![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #131 |
![]() | Bad, podobnie jak towarzysze, z westchnieniem ulgi przyjął rozpoczęcie się uczty. Z apetytem pałaszował gulasz, przegryzając często chlebem. Za to wina prawie nie tykał. Jednak uczta i przysłuchiwanie się rozmowom kompanów nie przeszkadzało mu w bacznym śledzeniu tego, co działo się w całej sali. W pewnym momencie szturchnął w bok Tupika. - Widziałeś? - spytał szeptem. - Jeśli się nie mylę, to właśnie pan tego zamczyska puścił z dymem papiery, które dał mu sir Robert. Z trudem powstrzymał się od przekleństwa. - Nasza przepustka się ulotniła... - dorzucił. Po chwili dodał: - I zobacz, co tam dają do jedzenia... Uśmiechnął się ponuro. "Oby ci gnat kuropatwy w gardle stanął gardle, mości Auferiku" - wyraził pobożne życzenia. Z zepsutym humorem kontynuował jedzenie. Nawet gulasz, poprzednio tak smaczny, zaczął stawać mu w gardle. W końcu odsunął talerz. - Straciłem apetyt - stwierdził. zaczął się zastanawiać nad sensem kontynuowania wyprawy, która przy braku przepustki mogła się okazać podróżą w jedną stronę. Na razie nie widział sposobu wykręcenia się od wyprawy. "Zobaczymy, co będzie rano" - pomyślał. - "Rane jest ponoc mądrzejszy od wieczora..." O mały włos przegapiłby zamieszani, jakie powstało przy wysokim stole. I słowa obrażonego rycerza. "No proszę, pojedynek" - przemknęło mu przez głowę. - "Okaże się, ile jest wart sir Robert..." Był pewien, że on sam, gdyby mu nikt nie przeszkadzał, dałby sobie radę z bretońskim rycerzykiem... Większość z nich, prawdę mówiąc, nie miała pojęcia o prawdziwej walce... |
| |
| Reklama |
| |
| | #132 |
![]() | Nikolaj zajadał się przepysznym gulaszem. Był na tyle głodny, że nie przeszkadzała mu wzmożona obecność przypraw, ani wzrok gapiących się na niego strażników oraz ich słowa. po prostu pochłaniał ogromne ilości jedzenia, byle by nażreć się jak największym kosztem tutejszego władcy. Mniej więcej w połowie posiłku postanowił zapić strawę. Dobył kielich i wypił całą jego zawartość szybkim ruchem. - Błech... Bretońskie wino... - rzekł ledwo powstrzymując odruch wymiotny. Tutejsze trunki nie są jednak dla niego. Szybko sięgnął po swój bukłak z którego uchylił trochę własnego napoju, i zaczął dalszą konsumpcję. Gdy sir Auferik wrzucił dokumenty do paleniska, mężczyzna spojrzał tylko na niego z pod opuszczonej głowy. - Przepustkę powrotną wyrwę sobie z twojego gardła razem z krtanią. - Już miał powiedzieć to po Bretońsku, lecz w ostatniej chwili zatrzymał się i przemówił w swoim ojczystym, surowym dialekcie. Zachowywał przy tym całkowitą powagę, oraz kamienną minę tak, by nie było można zobaczyć jego przejęcia i wściekłości. Uczucia aż się w nim kotłowały. Człowiek zerknął kątem oka na resztę drużyny. Gdy zobaczył Bada szepczącego coś Tupikowi na ucho wiedział iż gdyby taki na przykład nocny sabotaż lub coś w tym stylu miało szansę powodzenia, wojownik zapewne przyłączyłby się do niecnych planów Kislevczyka. "Właśnie... Swoją drogą ciekawe skąd jest Bad?" - pomyślał. Jak zwykle coś musiało go wyrwać z zamyślenia. To już taki standard. Tym razem był to widok "oburzonego" rycerza, który musiał ustąpić swojego miejsca sir Robertowi. Gdy usłyszał słowa tamtego zakutego łba, rzekł znowu w swoim języku: - Błagam... Rozwiąż to mieczem, nie słowem sir Robercie. Jedna menda mniej.
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |
| |
| | #133 |
![]() | Tupik nie przejął się specjalnie tym, że dostał tylko gulasz. Dla niego było to jedzenie na które czekał, a kuropatwy i inne przysmaki jakie podano rycerzom nie budziło w nim najmniejszej nawet zazdrości. Sam jadł wielokrotnie potrawy, które przerastały nawet możliwości wyobrażenia przez wszystkich siedzących w tej sali. Zajął się zaspokajaniem głodu, z zapałem konsumując to co mu przyniesiono, nadmiar przypraw ciężko było wyprostować, zawsze uważał, że lepiej jest nie dosolić i nie doprawić potrawy – zostawiając taką możliwość gościowi, niż ja przesolić lub w inny sposób przedobrzyć gdyż jedzący nie był w stanie już nic z tym zrobić. Mając kuchnię do dyspozycji szybko naprawiłby ten niewybaczalny kulinarny błąd, niestety dostępu do świętego dla halflingów przybytku nie miał. Szturchnięty przez Bada odpowiedział. - Rzeczywiście szkoda, chciałem je w przyszłości wykorzystać, kto wie do czego mogły się jeszcze przydać. Nie czytatym i nie pisatym mógłbyś takim papierkiem z pieczęcią wmówić, że w imieniu księcia przyszedłeś po podatki, albo cokolwiek. Taka pieczęć zawsze robi wrażenie… Na uwagę dotyczącą jedzenia podanego rycerzom wzruszył jedynie ramionami, okazując, że mniej się tym przejmuje niż spalonymi papierami. - Przecież to barbarzyńcy kulinarni. Zobacz na kolejność w jakiej wszystko podają. Lekkostrawne mięso kuropatwy powinno być podane na sam koniec – jako deser, dla tych co mają jeszcze na coś apetyt po zjedzeniu dziczyzny. Poza tym gdzie sosy? Gdzie przystawki? Z tym białym winem to też przesadzili – do dziczyzny powinni podać mocne dobre piwo, wino dopiero przy kuropatwach i to nie białe – zarezerwowane dla ryb i owoców morza, lecz czerwone – najlepiej półsłodkie wytrawne… Dzik jest zresztą zbyt mocno przysmażony w okolicach karku – właściwie to czuję spaleniznę, którą kucharz zapewne oskrobywał przed podaniem dania. Kuropatwy zaś powinno się jeszcze podsmażyć, już stąd widzę niedociągnięcia. No ale nic dziwnego, jak się chwieje właściwą kolejnością. Dzik podany wcześniej nie byłby przypalony – a w tym czasie kuropatwy doszły by do właściwego stanu. Nie wspomnę już o tym, że w takiej sali u rycerza – wręcz obrazą jest nie podać przybornika z solą pieprzem i podstawowymi przyprawami, no ale kucharz chyba doskonale wie, że przesadza z ich ilością – więc może właśnie dlatego nie podaje przypraw. Gdy już skończył dokładnie wyczyścił chlebem resztki z talerza po czym zaczął rozglądać się po stole w poszukiwaniu dokładki. Szybko wyłowił okiem odstawiony przez Bada talerz z niemałą ilością gulaszu. Tupik od razu to zauważył i zaczął działać nim ktokolwiek by go ubiegł. - Mogę? Nie czekając na odpowiedź, zadaną bardziej z grzeczności niż z faktycznego czekania na przyzwolenie, przysunął do siebie dodatkową porcję i począł ją pałaszować. Był w stanie zjeść wszystko co przyniesiono dla niego i towarzyszy – nawet gdy już zaspokoił pierwszy głód, pozostawał jeszcze do zaspokojenia głód drugi i trzeci – a te dobrze było zaspokoić na zapas. Tym bardziej, że Tupik był zmęczony tak szybką podróżą, zdawał sobie sprawę, że jego wewnętrzne zapasy muszą zostać szybko uzupełnione. Wstrzymywał się jeszcze przed zabraniem wina Nikołaja który odsunął je z wyraźnym niesmakiem. Tupik dobrze wiedział, że pijąc same piwo można także zaspokoić głód, podobnie było i z winem – choć na razie miał jeszcze swoją porcję. Tak czy inaczej wrodzona przezorność Tupika nie pozwalała mu na to aby przed zakończeniem wieczerzy i wstaniem od stołu, aby cokolwiek pozostało na nim jeszcze do zjedzenia czy wypicia. Oczywiście nie ruszał już zlewek czy resztek, jednak każda porcja starczająca na kilka kęsów lub więcej miała zniknąć w halflińskim brzuchu przed końcem kolacji. Sytuacja jaka się zaostrzała przy stole rycerskim nie robiła na nim większego wrażenia, już większe zrobiło barbarzyństwo kucharza. - Widzicie? Niby mają tak dobrze a jak przyjdzie co do czego to wszystko ma swoją cenę. Bicie się o zaszczyty i najlepsze miejsce, pociąga za sobą sytuacje, jakich jesteśmy obecnie świadkami. Albo któryś z rycerzy utrzyma na wodzy swą dumę i pychę, albo będziemy mieli efektowny pojedynek – miła dla oka rozrywka na zakończenie dnia. |
| |
| | #134 |
![]() | Bad skinął głową, widząc pytające spojrzenie wbite w jego talerz. - Częstuj się - powiedział. - Ciągle zapominam, że wy, niziołki, macie chyba dwa żołądki i jadacie dużo więcej, niż by sugerował wasz wzrost. Uśmiechnął się lekko. - A co do przypraw to masz rację. Jeśli kucharz całymi garściami sypie przyprawy do potraw, to pewnie nawet nie pomyśli o czymś tak skomplikowanym, jak przybornik z przyprawami. - Poza tym, oni wszyscy - spojrzeniem omiótł salę - są już przyzwyczajeni do takiej kuchni i nic więcej im nie trzeba. Nie to, co ty, ze swoim wyrafinowanym podniebieniem. Co prawda mina Tupika świadczyła o tym, że niziołek, mimo krytycznych słów, pochłonąłby jeszcze więcej, w tym i krytykowane kuropatwy, ale Bad słyszał nie raz o gustach kulinarnych niziołków. Ostanie słowa Tupika skomentował: - Tak się dzieje wszędzie, nie tylko tu. Może gdzie indziej walka o pozycję przybiera inne, mniej widowiskowe formy, ale mniej groźna nie jest. - Ciekaw jestem, jaką formę przybierze to starcie. Konno, pieszo, miecze, topory... Do pierwszej krwi... Nie sądził, by sir Robert uniknął pojedynku. Chociaż, gdyby chciał... Zawsze istniały sposoby... |
| |
| | #135 |
![]() | Kiedy został zaproszony do krzesła po prawicy sir Auferica Robert westchnął w myślach. Tak jak sądził siedzący tam juz rycerz nie był zbytnio zachwycony faktem, iż musi ustąpić mu miejsca. Szczerze mówiąc de Bleis wolałby zając któreś z dalszych miejsc. Oczywiście usadzenie go po prawicy gospodarza mile połechtało jego dumę, zaraz też jednak odezwał sie w nim zdrowy rozsądek, mówiący że takie miejsce niesie ze soba takze pewne zagrożenia. Po przeczytaniu podanego mu dokumentu sir Auferic po prostu cisnął go w płomienie. Robert odruchowo poruszył się, jakby chciał wyciągnąć dokument z kominka, jednak ogień był nieubłagany i błyskawicznie pożarł papier. Na twarzy rycerza pojawiło się zaskoczenie, niemal natychmiast znikło ono zastąpione kamienną maską wymuszonego spokoju. Na pytanie księcia skinął lekko głową i odpowiedział siląc się na pogodny i uprzejmy ton głosu. -Panie w ślad za złoczyńcą pchnęła mnie emocja bardziej niźli śluby rycerskie, choć i te wchodzą w grę. Kiedy usłyszałem o organizowanej wyprawie pomyślałem, że jakże to może być, żeby nie było w grupie choćby jednego szlachetnie urodzonego? Więc nie zwlekając zgłosiłem się do księcia a ten łaskawie zezwolił mi przyłączyć się do kompanii. Od kilku lat już podróżuję po naszym pięknym królestwie starając się rozsławić mój ród jakimś chwalebnym czynem.- Rycerz spojrzał na gospodarza oraz na półmiski jedzenia oraz wino stawiane na stołach. Najwyraźniej sir Auferic w jego wzroku dopatrzył się zdziwienia mnogością potraw. - Chociaż żyjemy na uboczu, nie można jednak rezygnować z pewnych przyjemności. – Robert uśmiechnął się delikatnie. - Trudno odmówić ci racji sir Aufericu. Z pewnych rzecz nie tylko trudno, ale wręcz nie przystoi rezygnować, choćby z dobrego wina. - Robert spojrzał w głęboką czerwień trunku i wziął łyk starając się wyczuć, który może być to rocznik. "Wino jest dobre, jedzenie również, ale wolałbym raczej usiąść gdzie indziej i nie musieć lawirować słowami, tak by nikogo nie urazić. Intrygi i subtelne pochody, to nie dla mnie. Wolę solidny ciężar miecza w dłoni i godnego przeciwnika, który jest przynajmniej szczery. W walce nie ma kłamstwa, tam sytuacja jest klarowana, albo ja zabiję jego, albo on zabije mnie. Nie ma miejsca na nic ponad to." Roberta z zamyślenia wyrwało pytanie rycerza siedzącego obok, który niedawno musiał ustąpić mu miejsca. Pytanie jak zauważył Robert zadane było rozdrażnionym głosem. De Bleis chłodnym wzrokiem zmierzył mężczyznę i spokojnym, lecz stanowczym głosem, w którym pobrzmiewała stal odpowiedział. - Panie... czy nie wiesz, że najbardziej światłą i piękną w Bretonii jest Pani Jeziora? - ton głosu wzniósł się odrobinę - Jakże zresztą można porównywać piękno niewiast skoro każda bez mała godna jest czci i szacunku? Czy swoim nieopatrznym pytaniem chcieliście mnie rozgniewać? - teraz Roberta z łatwością mogli usłyszeć zapewne także jego kompani, jednak mimo podniesionego głosu na jego twarzy nie pojawił się żaden, choćby najmniejszy grymas - Jeśli tak, to przyznać trzeba, iż ci się powiodło panie. Ja zwykłem mówić wprost, więc i teraz tak uczynię. Jeśli chcieliście panie pojedynku ze mną, to jestem gotowy, nikt nie zarzuci mi, że nie podejmę wyzwania. Lecz zanim coś odpowiecie... - Robert gniewnym wzrokiem spojrzał na rycerza - pozwólcie, że wpierw was uprzedzę, iż do Mousillion musi pojechać jakiś rycerz. Zaś jeśli okaże się, że jestem naprawdę niegodny do podźwignięcia tego brzemienia, to z radością odstąpię waszmości miejsca wiedząc iż w moje miejsce pojedzie ktoś bardziej się do tego nadający. Więc jak panie? Czy sprawdzimy który z nas bardziej nadaje się do przewodzenia tejże wyprawie? - Z oczu Roberta biła wręcz ponura determinacja, był rozdrażniony całą sytuacją. Zdawał sobie sprawę, ze dał się sprowokować i teraz starał się wybrnąć z tego z honorem. W parze z rozdrażnieniem szła złość na samego siebie, że nie udzielił bardziej dyplomatycznej odpowiedzi na słowa rycerza. "Cóż, trudno, co się stało już się nie odstanie. Trzeba przyjąć los z podniesionym czołem, obojętnie jaki by on nie był. Do diaska, od początku domyślałem się, że ten dureń coś planuje."
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony. |
| |
| | #136 |
![]() | Bad z trudem zamaskował szyderczy uśmiech, gdy do ich stołu dotarła odpowiedź sir Roberta, udzielona zarozumiałemu rycerzykowi. "Piękna wypowiedź. Jestem zachwycony." - pomyślał. - "To jest rozłożenie oponenta na łopatki." Widać było, że noszenie stalowego garnka na łbie nie odebrało sir Robertowi umiejętności myślenia. I nie dało się ukryć, że jego zagrywka należała do tych bardziej paskudnych. Już samo wymienienie Pani z Jeziora było niezłą zagrywką. A druga część wypowiedzi była jeszcze lepsza... Rycerzyk miał do wyboru albo ustąpić, co z pewnością nie przysporzyłoby mu chwały, albo podjąć walkę. Która mogłaby zaprowadzić go prosto do Mousillion. A do tego raczej nie palił się żaden z rycerzy sir Auferica, którzy woleli popijać winem kuropatwy, niż włóczyć się po zapomnianych przez bogów terenach. Bad usiadł wygodniej i bez skrępowania obserwował ciąg dalszy zajścia, toczącego się przy wysokim stole. Miał nadzieję, że rycerz zaczepiający sir Roberta nie ustąpi. I że sir Robert pokaże, na co go stać... |
| |
| | #137 |
![]() | Halfling by tego lepiej nie wyraził. Właściwie dodałby jeszcze kilka okrzyków, grożenia pięścią, nawet poważyłby się na wyzwisko – by tym bardziej zgnieść rycerzyka. Mimo to zachowanie Sir Roberta zaskoczyło Tupika, nie spodziewał się tego po nim. Spodziewał się pięknego fechtunku słowem, uników i przesadzonej dyplomacji, spotkał się zaś z rzeczową, konkretną i poprawną odpowiedzią stawiającą pytającego w kozi róg. Sam rycerzyk musiałby się teraz nieźle wysilić by uniknąć pojedynku i jednocześnie zachować twarz – Tupik uważał, że po takich słowach jakie padły nie jest to możliwe. Na moment pozwolił sobię na szczery i szeroki uśmiech – w oczach zapłonęły ogniki radości, gdyby nie to , że lubił swoje ręce – zaklaskał by jeszcze z radości. Sir Robert wyraźnie zapulsował, jego wcześniejsze zachowanie nie wskazywało na to by miał się postawić Bretońskiemu rycerstwu, teraz jednak dał popis władania słowem – co w wykonaniu zbrojnego woja rzadko wychodziło. - He He ale mu powiedział. Rycerzyk czerwieni się jak zupa buraczana – zobaczymy czy się zacznie korzyć i przepraszać, czy się postawi – skazując się na pewną śmierć w Mounsilion. O ile Sir Robertowi gotów jestem tam pomóc – o tyle, żaden z pozostałych rycerzy nie zasługuje ode mnie nawet na kanapkę…po chwili namysłu dodał jeszcze – nawet gdyby był głodny… Swoje uwagi mówił cicho, szeptem wręcz zasłaniając przy tym chlebem usta, aby ktoś umiejący czytać z warg nie dowiedział się co też halfling gada. |
| |
| | #138 |
![]() | Kerwyn Gdy na salę wniesiono gulasz Kerwyn wprost oniemiał z radości. Nie jadł cały przecież dzień i nawet pragnienie zapalenia sobie zostało przyćmione przez ssący w żołądku głód. Po chwili razem z niziołkiem obracali łyżkami tak jak obraca się koło wodne podczas spływu ogromnej ilości wody. Muzyk spokojnie dorównywał Tupikowi a gdy skończył, już chciał pytać Bada czy nie mógłby czasem odstąpić mu trochę swojej porcji lecz mały halfling ubiegł go. Bard z trochę zachłannym wzrokiem mieląc jeszcze w buzi chleb przypatrywał się jedzeniu wojownika pochłanianemu przez towarzysza. Nie był głodny, ale lubił jeść dużo i dobrze a tak się składało, że ten gulasz smakował mu aż za bardzo. Podczas jedzenia młodzian nawet nie spostrzegł jak sir Auferic wrzuca dokument do komina pozostawiając go językom ognia. Z resztą, dla Kerwyna nie miało to żadnego znaczenia. Jeśli sir Zakuta Pała zechce ich pozbawić życia nie będzie patrzył na dokumenty. Gdy talerz został już porządnie wylizany a pierwszy głód zaspokojony bard zaczął popijać wino. Jego myśli znów poczęły wracaj ku spoczywającej gdzieś w plecaku fajce. "Czy oni zamierzają skończyć te żałosną obradę okrągłego stołu? A swoją drogą ciekawe o czym gadają?" - myślał, lecz odpowiedź przyszła niespodziewanie szybko. Jeden z rycerzyków wstał i pełen dumy rzucił wyzwanie do sir Roberta. "De Bleis odpowiedział mu mądrze" - pomyślał muzyk zwracając się w stronę stołu by móc dokładnie obserwować całą scenę."Mogłoby dojść do walki, miałbym materiał na nową pieśń..." -Masz rację Tupiku, mistrzowskie posunięcie, to znak że nasz rycerz myśli. A tak swoją drogą: Może jakiś mały zakład? Może o to czy sir Blaszak stchórzy? Postawię dwie korony, że podejmie wyzwanie mimo mądrej mowy naszego towarzysza... Ktoś podejmie zakład? - spytał z uśmiechem na ustach. Jego myśli ponownie skoncentrowały sie na tak bardzo pożądanym w tej chwili przedmiocie spoczywającym w plecaku... Ostatnio edytowane przez Cedryk : 02-21-2008 o 15:18. Powód: błąd merytoryczny |
| |
| | #139 |
![]() | Glorima mile zaskoczyło podanie gulaszu do stołu, trochę nic nie jadł. Alkohol przyćmił jego węch, więc nie mógł wyczuć słodkiego zapachu dania, jednak gdy spróbował, w niemal kilka chwil zjadł całą miskę, palcem wybierając co mniejsze resztki sosu, a także oblizał łyżkę. Rozejrzał się po stole, coby tu ciekawego jeszcze było do zjedzenia. Nie przeszkadzało mu zbyt przyprawione jedzenie, Bretończycy niestety tak mieli, ale on nawet lubił te przyprawy. Tupik ubiegł go z miską Bada. Już zaczął ją pałaszować, gdy tylko facet odstawił miskę. To trzeba mieć refleks. - Narzekasz. Mnie tam to danie całkiem smakowało, a jak nie chcesz, to ja z chęcią zjem. - rzucił ponuro do niziołka. Potem rycerzyk spiął się z Robertem. Ocho, zaczyna się, pomyślał. Doskonale wiedział, że ta rzecz musi mieć miejsce, i ze żaden rycerz nie przepuści okazji do bitki. Zwłaszcza najedzony i napity. Pociągnął łyk Albiończyka, a potem jednym haustem wypił cały kieliszek wina. - Ma gadane. - stwierdził. - Ja to wam powiem, że jak podróżowałem do tego miejsca, znaczy się do tamtego barona, to po drodze spotkałem dwóch kmiotków, którzy chcieli mnie wyzwać, mimo iż żadnych rycerzem nie jestem. Z braku zajęcia przystanąłem do walki z jednym z nich, widać nie wiedział z kim się mierzy. Walka byłą krótka, wybiłem mu broń z ręki, po czym dałem mu ją z powrotem wziąć. I tak do usrania, trzeci czy czwarty raz, a ta zakuta pała nie rozumie, że nic mi nie zrobi, i sie rzuca na mnie. Jak mu nie przypieprzyłem z bańki w tą jego blachę. Przyznaję, do był głupi pomysł, bo łeb mnie potem napieprzał tak jak po Pierwszym Kuflu, ale było warto, oszczędniej wyjdzie mu chyba kupić nową, hehe. Potem jakoś ciężko mu było chodzić, bo się jeszcze do rowu sturlał, i połamał ręce i żebra. Ja tam tylko raz go dotknąłem... - Ja się postawię, bitka musi być. Chociaż po tym gadaniu do chyba tego Auferica zamurowało, ale daje na tak.
__________________ Gimme brain... More brainzzz... Brains I said! gg: 3777067 |
| |
| | #140 |
| Newsman ![]() | Rycerz spokojnym gestem wyjął rękawicę i cisnął w twarz sir Roberta, rozcinając mu wargę. - Zarzuciłeś mi kłamstwo panie, ta zniewaga nie może pozostać bez odpowiedzi. Czy myślisz, że Książe nająłby innego rycerza, gdyby go oczywiście potrzebował, mając na swoje usługi tak wielu? Na twarzy rycerza pojawił się ironiczny uśmiech, sir Robert słyszał jak go publicznie znieważono nazywając przy świadkach najemnikiem. - Jestem sir Gerfryd Hersendlee, znaj je abyś mógł wszystkim w zaświatach oznajmić, kto cię zabił. Poczym skłonił się przed sir Auferikiem. - Panie zezwolisz przygotować szranki? Hrabia skinął na sługę stojącego przy nim. Na ten gest sługa wyszedł z sali. - Na śmieć nie na niewolę. Dwa najazdy z kopiami, potem dwa najazdy z mieczami, jeśli jeszcze będziesz żył to walka piesza, samowtór ja z giermkiem i ty ze swoim, na pewno masz wśród tych oberwańców kogoś odpowiedniego. Pyszałek spojrzał na towarzyszy sir Roberta siedzących przy niższym stole. - Co tak milczysz panie odpowiadają, strachem jesteś podszyty. Jeśli tak to każę cię moim sługom plagami obić, ale odejdziesz żyw.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Komentarze (Warhammer II edycja) Przynieście mi głowę Guido le Beau. | Cedryk | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 117 | 07-04-2008 21:45 |
| Warhammer II edycja - Brionne | Hellian | Archiwum rekrutacji | 45 | 04-11-2008 15:15 |
| Rekrutacja dodatkowa (Warhammer II edycja) Przynieście mi głowę Guido le Beau. | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 14 | 01-27-2008 16:53 |
| Rekrutacja (Warhammer II edycja) Przynieście mi głowę Guido le Beau. | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 40 | 09-30-2007 18:27 |
| Warhammer II Edycja: Zbrojownia Starego Świata | Fistus | WIEŚCI | 1 | 02-10-2006 14:33 |