![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #351 |
| Newsman ![]() | Erica wypytawszy strażników pełniących straż przed drzwiami. Szybko dotarła do sali odpraw przybyła jako pierwsza. Jakiś czas potem, do sali weszło dwóch strażników, cicho rozmawiających z sobą i usiadło w pierwszej ławce. Co jakiś czas dało się usłyszeć donośny śmiech starszego siwego weterana. Erika wywnioskowała z dolatujących strzępków rozmowy, iż młodzian opowiada ostatnie plotki, dotyczące romansu żony jakiegoś ważnego kupca. Po chwili wszedł mężczyzna, na którego widok obaj strażnicy się podnieśli. - Siadajcie zaczekam na resztę nie jest to, co mam do powiedzenia na tyle ciekawe, abym musiał to kilka razy powtarzać. Dom Chloi. Rozmowa płynęła swobodnie, tak jak uciekał czas, tak słońce chyliło się ku zachodowi, co wskazywało w tej porze roku, na zbliżający się początek siódmej straży, to znaczy i służby bohaterów. Zmuszeni brakiem czasu, wspólnie udali się przed siedzibę straży miejskie. Tam to Felix na chwilę odszedł na bok z Lilawander’em. - Najprościej trafić do Gildii idąc do Książęcej Akademii Muzycznej, wchodzisz w uliczkę przy „Czerwonym Księżycu”, idziesz, aż dojdziesz do okazałego domu, jest zresztą dobrze oznakowany i opisany w języku klasycznym, więc trafisz z całą pewnością. Bywaj. Patrząc na klepsydrę, elfi mag szybko domyślił się, iż pałki pod klepsydrą oznaczają mijający czas. W tej chwili zasadzonych było siedemnaście, klepsydra się kończyła, czyli osiemnasta klepsydra miał się właśnie zacząć. Do spotkania miał jeszcze półtorej klepsydry czasu. Za dużo czasu, aby się tak wcześnie stawić. Celahir podszedł do strażników pełniących służbę przed Kordegardą. - Gdzie znajdę sierżanta Frantza Leibera. - Wejdź do środka, na parterze idź w parowo i do końca korytarza ostatnie drzwi. Pokierowani tymi wskazówkami łatwo dotarli na miejsce. Była to sala duża, w której stało kilkanaście ław, tablica i stół, z łatwością pomieścić się w niej mogło stu strażników. Obecnie było w niej tylko trzech strażników i strażniczka. - W końcu jesteście, jestem Frantz, sierżant Frantz Leiber i dowodzę tym patrolem. Należycie do dziesiątego patrolu, pierwszej kordegardy. Zapamiętajcie. – odezwał się około trzydziestoletni barczysty, ognisty mężczyzna. Wszystko było w nim ogniste włosy, długie sumiaste wąsy zwisające i kończące się tuż pod brodą, wzroki oraz sprężysty krok. - Tamten to Młody Klaus, a obok Fryderyk Gmerk. - wskazał na pryszczatego młodzieńca i w sile wieku siwiutkiego wojownika. - Teraz mi nie przerywajcie – zareagował widząc, iż Felix sposobił się do zabrania głosu. - Naszym zadaniem będzie patrolowanie trasy od kordegardy do bramy północnej i najbliższych uliczek przyległych. Zrozumiano nie słyszę was. Pytam się czy zrozumiano. Chłopcy pokażcie nowym jak się odpowiada na pytanie przełożonego. - Zrozumiano, panie sierżancie!. – wyskandowali starzy strażnicy. - No teraz wasza kolej. Niezbyt wprawny chórek nowych nie wzbudził w sierżancie zachwytu. - No teraz możecie się przedstawić. – spojrzał w kierunku bohaterów. Życie jest parszywą dziewką, o czym się przekonał na własnej skórze Corum. Nie dość, iż w oblężeniu stracił magazyn i wszystko, co nim było, to jeszcze zginęło w czasie niego wielu z jego ferajny. Niedźwiedź rozszarpany przez hakostwory na murach. Johan „Wróbel” i Hans „Pies” zginęli po cichu, w czasie włamu do jednego domów szlachciców w dzielnicy Nordgarten. Nim Corum do nich dotarł byli sztywni, w ich ciałach tkwiły dziwne trójkąty posmarowane jakąś trucizną, a po zabójcach nie było śladu, tylko smród zgnilizny i sierści unosił się całym domu. Dave „Kozioł” miła chyba najmniej szczęścia. Przechodził akurat obok browaru „Smocze piwa”, akurat wtedy, gdy uderzył w niego pocisk z działa chaosu i tyle go widziano. Sukces nad „Pieśćmy” był krótkotrwały okazało się, iż zlikwidowano tylko jedną z głów hydry, dalej działali, nawet bardziej brutalnie po oblężeniu. Interes się nie kręcił, więc Corum zadowolony był, gdy otrzymał zaproszenie, od Teo Gładkopalcego jednego z szefów „Człowieka”. Podążając do „Błękitnej laguny” zastanawiał się o cóż może chodzić. Teo siedział w swoim ulubionym miejscu przy kominku pieszcząc w dłoni kielich z winem. „Skoro się z nim cacka tak to znaczy, iż Tileańskie z jego rodzinnych stron, obecnie nie do zdobycia” pomyślał Corum. Widząc go śniady Tileańczyk odstawił kielich i zaprosił gestem. - Siadaj „Szczur” mam dla ciebie propozycje trzeb pochodzić za pewnym magiem, to elf zwie się Lilawander. Doniesiono mi, iż dzisiaj wieczorem ma być w Gildii Magów i Alchemików. - Na razie płace niewiele pięć karli, ale to tylko za ten wieczór i ranek z informacjami zjaw się tutaj o jedenastej klepsydrze. Acha to spryciula rzuca jakieś czary maskujace, ale skoncentrowany wywiadowca, taki jak ty nie powinien mieć kłopotów z jego śledzeniem.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. Ostatnio edytowane przez Cedryk : 02-17-2008 o 14:11. |
| |
| Reklama |
| |
| | #352 |
![]() | Corum był odziany w ubrania uszyte na miarę z dobrej jakości materiału. Obaj ludzie wyglądali na bogatych kupców. Zamszowe buty, modne choć proste spodnie, białe koszule, kamizelki, do tego haftowane husty, złote spinki i ufryzurowane włosy. Stanowili elitę złodziei. Na wieszaku wisiał skórzany płaszcz i kapelusz. Młody jak na tą pozycję Szczur, powoli palił swoje cygaro, popijając whisky. Milczał stosowną chwilę, była to gra pozorów, o której wiedziały obie strony, taka swoista etykieta złodziei. Gładkopalcy dobrze wiedział, że Szczur jest teraz pod kreską, że każdy miedziak się liczy. Tym bardziej, że od końca oblężenia pił niemiłosiernie, pił bo stracił swoich przyjaciół z dzieciństwa. A robota mogła pomóc wyjść z bagna. W końcu przemówił, a głos miał ciepły, przyjacielski. - Oczywiście, że pochodzę za elfem, nie mam obecnie wielu obowiązków, sam wiesz jak jest. Na chwilę przerwał, zapadła cisza, obaj wspominali ferajnę, w końcu Gładkopalcy dzięki nim inkasował ogromne zyski. Zaciągnął się cygarem, a następnie wypuścił przed siebie dym delikatnym strumieniem. - Jeśli to wszystko to bym się zawinął i od razu karnął pod budę magików. Może okazyjnie przytnę jakiegoś dzianego gostka. Aaaa, bym zapomniał, dokładnie to czego mam się o nim wywiedzieć, o tym elfie? Czy interesuje cię wszystko i czy mogę go skubać, czy też jest pod płaszczem? - Ostatnie pytanie dodał zbierając się do wyjścia. Dzień powoli dobiegał końca, zwykli ludzie gdzieś się śpieszyli, on nie musiał, miał jeszcze sporo czasu. Szedł główną ulicą, obserwował przechodniów, a nuż się trafi jakiś gostek ze zbyt dużą sakiewką. Nie był to jedyny powód aby mieć oczy dookoła głowy, byli jeszcze 'pięści', banda oszołomów sterowana przez kogoś na tyle cwanego aby nie dać się straży miejskiej, i na tyle brutalnego, żeby wzbudzał w reszcie strach i szacunek. Odruchowo sprawdził czy rekojeści długich sztyletów są na miejscu i czy szybko, w razie potrzeby, można ich dobyć, potem jeszcze ocenił stan kuszy. Będąc przy gildii magów udał się w miejsce, z którego z łatwością obserwował wejście do gildii, które zapewniało dobry widok na to kto wchodzi lub wychodzi oraz sam pozostawał niezauważalnym. Pozostawał w ciemnej uliczce, w której dodatkowy cień dawało zadaszenie blisko siebie stojących domostw.
__________________ Świerszcz śpiewa pełen radości, a jednak żyje krótko. Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym. Ostatnio edytowane przez Manji : 02-14-2008 o 21:24. |
| |
| | #353 |
![]() | "Półtorej klepsydry…"Elfowi spodobał się ten sposób mierzenia czasu, na chwilę przystanął przyglądając się jak piasek przesypuje się z jednej do drugiej części klepsydry. W sypiącym się piasku było coś magicznego, elf mógł niemal zobaczyć jak przelewają się cenne krótkie chwile zaklęte w każdym ziarenku pisaku. Sama klepsydra podsunęła mu pomysł nad rytuałem zmieniającym naturę czasu. Może zdołałby go zatrzymać, cofnąć, przyśpieszyć? Może nie była to dziedzina w której mag cienia byłby jakoś specjalnie uzdolniony, wiedział jednak, że nie jest to niemożliwe. Potencjalnie długie życie pozwalało mu na zbadanie każdej ścieżki i posługiwanie się każdym rodzajem magii, na razie jednak wciąż czuł, że na swoim polu ma sporo do zrobienia. Pozdrowił przyjaciół gdy się rozdzielali sam jednak nie za bardzo wiedział co robić. Postanowił chociaż znaleźć się w pobliżu gildii gdyż z tego co pamiętał to chyba gdzieś w tej okolicy napadnięto go i Felixsa. Napastnikom chodziło o białego maga – jednak elf wmieszał się w walkę i nie zamierzał stać się kolejnym celem. Nie nałożył jednak żadnych zaklęć ochronnych, póki nie miał zezwolenia każdy czar był ryzykowny, poza tym mógł jej użyć w każdej chwili. Zapewnił sobie jednak oczy w powietrzu wysyłając Agrama aby jak zwykle patrolował teren wokół niego. Nie zamierzał dać się ponownie zaskoczyć przez zbójców, strażników właściwie się nie obawiał, ale i z nimi wolał nie mieć do czynienia. Był już wyraźnie spokojniejszy, choć wiedział, iż przyjdzie mu żyć w tajemnicy. Tajemnica i ukrywane sekrety to było jednak to co sprawiło, że właśnie taką magią posługiwał się a nie inną. Fascynowały go wszelkie tajemnice, zamaskowane sprawy, nierozwiązane zagadki, ukryte intencje i maski iluzji narzucane na twarz codziennie przez każdego. Jedna tajemnica w tą czy tamtą nie robiła już na elfie wrażenia. Życie stawało się wręcz ciekawsze a gra bardziej warta świeczki. W ciągu tak krótkiego czasu brał udział już w dwóch walkach – prostym wnioskiem było więc, że miasto to nie należy do bezpiecznych a samotne wałęsanie się po nim może jedynie zaszkodzić. Przy Akademii Muzycznej poczuł się o wiele bezpieczniej – tłum sprzyjał co prawda kieszonkowcom, ale w takich warunkach zabicie kogoś raczej nie wchodziło w grę. Postanowił "rozbić klepsydrę" przechadzając się po głównej ulicy, choć najpierw zahaczył o świątynię muzyki. Był ciekawy kiedy dają tu koncerty, oraz co można wysłuchać. Postanowił nawet wypytać o koszt nauki gry na instrumencie – aż sam się zdziwił, że do tej pory jeszcze się nie nauczył na niczym grać. Nauka magii pochłaniała mu całą masę wolnego czasu – który inni elfowie poświęcali na sztukę. Lilawander czuł się przez to nieco wyobcowany, choć takie określenie na maga cienia mogło być jedynie komplementem. Nie śpieszył się w akademii, oglądał jej wnętrze, studentów – dla elfa każdy szczegół był ważny. Później ruszył wolnym krokiem w stronę gildii. Z ciekawości zajrzał do „Czerwonego Księżyca” aby zobaczyć jakiej klasy jest ten lokal. Ostatnim razem w przybytku krasnoludów nie najlepiej go potraktowano – starał się na przyszłość znaleźć bardziej przyjemne miejsce. Nie siedział tu jednak, raczej rozejrzał się i wyszedł kierując się do wyznaczonego celu. Blisko znajdowała się reklama lombardu. Jego położenie znajdowało się jednak w innej dzielnicy. Zainteresowany postanowił w przyszłości sprawdzić jaki rodzaj towaru jest tam na sprzedaż – rozejrzałby się przy tym za rzeczami niezwykłymi, nie miał jednak chęci zakupów – pieniędzy na gildię brakowało a co dopiero na luksusy… Ostatnio edytowane przez kset : 03-07-2008 o 13:18. |
| |
| | #354 |
![]() | Wojownik szedł powoli za elfem pozwalając mu prowadzić się przez ulice miasta. Nie znał jeszcze zbyt dobrze układu ulic, ale powoli zaczynał się orientować, gdzie co leży. Obok niego szła Chloe oraz niedawno poznany Feliks, persona dla Otta odrobinę jeśli nie zagadkowa, to przynajmniej dziwna. W końcu, czy widywało się często ludzi w jego wieku parających się magią i wędrujących po świecie? Owszem, zdarzało się, że widział jemu podobnych, ale zawsze byli oni w towarzystwie swojego mistrza i nigdy nie oddalali się na własną rękę. Otto dyskretnie spojrzał na młodzika, był ciekawy jego historii, ale postanowił, że bardziej rozsądnym będzie nie pytać. Zwłaszcza, że magowie, obojętnie w jakim wieku nie lubili, kiedy wtrącało się do ich spraw. Możliwe zresztą, że to właśnie jego mentor rozkazał mu udać się tutaj w jakimś sobie tylko wiadomym celu. Kiedy w końcu dotarli do celu wojownik utwierdził się w przekonaniu, którego nabrał przez dzień pobytu w Middenheim. Tutejsi ludzie preferowali rozmowę prostą, bez zbędnych ozdobników. Taką, która szczerze i bez ogródek mówi prosto z mostu o co się rozchodzi. Najwyraźniej prostotę i konkretność ceniono tutaj wyżej od dyskusji. Jednak Otto nie miał zbyt wiele czasu aby się nad tym zastanowić. Skierowani przez strażników przy wejściu doszli właśnie do ogromnego pomieszczenia, gdzie zastali trzech mężczyzn oraz kobietę, wszyscy nosili umundurowanie straży miejskiej oraz na szyi zawieszone mieli ryngrafy podobne do tego, który zwisał z karku weterana. Lekkim zdziwieniem był wiek strażników, był to bowiem niemal pełny przekrój tego jak człowiek się rozwija: młodzieniec, mężczyzna w pełni dojrzały i podstarzały. Brakowało tylko dziecka i starca chodzącego o lasce. Otto sceptycznym wzrokiem spojrzał po strażnikach . „Musi naprawdę brakować chętnych do służby, skoro muszą zadowolić się takimi jak oni. Toż to chyba jest jakiś żart! Ciekawe, czy chociaż miecz będą w stanie utrzymać prosto, tak by samemu się nie poranić.” Na okrzyk, którego zażądał sierżant wojownik skrzywił lekko, niemal niedostrzegalnie, zaraz też opanował się i grymas natychmiast zniknął. Zaczęły mu się przypominać czasy z wojska. Niemal wtedy ogłuchł od rozkazów, z których każdy jeden musiał być wywrzeszczany wprost do uszu podwładnych. Najwyraźniej sierżanci straży i armii Imperium byli wszędzie tacy sami. Uważali chyba, że wszystko nie wykrzyczane nie zostanie wykonane, tak jakby głosem chcieli sobie dodać ważności. Kiedy Leiber chciał usłyszeć potwierdzenie także od nich; Otto odkrzyknął, najwyraźniej nie dość głośno, co sierżant rychło dał im do zrozumienia. Kiedy przyszła kolej do przedstawiania się weteran odezwał się jako pierwszy. - Otto Oppenheimer z Hochlandu. I mam jedno pytanie. Czy tylko ci wymienieni składają się na nasz patrol, czy też czekamy na jeszcze kogoś? -
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony. |
| |
| | #355 |
![]() | - Twoje spostrzeżenia pokrywają sie z moimi, z tą drobną różnicą, że tylko jedna ofiara została znaleziona koło Akademii Muzycznej, rozumiem, że nie znasz jesze dobrze tego miasta- odpowiedział starając się by nie brzmiało to jak pouczenie, dziwnie jest rozmawiać z kimś o nieodgadnionym wieku, pamiętającym być może czasy jego dziadka. Nawet dla magów pozostaje tajemnicą długowieczność tej rasy. - Chcę wymóc pozwolenie na wizytę w domu grafa, myślę, że można wśród jego dóbr znaleźć jakiś ślad. -Tymczasem, myślę , że powinniśmy się udać do koszarów, głupio byłoby się spóźnić na pierwszą służbę Po drodze zawiesił na szyi ryngraf, żeby uniknąć pytań przy wejściu. Służba. Ciekawe jak się w niej znajdzie? Pewnie nie będzie gorzej niż w kolegium, tyle że tam zwierzchnicy mieli pewien autorytet... Weszli do sali spotkań, pobieżnie zlustrował obecnych, Sierżant uprzedził jego pytnanie o skład patrolu. - Felix z Waldenhoff -przedstawił się Dobrze jest, tu choć pytają o imię. |
| |
| | #356 |
![]() | Erica zadrżała lekko, gdy do sali wszedł kilku mężczyzn. To pewnie ci z jej grupy. Sytuacja wcale nie przedstawiała się pobłażliwie dla niej. Gdy podeszli bliżej, stanęła trochę spięta. - Erica Reichert – odparła, gdy przyszła na nią kolej. Przyjrzała się dokładnie Otto, a gdy zauważył ją, lekko się uśmiechnęła. Odetchnęła skrycie, nei ma się co krępować, pomyślała. Erica była dość drobną, młodą dziewczyną, która wydawała się być w tej ekipie bez większego celu. Nie miała nawet dwudziestu lat, jednak twarz miała całkiem ładną, proporcje również. Tylko ten siniak pod okiem i kilka zadrapań psuło całą urodę. Miała rude, wręcz ogniste loki, które opadały na jej ramiona oraz biust. Jej oczy koloru zieleni wychwytywały najmniejsze szczegóły, mimo iż wydawało się, że patrzy znudzona w jednym kierunku. Była ubrana jak typowy strażnik skórzana kurta na wierzchu, kolczuga pod spodem, ryngraf na szyi, długi miecz z lewej strony, krótszy miecz z prawej przy pasie. Miała także płaszcz koloru szarej zieleni. Pod pachą trzymała kapelusz, z szerokim rondem. Na nogach miała całkiem ładne skórzane buty z cholewami do kolan, które były równie solidne, co zadbane. Z pewnością nie wyglądała na typową strażniczkę. Była za młoda, oraz dość mała. W walce na miecze nie wygląda na zbyt wymagającego przeciwnika, jednak wydaje się, że zupełnie inna rzecz jest jej głównym atutem, być może nawet groźniejszym niż oprych z pałką, czy najmita uzbrojony po zęby. Wszakże we śnie nawet najsilniejsi są bezbronni.
__________________ Gimme brain... More brainzzz... Brains I said! gg: 3777067 Ostatnio edytowane przez Cedryk : 02-17-2008 o 23:00. |
| |
| | #357 |
![]() | Chloe uśmiechnęła sie do reszty. -No skoro można wam ufać.. cóż, najwyżej trzeba będzie uciekac z miasta - zaśmiała się choć wzrok miała poważny. -Więc powiem wszystko co wiem, część waszych informacji pewnie potwierdzę, część dodam. - chrząknęła cicho. - uhm, na początku zaznaczę tylko że jestem pewna, że jest to sprawka jakiegoś kultu. ta... więc co widziałam. Ciało rozcięte według jakiejś chorej logiki nie mające wiele wspólnego z sekcją zwłok z medycyny. Ale.. ktoś musiał sie na tym napewno znać, skoro bardzo zręcznie wycięto, serce, płuca, mózg i parę innych bebechów. Co ciekawe jednak ciało po śmierci cały czas lekko krwawiło, sprawiało wrażenie napuchniętego jakby lekko napęczniałego od krwi. Popękane naczynia krwionośne? Ale od czego? ja stawiam na magie. Ale z tego co widziałam nie wykrwawienie było powodem śmierci. no i z tym mózgiem. Bardzo, ale to bardzo precyzyjnie usuniętym. To już wychodzi poza zakres współczesnej medycyny.. więc w gre wchodzi tylko okultyzm lub magia. Rozłożyła ramiona w niewiedzy kończąc swój krótki "raport". W końcu ruszyli zameldować się na swój pierwszy patrol. Chloe spakowała tylko swoją torbe medyka, upewniła się że jej ekwipunek jest kompletny i razem z reszta stawiła się na odprawę. -Po prostu Chloe - rzekła beztrosko. Bo ta wielka wrzeszcząca małpa naprawdę nie wydawała sie wielkim zmartwieniem w porównaniu z ciałami okaleczonymi przez jakiś psychopatów. Bułka z masłem?
__________________ "Bretonnia to kraj spokojny i sprawiedliwy, w którym kazdy człowiek wie, gdzie jego miejsce. Twoje jest na stryczku" Za Panią Jeziora! |
| |
| | #358 | ||
| Newsman ![]() | Przed akademią czekała Lilawandera przykra niespodzianka. Wokół budynku stało kilkanaście powozów, przy których kręcili się woźnice, rozmawiając oraz gdzie niegdzie popijając trunki, grając w kości, innymi słowy zabijając czas w oczekiwaniu na swoich pryncypałów. Nie mógł wejść. Odbywał się właśnie koncert Leo Gareta z towarzystwem orkiestry, wstęp tylko za zaproszeniami. Jak mu obwieścił elegancko ubrany portier. Wzrok jego sugerował, iż elf, w dodatku w takim stroju byłby nie na miejscu. Przechadzając się dalej natrafił na „Czerwony Księżyc”. Przy drzwiach jego niezwykle czuły słuch wychwycił dźwięki harfy. W drzwiach powitało go wykidajło lustrując jego postać po chwili jednak ustąpił drogi magowi zaprosił ręką do środka. Elf z konsternacja dostrzegł, iż człowiekowi brakuje prawej dłoni, na kikucie widoczna jest przymocowana do niego miedziana nasadka, błyszcząca nowością. Zaraz po wejściu na sale minął drugiego ochroniarza. Sala była podzielona na części za pomocą czerwonych draperii, najwidoczniej z aksamitu, dających uczucie odosobnienia, a jednocześnie nieprzeszkadzających w słuchaniu muzyki.
Na sali nie było widać zbyt wielu gości, a ci, których widział należeli do dobrze sytuowanych. Po chwili podszedł do niego kelner. - Czym mogę służyć, już prowadzę pana do stolika. ************************************************** ******* Spacerującego uliczką Coruma dwukrotnie minął patrol straży, jako iż był dostatnio ubrany minęli go bez słowa. W pewnym momencie dojrzał on elfa wchodzącego do „Czerwonego Księżyca” kabaretu, kasyna, i baru klubu dla dobrze sytuowanych. Wszakże miał pilnować elfa, który wchodził do gildii, ale wszak w Middenheim nie były wielu przedstawicieli tej rasy. ************************************************** ******* Sierżant popatrzył na nowych rekrutów coś tam pod nosem zamruczał. Szczególnie dziwnym spojrzeniem obrzucił Erikę i uśmiechnął się pod wąsem. - Z latarniami napełnić, ci z kuszami, bełty są na zapleczu, zresztą tak jak i olej. Elf i Fryderyk pawęże, też są na zapleczu. Po tych przygotowaniach wyszliście na patrol. Sierżant ustawił bohaterów tak, iż dwie latarnie były na przeciwnych końcach oddziału, a pawęże przy nich, Otto i Felix w środku. Przodem szła Chloe niosąc zapaloną latarnię. Patrol zdawał się rutynowy, spokojnie doszliście do bramy południowej. Bohaterowie obserwowali jak życie miasta powoli zamierało z początku nie spotykaliście nikogo, ale im bliżej bramy tym więcej mieszkańców załatwiało swoje ostanie sprawunki przed spoczynkiem nocnym. Pod ścianami żebracy powoli cichli, zasypiając. Wracając w kierunku kordegardy, z bocznej uliczki, doleciały was jakieś dziwne odgłosy. Sierżant gestem nakazał ciszę i wskazał, aby Otto załadował kuszę. Gestem przywołał do siebie wyposażonych w pawęże i nakazał im iść przodem. W wąskiej uliczce dojrzeliście sześć zakapturzonych postaci. Nagle Celahir osunął się z jękiem.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. Ostatnio edytowane przez Cedryk : 02-23-2008 o 14:11. | ||
| |
| | #359 |
![]() | Elf postał w pobliżu akademii muzycznej próbując dosłyszeć coś z dźwięków orkiestry. Harmider miasta zniekształcał muzykę i utrudniał słuchanie, elf wzruszył ramionami i ruszył dalej. Zdziwiło go jak bezpiecznie i dyskretnie można się czuć w „Czerwonym Księżycu” nie był to jednak czas na picie. Zagajony przez kelnera, odpowiedział. - Dzień dobry, chciałem się jedynie zorientować, czy to miejsce jest dobrym wyborem na spędzenie wieczoru, widzę jednak, że tak. Proszę jedynie uświadomić mnie w cenach trunków, nie lubię poruszać się z nadmiarem gotówki. Gdy dowiedział się jakie są ceny win, piwa i co jeszcze tu serwują opuścił lokal powoli zmierzając w stronę Gildii. Miał też zamiar odwiedzić po drodze "Bakałarza" i zobaczyć jak prezentuje się ten hotel, oraz czy podają jakąś herbatkę. Mogło być to dobre miejsce na przeczekanie czasu pozostałego do wizyty. Ostatnio edytowane przez kset : 03-07-2008 o 13:15. |
| |
| | #360 |
![]() | Corum stanął przed wyborem iść za elfem lub stać i czekać na innego elfa. Choć tej akurat rasy w mieście był niedostatek więc nie miał większych kłopocików z podjęciem decyzji, miał jednak nadzieję, że słusznej. Podążył więc za elfem obserwując go nie nachalnie. Gdy ten wszedł do „Czerwonego Księżyca” , Szczur podążył za nim. Cieszył się na myśl, że trafił na dzianego elfa, bo skoro tam polazł to musiał być kasiastym draniem. "Pewnie pracuje dla jakiegoś kultu, jako magik, ale gratka, ale gratka. Toż jak go skubnę to będzie balanga." Zdziwił się jednak gdy ów dość szybko opuścił progi Przytułku Rozpusty, odczekał chwilę, udając klienta, a następnie ruszył za elfem. Trzymał się w bezpiecznej odległości, biorąc pod uwagę to, że Lilawander mógł rzucać czary i być przez nie chroniony. Był najbardziej ostrożny jak tylko potrafił, jednocześnie dbał o to aby go nie zgubić.
__________________ Świerszcz śpiewa pełen radości, a jednak żyje krótko. Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym. |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum sesji Warhammer | 107 | 08-24-2008 13:42 |
| rekrutacja dodatkowa (II edycja Warhammer) Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 6 | 01-25-2008 16:50 |
| Warhammer IIedycja Zło kroczy ulicami | Cedryk | Toplista sesji | 0 | 10-01-2007 08:53 |
| [Warhammer] Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 31 | 08-26-2007 22:07 |