kwestia zgodności z settingiem: Wszelkie materiały kanoniczne zachowują ważność, data rozpoczęcia przygody to zima/wiosna 2524. Moja interpretacja settingu jest moją interpretacją settingu. A świat jest taki, jaki jest, sami wiecie lekko nie ma.
* Kwestia zastosowania mechaniki: W tej sesji opieramy się na logice i zdrowym rozsądku, wszystkie rzuty wykonuje MG lub zdesperowany Gracz. Gramy korzystając z mechaniki. WFRP 2ed. Mechanika rozstrzyga kwestie sporne, przy czym spory z MG rozstrzyga MG. O konieczności odwołania się do niej decyduje MG.
* Kwestia kontroli MG nad poczynaniami graczy: Gracze mają nieograniczoną swobodę, jednak opis konsekwencji ich czynów leży w gestii MG. W niektórych (sami sprawdźcie jakich) sytuacjach gracze wchodzą w interakcję za światem na opisanych zasadach i sami opisują skutki niektórych swoich czynów. Proszę, na bazie doświadczeń z sesji poprzednich, o wstrzemięźliwość. By nie było tak, że Wy opiszecie mi świat tak bardzo, że ja będę musiał dać Wam bobu tym światem bardziej.
* Kwestia relacji wewnątrzdrużynowych: To jest życie, więc konflikty w drużynie są akceptowane, choć nie patrzę już na nie tak przychylnym okiem jak niegdyś. Fabularnie uzasadnione są zawsze zasadne. W sumie zaś radzę pamiętać, że to nasze sesje. Drużyny tu wszak nie ma…
* Kwestia częstotliwości postowania: Tempo postowania ustalamy na jak najczęstszą. Dbajcie o nie spowalnianie rozgrywki. W niektórych sytuacjach zdarzyć się może, że częstotliwość postów będzie jeszcze większa niż standardowo. Lub mniejsza. Myślę więc, że 2 posty/tydzień to odpowiedni, minimalny rytm. Nie bądźmy minimalistami. Jak damy radę gęściej, to fajnie. Ja postaram się nie być minimalistą. Wolał też będę postować krócej a częściej. Prosił bym o zachowanie tej rytmiki: post MG, dwa dni (48h) na odpowiedź Graczy, post MG w przedziale 48h-72h po poście ostatniego Gracza. Zwykle szybciej niż później.
UWAGA: Gdyby ktoś nie mógł pisać, proszę o krótkie info w komentarzu. Zdarzyć się może każdemu. Byle nie stało się to nałogiem. Brak posta Gracza w wyznaczonym terminie i brak informacji o przyczynie równoznaczne może być z zejściem postaci. Zwykle bywa.
UWAGA 2: Przez 48h każdy z Graczy pisze ze spokojem. Jednak po upływie owych 48h postać każdego z niepiszących może zostać przez innych Graczy wykorzystana; z uwzględnieniem jej charakteru i natury; bez prawa kwękania „Ja bym tego nie zrobił”, „Ja bym tam nie poszedł”, „Ja bym tego nie powiedział”. Pamiętajcie o tym i zmieśćcie się w tych 48h. Albo ryzykujcie…
* Kwestia preferowanej długości postów: Długość się liczy mniej, ważniejsza jest jakość a najważniejszy MG. Gracze piszący posty jednolinijkowe są mile widziani, w charakterze mięsa armatniego. W końcu trzeba zapracować na tytuł "Rzeźnik". Jednak 5 stron opisu blasku księżyca lub wariantowych przemyśleń czy też ekwipunku jest widziane równie mile.
* Kwestia poprawności i schludności notek: Żadnych emotek, psują mój nastrój. Polski język zawsze mile widziany. Starajcie się nie linkować jakichś głupot. Postarajmy się pobawić w klimacie.
* Kwestia zapisu dialogów: Dialogi piszemy. Kursywą oraz poprzedzamy myślnikiem. Najlepiej.
* Kwestia zapisu myśli postaci: Jeżeli znajdzie się postać decydująca się na myślenie to myśli postaci zapisujemy wybranym przez MG kolorem czcionki - czarnym. Myśli poza tym zaznaczamy z obu stron tyldą oraz piszemy kursywą. Lub inaczej, choć lepiej nie.
* Kwestia podpisy pod notkami graczy: Wyłączamy podpisy w notkach sesyjnych. Jeśli to możliwe. Lub nie, jeśli nie. Wówczas można umieszczać w podpisach pochlebne opinie na temat MG i Forum. Lub inne. Pochlebne mniej.
*Walki w grze: Rzecz bardzo ważna. Chciałbym byście pamiętali, że walka to ostateczność. To sposób rozwiązania konfliktu, gdy wszelkie inne metody zawiodły. A walkę wygrywa nie ten który zabije przeciwnika, tylko ten, który przeżyje. W walce można wszak zginąć i wierzcie mi, może się to stać waszym udziałem w tej sesji. Nie życzę wam tego. Wy sobie, jak sądzę, również tego nie życzycie. Pamiętajcie więc o tym dobywając broni. Bo moi NPCowie dobywając jej iść będą zwykle na pewniaka. Bo też chcą żyć. Czego i wam życzę z całego serca…


*************************************


Opiszcie się na starcie tak, jak by Was towarzysze przez te kilka tygodni we wspólnej piwnicy poznali. Bo tyle mniej więcej wspólnie klepiecie rewolucyjną biedę.

Powodzenia

.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Niedorzecznik Forumowy
I inne takie
Kocham Kreigera, nigdy się nie myli!
Bielon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-09-2021, 19:44   #2
 
Eliasz's Avatar
 
Z deszczu pod rynnę ? Eeee chyba pod pieprzony wodospad. Tupik wiedział że wszystko się rypło już w momencie gdy rewolucyjny duch tłuszczy porwał się na kolejne fabryki i zakłady i kolejne i kolejne… Co ci durni ludzie chcieli przez to osiągnąć? Niszcząc dobra które można było przejąć? Z całą pewnością byłoby to bardziej zyskowne niż ich spalenie – a czarę goryczy przelało spalenie magazynów żywności. Cóż było jednak począć, kiedy wejdziesz miedzy wrony musisz krakać jak i one…

Tupik zwykle całkiem dobrze radził sobie z przetrwaniem, różnych sytuacji, osób, niebezpieczeństw. Za swoisty sukces uznał to że jako nieludź przeżył w tym mieście zimę - choć jeszcze nie całą. Swoją facjatę i stopy skrywał jeszcze bardziej niż herbowe pochodzenie – choć to za wiele powiedziane. Herbowe nadanie – a i to gdyby spojrzeć prawdzie w oczy też było za wiele powiedziane. Jakby nie patrzeć skrywać się musiał podwójnie – choć najmniej przed nowymi kompanami którzy dobrze już wiedzieli z kim mają do czynienia i ani go nie wydali, ani nie okradli – a to już było coś w tych czasach.

Nie inaczej miała się sprawa z Małym Thomasem – zdołał zdobyć zaufanie ich małej gromadki i to nie za cenę pustych słów, lecz konkretnych czynów – a to liczyło się w oczach Tupika.

- Ozłocą nas powiadasz ? – Tupik prychnął z lekkim śmiechem, choć w całości sytuacji nie było mu do śmiechu. Ile jeszcze minie nim rewolucyjne ramie sięgnie po niziołka? Tydzień, miesiąc? Wiedział że sprawa dla niego jest przegrana niezależnie czy rewolucja jakimś cudem utrzymała by się czy nie. Siedział pomiędzy sierpem a młotem , dobrze wiedząc, że albo dopadną go Odnowiciele z Prokuratorem K na czele albo oddziały wojska które przyszło odbić miasto. Czy raczej spacyfikować bo odbijać już nie było za bardzo czego. O wysforowaniu się na przywódcę rewolucji – lub przynajmniej kogoś na czele mógł już zapomnieć, nie zrobił tego na początku działań a teraz było już za późno. Zresztą coś mu mówiło , że zwykle rewolucje pożerają własnych twórców. Poza tym nie żałował, ideologie zabierania bogatym jeszcze potrafił zrozumieć, ale rozdawania po równo wszystkim innym? Toż to był totalny nonsens…

- Będzie dobrze jak cię… jak nas żywcem puszczą a i na to bym specjalnie nie liczył. Tupik odsłonił szal który opatulał jego szyję odsłaniając starą bliznę po linie. – Taka jest wdzięczność szlachty za trud i znój ciężkiej pracy dla nich. Jeśli tylko dopatrzą się jakiegokolwiek powodu by cię wieszać to to zrobią, a już sam fakt że znajdujemy się w tym mieście spokojnie jako powód wystarcza…

Tupik pociągnął łyk z bukłaka nie zastanawiając się nawet co w nim jest. Piwo, spirytus, wódka , bez znaczenia byle było czym gardło przepłukać przed dalsza przemową… Zapiekło, coś więcej niż piwo skinął z podziękowaniem Małemu po czym podał dalej bukłak i powrócił do mieszania w kotle. Jako halfling praktycznie od początku zajmował się szykowaniem choć znośnego pożywienia ze składników których mu dostarczano i na które sam z pomocą procy upolował. Kompani dobrze wiedzieli że gdyby nie on to mięso z wrony byłoby niezjadliwe , a tak chociaż prawie przypominało kurczaka – choć prawie w tym przypadku oczywiście robiło różnicę. Wbrew pozorom halfling jadł mniej niż inni a już na pewno mniej niz by się tego ktokolwiek spodziewał - jak na halflinga miał całkiem chudy wygląd - wśród swojej rasy musiał wręcz uchodzić za anorektyka.

- Glejtami o amnestii pewnie można by sobie tyłki podetrzeć jeśli w ogóle takie by dali – spojrzał przez chwilę pytająco na Thomasa, zastanawiał się jak wyglądały te jego rozmowy. Czy tyczyły się tylko miejscowych czy może załapał jakiś kontakt z kimś z zewnątrz…

- Niemniej zgadzam się, że nie zrobić nic to niczym czekać na śmierć. – powiedział gorzko , zdając sobie sprawę z trudnej sytuacji choć jednocześnie ciesząc się że wciąż tliła się lampka nadziei jaką w tym przypadku doniósł im Thomas. Jego plan może i nie był najlepszy, ale wbrew pozorom był co nieco sensowny i póki co był jedyny jakim dysponowali. Kto wie może z asem w rękawie jakim było jego szlachectwo zdołałby ocalić skórę przed żołdakami? Wiedział że na Odnowicielach nie zrobiłoby ono najmniejszego wrażenia, może nawet przyohociło do tego by przez powieszeniem potorturować go trochę… Tupik jednak wiedział gdzie można by szukać złota w całym tym zamieszaniu i odbijaniu miasta z pomocą armii. Doskonale zdawał sobie sprawę że przywódcy rewolucji musieli zrabować całe złoto i nie mieli do tej pory jak go wydać a praca ludu była w czynie społecznym - a więc darmowa.

- Kurzy się zwykle tam gdzie najwięcej się sprząta - zagrypsował do kolegi po fachu na koniec dając mu do zrozumienia że jeśli już mają szukać złota w całym tym zamieszaniu to tylko w jednym miejscu. Co prawda nie rozwiązywało to jeszcze problemu późniejszej ucieczki z miasta , ale z pewnością pieniądze które by z tego mieli na łapówki mogły ten cel znacząco ułatwić.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 06-09-2021 o 19:56.
Eliasz jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-09-2021, 00:03   #3
 
lShadowl's Avatar
 
Na jednej ze skrzyń siedział lekko umięśniony mężczyzna z rozpuszczonymi blond włosami opadającymi na ramiona. Edgar jak zwykle wydawał się radosny i szczęśliwy, a wszystko to przez jego wiecznie uśmiechnięte, błękitne oczy. Być może była to pozostałość po jego wcześniejszym stylu życia, a może maska założona po rodzinnych perypetiach. Tego nie wiedział już nawet on sam. Starał się jednak nadal cieszyć życiem oraz towarzystwem wartościowych osób. Właśnie dlatego po przejściu rewolucji nadal pozostał pogodną osobą, a teraz gdy odnalazł godnych towarzyszy niedoli, chciał tę pogodę ducha choć w niewielkim stopniu przelać na pozostałych. Okoliczności nie były jednak sprzyjające. Dowcipy, wygłupy były dobre w otoczeniu karczmy, piwa oraz pięknych dziewek. Inaczej sprawa miała się w piwnicy, po ciężkim dniu pracy w oczekiwaniu na kolejny ciepły posiłek. Jak zawsze chciał jednak zabłysnąć i jak co noc rzucił towarzyszą jeden ze swych kawałów - Czas na mnie jak co noc. Wiem zapewne macie mnie już dość, ale myślałem nad tym całą robotę.

Gość w gospodzie krzyczy do karczmarza. - Eeee...ile piwa dziennie sprzedajeta?
- Aaa ze 3 beczki będą.
- A nie chcielibyście sprzedawać 6 beczek?
- No pewnie! A jak to zrobić?!
- Nalewajcie kuwa pełne kufle!


Edgar zaśmiał się pod nosem nie licząc na owacje. Jak zawsze chciał rozluźnić atmosferę i poprawić nastrój. Pech chciał, że przybył gość który miał o wiele więcej do powiedzenia. Cierpliwie wysłuchał wszystkiego co miał do przekazania i westchnął lekko pod nosem. Nim jednak pozbierał myśli i miał wtrącić swoje, ubiegł go jego towarzysz. Ten zaś dobitnie wskazał na problemy związane z zaproponowanymi działaniami. Edgar dobrze wiedział jak wysoce postawieni obchodzą się z buntami, rewolucjami i wszystkim co odstaje od normalnego życia. Tutaj zaś wyrabiały się straszliwe rzeczy i łucznik obawiał się że po wszystkim i tak zostaną wpakowani do jednego worka z rewolucjonistami. Postanowił więc narazie się nie wychylać i zobaczyć jakie reszta ma zdanie na ten temat.
 
lShadowl jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-09-2021, 12:35   #4
M0n
 
M0n's Avatar
 
⁣⁣⁣⁣⁣⁣⁣⁣⁣ㅤMłode, piegowate, a co rzucało się w oczy najbardziej - rudowłose dziewczę, zajmując jeden z zydli okalających trzaskające pokrzepiająco ognisko, z grymasem chmurnej konsternacji wymalowanej na twarzy, w skupieniu przycinała lotki z piór pozostałych po kurze, upolowanej wczoraj przez siebie ku uciesze ko⁣⁣⁣mpanii. A zważywszy na trudne czasy jakie dlań nastały, strzał było nigdy dość, i jak miało się niebawem okazać, mogła ich potrzebować znacznie więcej.
ㅤChoć żywot w większości spędzony samotnie, pośród kniei nie czynił z niej kogoś, komu towarzystwo ludzkie było do szczęścia potrzebnym, to przez cały ten czas wojennej zawieruchy jako stosunkowo młode dziewczę, przeżyła zapewne wyłącznie dzięki otaczającym ją kompanom, którzy choć bynajmniej tego nie pragnęła, stali się dlań w pewnym stopniu drogimi, przynajmniej na tyle aby chcieć odwdzięczyć się dbałością o to, by pokonali całą tę kabałę zachowując swe głowy na karku. Miała świadomość, że tylko dbając o siebie nawzajem, łącząc siły jak dotychczas mogą przetrwać, tylko tak zdoła się wydostać z tego przeklętego miasta, i powróci do pozostawionych w puszczy leciwych już rodzicieli, którzy Taal jeden wiedział czy wciąż żyli od czasu, gdy wyruszyła do miasta by sprzedać wyprawione przez siebie skóry i futra.
ㅤTo, że z powodzeniem udało jej się nie uschnąć na wiór przysłuchując opowiadanym przez Edgara dowcipom, zawdzięczała wyłącznie przybyłemu właśnie Małemu Thomasowi, a raczej jego bukłaczkowi z nader interesującą zawartością, którą chciwie wychyliła czując jak przyjemnie rozgrzewa jej oziębłe mimo ognia i futer flaki. Tatowa siwucha to nie była, ale jak to mówią na bezrybiu i rak ryba.
ㅤ— Szczam na ich złoto, byle z życiem ujść i wydostać się stąd w cholerę. — Rzekła uzupełniając treściwą wypowiedź równie treściwym charknięciem. Nikomu w tym mieście złoto szczęścia nie przyniosło, równo rodziny bogatych kupców, jak i ubogich niziołków położyły głowy w akompaniamencie ryku opętanego rządzą krwi tłumu. Ale teraz przynajmniej mieli plan na to by wydostać się z miasta.
 
M0n jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-09-2021, 19:22   #5
 
hen_cerbin's Avatar
 
Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus Hohenheim, używający obecnie trzeciego ze swych czterech, nadanych przez cokolwiek niezdecydowanych rodziców, imion, albowiem zarówno drugie jak i czwarte, używane wcześniej, cokolwiek się zużyły, siedział cicho i starał się wyglądać jak własny dziadek (Świeć Sigmarze nad jego duszą). Nie było dobrze ani wyglądać na młodego i silnego, tych bowiem często brano "na ochotnika" do budowy barykad. Nie odzywał się, albowiem nie było dobrze wyglądać także na wykształconego, tych bowiem, jako kojarzących się ze starym porządkiem, często brano na wieszanie. Także "na ochotnika". Niechętnych witał Prokurator K. A on nie był tak miły, by kogoś po prostu powiesić.
Zresztą, były i mniej przyziemne przyczyny. Postarzał się, schudł i posiwiał zupełnie naturalnie, przerażony rządami tłumu. Tak to jest, powtarzał sobie, kiedy do rewolucji bierze się niewykształconą hołotę zamiast ludzi z wyższym wykształceniem.
Zużyły się nie tylko jego imiona. Także i ubrania (a biret to w ogóle się gdzieś zgubił), a nawet i lekko jakby on sam. Wcześniej zażywny jegomość teraz przypominał cień samego siebie, policzki obwisły, zmarszczki na twarzy pogłębiły się, a oczy patrzyły spod zmarszczonych brwi.

Jedynym co go cieszyło w całej tej hecy i jego w niej (niewielkim i mimowolnym, Wysoki Sądzie) udziale było zaufanie Tupikowi wtedy, na Placu Wolności. No, wtedy się to jeszcze nie nazywało Placem Wolności, ba, nawet Placem nie było. Ale wybuch wyburzył budynki, a ich pozostałości szybko rozebrano na barykady. I teraz każdy mówił "Plac Wolności". Ci co nazywali to miejsce inaczej trafiali na inny plac. Taki co za wiele z wolnością wspólnego nie miał. Chyba żeby mówić o tempie umierania. Ono z całą pewnością było wolne.
Niemniej zaciągnął umierającego Bigdebina do Tupika, a potem... Potem kolejne dni zlały się medykowi w jeden przygnębiający ciąg obrazów, do których wracał bardzo niechętnie. Teraz jednak nadstawił ucha - po szturmie na pewno będzie mnóstwo rannych. Zawsze jest. A za każdą armią ciągnie całe mrowie ciur. Dziewek wszetecznych, obwoźnych handlarzy, cyrkowców, sług... oraz cyrulików i medyków. Jeden w tą czy w tą nikogo nie zdziwi. Szanse w każdym razie były większe niż w tej dziurze. Dlatego nie oponował, gdy przedstawiono plan. Zarysy planu. Pomysł właściwie. Ale wszystko było lepsze niż siedzenie i czekanie.
 
__________________
Sonda - Gobliny

Ostatni, cz. IV
Gladin, Druidh, Gob1in, Stalowy

Ostatnio edytowane przez hen_cerbin : 07-09-2021 o 22:50.
hen_cerbin jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-09-2021, 22:24   #6
 
Mike's Avatar
 
Semen smętnie patrzył w ogień, posrało się. A on chciał tylko przezimować. Poprawił wielka czapę i podkręcił wąsa. Za stary już był na takie hece. Co go podkusiło by wyjeżdżać na wieś. Najpierw huj strzelił ukradzione z trudem byłemu szefowi oszczędności, potem rąbanina z mutantami, a na koniec jebana rewolucja. Ech, trza było siedzieć na dupie w mieście.
- Gaspadin Mały, po prawdzie to my tu wyboru nie mamy. Też nie wierze w ozłocenia, ani w puszczanie wolno, ale jak się zakotłuje to jest szansa wynieść łeb na karku. Tedy, idę z tobą. Jaki jest plan?
 
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-09-2021, 10:36   #7
 
Junior's Avatar
 

Wszystko się dopalało. Łuna płonącego miasta wlała żar w żyły wielu mężów. Nie inaczej Cyryl. W przedziwny sposób stał on się entuzjastą pamiętnych wydarzeń. Stał się, a później dołożył wszelkich starań, aby odsunąć się w cień.

Daremnie. Nieznanym prawidłem grupa największych podpalaczy upatrzyła sobie Cyryla za swoistego mędrca. Przychodzili, częstowali, pytali. A ten siadywał na zydlu i odpowiadał. I mówił tak o zachowaniu równowagi, porządku i sprawiedliwości. Z nieznanych powodów indagujący zawsze słyszeli jedynie o zaprowadzaniu równowagi co to jej nie było. O ich własnym porządku oraz o sprawiedliwości wyrażanej w pochodni i ofierze. Przedziwne.

Ale to też było i minęło. Ogień wybuchł, objął swym władaniem dusze i ciała rozlicznych, strawił biorąc łapczywie co jego i przygasł. Jak zawsze. A Cyryl siedział na swym zydlu i czekał. Naturalna kolej rzeczy. Z czasem przestali do niego przychodzić. Czasem tylko ktoś skłonił się widząc go w oddali. Cieszył się de Montmort pewną estymą, ale po prawdzie przygasłą jak żar w palenisku. Byłą.

Tak też i tego dnia kiery pojawił się gość ze śmiałym planem Cyryl nie zareagował. Nie dopytywał, nie szukał w tej układance brakujących elementów. Bo i na co? W pożodze bitwy, co to logicznie rachując szybko miała w rzeź się przerodzić jedno jest pewne – najlepiej nie uczestniczyć. I to proste prawidło skazywało plan na społeczny sukces.

 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-09-2021, 17:37   #8
 
Bielon's Avatar
 
- Jaki jest plan?


Mały Thomas z zadowoleniem przyjął ich mniej lub bardziej jawną akceptację opowiedzenia się po stronie oblegających. Chwilę się zastanawiał, jakby chciał w słowa ubrać swe myśli. Co prawda przewodził bandom w dokach, ale nie musiało to oznaczać że jest myślicielem. Tupik mógł to potwierdzić, gdyby go kto spytał, ale swoje zdanie już nie raz przedstawiał kompanom, kiedy byli sami. Gdyby Mały Thom wcześniej i bardziej spektakularnie przyłączył się do Odnowicieli być może jego skład stałby wciąż. Co nie zmieniało faktu, że był u nich i przedstawiał swój plan na pomoc w odbiciu miasta. Pozostawało mieć nadzieję, że plan nie jest wyłącznie jego autorstwa.

- Plan jest prosty w prostocie zawsze siła! - uśmiechnął się szeroko i mrugnął do nich porozumiewawczo okiem - Przybędziecie na bramę na godzinę przed świtem żeby nie budzić podejrzeń. Moi ludzie będą się szykowali do zdania wam bramy. Jak codzień się to działo. To, że przybyliście nieco wcześniej pewnie nikomu nie będzie wadziło. Wiecie, prawdziwe poświęcenie dla sprawy, te sprawy, he he he - Sięgnął wielką łapą do bukłaka i też z niego pociągnął aż zadrgała grdyka. Czekali aż będzie kontynuował. Kiwając potakująco. - Rada myśli Lordowie się żrą, kto ma dowodzić. To prawda, ale z tego co wiem, doszli już do zgody. Myślą, że arystokraci będą chcieli wziąć miasto głodem ale to nieprawda. Był u nas zeszłej nocy na bramie człowiek od lorda Ademara, pana na Eidenhof, tego co go Kaprawiec wołają. Uzgodniłem to i owo z nim i wiem że jego wolni podejdą dziś o świcie w pobliże murów, tu przy Krowim Zagaju, ot będzie z dwieście kroków od naszej bramy. Kiedy oni zaatakują naszą rolą będzie tylko utrzymać barykadę i umożliwić im wejście w wyłom. Obok na murze są chłopaki Salisbury’ego, wiecie tego od manufaktury? - Spojrzał na nich. Wiedzieli. Salisbury kazał właściciela manufaktury Arne Trotta, jego dwóch synów i żonę, a także trzech brygadzistów i kilku majstrów wkręcić w koła zębate ich własnych maszyn. Tym zyskał rozgłos i poważanie u Odnowicieli. To był… kategoryczny człowiek. Pokiwali głowami, że wiedzą o kim mówi. Wszyscy chyba w mieście wiedzieli. - Z drugiej strony mamy Czarnego Jak Noc i jego dwunastkę. Oni wszyscy są z nami, więc jak się zacznie ruchawka razem powinniśmy utrzymać wyłom do czasu aż wolni wleją się przez niego a potem to już prosta robota. Sprzątanie. A gdzie się sprząta, tam się kurzy, hehehehe! - Wyraźnie zadowolony ze swego planu chwilę czekał na słowa uznania. Ale się nie doczekał. Wzruszył ramionami i wstał zbierając się do wyjścia. Na odchodnym jeszcze rzucił, by dobitnie uzmysłowić im wagę sytuacji. - Jak wszystko pójdzie dobrze to w południe Wusterburg będzie wolny z tego szaleństwa a my możemy tylko na tym zyskać. A nie udawajmy, że o co innego komukolwiek z nas chodzi.

Tym razem uśmiechnął się już szeroko i ruszył do wyjścia. Przez ramię jeszcze powiedział. - Pamiętajcie, najpóźniej na godzinę przed świtem bądźcie na bramie. Nie spóźnijcie się! - i wyszedł zasuwając za sobą starannie skórzane przepierzenie. W piwnicy jeszcze chwilę panowała cisza. A gdy chrzęst kroków Małego Thomasa ucichł, zaczęli rozważać jego plan.


***

Od teraz proszę Graczy o umieszczanie pod postem wyników 5 rzutów k100.

.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Niedorzecznik Forumowy
I inne takie
Kocham Kreigera, nigdy się nie myli!
Bielon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-09-2021, 20:30   #9
 
Eliasz's Avatar
 
Trzeba było być idiotą by zakładać że w planie nic się nie zjebie, a znając życie to miało się zjebać co najmniej kilka rzeczy. Niemniej nie szło też przewidzieć wszystkiego czy na wszytsko się przygotować. Warto było jednak poruszyć najsłabsze ogniwa „prostego planu”

- W sumie to dobrze…
- powiedział po chwili pociągając łyka , puszczając dalej w kolejkę coraz chudszy bukłak i odprowadzając wzrokiem odchodzącego Thomasa.

- Tak czy inaczej skończy się polowanie na kury, szczury i nietoperze – dodał z uśmiechem a widząc nieco zdziwione spojrzenia niektórych domyślał się, że pojęcia nie mieli co tam czasem halfling dorzucał do kociołka żeby wzbogacić jego zawartość – nic nie mówiąc o pochodzeniu mięska co by nie obrzydzić nikomu posiłku.

Wciąż był pełen podziwu dla Gudrun że udało jej się w tym mieście znaleźć żywą kurę, ktoś pewnie trzymał ją dla jajek – niemniej Tupik i tak zdziwił się że zdołał ją ukryć tak długo przez konfiskatą – czy też przed szabrem…

- Najgorzej jeśli żołnierze nie przebiją się wcale przez wyłom, bo zostaniemy sami jako kontrewolucjoniści i ani drogi w jedną ani w druga stronę. Niemniej jeśli tak się stanie to i tak lepiej będzie nam zginąć w walce niż poddać się Prokuratorowi. To pewne.
– Tupik zasępił się na myśl o potencjalnych torturach – nie tak chciał odejść z tego świata. W zasadzie to w ogóle nie chciał odchodzić, ale na pewne rzeczy wpływu nie miał… jeszcze…

- No dobra tak czy inaczej musimy się trzymać zwartą grupą, osłaniać jeden drugiego. Jeśli się nadarzy okazja w tym całym zamieszaniu i ataku wojska warto by iść z armią w kierunku Głosiciela – raz żeby upewnić się że już nic nie będzie głosił a dwa żeby odebrać mu co nieco… Nie będę ukrywał ze za szmal który zrabował będzie nam dużo łatwiej wydostać się z tego miasta chociażby przekupując wojskowe straże. Zresztą na wydostanie się w tą zimę jest jeszcze zbyt wcześnie a kasa przyda się do przetrwania ile trzeba zwłaszcza jak szlachta przywróci rządy prawa i sprawiedliwości
– zachichotał – to znaczy prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie – dodał z uśmiechem, dobrze wiedząc że sprawiedliwym będzie jak za cały ten trud i znój pracy na rzecz odnowicieli dostanie im się należna działka z skarbu Głosiciela. Przecież nie mógł dopuścić myśli że wpakował się do tego miasta i w całą tą kabałę na darmo – co to to nie…

- I jasne Gudrun jeśli będzie trzeba wybierać między życiem a złotem to wybór jest prosty, niemniej jeśli nadarzy się ku temu okazja to warto zatroszczyć się o złoto by właśnie zachować życie. Z biedakami nikt się nie liczy ani w tym mieście ani gdziekolwiek. – Dodał , kończąc wywód i wyciągając fajkę z cybuchem stylizowanym na głowę smoka, jedną z niewielu pamiątek z zamierzchłych czasów. Resztki zachomikowanego tytoniu nabił do cybucha dobrze wiedząc że jeśli jutro coś nie wypali i zakończy żywot to na ch… mu będzie oszczędzać teraz tytoń. Wolał nacieszyć się aromatem fajki i dymem w płucach póki miał ku temu jeszcze okazję i zdecydowanie wolał dym z tytoniu niż z przypalanego stosu na którym Prokurator chętnie by posadowił całą ich zgraje gdyby tylko wiedział co zamierzają.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 10-09-2021 o 08:36.
Eliasz jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-09-2021, 09:42   #10
 
Mike's Avatar
 
- A ja se tak dumam - zaczął stary kozak - że taniej zdobywca będzie wyciąć wszystkich w mieście. Zaczynając od tych na murach co się do nich plecami obrócą, coby wyłomu bronić... Albo dostaniemy kopa w mordę, albo w dupę.
Splunął w ognisko.
- Jak się zacznie to trza się schować i poczekać aż wojska przejdą, potem hyc do obozu oswobodzicieli, nakraść co się da i chodu. Pościg się zgubi, albo wybije... zresztą nie będą mieli głowy szukać uciekinierów. Na mróz się zdadzą...


2

100-stronna kostka
8

100-stronna kostka
92

100-stronna kostka
35

100-stronna kostka
49


 

Ostatnio edytowane przez Mike : 10-09-2021 o 21:07.
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:10.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168