Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-05-2022, 22:23   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Kultyści - Lato 2519

Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło





link: https://www.stivesgallery.co.uk/imag...our_lights.jpg

Zbór




Nad zatoką wzdłuż jakiej wybudowano Neus Emskrank kończył się ciepły, letni dzień. Mewy jeszcze piszczały nad wodą i miastem ale one też już szykowały się do zakończenia dnia. Mieszkańcy, dokerzy oraz marynarze kończyli swój dzień roboty i udawali się do domów, tawern i karczm aby nasycić żołądki i ugasić pragnienie. Zaś w trzewiach jednej ze starych kryp jaka już od dawna nie pływała tylko bujała się na falach przyboju robiąc za pływający magazyn robiło się coraz tłoczniej i głośniej. W miarę jak kolejne postacie podchodziły do burty “Starej Adele” stukały umówione hasło a po chwili słyszeli nieregularne kroki i nad burtą pokazywała się głowa starego bosmana obwiązana chustą na marynarski wzór. Widząc kto przyszedł spuszczał na dół drabinę po której można było wejść na pokład a potem do tylnej nadbudówki i schodami na dół do krótkiego korytarza i ładowni. Gdzie można było spotkać znajome twarze jakie często nie widziało się od zeszłego tygodnia. Można było usiąść przy stole do wspólnego posiłku. Jak zwykle królowały ryby. To akurat nie było dziwne w portowym mieście. A Kurt był mistrzem w łowieniu, przyrządzaniu i podawaniu ryb. Nawet ze zwykłych płotek potrafił zrobić całkiem smaczną zupę rybną albo gulasz. Ale dzisiaj na stole królował tłusty sum i młody tuńczyk. Suma Kuternoga złapał sam a tuńczyka kupił od znajomego rybaka. Ale część rzeczy i tak trzeba było kupić. Odkąd zabrakło Karlika który sponsorował te posiłki trzeba było robić zrzutki podczas tych zborów. I to co się uzbierało jednego tygodnia szło na zrobienie gościny w następnym.

Schemat się powtarzał co tydzień. Przywitanie, wspólny posiłek przy stole, luźniejsze pogaduchy o plotkach i strapieniach a także załatwianie pomniejszych spraw pomiędzy członkami zboru. W końcu to była jedna z niewielu okazji gdzie mogli się spotkać w jednym miejscu osoby z całkiem różnych warstw społecznych co poza burtami tego zboru byłoby nie takie proste. W samym zborze zaś mniej się liczyło pochodzenie a bardziej osiągnięcia dla grupy, staż i zaufanie jakim się cieszył u pozostałych. Tak zimą Egon awansował ze względnie świeżego rekruta na kogoś kto dorównywał autrytetem Kurtowi a ponad nim byli już tylko Silny i Łasica. Więc nawet jeśli na zewnątrz dla zachowania pozorów ktoś komuś musiał czapkować czy całować w rączkę to tutaj panowały dość braterskie i rodzinne relacje. W końcu w razie wsypy wszystkich ich by czekał marny koniec co pokazał ostatniej zimy przykład śmierci Karlika. Dziś jednak wyczuwało się większą ekscytację i podniecenie. Bo już w poprzednim tygodniu Starszy obiecał, że zapewne będzie miał do ogłoszenia coś interesującego. I faktycznie tak się stało. Gdy umył w misce ręce, wstał ze swojego miejsca w centrum złączonych stołów i wyszedł na środek ładowni. Zaraz za nim podążyła Merga. Znak, że właściwe spotkanie właśnie się zaczyna.




link: https://i.pinimg.com/originals/ac/06...e51f6cb354.jpg


- Drogie dzieci! Spójrzcie na nas! Spójrzcie na siebie! Rok temu nie było nas nawet pół tuzina! A teraz? Dwa tuziny! Spójrzcie jak rośniemy w siłę! To znak! To znak jak bardzo skorumpowane i zdeprawowane jest to miasto! To społeczeństwo! Jak bardzo podatne jest na podszepty naszych patronów! Nieważne którego! Nieważne skąd kto pochodzi i czym się zajmuje! Nieważne co ma na sumieniu! Wszyscy mogą znaleźć u nas swój dom i schronienie! Wszyscy możemy walczyć z reżimem zakłamanych ciemiężycieli którzy nas uciskają i oddają cześć słabym, fałszywym bogom! To my mamy rację! To my jesteśmy wyjątkowi, my jesteśmy wybrańcami prawdziwych bogów! To my zaprowadzimy w tym mieście nasze porządki! Wyrównamy rachunki krzywd! Dziś my musimy zginać karki! To my musimy się do nich fałszywie uśmiechać i udawać pokorę! Ale to się skończy! Nadejdzie dzień gdy to oni padną u naszych stóp i będą jęczeć o naszą łaskę! Oni będą się żreć między sobą dla naszej przyjemności i walczyć o okruchy z naszego stołu! Nie dzisiaj i nie jutro ale ten dzień w końcu nadejdzie! Pomścimy śmierć Karlika! Wygnanie Sebastiana! Mordęgę naszych sióstr i braci zakatowanych w kazamatach! Poddanych kaźni i straconych dla uciechy bezmózgiej tłuszczy! To my będziemy na szczycie i urządzimy to miasto po swojemu! - zamaskowany mężczyzna znany na zborze jako Starszy zaczął przemowę. A, że był płomiennym mówcom od razu porwał swoją publiczność. Dały się słyszeć oklaski, okrzyki poparcia i buntu na zastaną za burtami rzeczywistość. Wszyscy byli w jakiejś mierze buntownikami i rewolucjonistami walki z obecnym systemem. Dlatego ten system nie mógł dać im pardonu i musiał ich zniszczyć. Ale najpierw musiałby ich odnaleźć. A to jak dotąd siłom sterowanym z ratusza się nie udało. Ale przyjemnie było posłuchać jego przemowy jaka niosła nadzieję, że los się odmieni i to oni będą w końcu na górze.

- Pierwszym krokiem będzie odnalezienie darów jakie zesłali nam bogowie. One gdzieś tu są. Szepczą do nas. Słyszymy ich głos. Ale trudno było go zrozumieć. Ale na szczęście jest z nami nasza czcigodna wyrocznia która potrafi usłyszeć mowę bogów i zrozumieć ich przesłanie. - Starszy zakończył przemowę żegnany oklaskami i cofnął się o krok do tyłu wskazując na rogatą kobietę o niesamowitym blasu bijącym z oczu i fioletowej skórze.




link: https://i.imgur.com/szvwUUK.png


- Dziękuję ci mistrzu. - Merga skinęła głową oddając hołd swojemu gospodarzowi i opiekunowi. Od chwili uwolnienia wiedźmy oboje okazywali sobie wzajemny szacunek stając się z czasem duetem który zarządzał całą grupą.

- Myślę, że udało mi się odczytać słowa naszych patronów na tyle, że wreszcie mamy wskazówki jakie mogą nas doprowadzić do upragnionego celu. Każda z Czterech Sióstr zostawiła w tej okolicy skarby poświęcone swoim patronom. Co więcej odkryłam niedawno, że to zapewne tylko pierwszy krok i jest coś więcej. Dlatego echo tych tropów nakładało się na siebie i mnie tak długo zwodziło. Ale wreszcie mogę na to spojrzeć z właściwej perspektywy. - wyrocznia przechodziła spojrzeniem od twarzy do twarzy siedzących za złączonymi stołami i mówiła ciepłym, łagodnym głosem w jakim brzmiała jednak pewność siebie poparta wiedzą i doświadczeniem.

To, że gdzieś “tutaj” są jakieś artefakty pozostawione przez legendarne Cztery Siostry to wiedzieli wszyscy na zborze już od paru miesięcy. Niestety nie wiedzieli wiele więcej dlatego nie bardzo było jak zacząć te poszukiwania. Ale wreszcie mieli przełom.

Norra jaka poświęciła się krwawemu bogowi zostawiła swój wyczuwalny dla Mergi ślad w lesie. To musiało być w jakimś lesie, polana i stos czaszek na niej. Gdzieś na południu od miasta. Znamię było silne więc musieli być wyczuleni na wszelkie oznaki niezrozumiałego szału, ataków, buntów, walk i ogólnie aktom przemocy i rozlewowi krwi. Zwłaszcza takiego pozornie bezsensownego. Tak silny artefakt jaki Merga wyczuwała aż stąd musiał też jakoś wpływać i na umysły śmiertelników jacy byli znacznie bliżej tego miejsca.

Oster zafascynowana Oczulkiem Nurgle powędrowała i wracała ze wschodu. Ona ukryła swój dar gdzieś pod ziemią. W jakiejś dziurze, jaskini, lochach czy czymś takim. Powinno być tam dużo wody, stojącej, zatęchłej wody w jakiej roi się od robactwa. Czyli pasowałoby to preferencji Ojczulla. Ta woda oznaczała, że może to być gdzieś w pobliżu moża, jeziora czy rzeki. No i jakieś lochy, ruiny czy coś takiego pod ziemią. Oznaką tego mogą być ogniska nieznanych chorób i innych błogosławieństw jakie tak szczodrze Ojczulek zsyłał na ten ziemski padół.

Soren, wyuzdana ulubienica Księcia Przyjemności powędrowała na południe, w głąb kontynentu znacząc swój szlak spłodzonymi bękartami różnej maści. Ona też zostawiła prezent dla swoich wyznawców i tych co zdecydowali się podążać jej drogą. Tu jednak wyrocznia miała pewien dylemat. Wszystko wskazywało, że ów artefakt powinien być gdzieś na południu. W wodzie lub blisko niej, przy rzece, jeziorze, strumyku. Pewnie w ładnej i sielskiej okolicy sprzyjającej miłości wszelakiej i natchnieniu artystów. Bardzo możliwe, że miało to jakiś związek z syreną i alabastrem. Bowiem to nagłe pojawienie się wszelakich syren czy w snach, plotkach czy jako alabastrowych figurek w ciągu paru ostatnich miesięcy to też zapewne nie był przypadek. I ta syrena z Wrakowiska może być tego częścią. W każdym razie pamiątka po Soren powinna wabić do siebie kochanków i dewiantów, poetów i malarzy aby tam znależli ukojenie i spełnienie.

Vesta zaś przemawiała do Mergi najsilniej. Być może dlatego, że poświeciły się temu samemu patronowi. A być może dlatego, że ten artefakt wydawał się być najsilniejszy lub był najbliżej. Całkiem możliwe, że na terenie samego miasta lub blisko niego. Raczej na zachód od rzeki Salt jaka rozdzielała miasto na dwie połowy. Objawem działania mocy Vesty powinny być dziwne zjawiska, zaburzenia czasu, nietypowe sny i wizje związane z czasem i symbolami z nim związane. Po prostu trzeba było mieć otwarty umysł na wszelkie nienaturalne zjawiska.

- A oprócz tej sprawy z Czteremia Siostrami jest jeszcze coś. - Merga zakończyła omawiać to jakich śladów i gdzie powinni wypatrywać ale zanim zaczęli o tym rozmawiać wszyscy to podjęła nowy wątek. Spojrzała jednak na zamaskowanego lidera zboru aby teraz ten podjął ten wątek. Ten skinął jej głową i stanął obok niej zwracając się do pozostałych.

- Tak. Merga wkrótce nas opuści. Wróci w swoje rodzime strony. Do Norsci. Jesteśmy w trakcie organizowania tej wyprawy. Wróci do nas prędzej czy później aby wspomóc nas w poszukiwaniach swoimi wyjątkowymi umiejętnościami ale też przez jakiś czas jej nie będzie. To jest też okazja dla nas. - Starszy przedstawił wieść jaka była nowością. Odkąd bowiem udało się uwolnić błękitnoskórą i złotooką wyrocznię cały czas była z nimi i chyba nikt się nie spodziewał, że mogłaby ich opuścić. Ta wiadomość wywołała na większości zebranych poruszenie i zaskoczone spojrzenia i szepty.

- Tak, to prawda. Postaram się uzyskać tam pomoc dla nas. Ale nie ukrywam, że łatwiej by mi było coś ugrać jakby ktoś stąd popłynął ze mną. Ktoś silny i władczy. Moi współplemieńcy szanują silłę i zaradność. Mogą się sprzymierzyć z wielkim wodzem i silną armią. Ale pogardzają słabymi i żebrzącymi o pomoc. Na statek nie zabierzemy całej armii nawet jakbyśmy tu taką mieli. Ale też dobrze jakby mi towarzyszyli ludzie sprytni, silni i zaradni, jacy pomogliby mi przekonać moich sprzymierzeńców, że warto tu przypłynąć po chwałę i łupy. Że mają tu cennych i silnych sprzymierzeńców a nie słabeuszy i nieudaczników jacy liczą na ich łaskę bo sami nie umieją sobie poradzić. Dobrze też aby to bylu ludzie z więcej niż jednego patrona aby nie zamykać się na wsparcie od pozostałych. - złotooka mówiła prostymi słowami i poważnym tonem aby jej przekaz był czytelny i zrozumiały dla każdego.

- Czcigodna jest pewna, że ktoś z jej plemienia do niej dołączy podczas wyprawy powrotnej. No ale im lepsze wrażenie na nich zrobimy, im silniejszym partnerem w interesach się pokażemy tym będą nas poważniej traktować. I tym większy będziemy mieć na nich wpływ jak już będą tutaj. I swoją drogą dlatego też musimy znaleźć kryjówkę dla ich łodzi, ludzi i zapewnić im wikt i opierunek pewnie też i rozrywki bo inaczej ich krewki charakter może obrócić się przeciw nam wszystkim. Wiem, że to dla was nowość więc na razie tylko o tym mówię. Macie czas na przemyślenie nad tym wszystkim. Ale za tydzień chciałbym już mieć odpowiedź. Musimy wiedzieć kto by zamierzał zostać na miejscu i zająć się poszukiwaniami Sióstr a kto by szykował się na wyprawę na północ. Sama wyprawa raczej nie powinna ruszyć wcześniej niż w połowie przyszłego miesiąca. Jak macie jakichś zaufanych ludzi co byliby skłonni do wyprawy do Norsci to też dajcie mi znać, może uda się ich zwerbować. Załogę tego statku też musimy skompletować. - Starszy dopowiedział jakie są te wstępne zamiary na drugą połowę lata. Szykowało się sporo wypraw. Ale myśl o kontyngencie norsmeńskich wojowników nie jako piratów czy rabusiów ale jako sojusznikach wydawała się bardzo kusząca. Tylko to było jak z ostrym toporem co w nieumiejętnych rękach może pokaleczyć samego właściciela. Element był to bardzo krnąbrny i trudny do utrzymania w ryzach, zwłaszcza w większej liczbie. Mistrz dawał wszystkim swoim dzieciom czas do przyszłego zboru aby się nad tym każdy na spokojnie zastanowił. Chociaż od razu Łasica i Burgund przyklasnęły temu pomysłowi i co prawda nie zgłosiły się z miejsca na wyprawę do Norsci ale w sprawie dostarczania rozrywek norsmeńskich wojownikom i wojowniczkom jakby się takie też trafiły to były bardzo chętne. Vasilij zaś zgłosił, ze zna wybrzeże na tyle, że dla samego statku i jego załogi to by kryjówkę znalazł. Chociaż nie ukrywał, że bytowanie trudnej teraz do oszacowania liczby wojowników z północy byłoby dla niego trudne do zorganizowania bez wsparcia reszty kultu. Starszy jednak zapewnił go nie zostwią go samego z tym ambarasem i pochwalił jego postawę. Jak i obu łotrzyc bo właśnie o taką współpracę z Norsmenami chodziło.

Później zaczęła się już mniej planowa dyskusja wszystkich ze wszystkimi i o wszystkim. A na końcu te indywidualne rozmowy ze Starszym gdzie każdy mógł z nim porozmawiać o tych sprawach jakie niekoniecznie chciał poruszać przy wszystkich. Albo zapytać o radę czy zdać relację jak się posuwają sprawy jakie co jakiś czas mistrz zlecał niektórym kultystom. Nad portem słoneczny blask już dawno znikł gdy z jednej z zacumowanych na stałe kryp spuszczono drabinę. A potem co jakiś czas pojedyncze sylwetki, czasem duety, schodziły po niej na pirs po czym szły mieszając się z wieczornym, portowym gwarem i tłumem. Nic zdawało się nie wskazywać, że na tej starej i nieciekawej łajbie odbyło się jakieś nielegalne spotkanie. Dalej leniwie kiwała się na falach zatoki skrzypiąc cicho i uspokajająco wysłużonym drewnem i linami.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-06-2022, 18:26   #2
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 01 - 2519.06.27; agt; wieczór

Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło



Zbór



Słowa obojga liderów kulty wywołały spore poruszenie. Od dłuższego czasu snuto przypuszczenia, zwłaszcza na zborach, że na coś się zanosi. Ale jednak nie było potwierdzenia od tej najważniejszej dwójki w zborze czyli Mergi i Starszego. Łasica która po tragicznej śmierci Karlika po części przejęła rolę łącznika i koordynatora między nimi a resztą zboru też nic nie wiedziała albo skutecznie udawała, że nic nie wie. Była dość mocno zabiegana bo jak spora część kultu była zbiegami i musiała się ukrywać i najlepiej nie pokazywać w mieście to na nią spadło koordynowanie działań poszczególnych członków rozproszonych po mieście. A jej prawą ręką została jej kamratka Burgund. Więc z tą dwójką pozostali kultyści najczęściej mieli do czynienia gdy chodziło o przekazywanie wieści od szefostwa czy pomiędzy sobą. A ciągle coś załatwiały i w mieście i poza nim. Więc krążyły plotki o tym, że coś się szykuje. Ale co to nie było wiadomo aż do dzisiaj jak oficjalnie Merga i Starszy ogłosili jakby otwarcie nowego rozdziału w działalności kultu. To, że to wyjątkowy zbór świadczyła pełna frekwencja jakiej od dawna nie było. Nawet Silny i Egon wrócili z wygnania bo gdy stopniały śniegi i uruchomiono port Starszy kazał Vasilijowi aby ich przemycił za miasto. A gdy to się stało to Strupas poprowadził ich do jaskini mutantów z jakiej pochodziła Lilly. A tam Kopf i Opal przyjęli ich w gościnę pomni na pomoc żywnościową jaką w zimie zbór Starszego zorganizował w tym głodowym czasie. Więc duet mięśniaków tam właśnie spędzał zwykle ostatnie miesiące późnej jesieni i wczesnego lata. A teraz pierwszy raz od tamtego czasu wrócili do miasta więc młodsi członkowie zboru co zostali zwerbowani już po ich ewakuacji pierwszy raz mogli się z nimi poznać.



https://thumbs.dreamstime.com/b/brav...-179674102.jpg


Rune wydawał się z miejsca znaleźć z nimi wspólny język. Więc siedzieli we czwókę, ta czwarta to była Norma to Axe, wszyscy o wojowniczej naturze i wymieniali się różnymi przygodami, doświadczeniami i plotkami. I tych z dawnych lat, i ostatniego sezonu i tego co kto robił ostatniej zimy no i tego co się działo ostatnie tygodnie w mieście.

W naturalny sposób często wracał temat turnieju rycerskiego jaki miał się wkróce odbyć. Dokładniej to za tydzień, zaraz po rasnoludzkim święcie sagi i dla ludzi to niejako była kontynuacja jaką świętowali corocznym turniejem rycerskim. Cała trójka mężczyzn i norsmeńska wojowniczka była żywo zainteresowana tym turniejem i najchętniej by w nim wystąpiła.

- Nas to nie dopuszczą. Nie jesteśmy szlachetnej krwi, nie mamy pięknej zbroi, rumaka i kopii. To zabawa dla tych paniczyków z dobrymi nazwiskami. - mruknął kwaśno Rune. Pozostali pokiwali głowami zgadzając się z tym wnioskiem.

- Nie można? Dlaczego? U nas wszyscy walczą. Co chcą. Tak wybieramy najlepszych wojowników. - reikspiel Normy od zimy bardzo się poprawił. Mogła już się samodzielnie nim posługiwać. Chociaż nadal mówiła dość prostymi słowami i nie dało się ukryć, że to nie jest jej ojczysty język.

- U was to w tej wiosce może być wszystkich tyle co u nas samej szlachty. To nie ma co porównywać. No ale szkoda. Chętnie dałbym przez łeb jakiemuś paniczykowi, tak na oczach wszystkich. - Silny machnął ręką bo jednak nie uznawał, żeby jakaś wiocha za północnym morzem mogła się równać do ich miasta. To i tutaj jak się zebrała jakaś wioska na wesele czy co to można było spokojnie wszystkich w jednej chacie albo obejściu pomieścić. A miasto to była całkiem inna sprawa. Niemniej żałował, że nie będzie mógł pokazać swoich bojowych możliwości publiczności.

- My to i tak byśmy nie mogli się pokazać na oczy. Dalej za nami wiszą listy gończe. Od razu by nas capnęli. - Egon pokręcił głową na znak, że nawet jakby Norma czy Rune jakimś sposobem zdołali się zapisać na stawanie w szrankach to dla niego i Silnego i tak była to zamknięta furtka. Każdy strażnik by ich z chęcią złapał i odstawił heretyckich buntowników d lochu przed oblicza sprawiedliwości.

- Jakbyśmy mieli jakiegoś patrona to by może w jego barwach moglibyśmy stawać. No wiadomo ani konno ani ze szlachetnie urodzonymi ale może coś by było dla giermków czy zwykłych zbrojnych. Ale jak nie mamy patrona z koneksjami to dupa blada. - Rune znał realia z armii to wiedział jak to działa. No ale tam były inne zasady jak wszyscy należeli do armii. Teraz ten turniej organizowali możni i rycerze więc robili go z myślą o samych sobie a nie pospulstwie które mogło co najwyżej pełnić rolę widowni. I chętnie ją pełniło bo to było nie lada wydarzenie podobne do festynu.

- Może jarl by pomógł. Ona wielka pani. Potężna. Wiele może. Ja też bym chciała walczyć i pokazać co umiem. - Norma odezwała się po chwili zastanowienia. Wiadomo było, że jarlem czyli wodzem, nazywa Froyę van Hansen z którą w ciągu ostatnich miesięcy weszła w niezłą komitywę. Oprócz niej z kultystów jeszcze tylko Pirora miała z nią tak dobre relacje no ale jej jako szlachciance było łatwiej a Norma była tylko zwykłym wojownikiem. Teraz chyba zastanawiała się, czy blondwłosa piękność z zamiłowaniem do męskich rozrywek mogłaby jakoś pomóc w tej sprawie.

Czwórka zbrojnych jaka mniej lub bardziej otwarcie oddała się dominacji Krwawego Boga stanowiła główną siłę uderzeniową zboru. Chociaż nie było do tej pory taiej potrzeby a i tak zwykle dwóch z nich na stałe nie było w mieście a na miejscu Norma i Rune poza zborami rzadko działali razem. W oczywisty jednak sposób byli chętni podążać za śladami Norry. Dysutowali na ten temat całkiem żywo. Myśl, że gdzieś w okolicy mogą być jakieś artefakty pobłogosławione przez ich patrona bardzo im przypadła do serca.

- Ja bym spróbował ze zwierzoludźmi. Jak gadałem z odmieńcami co u nich mieszkamy to tam mówią, że coś tym kopytnym odbija. Rzucają się po całym lesie, polują na wszystko co się rusza. Opal rzucała jakieś wróżby czy co tam. Nie znam się. I coś może być na rzeczy. Ale to trzeba by wkroczyć na ich teren. No my nawet jakbyśmy poszli we czwórkę to może być mało. Może kogoś z tych z jaskini by wziąć do pomocy. Paru co umieją dzidę trzymać w łapach chyba by się znalazło. No ale czy by wystarczyło to nie wiem. - Silny główkował czy to co słyszał od plemienia Kopfa i Opal o ich kopytnych sąsiadów z lasu to może być ten ewfekt krwawego zewu Norry na jaki dzicy zwierzoludzie byli bardziej podatni niż ludzie czy nie. Opis mniej wiecej zgadzał się z tym o czym mówiła Merga jednak trudno było zgadnąć czy to właśnie to. Przecież zwierzoludzie zawsze byli dzicy i polowali na to co się dało.

- E tam, ty to zawsze wszystko tylko na jedno kopyto. Nic tylko pałą, przez łeb i kosa w żebra. Żadnej finezji. - z sąsiedztwa dobiegł ich pełen wyższości głos Łasicy. Nawet ci nowi słyszeli, że ta dwójka nie przepada za sobą. Ale póki na miejscu była tylko niebieskowłosa łotrzyca to wyglądało to na zwykłe plotki. Jednak teraz gdy Silny znów zawitał na “Adele” było to widać prawie od początku, że oboje starają się unikać i nie wchodzić w drogę.

- A ty co? Pewnie byś zaległa na plecach, rozłożyła nogi i czekała aż z tobą skończą. - Silny spojrzał na nią i odezwał się z nieukrywaną pogardą. Zrobiło się jakby ciszej bo po śmierci Karlika to właśnie ta dwójka była najwyżej w hierarchii po Merdze i Starszym. Z czego jak Silnego właściwie non stop nie było to właśnie kultyskta Węża stała się numerem 3 w ich hierarchii. Wcześniej, w zimie, mieli mniej wiecej równą pozycję no ale po tym jak właśnie Łasica najbardziej i najdłużej narażała się w konspiracyjnej robocie w kazamatach to i Merga i Starszy docenili jej poświęcenie i niejako mianowali swoją prawą ręką i wysłanniczką. Co strasznie zirytowało jej głównego oponenta w zborze czyli Silnego właśnie. No ale nawet on nie mógł zaprzeczyć, że właśnie ona siedziała w tych kazamatach najdłużej i nie dało się pomniejszyć jej roli w wydobyciu Mergi, Gretchen i innych z lochów. Nawet jeśli nie zrobiła tego w pojedynkę bo w końcu bezpośrednio czy pośrednio zaangażował się w ten numer cały zbór Starszego.

- Nie no co ty? Masz mnie za jakąś amatorkę? Albo kawałek drewna? Najpierw to są buziaki i robota na klęczkach. A potem to zależy jak się rozwinie sytuacja. No i nie poszłabym tam sama tylko wzięła jakieś fajne koleżanki do wspólnej zabawy. - Łasica odparła z dumną nonszalancją jakby jakaś pani nuczycielka mówiła do małego chłopca pouczając go w oczywistych rzeczach jakie ten przegapił. Wskazała nawet na chociaż część tych fajnych koleżanek jakie siedziały obo niej i te zaśmiały się wesoło na taki pomysł.

- Rżnęłabyś się ze zwierzoludźmi? - Rune mimo wszystko zapytał jakby i z niedowierzaniem i zafascynowaniem jednocześnie. On w końcu nie miał jakichś zatargów z dziewczyną z ferajny i wianuszkiem jej koleżanek to nie był na nią cięty jak Silny.

- No pewnie. Jeszcze tego nie robiłam to jestem ciekawa jakby było. A patrząc jakie Lilly ma talenty w tej materii to mogłoby być całkiem ciekawie. No a jak już byśmy się z nimi zaprzyjaźniły to sami by nas zaprowadzili do siebie i tego co tam mają. No a Lilly umie gadać po ichniemu to można by zapytać co im odbija od paru miesięcy. I by nikogo nie trzeba było zabijać. - łotrzyca mówiła to lekko i wesoło jakby miała własny plan na rozwiązanie zagadkowej nadaktywności zwierzoludzi. Ale przez to trudno było stwierdzić czy mówi to na poważnie czy tak tylko podpuszcza Silnego aby go wkurzyć.

- To jak byśmy miały to robić z nimi to stać lepiej nie. To trzeba się położyć i wypiąć kuperkiem dogóry. To jest uległa postawa samicy do kopulacji. Jak się stoi twarzą w twarz to to jest ostrzeżenie i wyzwanie. Jak się odwraca i ucieka to tchórzostwo i znak do zaczęcia polowania. No a jak się położy i wypnie kuper to znak gotowości do kopulacji. Znaczy jak samica to robi. - Lilly albo wzięła słowa koleżanki na poważnie albo tak chciała pochwalić się swoją znajomością zwyczajów kopytnych. Faktycznie jak się widziało jej kopyta zamiast stóp i zwierzęce łydki porośnięte różowym futrem to można ją było wziąć za kogoś z tego dzikiego plemienia. Chociaż urodziła się jako człowiek w jednej z okolicznych wiosek. I miała na tyle dyskretne te mutacje, że jak założyła długą suknie które przecież były powszechne wśród kobiet i obwiązała czymś swoje kopyta i łydki to właściwie mogła chodzić po mieście jak każda inna mieszczka. I lubiła chodzić po tym mieście i poznawać nowe miejsca i ludzi bo miasto wciąż ją fascynowało.

- Położyć się z kuperkiem do góry? No będę musiała spróbować jak będzie okazja. A na razie to ja bym proponowała się zająć naszą syrenką. Gdzieś tu jest, pewnie gdzieś na Wrakowisku i czeka tam na nas. Może nas zaprowadzić do tej wody i daru od Soren. Jak będziemy mieć coś co sprawia, że ludzie tracą głowę, zrzucają z siebie ubrania i zaczynają się kochać to całe miasto będzie nasze. Wystarczy pozwolić na orgie. Ja bym chętnie wzięła udział w takiej orgii. A tą syrenkę to Joachim spotkał pod koniec zimy więc gdzieś tam jest naprawdę a nie jakieś plotki. - łotrzyca uśmiechnęła się słodko do Lilly na te wieści jakby zakarbowała sobie te informacje w głowie do wykorzystania w przyszłości. Ale wróciła do tego co Merga mówiła o wskazówkach pozostawionych wiernym przez Cztery Siostry. Ona sama była zwolenniczką Węża. Nie było więc dziwne, że ciągnął ją lubieżny zew Soren. A to, że Joachim pod koniec zimy miał nieco niefortunne ale jednak spotkanie z syreną o jakiej krążyło po mieście tyle plotek to chyba wiedzieli wszyscy. No i to był jeden z kluczowych dowodów, że to nie są wyssane z palca plotki tylko ta syrena naprawdę gdzieś tu jest. No i zapewne też jakoś jest związana z zewem Soren. Być może podobnie jak zwierzoludzie inne istoty były bardziej podatne na ten zew sióstr. Tak to rozważał przynajmniej Starszy i Merga.

- Ja spotkałam takiego jednego ostatnio. - na te słowa odezwała się milcząca do tej pory Onyx.



https://i.pinimg.com/564x/b0/8b/65/b...b0f689f960.jpg


- Taki trochę bard a trochę poeta. Artysta. No i potem na zwierzenia mu się zebrało i chyba chciał na mnie zrobić wrażenie. Bo mówił, że znalazł uroczy zakąte nad jakąś zatoczką Salt na południe stąd. No i tam spływało na niego natchnienie. Zwłaszcza w pisaniu ody do miłości. To chyba można by tam pojechać i sprawdzić czy coś jest na rzeczy. Merga mówiła, że to coś może być z wodą związane. Nawet jak nic tam nie ma i tylko mnie bajerował to podobno ładne miejsce. Najwyżej zrobimy sobie jakiś piknik na plaży i jakąś orgię czy co. - młoda, rudowłosa hedonista mówiła z zastanowieniem. Bo chyba wcześniej na słowa owego znajomego nie zwróciła większej uwagi. Pomimo jego starań. Dopiero teraz słowa wyroczni przypomniały jej bo opis brzmiał dość podobnie do tego co opisywała rogata wiedźma.



https://cdnb.artstation.com/p/assets...jpg?1591226328


- E tam! Orgie! Niedorzeczność i stata czasu! - Sigismundus też nie wytrzymał i prychnął pogardliwie. Wydawało się, że młode, zdrowe i pełne życia osoby go irytują. Zwłaszcza jak nie mógł ich poddać swoim eksperymentom. Bo wtedy to młode, zdrowe i pełne życia osoby zwykle stawały się jeszcze bardziej pełne życia. Innego życia. Co niesamowicie go cieszyło i fascynowało gdy mógł obserwować te kolejne etapy jakim jego patron od plag przemieniał zdrowe i żywe czyli nudne ciało w coś o wiele ciekawszego i barwniejszego.

- No… Chyba, że te he he orgie by służyły do rozniesienia błogosławieństwa nowego życia… No to tak, wtedy to tak, to he he tak, mogłyby się przydać takie orgie. - mężczyzna w ozdobnych szatach nagle jakby dostrzegł pewną sprzyjającą okoliczność dla jakich znajdował coś pozytywnego w takich orgiach w jakich lubowały się kultystki Węża. Te spojrzały na niego z niesmakiem bo raczej nie miały ochoty się z nim zadawać i stać się obiektem jego plugawych eksperymentów.

- Mnie się trafił ostatnio ciekawy okaz. Kobieta. Młoda, silna, zdrowa. Chyba ładna. Pewnie by wam się spodobała ale nie, nie, nie dla psa kiełbasa. Ona jest moja. I jest piękna! Ma piękne wrzody i robaki, tak, tak, piękne ma te robaki. Na początku krzyczała i mówiła, że jestem potworem. Ale teraz już nie krzyczy. W ogóle już wiele nie mówi. Jeszcze trochę, jeszcze trochę poczekać i pokocha to wszystko tak samo jak ja. O tak, i teraz ma sny. Sny o jaskini, szczurach smrodzie i robakach. I bagiennej wodzie. To tak, Oster przez nią przemawia, to pewne. Mówi o jaskini, o jaskini w klifie. Tam trzeba szukać. Na wschodzie. Ona jest silna i wytrzymała, wygląda chudo ale może dużo znieść. Myślę, że musiała się zetknąć z jakimś dotykiem Oster wcześniej i ona ją pobłogosłowiła. Bo wszyscy inni umarli od nadmiaru błogosławieństw Ojczulka a ona jeszcze nie. I pochodzi ze wschodu, wschodniego wybrzeża, tam trzeba szukać tej jaskini. Na pewno tam jest dar od Oster. Weźmiemy ją na smycz i niech nas prowadzi. Niech jej sny nas prowadzą. Tak wam mówię trzeba he he zrobić a nie jaieś orgie i zabijanie, to dziecinada, trzeba działać pełnoskalowo. Jeden dar od Oster i to miasto padnie w krwawych biegunkach i plwocinach dając początek nowemu życiu. - Sigismundus zaśmiał się chrapliwie na koniec a cały czas mówił szybko i jednym ciągiem jak jakiś nawiedzony kaznodzieja. I głosił swoje poglądy z całą mocą i pewnością siebie. To też do pewnego stopnia zazębiało się z tym co Merga mówiła o darze od Oster bo właśnie chodziło o jakąś stojącą wodę i jaskinie. Może to to samo o czym mówił szalony medyk i aptekarz? Nie wiadomo.

- Jesteś ohydny. - mężczyzna w gustownym kubraku z modnymi, bufiastymi rękawami rzucił do kolegi ze zboru obdarzając go niechętnym spojrzeniem.




https://www.nicepng.com/png/full/116...d-merchant.png


- Jakbyście użyli logiki i połączyli fakty w logiczną całość to wskazówka rzucana przez Vestę jest oczywista. - Tobias był zapewne jednym z najlepiej wykształconcyh członków kultu. Był też guwernantem i nauczycielem pociech tych których było na to stać. Często wiec zdradzał takie profesorkie zapędy co nawet na zborze wiele osób drażniło. Ale chyba trudno było mu nie okazać swojej wyższości intelekturalnej nad innymi.

- Jakie fakty? - zapytała Łasica starając się zachować neutralny ton. Na to pytanie Tobias widocznie czekał bo uśmiechnął się z wyższością gotów udzielić swojego wykładu.

- To oczywiste. Pamiętacie te dziwne zdarzenia z ostatniej zimy jakie miały miejsce gdy przenoszono jakiś tajemniczy ładunek do Akademii Morskiej? Komuś ponoć nawet eksplodowała głowa. To przecież oczywista wskazówka, że mamy do czynienia z czymś nadnaturalnym. Możliwe, że magicznym. A czyją domeną jest magia? Więc myślę, że właśnie w trzewiach Akademii powinniśmy szukać daru od Vesty. Nawet taka prosta dziewczyna jak ty powinna to dostrzec i przyznać mi rację. - dodał z nieukrywaną wyższością jaką odczuwał wobec niepiśmiennej dziewczyny z ferajny jaką była niebieskowłosa łotrzyca. I sądząc po jej mocno zaciśniętych ustach raczej nie zarobił w jej oczach plusa takim stylem wypowiedzi.

Dyskusja rozgorzała na dobre bo wyglądało na to, że w sprawie Sióstr każde stronnictwo parło ku swojej patronce aby to właśnie tym poszukiwaniom nadać priorytet. A raczej zbór chociaż znacznie powiększył się liczebnie podczas ostatniego roku to jednak nie miał sił aby aż tak się rozczłonkować i wysłać w miasto a nawet poza miasto kilka grup poszukiwawczych. Jasne było, że trzeba na coś się zdecydować i od czegoś zacząć. Ostateczny głos pewnie mieli Merga i Starszy ale ci na razie nie ingerowali w dyskusję czekając co się z tego żywiołowego kotła wyklaruje.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-06-2022, 22:16   #3
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 1 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
- Dzieci, dzieci! - zawołał Otto unosząc dłonie, aby uspokoić zbór - Wszystkie wasze pomysły mają wartość i wszystkie będą wzięte pod uwagę. - Spojrzał na Łasicę i Silnego - Nie ma sensu się obrażać i wywyższać… jeszcze.
Otto "Puste Oko" przyłączył się do kultu gdzieś na wiosnę, na początku pomagał kultowi z jego medycznymi problemami, ale z czasem zaczął się okazywać jako religijny "przywódca' kultu. Nie śmiał nigdy, podważyć autorytet Starszego, służył jednak członkom zboru jako doradca w odnajdywaniu nowych metod oddawania czci Bogom.
Sam Otto wyglądał niepozornie. Proste szaty, krótki brązowe włosy, jedyne co przykówa uwagę to brak prawego oka i blizny po poparzeniach na prawej stronie twarzy. Te okaleczenia na ogół są zakryte są za drewnianą pół-maską, jednak zawsze podczas zboru Otto odsłania twarz.
Kolejny wyróżniający się element jego ekwipunku to gruba księga, którą zawsze trzymał blisko siebie.

Informacja o misji Mergi była zarówno niepokojąca jak i ekscytująca. Brak ich wyroczni może wstrząsnąć rozkładem sił wewnątrz kultu, a to oznacza walkę o władzę.
- Życzę ci powodzenia czcigodna, nasze spotkania nie będą takie same bez twego majestatu. - spojrzał na Starszego - Wracając do tematu artefaktów, nie usłyszałem niczego konkretnego, ale…- sięgnął do plecaka i wyciągnął kilka kartek.
Dało się słyszeć zbolałe westchnienia zgromadzonych.
- Znowu przyniosłeś te bohomazy swoich pacjentów? - zapytał z przekąsem Tobias.
- Tylko ignorant odrzuca poszlaki ze względu na ich pochodzeniem drogi Tobiasie. - uczony prychnął na oskarżenie i obelgę mnicha - Moi podopieczni. "Obłąkani", "Lunatycy", "Odmieńcy"... słowa zabobonnych, nic nie rozumiejących głupców. - ułożył kartki przed sobą, czystymi stronami do góry - Ci biedacy dojrzeli prawdę świata, istotę Chaosu, ich ciała i umysły nie były w stanie znieść tego i w obronie swego istnienia doprowadziły się do szaleństwa. - zamknął swoje pojedyncze oko - Ale połączenie z domeną naszych Bogów, ciągle jest i tak jak moje puste oko, są w stanie dojrzeć prawdy, których my nie widzimy. - jego dłoń zaczęła dotykać kartek - Widziałem początek naszej podróży, jak i jej koniec. Zbierzemy artefakty, bo taka jest wola Bogów, inne zakończenie jest nie możliwe. Ścieżki są jednak różne, nie ważne jednak, którą drogą pójdziemy koniec będzie taki sam. - dotknął jednej z kartek i przewrócił ją rysunkiem do góry - Pytanie tylko, od czego powinniśmy zacząć?

Rysunek był dość prosty, pokazywał martwe drzewa o brązowo-zielonych pniach, które były zanurzone w zielono-szarej cieczy, wśród drzew było widać jakieś inne kształty. - Hm… Vigo.- zamyślił się mnich - Ostatnio złapał jakiegoś syfa, strasznie gorączkuje i majaczy, ale przekonałem go do narysowania tego co widzi we snach. - wskazał na rysunek - Podejrzewam, że to może być Teufelsumpf, lub jakieś inne moczary. A te istoty… - wskazał na jeden z kształtów między drzewami - To trolle. Nurgle uwielbia gnębić te istoty, ich moc regeneracji jest wyzwaniem dla jego chorób. Jeżeli artefakt Oster znajduje się pod ziemią, może wpływać też i na te szkaradztwa. - schował pozostałe rysunki. Teraz zaczął rozważać pozostałe poszlaki.
- Zwierzoludzie są ciekawym tropem, ale nienawidzą wszystkiego co cywilizowane. Szanują jedynie siłę, więc obawiam się, że wystawianie kuperka będzie musiało poczekać, aż nie ustalimy sojuszu.- Zerknął na Onyx - Orgia na plaży brzmi kusząco moja droga, ale mamy priorytety. Jeżeli mogłabyś zaciągnąć jeszcze języka u tego poety, mogłoby nam pomóc. Ja sam spróbuję się znowu wkręcić do Klubu Poetyckiego, może ktoś coś słyszał. Co do akademii… ktoś z nas wie jak włamać się do takiego miejsca niezauważonym? Nie chcemy kolejnych listów gończych. -ponownie się zastanowił, zamknął swoje jedyne oko, ale zgromadzonym się wydawało, że jego pusty oczodół ich obserwuje.
- Dar od Oster wydaje się najprostszym do uzyskania. Z jego pomocą, będziemy może w stanie łatwiej zyskać pozostałe. - Spojrzał otwarcie na zgromadzenie - Nie mamy sił, aby zabrać się za wszystkie na raz, szczególnie, że czcigodna nas opuszcza. Polecam więc, zabrać się za jeden, a potem kolejny.

Pozwolił teraz pozostałym powiedzieć swoje opinie. On sam wrócił do rysunków swoich podopiecznych, być może ujrzy jakąś inną poszlakę.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-06-2022, 17:59   #4
Edgelord
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 1 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację


Słowne przepychanki kultystów analizował mężczyzna w piątej dekadzie życia, zapewne niegdyś o włosach ciemnoblond, jakie pożegnał wraz z nadejściem szarości przywołanej skradającymi się latami żywota. Owa szarość mogła także kojarzyć się z oprószeniem włosów popiołem wianym podmuchem wiatru z gorejącego płomieniem stosu. Ni jasność myśli, ni fizyczna sprawność nie chciała jeszcze porzucać postawnego człowieka, a jednak w jego spojrzeniu czaiło się zgorzknienie. Ciężko było się dziwić, jako że jeszcze niedawno nie ukrywał szlachetnego pochodzenia oraz cieszył się statusem zguby oczekującej prawdziwych (w najlepszym wypadku) winnych konszachtów z Chaosem w każdej postaci. Wzbudzał strach samą obecnością, możliwością zwrócenia swojej uwagi na biednego obywatela Imperium, który nawet nieświadomie wszedł w kontakt z plugawym słowem gubiącym nieśmiertelną duszę.
A Heinrich von Achterberg nie był znany z litościwej natury... jak i z litości wobec winnych nie byli znani inni Łowcy Czarownic. Różnica była, iż Heinrich mógłby przymknąć oko, jeżeli to służyłoby jego interesom w większym obrazie.

Ironicznie jawiło się, iż ten cięty na Magów niepodążających prawami i parających się magią chaosu, od półtora miesiąca sam pojawiał się w szeregach kultystów, a wedle słów Łasicy najbardziej chciał skontaktować z tymi, na których tak polował. Wręcz dało się zauważyć w jego zachowaniu usilnie skrywane nutki desperacji.
Tajemnicą nie pozostało długo, iż sam Heinrich przywitał w sobie mutację. Nie chwalił się, nie zaprzeczał, a jakakolwiek była - nie ujawniła się w miejscu, jakiego ukryć nie można, jednak nie śpieszno mu było zaspokoić ciekawości innych.

Pojawianie się na zborach jawiło się Heinrichowi odrealnione. Ciągle cierpiał to okropne uczucie, jakby leżały jego czyny w sprzeczności z całym poprzednim życiem, a w tym i z nim samym, jednocześnie uważając je za całkowicie sensowne i uzasadnione. Co innego miał zrobić? Popełnić samobójstwo? Czy ogniem powinni zakończyć jego żywot? Wiedział, iż na nic poza szybką śmiercią liczyć nie mógł od dawnych kamratów. Stał się nagle tym, z czym walczyli, czego mieli nienawidzić.
I był teraz tym, czego sam nienawidzić powinien...

Patrząc na Mergę, wciąż głęboko w myślach krążył mu pogłos snów, jakie zaprowadziły go w objęcia kultu. Wcześniej uważał takie za objaw spaczenia, kierował na stos tych, którzy je miewali. Nie mylił się w tym, choć...

Ech, to już nie było takie proste.

Przemowa Starszego ruszyła w Heinrichu nutę, jakiej wolał nigdy nie usłyszeć. Starał się tłumić ją zgorzkniałością spowodowaną sytuacją. Sprzeczności, w jakie go wcisnął los, stawały się nie do wypłynięcia z nich nieważne, jakimi gimnastykami umysłowymi chciał to wszystko uzasadnić, a słowa Starszego tylko głębiej wpychały w toń zwątpienia we własne przekonania. Reakcje kultystów także nie pomagały w wypłynięciu na górę.
Heinrich musiał przyznać przed samym sobą, iż stare życie zamknęło swe bramy przed nim. Teraz znalazł się tutaj, pośród innych wzgardzonych i choć nigdy by się tego nie spodziewał - zaczynał czuć się na miejscu.

Słowa o wyprawie nie zrobiły takiego zamieszania u byłego Łowcy Czarownic, co u kultystów z większym stażem. Wspomnienie poszukiwania artefaktów połączyło się w umyśle z informacjami, do jakich dotarł podczas swojej działalności najemniczej w mieście.

- Najemnicy są zbierani. - rozbrzmiał głos Heinricha twardy z natury i wyprany z emocji - Selekcjonują ich uważnie, nie chcąc brać kogokolwiek, byle oszczędzić grosza. - nowy nabytek kultu przesunął wzrokiem po zgromadzonych - Każdego niesprawdzonego nie przyjmie pracodawca, więc do nich się nie zbliżyłem dostatecznie.
Oparł łokcie na stole, krzyżując spojrzenie z Łasicą.
- Pracodawca się nie pojawił, a jedynie osoba zachęcająca odpowiednich najemników. Możliwie wybór już został ustalony. Nawet wasze kuperki nie zadziałają, gdy główny kogut poza kurnikiem. - wrócił spojrzenie na wszystkich.
- Cokolwiek jest dla nich, owiane zostało tajemnicą. Ktokolwiek potrzebuje tych ludzi, nie jest skory pokazać się wprost. Jedynie krążą plotki, że wybrani zostali wysłani poza miasto. Czemu tylko plotki? Ponieważ jeszcze nie powrócili, zostawiając ludzi tylko z niezaspokojoną ciekawością i gorzkim smakiem umknięcia pieniądza sprzed nosa. - uśmiechnął się półgębkiem bez radości - A opłacający zachęcił sowicie. Zależy mu bardziej niż na złocie, więc albo ma go w bród, albo cel jest tak istotny, że przewyższa wizję głodu.
- Sądzę, że nie możemy się skupiać na jedynie najbardziej oczywistych miejscach do poszukiwań. Ewidentna odpowiedź może być mylna. Nie wpadnijmy w pułapkę naszych własnych przekonań. Pamiętajmy też w poszukiwaniach... - spojrzał w przestrzeń - ...nie tylko my możemy być zainteresowani.

 
__________________
Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

szpital do 12 03

Ostatnio edytowane przez Zell : 15-06-2022 o 08:27.
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-06-2022, 03:45   #5
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 1 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację


Młody, wyglądający na niewiele ponad dwadzieścia lat czarodziej siedział nieco na uboczu, w zamyśleniu słuchając wymiany słów. Mimo młodego wieku nie ulegało wątpliwości że jest adeptem Kolegium, na co wskazywały jego szaty, amulet na szyi oraz zakończona diamentem laska. Joachim dołączył do Zboru podczas zimy, przybywając tutaj prosto z Altdorfu i dostawszy w mieście stanowisko rezydenta Kolegiów, w związku z czym większość członków była już z nim zaznajomiona. Wiadomo było, że zajmuje się astrologią i udziela w tej kwestii porad miejscowej elicie, nawet jakiś czas gościł w domu van Hansenów, jednej z najbardziej wpływowych szlacheckich rodzin w tym mieście, od których wprawdzie się wyprowadził ale co jakiś czasu zapraszali go na przyjęcia i inne wydarzenia.
Jednak jeśli chodzi o braci i siostry z Kultu o niższej pozycji społecznej to nie wydawał się traktować ich wyniośle. Sporo czasu spędzał z Aaronem, mającym skłonność do pijaństwa innym adeptem Kolegium, wspólnie prowadzili badania nad pewnym opętanym podobno przez demona osobnikiem. Spotykał się też z samą Mergą, która nauczała go niebezpiecznej lecz budzącej pokusę sztuki demonologii. Pomimo tego, że jego patronem był Pan Przemian i sztukom tajemnym poświęcił życie, całkiem dobre relacje miał też z dziewczynami z ferajny i Slaaneshytką Pirorą, z którą współpracował przy infiltracji wyższych sfer Neus Emskrank. Najwyraźniej nie był typem uczonego, który unikał zupełnie kobiecych dźwięków, miał nawet za sobą epizod z intrygującą mutantką Lily.

Z rozmyślań wyrwała go sprzeczka Tobiasa z Łasicą. W teorii powinno mu być bliżej do ceniącego wiedzę strojnisia, ale jego arogancja zaczynała być irytująca. Poza tym jakiś nauczyciel nie mógł się przecież równać z prawdziwym magiem, takim jak on.

- Myślę Tobiasie, że nie powinieneś kwestionować kompetencji naszej Łasicy. Chyba nie byłeś wtedy jeszcze z nami, ale to ona była mózgiem operacji uwolnienia naszych braci i sióstr z Kazamatów, w której ja również uczestniczyłem. A i teraz bardzo wiele jej zawdzięczamy.

- Zgadzam, się że lepiej skupić się na jednym tropie, chociaż z drugiej strony nie jest nas teraz mało a każdy ma nieco inne możliwości i zainteresowania. W tej kwestii będę w najbliższych dniach szukał znaków ukrytych w układach gwiazd - oświadczył z dumą.
- Ja rzeczywiście spotkałem się już z Syreną i mogę potwierdzić że nie jest to plotka, słyszałem na własne uszy jej magiczny i niosący zgubę marynarzom śpiew. Ta istota sama też wydaje się być zainteresowana muzyką i śpiewem, możemy połączyć siły i tym razem może uda się nam ją pomyślnie schwytać - uśmiechnął się w stronę grupy wyznawczyń Pana Rozkoszy. Widać było, że nie chce stracić praw do tropu, którym zajął się jako pierwszy.

- Oczywiście inne tropy też warto zbadać, w Akademii Morskiej już bywałem i prowadziłem badania, więc mogę bez problemu tam się dostać i poszukać śladów magicznej aury.

Kiedy odezwał się Heinrich, czarodziej taksował go niespokojnym spojrzeniem. Doszły go słuchy, że tamten jest byłym łowcą czarownic i na takiego nawet wyglądał, a on zdecydowanie nie miał powodu darzyć sympatią tych fanatyków, nie po tym co spotkało przed laty jego rodzinę.

- Cóż jest takiego niezwykłego, że ktoś zbiera najemników? - odezwał się zimno. Czy udało ci się tą przyczynę ustalić? Wiesz oczywiście, że w mieście znajdują się łowcy czarownic? - spytał się, ciekaw reakcji mężczyzny o popielatych włosach.



 
Lord Melkor jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-06-2022, 01:41   #6
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 1 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
- Cieszą mnie twe słowa Otto. Ale nie wybieram się za morze już zaraz. Myślę, że przygotowania jeszcze tydzień czy dwa zajmą. I też chciałabym mieć czym się pochwalić i skusić moich pobratymców do przybycia tutaj. Czyli dobrze jakby do tego czasu dało się zdobyć coś namacalnego co pozostało po Czterech Siostrach aby im pokazać. - rogata wyrocznia skinęła uprzejmie głową na słowa jednookiego kultysty. I doprecyzowała jak to zapewne może wyglądać z jej podróżą do Norsci. Po części też pewnie by miała lepszą pozycję w negocjacjach jakby do tego czasu pozostałym kultystom udało się zdobyć jakiś artefakt czy coś podobnego w tej kwestii co by mogła zawieźć za morze i tam pokazać współplemieńcom.

- A z tym wystawianiem kuperka to nie wiem czy wiesz Otto ale zwykle jak już jest po to raczej to sprzyja zawieraniu znajomości, przyjaźni i sojuszy. Więc niekoniecznie musi to być wisienka na torcie negocjacji z kopytnymi. - Łasica zaczepiła o inny wątek poruszony przez byłego mnicha. Widocznie niekoniecznie zgadzała się z jego wnioskami co do kolejności zdarzeń i kroków w razie ewentualnych kontaktów ze zwierzoludźmi.

- Nie wiem czy go jeszcze spotkam. Spróbuję. Nie przywiązywałam do tej pory wagi do niego i jego słów. Dopiero jak teraz Czcigodna wspomniała to przypomniałam sobie o nim. Wtedy jak o tym mi mówił to za bardzo więcej nie powiedział o tamtej zatoczce. Tyle, że to Salt i gdzieś na południu od miasta. - Onyx obiecała, że zrobi co się da z tym swoim znajomym artystą co jej tak opowiadał o owej zatoczce co teraz dziwnie pasowała do opisu Mergi. Ale nie była pewna czy go odnajdzie i co z tego wyniknie, czy dowie się coś więcej czy nie. Jednak obiecała spróbować.

- Z dziewczynami z klubu ja mogę popytać. Ale spróbuję ci załatwić zaproszenie na następny Bezahltag. Raczej powinno mi się udać, Kamila mnie lubi no ale to jej spotkania i ona ma ostateczne słowo. Jak nie to się nie przejmuj, zorganizuję coś w mojej galerii. Przydałby się jakiś pretekst więc jak masz jakiś nowy wiersz czy obraz to to by mogło być. - z kultystów Pirora chyba była najbardziej zagłębiona w śmietankę towarzyską miasta, zwłaszcza tą część co się interesowała szeroko pojętą sztuką no i ona zwykle była najlepiej poinformowana co tam się dzieje no i mogła właśnie pomóc pozostały zorganizować jakieś spotkania na tym wyższym, towarzyskim szczeblu. Więc była gotowa wesprzeć w zamiarach swojego kolegę kultystę.

- O, właśnie, dobrze prawisz Otto. Od razu mi wyglądałeś na inteligentnego, młodego człowieka. Nie ma co kombinować, weźmiemy moją ślicznotkę na smycz i zaprowadzi nas jak świnia do trufli do tego daru Oster. - za to Sigismundus rozpromienił się na słowa jednookiego który jak na razie jako jedyny poparł jego pomysł. Od razu potraktował go jak sojusznika dla tej sprawy.

- Nie wiem czy wiesz. Ale prowadzanie kogoś na smyczy po ulicy to jednak trochę rzuca się w oczy. - Silny parsknął nieco ironicznie zwracając uwagę na to co chyba zapomniał medykus i uczony. No i trudno było się z tym nie zgodzić.

- Poza tym nie wiadomo jak daleko by nas zaprowadziła. Może to w mieście, może rzut beretem za blankami a może tydzień drogi przez dzicz stąd. - Burgund też dorzuciła coś od siebie no ale ona jako zwolenniczka Węża raczej była zainteresowana dziedzictwem Oster czyli tymi tropami z syreną i może tą rzeczną zatoką co tam jakiś znajomy Onyx coś mówił.

- Ktoś zbiera jakichś najemników? Gdzie? Po co? Kto? Na załogę jakiegoś statku czy co innego? Bo mnie nie było w mieście to nie wiem. - Silny za to wrócił do tego o czym mówił były łowca czarownic, bo widocznie niezbyt wiedział jak ma ugryźć te wieści.

- Ja tam bym chętnie spróbowała z tymi kuperkami i zwierzoludźmi no ale ta syrena też mnie ciekawi. Ciekawe czy jest jakaś piękna. Jak od naszego patrona to chyba powinna prawda? Jakby była piękna to chciałabym się z nią kochać! No chyba, że to jakaś obślizgła maszkara i zimna ryba… No to wtedy niekoniecznie… - Łasica odwdzięczyła się za wsparcie Joachima w starciu słownym z Tobiasem obdarzając magistra słodkim i uroczym uśmiechem. No ale, że Wąż był w niej silny to wolała się zająć dziedzictwem Soren albo chociaż tymi sprawami jakie dostarczałyby jej ekscytacji i podniety. Niemniej nie była tylko wyuzdaną trzpiotką co dała wyraz zaraz potem jak wróciła do spraw dla niej służbowych czyli przeniknięciu do Akademii Morskiej.

- Na włam to się idzie na pewniaka albo prawie. Ja i Burgund możemy sforsować mur w nocy i gdzieś się włamać. Ale gdzie? To cały kompleks ta Akademia. A do włamu to potrzebny jest budynek, pietro, pomieszczenie, które to drzwi i okna. Potem to na ile się da rozpoznać, obejrzeć jak to wygląda, jak da się podejść, jakie są zabezpieczenia. i dopiero się robi włam. Zresztą włamuje się po coś. Można w ciemno, ale zwykle wiadomo chociaż mniej więcej co tam powinno być. A teraz to nawet nie bardzo wiemy czego szukać. A w zimie coś było o wybuchających głowach. Nie uśmiecha mi się podchodzić do czegoś od czego wybucha głowa. - włamywaczka wystawiła swoją fachową opinię jak to zwykle wyglądają przygotowania do włamu. Chociaż w tak ogólnych zarysach i założeniach. Patrząc na to jej oczami no to faktycznie prawie nic nie wiedzieli poza jakimiś plotkami z zimy na jakie teraz Tobias zwrócił uwagę.

- Można też na oszusta. Wtedy zależy kto. Nam to by najłatwiej było udawać jakąś służbę czy co. Tak jak w zimie Łasica Katię udawała. Albo Egon strażnika. To by można tam się rozejrzeć. Ale jeszcze łatwiej komuś kto tam po prostu może sobie legalnie wejść. - Burgund często działała w duecie z Łasicą podczas różnych numerów na mieście gdy były “na robocie”. Obie miały podobne doświadczenia i umiejętności chociaż niebieskowłosa była przy tym bardziej skradaczem i włamywaczką a rudzielec oszustką i naciągaczką. Teraz popatrzyła na Joachima i Tobiasa którzy w tym gronie powinni mieć najłatwiejszy dostęp do biblioteki Akademii a może i innych urzędów i biur jakie się tam znajdowały. Może jeszcze Sigismundus jako aptekarz i cyrulik też miał spore szanse aby tam się legalnie dostać. Niemniej podobnie jak Onyx i Łasica jakby miała wybierać to wolałaby coś bardziej pobudzajacego żądze i zmysły niż nudne udawanie praczki, kucharki czy służki dzień po dniu. W zimie widać było ile Łasicę to kosztowało i chociaż sumarycznie się bardzo opłaciło to jednak włamywaczka nie wspominała tego jako coś przyjemnego. Więc niezbyt jej i jej koleżankom uśmiechało się ponownie pakować w coś podobnego chociaż nie powiedziały “nie” w takiej opcji.

Heinrich obdarzył Joachima spojrzeniem najwymowniej wyrażającym jego podejście do młodego maga - kryła się w tym mdłym, niezainteresowanym wzroku jakaś tłumiona niechęć pomieszana z brakiem zainteresowania.
Czasy zmieniły się dla byłego Łowcy Czarownic, ale choć nie posiadał już pozycji o tym wpływie, to jednak pozostały w nim wyuczone reakcje społeczne.
- Wiem. - odparł niespiesznie na pytanie Joachima - Jest też różnica między zbieraniem a zbieraniem. - skupił spojrzenie na Burzookim - Gdy bierzesz kogokolwiek, kogo skusi moneta, to cel raczej nie stanowi poważnego zagrożenia, ni wymaga dużego pomyślunku poza machaniem bronią. - wykrzywił usta w uśmiechu - A ktoś tani prędzej ucieknie z pieniądzem niż będzie pomocą w walce z większą grupą, magiem... Oczywiście o ile nie planujesz wykorzystać najemników jako mięsa armatniego. - wzruszył ramionami.
- W Kwarcie. - Heinrich zwrócił się do Silnego - Zważając na rekrutację, chętni są dość dokładnie sprawdzani nim zostaną zaakceptowani. Nie o załogę statku chodzi, szczegóły nie zostały podane niewybranym. Nie chciałem za mocno okazywać zainteresowania, jakie wykroczyłoby poza chęć zarobku. Oferowane pieniądze zachęciły wielu, więc takie działanie nie było niczym niezwykłym. Wolałem uniknąć sprawdzenia, jakie mógłby zwiększyć mój mikry staż w mieście. Najwyraźniej najemnicy są potrzebni w asystowaniu w poszukiwaniach i konieczna jest nie tylko sprawność w mieczu, ale także "siła ducha". - kolejny ironiczny uśmiech.
- Osobiście szukałbym artefaktu od Vesty. Zjawiska mogące się pojawiać, mają szansę nie tylko nam wskazać drogę, ale też zadziałać jak światło lampy olejnej, ściągającej ku sobie łowców czy innych śledczych.

- Tyle możliwości, tyle możliwości… - Otto westchnął i przetarł swój pusto oczodół - Tzeentch uwielbia tego typu sytuacje. - złożył dłonie w modlitwie i zaczął cicho szeptać. Po chwili spojrzał na zgromadzonych.
- O ile nie możemy zabrać się za wszystkie artefakty na raz, możemy podzielić naszą rodzinę na kilka zadań. Za twoim przyzwoleniem Starszy, sądzę, że najlepiej będzie wysłać niewielką grupę za artefaktem a w tym czasie reszta zboru będzie szukała informacji o pozostałych. - rozejrzał się po kultystach - Strupas i Sigismundus. Jeżeli uda się wam, wypróbujcie waszą lochę. Zobaczcie jak daleko was zaprowadzi. Zacznijcie poza miastem, jeżeli będzie ciągnęła w stronę miasta… jednocześnie ułatwi i skomplikuje to sprawy. - spojrzał na Silnego i Łasicę - Jeżeli patrząc na oczywiste znaki, zwierzoludzie są pod wpływem Khorna, a to oznacza bardziej bitkę niż kuperkowanie. Dlatego ten artefakt zostawimy na później.
Mnich zamknął oko.
- Władco losu wskaż mi drogę…. - westchnął - Obserwujmy na razie tylko Łowców. Wiemy czego najpewniej szukają, ale nie są świadomi ani nas, ani pozostałych darów. Jeżeli wejdziemy z nimi w wyścig o dar Vesty będziemy mieli kolejny problem na głowie. - uśmiechnął się do wyznawczyń Slaanesh.
- Co oznacza, że oddział kuperkowy najpewniej wygrał te wybory. Sądzę, że powinniśmy ruszyć za syreną, bez urazy Sigismundus. Zadanie może nam co najwyżej zabrać czas i ewentualnie doprowadzić do kilku aktywności zaciśniających więzy.

Joachim spojrzał z uznaniem na Otta, którego przemyślane słowa przypadły mu do gustu.
- Zaiste, wiele możliwości i ścieżek przed nami, dlatego planuje spojrzeć w gwiezdne znaki. I zgadzam się, że jest nas teraz na tyle dużo, by badać różne tropy. Jak wspomniałem ja mogę całkiem legalnie dostać się do Akademii, przetarłem już szlaki, jestem w końcu uznanym magiem Kolegium, co otwiera wiele bram - wyprostował się dumnie.
- I choć bliżej mi do Pana Przemian niż Księcia Rozkoszy, to popieram żeby sprawę syreny potraktować jako priorytet. Już się z nią wraz z Silnym i Rupertem spotkaliśmy - spojrzał w stronę osiłka i ponurego rybaka, którego zwerbował do Kultu - więc to najbardziej namacalny trop. Wiemy mniej więcej gdzie przybywa i że można ją wywabić śpiewem, to chyba sporo?

- No i cały czas podtrzymuje, żeby mieć oko na tę grupę łowców w mieście, wiesz coś o nich Heinrichu? - spojrzał znów nieco podejrzliwie na nowego członka zboru.

Heinrich spojrzał na maga zimnym wzrokiem.
- Nie. - krótko odpowiedział, jakby chcąc sprawdzić reakcję Joachima.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-07-2022, 04:38   #7
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 02 - 2519.06.28; fst; przedpołudnie

Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło



Zbór



- Za tydzień jest to krasnoludzkie święto sagi a potem turniej rycerski. Będzie kilkudniowy festyn na całego. Zjedzie się wielu gości, także z okolicy, pewnie i z Saltburga ktoś przybędzie aby stanąć w szranki lub obejrzeć zmagania. Więc zbór za tydzień będzie pod znakiem takiego festynu. Myślę więc, że możemy poświęcić parę najbliższych dni aby rozeznać się w sytuacji które z tropów rokują najlepiej. - gdy w końcu mistrz zboru zabrał głos po wysłuchaniu tych różnych argumenty w dyskusji swoich podpopiecznych to uznał, że mają jeszcze czas na podjęcie kluczowych decyzji zanim skoncentrują uwagę na konkretnej ścieżce.

- Co do tego turnieju to myślę, że będzie on związany z jakąś niespodzianką albo skandalem. Zdumieniem i rozczarowaniem. Może to jakoś wpływać na nasze losy i sytuację chociaż na razie nie jest to dla mnie jasne jak bardzo i w jaki sposób. - Merga pokiwała swoimi pięknymi rogami które tak imponowały Lilly dorzucając swoją ni to uwagę ni przestrogę.

Potem jak już te najważniejsze rzeczy mieli ustalone zostały sprawy organizacyjne. Kto, z kim, kiedy i gdzie. Teraz mieli okazję rozmawiać swobodnie i bez ogródek bo na zewnątrz to już nie było takie oczywiste. O ile powiedzmy Łasica czy Burgund jak się przebrały za jakieś służki to jeszcze były naturalnym widokiem w kamienicy Pirory to już taki śmierdziel jak Garbus czy obcy mężczyzna jak Henrich wzbudzali by pewnie pytające spojrzenia.

Sigismundus ochoczo zgłosił się aby razem ze Strupasem “wyprowadzić lochę” na zewnątrz. A owa “locha” jak ją nazwał Otto bardzo mu się spodobała. Aż zarechtorał radośnie na to zgrabne określenie. - Tak, tak, Locha jej pasuje. Będzie się tarzać w błocie i gnoju jak prawdziwa locha! Pokocha to! I zaprowadzi nas do daru pozostawionego przez Oster! I będzie miała zaszczyt być narzędziem i naczyniem dla błogosławieństw Ojczulka! O tak, tak, właśnie tak! Ona jeszcze nie wie jaki zaszczyt ją spotkał, jak powinna być wdzięczna za swój wspaniały los! - aptekarz i cyrulik zaśmiał się chrapliwie co nadawało mu dość szalonego wyglądu. Ale mimo wszystko zdawał się być racjonalny w swoich kalkulacjach. A Festag mu pasował na takie próbne “wyprowadzenie lochy”. Zamierzał rano, o ile pogoda pozwoli, spróbować co z tego wyjdzie. Strupas miał mu towarzyszyć bo jak zawsze był chętny do knucia i rozpowszechniania błogosławieństw Ojczulka. Ale jak ktoś miał ochotę to mógł do nich dołączyć. Dziś rano przy południowej bramie mieli się zerbać we trójkę i zobaczyć czy owa locha się nadaje do czegoś sensownego z tym szukaniem błogosławionych plagą trufli.

- No cóż, dziewczyny, to kopulowanie z koziołkami chyba będziemy musiały odłożyć na później. Ale mam nadzieję, że w zamian dostaniemy kopulowanie z jakąś ładną syrenką. - Łasica ewidentnie nie miała ochoty brać udziału w jakimś szukaniu źródeł zarazy. Za to jej była myśl o ekscytujących przygodach, zwłaszcza takich co zwykle kończyły się w alkowie. Jednak nie tak dosłownie. Widocznie miłość na łonie natury gdzieś w lesie czy na plaży też żywo ją interesowała. Zwłaszcza z tak egzotycznymi i niecodziennymi kochankami. Skoro jednak tajne spotkanie ze zwierzoludźmi nie miało takiego poparcia jak szukanie kontaktu z syreną która prawdopodbnie była jakoś związana z tym samym patronem co ona i jej koleżanki no to była skłonna pójść na kompromis dla dobra sprawy i zboru. Zwłaszcza jakby ta syrena okazała się jakaś ładna, zgrabna i powabna na co chyba miała nadzieję. Jak zwykle mówiła tak swobodnie i z uśmiechem, że nie do końca było pewne czy żartuje czy mówi na poważnie.

Co do obserwacji werbowników w “Kwarcie” zdania były podzielone. W oczywisty sposób Łasica z koleżankami wydawały się w sam raz. W końcu już nie raz wchodziły w rolę służek i kelnerek czy dziewcząt do towarzystwa. A większość najemników była mężczyznami co lubili się otaczać właśnie kobietami takiego pokroju. No ale dziewczęta nie mogły się rozdwoić więc albo by musiały bytować w “Kwarcie” albo udać się gdzie indziej. W końcu Pirora wspomniała, że ma znajomą najemniczkę którą właściwie dawno nie widziała więc może jakoś od niej uda jej się czegoś dowiedzieć. I na razie na tym stanęło z tymi werbownikami. No chyba, że Heinrich czy ktoś inny miałby ochotę sam wziąć się za śledztwo w tej sprawie to oczywiście droga była wolna.

Tobias niejako w naturalny sposób skierował się do Joachima w sprawie Morskiej Akademii. No i obaj poświęcili się temu samemu patronowi. Z całego zboru oni dwaj mieli najlepsze możliwości aby tam się udać pod jakimś oficjalnym pozorem. Przynajmniej do bibloteki. Bo większość pozostałych to już musiałaby kombinować na etapie bramy i rozmowy ze strażnikami a oni to chociaż ten pierwszy próg mieli otwarty. No ale w Festag to Akademia była zamknięta więc jak już to trzeba było zacząć od nowego tygodnia.

Silny i Egon na razie mieli pozostać w kryjówce na statku. Na wypadek gdyby było potrzebne ich siłowe wsparcie. Ale, że nadal byli poszukiwani listami gończymi to docelowo mieli opuścić miasto. Albo będą towarzyszyć Merdze w wyprawie na północ albo którejś z wypraw jeśli udałoby się zdobyć jakiś obiecujący trop.

- No to powiedzmy jutro po mszy w “Mewie”. Zastanawiam się czy szukać Nije czy lepiej nie. Albo Lilly. - Łasica ustaliła punkt i miejsce zbiórki na swoją ulubioną tawernę w porcie. Ona i Burgund były chętne wyruszyć na szukanie syreny. Onyks też ale w końcu dogadały się, że może lepiej jak spróbuje poszukać tego swojego poetę co coś tam mówił o tej zatoce miłości. Bo tylko ona go znała to miała największą szansę go odnaleźć. Zaś z Nije Simonsberg sprawa była o tyle niejednoznaczna, że poprzednio, jeszcze w zimie całkiem ładnie jej poszedł ten śpiew i muzyczne konkury z syreną. No ale nie należała do zboru. Gdyby działali tylko siłami zboru mieliby większą swobodę manewru gdyby to faktycznie chodziło o spotkanie z istotą naznaczoną przez Chaos. Zwłaszcza, że Wrakowisko nie leżało tak blisko miasta więc były spore szanse, że nawet w dzień nie będzie tam wielu gapiów. Może jacyś rybacy na morzu jak już. No ale bez Nije nie mieli żadnego zawodowego barda ani śpiewaka. Nie było więc pewne czy udałoby się tak jak jej jakoś wywabić syrenę chociaż do tego pierwszego, śpiewnego kontaktu jak to miało miejsce zimą. No a Lilly była mutantką. Do tego z mutacjami typowymi dla jej wężowego patrona. A nawet ze znamieniem ukrytym na podbrzuszu. Co robiło wrażenie na jego wyznawcach. Łasica też je miała choć nie tak wyraźne. No ale jednak z Lilly było to ryzyko, że póki byli w mieście to zawsze było ryzyko wpadki gdyby ktoś zajrzał jej pod spódnicę czy choćby jakiś nadgorliwy strażnik chciał ją przeszukać. Zwłaszcza, że ona sama, pomimo nauk Łasicy, wciąż była wręcz w dziecięcy sposób zafascynowana miastem i jej mieszkańcami, zwłaszcza księżniczkami czyli pięknymi i kolorowo ubranymi kobietami. I czasami dawała się ponieść tej fascynacji co mogło ją i jej towarzyszy wpakować w jakieś tarapaty.




Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; tawerna “Wesoła mewa”
Czas: 2519.06.28; fst; przedpołudnie
Warunki: główna izba, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, mżawka, chłodno



Grupa Łasicy




- Trochę pada. - Burgund patrzyła za okno. Widać było kawałek ulicy i wody zatoki razem z bujającymi się na falach statkami. Nie było to niespodzianką, od rana się chmurzyło no i wreszcie zaczęło padać. Chociaż raczej drobna mżawka niż pełnoprawny deszcz. W jednej z alków tawerny mieli całkiem dyskretne warunki spotkania, zwłaszcza jak się zasunęło kotarę oddzielajacą ją od głównej sali. Teraz była odsunięta bo dziewczyny chciały widzieć kto przyszedł skoro czekały na spotkanie no i by inni kultyści też mogli ich zobaczyć jakby przyszli.

- No pada. Ale słabo. Będzie błoto na tej plaży. Ciekawe czy ta syrenka by lubiła zabawy w błocie tak jak my. Jak tak to by mogło być całkiem ciekawie. - zamyśliła się włamywaczka też rzucając okiem na widok za oknem. Mżawka była pewnym utrudnieniem ale nie padało aż tak aby rezygnować z wyprawy za miasto.

- Pójdę do Cori po oliwę. - oszustka o burgundowych włosach wstała i ruszyła do szynkwasu gdzie urzędowała ich ulubiona blond kelnerka. Chwilę tam rozmawiały w przyjaznej atmosferze po czym blondynka pokiwała głową i wyszła po coś na zaplecze.

- Pożyczyłam wóz to możemy tam podjechać. Ktoś z was umie powozić? No ja mogę albo Burgund no ale jak ktoś chce to proszę bardzo. - zwróciła się do reszty czekających towarzyszy. Właściwie to byli prawie w komplecie i można było ruszać do tego wozu a potem do bramy i dalej za miasto plażą aż do Wrakowiska.

- Ja to będę się niedługo zbierać. - Onyx też z nimi siedziała. Chociaż nie zamierzała ruszać na tą syrenią wyprawę tylko miała w planie poszukać swojego piewcę ody do miłości co tak zachwalał romantyczny zakątek nad jakąś zatoczką Salt. Ale na razie jeszcze siedziała razem z nimi.

- A ja mam nadzieję, że to będzie jakaś ładna syrenka. A nie obślizgła maszkara. Jak będzie jakaś szpetna to nic z nią nie będę robić. - myśli Łasicy krążyły widocznie wokół tajemniczej istoty kryjącej się w morskich głębinach. Bo chociaż grupie Joachima w zimie udało się z nią nawiązać kontakt to jej nie widzieli więcej niż kawałek ogona bujającego się wesoło pomiędzy skałami o jakie rozbijała się wodna kipiel. I dało się poznać, że kultystka Księcia Przyjemności chętnie zawarła by bliższą znajomość z jakaś atrakcyjną syrenką no ale nie ze szpetną maszkarą.

- Jak jakaś szpetna to może Fabi by dała się namówić? Ona lubi takie ekstremalne przygody. Chyba nawet bardziej niż my. - zaproponowała rudowłosa kultystka wracając do stołu i machając wesoło zdobytą butelką oliwy. Przez chwilę trzy kultystki dyskutowały o tej interesującej możliwości ale skończyło się na tym, że trochę późno aby brać to pod uwagę na dzisiaj bo trzeba by to umówić, pewnie przez Pirorę co miała z nią najlepszy kontakt i dostęp no a gdyby syrenka okazała się jakaś taka niczego sobie to i Burgund z Łasicą by sobie pewnie z nią poradziły w jakichś wesołych karesach. Oczywiście gdyby już doszło do jakiegoś kontaktu na tyle aby dojść do tego etapu. Ale czego się można było spodziewać po istocie z Wrakowiska tego tak naprawdę nikt nie wiedział. Dlatego dziewczyny miały u pasa po długim nożu a w zapasie kostur który można było użyć jako lagi czy tępej włóczni. Jednak miały nadzieję na pokojowe a najlepiej łóżkowe rozwiązanie i, że przemoc nie będzie potrzebna.




Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; brama południowa
Czas: 2519.06.28; fst; przedpołudnie
Warunki: zaułek; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, mżawka, chłodno



Grupa Sigismudna



- Dobre miejsce wybrałeś. Ładnie tutaj. Podoba mi się. - Sigismundus pochwalił kolegę w wierze co do wyboru miejsca spotkania. Podobało mu się. Odór odpadków, moczu, kału i końskiego nawozu jaki zalegał w mrocznym zaułku wabił jego zdeprawowane nozdrza. Do tego padało, lekko ale jednak. Co sprawiało, że to wszystko nasiąkało wodą tworząc ładne kałuże i błoto. Chociaż nieco tłumiło ten przyjemny zapach rozkładu.

- No. Ile czekamy? - Strupas pokiwał swoją brzydką, zniekształconą głową na znak zgody. Nie byli do końca pewni gdzie ich ta wyprawa zaprowadzi i czy ktoś dołączy do nich jeszcze czy nie. Ani czy gdziekolwiek dotrą. Nawet czy Locha do czegoś się będzie nadawać z tym tropieniem to do końca nie byli pewni.

- Jeszcze możemy trochę poczekać. Jak nikt to sami pójdziemy. - aptekarz wzruszył ramionami. Z jednej strony zdradzał ekscytację bo wiele sobie obiecywał po tej wyprawie. No ale racjonalna część jego umysłu mówiła mu, że to pierwsza próba z Lochą jako przewodniczką to nie miał pojęcia czy coś z tego będzie. Do tej pory nie używał jej w tej roli. No ale jak Starszy dał mu zielone światło na tą próbę to postanowił spróbować.

- Może zdjąć jej tą smycz? Trochę głupio tak wygląda. Rzuca się w oczy. - garbus dość gładko podporządkował się Sigismundowi doceniając go w roli swojego lidera. Po odejściu Sebastiana przez chwilę został sam jako oddany patronowi rozkładu ale wiosną do grupy dołaczył właśnie aptekarz którego aż kusiło aby nazwać szalonym i bezwzlgędnym eksperymentatorem. Ale garbus doceniał jego intelekt i wolę rozsiewania błogosławieństw ich patrona więc szybko mu się podporządkował. Razem stanowili zgrany duet i często ze sobą współpracowali. Jednak wczoraj Starszy zgodził się, że kobieta prowadzona po mieście na smyczy to za bardzo rzuca się w oczy i lepiej tego unikać. Skoro to były słowa ich mistrza to woleli się podporządkować no i brzmiało sensownie.

- Jeszcze nie. A jak gdzieś poleci? Dopiero jak wyjdziemy i będziemy szli przez bramę. Potem jak będziemy w lesie to znów jej założymy. - aptekarz popatrzył na uwiązaną do haka wbitego w ścianę kobietę. Siedziała osowiale i kiwała się w monotonnym rytmie. Ale wiedział, że potrafiła być silna gdy miała napady agresji czy pobudzenia. Faktycznie to był ryzykowny moment przechodzenia przez bramę. Mogli ją co najwyzej trzymać jakoś za rękę czy co. Bo bezpieczniej było na smyczy ale tak jak to wczoraj było mówione za bardzo rzucało się w oczy. Strażniczy mogli się przyczepić. Zwłaszcza jak chodziło o młodą i nawet ładną kobietę.

- Szkoda, że ją umyłeś. Wcześniej bardziej mi się podobała. - Garbus stanął obok niego też patrząc na tą z jaką wiązali takie nadzieje. No tak, skoro mieli wyjść z nią na miasto to Sigismundus musiał zadbać o pozory i umyć ją i ubrać jakoś by wyglądała w miarę normalnie. Co niestety w ich oczach mocno zepsuło jej atrakcyjny wizerunek no ale musieli dbać o pozory.

- Trzeba było. Ale jak się wytarza w błocie to znów będzie jak przedtem. Dobra, czekamy jeszcze trochę i idziemy. Niewiadomo gdzie to się skończy. Nie zamierzam nocować na zewnątrz. - aptekarz westchnął i spojrzał w niebo. Dzień był jeszcze dość wczesny. Niedawno dzwony były dziewięć razy więc było już po porannej mszy. A locha jakby ich gdzieś zaczęła prowadzić to nie wiadomo czy to tak na pół dnia drogi, dzień czy tydzień. Ale chciał sprawdzić czy w ogóle gdzieś ich będzie prowadzić. Na razie siedziała na podłodze opuszczonego domu i mamrotała czasem coś do siebie, albo nuciła coś lub zapadała w letarg. I ogólnie sprawiała wrażenie obłąkanej albo opóźnionej w rozwoju.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-07-2022, 21:11   #8
Edgelord
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 1 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację



Były łowca czarownic obserwował wymieniających się informacjami najemników, pijących w przerwie między zleceniami, „romansującymi” z dziewkami karczemnymi z Kwarty, które zostały oczarowane grubością opasłych sakw nakarmionych wypłatą. Heinrich nie znajdował się w mieście wystarczająco długo, aby zbudować odpowiednią siatkę znajomości wśród najemników. Nie od początku też zakładał taki obrót swojego życia. Co w sumie wtedy zakładał?
Przeżyć.

Wyszarzałe jasne włosy Heinricha zostały przykryte brunatną pastą, by oszukać obserwatora co do ich barwy. Przywdziany pancerz łączył ciemną skórę z metalem napierśnika. Siedział nieopodal Jonasa, który chętnie dzielił się opowieściami o wyssanych z palca przygodach. Zabawne było słuchać niemożliwych przechwalanek starszego najemnika, a jeszcze bardziej ciekawiły reakcje osób, które się wsłuchiwały w jego słowa. Młodzi nie umieli odgarnąć z drogi tego fałszu i wchłaniali każde słowo, łatwi do przekonania kłamstwu. Heinrich zastanawiał się czy oni dożyją pierwszej swojej wypłaty, czy może polegną szukając takich sukcesów, o jakich mówił stary najemnik.
Na kolanach bajarza z mieczem, siedziała piegata białogłowa o wydatnych kształtach, której zauroczenie opowieścią trwało tak długo, jak najemnik nie zmienił jej na inną ze służek. Heinrich zobaczył w jej oczach zmianę, gdy odsunęła się od opowiadającego - ona wyraźnie nie wierzyła w większość tego, co usłyszała i tak długo, jak musiała podbijać mu ego swoją obecnością, tak długo cierpliwie znosiła uwiązanie. Wyglądało na to, że zmianę z inną dziewczyną przyjęła z ulgą, choć musiała zostać wynagrodzona przez Jonasa sądząc po monecie w dłoni, chowanej w kieszonkę skrytą między zwojami spódnicy.
Heinrich wysunął dłoń ku odchodzącej kobiecie, przywołując ją do siebie i dopijając łyk piwa z kufla położył monetę na kancie, utrzymując ją nieruchomo palcem.
- Z tego co Jonas mówi, aż dziwię się, że nie został przyciągnięty przez werbowników ostatnio. -przesunął palcem monetę do przodu i do tyłu - Tak im zależało na jakości, a pogardzili?

 
__________________
Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

szpital do 12 03
Zell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-07-2022, 21:17   #9
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 1 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
Dzień święty trzeba święcić. Otto ruszył z rana do świątyni Mananna pomóc Martinowi w jego przygotowaniach.
- Chciałbyś pomóc może w samych uroczystościach, Otto? - propozycja akolity zbiła kultystę trochę z toru.
- Słucham?
- Czy chciałbyś mi pomóc poprowadzić mszę? Tak dużo robisz… - jednooki mężczyzna delikatnie się zaśmiał.
- Ciągle próbujesz mnie wciągnąć z powrotem na "Boską ścieżkę"? Dziękuję Martin, naprawdę. Jednak moje życie w klerze postanowiłem pozostawić za sobą. Do tego byłem Sigmarytą, nie Mananninem. To co robię teraz… do przysługa dla ciebie. Masz dostatecznie dużo na głowie. - Otto lubił obserwować akolitę, było coś w jego czystego w jego wierze. Przykro będzie patrzeć na jego śmierć kiedy kult przejmie kontrolę nad miastem. Chyba, że do tego czasu zdoła otworzyć Martinowi oczy - Do tego nie mam takiego talentu do przemawiania do grup co ty.
Otto spokojnie brał udział we mszy, obserwując również resztę zgromadzenia, starając się wycenić siłę wiary w populacji.
Po mszy ruszył na miasto zakupić dwa przedmioty..

***

Grupa Łasicy

Do grupy podszedł Otto, postanowił zabrać się z misją Slaaneshytów. Ufał oczywiście, że znajdą syrenę, zastanawiało go jednak czy będą pamiętać o szukaniu czegoś innego niż otworów w ciele morskiej niewiasty.
- Moje piękne panie. - przywitał się z kultystkami - Pozwolicie, że zabiorę się z wami? Jestem pewny, że pogoda nie przeszkodzi nam w tej przygodzie. - przysiadł się do kobiet - Rozważałem co proponowałaś wczorajszej nocy. - zwrócił się do Łasicy - Nije o ile przydałaby się w wybawieniu syrenki, jest nie zrzeszona. Tak… istotną misję nie możemy powierzyć osobie trzeciej. Ja oczywiście nie umiem śpiewać, ale… - wyciągnął zakupiony dziś flet - Potrafię grać na fleciku jak nie jedna ladacznica. - uśmiechnął się łobuzersko - Może muzyka przyciągnie naszą łuskowatą śpiewaczkę, a istotę o tak urodziwych wyglądach na pewno zdołamy jakoś przekupić.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-07-2022, 14:31   #10
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 1 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Joachim miał dużo do przemyślenia wieczorem po spotkaniu Zboru. Pojawiało się przed nim coraz więcej ścieżek, a patrzenie przez gwiazdy na ścieżki losu nie zawsze było łatwe, choć dzięki naukom Mergi jego wiedza i moc się zwiększały. Jednak tak jak powiedział, chciał zakończyć sprawę Syreny skoro ją już rozpoczął. Raz już wziął na łowy uroczą bardkę Nije, chociaż udział kogoś nie będącego w Kulcie w tej misji mógł rodzić trudności, dlatego więc zdecydował się postawić wróżbę. Pogoda dzisiaj pozwalała na obserwację gwiazd, jednak wynik, jak stwierdził z westchnieniem, wcale nie był jednoznaczny. Dobrze widoczna była Gwiazda Uroku, która zwykle oznacza coś magicznego i złowieszczego, spotkanie z czymś tajemniczym i nieznanym. Co zazwyczaj interpretuje się jako złowróżbne ostrzeżenie. Dość dobrze widoczna była Tancerka. Co zwykle jest symbolem pasji, pożądania i namiętności. Zastanawiał się, czy miało to symbolizować zarówno Nije jak i namiętne Slaneeshytki z którymi w tej sprawie połączył siły. Dobrze widoczne też były Dudy, symbolizujące oszustwo, podstęp i intryganctwo. Mogło to być ostrzeżenie przed podstępną naturą stworzenia, jak i przed tym, że zabranie Nije to niezbyt dobry pomysł skoro niej dotyczyła wróżba. Ale też te znaki mogły wynikać z tego, że poza Nije reszta grupki to byliby kultyści, więc sprawa wiązała się z oszustwem i intrygami pod adresem bardki. Postanowił się z tym przespać.

**********************************************

Następnego dnia rana jako przykładny obywatel miasta pojawił się na mszy w Świątyni Mananna. Nie był tam jedynym obecnym członkiem Zboru. Widział Otta, jednego z nowych członków co do którego nie zdążył jeszcze wyrobić sobie opinii, chociaż jego rozsądna postawa podczas ich wczorajszej narady spodobała mu się. Była też Pirora, z którą się przywitał oraz paru znanych mu przedstawicieli miejscowej elity. Zamienił słowo ze studentem Wolfgangiem, którego poznał na polowaniu zeszłej zimy oraz z Lady van Hansen, która przekazała mu, że jej znajoma byłaby zainteresowana wróżbą w ważnej dla siebie sprawie. Z uśmiechem odparł, że chętnie pomoże. Prowadzenie takiego podwójnego życia było dość wyczerpujące, choć miał wrażenie, ze idzie mu całkiem dobrze. Ciekawe czy i kiedy to się zmieni?

************************************************** *****

Grupa Łasicy


Kiedy dołączył do oczekującej w karczmie grupy Łasicy, byli z nim rybak Rupert i jego ochroniarz Gunther, obaj osobiście przez niego zwerbowani do Kultu. Podszedł do żartującego towarzystwa.

- Cześć dziewczyny, zawsze miło was widzieć w dobrym humorze, nawet w kiepskiej pogodzie. Po znakach które widziałem wieczorem, postanowiłem na razie nie brać ze sobą Nije, może poradzimy sobie bez niej, ostatnio zresztą nie chciała podążyć drogą morską. Lilly możemy wziąć jeśli tak chcesz Łasico, ona całkiem ładnie śpiewa. A i twoje granie na flecie może się przydać...- skinął głową Otto.

- Pytanie czy wszyscy płyniemy łodzią, czy też próbujemy zdziałać coś z lądu? Możemy też się podzielić na dwie grupy, jedna wywabi syrenę a druga w razie czego odetnie jej drogę ucieczki. Ja mogę moją mocą pozbawić ją głosu gdyby chciała nas zauroczyć.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 10-07-2022 o 20:07.
Lord Melkor jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172