![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #131 |
![]() | Albrecht wysłuchiwał opowieści jeszcze raz próbując wyłapać jakieś dodatkowe szczegóły, niestety nic doszedł do żadnych nowych kunkluzji. Gdy Lilawander skończył to dodał: - Jego krwią jest czysty kwas. Oprócz tego wydaje mi się że musiał zostać poddany wielu strasznym mutacją, które zniszczyły jego człowieczeństwo. Może dało by radę go uratować, ale potrafiła by to chyba tylko najpotężniejsza kapłanka Sharyi. Jeżeli chodzi o próby pokonania go to wydaje mi sie, że jedynym możliwym sposobem jest atak z odległości, ponieważ kwas z jego rany może spalić atakującego. Po tych słowach Albrecht poczuł głód poszedł więc do karczamarza zamówić coś do jedzenia. Kątem oka zauważył wchodzącego krasnoluda. Coś na jego twarzy mówiło, że znalazł coś czego się nie spodziewał
__________________ you will never walk alone |
| |
| Reklama |
| |
| | #132 |
![]() | Zmęczony, i potłuczony Gordo wracał do karczmy. Po drodze zgubił się kilka razy i straż miejska znalazła go złożeczącego na bogów, miasto i wszystkich jego mieszkańców. Sądzili, że jakiś pijany krasnolud chce wszcząć rozróbę, ale na szczęście okazali wyrozumiałość i wskazali krasnoludowi drogę do karczmy, gdzie zostawił przyjaciół. Przedtem dziwił się starszemu krasnoludowi, nienawidzącemu długouchych mieszkańców drzew. I mórz. Czy cokolwiek. Sam miał ochotę przeciągnąć elfa koniem wzdłuż i wszerz miasta. A później trochę soli oraz spirytusu na otarcia i rany. Może wtedy byliby kwita. -Ong elg un urkk! - powiedział do siebie. Kiedy zobaczył drzwi do karczmy trochę mu ulżyło. Wszedł do środka zasępiony zastanawiając się co zrobić z elfem za to, że zrobił go w goblina. Na razie jednak da sobie spokój. Jeszcze znajdą ze Snorrim okazję, żeby zabawić się kosztem długouchego! Podszedł do lady i zamówił porządnego grzańca z wkładką. Czekając, aż alkohol będzie gotowy zauważył zimnego gościa, którego przyprowadził Snorri. -Długobrody, czy tacy nie powinni leżeć gdzieś na cmentarzu? Albo w rynsztoku najwyżej? Rano powinna posprzątać go straż miejska. Kto to w ogóle jest? Ostatnio edytowane przez Lumpy : 03-12-2008 o 09:16. |
| |
| | #133 |
![]() | Oj tak. Ten wieczór, a raczej noc była iście ekscytująca. Tak samo jak straszna i dramatyczna. Ucieczki, śledztwa, poszukiwania i zabójstwa były chlebem powszednim prawdziwych awanturników więc po dzisiejszych perypetiach drużyna mogła się ubiegać o tytuł poszukiwaczy przygód. Albrecht, Lilawander i Vladimir siedząc przy stoliku, w koncie rozprawiali na temat tajemniczego potwora o naturze tak dwuznacznej i pełnej sprzeczności. Niby drapieżny, bezrozumny i dziki stwór, który tak nie ludzko obchodził się z ludźmi był w stanie mówić i zachowywać się jak człowiek co wynikało z tego co powiedział elf. Tarbasco słuchał uważnie wszystkich informacji i wniosków współrozmówców konfrontując je z własnymi doświadczeniami. - Wiecie. Chaos jest nieogarniony i nieodgadniony. Jego intencje są jasne, ale drogi którymi dąży do zrealizowania swoich celów zawsze zaskakują. Prawie dla wszystkich zgubny wpływ Chaosu jest oczywisty i jasny. Większość brzydzi się tej nadprzyrodzonej siły. I słusznie. Ale też zdarzają się ludzie którzy okazali się na tyle głupi by zawierzyć Chaosowi. Jednych zmusza sytuacja gdyż nie chcą zostać spaleni na stosie czy powieszeni wszak przywiązanie do życia u człowieka jest wielkie. Jednak wierzcie mi lepiej zginąć i cieszyć się u Morra niżeli żyć naznaczonym przez Chaos. Jeszcze inni wierzą że dzięki Chaosowi ich życie zmieniło się na lepsze. Od przykład. W pewnej wiosce mieszkał niewidomy. Nie był zadowolony ze swojego dotychczasowego życia i miał takie " Szczęście " iż trafiła mu sie mutacja. Oprócz normalnych oczu wyrosły mu jeszcze dodatkowe patrzałki na polikach i z tyłu głowy. Uważał to za błogosławieństwo. Całe jego życie odmieniło się. Jednak dobroczynne działanie Chaosu skończyło się wraz z pełnią przeklętego księżyca. Po kilku takich pełniach gość wyglądał jak wynaturzenie. Macki, płetwy, kły i czego tam jeszcze nie było. Na szczęście zdążyłem uratować biedaka przed zmienieniem się w pomiot. - Przemówił Vladimir tak cicho, że tylko dwaj towarzysze mogli go usłyszeć. Za każdym razem kiedy z jego ust płynęło słowo " Chaos " mężczyzna marszczył czoło i z trudem powstrzymywał nogi by powędrowały na kolejną krucjatę przeciwko spaczonemu plugastwu. - Myślę, że wasze poszukiwane monstrum doznało szeregu mutacji i dlatego zachowuje sie po części jak zwierza, a po części jak ludzka istota. Tarbasco pogrzebał chwile w kieszeni płaszcza. Po chwili wyjął rękę z płaszcza trzymając w niej coś z papieru. Ową rzeczą okazała sie pusta koperta zapieczętowana pieczęcią odciśniętą na wosku: ![]() - Takie coś znalazłem przy jednej z ofiar, ale sprawdziłem nie należało to do niej. Popytajcie ludzi. Może to pieczęć miejscowego kupca albo szlachcica? Może doprowadzi was do kolejnej ofiary, albo cennego świadka. A teraz przepraszam. Bardzo chce mi się spać. - Powiedział Vladimir ziewając, a przy tym kulturalnie zakrywając twarz ręką. Wstał z krzesła, rzucił kilka monet na stół jako zapłatę i skierował sie ku schodom na piętro z pokojami do wynajęcia. Ledwie zdołał zrobić kilka kroków, a drzwi karczmy otworzyły się z hukiem. Wraz z zimnym powietrzem do pomieszczenia wszedł Snorii: - Ej Wy! Gdzie tu do cholery jest świątynia Waszych bogów odpowiedzialnych za zmarłych? A i jeszcze jedno trawożerco. Miałeś kurwa rację co do potwora. Wszyscy w karczmie dostrzegli zwłoki Marka oparte o ścianę budynku. Zginął najprawdopodobniej przez wielką dziurę na klatce piersiowej odsłaniającej mostek i przepalone od kwasu żebra. Ślady kłów i pazurów były widoczne wokół całej dziury, a wszystkie ograny, które powinny znajdować się w środku zniknęły. - O mój Boże! Już idę po kapłanów Morra! - Krzyknął Tarbasco i pobiegł w przeciwną stronę niż strona z której przyjechali w wozem po ucieczce. - Złapcie tego potwora niech zapłaci za wszystko! Mężczyzna minął Gorda, który jednak żył.W ogóle nie zareagował na widok zwłok ciągle myśląc jak odpłacić elfowi za wystawienie krasnoluda do wiatru. Krew która obficie wylewała się ze zwłok niczym wino z beczki mimo iż Snorii niósł ciało na plecach zaznaczyło ścieżkę jaką przebył krasnolud. Droga prowadziła do ślepej uliczki. Jeśli bohaterzy pójdą tym tropem na ścianach uliczki znajdą napis: Dobra zabawa się zaczyna! Niezła z tego gościa człeczyna! Wybornie się z nim bawiłem, na koniec kołkiem go przebiłem. Może kolejni też tak skończą, bo w moim planie bardzo mącą. Wnet sie z nimi chyżo zabawie, po tej grze znajdą ich ciała w stawie. Ja będę Mistrzem, zabaw sztukmistrzem. Udany trening im zmaluje, żadnej okazji do psot nie zmarnuje! Zaczyna się GRA! Ten wierszyk to moja twórczość
__________________ Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie? Ostatnio edytowane przez Lotar : 03-14-2008 o 14:40. |
| |
| | #134 |
![]() | Lilawander wysłuchał z uwagą opowieści Vladimira. Zgadzał się z nim odnośnie chaosu – była to niebezpieczna i podstępna siła, której chwilowe dobro – wynikało jedynie z natury i właściwości chaosu, chwilę później dobro to stawało się złem najgorszym – właśnie również ze względu na unikalne cechy tej nieokiełznanej siły. Pieczęć którą im okazał należeć musiała do szlachcica lub ważnej organizacji – spojrzał się tu wymownie na kapłana, który aż huczał od nadmiaru zgromadzonej wiedzy. „Z pewnością jemu podpowie coś ta pieczęć” – pomyślał. Elf wolał się nie przyglądać zwłokom Marka, niedawna kolacja mogła być z łatwością zwrócona – w przeciwieństwie do pieniędzy, którą za nią zapłacił. Wyłapał za to mściwe spojrzenie Gorda. Krasnal gapił się na elfa knując coś pewnie pod czaszką, tak jak jego kolega przed chwilą. Ten jednak wyglądał na mniej zapalczywego i elf liczył skrycie, że szybko mu przejdzie. Gdy kapłan wydał osąd na temat pieczęci, elf dokończył posiłek i piwo, po czym poszedł wraz z chowańcem do swego pokoju, płacą po drodze za wynajęcie pokoju. Zostawiając też badanie śladów na poranek. Nie zamierzał sam chodzić po zmroku – jeśli jednak ktoś wyszedł by sprawdzić ślad zanim elf udał się na spoczynek, to Lilawander poszedł wraz z nim – zobaczyć bezpośrednio kolejne miejsce zbrodni. Tym razem jednak sokoła trzymał przy sobie. Nim zasnął przysunął jeszcze łoże do drzwi – by blokowały wejście a okno dokładnie zaryglował i zastawił krzesłem. Chowaniec nie potrzebował wiele snu, więc sam również był doskonałym środkiem ochronnym – elf po prostu nie musiał czuwać. Ostatnio edytowane przez kset : 03-16-2008 o 22:10. |
| |
| | #135 |
![]() | Albrecht słuchał opowieści Vladimira, jakby ktoś czytał mu jedną z jego ulubionych ksiażek. Wszystko się zgadzało. Chaos opanowujący człowieka, obiecując nie wiadomo co, wstrętne mutacje i bohater kończący nędzny żywot mutanta po pięknej walce. Jednak to nie była książka, to była prawdziwa historia. Kapłan z zachwyceniem spoglądał na ich towarzysza, a po głowie chodził mu plan napisania pięknej ballady. Gdy na stole wylądowała pieczęć, szybko podniósł ją do oka i mimo zmęczenia oraz złego światła, spróbował rozpoznać herb. - Pozwolicie że zabiorę ją ze sobą? Możliwe że jeszcze rano na coś wpadne - powiedział Albrecht i włożył pieczęć do kieszeni. Wstał, chcąc udać się do swojego pokoju, gdy do karczmy wkroczył Snorii z martwym Markiem. Kapłan tylko spojrzał na jego ciało i odwrócił szybko głowę. Albrecht już drugi raz tej nocy widział martwe zwłoki i wiedział, że nigdy się do tego nie przyzwyczai. Zakręciło mu się w glowie, wiec oparł się o ścianę. Tak idąc doszedł do swojego pokoju. Zamknął drzwi i dokładnie zabezpieczył okno po czym legł na łóżku. Jeszcze raz spojrzał na pieczęć. To ostatnie co pamiętał zanim sen go nie zmorzył. rzut na przypomnienie
__________________ you will never walk alone |
| |
| | #136 |
![]() | Młody krasnolud po wypiciu grzańca poczuł się zmęczony. Nie chciał już myśleć o dowcipie dla elfa. Nie chciał myśleć gdzie jest i co robi jego przyjaciel Snorri. Nie chciał myśleć co robi tu trup oparty o ścianę. Tak... Był śpiący. Ziewną potężnie i znowu spojrzał na zwłoki. Mark. I tak był jakiś dziwny. A że ludzie mnożą się jak mrówki... Tak mrówki. Zjadłby mrówki w miodzie. Ale takie prawdziwe, jakie znajdywali w kopalniach, wielkości palca, a jak te na powierzchni, wielkości paznokcia. Krasnolud dopił grzańca i powoli ruszył do swojego pokoju, ziewając kilkakrotnie ze zmęczenia. Zamknął za sobą drzwi i oparł o niego młot tak, aby ten pchnięty i wywrócony przez otwierane drzwi obudził krasnoluda. Okno zastawia krzesłem. Kładzie się spać z toporem w ręku, a tarcze opiera o łóżko. |
| |
| | #137 |
![]() | Snorri chwilę zdziwionym wzrokiem spojrzał na wszystko co do tej pory się wydarzyło. Nie mógł pojąć jak oni wszyscy mogą porzucać niedawnego kompana. W sumie mało go interesował ten martwy człowiek i dobrze znał realia życia w Imperium. Mimo wszystko wolał iść do świątyni boga śmierci ludzi. Stamtąd trafiłby bez problemu do świątyni własnych bogów. Zanim karczmarz zniknął idąc załatwiać swoje sprawy związane z różnymi rzeczami zaczepił go krasnolud stanięciem mu na drodze. -Słuchaj mnie uważnie! GDZIE JEST ŚWIĄTYNIA WASZEGO BOGA ŚMIERCI? Nie zamierzał wdawać się w zbędne rozmowy z tym człowiekiem. Jednak broń, której nigdy nie wypuszczał z własnych rąk miała być argumentem za odpowiedzeniem na pytanie. Kiedy tylko dostał dokładne wskazówki jak tam dotrzeć wyszedł z karczmy i zabrał zwłoki Marka i zarzucając go przez ramię wziął młot na drugie wolne ramię i ruszył jak najszybciej w kierunku jaki wskazał karczmarz.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| |
| | #138 |
![]() | Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Z mrożącego krew widowiska ciało stało się niepotrzebną kupą mięcha. Większość grupy chciała wypocząć i przygotować się do tego co nastanie jutro. Lilawander, Gordo i Albrecht podreptali do swoich pokoi. Po drewnianych na oko dwunastostopniowych schodach dostali się na piętro. Był to mały, wąski korytarz z czerwonym, długim dywanem rozciągniętym na całą długość korytarza. Na piętrze znajdowało się sześć pokoi, po trzy na lewo i trzy na prawo. Bohaterowie weszli do któregoś z pomieszczeń. Wszystkie wyglądały tak samo. Ściany pomalowane na biało i jedno okno na wprost drzwi. Łóżko stojące w kącie na prawo od okna, przy nim stolik ze świecą i mała komoda w kącie po prawej stronie drzwi. Wszystko z drewna. Czarodziej bez problemu wszedł do pokoju otwierając je klucze, który dostał od zastępcy karczmarza. Nim zasnął przysunął jeszcze łoże do drzwi – by blokowały wejście a okno dokładnie zaryglował i zastawił krzesłem. Chowaniec nie potrzebował wiele snu, więc sam również był doskonałym środkiem ochronnym – elf po prostu nie musiał czuwać. Pozostała dwójka miała pewien problem z dostaniem się do swoich pokoi. Nie mieli kluczy. - Co skurczybyki? Temu opasłemu wieprzowi się chciało żreć za darmo a wy? Skurczysyny dupy chcecie grzać za nić tak? - Krzyknął zastępca wywijając toporkiem, który zazwyczaj miał przytroczony do pasa. - Zapłaćcie 5 szylingów tak jak tamten zacny czarodziej i dam wam klucze skurczybyki. Albrecht, któremu ciągle chodziło po głowie znaczenie pieczęci przypomniał sobie coś. Nie wiedział dlaczego przypomniało mu się nazwisko Stromschernig. Kiedy zastępca schodził po schodach na parter Snorii zastąpił mu drogę z młotem w rękach i rzekł: Słuchaj mnie uważnie! GDZIE JEST ŚWIĄTYNIA WASZEGO BOGA ŚMIERCI? - Masz na myśli Morra? - Spytał zbój trochę bojąc się krasnoluda. - Więc tak. Dojdziesz do dzielnicy Morrd - dzielnicy różnych organizacji i religii i tam... Zastępca zaczął tłumaczyć Snoriiemu drogę lecz przerwał. - Patrz waść! Idą kapłani Morra ich spytaj to cię jeszcze na dodatek zaprowadzą! Mężczyzna wskazywał palcem na trzech mężczyzn ubranych w obszerne. czarne szaty z głębokimi kapturami zasłaniającymi ich twarze. Kapłanów prowadził Vladimir. Grupka była pięć metrów od zwłok kiedy Ashin i karczmarz wrócili z zaplecza. - O kurwa! Co ten pieprzony potwór zrobił? - Klął pod nosem assassin przyglądając się zwłokom Marka. - Hej Jerm skocz po wóz i wywieź... - Zaczął mówić karczmarz lecz zamilkł widząc kapłanów. - Ech. Co za strata. A szkoda. Daj mi pokój idę spać. - Rzekł assassin trochę rozgoryczonym głosem do mężczyzny który zastępował szefa. - Ty krasnoludzie lepiej też nie szlajaj się po nocy. Nie chciałbym kolejnego trupa. - Daj i mnie klucz. - Poszedł za przykładem Ashina Tarbasco i poszedł do pokoju. Kapłani bez słowa zabrali ciało. Noc stała się cicha niczym trup którego nieśli.
__________________ Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie? |
| |
| | #139 |
![]() | Elf poczuł się wyspany gdy obudził się rankiem. Zajął się poranną toaletą i otworzył okno, by dać polatać chowańcowi mając go jednocześnie cały czas na oku. Zapalił tez fajkę gdy przyglądał się swemu latającemu towarzyszowi z okna. Dzień zapowiadał się dość pogodnie, Lilawander więcej jednak myślał o wczorajszych morderstwach i szale krasnoluda niż o pogodzie. Pozostała jeszcze zupełnie nie ruszona kwestia złodzieja, choć przeczucie mówiło mu, że ma wiele wspólnego z krążącym na zewnątrz potworem. Zszedł na śniadanie, gdy powrócił już jego sokół. Zamówił jajecznicę i pajdę chleba, oraz mleko. Gdy już zapłacił, postanowił rozprostować nieco kości i odwiedzić miejsce wczorajszego zgonu Marka. Ciekaw był czy jeszcze coś tam zastanie, za dnia czół się o wiele spokojniej i bezpieczniej. Gdy już dokładnie obejrzał miejsce zbrodni ( rzut na spostrzegawczość [Rzut w Kostnicy: 57] ) powrócił do karczmy gdzie przy lampce wina czeka na pozostałych towarzyszy – szczególnie kapłana który miał coś powiedzieć o pieczęci... |
| |
| | #140 |
![]() | Tak. Kiedy Snorri usłyszał zbyt skomplikowaną formułę drogi dotarcia do świątyni zaczęło się w nim gotować. Zastanawiał się przez chwilę w które miejsce przyłożyć uderzenie, aby bardziej bolało tego zuchwałego karczmarza. Nie lubił go już od samego początku jak postanowił poszczuć krasnoluda swoimi drabami. Kolejno zaraz po rozmyślaniu i gadaniu do siebie zamierzał wcielić plan w życie. Mamrotał więc wciąż pod nosem starając się wychwytać co prostrze słowa. Tym razem jednak krasnolud używał języka khazalid do swojego rozmyślania. -Jargh! Wier corl arglar dra barak sargh thork. Wera ultok dra veltel? SARGH... Wtedy Snorri usłyszał od karczmarza o kapłanach, którzy tu są. Zaskoczyło go to co się działo przez chwilę omijajac jego osobę. -Tak być nie będzie!!! Z całej siły kopnął taboret lub krzesło idąc w stronę kapłanów. Broń zawsze miał gotową do użycia więc nie przejmował się zaskoczeniem. Szedł w ich stronę warcząc niczym rozeźlony pies będąc przygotowany na wszystko. Dobrze wiedział, że kapłani potrafią robić nadnaturalne rzeczy. W końcu skoro inni kapłani innych bogów, nawet tych dobrych używają magii w słusznych celach to i ci są w stanie władać tą siłą. Nie istotne są czary jakimi potrafią władać- w zwarciu ich cała mądrość idzie do gówna. -Moje zwłoki! Moje! Żaden kapłan nie będzie się żądził tym trupem bez mojej zgody! Co te psu braty sobie myślą? Pozażynam i wypatrosze jak ryby na obiad. A to szczurze pomioty! Idąc ciągle za nimi będąc blisko zawołał do trzech postaci nie zważając co mówili Assassin i Vladimir. -Ej WY! Kto Wam pozwolił brać moje zwłoki. To, że niose go do Was nie daje Wam prawa go mi zabierać! Oddawać go! Ja go będę niósł. JA! JAAA!-poprzez szaleństwo krzyczał do kapłanów jak małe dziecko, któremu zabrano zabawkę. Spodziewał się stawianiu oporu. Był zawsze gotowy na atak na własną osobę.- Dawać mi go. JUŻ! I prowadźcie mnie do swojej świątyni! Zamierzał nieść zwłoki w sposób jaki niósł je do karczmy. Na jednym ramieniu zwłoki Marca na drugim swój młot. W razie problemów wiedział, że trupa już żaden upadek nie zaboli i, że mógł spokojnie zrzucić ciężar ciała na ziemię dobywając młota w drugą rękę. Przez chwilę przemknęła mu myśl na ile dałby radę rzucić zwłokami w przeciwnika jedną ręką. Ale na to jeszcze przyjdzie pora aby sprawdzić.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." Ostatnio edytowane przez lopata : 03-22-2008 o 07:56. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Trudna sprawa | Lotar | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 373 | 07-31-2008 21:16 |
| [Rekrutacja Warhammer II ed.] Trudna Sprawa | Lotar | Archiwum rekrutacji | 71 | 01-02-2008 15:13 |
| Trudna sztuka tłumaczenia... | Hood | Artykuły i opowiadania | 9 | 07-24-2006 14:35 |
| [Sesja]Jest sprawa... | Moryc Żółw | Archiwum sesji Innych | 71 | 07-20-2005 20:22 |
| [komentarze]Jest sprawa (czyli sesja NEUROSHIMA) | Templarius | Archiwum sesji Innych | 17 | 05-06-2005 09:17 |