Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-04-2008, 19:52   #191
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 1 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
Feliks cudem unikną cuchnących odpadków. Wyciągną w stronę okna ręke w wymownym geście i głośno zwymyślał gospodynię. Idąc za Maxem uważnie się rozglądał próbując zapamiętać drogę do placu gdzie się spotkali.

Zaśmiał się taksami jak wszyscy na widok sceny, jaka wydarzyła się przed karczmą jednak po chwili przypomniał sobie jak niejednokrotnie cyrkowcy z rożnych grup opowiadali ze często spotykali się z podobnymi reakcjami przyszłych teściów czy pracodawców, kiedy próbowali osiąść na stałe. Spojrzał ponownie na uciekającego mężczyznę.

WiÄ™cej szczęścia nastÄ™pnym razem. I może mniej piwa to ciÄ™ tak szybko niepogodni hehe…

Gdy weszli rozejrzał się ciekawie po karczmie lubością wciągną znany z wielu innych karczm zapach.

- Dla mnie tez piwo do tego – wciÄ…gnÄ… unoszÄ…cy siÄ™ z kuchni zapach – tÄ… przepysznÄ… zupÄ™, co siÄ™ w kuchni waży, chleb i jakÄ…Å› pieczeÅ„ byle nie kurczaka.

W taką pogodę włóczyć się po nieznanym mieście? Też ma pomysły. Pewnie się zaszył w jakiejś karczmie teraz pije jakiegoś grzańca.

- Co racja to racja niebezpiecznie jest się włóczyć po mieście. Mnie się wydaje, że zaszył się w jakiejś karczmie by przeczekać tę cholerną ulewę. Ja na jego miejscu bym tak zrobił i w sumie my tak też powinniśmy zrobić.
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione
harry_p jest offline  
Reklama
Stary 02-05-2008, 21:47   #192
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 2 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 47 784
Andres w przemoczonym do cna ubraniu skierowaÅ‚ siÄ™ do „Oręża Templariusza”. Sporych rozmiarów piÄ™trowy przybytek okazaÅ‚ siÄ™ nie takim tanim miejscem. SÅ‚użący zabraÅ‚ od Andresa mokry pÅ‚aszcz i powiesiÅ‚ go na wieszaku znajdujÄ…cym siÄ™ na Å›cianie po lewej stronie. ZapadÅ‚a cisza. Andres szybko zorientowaÅ‚ siÄ™ w czym problem. Wszyscy patrzeli dziwnie na niego. Nawet trubadur przestaÅ‚ grać na lutni. Pomieszczenie byÅ‚o sporych rozmiarów. Na Å›cianach wisiaÅ‚y różnego rodzaju bronie od mieczy po dwie jaskrawo pomalowane kopie. Pod kominkiem po prawej, koÅ‚o okna staÅ‚a piÄ™kna zbroja ze zdobieniami w postaci motywów kultu Ulryka i narzucona na wierzch skórÄ… wilka. Na Å›rodku znajdowaÅ‚y siÄ™ schody na piÄ™tro. Na wprost cztery otwarte alkowy i wejÅ›cie do kuchni. Strój Andresa wyraźnie nie pasujÄ…cy do mody Middenheimskiej, wzbudziÅ‚ nie maÅ‚e zainteresowanie i lekkie uÅ›miechy na twarzy zgromadzonych. SÅ‚użący zdecydowaÅ‚ szybko zaÅ‚agodzić sytuacje. Jego decyzja byÅ‚a poparta dodatkowo osobÄ… kilku żoÅ‚nierzy Å›wiÄ…tynnych, którzy z niesmakiem przyglÄ…dali siÄ™ przybyszowi. MogÅ‚y by wyniknąć kÅ‚opoty.
Sługa podbiegł do Andresa.

-Alkowa już czeka Panie…

Poprowadził Andresa do otwartej alkowy. Zasłonił szybko kotarę. Na sali znów zawrzały rozmowy i dźwięk lutni. Sługa popatrzył na przybysza.

-Nie chce tu żadnych kłopotów. Czego Pan sobie życzy?

-Obfity ciepły posiłek. To wszystko na razie.

Służący chwilę zastanawiał się chyba nad stanem majątkowym Andresa. Odszedł jednak zasłaniając kotarę. Chwilę po tym do zasłoniętej alkowy wrócił sługa z posiłkiem. Zapach jedzenia uderzył w Andresa, przypominając mu brutalnie o tym jak bardzo jest głodny. Sługa postawił na stole żur z kiełbasą i jajem, pierogi po kislevsku, pół bochenka chleba i butelkę wina.

-Za posiłek należy się osiem koron. Czy zostaje Pan na noc?

Gdy Andres usłyszał pytanie służącego, mężczyzna siedzący na drugim końcu sali, obdarował go spojrzeniem.



Ubrany w brązowy habit mężczyzna z tatuażem na policzku, przyglądał się przez chwile po czym zwiesił wzrok na talerzu z zupą.





* * *



-Dla mnie Ulf kaszy z mięsem. Dorzuć do tego kilka ogórków, bochen chleba i wino.
–PowiedziaÅ‚ Max, rozglÄ…dajÄ…c siÄ™ po pomieszczeniu.

-SiÄ™ robi! Ursula! Zamówienie do alkierza, ale już! –RyknÄ…Å‚ na całą salÄ™ Ulf.

-Wyśmienicie... -Wyszeptał Max.

Ulf ruszył w kierunku drzwi za kontuarem i wszedł do pomieszczenia za nimi. Służąca pobiegła zaraz za nim. Max zbity z tropu nagłym pytaniem o Andresa rzekł oburzony.

-Teraz się wam o nim przypomniało! Nie wracamy do niego dopóki ulewa nie zelżeje. Raczej się na to nie zanosi, więc przenocujemy tu u Ulfa. Rankiem poszukamy waszego towarzysza.
Mam nadzieje, że takie rozwiązanie się wam podoba? Mojego wspólnika jeszcze nie ma. Możemy spokojnie zjeść.


Max ruszył w kierunku drzwi w głębi sali, zaraz obok kominka i grającego na dudach krasnoluda. Strażnicy zaczęli się gromko śmiać i szeptać coś do siebie.
Max przepchał się do drzwi alkierza i wszedł do środka. Calien, która szła zaraz
za nim, została zaczepiona przez upitego strażnika jakże elokwentnym pytaniem:

-Tee...dziesinko...ładny tyłeszek,,,usiąziesz mi na kolano!?
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline  
Stary 02-06-2008, 16:25   #193
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 1 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Cholera gdzie mnie nogi poprowadziły? Miałem nie zwracać na siebie uwagi, a w tym przypadku nastąpiła kompletna porażka. Wszyscy wiedzą jak wyglądam i Ci który mnie szukają z łatwością mnie odnajdą. Nie mogłem pójść i trafić do karczmy o bardziej odpowiednim poziomie i odpowiedniejszej atmosferza, a przedewszystkim tańszej?

Andres wiedział, że nie zna miasta i zdawał sobie sprawę, że to jedyne miejsce gdzie wie, że można kupić ciepły posiłek. Do alkowy wszedł sługa z jedzeniem, Andres nie spuszczał z niego oczu, lecz gdy usłyszał cene posiłku to ręce mu opadły, natomiast gdy usłyszał o propozycji noclegu otworzył szeroko buzie.

Ooooo. No to żyje jak prawdziwy król, już nie pamiętam kiedy tak za szalałem. Najprawdopodobniej nigdy w życiu na raz tyle pieniędzy nie straciłem.

Andres płacąć spojrzał w kierunku ciekawskiego gościa gospody

- Proszę o to zapłata, jesli chodzi o noclego to niestety, nie mogę zostać. Jestem przejazdem, posile się i ruszam dalej w drogę. Wie pan, ciężkie jest życie handlarza.

Wkońcu upragniony posiłek... zaczął jeść.... Zjem zupę i pierogi, a chlebi i wino schowam na później. Ciekawe, czemu się przygląda mi tak uważnie ten człowiek. Czy to wina tylko mojego ubioru, czy jednak coś więcej? Może się czegoś dowiem.

Po skończonym posiłku, Andres przydział mokry płaszcz i ruszył w kierunku stolika gdzie siedział mężczyzna w habicie.

- Przepraszam panie. Zauważyłem, że mi się przyglądacie z uwagą. Czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy?
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 02-06-2008 o 16:38.
Andres jest offline  
Stary 02-06-2008, 19:29   #194
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 1 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 585
Calien zdziwiła sie nieco uniesieniem Maxa. Poczuła jak skórę na karku przeszywa mały dreszcz. Wiedziała jednak, że ma racje.

Tak... Wrócimy tam wszyscy razem. Byle by sie w nic nie wplątał i nie zapadł sie pod ziemie.


Pomyślała przez chwilę, po czy ponownie zwróciła się do gospodarza.

-Jeśli mogę domówić jajecznicę z warzywami i boczkiem oraz kawałek pieczywa i zsiadłe mleko do tego- uśmiechnęła sie delikatnie do gospodarza.

Kiedy Maksymilian ruszył w stronę alkierza Calien podążyła za nim. Chciała już przekroczyć próg sali, kiedy została zaczepiona przez podpitego strażnika. Spojrzała na niego uśmiechając się nieco figlarnie.

- Może i ładny, ale nie dla twoich łapsk. Obejdziesz sie smakiem, zapewne nie pierwszy raz
- ponownie na jej twarzy zawitał delikatny uśmiech tym razem rozbawienia.

Nie czekając na reakcję mężczyzny ruszyła ponownie w kierunku alkierza.

Zabawy im sie zachciewa. Ma mnie za jakÄ…Å› panienkÄ™ z dzielnicy czerwonych latarni czy co?
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?
Scarlet jest offline  
Stary 02-06-2008, 21:59   #195
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 1 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
Feliks uÅ›miechnÄ… siÄ™ na ciÄ™ta uwagÄ™ Calien… A może na fakt ze nie bÄ™dÄ… musieli jeszcze dziÅ› w tym przeklÄ™tym deszczu uganiać siÄ™ za zgubionym gdzieÅ› Andresem. WszedÅ‚ za swoimi towarzyszami do alkierza i dokÅ‚adnie zawarÅ‚ za sobÄ… drzwi. RozejrzaÅ‚ siÄ™ dokÅ‚adnie po pomieszczeniu szukajÄ…c wzrokiem możliwoÅ›ci ucieczki lub też miejsca skÄ…d mógÅ‚by nadejść jakiÅ› niespodziewany atak.

- A zatem jest pan pewien tego miejsca panie Maxie?

Rzucił od niechcenia Feliks chcąc zacząć rozmowę i zakończyć jakoś nieprzyjemną chwile milczenia jak zapadła po wejściu wszystkich po zamknięciu drzwi. Usiadł się cieżko na krześle zrzucił z siebie plecak i wszelkie niepotrzebne obciążenie. Delikatnie rozmasował zdrętwiałe prawe ramie.

Taka pogoda i nadmiar wrażeń chyba nie służą gojeniu się ran. Przeklęci kusznicy.

Delikatnie spróbował zajrzeć pod opatrunki by sprawdzić czy rana na nowo nie zaczęła krwawić.
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione
harry_p jest offline  
Stary 02-06-2008, 22:04   #196
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 931
Joachim kolejny raz tego dnia pogrążył się w ponurych rozmyślaniach na temat tego, co spotkało go na ulicach miasta.

Jak duże są szanse na wyniesienie głowy cało z tej kabały? Zapewne niewielkie, jeśli wsiąść pod uwagę, że za wroga mamy tak niebezpieczna grupę jaką tworzą kultyści Tzeentcha. Wiele też będzie zależeć od tego, czy łowca mówi nam prawdę. W końcu nie możemy dowiedzieć się na chwilę obecną, czy nas aby nie okłamuje. Równie dobrze może być członkiem innego ugrupowania kultystów, w końcu oni ponoć walczą również między sobą. Janna niemal na pewno jest przeciw nam, chciała nas uspokoić mówiąc, że wyciągnie nas z celi. Mogę jedynie domyślać się jej celów, ale zapewne nie są one dla nas korzystne. Jest jednak coś, co może stanowić przeszkodę nie do obejścia. Arcymag Helseher. Jeśli też należy do wyznawców Tzeentcha, to nie mamy szans na sukces. Z kolei jeśli nie należy, to czy nie orientuje się w tym co dzieje się w mieście?

Nagle z zamyślenia wyrwało go pytanie strażnika skierowane do Calien. Zdenerwowała go ta zuchwałość i grubiańskość. Na tyle, że gotów już był zrugać mężczyznę. Zanim jednak zdążył rzec choć słowo czarodziejka sama odpowiedziała gburowi słowami o wiele bardziej dyplomatycznymi od tych jakich zamierzał użyć Joachim. Zwadźca wzruszył ramionami i podążył za resztą w stronę alkierza.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline  
Stary 02-07-2008, 17:52   #197
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 2 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 47 784
Strażnik chciał coś jeszcze powiedzieć, ale z wysiłku padł głową na blat na co otaczający go ludzie buchnęli gromkim śmiechem. Wszyscy zaraz za Maxem weszli do pomieszczenia w którym znajdował się stolik na sześć osób, szafka z kuflami, dzbanami i miskami na półkach. Ściany ozdobione obrazami przedstawiającymi morskie pejzaże i statki. Na ścianie naprzeciw drzwi wisiał ster od jakiegoś statku z marynarskim kapeluszem. Wszyscy usiedli wygodnie na krzesłach. Max usiadł obok Calien. Naprzeciw Joachim i Felix. Dwa miejsca na końcach stołu zostały wolne. Max popatrzył na Calien i uśmiechnął się po czym rzekł w kierunku Felixa:

-Teraz możesz nam opowiedzieć coś na temat tropu, na który wpadłeś.

W momencie gdy skoÅ„czyÅ‚ mówić, rozlegÅ‚o siÄ™ pukanie do drzwi. Max rzuciÅ‚ gÅ‚oÅ›ne „wejść” i popatrzyÅ‚ na drzwi, które otworzyÅ‚y siÄ™ powoli. W wejÅ›ciu stanÄ…Å‚ wysoki mężczyzna. Ubrany w zgniÅ‚ozielony pÅ‚aszcz z kapturem, brÄ…zowy wams, czarne weÅ‚niane spodnie i takież jeździeckie buty z ostrogami, które zadźwiÄ™czaÅ‚y w stycznoÅ›ci z podÅ‚ożem. ÅšciÄ…gnÄ…Å‚ czarne, skórzane rÄ™kawice, nabijane ćwiekami. Jego brÄ…zowe rozwichrzone na wietrze wÅ‚osy, zlewaÅ‚y siÄ™ kolorem wamsu. Na szyi bÅ‚yszczaÅ‚ medalion ze znakiem kultu Ulryka. Joachim mimo przyglÄ…dania siÄ™, nie dostrzegÅ‚ żadnej broni, jakÄ… mógÅ‚ by posiadać przybysz. Wszyscy zamarli, gdy tajemniczy mężczyzna spojrzaÅ‚ na nich swoimi zielonym i oczyma.



Jego spojrzenie było bardzo dziwne, miało w sobie coś niepokojącego. Nawet Max przez chwile zamarł, lecz w końcu przemówił.

-Witaj przyjacielu. Pozwól, że przedstawiÄ™. Obok mnie siedzi Calien. Naprzeciw kolejno Joachim i Felix. –PopatrzyÅ‚ po wszystkim po czym podjÄ…Å‚ temat. –Oto czÅ‚owiek, na którego czekaliÅ›my. Mój przyjaciel z Altdorfu Xavier Dammenblatz. –Max wskazaÅ‚ na wolne krzesÅ‚o. –UsiÄ…dź proszÄ™.

Zaraz po tym jak Xavier usiadł, ponownie otworzyły się drzwi i weszła służka z tacą pełną ciepłej strawy i napitków.



Postawiła tace na stole kładąc jadło według zamówień. Spojrzała ukradkiem na Felixa i uśmiechnęła się pod nosem. Xavier spojrzał na kobietę.

-Dla mnie mleko lub sok…

* * *

W momencie gdy Andres podszedł do mężczyzny na Sali zapadła cisza. Andres spostrzegł wyraźnie tatuaż na twarzy mężczyzny. Niechybnie był to wytatuowany młot. Przypuszczalnie symbol gorliwego wyznawcy kultu Sigmara, lub klechy tego Boga. Mężczyzna spojrzał na Andresa.

-Nie Panie. Nie wydaje mi się, żebyśmy się kiedykolwiek spotkali.

Na sali zapadła niezręczna cisza. Wszyscy przyglądali się ukradkiem rozmowie, co Andres kątem oka ewidentnie wyłapał.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 02-08-2008 o 11:31.
DrHyde jest offline  
Stary 02-07-2008, 18:32   #198
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 1 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 585
Calien zajęła miejsce przy stole i odwzajemniła uśmiech Maxa. Rozglądała się po marynistycznie udekorowanym pokoju kiedy drzwi otworzyły się. Gdy Maksymilian przedstawił postać Calien delikatnie uśmiechnęła się i skinęła głową. Nie spuszczała wzroku z mężczyzny a jej czujność ponownie wzmogła się. Kiedy obdarzył ją spojrzeniem przeszył ją dreszcz.

Co za spojrzenie... Hm...dziwnie się czuje. W ciekawych kręgach obraca się Maksymilian. Czyżby te oczy to oznaka mutacji? A jeśli tak, to co do cholery robi łowca w towarzystwie mutanta?


Calien milczała w czasie, kiedy kobieta podawała do stołu. Zerknęła przez chwilę na Felixa domyślając się, że wbił swoje spojrzenie w kibić dziewczyny. Uśmiechnęła się do siebie.
Przysunęła do siebie zamówiony posiłek, postawiła grzane wino obok talerza. Wzięla kubek do reki i zrobiła małego łyka przełykając powoli.

- To co? Może zjemy co zamówiliśmy, a później porozmawiamy z twoim znajomym Maxie?

Zwróciła się w kierunku mężczyzny

-Mam nadzieje, że nie masz nam za złe ten posiłek, ale nie mieliśmy jeszcze czasu na porządną strawę. Może się poczęstujesz?

Calien spojrzała na mężczyznę omijając jego chłodny wzrok.
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?

Ostatnio edytowane przez Scarlet : 02-07-2008 o 18:40.
Scarlet jest offline  
Stary 02-07-2008, 18:41   #199
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 1 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Co się dzieje? Czemu się zrobiło tak cicho? Wszyscy mówią szeptem

Andres rozejrzał się po całym pomieszczeniu, a jego wzrok zatrzymał się na niektórych osobach.

Czy im chodzi o mój strój? Przecież mam płaszcz na sobie i nic mi nie widać. Nie rozumiem tych ludzi, chyba... Andres na chwile się zamyślił... chyba, że nie chodzi im o mnie.

Wzrok Andresa znów zwrócił się w kierunku kapłana. Przyglądał mu się uważnie i chciał zauważyć coś, czym wszyscy tu obecni mogliby się zaniteresować.

Hmm.... nie wiem o co mi chodzi, ale nie będę już zwracał na siebie nie potrzebnie uwagi

- Proszę o wybaczenie, nie będę już przeszkadzał panu w posiłku. Żegnam pana.

Szybkim krokiem udał się na zewnątrz, przeszedł kilka kroków i skręcił w zarośla. Z tego miejsca postanowił obserwować budynek i oczekiwał wyjścia kapłana.

On musi wiedzieć coś więcej. Być może się myle, ale muszę się upewnić. Bez powodu tak na nas by się nie patrzyli i wydaje mi się, że ja tego nie jestem przyczyną. Poczekam tu na niego.
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 02-07-2008 o 18:50.
Andres jest offline  
Stary 02-07-2008, 23:35   #200
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 931
Więc to jest ten jego wspólnik? Hmm... ciekawe.

Zwadźca dokładnie zlustrował wzrokiem nowo przybyłego. Ku własnemu zdziwieniu znajomy łowcy zdawał się nie mieć przy sobie broni.

Mag? Niemożliwe. Żaden z czarodziei nie nosiłby symboli Ulryka, a tym bardziej nie współpracował by z łowcą czarownic.

Wtedy właśnie podano zamówione wcześniej jedzenie, i w alkierzu rozeszła się smakowita woń pieczonego mięsa, kaszy i jajecznicy na boczku. Joachim szybkimi, oszczędnymi ruchami poporcjował mięso i spróbował pierwszego kęsu.
Po chwili skinął lekko z zadowoleniem głową, zaserwowane danie było lepsze niż się spodziewał. Jadał już może smaczniejsze rzeczy, ale trzeba było przyznać tutejszemu kucharzowi, że zna się na swym fachu. W międzyczasie Joachim spoglądał na ubranie przybysza starając się dopatrzyć wybrzuszeń lub zgrubień sugerujących o ukrytej broni.

Nie chce mi się wierzyć, że ktokolwiek może podróżować po mieście bez żadnej broni. Przecież to samobójstwo. Równie dobrze można sobie zawiesić na szyi tabliczkę głoszącą "Jestem bezbronny. Możesz mnie łatwo okraść."

-Mości Xavierze przejdźmy może od razu do rzeczy. Zgodnie z tym co powiedział przed chwilą Maximilian wiecie coś na temat, który bardzo nas interesuje. Jak podejrzewam, również i pan ma na pieńku z tą organizacją. Co czyni nas może nie przyjaciółmi, ale sojusznikami na czas rozprawienia się z zaistniałą sytuacją. Tak więc proszę nam opowiedzieć. Na co dokładnie pan natrafił.-

Zwadźca spojrzał prosto w zielone oczy Xaviera. Jego wzrok był odrobinę drażniący, ale Joachim powstrzymał się od odwrócenia głowy i z pozorną nonszalancją odłożył sztućce na bok.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
WyglÄ…d

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest WÅ‚.
Uśmieszki są Wł.
kod [IMG] jest WÅ‚.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest WÅ‚.
Pingbacks sÄ… WÅ‚.
Refbacks are Wył.

Podobne wÄ…tki
WÄ…tek Autor wÄ…tku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" DrHyde Archiwum sesji Warhammer 39 03-20-2008 06:28
"Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław nika Konwenty oraz forumowe zloty 0 07-14-2007 10:55
[sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 18 01-18-2006 09:16
[komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 7 01-03-2006 18:28
"Warhammer nieco inaczej" Fistus Warhammer Fantasy Role Play 10 04-01-2005 18:29


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111