![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #91 |
![]() | Febrin Żałował swojej pochopnej decyzji. -"Skoro dwójka krasnoludów i człowiek uciekli z potyczki z tym czymś, to dlaczego ja mialby dać radę?" - ta myśl krążyła w jego głowie jako ostatnia, zanim jego świadomosć zalała ciemnośc. Wyrwał się z marazmów nieprzytomności jak z najgorszego sennego koszmaru. Strach przeszywał całą jego istotę .Napięcie. Wspomnienie twarzy w chmurach wstrząsało nim jeszcze bardziej. Przeraźliwy śmiech grzmiał dalej w jego głowie. -"Gdzie jestem? Co się stało? Astegor?" - myślał ,szybko rozglądając sie dookoła, badając sytuacje. "Uspokój się" - myślał- "potrzebna Ci jasność umysłu". Jednak w obecnej sytuacji, nie było to proste zadanie. Najgorsze było niewątpliwie przed nim...
__________________ Fear it's the pass to the Dark Side. Fear leads to Anger, Anger leads to Hate, Hate ... leads to the Suffering |
| |
| Reklama |
| |
| | #92 |
![]() | Tak, Bohdan miał coś do powiedzenia. -Żryj gówno kozojebie! - rzekł woźnica, po czym brutalnie odepchnął napastnika. Nie przywykł do takiego traktowania. Nie dość, że był to chłop pokaźnej postury i mało kto pozwalał się na jakiekolwiek zaczepki, to jeszcze skacowany, ranny, zmęczony i osmolony człowiek wzywa do pomocy, a postępują z nim jak z niesfornym kmieciem. Sytuacja jednak nie była po jego myśli było ich więcej, a bezsensowna bitka wcale mu się nie uśmiechała. Należało wyjaśnić kilka spraw. Odskoczył do tyłu i niby gestykulując, machał pogrzebaczem na lewo i prawo. Szybko zaczął wyjaśniać to co należało. -Słuchajcie! Cholera, pozwólcie mi mówić! - Rozejrzał się po zebranych, szczególną uwagę skupiając na odepchniętego przez siebie mężczyznę - Wybacz, poniosło mnie. - Wtrącił w jego stronę, bez specjalnej skruchy. - Dziś rano, spytajcie reszty, na karczmę zstąpiło zło jakieś. Wchodzę do izby, a tu ze sklepienia jakieś żywe błoto zaatakowało ludzi. Sam żem ledwo z życiem uszedł. Stwora nie imały się żadne razy, a to diabelstwo zabijało tego na kogo wlazło. Nagle podczas walki wybuchł pożar i mam nadzieję, że potwór spłonął, niestety z budynkiem. Rozumiecie? To do cholery ruszcie się pomóc! |
| |
| | #93 |
![]() | Oczy elfa szybko przyzwyczaiły się do rządzącego tu niepodzielnie mroku. Pierwsze oględziny nie rokowały niczego dobrego. W cuchnącym pomieszczeniu biegały szczury i pełzały różnego rodzaju robaki. Odór niewątpliwie pochodził od rozkładających się ciał, których było sporo. Głuchą ciszę przerywało tylko pojękiwanie kogoś, kto cudem zapewne pozostawał jeszcze przy życiu. Uwieszony na łańcuchach osobnik był albo stary, albo zużyty przez życiowe doświadczenia. Gęsta broda oznajmiała, iż przebywa tutaj już od dłuższego czasu. Włosy tworzyły jakby kurtynę, zasłaniając niemal całe jego lico. Febrin podszedł do niego powoli, ostrożnie. Rozglądał się w międzyczasie i złowił na wpół otwarte żelazne kratowe drzwi. Gdyby szczury umiały mówić to z pewnością przeklnęłyby elfa za stąpanie po ich ogonach. Człowiek - tak przynajmniej sądził - przemówił, nie podnosząc jednak głowy. Czuć było, że mowa nie przychodzi mu łatwo. - Cóżeś uczynił, że tu jesteś? Jakim przekleństwem obarczył Cię ten szarlatan? - Przekleństwem? - zapytał zdziwiony - Nic nie wiem o żadnej klątwie. Byłem z kompanem w lesie... - To bez znaczenia. Jesteśmy straceni, bez względu na okoliczności. Jeśli nawet nic nie zrobiłeś to on i tak sprawi, że uwierzysz w swoją winę. Jednak nikt tutaj nie trafia, jeśli nie ma czegoś na sumieniu. Nikt! - wrzasnął nagle - Zrób coś dla mnie. Zrobisz coś dla mnie? Proszę powiedz, że zrobisz? Musisz! - zaczął bełkotać uwięziony do ściany łańcuchami więzień. Elf rozglądał się bez przerwy. - Gdzie my jesteśmy? - zapytał spokojnie, nie przestając lustrować. - Pomożesz? Przysięgnij, że mnie tutaj nie zostawisz! Nie dam rady więcej być sam! - z każdym słowem podnosił ton głosu - Albo... albo... albo zabij mnie! Szyderczy śmiech zaczął płynąć z ust uwięzionego. Kratkowe drzwi zaczęły się huśtać na zawiasach wydając skrzypiący dźwięk jakby nienaoliwionych. Pisk szczurów wzrastał z sekundy na sekundę. Nawet odgłos szurania maleńkich odnóży owadów wzrósł do nienormalnych rozmiarów. Febrin spojrzał na człowieka. Ten śmiejąc się chaotycznie. Włosy powoli odsłaniały jego oblicze. Oczom bohatera okazały się krwiste źrenice, tylko dwa podłóżne otwory zamiast nosa, zębiska na kształt ostrych trójkątów. - Witaj w moim świecie przeklęty! - śmiech urósł do nieludzkich rozmiarów, a Febrin... ...obudził się... ...w tej samej celi. Pierwsze jego spojrzenie padło na stalowe, otwarte wrota, drugie na uwięzionego w okowach człowieka... __________________________________________________ ________________________ - Przejdźmy się w jakieś bardziej ustronne miejsce i tam roztrząsajmy nasze spory - zaproponował karczmarz - Usłużyłbym wam jedno z moich pomieszczeń, ale zważywszy na okoliczności mogę tylko zaproponować tutejszy burdel. Znam jego właścicielkę, z pewnością nas ugości. Co wy na to? Reszta nie mając zbytniego wyboru zgodziła się natychmiast. Uroda kobiet pracujących w przybytku dorównywała poziomowi całego zajazdu. Obskurne wnętrze oferowało jedynie łóżka i niewielkie stoliki. Krzeseł, poza tym na którym siedziała gospodyni, nie było w ogóle. Kobieta od razu rozpoznała i pocieszyła gospodarza. Zapewniła, że u niej zawsze może znaleźć oparcie. Propozycja była przynajmniej dwuznaczna. Jednak nikt jej nie skomentował. Gestem ręki wskazała pokój, który mogli zając. Gospodarz zapewnił, że długo przebywać nie zamierzają - dla właścicielki było to bez znaczenia. Ledwie znaleźli się w izbie, Bohdan padł na ziemię trzymając się za bok. Krzyk jaki wydał zwrócił uwagę dziewczyn. Karczmarz jednak uspokoił je i przede wszystkim zarządczynię przybytku, że nie ma się o co martwić. Spod koszuli woźnicy przebujało się czerwone światełko. Amadril podszedł i spytał: - Myślę, że jednak masz nam coś do powiedzenia. - Medalion - powiedziała ze zdziwieniem Larina, a następnie przeniosła wzrok na elfa - Czy to kolejny wybrany? - Jaki do jasnej cholery wybrany?! To chyba mnie powinny należeć się wyjaśnienia?! - wrzeszczał zdenerwowany, delikatnie rzecz ujmując, Bohdan. - Możemy się o tym przekonać tylko w jeden sposób - spojrzał na przepytywanego i rzekł do pozostałych - pomożesz nam dobrowolnie czy mamy użyć siły? Bogrim przysłuchiwał się całej sytuacji zupełnie zmieszany. Bohdan uwielbiał mieć wybór - był zwolennikiem idei, że każdy decyduje za siebie; że każdy odpowiada za to, co sam uczynił; że każdy jest kowalem swojego losu. Jednak alternatyw stawianych w taki sposób i w taki okolicznościach nie znosił ponad wszystko...
__________________ Może chcesz zagrać w sesję on line za pomocą programu OPENRPG albo FANTASY GROUNDS - napisz na moje gg 5192232 Ostatnio edytowane przez Reuvenan : 07-16-2007 o 09:05. |
| |
| | #94 |
![]() | Bohdan -Uważaj żebym ja nie nie użył na tobie siły! - Gdyby Bohdan wczoraj wiedział, że nazajutrz z samego rana doświadczy więcej przygód niż przez całą ostatnią podróż, na pewno nie targował by się ze strażnikiem, ba za darmo by nie wjechał do tej zapyziałej wioski. Co więcej ominął by ją szerokim łukiem i udał się z towarem do jakiegoś pewnego miejsca zarobkowego. O! Chociażby do Marienburga. "Czy ja do cholery szukam kłopotów?" - pomyślał. "Nie to one znajdują mnie w największym zadupiu Imperium" - nasunęła mu się odpowiedź. -Będziecie dukali jak zasrany czarownik z krwawieniem miesięcznym, czy wytłumaczycie mi o co chodzi? - Nie podobał mu się sposób w jaki na niego patrzyli - Skąd ja mam wiedzieć, czy chce żebyście wiedzieli czy jestem "wybrany"? Nie wiem co to znaczy, jak chcecie to sprawdzić i kim do cholery jesteście i jaki macie związek z tym... czymś w karczmie? - Splótł ręce i oczekiwał wyjaśnień. |
| |
| | #95 |
![]() | Febrin Współwięzień wzbudzał strach elfa. Chodź wiedział, że to co zobaczył wcześniej było tylko wizją, bał się spojrzeć ponownie w jego twarz. Co więcej podniesiona krata ich celi, nie dodawała mu otuchy. Wręcz przeciwnie. Otwarte wyjście mogło oznaczać wszystko, ale nie drogę wolną do ucieczki. Spodziewał się wszystkiego, nie wykluczając jakieś chorej gry umyślonej przez szaleńca który go więził. Odruchowo sprawdził czy wszystkie jego rzeczy zostały zabrane. Naiwnie szukał czegokolwiek co pomogło by mu w nadchodzącym starciu. Stał na chwile w milczeniu nasłuchując otoczenia. Następnie powoli zbliżył się do ów więźnia pochwyconego kajdanami, patrząc jednocześnie dokąd prowadzą otwarte wrota. Będąc wystarczająco blisko nieszczęśnika przykutego do ściany, rozejrzał się jeszcze po całym pomieszczeniu, poczym rzekł cicho : -Czy słyszysz me słowa? Oczekiwał na reakcje .Na jakikolwiek znak życia. -Jeśli żyw jesteś, przemów proszę. Nie mówił nic więcej czekając na odpowiedź.
__________________ Fear it's the pass to the Dark Side. Fear leads to Anger, Anger leads to Hate, Hate ... leads to the Suffering Ostatnio edytowane przez elf_11 : 07-17-2007 o 22:04. |
| |
| | #96 |
![]() | - Co tu sie dzieje? - Harpin zapytał Bogrima. Wydawał sie jeszcze bardziej zdezorientowany tą całą sytuacja niż jego towarzysz. Spoglądał raz na woźnicę raz na wędrowców napotkanych koło lasu. Nagle woźnica zaczął sie zwijać z bólu. Kobieta wspomniał o jakimś medalionie. Czyżby szukali tego medalionu? Może ten człowiek ukradł go komuś? - Nie wiem Harpinie. - odpowiedział Bogrim. - Oni zachowują się co najmniej dziwnie - dodał próbując rozwikłać tą zagadkę w myślach.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #97 |
![]() | Uwięziona postać nie powiedziała nic. Przyszło elfowi nawet na myśl, że starzec już nie żyje od dawien dawna. Roznoszący się wokół nieprzyjemny odór stęchlizny mógł poświadczać o martwej naturze człowieka. Nie pozostawała mu inna opcja jak tylko skierować się w stronę wyjścia. Gdy już miał chwytać za kratę, usłyszał głos za plecami. Odezwał się nie kto inny, jak więzień, który, zdało się, jeszcze przed chwilą był martwy. W przeciwieństwie do snu, głos jego był pewny i zdecydowany. - Podejdź tu i uwolnij mnie…jeśli chcesz przeżyć!!! – wrzasnął nagle, odsłaniając lico spod swojej kurtyny. Pożółkłe zęby wypełnione w szczelinach czarną mazią, wyłupiaste oczy, zaznaczone kości policzkowe oraz wąski nos absolutnie nie budziły zaufania. Nie ocenia się ludzi po wyglądzie – pomyślał Fenrin – ale nic nie skłaniało to podzielenia się tym uczuciem z uwięzionym. Spokojnie podchodził do bezsilnego starca, który niespodziewanie zaczął szlochać… __________________________________________________ _______________ Trzy razy zdołał go uderzyć. I to z nie małą siła, trafiają dokładnie tam, gdzie zamierzał – najpierw w lewy polik, wtem w prawe podżebrze, kończąc ostrym kolanowym w okolice wątroby. Zdziwił się jednak strasznie na widok pięści – jednego ciosu ledwie – która spadła niczym grom z jasnego nieba wprost w jego międzyocze. Co więcej – pięść należała do tego, którego tak bezproblemowo okładał Bohdan. Zamroczony czuł tylko jak kobieta – Larina – jakby poparzona, ścisnąwszy wcześniej medalion, zaczęła wić się z bólu. Głosy troski były ostatnimi słowami, jakie pamiętał, gdyż zalała go całkowita ciemność. Wtem ocknął się w tajemniczym miejscu – wilgotnej i chłodnej komnacie. A naprzeciw niego w okowach wisiała wychudzona postać… __________________________________________________ _______________ Zacisnął tylko zęby. Wiedział, że kiedy trzeba działać nie należy się wahać, a kiedy sposobność się wstrzymać, trzeba pohamować swoje zamiary. Borgrim patrzył tylko na rozgrywający się pojedynek, a następnie na scenę, która poraziła go całkowicie! Kobieta, którą jeszcze przed chwilą znał jako Larinę, zaczęła się turlać z bólu, zaciskając zgrzytliwie zęby. Po chwili z jej pleców zaczęły wyrastać skrzydła, z jej palców szpiczaste szpony, z jej włosów urosły strzeliste rogi! Gdy spojrzała na niego i Harpina, obaj ujrzeli żółte oczy z maleńkimi czarnymi źrenicami. Syk, jaki wydała prezentował jednocześnie trójkątne zębiska i smoczy, kręty język. Tylko doświadczone opanowanie albo cud, jak kto woli, uratowało Borgrima – cisnął w kreaturę jak najmocniej końcem topora, co pozwoliło mu przemknąć błyskawicznie obok i skierować się ku wyjściu. Otwierając drzwi widział jeszcze jak przyjaciel, niezdarny czasem, może nawet ciamajdowaty, ale zawsze wierny towarzysz podróży, powstrzymuje pomocnika Lariny – dziwnego elfa imieniem Amadril – przed pościgiem za nim. W tejże chwili oprzytomniała po ciosie krasnoluda Larina rzuca się na Harpina wgryzając się potężnie w jego goleń…
__________________ Może chcesz zagrać w sesję on line za pomocą programu OPENRPG albo FANTASY GROUNDS - napisz na moje gg 5192232 |
| |
| | #98 |
![]() | Bogrim Takiej przemiany jeszcze nie widział w życiu, a żył na tym świcie już kilkadziesiąt lat. Jednak wiedział, iż chaos czai się wszędzie nawet w miejscach najdalej oddalonych od ziem rządzonych przez pomioty Chaosu. Widok skrzydlatej kreatury był przerażający. Bogrim wiedział doskonale, że ucieczka jest najlepszym rozwiązaniem. Jego rasa była znana w Starym Świecie z zawziętości w walce jednakże każdy Khazad wiedział, że nie ma sensu ginąć głupio. Otwierając drzwi kątem oka Bogrim zauważył jak jego wierny towarzysz próbuje zatrzymać tego dziwnego elfa, a następnie zostaje zaatakowany przez tą bestię. Inżynier, gdy zadawał cios demonowi, miał nadzieję, że Harpin tak jak on zacznie uciekać. Tak się jednak nie stało. Młody krasnolud nie był może zbyt doświadczony, może był nieco niezdarny, ale serce do walki miał jak nie jeden Khazad. "Będzie z niego wielki bohater" - przebiegło Bogrimowi przez głowę. Nie mógł zostawić tak przyjaciela. To nie uchodziło krasnoludowi. Teraz uciekając splamiłby swój honor i honor swojego rodu. Widząc jak bestia wgryza się w nogę Harpina krew w żyłach Bogrima zaczęła wrzeć. Szał jaki go ogarnął mógł być porównywalny z tym, który ogarnia niedźwiedzicę broniącą swoich małych przed myśliwymi. Chwycił swój ojcowski topór w obie ręce i okrzykiem przypominającym ryk niedźwiedzia rzucił się na kreaturę Chaosu. Widząc, iż ugryzła ona Harpina w nogę spuścił swój topór na jej głowę.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #99 |
![]() | Skrzek, jaki z siebie wydała, bardzo zdziwił początkowo krasnolud, gdyż przekonany by, że po takim ciosie stwór padnie bez życia. Jednak nic takiego się nie stało. Z trudem utrzymał topór w dłoniach, gdy skrzydlata kreatura odskoczyła i przyległa do sufitu. Wtem machinalnie, niczym odruch bezwarunkowy, stąpnął do tył akurat wtedy, gdy elf chciał do naznaczyć swoim bladobłękitnym sejmitarem. Kolejna rzecz, która zaskoczyła długobrodego wojownika - skąd do cholery on wytrzasnął nagle sejmitar? Nie było jednak zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanawiać. Po prawdzie - czasu nie było w ogóle! Barem trącił jego ramię, zrobił obrót wokół własnej osi i zamaszystym, soczystym ciosem zadał ostateczne pchnięcie. Usatysfakcjonowany ze sposobu, jakim powalił przeciwnika, nie zauważył jak momentalnie zostaje schwytany w szpony harpiowatej istoty. Uścisk był niezwykle mocny, co akurat tym razem wcale Borgrima nie zaskoczyło. Nienaturalne źrenice wybałuszyły się na moment. Z pewnością dalej opuszczałyby swoje stałe miejsce pobytu, gdyby coś się nagle nie wydarzyło. Chaotyczna postać zaczęła wić się i szamotać na różne strony, niczym opętana! nagle wbiła się w powietrze, zatoczyła dwa razy wokół pokoju i z hukiem wybitego okna śmignęła na zewnątrz. Łapiąc oddech podniósł wzrok i zauważył swojego kompana, leżące na wpół martwego nieopodal. Gdy zbliżył się, potwierdziły się jego najgorsze obawy...Harpinowi pozostały ostatnie tchnienia na tym świecie. Przycisnął przyjaciela do siebie, chciał coś rzec, lecz uprzedził do umierający: - Weź to - podał medalion ściskający w dłoni - to Cię uratowało i to Cię ochroni...mój kamracie...mój towarzyszu...mój przyja.... Chwila ta wydała się Borgrimowi wiecznością. Miał medalion - przeklęty artefakt, od którego wszystko się zaczęło. Bez którego jego przyjaciel mógł teraz szczęśliwie czekać na kolejny posiłek. W końcu jednak który pomoże pomścić jego poświęcenie. Nagle światło oraz ciepło medalionu zaczęło rosnąć, a w drzwiach pojawiła się Larina z Amadrilem...
__________________ Może chcesz zagrać w sesję on line za pomocą programu OPENRPG albo FANTASY GROUNDS - napisz na moje gg 5192232 |
| |
| | #100 |
![]() | Bohdan Nie chciał się budzić. Świat realny do jakiego musiał wrócić, naznaczony był cierpieniem, niepewnością i strachem. Jeśli w ogóle to był świat realny. Kiedy wzrok jeszcze przyzwyczajał się do panujących tu ciemności, Bohdan mógł wyczuć pod opuszkami palców, wilgotne ziarnka piasku, przylegające do kamiennych płytek. Myśli zaprzątały ostatnie wydarzenia. Potwory w karczmie, jakieś dziwne postacie, ta dziwna kobieta, która tak strasznie krzyczała... A mógł z samiutkiego z rana pojechać dalej. Najlepiej w ogóle nie zajeżdżać do tej cholernej karczmy, nawet do tej przeklętej wioski. Gdzie teraz jest jego wóz i konie? Co w ogóle ma przy sobie? Zaczął sprawdzać co ma ze sobą, lecz dostrzegł wiszącą postać. Wahał się, czy powinien się odzywać, ale jakie miał inne wyjście. - Ej! - Odkaszlnął, aby przywrócić sobie normalną barwę głosu. - Gdzie my jesteśmy? - Starał się dostrzec jak najlepiej rysy postaci - Kim ty jesteś i co tu robisz? ...Co ja tu robię? |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Zamaskowany Demon | Salazar | Opowiadania | 0 | 03-21-2008 19:32 |
| [Autorski]Kiedy demon zaśmieje się ostatni | Hertion | Archiwum rekrutacji | 3 | 02-27-2008 16:56 |
| [Komantarze] Demon Upadku | Reuvenan | Archiwum sesji Warhammer | 64 | 11-08-2007 13:04 |
| [Warhammer] Demon Upadku | Reuvenan | Archiwum rekrutacji | 22 | 05-13-2007 10:55 |