Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-08-2008, 10:16   #71
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 80 247
Revan, Cohen

Nie mając zamiaru stać i patrzeć się jak inni piją postanowiłeś dostać się czym prędzej do szynkwasu. Z pewnym trudem przecisnąłeś się w końcu do celu po drodze zaliczając kilka szturchnięć, uderzeń łokciem i niezliczoną liczbę wyzwisk posłanych w twoją stronę. Kiedy spojrzałeś za siebie zauważyłeś, że tłum niczym morze zamknął się za tobą skutecznie oddzielając cię od Cohena, który nadal stał nieopodal drzwi. Kiedy to zobaczyłeś machnąłeś jedynie ręką, jeśli chce niech tam stoi do rana, dzieckiem nie jest, żebyś się musiał nim zajmować. Chwilowi miałeś inne zmartwienie, nadal nie mogłeś dojrzeć karczmarza! Powoli zacząłeś się denerwować. Zacząłeś nawet myśleć o podebraniu piwa jakiemuś mężczyźnie, który siedział nieopodal. Obok niego stało już kilka pustych i ze trzy pełne kufle. Znoszone i połatane ubranie wskazywało by na niezbyt zamożnego człowieka.

Balius

Po chwili stwierdziłeś, ze smród zdawał się słabnąć. Z lekkim zdziwieniem zastanowiłeś się czy to naprawdę przyzwyczaiłeś się do niego, czy też wmówiłeś sobie, że go nie czuć. Pasterze najwyraźniej stwierdzili, że rozmowa do najciekawszych nie należy i powrócili do swoich poprzednich zajęć: gry w kości, picia piwa i plotkowania. Tylko zagadnięty blondyn spojrzał na ciebie uważnie po czym odezwał się.

- Mnie Sven na imię matka dała. Niech spoczywał w spokoju. A napić się można nie bronię ja tego. Ino nie zawsze bezpiecznie podchodzić do nieznajomych i przysiadać się od tak. Gdybyś my naprawdę tacy byli jak o nas mówią, to by cię zarżniętego szukać musieli po rynsztokach.-

Przerwał spojrzeniem mierząc kończące się piwo, widok najwyraźniej nie przypadł mu do gustu. Skrzywił się nieco i krzyknął w stronę karczmarza, który właśnie wyrzucał za drzwi jakiegoś pijanego w sztok mężczyznę.

- Hej tam gospodarzu, dajcie no jeszcze piwa! -
- Dam jak długi spłacisz Sven. Nie wcześniej.- drzwi z hukiem zatrzasnęły się za pijakiem.
- Masz ci go psia krew! Oddam jak wełnę sprzedam, toż dobrze wiesz, że za dwa tygodnie owce strzyżem to będę miał nieco grosza. A moje słowo nie wiatr. Stałe jest. To jak będzie z tym piwem?-

Karczmarz w odpowiedzi jedynie machnął ręką i po chwili postawił na stole pokaźny dzban pełen złocistego trunku. Blondyn uśmiechnął się wyraźnie ucieszony po czym nalał sobie i tobie aż po brzegi kufli.

-Ot taka dola, stale się z kimś użerać trza, nawet o głupie piwo. A w mieście spokojnie ostatnio, żadnych rozrób nie ma, a szkoda co nie chłopcy?- „chłopcy w odpowiedzi zarechotali jedynie” –Tylko kilka dni temu cesarscy rozbili jakowyś zbrojnych. Powiadali, że to jacyś dyzyrtyrzy czy coś. -

Raziel, Louis, Justicar

Niepewnie weszliście do zaułka. Trzeba było przyznać, że do najkrótszych to on nie należał. Zakręcał on kilka razy i na jednym z takich zakrętów wpadliście nieomal na grupkę czterech mężczyzn, na wasz widok troje z nich wyciągnęło miecze. Byli ubrani dość dostatnio, jak dla was zbyt dostatnio by być rabusiami, ale pozory mogą mylić. Jeden z nich po chwili chwycił w dłoń własną broń i odezwał się.

-Więc jak panowie? Walczymy czy rozchodzimy się w pokoju? Jeśli myślicie, że łatwo sobie z nami poradzicie, to grubo się mylicie, a mówię wam ta piękność zostawia bardzo przykre pamiątki. Rzecz jasna o ile delikwentowi udaje się ujść z życiem.-

„Piękność”- korbacz o trzech najeżonych kolcami kulach, uderzył w stojącą obok mężczyzny beczkę zostawiając, nie tyle dziurę co niewielki stos połamanych desek i solidnie nakruszony mur, bo broń z rozpędu zahaczyła też o ścianę za którą stała beczka.

Barry

Chłopak spojrzał na ciebie jak na szaleńca. Z jego twarzy widać było, że jest nielicho przestraszony. Lekko jąkając się starał się odpowiedzieć nieskładnie na twoje pytanie. Ale kiedy potrząsnąłeś nim odrobinę od razu zaczął mówić jaśniej i wyraźniej.

-Kiedy ja nie wiem! Ot wlazł na skrzynki łysa pała i coś gada, a co dokładnie to ja nie wiem dopiero co przyszedłem. Jak matkę kocham! Ja nic nie wiem. Ja tu przyszedłem ze znajomym, mówił, że coś ciekawego się dzieje to przyszedłem. Bo i co miałem robić jak tu nic do roboty nie ma?-

Chłopak co i rusz starał się wyrwać z twoich rąk, spoglądając w stronę strażników, na szczęście ci jeszcze nie zdążyli zauważyć ciebie i młodzika, ale lada chwila mogli spojrzeć w waszą stronę.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
John5 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 01-08-2008, 16:32   #72
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 2 MrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodze
$: 34 933
Justicar stanął i przyjżał się rabusiom. Wyszarpnął z pochwy pistolet i wymierzył w mówiącego przedchwilą człowieka.
-Ja, na waszym miejscu nie zadzierałbym z gildią. Pozatym atak kogoś ze swojej branży nie jest zbyt chwalebny. - w czasie mówienia starał się jeszcze lepiej nacelować.
Czekał na odpowiedź. Kłamstwo było w miarę wiarygodne. Pozatym zakładając że wrócił do dawnej roboty nie było to kłamstwem.

Jeśli tamci opuyścili broń on zrobił to samo, jeśli zaatakowali, wystrzelił.
-Hmm.. wyglądacie na fachowców. Może przyłączycie się do naszego napadu? Daję 50%. O ile jesteście chętni to spodacie mnie jutro w nocy pod klasztorem. A teraz zróbcie przejście.

Nigdzie nie zamierzał iść ale nie wiedział czy toważyszeumieją dobrze walczyć. Wolał więc nie ryzykować walki. Jeśli jednak nie oszukał ich stara się zastrzelić najbliższego.
 
MrYasiuPL jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-08-2008, 18:04   #73
 
Ostrze's Avatar
 
Reputacja: 0 Ostrze jest na bardzo dobrej drodze
$: 1 642
Jeśli tego naprawdę chcecie możemy walczyć, ale ja radziłbym wam zrobić przejście.-rzekł Raziel do mężczyzn, wyciągając swój dwuręczny topór i mierząc ich wzrokiem.

Spojrzał się w stronę Justicara, który teraz mówił. Spojrzał się też na Louisa, czekając, aż ten też coś powie. Nie chciał sobie robić kłopotów, walcząc z tymi ludźmi, ale jeśli nie było innego wyjścia...

Teraz z powrotem spojrzał się na czterech mężczyzn. Nie myślał, że będą z nimi kłopoty. Już nie z takimi walczył.

Zmierzył ich wzrokiem kolejny raz, po czym znów spojrzał na towarzyszy.
 
__________________
Kliknijcie, plx. :)
GG. 10666642
Ostrze jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-08-2008, 19:24   #74
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 48 421
Louis szedł przez zaułek i rozglądał się w okół. Mimo, że niewiele czasu spędził w miastach, to wiedział, iż w takich miejscach trzeba mieć oczy dookoła głowy. Gdy natrafili na jakiś czterech osobników, Bretończyk zatrzymał się natychmiast. Nie wiedział co robić i czego sie spodziewać po obcych. Nie wyglądali na zwykłych bandytów, a z drugiej strony obecność w tym miejscu innych osób niż miejscy bandyci była dal niego bardzo podejrzana.

Przechwałki osobnika z korbaczem nie zrobiły na nim wrażenia. Nie lubił takich ludzi, nie chciał tracić czasu na zbędne rozmowy z tą czwórką.

- Może te łańcuchy mogłyby komuś zrobić krzywdę, jednak jedynie w rękach kogoś kto umie się mim posłużyć - odezwał się po tym jak wypowiedzieli sie jego towarzysze. Chwycił za swój młot i skierował go w stronę mężczyzny uzbrojonego w korbacz. - Nie pasujecie do tego miejsca. Proponuję żebyście powiedzieli nam co to robicie, a następnie zeszli nam z drogi. A jeszcze jedno beczka ci nie odda - dodał z szyderczym uśmiechem. Młot miał nadal skierowany w stronę człowieka tak, że mógł się on dokładnie mu przyjrzeć i zobaczyć, że przypomina on młot kapłana Sigmara.
Louis chciał się czegoś dowiedzieć od tych ludzi i nie brał pod uwagę odmowy. Na każdy niebezpieczny ruch nieznajomych banita miał zamiar odpowiedzieć pchnięciem właściciela korbacza młotem.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-09-2008, 18:35   #75
 
Umbriel's Avatar
 
Reputacja: 3 Umbriel wkrótce będzie znany
$: 23 425
Barry spojrzał na młodzika lekko zawiedziony, ale zaraz wzrok mu stwardniał.
- Co ci mówił ten znajomy? Co żeś słyszał?! - powiedział szybko dając mu chwilkę na odpowiedź
- I przestań wić się jak gadzina bo ci łeb ukręce - syknął poirytowany
Jeśli tamten odpowiedział coś, Barry puścił go gwałtownie i podniósł swoją kuszę z ziemi, po czym ruszył w tłum, przepychając się z całych sił, by usłyszeć, co grubas wywrzaskuje. Gdyby ktoś się zdenerwował roztrącaniem, nie szczędził porządnego kopniaka, czy silnego odepchnięcia, tak co by przez przypadek jakiegoś fircyka nie zabić. Gdyby zauważył w jakikolwiek sposób że strażnicy ruszają w strone gawiedzi, bez wahania strzelał.
" Zrobie tu burdel, tylko się ruszcie łotry" - spojrzał groźnie w stronę straży.
Jeśli nie usłyszałby czegokolwiek ciekawego, postanowił wrócić do towarzyszy tą samą ulicę którą tu przybył.
 
__________________
13 wydział NYPD
Pijaczek Barry
"Omnia mea mecum porto"
Umbriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-10-2008, 16:19   #76
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata wkrótce będzie znany
$: 2 336
Kiedy tylko pozostała grupa pasterzy zaczęła grać w kości i plotkować, Balius zamierzał mieć ich na uwadzę. Chciał wiedzieć, czy są dobrzy w oszustwie oraz o czym rozmawiają. Najwyraźniej Sven nie wiele mógł powiedzieć na jakikolwiek temat, lub nie chciał. Trzeba było z niego co nieco wyciągnąć. Wstał na chwilę i odparł grupie:

-Ide po dolewke.

Spokojnym krokiem udał się do szynkwasu. Miał już plan i trzeba było każdy szczegół mieć pod kontrolą, bo chwila nieuwagi mogła na prawdę kosztować go życie jeśli miał do czynienia z nie miłym toważystwem. Kiedy tylko już dotarł do blatu, zawołał karczmarza i czekał, aż ten podejdzie do niego. Nachyliwszy się bliżej karczmarza zaczął wpier szeptem:

-Mam garść monet do wydania na ciekawe wieści. Dysponujesz takimi? Dodatkowo dwa dzbany zamawiam. Jeden z piwem doprawionym jedna butelczyną spirytu a drugi z piwem rozcieńczonym wodą. Jedna część piwa i trzy części wody.Rozumiemy się?

Balius kładzie na deskach blatu pięć złotych koron i przesuwa je w stronę karczmarza. Oparł się prawym łokciem o szynkwas, założył nogę za nogę i przyglądał się całemu zbiorowisku w karczmie.Myśli na temat powodzenia misji wciąż kotłowały mu się w głowie.

"Mam nadzieję, że tego idioty straż miejska nie wtrąciła spowrotem do więzienia. Będzie szkoda stracić takiego zawadiakę, ale sam się pchał tam. Reszta o ile nie spiła się w karczmie, to ma szanse się czegoś dowiedzieć. Tymczasem ja spije tego chłopka, dowiem się co tylko jest możliwe i wracam do magazynu. Mam nadzieję, że to nastąpi dość późno w nocy. Z rana dowiem się co inni ustalili i podejmie się dalsze kroki działania. Co tak długo ten człowiek robi? Miał tylko zmieszać dwa dzbany piwa."

Gdy tylko otrzymał dzbany spróbował tego z wodą na miejscu aby upewnić się, że to właśnie ten jest słaby. Postanowił już wrócić do stolika. Im więcej podsłucha z rozmowy tamtych tym większa szansa, że wychwyci coś ciekawego. Nie zamierzał brać udziału w grze. Plany mogły by się posypać, gdyby zaczął z nimi wygrywać, a jeszcze większe szanse wygranej to dawała mu jego szczęśliwa gra w trzy karty. Gdy wrócił z powrotem postawił dzban ze słabym piwem i mocnym piwem koło siebie. Ucho od dzbana ze słabym piwem skierował w swoją stronę, a mocnym w stronę [b]Svena[b]. Zamierzał zrobić to w momencie kiedy kładł dzbany na stole i by cały plan był wykonany zanim puścił uszy. Kiedy usiadł wziął dzban ze słabym piwem i nalał sobie pełen kufel z większej wysokości niż zwykle, by powstała większa piana jak w wypadku normalnego piwa. Dzban odłożył na wyciągnięcie własnej ręki odrobinę bliżej siebie tak by Sven miał bliżej pozostałe dwa dzbany.

-Interesowały by mnie ciekawe zlecenia. Najlepiej te, dzięki którym można dorobić po zmroku. W dzień nie mam za dużo czasu.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2008, 15:32   #77
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 4 Cedryk wkrótce będzie znanyCedryk wkrótce będzie znany
$: 154 702
Cohen rozmyślał jak to wpakował się w tę nieprzyjemna sytuację i chociaż starał sobie przypomnieć, co się zdarzyło to cały czas napotykał jakby mur niepamięci.
Pamiętaj jakby bójka w gospodzie, ale czy miała ona miejsce faktycznie czy też może ktoś starał się wywołać takie wrażenie, może ktoś go jakimiś ziołami nafaszerował.

Revan dość gracko sobie poczynał w rozmowie ale tego był pewny Cohen. Jak dotąd rzadko mylił się w doborze podwładnych i znajomych.
„ Trzeba się będzie nieźle starać, aby odzyskać nasze konie ja z pewnością swojej Lotki nie zostawię tutaj”.
Revan wkroczył do karczmy i szybko przebił się kontuaru. Cohena na progu zatrzymał zaduch i zapach skwaśniałego wina piwa i smród niemytych ciał. Od kiedy przestał pić zapachy te były dlań nieprzyjemne.

„Trudno napijmy się piwa a może będą mieli kwas chlebowy” pomyślał wspominając napitek, który próbował w Kislevie.

Szybko utorował sobie drogę łokciami do towarzysza.

- I jak zamawiałeś już czy jeszcze nie? - zapytał gdy w końcu wśród kuksańców i przekleństw dotarł do niego.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nieulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. Aby człowieka docenić wystarczy kliknąć na wagę albo notkę wpisać...
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2008, 15:51   #78
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 54 705
- Nie, jeszcze nie… - spojrzał wymownie w stronę wieśniaka z trzema pełnymi kuflami piwa. Nie chciał się na razie nikomu naprzykrzać, piwo piwem, przyzwolenie przyzwoleniem, ale ma jeszcze w sobie trochę godności, aby samemu zamówić piwo. Cohen naroście ją okazywać jakieś znaki aktywności, przez chwilę był skłonny uważać, że demon go opętał, czy cuś. Karczmarza nigdzie nie było…

- Kurwa. – zdobył się po chwili. Wskazał Cohenowi stół z kuflami. Ten motłoch jest nie do zniesienia, można wziąć to piwsko i wyjść stąd. Tak właściwie wypadałoby się dowiedzieć skąd nagle to poruszenie.
- Weź go zagadaj, pewno jest podchmielony. Przykuj jego uwagę, a ja mu odbiorę ochotę do picia. Wiesz, nie pobiegnie pewno od razu po pomoc, jakby co, to się obije mu morde. – uśmiechnął się paskudnie. Odruchowo pomacał się po pasie, czy aby zatknięta za nim sakiewka z koronami wciąż się tam znajduje.
 
Revan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-12-2008, 16:46   #79
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 80 247
Revan, Cohen

Stojąc obok szynkwasu zastanawialiście się co począć dalej, kiedy nagle podszedł do was jakiś krasnolud. Jak na przedstawiciela swojej rasy, był dość wysokie, co nie zmieniało faktu, ze sięgał wam zaledwie do piersi. Jego siwa broda związana w wskazywała na to, że był raczej wiekową personą. Kiedy tak przyglądaliście się mu z lekkim zaskoczeniem krasnolud skrzywił się nieznacznie.

-No i czego tak wytrzeszczacie ślepia? Krasnoluda nigdy nie widzieliście? I co podać swoją drogą? Piwa? Wina? Czy może czegoś mocniejszego?-

Uśmiechnął się znacząco, po czym zaśmiał się rubasznie.

Balius

Karczmarz spojrzał na ciebie ze zdziwieniem, ale wziął pieniądze bez słowa, wzruszywszy jedynie ramionami.

-U nas niewiele się dzieje. Miasto i okolice do spokojnych raczej należą. Ostatnio to i owszem parę rzeczy się zdarzyło. Ot brat tego tam. - powiedział wskazując na Svena -Ze dwa dni temu rozszarpały go wilki. Od tego czasu cięgiem tu przesiaduje i pije na umór.- karczmarz pokręcił głową -A oprócz tego, to będzie z tydzień temu jak jeden magazyn spłonął. Sprawcy nie znaleźli, a i nie szukano za bardzo bo też nikomu nic się nie stało ani wiele tam nie spłonęło. Poza tym to jeno kilka bójek i kradzieży się zdarzyło ale nic wartego uwagi. Po prawdzie to aż się czasem żałuje, że nie mieszka się tam, gdzie coś się dzieje.-

Po dłuższej chwili przyniósł dwa dzbany, wskazując ci, który jest z rozcieńczonym piwem, a który ze spirytusem. Kiedy postawiłeś trunek na stole Sven uśmiechnął się i kiwnął głową z uznaniem.

-No widzę, żeś swój chłop.- nalał sobie „wzmocnionego” piwa –A powiadasz, że pracy szukasz? No w mieście to ja znajomków nie mam. Ot tylko raz na jakiś czas wpadniemy z chłopakami do karczmy, by zwilżyć gardło tym co tutaj serwują. Oż cholera. Ale mocne. Co on do tego daje? Pokaż no z tamtego dzbana.- Zanim zdążyłeś zareagować nalał sobie piwa, które kazałeś rozcieńczyć wodą. – Tfu! Co za świństwo! Karczmarzu! Ja rozumiem, że za tą cenę zbyt wiele oczekiwać nie można, ale czy to nie przesada tak chrzcić wodą piwo? To, że on pierwszy raz tu bywa nie oznacza, że można go tak bezczelnie oszukiwać!-
-Zamknij pysk Sven i nie zapominaj kto komu pieniądze jest winien.-
-A jużci. Cicho nie będę, nie godzi się tak ludzi oszukiwać. Dajże mu normalnego piwa i zabierz te szczyny zanim się naprawdę zdenerwuję.-

Karczmarz najwyraźniej nie miał ochoty na sprzeczkę z lekko wstawionym pasterzem. Ociągając się nieco postawił na stole nowy dzban z piwem zabierając ten z rozcieńczonym i przy okazji patrząc na ciebie znacząco. Po chwili Sven podjął wątek na nowo.

-Na czym to ja… A już wiem! Jak mówiłem w mieście nie znam nikogo, kto by ci pracę mógł załatwić. No ale jak coś to możesz z nami pilnować trzody na stoku. Robota trudna nie jest ale niebezpieczna, tego nie kryję. Nie raz i nie dwa trzeba chronić przed jakąś bestią, czy to wilkiem czy to niedźwiedziem. Ostatnio cholery strasznie się rozpanoszyły, nie ma dnia, żeby nam owcy coś nie porwało. A i na ludzi się wilki rzuciły ze dwa razy.-

Pasterz przerwał biorąc kolejny łyk piwa.

Raziel, Louis, Justicar

Mężczyzna z korbaczem spojrzał na Justicara i wymierzony w jego stronę pistolet. Uśmiechnął się lekko po czym powiedział.

-Schowaj to synku, bo jeszcze coś sobie zrobisz. I nie wiem za kogo ty nas bierzesz ale my w porównaniu do was rabusiami nie jesteśmy i nic z wami wspólnego mieć nie chcemy. Wyraziłem się jasno? A przy okazji nic wam do tego co tu robimy, nie wasz interes. Nie uczyła matka, żeby nie pchać palców między drzwi? Ktoś gotów wam je jeszcze przytrzasnąć. Mniejsza z tym, powtórzę jeszcze raz. Wy idziecie w swoją a my w swoją stronę i wszyscy są zadowoleni. Nie chcę co prawda nowego ubrania brudzić, ale jeśli będzie trzeba to cóż ... nam to nie pierwszyzna. Więc jak będzie? Nie mamy czasu, żeby stać tak cały dzień.-

Barry

-Ale jak miałem słyszeć. Toż mówię, że dopiero co przyszedłem. Czyście pijani czy co? Bo za przeproszeniem czuć od was na milę.-
Najwyraźniej młodzik nic konkretnego nie wiedział. Splunąwszy ze złością puściłeś go a ten od razu wmieszał się między ludzi. Przepychając się z trudem ku grubasowi zostałeś zelżony a i sam nie szczędziłeś przekleństw. Kilka razy ktoś spojrzał na ciebie ze zdumieniem usłyszawszy szczególnie soczystą wiązankę. Nie zwracałeś jednak uwagi na tłum. W końcu udało ci się dotrzeć na tyle blisko, że zacząłeś rozróżniać słowa mówione przez mężczyznę na skrzyniach.

-… i mówię wam wszystko to wina możnych.- najbliżsi słuchacze pokiwali głową z mądrą miną –A i mnisi zamiast ludziom dopomagać jak to powinno mieć miejsce. Siedzą na wzgórzu i przypatrują się niedoli ludzkiej. Kto to wie co oni tam robią? Wielce to jest podejrzane, że nigdy nie opuszczają oni murów klasztoru.-

-Chyba ci się sadło na łeb rzuciło durniu jeden.- gniewne słowa pochodziły od mężczyzny w sile wieku, który ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami wpatrywał się ze złością w mówcę – Mało to ludzi pomoc otrzymało od świętych mężów? Mało to dzieci wyleczyli swoimi medykamentami? Nic ci do nich obsrańcu jeden!...-

Dalsze słowa zagłuszyły krzyki kilku innych osób. Na placu powstał nielichy chaos. Ludzie podzielili się na kilka grupek, które nawzajem zaczęły obrzucać się wyzwiskami, a po chwili zgniłymi warzywami, które nie wiedzieć jakim cudem znalazły się na placu. Strażnicy jak zauważyłeś zniknęli i nie mogłeś się ich dopatrzyć w tłumie.

„No tak.” Pomyślałeś „Jak tylko coś się zaczyna dziać to ci skurwiele się zmywają.”
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833

Ostatnio edytowane przez John5 : 01-12-2008 o 17:30.
John5 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-12-2008, 17:28   #80
 
MrYasiuPL's Avatar
 
Reputacja: 2 MrYasiuPL jest na bardzo dobrej drodze
$: 34 933
Justicar walczył ze sobą w myślach. Nie przepadał za zabijaniem a wrogowie mieli przewagę. Z drugiej strony nie lubił tego typu osób a oni mogli mieć przy sobie cenne rzeczy. W końcu miał pomyślał, że ma dość tego człowieka.

-Dobrze, nic wam nie zrobimy. Znaj moją łaskę…

W czasie kiedy mówił zaczął opuszczać broń. Kiedy ta było już niżej o kilkanaście centymetrów a on jeszcze nie skończył mówić wystrzelił. Według jego obliczeń powinien trafić w pierś.
Kiedy broń wystrzeliła odskoczył do tyłu. Schował broń i wyciągnął sztylety. Stał teraz za dwoma towarzyszami. Nie zamierzał walczyć z lepiej uzbrojonymi przeciwnikami. Przynajmniej nie teraz. Raziel i Louis mogli zaatakować pierwsi. Byli bojowo nastawieni i widzialnie silniejsi od rywali. Chciał zaatakować znowu, dopiero kiedy ktoś podejdzie do niego.
 
MrYasiuPL jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Wszystko zostaje w rodzinie. John5 Komentarze do sesji RPG - Warhammer 221 Wczoraj 18:21
[Warhammer 2ed] Wszystko zostaje w rodzinie. John5 Archiwum rekrutacji 30 12-07-2007 22:31
Forumowy kurier - "Wszystko spox" Kos(A) WIEŚCI 0 02-12-2005 16:03
D&D Magazine #1: Wszystko o słowie. Kos(A) DnD i d20 0 01-17-2005 15:26


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 12:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96