![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #141 |
![]() | Gordo zapłacił 5 szylingów zastępcy i wreszcie rzucił się na łóżko. Po uprzednim zabezpieczeniu pokoju. Mimo iż czuł się zmęczony nie zasnął od razu, a kiedy już to nastąpiło zaczął śnić coś o orkach i goblinach. Wściekły machał młotem to w jedną, to w drugą stronę miażdżąc czerepy i kończyny wielu wrogów. Nie wiedział czemu to robi. Szedł do przodu stąpając po trupach. Później pamięta tylko plecy uciekających przeciwników i wstające słońce. Rano obudził się w miarę wyspany. Wyszedł z pokoju wolnym, spacerowym krokiem i zszedł na dół. Popatrzył na pustą jeszcze karczmę i siedzącego z winem elfa. Podszedł do baru i oddał klucz karczmarzowi. Zamówił sobie posiłek tupu jajecznica z każdym zjadliwym dodatkiem i piwo. Dosiadł się z kuflem do elfa i upił łyk trunku. Gordo nie chował długo urazów do kogoś. Szybko o nich zapominał, bo kiedy nie pamięta się nie miłej sytuacji, mniej się denerwuje i jest się zdrowszym. "Niewiedza matką świętego spokoju" - mawiał ojciec. Miał rację. - Ładną dziś mamy pogodę? Znalazł pan coś mości długouchy?- zapytał po czym znowu upił łyk piwa. |
| |
| Reklama |
| |
| | #142 |
![]() | Albrecht zatrzymał się na schodach. Ze zmęczenia zapomnial zapłacić karczmarzowi. Ociężale zszedł ze schodów i połozył na ladzie 5 szylingów. Kiedy wreszcie udalo mu się dojść i otworzyć pokoj, sam nie wie jak to zrobił, to połozył się a łóżku i niemalże odrazu zasnął. Śnił o pieczęci i kimś o nazwisku Stromschernig. Rano zszedł na śniadanie i zamówił zwykła jajeczniczę z kubkiem gorącego mleka ( jeśli mają) i rzucam pieczęć na stół. - To pieczęć kogoś o nazwisku Stromschernig, nie zdążyłem sobie przypomnieć kim on jest, ale jestem pewien, że to słynne imię w mieście. Wystarczy kogoś spytać, ale bez pokazywanie pieczęci. Może mi sie jeszcze przydać - powiedział do elfa
__________________ you will never walk alone |
| |
| | #143 |
![]() | - Ładną dziś mamy pogodę? Znalazł pan coś mości długouchy?- Gordo zapytał po czym znowu upił łyk piwa. Jestem Lilawander – przypomniał z uśmiechem Gordowi. Jakoś nie pasowało mu zestawienie mości i długouchy. Nie przejął się tym jednak za bardzo i po chwili opowiedział o tym co zastał na miejscu mordu, opowiedział też co mu się przytrafiło poprzedniej nocy i było powodem wyjścia krasnoludów. - Wybacz, że nabiegaliście się na darmo, ale też wcale Was o to nie prosiłem. Zresztą trup Marka pokazał, że bestia, człowiek-mutant, czy cokolwiek to jest, czaiło się zeszłej nocy przy karczmie. Już nie pierwszy raz jak myślę, sądząc po wczorajszym zachowaniu karczmarza. Ostatnie zdanie wypowiedział ciszej, aby jedynie rozmówcy zdołali go usłyszeć. - To pieczęć kogoś o nazwisku Stromschernig, nie zdążyłem sobie przypomnieć kim on jest, ale jestem pewien, że to słynne imię w mieście. Wystarczy kogoś spytać, ale bez pokazywanie pieczęci. Może mi sie jeszcze przydać - powiedział Albrecht do elfa - Pomyślmy, pieczęć i nazwisko świadczy o kimś z szlacheckiego rodu. Jeśli znany to mogłaby to być osoba nawet z rady miasta, czy innego organu rządzącego w mieście. Zapytajmy karczmarza lub asassina, oni powinni się orientować, jeśli nie to poszukamy dalej. - Jakby co to morderca z zeszłej nocy to ta sama osoba której szukamy w związku z kradzieżą… Coś mi się zdaje, że tak właśnie jest, ale nie mam co do tego pewności. Wiem jednak, że jeśli asassin dowie się, że poszukujemy nie tego co trzeba, to konflikt z jego organizacją mamy zapewniony, w końcu zgodziliśmy się na jego propozycję. |
| |
| | #144 |
![]() | -Trzeba trzymać język za zębami w kierunku Assasyna a to może być trudne. - powiedzial Albrecht z westchnięciem. Nagle uśmiechnął się i spojrzał na pięczęć. -Wpadła mi do głowy głupia myśl. Ciekawie by było gdyby ta pieczęć należala do tego, od kogo skradziono tą biżuterię. To by w sumie nam pomoglo, bo mielibyśmy pretekst, żeby tam pójść i może upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Proponuje jednak spytać się karczmarza o tego Stromscheringa. Assasyn może dojść do jakiś konkluzji - zakończył Albrecht i spojrzał z uznaniem na elfa. Najwyraźniej myśleli podobnie.
__________________ you will never walk alone |
| |
| | #145 |
![]() | - Dobrze rozumujesz, tak właśnie mogło być z tą pieczęcią. Co do asassina wystarczy wspomnieć iż uważamy człowieka cienia za tą samą osobę która jest złodziejem. Wówczas będziemy mieli otwarte pole do działań. Może jednak lepiej z nim pogadać, będzie wiedział, że szukamy. On sam nie potrafi znaleźć, bo wówczas nikt po nas by się nie fatygował. Musi zaufać naszemu osądowi, albo niech sam szuka wskazówek i da nam lepszy cel. Oczywiście to nie znaczy , że nim pójdziemy, ale jakby go miał to by sam go sprawdził wraz z organizacją…jak im tam było? W każdym razie bez obaw, złodziej jest powiązany z tą pieczęcią i zamierzamy to sprawdzić. Elf dopijał spokojnie wino. Śniadanie miał już za sobą. Sokół siedział spokojnie na parapecie, nie było jeszcze tylko Snorriego, ale ten późno poszedł spać i pewnie jeszcze się nie wyspał. |
| |
| | #146 |
![]() | Długobrody patrzył to na elfa, to na kapłana. "Kombinują, skurczybyki. Ciekawe jak na tym wyjdziemy. Ale najlepiej być neutralnym. Tu się słuchać Assasyna, tam pomagać konspiracji. A i może jeszcze gdzieś na boku sobie dorabiać ze Snorrim." - To wy mości Li-la-wan-de-rze i mości Albrechcie myślcie. A jak potrzebny będzie topór do wywarzania drzwi czy młot na czerepy to odezwijcie się tylko słówkiem. - powiedział i na poważnie zajął się śniadaniem. Później zamówił jeszcze jedno piwo i czeka spokojnie na starszego krasnoluda. Przyszło mu na myśl czy by czasem nie zapalić fajki. Może znajdzie gdzieś w tym parszywym mieście porządne ziele. - Albrechcie, macie tu w Marienburgu coś dobrego do fajki? Naszła mnie taka głupia ochota. |
| |
| | #147 |
![]() | Kapłanie Morra bardzo się zdziwili na widok zachowania Snoriiego. Bez słowa jednak odwrócili się i jeden z nich machnął ręką w stronę w którą pomaszerowali. Co znaczyło ''Chodź za nami". Kapłani ubrani byli w czarne peleryny z głębokimi kapturami pod którymi chowali swoje twarze. Jeden z nich widać był wyżej postawiony w hierarchii ich religii gdyż jego uniform miał złote obramowanie. Wszyscy mieli długie noże wetknięte w pasy przewiązane przez brzuchy. Krasnolud poprawił zwloki na ramieniu oraz młot i ciągle idąc rozglądał sie na wszelkie możliwe kierunki w poszukiwaniu alternatywnego zagrożenia podążył za kapłanami. Nie zamierzał z nimi rozmawiać, ale w milczeniu iść do tej ich świątyni. - Kapłani! Niczym od tych czarowników sie nie różnią. Wszyscy tylko dziwnymi sie zajmują praktykami. - Mruczał sobie pod nosem. Kapłani dreptali pośpiesznym krokiem w stronę stajni w której drużyna zostawiła wóz i konia. Skręcili jednak w prawo idąc w ciasnej grupie, bacznie się rozglądając i zerkając co chwila na Snoriiego. Każdy trzymał swój sztylet za rękojeść. Skręcając w prawo Snorii wszedł w zupełnie inny świat. Wielki kamienny łuk oznajmiał we wszystkich językach starego świata że wkracza do dzielnicy Morrd. W przeciwieństwie do domów w pobliżu karczmy które aż pachnęły biedotą, budynki w Morrd były zupełnie inne. Przede wszystkim jak na budowle przeróżnych organizacji i religii przystało budynki były wielkie i pełne przepychu. Kapłani skręcili w stronę wielkiej budowli prawdopodobnie świątyni Morra. Był to kamienny budynek na planie koła z płaskim dachem do którego prowadziły długie, szerokie i wysokie schody. Kapłani weszli do środka. Doszli do wielkiego posągu człowieka z kosą w jednej ręce i klepsydrą w drugiej ręce. Na ramieniu mężczyzny siedział kruk. Były trzy drogi do wyboru. Ścieżka wiodąca prosto wiodła do ołtarza który był równie okazały co cała świątynia. Drogi w prawo i lewo prowadziły do podziemi krętymi schodami. - Daj nam twojego towarzysza. Zaniesiemy go do krematorium. Drogą w prawo. Przygotujemy jego ciało do pochówku na cmentarzu w Longstred. Jeśli masz pieniądze na ofiarę będziesz mógł wybrać inny cmentarz. - Powiedział basowym głosem kapłan - przywódca. - Ja wcale nie znam tego człowieka czemu mam za niego jeszcze płacić? He? dobra a teraz potrzebne mi są informacje gdzie znajdę świątynie moich bogów? Są osobno zbudowane czy ludzie są tak skąpi ze wcisnęli nas do jednego budynku? - Snorii czekał aż kapłani odpowiedzą kładąc zwłoki na podłodze na plecach, oddając marka już w użytkowanie kapłanom. - O ile wiem krasnoludzie bóstwa są w północnej części Morrd, ale gdzie dokładnie tego nie wiem panie. - Rzekł przywódca równocześnie pokazując reszcie by zajęli się zwłokami. Kapłani zabrali ciało do podziemi idąc schodami po prawej. - Dobra, a gdzie jest północna cześć tego Morrd? - Pójdzie pan dalej ulicą którą szliśmy. - Bylem zajęty rozglądaniem sie czy nie nadciąga bestia wiec pokaż mi gdzie to palcem bo nie będę błąkał sie po mieście. - Wyjdź ze świątyni i pójdź w stronę tak by nie iść obok stajni tylko w przeciwną stronę. - Rzekł kapłan lekko poirytowanym głosem wskazując kierunek palcem. - No teraz lepiej - Wychodząc ze świątyni Snorii nie oddał żadnej czci czy ukłonów po prostu wyszedł nie obrażając zdanego z ich bogów ani sług za bardzo - Mogli być milsi. W końcu targałem tego psa za nich. Szedł we wskazanym kierunku i szukał znajomych mu posągów jego bogów. Snorii nie spodziewał sie żadnych potężnych budowli takich jak Morra bo bogowie krasnoludów nie mieli świątyń ale kapliczki lub inne budowle gdzie stały ich posągi. Istotne było by znaleźć posag jakiegoś boga krasnoludów. Po kilku minutach poszukiwań Snorii znalazł mały, łukowaty portal z kamienia na którym wyrzeźbiono napis w kazalidzie: Witajcie Krasnoludy. Oto część naszej religii na tej obcej ziemi. Snorii ruszył korytarzem świątyni. Miało się wrażenie że korytarz był w rzeczywistości tunelem który prowadził wiernych w głąb ziemi. Wszędzie panujące ciemności rozświetlały płomienie pochodni przytwierdzonych do ścian. Po minucie drogi ścieżka docierała do komnaty z trzema łukowatymi wyjściami. Na środku stał kapłan. Potężnie zbudowany krasnolud z brodą długą do pasa, splecioną w cztery długie i grube warkocze. Ubrany był w piękną, płytową zbroję i dzierżył wielki młot. - Witam cię bracie. Witam w tym świętym miejscu. Oto stoisz przed trzema wejściami. Trzema wyborami. Do kogo chcesz dzisiaj nieść swoje troski. Może do Grungniego? Boga bez którego krasnoludy byłyby nikim. Ten który dał nam tak cenione przez inne rasy zdolności do wydobywania złota i innych surowców. A może do Grimnira? Boga który dał nam to niesamowite męstwo i waleczność. Dzięki jego darom nasze fortece stoją jeszcze pozostając niezdobyte przez żadne plugawe orki czy skaveny. A może przyszyłeś modlić się do matki wszystkich naszych braci? Do Valay? - Przemówił uroczyście kapłan wydawać się mogło że cicho, ale akustyka miejsca powodowała że głos krasnoluda natchnionego wiarą rozchodził się po wszystkich zakamarkach świątyni. Krasnolud spojrzał na koszule Snoriiego która była cała w krwi. Kiedy krasnolud niósł zwłoki Marka z jego ran obficie lała się jucha więc nie dziw że Snorii wyglądał jakby sprawił sobie krwistą kąpiel. - Mam nadzieje że krew przelałeś bracie mój za dobrą sprawę i czyniłeś jak nasi bogowie każą. Śmiało wybierz drogę i podążaj ścieżką którą obrałeś. - Rzekł kapłan zachęcając Snoriiego do pójścia dalej. Snorii nie bał sie kapłana ale mimo to wiedział ze to osoba pośrednicząca pomiędzy bogami a nim. stojąc sztywno nogami pochylił tors w ukłonie. Chciał znać powód dla którego opuścił tereny ciągłej walki aby przybyć do Marienburga. Nie sądził aby były to plany kogokolwiek niż samej Valay. Wiedziony niejasnym przeczuciem kieruje sie w ostatni korytarz który pokazał mu kapłan. Snorii szedł przez korytarz identyczny jak ten który zaprowadził go do rozwidlenia dróg. Jednak po kilku metrach krasnolud dotarł do wielkiej komnaty. Na środku stał wielki mosiężny filar podtrzymujący całą strukturę. Na ścianach kolumny wyrzeźbiono płaskorzeźby z wizerunkami krasnoludów. Jedni byli ukazani w pełnych, zbrojach z gromnilu z wielkimi toporami i młotami. Drudzy jako górnicy z kilofami i łopatami, pracujący z trudem w kopalniach. Kowale, kramarze mistrzowie run. Na kolumnie wyryte było całe społeczeństwo krasnoludów, a gdy popatrzyło się na głowice można było zobaczyć jakąś kobietę. Wyglądała jak kobieta rasy niziołków ale wyglądała mniej dziecinnie niźli kobiety rasy złodziei i kucharzy. Bez wątpienia Snorii wiedział że ta postać to nie kto inny jak Valaya. Dalej omijając kolumnę na końcu sali stał wyrzeźbiony z litej skały ołtarz do odprawiania nabożeństw. Przy nim stała krasnoludzka kobieta ubrana jedynie w białą tunikę. - W czym mogę ci pomóc strudzony wędrowcze? - Zapytała kapłanka na widok Snoriiego. Krasnolud nie bywał w tego typu kompleksach i rozglądał sie po ścianach i suficie. to wszystko tak go fascynowało i przypominało cale życie które spędził w krainie swoich ziomków. Nie spostrzegł tego i nie zważał nawet że w kącikach jego oczu skropliły sie łzy. Drżącym głosem aczkolwiek ciągle basistym i pewnym odezwał sie do kapłanki: -Dostałem wezwanie. Wołano mnie abym tu przybył. Chce wiedzieć po co ja Snorii Rdzawa Pięść wyrzutek krasnoludzki...-Chwile milczał aby znów kontynuować -..ten który sprowadził śmierć na swoich miał powrócić pomiędzy ludzi i krasnoludy? Czy tu czeka mnie śmierć w chwalebnej walce? - Bardziej teraz do bogini niż do kapłanki zawołał- Czy po to mnie zawezwano!!?? Kapłanka zobaczywszy łzy krasnoluda również wzruszyła się. Podeszła do Snoriiego, którego trapił niepokój i łaknienie wiedzy. Chciała mu pomóc. Ulżyć człowiekowi który całe swoje życie poszukiwał śmierci. Podeszła do niego, przyłożyła ręce do obydwóch skroni i zamknęła oczy. Trwała tak przez minute, może dwie aż w końcu przemówiła: - Nieznane są pragnienia i zamiary naszej bogini. Dla rozumu krasnoluda plany Valay są zbyt skomplikowane. Jednak widzę że twoje splamione śmiercią krasnoludów serce ma teraz ważną misje do spełnienia. Nasza bogini wybrała cię do przywrócenia spokoju i porządku w tym mieście. Musisz złapać bestie która zabija i bezcześci zwłoki ofiar. Nie jestem w stanie powiedzieć, ale tak. Może w trakcie powierzonego ci zadania pisana jest ci śmierć z ręki stwora. Strzeż się tego który chodzi w kapturze. Snorii lekko zdziwiony słowami kapłanki wyszedł dość zmieszany. Myślami był w innym miejscu. Gdzie? Tego on nawet nie wiedział. Może to jakieś miejsce stworzone przez jaźń krasnoluda a może przez bogów ale był gdzieś indziej wychodząc ze świątyni. Nie dbał nawet o pożegnanie sie z kapłanem przy rozgałęzieniu sie korytarzy, szedł tępo myśląc co usłyszał i naszła go mroczna myśl. ELF. On był jego wrogiem i trzeba było mieć go na oku a kiedy zrobi fałszywy ruch zabić go nim on pierwszy zabije krasnoluda. Z takimi myślami Snorii wrócił do karczmy i siadł na stołku kładąc topór na stole. Wrócił ze swojego podświadomego miejsca i w pełni wrócił do swojego maniakalnego rozglądania sie na okolu w poszukiwaniu wrogów przyczajonych w katach. Nie miał pieniędzy na nocleg wiec zamierzał spędzić go tu na dole czuwając aby nikt nie zaskoczył jego i jego towarzyszy choć nie zmartwił by sie gdyby Lilawander umarł tej nocy. To była tylko miła myśl, choć elf był dla niego już tylko nic nie znaczącym elementom większej układanki i był Snoriiemu obojętny. Wszyscy w karczmie zasnęli. Elf poczuł się wyspany gdy obudził się rankiem. Zajął się poranną toaletą i otworzył okno, by dać polatać chowańcowi mając go jednocześnie cały czas na oku. Zapalił tez fajkę gdy przyglądał się swemu latającemu towarzyszowi z okna. Dzień zapowiadał się dość pogodnie, Lilawander więcej jednak myślał o wczorajszych morderstwach i szale krasnoluda niż o pogodzie. Pozostała jeszcze zupełnie nie ruszona kwestia złodzieja, choć przeczucie mówiło mu, że ma wiele wspólnego z krążącym na zewnątrz potworem. Zszedł na śniadanie, gdy powrócił już jego sokół. Zamówił jajecznicę i pajdę chleba, oraz mleko. Gdy już zapłacił, postanowił rozprostować nieco kości i odwiedzić miejsce wczorajszego zgonu Marka. Ciekaw był czy jeszcze coś tam zastanie, za dnia czół się o wiele spokojniej i bezpieczniej. W zaułku, na ścianie zauważył wielką, zaschniętą plamę krwi, a na bruku kilka wypalonych kwasem miejsc. Gdy powrócił do karczmy gdzie przy lampce wina czeka na pozostałych towarzyszy – szczególnie kapłana który miał coś powiedzieć o pieczęci... Snorii kiedy usłyszał schodzących kompanów otworzył powieki. Przywitał ich neutralnym spojrzeniem, wszystkich poza elfem. na widok Lilawandera zmrużył oczy marszcząc czoło i naciągając swoje krzaczaste brwi. Twarz przybrała gniewnego wyrazu. Snorii nie zamierzał nic robić wobec elfa dopóki ten nie zrobi fałszywego ruchu. Kiedy zeszli na dół krasnolud zerkał na skrybę: -Skoro mam być wam do czegokolwiek przydatny muszę jeść a do tej pory nie martwiłem sie o pieniądze. Wiec chce abyście za mnie założyli za jedzenie. Rano Gordo obudził się w miarę wyspany. Wyszedł z pokoju wolnym, spacerowym krokiem i zszedł na dół. Popatrzył na pustą jeszcze karczmę i siedzącego z winem elfa. Podszedł do baru i oddał klucz karczmarzowi. Zamówił sobie posiłek tupu jajecznica z każdym zjadliwym dodatkiem i piwo. Dosiadł się z kuflem do elfa i upił łyk trunku. Gordo nie chował długo urazów do kogoś. Szybko o nich zapominał, bo kiedy nie pamięta się nie miłej sytuacji, mniej się denerwuje i jest się zdrowszym. "Niewiedza matką świętego spokoju" - mawiał ojciec. Miał rację. - Ładną dziś mamy pogodę? Znalazł pan coś mości długouchy?- zapytał po czym znowu upił łyk piwa. Rano Albrecht zszedł na śniadanie i zamówił zwykłą jajecznicę z kubkiem gorącego mleka ( jeśli mają) i rzucam pieczęć na stół. - To pieczęć kogoś o nazwisku Stromschernig, nie zdążyłem sobie przypomnieć kim on jest, ale jestem pewien, że to słynne imię w mieście. Wystarczy kogoś spytać, ale bez pokazywanie pieczęci. Może mi sie jeszcze przydać - powiedział do elfa - Pomyślmy, pieczęć i nazwisko świadczy o kimś z szlacheckiego rodu. Jeśli znany to mogłaby to być osoba nawet z rady miasta, czy innego organu rządzącego w mieście. Zapytajmy karczmarza lub asassina, oni powinni się orientować, jeśli nie to poszukamy dalej. Jakby co to morderca z zeszłej nocy to ta sama osoba której szukamy w związku z kradzieżą… Coś mi się zdaje, że tak właśnie jest, ale nie mam co do tego pewności. Wiem jednak, że jeśli asassin dowie się, że poszukujemy nie tego co trzeba, to konflikt z jego organizacją mamy zapewniony, w końcu zgodziliśmy się na jego propozycję. - Stwierdził Lilawander. - Trzeba trzymać język za zębami w kierunku Assasyna a to może być trudne. - Powiedział Albrecht z westchnięciem. Nagle uśmiechnął się i spojrzał na pieczęć. -Wpadła mi do głowy głupia myśl. Ciekawie by było gdyby ta pieczęć należała do tego, od kogo skradziono tą biżuterię. To by w sumie nam pomogło, bo mielibyśmy pretekst, żeby tam pójść i może upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Proponuje jednak spytać się karczmarza o tego Stromscheringa. Assasyn może dojść do jakiś konkluzji - zakończył Albrecht i spojrzał z uznaniem na elfa. Najwyraźniej myśleli podobnie. - Dobrze rozumujesz, tak właśnie mogło być z tą pieczęcią. Co do asassina wystarczy wspomnieć iż uważamy człowieka cienia za tą samą osobę która jest złodziejem. Wówczas będziemy mieli otwarte pole do działań. Może jednak lepiej z nim pogadać, będzie wiedział, że szukamy. On sam nie potrafi znaleźć, bo wówczas nikt po nas by się nie fatygował. Musi zaufać naszemu osądowi, albo niech sam szuka wskazówek i da nam lepszy cel. Oczywiście to nie znaczy , że z nim pójdziemy, ale jakby go miał to by sam go sprawdził wraz z organizacją…jak im tam było? W każdym razie bez obaw, złodziej jest powiązany z tą pieczęcią i zamierzamy to sprawdzić. - Elf dopijał spokojnie wino. Śniadanie miał już za sobą. Sokół siedział spokojnie na parapecie. Po schodach zszedł Ashin i usiadł przy stole wspólnie z innymi towarzyszami. - Ej Rob! Przynieś wina! Rozkurwiacza najlepiej! - Krzyknął skrytobójca. - A wy drodzy towarzysze opowiedzcie czy coś odkryliście w związku ze sprawą Skalda?
__________________ Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie? |
| |
| | #148 |
![]() | Gdy tylko usłyszał głos Assasina, Albretch zaczerpnął szybko łyk mleka. Na pytanie Ashina spojrzał pytająco w stronę elfa. Nie chciał mówić o czym rozmawiali, żeby nie powiedział za dużo co jest jego typową wadą. Postanowił dać pole do popisu elfowi. Chrząknął i powiedział: - Doszliśmy razem do pewnej konkluzji, łaczy ona wydarzenia wczorajsze ze sprawą Skalda. Dokładniej powinien ci to wytłumaczyć elf - po tych słowach klecha wrócił do jedzenia, przyglądając się to Lilawanderowi to Ashinowi i czekając na to co nastąpi.
__________________ you will never walk alone |
| |
| | #149 |
![]() | Elf odchrząknął i powiedział bez ogródek ( a przynajmniej tak to tylko wyglądało ) - Przyprowadziłeś nas wczoraj w nocy do karczmy a nad ranem pytasz się o wyniki śledztwa, które jeszcze się nie zaczęło? Mamy do przeszukania całe miasto, złodziej może ukrywać się wszędzie, pod każdą postacią – skoro do tej pory go nie ujęliście...A ty się pytasz czy przypadkiem nie natrafiliśmy tutaj na jego trop? Albo musisz wiedzieć coś więcej, albo już kojarzysz wczorajsze morderstwo ze złodziejem, którego poszukujemy… Elf zawiesił głos, pozwolił by asassin dobrze zrozumiał, iż nie ma do czynienia z amatorem, który wyśpiewa mu wszystko przy pierwszej okazji. Lilawander był doświadczonym magiem cienia – a to oznaczało, że na tajemnicach i wywiadzie znał się lepiej niż wielu, wielu innych. Nie potrafił już zliczyć ile odkrył sekretów, tajemnic, ile rozmów podsłuchał, lub jakie widział rzeczy – zastrzeżone wyłącznie dla oczu ludzi bez jakiejkolwiek moralności. Nim asassin zdążył odpowiedzieć, a właściwie tuż przed tym zanim wypowiedział choć słowo ( elf czekał, aż zacznie otwierać usta by przemówić i wtedy mu przerwał ) : - Ale przeczucie Cię nie myli. Mamy już pewien trop, który musi być zbadany. Czy mówi Ci coś nazwisko Stromschernig ?? Czy ta osoba może być powiązana ze złodziejem przez więzy krwi, dokonaną kradzież, znajomością, czymkolwiek? Właściwie to zapytam inaczej – czy masz pewność, że ta osoba nie jest i nigdy nie była jakkolwiek powiązana ze Skaldem?? ( Wiedział, że żaden dobry szpieg nigdy nie zaprzeczy. Życie nie raz pokazywało jak zawiłe mogą być niektóre powiązania i że nie ma czemu zaprzeczać gdy w grę wchodzi tak długi okres czasu jakim jest całe ludzkie życie.) Nie można było zaprzeczyć – chyba ,że ten cały Skald byłby przez całe życie pod ścisłą obserwacją – choć nawet i to nie dawałoby pewności. Nie był, gdyż obecnie nie byłoby z nim problemu, więc wszystko było możliwe – a tym samym asassin nie miał żadnego powodu aby blokować śledztwa, bardziej związanego z potworem niż złodziejem, o czym jednak asassin już wiedzieć nie musiał. Ostatnio edytowane przez kset : 04-24-2008 o 14:09. |
| |
| | #150 |
![]() | Snorri jak chyba każdy zabójca, nie lubił gdy jego słowa zostawały ignorowane. To z powodu dumy jaka ciążyła na duszy jego rasy. Nie uważał się za nie wiadomo jakiego wojownika, choć coraz częściej uświadamiał sobie, że jest jednym z najlepszych wojowników, lecz wolał aby jego słowa jeśli są skierowane do konkretnej osoby aby dała znak, że albo się zgadza z krasnoludem albo jawnie się sprzeciwstawia. W większości przypadków te drugie wyjście źle kończyło się dla osoby, nie zgadzającej się i nie ustępującej krasnoludowi. Snorri głodny i nie wyspany miał nerwy napięte do granic wytrzymałości i nawet najlżejsza aluzja stawała się jawną obrazą w jego osobę. Dodatkowe przeczulenie maniakalne na własnym ego powodowało, że byle błachostka mogła wytrącić go z równowagi. W jego głowie nie analizowały się żadne rozwiązania sytuacji, nie próbował strategizować, jak można by było kontynuować to zdarzenie. Teraz tylko miał w głowie widok wbitego obucha swojego młota w głowie skryby. Uderzając pięścią w stół przy którym siedział i jednocześnie wstając wyraz twarzy miał tak przerażający, że sami bogowie chaosu mogli by się zlęknąć, jakby to na nich miał iść Snorri. -Głupi człowiek. Z kłapouchym rozmawia i widać tego efekty. Porządny cios przywróci mu rozum.-monolog jaki zwykł mieć Snorri do samego siebie był mrukliwy i mało zrozumiały dalej niż trzy kroki od krasnoluda. Nie zamierzał robić krzywdy Albrechtowi, zwłaszcza po tym co usłyszał w świątyni, ale nie zamierzał pobłażać komuś kto go ignorował.-PROSIŁEM O ŚNIADANIE!-idąc w stronę Albrechta, wykrzyczał słowa, zaś potem mówił, lecz nadal uniesionym głosem, warcząc przez zęby i przekładając młot w jedną rękę, by drugą wolną, zacisnąć w pięść.-I zamierzam zjeść je! Jasne?! Snorri walnął pięścią w stół na którym jedli pozostali tak mocno, że miski aż podskoczyły pod wpływem wibracji. Twarz Snorriego ani na moment nie złagodniała i wyraźnie dawała znać, że kolejne razy polecą nie w stół, lecz osobę ignorującą jego, niebezpiecznego i nieprzewidywalnego krasnoluda.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Trudna sprawa | Lotar | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 373 | 07-31-2008 21:16 |
| [Rekrutacja Warhammer II ed.] Trudna Sprawa | Lotar | Archiwum rekrutacji | 71 | 01-02-2008 15:13 |
| Trudna sztuka tłumaczenia... | Hood | Artykuły i opowiadania | 9 | 07-24-2006 14:35 |
| [Sesja]Jest sprawa... | Moryc Żółw | Archiwum sesji Innych | 71 | 07-20-2005 20:22 |
| [komentarze]Jest sprawa (czyli sesja NEUROSHIMA) | Templarius | Archiwum sesji Innych | 17 | 05-06-2005 09:17 |