Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-27-2008, 20:19   #101
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 57 485
- Nie sądzę, aby informator był potrzebny. Prędzej czy później dotrzemy do kogoś takiego, wystarczy poczekać. Powiem ci też, że ta sprawa mało mnie obchodzi, a zajmuję się nią, bo tu chodzi o moją wolność, a przy okazji całkiem nieźle płacą. Tego wymaga mój zawód, profesjonalnego podejścia do roboty. Tak więc, jak powiedziałeś, zajmiemy się wszystkim, co mamy pod ręką. Łącznie z tym magazynem, jak i zaginięciem. Nawet, jak to nie jest ze sobą powiązane, można na tym zarobić. Podejmujemy tak zwane zawodowe ryzyko. – przerwał na dłuższą chwilę.

Popatrzył po ludziach w karczmie, swobodnie sącząc piwo z kufla. Gdy upił połowę, kontynuował monolog.

- Najgorsze jest to, że mamy ograniczone pole działania. Ot, przejdziemy się po mieście i to wszystko, a straż miejska wpadnie na trop naszych poszukiwań i zrobi wszystko za nas. Dobry pretekst, aby nam nie zapłacono, a do tego nie możemy dopuścić. – Revan normalnie tak nie mówił, zazwyczaj rzadko cokolwiek mówił, ale piwo rozwiązywało język. Szybko opróżnił pół dzbanka.
 
Revan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 01-28-2008, 20:29   #102
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 931
Revan, Cohen

Piwo i kwas były dobre a karczma tłoczna. Pomimo tego nadal pozostawaliście w raczej ponurych humorach, w końcu sprawa była poważna, możliwe jest nawet, że niepowodzenie przypłacicie życiem. Co pewien czas spoglądaliście po innych stołach wzrokiem szukając czegoś, co mogło dać wam odrobinę rozrywki, lub informację. Tego wieczoru jednak najwyraźniej los nie był wam łaskawy. Wszystko co zobaczyliście miało znamiona zwykłych, przyziemnych spraw, które spotkać można w każdej karczmie. Przy jednym stole trójka mężczyzn śpiewała wyjątkowo sprośną piosenkę, gdzie indziej ktoś głośno się kłócił gestykulując przy tym i wymachując trzymanym kuflem, przy okazji oblewając wszystkich dookoła. W jednym z kątów sali po chwili udało wam się dostrzec widok może nie tyle dziwny, co rzadko spotykany w karczmie. Na wysokim zydlu siedział starszy mężczyzna, na twarzy którego zmarszczki wyrysowały mapę długiego żywota. Na łysej niemal głowie widać było plamy wątrobiane. Dookoła rozsiadła się grupa słuchaczy, pośród których znaleźć można było tak młodzieńców, jak i dojrzałych i poważnych mężczyzn. Dziad rozprawiał o czymś żywo przy okazji rysując coś na stole palcem maczanym w misie gulaszu stojącej obok. Co i rusz sięgał też po piwo, zamawiane przez któregoś ze słuchaczy.

Balius

Kopnięte od niechcenia resztki wznieciły jedynie chmurę pyłu, którym zacząłeś się dusić. Szybko wyszedłeś na zewnątrz i przez moment plując i kaszląc starałeś się pozbyć paskudnego posmaku spalenizny z ust. Kiedy po chwili doszedłeś do siebie obszedłeś budynek sprawdzając wszystko, co wydało ci się podejrzane. Po tych oględzinach stwierdziłeś, że pożar musiał być gwałtowny, ale krótki. Ściany mimo, że osmalone nie wyglądały na zbytnio zniszczone, a sąsiednie budynki nie miały śladów po ogniu. Oczywiście mogłeś się mylić, w końcu mury zawsze można pomalować, albo pokryć nową warstwą tynku. W każdym bądź razie stwierdziłeś, że przejście z dachu na dach byłoby niemożliwe. Wysoka część magazynu stała na rogu trzech uliczek a od czwartej strony łączył go z innym budynkiem część niska. Różnica poziomów tam wynosiła ładne kilka metrów. Co prawda można by przeskoczyć nad tym i wylądować po drugiej stronie na dachu wyższej części, ale to wymagałoby kociej wręcz zręczności (3 zdjęcie w poprzednim poście). Dach na którym by się wskakiwało, był spadzisty i nachylony pod dość ostrym kątem, utrzymać się na nim byłoby niezmiernie trudno. Wzruszyłeś ramionami, teraz już nikt nie przeskoczy, bo i po co?
Postanowiłeś, że pora już wracać, powoli zaczynało zmierzchać a ty byłeś ciekaw, czego dowiedziała się reszta. O ile dowiedzieli się cokolwiek. Trasa , mimo tego, że już nią szedłeś zajęła ci trochę czasu. Głównie z powodu pozawijanych uliczek, przecinających się i mylących drogę. Dopiero, kiedy wyszedłeś na jedną z głównych ulic zorientowałeś się gdzie jesteś i po chwili byłeś już w magazynie. Otwierając się drzwi wydały z siebie przeciągły zgrzyt, na który odruchowo się skrzywiłeś. W środku panowała ciemność więc pozostawiłeś otwarte drzwi by wpuścić nieco światła, co dało jednak mizerny efekt. Po przejściu paru kroków o mało nie potknąłeś się o coś, czego nie byłeś w stanie zidentyfikować, prawdopodobnie jakaś deska, lub inny śmieć, których było sporo w magazynie.. Na twoje szczęście szedłeś ostrożnie szukając czegoś, by oświetlić pomieszczenie choć odrobinę. Nagle z jednego z kierunków usłyszałeś jakiś odgłos, zdecydowanie zbyt głośny jak na szczury.

Louis, Justicar, Raziel

Raziel ze stęknięciem założył za druga próbą cięciwę, zadanie pozornie łatwe, ale mając nóż wbity w ramię, już nie takie proste. Właśnie sięgał po pierwszą strzałę, zamierzając umieścić ją w którymś z przeciwników kiedy coś ostrego ukłuło go w plecy. Ze zdziwieniem obejrzał się i zobaczył napiętą kuszę trzymaną przez strażnika. Za nim stało jeszcze trzech z kuszami i czterech z mieczami. Wszyscy mieli broń w ręku i najwyraźniej gotowi byli, do walki, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Raziel powoli opuścił łuk i cofnął rękę znad kołczanu.

Justicar w tym czasie rzucił się na wroga zamierzając rozpruć mu jeśli nie gardło, to chociaż brzuch. Jednak nagłe cięcie zmusiło go do zmiany planów. Korzystając z obu sztyletów zablokował ostrze miecza i odskoczył na bezpieczną odległość. Przeciwnik był wyższy i miał dłuższą broń co dawało mu sporą przewagę zasięgu. Chwilowo był pat.

Louis stanął pewniej na nogach i poprawach chwyt na rękojeści. Czekał na ruch przeciwnika, na jego błąd, na miejsce, w które mógłby ugodzić bez ryzyka, że oberwie szybką kontrą. Nie doczekał się tego, niespodziewanie dla wszystkich zza waszych pleców odezwał się spokojny, chłodny głos.

-Co tu się wyprawia? Walki na ulicach? Dopiero co uspokoiło się tam, na placu a inni zaczynają tutaj? Tyle, że widzę, że tu walka jest już poważna, na ostrą broń. Natychmiast rzucić broń! Nie będę się powtarzał, każdy kto zaraz nie będzie miał pustych dłoni dostanie bełt z kuszy po samą dupę. Jasne?-

Szybki rzut oka za siebie pozwolił wam zobaczyć ósemkę strażników, z czego czterech mierzyło do was z kusz, jeden stał tuż za Razielem. Pozostali już mieli rękach miecze. Jeden z nich nosił kirys oprócz kolczej koszulki. To właśnie on przed chwilą do was przemawiał.

Barry

Siedziałeś oparty o ścianę wspominając lepsze czasy, kiedy jeszcze miałeś jakieś perspektywy na przyszłość. Dlaczego nie pozostałeś w armii? Może nawet udało by ci się osiągnąć stopień sierżanta? Kto wie, co mogło cię wtedy czekać? Nagle twoje rozważania przerwał zgrzyt otwieranych drzwi i do środka ktoś wszedł, kto dokładnie nie byłeś w stanie ocenić. Widziałeś jedynie ludzką sylwetkę wchodzącą do wewnątrz, zostawiającą otwarte drzwi. Miałeś co do tego złe przeczucia. Kto to był i po jaką cholerę zostawił otwarte drzwi? Czy planował coś przeciw wam i chciał zaraz potem szybko uciec? Powoli sięgnąłeś po topór, który położyłeś obok przed snem. Kiedy ostrze zgrzytnęło o podłogę zakląłeś w myślach i zamarłeś na moment.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-28-2008, 22:36   #103
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata wkrótce będzie znany
$: 6 826
Kiedy droga powrotna się wydłużała Baliusowi szedł analizując dotychczasową wiedzę.

"Nie za wiele. Dobrze muszę wybadać co wiedzą inni, bo inaczej mogę wyjść na bezużytecznego, a tacy jak te świnie na pewno mogą poderżnąć mi gardło. Jeśli nie dopisze mi szczęście nie dotrwam następnego piania kogutów. Jeśli nic nie wiemy wszyscy to trzeba będzie mieć jeszcze więcej szczęścia, aby przeżyć dłużej niż dekada."

Widząc magazyn wzruszył tylko ramionami i z lekkim sapnięciem otworzył drzwi. Kiedy wchodził do środka znów myśli targnęły jego osobą.

"Co za kretyn znów tu coś postawił? Co to jest w ogóle? Zresztą znowu w zamkniętym pomieszczeniu. Co to? Cholera, dam głowe, że coś słyszałem. Może się zwinę stąd i poczekam?"

-HEJ wyłaź z tamtąd!-wyciąga jednocześnie sztylet zza pasa aby mieć choć minimum obrony.

Aby mieć większe szanse spokojnie się wycofuje do wyjścia.

"Nie ma głupich jak coś na mnie wyleci wrzeszcząc i waląc czym się da nie będę czekał aż rozszarpie mnie w środku."
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-29-2008, 09:17   #104
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 738
Louis czekał na atak przeciwnika. Walka trwał już za długo i miał zamiar ją skończyć. Jednak nagle z jego plecami ktoś się odezwał:

- Co tu się wyprawia? Walki na ulicach? Dopiero co uspokoiło się tam, na placu a inni zaczynają tutaj? Tyle, że widzę, że tu walka jest już poważna, na ostrą broń. Natychmiast rzucić broń! Nie będę się powtarzał, każdy kto zaraz nie będzie miał pustych dłoni dostanie bełt z kuszy po samą dupę. Jasne?

Głos i słowa strażnika był jak uderzenie pioruna. Nie spodziewał się, że ktoś raczy im przeszkodzić w rozprawieniu się z tymi łachudrami. Nie chcąc sprawdzać, czy strażnik mówi poważnie, Bretończyk jako pierwszy opuścił broń. Sądził, że posłuszeństwo wobec stróżów prawa bardziej sie przyda w tej niezręcznej sytuacji niż jakieś buńczuczne odzywki.

- To na mieście były jakieś zamieszki panie? - zapytał zaskoczony, próbując zbić z tropu strażnika. - Panowie opuście broń - zwrócił się do towarzyszy. - Dość przemocy jak na dziś, sytuacja jest niezręczna i należałoby ją w spokoju wyjaśnić. - Jego głos był spokojny i opanowany.

- Ot, zwykła bójka tylko faktycznie może ta broń nie jest na miejscu - kontynuował. - Jednak cóż mieliśmy począć, gdy te psubraty obrażając nas przepędzić nas chciały, a my jedynie towarzysza szukaliśmy bom nam się gdzieś zagubił. Musieliśmy się bronić toż ich jest więcej...
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-31-2008, 18:22   #105
 
Ostrze's Avatar
 
Reputacja: 0 Ostrze jest na bardzo dobrej drodze
$: 1 642
- Co tu się wyprawia? Walki na ulicach? Dopiero co uspokoiło się tam, na placu a inni zaczynają tutaj? Tyle, że widzę, że tu walka jest już poważna, na ostrą broń. Natychmiast rzucić broń! Nie będę się powtarzał, każdy kto zaraz nie będzie miał pustych dłoni dostanie bełt z kuszy po samą dupę. Jasne?-Raziel usłyszał głos strażnika i się na niego obejrzał.

Nie był zdziwiony tym, że trzymają w rękach bronie. Wiedział, że gdyby tu nie przyszli, to prawdopodobnie by się pozabijali.

Po chwili Louis się odezwał:
- To na mieście były jakieś zamieszki panie? - zapytał zaskoczony, próbując zbić z tropu strażnika. - Panowie opuście broń - zwrócił się do towarzyszy. - Dość przemocy jak na dziś, sytuacja jest niezręczna i należałoby ją w spokoju wyjaśnić. - Jego głos był spokojny i opanowany.

-Tak...Dość przemocy na dziś.-Raziel potwierdził słowa towarzysza.

Ramię go strasznie piekło. "Czemu to właśnie mi musiało się to przytrafić...no cóż...jak się walczy to trzeba się z takimi ranami liczyć...obyśmy znowu do lochu nie trafili. Brat Albrecht pewnie by się zezłościł." pomyślał sobie.
 
__________________
Kliknijcie, plx. :)
GG. 10666642
Ostrze jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-31-2008, 21:23   #106
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 178 232
- Posiedź chwilę tu Revan podejdę posłucham, o czym ten dziad gada z takim zaangażowaniem może opowiada coś, co może nam pomóc. Pewnikiem gada bajdy ale i tak pozwoli mi to trochę pokręcić po karczmie bez wzbudzania podejrzeń – szepnął do siedzącego opodal wojownika. Poczym wziął swój kufel z kwasem. „Wprawdzie pływały w nim rodzynki, ale był dobry, naprawdę dziwny zwyczaj”.

Niespiesznym krokiem zbliżył się do miejsca gdzie snuto opowieść i przystaną, aby się jej przysłuchać opierając się o jedna z drewnianych kolumienek. Wsłuchał się w głos mężczyzny oczy jego stale penetrowały salę wypatrując czegoś nietypowego. Stary zwyczaj jeszcze z wojska wyniesiony pozwolił mu uniknąć wielu zasadzek dzięki czemu szybko został sierżantem.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-31-2008, 21:42   #107
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 57 485
- Chcesz, to idź, ja nie mam zamiaru się stąd ruszać. Uważaj tylko na tych złodziejaszków, kręcących się przy słuchacza… – urwał, ostatnie zdanie nie miało szans przedrzeć się do niego przez tłum. Jego strata, Revan bardzo lubił swoje korony.

Odstawił piwo na odległość ręki, nie miał zamiaru więcej pić, już czuł nagły przypływ gorąca od alkoholu. Nie miał ochoty wylądować w rynsztoku jako pijak, wolał przystopować. Bacznie obserwował ludzi tutaj, raz, czy dwa, rzucił okiem w kierunku Cohena. Tacy bajarze nigdy nie działają sami, zawsze jest z nimi jakiś pomocnik, co pomoże niezdecydowanym uiścić skromną opłatę bez wiedzy klienta. Takie już jest parszywe życie.
 
Revan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-01-2008, 10:46   #108
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 178 232
„Zęby sobie połamią chcąc mnie obrobić, poto mam specjalną kieszeń na sakiewkę pod kolczugą, aby mnie nie obrobili. Jeśli będą chcieli mi zabrać pieniądze to musza mnie wpierw zabić”. Pomyślał Cohen słysząc ostrzeżenie Revana. Teraz czekał słuchając i uważnie obserwując karczmę, powoli delektując się kwasem.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-01-2008, 15:59   #109
 
Umbriel's Avatar
 
Reputacja: 3 Umbriel wkrótce będzie znany
$: 24 067
Barry podjął decyzję. Zrobi wszystko, byleby skończyć tą misję i wrócić do normalnej pracy. Mężczyzna zacisnął zęby i pięści, jakby na dowód trwałości swojego postanowienia. Nagle, drzwi w pomieszczeniu zaskrzypiały, i wojak mógł usłyszeć dochodzące z pobliża kroki. Słysząc to, schwycił swój toporek i zerwał się na równe nogi. Gdyby to był wróg, strzelanie po ciemku zupełnie nie miało sensu. Barry na początek rozejrzał się ostrożnie, prubując przebić wzrokiem mrok.
- Kto tam? - zakrzyknął, stojąc plecami do rogu ściany w pozycji gotowej do walki. Nierozsądnie byłoby przeciaż dać zajść się od tyłu. Blisko, przy nodze, leżała na sianie jego kusza, do której mógł ewentualnie w każdej chwili sięgnąć. "Kto to mógł być? Jakimi pobudkami się kierował? Czemu wchodził tu, jak do siebie?" - myśli te w ciągu jednej sekundy przemknęły przez jego głowę. Kimkolwiek był, jeśli stał na jego drodze powrotnej do normalnego życia, zginie.
 
__________________
13 wydział NYPD
Pijaczek Barry
"Omnia mea mecum porto"
Umbriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-03-2008, 15:15   #110
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 2 MrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 722
Warknął na przeciwnika i natychmiast rzucił się na niego. Kiedy był już blisko odskoczył na prawo chcąc go dźgnąć w bok. To czego nauczył go pewien stary żołnierz wyryło mu się w pamięci. "Nigdy nie dawaj szans do ataku przeciwnikowi, jeśli jest silniejszy wykożystaj swoją zręczność." Jeśli mężczyzna ciął, Justicar spróbował uniknąć ciosu odskakując.
 
MrYasiuPL jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Wszystko zostaje w rodzinie. John5 Komentarze do sesji RPG - Warhammer 241 11-12-2008 16:49
[Warhammer 2ed] Wszystko zostaje w rodzinie. John5 Archiwum rekrutacji 30 12-07-2007 23:31
Forumowy kurier - "Wszystko spox" Kos(A) WIEŚCI 0 02-12-2005 17:03
D&D Magazine #1: Wszystko o słowie. Kos(A) DnD i d20 0 01-17-2005 16:26


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 05:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111