Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-24-2008, 12:50   #151
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 1 Noraku jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 719
Albrecht podskoczył na krześle kiedy Snorri uderzył pięścią w stół. Spojrzał na niego i poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. W oczach szalonego krasnoluda widać było chęć mordu. Monolog przez niego wypowiedziany, tylko potwierdził przekonanie Albrechta o tym, że jego życie może się skończyć na obuchu młota krasnoluda. Wraz ze zbliżaniem się Snorriego, Albrecht czuł że maleje. Najchętniej znajdował by się teraz z powrotem w swoim pokoju, ale nie miał jak uciec. W przeszłości już nie raz tak mu grożono i tylko jego wrodzony refleks pozwalał mu na wyjście z takich sytuacji, ale tym razem chyba nawet to by nie pomogło. Postanowił wiec uspokoić trochę krasnoluda.
- Nie mam pieniędzy, żeby postawić ci śniadanie. Ledwo starczy na to co sam zamówiłem. Poproś Lilawandera może on za ciebie zapłaci - powiedział roztrzęsionym głosem i ugryzł się w język. Zdaje się, że powiedział o jedno zdanie za dużo. Zauważył podnoszącą się pięść Snorriego i zamknął oczy. Rozbrzmiał huk uderzenia, ale Albrecht nie poleciał do tyłu, ani nie czuł żadnego bólu. Powoli otworzył oczy i zauważył, że krasnolud uderzył w stół tuż koło jego talerza. Klecha odetchnąl z ulgą i mimowolnie odsunął się wraz z krzesłem od krasnoluda, nie tracąc go z oczu i będąc gotowym na unik wrazie potrzeby.
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-24-2008, 13:07   #152
 
kset's Avatar
 
Reputacja: 2 kset wkrótce będzie znany
$: 118 221
„Znowu się zaczyna…” - pomyślał na widok nadciągającego niczym tornado krasnoluda. Na nowo rozważał rzucenie zaklęć, tak na wszelki wypadek, gdyż nie był pewien czy agresja krasnoluda kierowna jest na kapłana, czy to tylko sztuczka, aby dopaść elfa…

Na wszelki wypadek odsunął się nieco wraz z krzesłem, by możliwie szybko móc odskoczyć i niemal to zrobił gdy pięść Snorriego wylądowała na stole.
Wystraszony kapłan zrobił największy chyba błąd, być może działał w zbyt wielkim strachu by zwrócić uwagę na to, że właśnie zasugerował obłąkanemu krasnalowi, aby poprosił (!) elfa o pieniądze na jedzenie. Gdyby w tym zdaniu nie znalazło się słowo prosić, albo elf to wszystko by było jeszcze w porządku.
Lilawander musiał działać szybko, nim desperat zwróci uwagę na niego, lub zanim smagnie kapłana. Do bicia miał zapędy, co pokazał poprzedniego dnia, elf wolał nie ryzykować.

- Ależ proszę kapłanie, skoroś bez pieniędzy to pozwól, że pożyczę Ci dwie złote korony. Oddasz kiedy będziesz mógł, ale też nic się nie stanie jeśli miast tego pomodlisz się do swego bóstwa o przychylne spojrzenie na mnie. Ignorantem nie jestem, rozumiem, że istnieją inni bogowie niż Ci którzy opiekują się moim ludem, zwracać się do nich nie zamierzam, ale nie będę też się od nich odwracał jeśli zwrócą na mnie uwagę.

W międzyczasie na stole wylądowały wygrzebane z wewnętrznej kieszeni dwa złote karle, położone tuż przy kapłanie – choć w sposób pozwalający krasnalowi bezpośrednio po nie sięgnąć. Elf wolał nie zwracając się do Snorriego, jedynie on sam mógłby przewidzieć własną reakcję, był też zbyt wyprowadzony z równowagi ( "Czy bywają momenty gdy nie jest?? Hmmm") by można było zaryzykować.
 

Ostatnio edytowane przez kset : 04-24-2008 o 13:09.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-24-2008, 16:33   #153
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 866
Umysł szalonego krasnoluda nie był w stanie wychwytywać subtelnych aluzji oraz gry, którą podjął elf. Logicznie myśląca istota, pełna rozumu i trzeźwa umysłowo wyłapała by na czym polega "pożyczka" pieniędzy od Lilawandera dla Snorriego. Jednak tego osobnika nawiedzały przeróżne widziadła oraz demony. Czujność polegająca na ciągłym rozglądaniu się za potencjalnym zagrożeniem, jeśli również chodziło o toważyszy nie pozwoliła dosłyszeć w pełni słów Albrechta, który użył niefortunnej kombinacji: "pożyczyć od elfa". Do jego świadomości dotarł kontekst zdania, w którym mowa jest o braku pieniędzy przez skrybę. Nie rokowało to świetlanej przyszłości. Nie chodziło o to, że Snorri mógłby wbić mu pięść w przód czaszki i wyrwać gałki oczne, zawieszając je sobie u szyji, na znak demonstracji, lecz o to, że teraz nie jest sam na łasce kogoś innego, nie jest jedyną osobą nie dbającą o dobra doczesne. Chwila spokojnego stania i zadumy Snorriego popchnęła go do myślenia. Myślenia, które jak zawsze wyrażało się nie w milczeniu i we własnej głowie, ale pomrukując i warcząc do samego siebie.
-Jak i on nie ma srebra, to kto tu jeszcze może je mieć? Gordo? A co niby taki szczeniak mógłby jeszcze zarobić? Za młody na wyprawy po skarby. Może ten cholerny czlowieczyna? Asarin? Asa...? Niech skona pod kołami wozu, jak on się nazywa, pies jeden? Błotojad? On mi może co wyżej oddać swoje srebro i schować się pod kamieniem jakimś. Niech mnie ogry rozwalą, nie wezme od niego nawet blaszki, owadożerca jeden.- W pewnym momencie odezwał się do Albrechta jeszcze bardziej go zaskakując i jeszcze bardziej uwidaczniając swoją huśtawkę nastrojów i nieprzewidywalność.-Pomyśl jak skombinować złoto, bo inaczej przyjdzie mi rozwalić tą budę w stertę drzazg abyśmy dostali cokolwiek do jedzenia.
Najwyraźniej Snorri nie chciał, lub nie zauważył monet od Lilawandera, które ten położył na blacie stołu, odwracając się błyskawicznie przodem do szynkwasu i przciągle gwizdnąwszy do karczmarza jako zwrócenie uwagi.
-Hej ty! Właściciel! Podejdź no tu!-Odwrócił się z powrotem do kompanów i powiedział.-No to czeka nas chyba zabawa?
Z szelmowskim uśmiechem oraz wygiętymi w kanciaste łuki brwiami sprawiał wcielenie samego demona, który tylko mrugnął porozumiewawczo i tylko dla siebie w zrozumiałym sposobie dla którego to zrobił i zacisnął pięści na swoim młocie gotowy do odwrócenia się tylko z zabójczym ciosem. Nie sądził, że Albrechtowi w ciągu kilku chwil uda się zdobyć pieniądze. Nie sądził o tym, bo był za bardzo szalony, był kimś kogo każdy powinien się obawiać, zwłaszcza jeśli on sam siebie niekiedy się bał.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-29-2008, 11:43   #154
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 1 Lotar jest na bardzo dobrej drodze
$: 22 141
Śledztwo zaczęło się od momentu w którym was oswobodziłem Lilawanderze. Wiem że jesteś profesjonalistą od szpiegowania, a przede wszystkim od magii, ale ja też co nie co wiem o szpiegostwie. Liczyłem iż znajdziecie jakiś trop. Celowo was tu zaprowadziłem. Ta karczma od kilku dni staje się obiektem zainteresowań potwora. Ofiarami są członkowie Klany Nocy ten wczorajszy trup również należał do mojej gildii. Nie wierzę w całą tą bajkę o bestii. Myślę że to Skald w celu zastraszania Klanu morduje te wszystkie ofiary. Odstępstwem od ofiar, które przynależą do Klanu jest jak na razie tylko Mark, choć to zabójstwo pewnie też wykonano w celu przestraszenia nas. Możecie się ze mną nie zgodzić co do mojej teorii myśląc: " Przecież człowiek nie może w tak okrutny sposób zabijać innych ". Tylko głupcy i osoby które nie znają Skalda mogą tak myśleć. Kwas jest łatwo dostępny na czarnym rynku. Pozyskuje się go z wnętrzności człowieka, wszak kwas trawienny z żołądka rozpuszcza wszystko tak samo łatwo jak wymyślne substancje z pracowni alchemików. Myślę że Skald zabija tych ludzi potem skalpuje ich i daje jakimś zwierzętom na pożarcie by wszystko wyglądało na robotę złaknionej krwi bestii. - Rzekł Ashin kiedy czarodziej pozwolił mu dojść do głosu. - Jeśli chodzi o Stromscherniga to mogę wam powiedzieć kto to jest tylko musicie przyrzec, że nikomu nie powiecie. Ten człowiek to jeden z najbardziej wpływowych kupców ze szlacheckiego rodu w Marienburgu. Jednocześnie największy zleceniodawca i sponsor Klanu Nocy. Lubując się w starych antykach i magicznych artefaktach Stromschernig wynajmował złodziei z Klanu zlecając im wykradanie cennych eksponatów z muzeów i prywatnych zbiorów kolekcjonerów. To on zlecił Skaldowi wykradnięcie klejnotów Haksburgów. Stromschernig czasami wyruszał ze zgrają uczonych i archeologów do dalekich krajów by tam szukać antyków. Przed zniknięciem Skalda kupiec wyruszył właśnie w jedną z takich podróży. Nasza siatka szpiegowska wykryła iż Stromschernig wrócił już do Marienburga, ale nie podjął jeszcze żadnych działań by schwytać zdrajce. Może to znaczyć iż nie dowiedział się o zdradzie Skalda. Gdzie w tej chwili przebywa nie wiem, ale możemy dowiedzieć się tego w jednym z jego sklepów z ubraniami. Ma ich z kilkadziesiąt w całym Marienburgu, a zwłaszcza w dzielnicy targowej Raven i tam proponuje szukać odpowiedzi. W jednym z jego sklepów.
Ashin wrócił do delektowania się winem, które przyniósł karczmarz. Tymczasem Snorri jak chyba każdy zabójca, nie lubił gdy jego słowa zostawały ignorowane. To z powodu dumy jaka ciążyła na duszy jego rasy. Nie uważał się za nie wiadomo jakiego wojownika, choć coraz częściej uświadamiał sobie, że jest jednym z najlepszych wojowników, lecz wolał aby jego słowa jeśli są skierowane do konkretnej osoby aby dała znak, że albo się zgadza z krasnoludem albo jawnie się przeciwstawia. W większości przypadków te drugie wyjście źle kończyło się dla osoby, nie zgadzającej się i nie ustępującej krasnoludowi. Snorri głodny i nie wyspany miał nerwy napięte do granic wytrzymałości i nawet najlżejsza aluzja stawała się jawną obrazą w jego osobę. Dodatkowe przeczulenie maniakalne na własnym ego powodowało, że byle błachostka mogła wytrącić go z równowagi. W jego głowie nie analizowały się żadne rozwiązania sytuacji, nie próbował strategizować, jak można by było kontynuować to zdarzenie. Teraz tylko miał w głowie widok wbitego obucha swojego młota w głowie skryby. Uderzając pięścią w stół przy którym siedział i jednocześnie wstając wyraz twarzy miał tak przerażający, że sami bogowie chaosu mogli by się zlęknąć, jakby to na nich miał iść Snorii.
PROSIŁEM O ŚNIADANIE! - Idąc w stronę Albrechta, krasnolud wykrzyczał słowa, zaś potem mówił, lecz nadal uniesionym głosem, warcząc przez zęby i przekładając młot w jedną rękę, by drugą wolną, zacisnąć w pięść.- I zamierzam zjeść je! Jasne?!
Snorri walnął pięścią w stół na którym jedli pozostali tak mocno, że miski aż podskoczyły pod wpływem wibracji. Twarz Snorriego ani na moment nie złagodniała i wyraźnie dawała znać, że kolejne razy polecą nie w stół, lecz osobę ignorującą jego, niebezpiecznego i nieprzewidywalnego krasnoluda.
Albrecht podskoczył na krześle kiedy Snorri uderzył pięścią w stół. Spojrzał na niego i poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. W oczach szalonego krasnoluda widać było chęć mordu. Monolog przez niego wypowiedziany, tylko potwierdził przekonanie Albrechta o tym, że jego życie może się skończyć na obuchu młota krasnoluda. Wraz ze zbliżaniem się Snorriego, Albrecht czuł że maleje. Najchętniej znajdował by się teraz z powrotem w swoim pokoju, ale nie miał jak uciec. W przeszłości już nie raz tak mu grożono i tylko jego wrodzony refleks pozwalał mu na wyjście z takich sytuacji, ale tym razem chyba nawet to by nie pomogło. Postanowił wiec uspokoić trochę krasnoluda.
- Nie mam pieniędzy, żeby postawić ci śniadanie. Ledwo starczy na to co sam zamówiłem. Poproś Lilawandera może on za ciebie zapłaci - powiedział roztrzęsionym głosem i ugryzł się w język. Zdaje się, że powiedział o jedno zdanie za dużo. Zauważył podnoszącą się pięść Snorriego i zamknął oczy. Rozbrzmiał huk uderzenia, ale Albrecht nie poleciał do tyłu, ani nie czuł żadnego bólu. Powoli otworzył oczy i zauważył, że krasnolud uderzył w stół tuż koło jego talerza. Klecha odetchnął z ulgą i mimowolnie odsunął się wraz z krzesłem od krasnoluda, nie tracąc go z oczu i będąc gotowym na unik w razie potrzeby.
„Znowu się zaczyna…” - pomyślał Lilawander na widok nadciągającego niczym tornado krasnoluda. Na nowo rozważał rzucenie zaklęć, tak na wszelki wypadek, gdyż nie był pewien czy agresja krasnoluda kierowana jest na kapłana, czy to tylko sztuczka, aby dopaść elfa…
Na wszelki wypadek odsunął się nieco wraz z krzesłem, by możliwie szybko móc odskoczyć i niemal to zrobił gdy pięść Snorriego wylądowała na stole.
Wystraszony kapłan zrobił największy chyba błąd, być może działał w zbyt wielkim strachu by zwrócić uwagę na to, że właśnie zasugerował obłąkanemu krasnalowi, aby poprosił (!) elfa o pieniądze na jedzenie. Gdyby w tym zdaniu nie znalazło się słowo prosić, albo elf to wszystko by było jeszcze w porządku.
Lilawander musiał działać szybko, nim desperat zwróci uwagę na niego, lub zanim smagnie kapłana. Do bicia miał zapędy, co pokazał poprzedniego dnia, elf wolał nie ryzykować.
- Ależ proszę kapłanie, skoroś bez pieniędzy to pozwól, że pożyczę Ci dwie złote korony. Oddasz kiedy będziesz mógł, ale też nic się nie stanie jeśli miast tego pomodlisz się do swego bóstwa o przychylne spojrzenie na mnie. Ignorantem nie jestem, rozumiem, że istnieją inni bogowie niż Ci którzy opiekują się moim ludem, zwracać się do nich nie zamierzam, ale nie będę też się od nich odwracał jeśli zwrócą na mnie uwagę.
W międzyczasie na stole wylądowały wygrzebane z wewnętrznej kieszeni dwa złote karle, położone tuż przy kapłanie – choć w sposób pozwalający krasnalowi bezpośrednio po nie sięgnąć. Elf wolał nie zwracając się do Snorriego, jedynie on sam mógłby przewidzieć własną reakcję, był też zbyt wyprowadzony z równowagi ( "Czy bywają momenty gdy nie jest?? Hmmm") by można było zaryzykować.
Umysł szalonego krasnoluda nie był w stanie wychwytywać subtelnych aluzji oraz gry, którą podjął elf. Logicznie myśląca istota, pełna rozumu i trzeźwa umysłowo wyłapała by na czym polega "pożyczka" pieniędzy od Lilawandera dla Snorriego. Jednak tego osobnika nawiedzały przeróżne widziadła oraz demony. Czujność polegająca na ciągłym rozglądaniu się za potencjalnym zagrożeniem, jeśli również chodziło o towarzyszy nie pozwoliła dosłyszeć w pełni słów Albrechta, który użył niefortunnej kombinacji: "pożyczyć od elfa". Do jego świadomości dotarł kontekst zdania, w którym mowa jest o braku pieniędzy przez skrybę. Nie rokowało to świetlanej przyszłości. Nie chodziło o to, że Snorri mógłby wbić mu pięść w przód czaszki i wyrwać gałki oczne, zawieszając je sobie u szyi, na znak demonstracji, lecz o to, że teraz nie jest sam na łasce kogoś innego, nie jest jedyną osobą nie dbającą o dobra doczesne. Chwila spokojnego stania i zadumy Snorriego popchnęła go do myślenia. Myślenia, które jak zawsze wyrażało się nie w milczeniu i we własnej głowie, ale pomrukując i warcząc do samego siebie.
- Jak i on nie ma srebra, to kto tu jeszcze może je mieć? Gordo? A co niby taki szczeniak mógłby jeszcze zarobić? Za młody na wyprawy po skarby. Może ten cholerny człowieczyna? Asarin? Asa...? Niech skona pod kołami wozu, jak on się nazywa, pies jeden? Błotojad? On mi może co wyżej oddać swoje srebro i schować się pod kamieniem jakimś. Niech mnie ogry rozwalą, nie wezmę od niego nawet blaszki, owadożerca jeden.- W pewnym momencie odezwał się do Albrechta jeszcze bardziej go zaskakując i jeszcze bardziej uwidaczniając swoją huśtawkę nastrojów i nieprzewidywalność.-Pomyśl jak skombinować złoto, bo inaczej przyjdzie mi rozwalić tą budę w stertę drzazg abyśmy dostali cokolwiek do jedzenia.
Najwyraźniej Snorri nie chciał, lub nie zauważył monet od Lilawandera, które ten położył na blacie stołu, odwracając się błyskawicznie przodem do szynkwasu i przeciągle gwizdnąwszy do karczmarza jako zwrócenie uwagi.
-Hej ty! Właściciel! Podejdź no tu! - Odwrócił się z powrotem do kompanów i powiedział.-No to czeka nas chyba zabawa?
Z szelmowskim uśmiechem oraz wygiętymi w kanciaste łuki brwiami sprawiał wcielenie samego demona, który tylko mrugnął porozumiewawczo i tylko dla siebie w zrozumiałym sposobie dla którego to zrobił i zacisnął pięści na swoim młocie gotowy do odwrócenia się tylko z zabójczym ciosem. Nie sądził, że Albrechtowi w ciągu kilku chwil uda się zdobyć pieniądze. Nie sądził o tym, bo był za bardzo szalony, był kimś kogo każdy powinien się obawiać, zwłaszcza jeśli on sam siebie niekiedy się bał.
Ashin popijając wino obserwował tą jakże pełną napięcia scenę. Śmieszyło go zachowanie krasnoluda. Wystarczyło jedynie sięgnąć po pieniądze podczas gdy karzełek dąsał się i szarogęsił z powodów uprzedzenia rasowego. Assasin nie miał takich problemów. Szybko sięgnął po monety położone na stole przez elfa. Wyjął z sakiewki identyczne złote korony i pomieszał je z pieniędzmi czarodzieja.
Masz. Może teraz nie będziesz miał oporów? Nawet jeśli trafisz na elfie korony nie będziesz o tym wiedział. - Rzekł Ashin pokazując Snorriemu pieniądze i zachęcając go żeby je wziął.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do karczmy wszedł krasnolud wzrostem i posturą przewyższającym Snorriego. Miał długą, splecioną w dwa warkocze zwisające do pasa blond brodę i włosy do ramion tego samego koloru. Twarz poharatana wieloma bliznami i zmarszczkami wygladała nie groźniej niż twarz Snorriego. Krasnolud był odziany w pełną zbroje kolczą, którą przykrywał długi, czarny płaszcz. W obydwu rękach trzymał wielki młot. Osobnik wszedł w głąb sali stojąc pomiędzy barem, a stołem przy którym siedziała drużyna. Stanął tak by wszyscy przy stoliku mogli patrzeć na niego bez żadnych przeszkód.
- To wy uciekliście wczoraj z rąk Srebrnych Trzewi? To wy ukradliście wóz i przyjechaliście do tej zapadłej nory? Oczywiście że tak. Trzeba było ten wóz spalić, zatopić, albo i co innego. Zachowaliście się nieprofesjonalnie. Teraz za to poniesiecie karę. Razem z grupą pościgową szukaliśmy was po całym mieście. Sługa tutejszego karczmarza próbował wyrzucić zwłoki do morza przy dokach. Złapaliśmy go i zauważyliśmy że przywiózł ciało naszym wozem. Przekonaliśmy go żeby wyjawił skąd ma ten wóz i powiedział o stajni niedaleko stąd. Nie martw się karczmarzu twój człowiek wróci do jak tylko Trzewia rozprawią się z tymi uciekinierami. - Powiedział cicho nowy gość karczmy wciąż stojąc w tym samym miejscu. - Po nitce do kłębka dotarliśmy do stajni, a jej właściciel nie miał za dużych oporów by wyjawić gdzie znajdują się niby właściciele wozu.
Nagle krasnolud machnął ręką i znak na trzonie młota zaświecił się niebieskim światłem. Członek Srebrnych Trzewi zamachnął się i rzucił bronią w stronę drużyny. Młot jakby ptak poszybował z dużą szybkością zmierzając ku Gordo. Ten nie zdążył uniknąć ciosu i trzon uderzył z całym impetem w jego głowę. Bezwładne ciało krasnoluda opadło na podłogę, a z głowy nieszczęśnika wylewały się litry juchy. Tymczasem młot przeleciał dalej wywracając stół i zawracając, z powrotem wrócił do rąk zabójcy.
Jeden zabójca mojego brata załatwiony. Teraz przyszedł czas na ciebie. - Krzyknął basowym głosem. - Walka jeden na jednego. Zobaczymy jak poradzisz sobie bez pomocy koleżków. Pomszczę Talgusa jakem Gromitor Rozpłatacz!
Wtem do knajpy wpadło ze trzech zbójów ubranych w takie same zbroje kolcze jak Gromitor i uzbrojonych w jednoręczne miecze.
- To na wypadek gdybyś stchórzył krasnoludzie. Moi kamraci zajmą się twoimi koleżkami - Rzekł zabójca Gorda gestem ręki zachęcając Snorriego do zmierzenia się z runicznym młotem Gromitora.
Ej darmozjady chodźcie tu! - Zawołał karczmarz Rob na swoich ochroniarzy, sam wyjmując rusznice spod lady dużo zręczniej niż jego zastępca wczorajszego wieczora. Karczmarzowi zależało na życiu Ashina, ale czy los pozostałych był mu tak samo cenny?
Karczma jest mała i wszyscy są w zasięgu wszystkich.

Wyręczyłem was już w rzutach na inicjatywe:

Ashin [Rzut w Kostnicy: 7]
Snorri [Rzut w Kostnicy: 7]
Albrecht [Rzut w Kostnicy: 2]
Lilawander [Rzut w Kostnicy: 5]
Karczmarz Rob [Rzut w Kostnicy: 9]
Ochroniarz 1 [Rzut w Kostnicy: 4]
Ochroniarz 2 [Rzut w Kostnicy: 6]
Zbój 1 [Rzut w Kostnicy: 2]
Zbój 2 [Rzut w Kostnicy: 6]
Zbój 3 [Rzut w Kostnicy: 6]
Gromitor [Rzut w Kostnicy: 8]
 
__________________
Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie?
Lotar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-29-2008, 12:32   #155
 
kset's Avatar
 
Reputacja: 2 kset wkrótce będzie znany
$: 118 221
Asassin potwierdził podejrzenia Lilawandra i wskazał kolejny cel wędrówki. Osobiście elf wątpił, aby ten kupiec jeszcze żył, niejako dowodem na to mogła być znaleziona pieczęć. Równie dobrze mógł być jednak porwany, wszystkiego należało się dowiedzieć.

O ile elf wcześniej rozważał rzucenie maskującego zaklęcia w obawie przed Snorrim o tyle po wkroczeniu drugiego krasnala nie miał już żadnych wątpliwości. Młot zaświszczał w powietrzu, po tym ruchu – który uśmiercił Gordo, nie można było mieć żadnych złudzeń co do losu jaki czekał pozostałych. Trzeba było mu przyznać rację – tylko idiota pozostawił by wóz po takiej akcji, elf mógł się ukrywać na wiele sposobów, ale nie był w stanie ukryć całej ekipy, przynajmniej nie na zbyt długo. Krasnal miał niejako za swoje, w końcu kto mu kazał walczyć z całą bandą, elf przypomniał sobie jak musiał maskować obecność kolejnych aby w końcu krasnal wsiadł na ten pechowy wóz.

- Karyap el olrecgh – wyinkantował cichuteńko Lilawander. Moc zaklęcia „maska iluzji” pozwalała ukryć zarówno rzucenie zaklęcia jak i czynność podjętą właśnie w tym celu. Dla postronnych obserwatorów elf dalej siedział na miejscu podczas gdy naprawdę przemieścił się za karczmarza. Zamierzał zamaskować się jeszcze bardziej i nie wtrącać do walki jeśli nie zajdzie taka potrzeba, w każdej chwili gotów był jednak kliknąć na spust trzymanej przez karczmarza broni. Przy odrobinie szczęścia mógłby rozpętać tu prawdziwą walkę…chwilowo jednak patrzył na to co zrobi krasnal. Snorri przestraszył już go wczoraj nie na żarty i obecnie elf miał poważny dylemat czy mu pomóc czy też zwyczajnie patrzeć i czekać jak rozwiążą się sprawy. Był niemal pewien, że sumienie nie pozwoli mu patrzeć spokojnie na śmierć Snorriego, jednak jego poczucie bezpieczeństwa mogło mieć w tej sprawie zupełnie co innego do powiedzenia.

( Składnik szkic +2, 3 kości k10, trudność 12 – Maska iluzji)[Rzut w Kostnicy: 20]
 

Ostatnio edytowane przez kset : 04-29-2008 o 12:38.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-29-2008, 16:43   #156
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 866
Krasnolud spojrzał najwyraźniej rozczarowany na dłoń Ashina, w której widniały dwie złote monety i z lekkim zrezygnowaniem sięgnął po nie podrzucając na niewielką wysokość i chwytając je z powrotem do zaciśniętej pięści. Gałki oczne powędrowały na elfa a potem na Albrechta. Tak, on doskonale widział te monety, jednak nie chciał ich brać. Teraz jednak zachowanie assassina spowodowało, że cała radocha ominęła krasnoluda. Kolejne burknięcie pod nosem dało dowód niezadowolenia.
-A miała być rozpierducha. Ehh....
Po chwili stało się coś czego nie spodziewał się w tym zakątku zapomnianym przez kogokolwiek, że mogło by się wydarzyć coś takiego, coś czego pragnął najbardziej, coś co napędzało Snorriego i dawało mu siły na kolejne dni- WALKA. W pierwszej chwili zabójca w ogóle nie wiedział o co chodzi. Chciał zjeść a teraz mu przeszkodzono w tym. Na dodatek przybyły krasnolud ględził coś od rzeczy i dość długo. Snorri nie słyszał go ani trochę, nie usłyszał ani jednego słowa, ponieważ był już w swoim pseudopsychicznym świecie. Jak piorun z nieba, jak kara boża trafił go widok, kiedy ten wyrośnięty napastnik krasnoludzki zabija Gordo. Tak nie robią krasnoludy. Krasnoludy są rasą do siebie przyjaźnie nastawioną i kiedy tylko się spotka nieznany krasnolud z drugim nieznanym sobie krasnoludem w tym brutalnym świecie pomagają sobie na miarę możliwości lub wspólnie piją. Lecz zabijanie jednego krasnoluda przez drugiego to było coś co rozwścieczało Snorriego. Powód był prosty. Nachodziły go widma przeszłości i twarz ojca kiedy jego syn skazał miasto na zagładę. To był zastrzyk adrenaliny dla Snorriego powodujący zapominanie bólu oraz jakichkolwiek ran i chorób. Stawał się bestią łaknącą śmierci każdego kto nawinął mu się na cel. Nie słyszał już co mówi dalej po rzucie ten krasnolud. Miał przed oczami tylko obraz swojego celu a jedynie jego drobna podświadomość kontrolowała otoczenie by w nagłych wypadkach ostrzec go przed niebezpieczeństwem. Z przeraźliwym okrzykiem rzucił się do biegu na krasnoluda unosząc swój młot do zamachu.
-GOOOOOOOOORDOOOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!
Teraz jego śniadaniem miała być krew i rządza śmierci swojej lub przeciwników.


Z rzutów na obrażenia wybieram rzut nr 2: 9 pkt trafień
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Ostatnio edytowane przez lopata : 04-29-2008 o 16:45.
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-30-2008, 13:27   #157
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 1 Noraku jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 719
Albrecht czuł, że ten dzień nie skończy się dobrze. Jeżeli uda mu się przeżyć do południa to będzie już sukces. Najpierw przyczepił się go Snorii i gotów był go zabić, teraz do karczmy wpadł jakiś krasnolud w pełnej zbroi i także zdawał się mieć mordercze intencje. Gdy usłyszał nazwę Srebrnych Trzewi, zakrztusił się mlekiem.
"Zbójecka organizacja raczej nie pozwala łatwo uciec tym ,których złapała. Nam to się udało i dlatego naraziliśmy się na gniew przywódców Trzewi. Dodatkowo spaliliśmy im magazyn. Chyba czas żebym się wycofał. Nie śpieszno mi do Morra. "
Albrecht wstał i zaczął powoli zmierzać w kierunku swojego pokoju. Nagle usłyszał świst. Instyktownie upadł na podłogę, a obok niego upadł Gordo. Początkowo klecha myślał, że krasnolud także uniknął zdradzieckiego ataku. Dopiero gdy przyjrzał się mu dokładnie, zauważył rozłupaną czaskę i krew sączącą się z rany litrami. Momentalnie pobladł i odwrócił głowę. Snorii wydał swój okrzyk i prawdopodobnie ruszył na przeciwnika. Albrecht, nie oglądając się na swoich towarzyszy, poruszał się na czworaka jak najdalej od bójki.
 
__________________
you will never walk alone

Ostatnio edytowane przez Noraku : 04-30-2008 o 13:30.
Noraku jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-12-2008, 14:27   #158
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 1 Lotar jest na bardzo dobrej drodze
$: 22 141
Unhappy Bitwa - Sorry za spóźnienie!!!

W tawernie brakowało już miejsca. Trzeba było trochę posprzątać.

Ashin wyjął zza pasa cztery noże i zamachnął się na stojącego w drzwiach zbója.
Doświadczony assasin rzucił pierwszym nożem. Ostrze zamiast trafić w głowę coraz bardziej zaniżało pułap lotu i wydawało się, że trafi w lewą nogę zbója. Jednak sztylet wbił się o kilka centymetrów na prawo od celu. Ashin nie mający w zwyczaju popełniać błędów za drugim razem nie zamierzał spudłować. Nóż leciał prosto jak ptak ku czerepowi gangstera. Ten jednak widać posiadał talent do uników i udało mu się uciec spod ostrza. Trzeci sztylet również nie trafił wbijając się w podłogę tuż przed pierwszym nożem. Zirytowany skrytobójca tym razem dobrze wycelował. Broń poszybowała ku klatce piersiowej rzezimieszka, celnie trafiając go w lewą pierś. Siła uderzenia była jednak za słaba by spowodować jakieś ciężkie obrażenia. Ashin mógł jedynie liczyć na bliznę choć z rany wypływała bardzo powoli krew.

[Rzut w Kostnicy: 98]
[Rzut w Kostnicy: 31]
[Rzut w Kostnicy: 85]
[Rzut w Kostnicy: 37]
[Rzut w Kostnicy: 10]

O ile Lilawander wcześniej rozważał rzucenie maskującego zaklęcia w obawie przed Snorrim o tyle po wkroczeniu drugiego krasnala nie miał już żadnych wątpliwości. Młot zaświszczał w powietrzu, po tym ruchu – który uśmiercił Gordo, nie można było mieć żadnych złudzeń co do losu jaki czekał pozostałych. Trzeba było mu przyznać rację – tylko idiota pozostawił by wóz po takiej akcji, elf mógł się ukrywać na wiele sposobów, ale nie był w stanie ukryć całej ekipy, przynajmniej nie na zbyt długo. Krasnal miał niejako za swoje, w końcu kto mu kazał walczyć z całą bandą, elf przypomniał sobie jak musiał maskować obecność kolejnych aby w końcu krasnal wsiadł na ten pechowy wóz.

- Karyap el olrecgh – wyinkantował cichuteńko Lilawander. Moc zaklęcia „maska iluzji” pozwalała ukryć zarówno rzucenie zaklęcia jak i czynność podjętą właśnie w tym celu. Dla postronnych obserwatorów elf dalej siedział na miejscu podczas gdy naprawdę przemieścił się za karczmarza. Zamierzał zamaskować się jeszcze bardziej i nie wtrącać do walki jeśli nie zajdzie taka potrzeba, w każdej chwili gotów był jednak kliknąć na spust trzymanej przez karczmarza broni. Przy odrobinie szczęścia mógłby rozpętać tu prawdziwą walkę…chwilowo jednak patrzył na to co zrobi krasnal. Snorri przestraszył już go wczoraj nie na żarty i obecnie elf miał poważny dylemat czy mu pomóc czy też zwyczajnie patrzeć i czekać jak rozwiążą się sprawy. Był niemal pewien, że sumienie nie pozwoli mu patrzeć spokojnie na śmierć Snorriego, jednak jego poczucie bezpieczeństwa mogło mieć w tej sprawie zupełnie co innego do powiedzenia.

Karczmarz Rob miał zamiar skończyć to co jego znajomy Ashin chciał zrobić. Wymierzył swoją ciężką rusznicę w stronę raz trafionego zbója. Starał sie wymierzyć jak najcelniej. Rusznica wymagała niezłego inżyniera. Trzeba było wymierzyć długość lądu. W końcu jednak Rob był pewien co do swoich obliczeń i zdecydował się zapalić sznurek od świecy stojącej blisko, na barze.

[Rzut w Kostnicy: 100]

Kilka sekund potem rusznica zahuczała niczym smok wystrzeliwując całą watahę śmiercionośnych kul. Gromada z towarzyszącym im świstem poleciała w kierunku zbira. Jednak widać pech tego dnia prześladował wszystkich próbujących zarżnąć zbója. Kule zamiast przynieść śmierć mężczyźnie, zupełnie zboczyły z kursu i z trzaskiem wbiły się w drewnianą ścianę, cudem nie przebijając jej na wylot. Wielki hałas i zniszczenia jakie narobiła rusznica mogły sprowadzić do karczmy jeszcze większy tłok. Za ścianą dało się usłyszeć wrzaski przestraszonych przechodniów. Może zaraz ktoś sprowadzi milicje by zbadała co dzieję się w karczmie. Broń Roba wymagała przeładowania, a rusznice przeładowuje się nie za szybko więc plan elfa - czarodzieja z odpaleniem stalowego smoka na kilkadziesiąt sekund wziął w łeb.

Zbój do którego strzelano już kilka razy, zabrał się w końcu do roboty. Mimo iż rana wciąż go bolała i sączyło się z niej trochę krwi. Razem ze swoimi kamratami zaczął biec do iluzji Lilawandera. Biegli co tchu nie zważając na zmierzającym ku nim ochroniarzom tawerny. Zbiry szybciej dotarły do magicznego tworu szarżując na nią swoimi mieczami.

[Rzut w Kostnicy: 16]
[Rzut w Kostnicy: 21]
[Rzut w Kostnicy: 65]

Dwaj trafili natomiast ostrze trzeciego wbiło się w oparcie krzesła ponad ramieniem maga. Pozostałe dwa miecze spadły na głowę i ramię jakby się zdawało elfickiego czarodzieja. Jednak zamiast krwi co spodziewali się zobaczyć oprychy miecze przeszły przez " Lilawandera " jak masło i nic się nie wydarzyło. Elf tak samo siedział sobie i ani mu było myśleć o jakimś geście wyrażającym, że coś mu sie stało.

[Rzut w Kostnicy: 46]
[Rzut w Kostnicy: 6]
[Rzut w Kostnicy: 17]

Wszyscy atakujący od razu zorientowali się że mają do czynienia z nieprawdziwą istotą. Natychmiast spadła zasłona iluzji i niewidzialnego jak dotąd Lilawandera od teraz można było zobaczyć przy karczmarzu. Iluzja przebita dwoma ostrzami rozpłynęła sie w powietrzu jakby w ogóle jej nie było.
Dwaj ochroniarze którzy spieszyli co tchy by uratować elfa i już męcząc swoje sumienia za śmierć czarodzieja odetchnęli z ulgą. Zajęli pozycję na przeciwległym końcu stołu osłaniając boki schowanego Ashina.

Snorri przeraźliwym okrzykiem rzucił się do biegu na krasnoluda unosząc swój młot do zamachu.
- GOOOOOOOOORDOOOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!
Teraz jego śniadaniem miała być krew i rządzą śmierci swojej lub przeciwników. Wydawać by się mogło iż rozpalony chęcią zemsty jednym susem pokonał odległość dzielącą go od jego przyszłej ofiary. Zabójczy krasnolud dziko podskoczył z młotem uniesionym wysoko ponad głowę. Mordercza broń opadła na... trzon młota Gromitora. Wrogi krasnolud okazał się szybki i zdołał odbić cios mogący rozłupać mu czachę. Lecz Snorri zaskoczył przeciwnika i zamiast przygotować się do następnego ataku jego młot zatoczył łuk i zaatakował Gromitora od boku. Masywny i ciężki obuch rozpędzony siłą krasnoludzkich mięśni walnął w osłonięte tylko wełnianymi spodniami prawe udo Rozpłatacza. Wróg zachwiał się po uderzeniu aż wreszcie musiał przyklęknąć na jedno kolano i splunął krwią na posadzkę tawerny. Obrażenia nogi były na pewno większe od uszkodzeń dokonanych przez nóż Ashina który ugodził pierś zbója, ale nie na tyle silne by spowodować jakąś ciężką ranę. Mimo to Snorri miał teraz - kiedy przeciwnik był niżej od niego - większe szanse trafienia w górne partie ciała ( +10 do rzutu na ww przy ataku na głowę i ręce dopóki przeciwnik się nie podniesie ).

Gromitor mimo bólu nogi wykonał kontratak. Rzucił swoim runicznym młotem. Broń znowu poszybowała w górę niczym ptak i przemknęła ponad głową Snorriego.

[Rzut w Kostnicy: 44]
[Rzut w Kostnicy: 3]
[Rzut w Kostnicy: 7]
[Rzut w Kostnicy: 16]
[Rzut w Kostnicy: 5]
[Rzut w Kostnicy: 6]
[Rzut w Kostnicy: 18]
[Rzut w Kostnicy: 8]
[Rzut w Kostnicy: 2]

Młot kilka razy przelatywał obok Snorriego za trzy razy go trafiając. Raz broń przeleciała pod ramieniem krasnoluda trafiając w nieosłoniętą, prawą rękę. Młot ze świstem walnął w kciuk o mały włos go nie wybijając, ale i tak cios był silny ( -10 do wszystkich czynności związanych z robotą wymagającą precyzji wtedy kiedy używa się prawej ręki ). Drugie uderzenie padło na korpus. Kiedy oręż ponownie ominął Snorriego, ten nie zdążył się odwrócić, a już runiczna broń zaatakowała jego plecy. Obuch uderzył w sam środek kręgosłupa lekko go nadwyrężając ( -5 do zwinności na 3 rundy). Młot odbił się od korpusu i poszybował ku prawej nodze. Można było pomyśleć, że obuch mści się za krzywdę wyrządzoną swojemu panu i bije dokładnie tak samo jak Snorii Gromitora i z takim samym efektem. Krasnolud który górował teraz znalazł się na tym samym poziomie co przeciwnik klęcząc z bólu ( premia +10 do ww przepada ).
- Ha nigdy mnie nie pokonasz! Twoje ciało będzie gnić pod ziemią kiedy już z tobą skończę! - Wrzasnął tryumfalniej Gromitor.

Albrecht czuł, że ten dzień nie skończy się dobrze. Jeżeli uda mu się przeżyć do południa to będzie już sukces. Najpierw przyczepił się go Snorii i gotów był go zabić, teraz do karczmy wpadł jakiś krasnolud w pełnej zbroi i także zdawał się mieć mordercze intencje. Gdy usłyszał nazwę Srebrnych Trzewi, zakrztusił się mlekiem.
"Zbójecka organizacja raczej nie pozwala łatwo uciec tym ,których złapała. Nam to się udało i dlatego naraziliśmy się na gniew przywódców Trzewi. Dodatkowo spaliliśmy im magazyn. Chyba czas żebym się wycofał. Nie śpieszno mi do Morra. "
Albrecht wstał i zaczął powoli zmierzać w kierunku swojego pokoju. Nagle usłyszał świst. Instynktownie upadł na podłogę, a obok niego upadł Gordo. Początkowo klecha myślał, że krasnolud także uniknął zdradzieckiego ataku. Dopiero gdy przyjrzał się mu dokładnie, zauważył rozłupaną czaszkę i krew sączącą się z rany litrami. Momentalnie pobladł i odwrócił głowę. Snorii wydał swój okrzyk i prawdopodobnie ruszył na przeciwnika. Albrecht, nie oglądając się na swoich towarzyszy, poruszał się na czworaka jak najdalej od bójki. Uczony zdążył dojść do schodów, ale bitewna zawierucha dopadła go.

[Rzut w Kostnicy: 70]

Krew lejąca się z piersi zbója, atomowe uderzenie rusznicy i niemal nowe okno na ścianie i młócące się bezsensu dwaj krasnoludy spowodował że siła woli i psychika Albrechta nie mogły tego wytrzymać. STRACH sparaliżował kapłana.
Widać porządki nie skończą się na tym.
 
__________________
Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie?

Ostatnio edytowane przez Lotar : 05-12-2008 o 15:06.
Lotar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-13-2008, 14:16   #159
 
kset's Avatar
 
Reputacja: 2 kset wkrótce będzie znany
$: 118 221
Zbój do którego strzelano już kilka razy, zabrał się w końcu do roboty. Mimo iż rana wciąż go bolała i sączyło się z niej trochę krwi. Razem ze swoimi kamratami zaczął biec do iluzji Lilawandera. Biegli co tchu nie zważając na zmierzającym ku nim ochroniarzom tawerny. Zbiry szybciej dotarły do magicznego tworu szarżując na nią swoimi mieczami.


No myszki, teraz to się dopiero zabawimy” Elf tymczasem stał spokojnie obserwując dziwne w jego mniemaniu zachowanie bandytów. „To nic dam im jeszcze jedną… szansę, ciekawe czy będą się uganiać za iluzjami?". Powtórzył zaklęcie tym razem przykładając mniej mocy, za to więcej staranności. Najpierw splótł magię, jak nakazywał obyczaj a dopiero później rzucił czar. - Karyap el olrecgh – wyinkantował cichuteńko. [Rzut w Kostnicy: 51][Rzut w Kostnicy: 17]Oczywiście wyszło mu. Iluzja ruszyła spokojnie w stronę asassina i schodów. Po ostatnich utrapieniach z zadziałaniem magii na krasnala zaczynał mieć wątpliwości co do własnych umiejętności… Nie ma to jednak jak poprawne użycie magii. Miał czas na to by przejść w południowo wschodni róg karczmy, za szynkwasem, za barmanem który od wewnątrz bronił pozycji elfa a i którego zapewne najbardziej ochroniarze będą pilnować. Kucając spoglądał ukradkiem na rozwój sytuacji.

Elf nie zamierzał popuszczać złoczyńcom, nawet nie z powodu tego kim byli, ale z powodu tego jak z nim ( z jego iluzją) postąpili. Czekała ich długa agonia, śmierć z rąk kogokolwiek innego byłaby dla nich łaską , po tym jak już rozpoczęli atak na elfa.

Elf lekko wzdrygał się przy każdym uderzeniu jakie oberwał Snorri , tym bardziej upewniając się aby nie wychylać się w tej walce. Z drugiej strony odczuwał nawet pewną satysfakcję z faktu, że Snorriego da się trafić i da się zranić…to było już coś. Oba krasnale uklękły jakby w wzajemnych oświadczynach, gdyby nie powaga sytuacji to widok ten mógłby w pełni rozśmieszyć elfa, nawet pomimo walki zdołał go jednak lekko rozbawić.

Assasin guzdrał się niczym najgorsza ofiara losu. Pomimo, że ilość rzutów przyprawiała o zawrót głowy to jednak z celnością…było o wiele gorzej. Prawdopodobnie był największym potencjalnym niebezpieczeństwem dla zbirów. Jeśli nie był elf byłby mocno zawiedziony. „Chyba, że nie produkują już takich assasinów co niegdyś” – elf zapominał czasami o swoim wieku i zmianach jakie następowały w ludzkim świecie…bardzo szybkich zmianach.

Trochę szkoda mu było kapłana. „ Co ten Albrecht robi w całym tym towarzystwie? Może nie jest zwyczajnym kapłanem…heretyk? Czemu błąka się i jest brany za cel przez jakikolwiek gang? Kto rozsądny poważyłby się na atak na członka jakiejkolwiek świątyni? W mieście? Będzie trzeba z nim poważniej porozmawiać…” Zdecydował elf z ukosa spoglądając na ucieczkę kapłana. Zastanawiał się czy to przypadkiem nie dalszy ciąg gry, pozorów które mógł stwarzać dla ukrycia własnej tożsamości…"Może warto byłoby go sprawdzić we właściwej świątyni?”



Tymczasem…
 

Ostatnio edytowane przez kset : 05-13-2008 o 14:33.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-13-2008, 21:33   #160
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 866
Ból. Słowo wryte w psychike każdego stworzenia jakie przemierza ten padół ziemski. Zwierzęta, bestie, demony, ludzi i inne rasy; wszyscy odczuwają ból fizyczny i psychiczny. Nie ważne jest kiedy on nastąpi. Może być wynikiem przedśmiertnego, ostatniego uczucia jakie można doznać, ale każdy odczuwa go. Całą filozofią bólu jest to, że świadomość stworzeń tworzy go dając odzwierciedlenie tego co w tej chwili się odczuwa. Co jednak kiedy ktoś nie miałby umysłu? Każda myśl podświadoma czy świadoma była by wynikiem jedynie wieloletnich treningów i nic poza celem nie było by dostępne? Czy takie stworzenie nie jest w stanie odczuć bólu? Nadal pozostaje ból psychiczny, który równie mocno bodzie co fizyczny. Różnica pomiędzy jednym a drugim jest taka, że psychiczny ból może załamać doszczętnie kogoś lub coś lub dać potężny zastrzyk adrenaliny i determinacji.
To samo można stwierdzić o Snorrim. Nie odczuwał bólu fizycznego. Nie był w stanie go odczuwać. Jedyne co miał przed oczami to cele wymierzone w jego osobę. Nie jednak w celu obrony. Wiedział, że i tak by się nie uchylił. Chciał znać swój kolejny cel do zabicia lub aby wiedzieć z czyjej ręki zginął. Teraz przed oczami miał krasnoluda miotającego młotem jak bumerangiem, mordercy Gordo. To był największy ból jaki odczuwał teraz zabójca. Ciosy młota były dla niego niedostępne, ponieważ przewyższała te wszystkie rany jedna tylko zadra- śmierć jego pobratymcy z rąk(o ironio!) jego pobratymcy.
Bez zwodów, bez fint i uników, jedynie szybkie ciosy jakie mógł wykonać pomimo ciężkiej broni i krzepkiej swej posturze. Każdy jednak cios był idealnie zsynchronizowany z krokami tak aby mieć odpowiednie wyjście do kolejnego ciosu. W tej potyczce parowanie nie wchodziło w ogóle w rachubę. Na to najzupełniej w świecie Snorri nie mógł tracić czasu, ponieważ każdy ułamek sekundy liczył się aby skrócić nędzny żywot tego krasnoluda. Nie był nawet w stanie dosłyszeć gróźb a sam jedynie co mógł powiedzieć to wrzask a raczej ryk:
-AAAAAAAAAAAAAAAAGGGGGGGGGRRRRRRRRRRRRRRR!


1 rzut WW: wybieram 8
2 rzut WW: wybieram 6
3 rzut WW: wybieram 3
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Ostatnio edytowane przez lopata : 05-13-2008 o 21:38.
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wł.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Trudna sprawa Lotar Komentarze do sesji RPG - Warhammer 366 07-13-2008 12:27
[Rekrutacja Warhammer II ed.] Trudna Sprawa Lotar Archiwum rekrutacji 71 01-02-2008 14:13
Trudna sztuka tłumaczenia... Hood Artykuły i opowiadania 9 07-24-2006 13:35
[Sesja]Jest sprawa... Moryc Żółw Sesje RPG - Inne 71 07-20-2005 19:22
[komentarze]Jest sprawa (czyli sesja NEUROSHIMA) Templarius Komentarze do sesji innych sesji RPG 17 05-06-2005 08:17


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 18:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93