![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
|
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #131 |
![]() | Ren spojrzał na „pokój”. Zaczynał coraz bardziej wierzyć w to że gospodarz pochodzi z morskich okolic. Takie rudery spotyka się w największym śmietniku starego świata. Marienburg- wielki port. Elf usiadł na swoim „łóżku”. Łza zakręciła mu sie w oku. „Zupełnie jak w Marienburgu.” Ułożył swoją torbę obok siebie, zwinął płaszcz i użył obu jak poduszki. Sakiewkę schował pod koszulę. Położy ją na sercu. Lubiał mieć ciepło na sercu, a nic tak nie grzeje jak pieniądze. I to miejsce. Zbytnio przypominało mu dom żeby móc spokojnie spać niemartwiąc się o sakiwekę. Przez chwilę oglądał pomieszczenie a potem położył się najwygodniej jak mógł i przykrył kocem. Czarna fala zalała go momentalnie.
__________________ http://www.zanimnapiszesz.info/ I dopiero teraz moje gg 402609 http://pl.youtube.com/watch?v=q9sQcC9V4EE |
| | |
| Reklama |
| |
| | #132 |
![]() | Ludo odprężył się. Wreszcie mógł odpocząć, w miarę dobrze zjeść i w spokoju zapalić. Wyciągnął fajkę, nabił tytoniem i po chwili z jego ust zaczęły "wypływać" kółka dymu. Słuchał z pół przymkniętymi oczyma pieśni karczmarza. Sam znał kilka pieśni, ale były to głównie pieśni o zabawie, świętach i tańcach. Ta pieśń o marynarzu była inna. Jakieś plany na jutro? - zapytał swoich towarzyszy. |
| | |
| | #133 |
![]() | Mężczyzna spojrzał przez okno na zewnątrz. Powietrze było czyste po burzy wczorajszej nocy, a wiatr choć chłodny rozwiał jego skroną czuprynę na łysiejącej czaszce. Zbliżał się dzień, kiedy nadejdą i czuł to każdą kosteczką w swoim ciele. Dobrze wiedział, że nie idą też z przyjaznym nastawieniem, jednak nie trapiło go to dłużej. Owinął ciaśniej kaftan z futra wilka wokół swojego torsu i ruszył głębiej do izby. Usiadł na małym krześle, który kosztował go nie małą sumę pieniędzy u elfiego rzemieślnika, jednak było warto. Spojrzał w blat stołu i zamknął oczy znikając gdzieś w oddali. Ujrzał ich jak szli w jego kierunku. Wieszczenie nigdy nie było dokładne z powodu zmian, które mogły się dokonać w czasie pomiędzy zdarzeniem końcowym a momentem widzenia. Dobrze o tym wiedział, lecz obraz ten zmroził mu krew w żyłach. Szło tuzin napastników na jego dom uzbrojonych i groźnych i nie zatrzymało ich nic. Co gorsza przybywały do nich kolejne siły. Otworzył oczy i wiedział, że jeśli nie pojawi się pomoc, zginie i nie nastąpi to szybko, lecz miała by to być powolna i bolesna śmierć. ![]() * * * Siedząc i zajadając swoje posiłki cieszyliście się tym, że podróz nie zawsze jest tak uciążliwa jak to miało miejsce do tej pory. Zajadając posiłki i ciesząc się ciepłem z kominka nie myśleliście o pogodzie jaka panowała na zewnątrz. W pewnym momencie drzwi karczmy zostały otwrte a do środka weszła osoba opancerzona i uzbrojona, jednak spoglądając na twarz, która nie liczyła więcej niż młodzieniec. Zadrapania i blizny oraz zmęczenie ekwipunku wskazywały, że nie przybył tu z rodzicami lecz troszcząc się o samego siebie. Karczmarz mając w swoim zwyczaju podchodzić i zagadywać przybyłych nie omieszkał i tym razem to powtórzyć: -Ahoj podróżniku! Zasiądz sobie co by odpoczac i napełnij bebechy strawą. Mam ja wilczka i pardwy z dzisiejszych polowań, ale jeśli zechcesz to znajdzie się też coś z kochskich garnków. Jedyne dwa srebniaki za posiłek i cztery miedziaki za siki smoka, najlepszy trunek Imperium. Podróżny wojownik spojrzał na Was, a nie unikając tego spojrzenia odwzajemniliście to spojrzenie. On tylko gwizdnął wzdychając zamierzając odpowiedzieć karczmarzowi.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| | |
| | #134 |
![]() | Spojrzał zmęczonym wzrokiem na karczmarza. "Eh, gdyby jeszcze miał więcej manier to czułbym się jak w domu". Spojrzał po karczmie i siedzących w niej ludzi i nieludzi. Dobry przystanek w drodze jak każdy inny, przynajmniej miał taką nadzieję. - Dajcie mi karczmarzu pieczone mięsiwo i do tego wina. Najlepszego jakie macie. - rzekł w końcu do człowieka - I pokój naszykujcie mi na noc, oraz kąpiel. Droga za mną daleka a chcę odpocząć. Powiedziawszy co miał rzec skierował się do najbliższego wolnego miejsca w pobliżu kominka, gdzie spoczął z ulgą odkładając swój ekwipunek obok.
__________________ "Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć." |
| | |
| | #135 |
![]() | Krasnolud popatrzył na siedzących ludzi i nie ludzi koło niego i zastanawiał się czy długo oni wytrzymają.... -Jak to, jakie plany na jutro? Ruszamy o świcie dupy z wyra i idziemy do tego ratusza, dowiemy się co i jak z tym człeczyną co trza go eskortować czy coś takiego, i jak będzie nam po drodze to idziemy z nim. Zarobimy trochę, a i dostaniemy się do tego miasta. Teraz nie traccie czasu na czcze gadanie i spać. Trzeba mieć siły na jutro.- Jak powiedział tak zrobił, ułożył się jak co noc, i zasnął.
__________________ Eastwest Rockers - Energia ! |
| | |
| | #136 |
![]() | -Popieram. W grupie raźniej. Tylko panowie. Bierzemy zapłatę przed robotą albo pół teraz a pół po wykonania zadania. Nie lubię jak się mnie robi na szaro. Poza tym trzeba się zastanowić nad naszym głównym zadaniem. To morze być trudne. Podejrzewam że obiekt naszego zainteresowania to nie jest... jakby to powiedzieć, taki zwykły. A zwarzywszy na to może okazać się, że nasze starania same nie wystarczą. Będziemy potrzebowali pomocy. Czy macie jakieś kontakty które mogły by nam się przydać? Ja mogę załatwić wsparcie kapłanów, choć to nie będzie łatwe. Jednak oprócz tego rzadko bywałem w Altdorfie. Zbyt rzadko by zawiązać tam jakieś znajomości. Najważniejsze to mieć się gdzie przechować. To jak? Macie czy nie macie?- To mówiąc zaczął się huśtać na krześle. Był trochę rozkojarzony. Po skupieniu na twarzy widać było że coś mocno rozważa. Ale mimo to słuchał.
__________________ http://www.zanimnapiszesz.info/ I dopiero teraz moje gg 402609 http://pl.youtube.com/watch?v=q9sQcC9V4EE |
| | |
| | #137 |
![]() | W karczmie "Roztrzaskany taboret" mężczyzna spoglądał na poruszającą się z gracją Luyze, która roznosiła klientom posiłki i trunki. Pomimo tego, że podobała mu się i to bardzo, nie odważył się nigdy podejść do niej i powiedzieć jej o tym. Problemem było również to, że ta młoda dziewczyna nie pilnowała swojego ciała i bardzo często lądowała z co bogatszym i bardziej pijanym klientem. Chciał się łudzić, że nigdy nie sprzedała swojego daru, swojej modzieńczości, a jedynie bawiła się nimi aż zasypiali. Jednak rozum mówił co innego. Sposób w jaki się poruszała po takich nocach mówił aż nazbyt wyraźnie, co zaszło wśród czterech ścian. Dopił resztę piwa i wzruszył ramionami odchodząc od stolika i ruszając ku wyjściu. -Przychodzisz tu codziennie i codziennie się na mnie gapisz a jeszcze ani razu mnie nie zapytałeś czy się prześpie z Tobą. Jej melodyjny głos wprawił jego ciało w drżenie. Kiedy odwrócił głowę w jej stronę ujrzał jak spoglądała na niego z lekko przechyloną głową na prawę ramie. Pomimo tego co działo się w jego wnętrzu, ten ścisk żołądka i silne twardnięcie jego męskości, spokojnym, nie łamiącym się i chłodnym głosem odparł: -Bo każdego dnia przychodzę przyjrzeć się komuś, kto spadł na samo dno. Zwiększyć swoją pogardę do tej osoby aby nie mieć skrupułów jej później zabić. Dobrze wiedział, że te słowa musiały nią wstrząsnąć i tego też oczekiwał. To miał być ostatni raz w tej karczmie kiedy tu siedzi jako gość. Teraz miałi nne zlecenie. Czekał na niego inny cel i musi się mu przyjrzeć zanim go zgładzi. Tą małą kurewkę zostawił sobie na później. * * * Nowo przybyła postać wyglądała dość niespotykanie, jednak po Imperium wiele dziwactw stąpa, to jakoś udało Wam się znieść i ten widok. Jednak na słowo "kąpiel" wszystkim łącznie z karczmarzem poopadały Wam szczęki a oczy powyłaziły z oczodołów. Widok był o tyle komiczny, że wszyscy znieruchomieliście w bardzo podobnych pozycjach. Tą niezręczną sytuację przerwał karczmarz zawołując swoim śpiewno marynarskim głosem. -Toż wymyślił Panie! Zwykle to w strumieniu kąpią się ludziska, ja sam nie mam nawet balii bo i po co? Zimno było raz a po drwa mi leźdź się nie chciało to porąbał żem na szczapy bo i graciła a i sucha była. -Dosiądź się do nas podróżniku!-Ludo wesołym głosem zawołał do człowieka-Blisko kominka siedzimy to i miejsce dla Ciebie się znajdzie. I pokój taniej wyniesie Cię jak się złożymy. Pomimo, że reputacja tej rasy wyprzedza ich znaczniej niż wzrost, ten niziołek miał w sobie wiele dobra. Jak to dziadkowie mawiali, z oczu dobrze mu patrzyło. Nie spodziewałeś się kiedy już siedziałeś i grzałeś się przy kominku słuchając opowieści. Jeden z krasnoludów siedział milcząc i groźnie obserwując każdy Twój ruch. W końcu niziołek zapytał: -No a jak Cię zwą? Ja jestem Ludo, niziołek jak się patrzy, co potrafi ugotować i zjeść to.-Uśmiechnął się z własnego żartu.- To jest Fengrin i Grunzin. Silni wojownicy jakich mało. To zaś Ren. Elf, ale woli inne życie niźli jego bracia. No a ja Ludo jestem dla przyjaciół. W międzyczasie karczmarz przyniósł kubek z winem i miskę z kartoflami i pieczonym mięsem. Jak ptactwo to nie wyglądało, więc musiał być to ten wilczek o którym wspominał. Kiedy postawił jadło pobrał pieniądze i schował do kieszeni. Widząc, że dogasa w kominku, dorzucił parę kłód, otrzepał ręce i poszedł znowu do kuchni.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| | |
| | #138 |
![]() | Spojrzał na karczmarza z wielce niezadowoloną z miną. Mógł się tego spodziewać po imperialnych karczmach. - Zatem wezmę pokój dla siebie karczmarzu. - odparł spokojnie nie komentując póki co reszty jego wypowiedzi. Siedząc już przy kominku kolejno przyjrzał się nowo poznanym osobowościom. Nietypowa zdawać by się mogło drużyna awanturników. Warto było chyba jednak zawrzeć z nimi bliższą trochę znajomość. - Jestem sir Godfrey de Neufville. Rycerz w służbie Pani Jeziora.
__________________ "Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć." |
| | |
| | #139 |
![]() | - Bretoniec... A cie Kie licho tu przywiało? Nie za dobrze masz tam u siebie? Mało tam zielonych i ... -tu spojrzał trochę spod ukosa na Elfa-do wybicia? Jeszcze tutaj zwady szukata? Na młodego wyglądasz to i pewnie jeszcze gówno w głowie masz. Wracaj do domku, gdzie ciepło bije z kominów i gdzie prawdziwego smaku piwa nie znata- Rzekł trochę pochmurnie i poddenerwowanie krasnolud, któremu już zaczęły puszczać powoli nerwy, gdy mu któryś raz z koleji przeszkodzono pójście do łóżka i wyspania się, chociaż trochę. Poza tym, wyniosła postawa tego człeka nie spodobała się dla Grunzina. Znał takich jak on i wiedział że prędzej sobie wolą ładnie paznokietki obciąć niż miecz naostrzyć, chwycić go i rzucić się w wir walki.... No może i nie jest to dobra postawa od razu oceniać po pozorach, ale na dzisiejszy dzień i tak już wystarczająco dużo się wydarzyło, więc wypadało by go jak najszybciej skończyć, bo każdy ma swój limit dzienny... a krasnoluda już najwyraźniej się kończy. Dopijał po woli swoje piwo. Oparł się, zmęczonie na krześle i zapalił swoją ulubioną fajkę, nabijając przednim tytoniem. Można powiedzieć że nawet odprawiał ceremonie przy tym, gdyż każda część zestawu fajki była skrupulatnie zapakowana i zabezpieczona przed zamoknięciem, czy wysypaniem się, albo połamaniem. A nie ma to jak porządny buch przed snem ...
__________________ Eastwest Rockers - Energia ! |
| | |
| | #140 |
![]() | Deszcz za oknem zwiastował kolejny podły dzień. Taki właśnie miał być dla osób, które były zmuszone do podróży lub pracy na dworze. Jemu jednak przypadła praca w domu. Przekładając kolejne kartki papieru z jednego stosu na drugi, był tak pochłonięty pracą, że zapomniał o podkładaniu do kominka. Ogień już dawno zgasł a niedopalone jeszcze do końca drwa poczarniało i pokryło się popiołem. Coraz bardziej narastająca wilgoć zabrała cały żar jaki mógł się skrywać pod grubą warstwą popiołu. Kiedy mężczyzna przełożył jeszcze jedną kartkę zapisanych czymś papierów, pociągnął łyk z kubka zimnej już herbaty. Kiedy znalazł to czego prawdopodobnie szukał, zaczął czytać po kilka razy aby mieć pewność, że to właśnie ten fragment. -"Księga nie jest jedynym tworem autora, bowiem powstały trzy takie same tomy, które dały by osobie rozwiązującej zagadkę tych ksiąg potęgę i władzę..."- Zatrzymał się na chwilę spoglądając w stronę zamkniętego okiennicami okna. Coś mu nie pasowało, coś lub ktoś. Jego wrodzony zmysł mówił mu, że jest obserwowany, ale czy magicznie czy osobiście nie był w stanie określić.- Gdzie jesteście? Czyżby mój brat Was nie odnalazł? Po chwili podniósł głowę do góry, gdy usłyszał niepokojący go hałas. Kiedy szybko ucichł, chwilę jeszcze się wpatrywał w sufit jakby spodziewał się że przez deski zejdzie jego oprawca. Po chwili wrócił znowu do swojej lektury. * * * Posiedziawszy w karczmie jeszcze chwilę w milczeniu daliście się oddać swoistej medytacji. Ludo i Grunzin zapalili po swoim specyfiku, wyjmując własne fajki. Nowo przybyły rycerz zajął się jedzeniem, zaś Fengrin i Ren w spokoju oglądali przebieg całego zajścia. Kiedy każdy skończył ten wieczorny obrzęd rozeszliście się do swoich sal. Ludo, Fengrin i Ren pozostali na dole. -Jeszcze tylko chwilkę posiedzimy, zacny krasnoludzie i ogrzejemy się przy ogniu.- Niziołek uśmiechnął się niewinnie co zawsze oznaczało jakieś kłopoty jeśli chodzi o tą rasę. Nie obchodząc Was pozostali i co mogą wywinąć za numer, skierowaliście kroki ku swoim pokojom. Nie mając nic do roboty w mrocznym pokoju, którego nawet ten nędzny kaganek nie był w stanie oświecić zdecydowaliście się na sen. Przyszły do Was wizje, wyraźne i jasne do zrozumienia. Nie byliście do końca pewni czy ktoś specjalnie nie daje Wam czegoś do zrozumienia. Wizja jaka we śnie się ukazała była opisem czegoś strasznego. Śmierć wszystkich ras. Drugi najazd chaosu, ledwo po opanowaniu już jednej fali, atak miał nastąpić od wewnątrz a Imperium nie mogło się obronić. Wszystkie wyrzutki miały się ze sobą zgromadzić i w ten sposób licząc przeogromną armię, zniszczyć świat jaki znacie. ![]() -Ahoj, moi drodzy! Ale musieliście być zmęczeni. Nawet burda Was widzę nie przebudziła.- Widząc Wasze pytające spojrzenie zaczął znowu.- To nic nie wiecie?! Słuchajta więc, bo to smutna opowieść.- Karczmarz zwiesił głowę i zaczął opowiadać. * * * Trójka nowo poznanych toważyszy, których połączył jeden cel- pójście do Altdorfu i ostrzeżenie władz o zwierzoludziach, siedziała sobie spokojnie w karczmie grzejąc stopy przy kominku. Do karczmy weszło czterech zbrojnych. ![]() ![]() ![]() ![]() -Pół dzika dla każdego i siki smoka. I żwawo mi z tym, bo rozpłatam jak wieprza. Karczmarz ukłonił się szybko odchodząc rzucając na odchodne bardziej pod nosem niż do klientów "Tak jest Panie!" Zbrojni nie wiele się interesowali kto się znajduje w karczmie i w jakiej ilości. Zajęci swoimi sprawami zaczęli komentować kilka swoich spraw. Nie zważali nawet na to, że z ich żywiołowej i burzliwej rozmowy daje się wysłuchać kilka ciekawych zdań, a raczej ich skrawków. Jeden z nich opowiadał że dowiedział się o pewnej pracy dla dzielnych poszukiwaczy przygód. Zaczęły się serie pytań, gdzie, od kogo i tak dalej. Jednak każdy chciał zadać swoje pytanie jako pierwszy i w rzeczywistości wyszedł z tego jeden wielki chaos. Opowiadający szybko ich uciszył unosząc dłoń i nakazując milczenie. Przeszedł do szeptu więc nie doszły Was żadne szczegóły. Z mruków i szmerów wyłapano jednak kilka wyrazów, tak jakby "mag", "śmierć" i "licz". Wasza wiedza na ten temat pozwalała na to aby stwierdzić, że nie były to fajne słowa, ale kiedy spojrzelście ukradkiem na zadowolone miny pozostałych pomimo tego co musieli usłyszeć zrozumieliście, że mowa jest o sporej sumie pieniędzy, złota lub magicznych zabawek. Kiedy karczmarz przyniósł im jadło i piwo zaprzestali dalszej rozmowy i zaczeli jeść śmiejąc się z różych sytuacji. Jeden opowiadał jak zaszedł od tyłu kiedyś chimere na co odpowiedziała seria śmiechów i wyzwisk w jego kierunku jakim to nie jest kłamcą. Po zjedzeniu inna osoba wyjęła karty i zaczęli grać w nie trwoniąc między sobą własne pieniądze. Ren widząc możliwość szybkiego zarobku postanowił przyłączyć się do grupy. -Hej Wam! Mogę się dołączyć do gry? -Zjeżdżaj trawojadzie póki dobry i nie dźgnąłem Cię mieczem widząc już tylko Twój zakapiorny ryj. Takich jak Wy!- Spojrzał na pozostałych toważyszy elfa- Już dawno nie powinno tu być. Złodzieje, opije i kłamliwi bardowie. To tylko potrafią Wasze rasy. Najwyraźniej krasnolud nie wytrzymał, słysząc te słowa, podniósł swoją broń w obie ręce i ruszył do człowieka chcąc nauczyć go dobrych manier jedynie i szacunku dla innych ras. Najwyraźniej ludzie opacznie zrozumieli tą naukę i szybko wstając dobyli broni a przywódca zawołał: -I do tego mordercy! Dalej chłopaki pokażemy tym nieludziom co znaczy życie w Imperium dla takich jak oni, nie ma miejsca w...- Musiał przerwać, kiedy od naramiennika odbił się sztylet rzucony przez Ludo. Ludzie na nic nie czekali. Trójka rzuciła się na krasnoluda a czwarty zajął się elfem. Osamotniony Ren nie miał szans bojowych z tak wyszkolonym człowiekiem. Z początku unikał serię pchnięć i cięc, jednak kiedy został raniony podczas odskoku za taboret w ścięgno pod kolanem, padł na podłogę zaciskając zęby i skamląc. Wbicie miecza pod obojczyk nie było trudne dla wyszkolonego zbrojnego. Krasnolud mężniej stawiał opór. Parowania i uniki po obu stronach dłużyły się, co z kolei mógł wykorzystać Ludo. Rzucanie nożami w przeciwników spowodowało tylko to, że noże odbijały się bez skutku od pancerza. Jeden tylko nóz trafił właśnie przywódcę pod żebro, kiedy ten unosił miecz w górę. Musiał się wycofać za swoich dwóch walczących kompanów z kransoludem. Potężny cios krasnoluda w lewy bok kolejnego zbrojnego dało im znać o potężnym przeciwniku. Jednak zanim ciężka bron od uderzenia została naprowadzona na swoje miejsce, lukę wykorzystał ostatni z walczących wbijając miecz w brzuch krasnoluda, aż po sam jelec. Było już po walce. Trójka zbrojnych pod dźwiękiem śmiejącego się przywódcy szła nieubłagalnie ku niziołkowi. Karczmarz chciał ingerować, jednak spojrzenie tak groźnie rzucone przez przywódce zbrojnych było sygnałem aby siedział dalej za szynkwasem. Pomimo protestów, przeprosin, ludzie bez skrupułów zabili niziołka. -Zabieramy ich ciała i spalimy, jak to powinno się robić z takimi jak oni.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Komentarze do Ostatnie życzenie | lopata | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 58 | 07-18-2008 06:14 |
| Warhammer: Ostatnie życzenie[by lopata] | lopata | Archiwum rekrutacji | 15 | 01-31-2008 20:14 |
| Rekrutacja (Wilkołak: Apokalipsa) Dni ostatnie dni pierwsze. | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 23 | 11-06-2007 18:46 |
| Ostatnie bitwa..... | Dodo Eq | Sesje RPG -Autorskie | 20 | 05-28-2007 16:44 |
| Monastyr - ostatnie egzemplarze | Ma'Nad | WIEŚCI | 0 | 07-17-2006 12:03 |