Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-25-2008, 22:47   #141
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata wkrótce będzie znany
$: 6 826
Ren

Wzdłóż polnej ścieżki przez pokrzywy i cierniste gałązki jeżyn przedzierała się jakaś postać. Na jej ubraniach widać było znoje podróży. Kiedy wyszła z tej ścieżki znalazła się na wydmie śniegu, przedzierając się przez zaspy. Wiatr z padającymi bryłkami lodu kuł w twarz i dłonie jak ciernie, a ubranie było tak ciężkie od poprzyklejanego śniegu, że łatwiej już byłoby przedzierać się nago. Kiedy postać wspięła się na pagórek wyszła na bagniste tereny, gdzie brodząc do piersi w wodzie i trawach podążała wciąż w wybranym kierunku, wierząc, że cel podróży jest tego wart. Miejsce ciągłego dobrobytu i możliwości robienia co się chce. Miejsce odbywających się ciągle zawodów, zakładów i gier, handlu, wymiany i bezkarnej kradzieży. Gdzieś, gdzie nikt nic nie traci a tylko zyskuje. Jednak widząc miasto zauważył też postać stojącą na skraju bagien. Kiedy podróżnik dotarł do końca mokradeł, oczekujący wyciągnął rękę do pomocy. Nie wyglądał zbyt potężnie. Rysy delikatne, małej postury, nie zbudowany jak gladiator. Jednak dało się odczuć od niego otaczającą go aurę mocy i potęgi. Spojrzał ponuro w twarz podróżnika a potem otoczył wzrokiem miasto.

-Tak, to Twój cel. Nareszcie jesteś w domu. Możesz tam iść spokojnie i cieszyć się życiem.

Chwilę mierzyli się wzrokiem by podróżnik pokiwał głową na zgodę i ciesząc się z nadejścia już niekończących się zabaw nie zadawał zbędnych pytań. Kiedy przekroczył bramę nie strzeżonego miasta widząc tych wszystkich kręcących się podejrzliwie ludzi, niziołków, krasnoludów i elfów spojrzał na postać, którą napotkał przy bagnach. Skinęła ręką aby podążać za nią. Powoli kierując się za tym człowiekiem przechodzisz przez framugę drzwi do jakiegoś małego budynku. Postać nadal szła do kolejnego pomieszczenia kierując podróżnika w jakieś miejsce. Kiedy przeszli przez próg, mężczyzna pokazał wchodzącemu podróżnikowi leżącą postać na łóżku z opatrzonymi ranami głowy i torsu. Pokazując palcem na tę osobę zaczyna.

-Komuś zależy abyś wrócił. Tak też się stanie. Droga powrotna do tego miasta jest krótka, ale musisz jeszcze ją przejść by być godym tu pozostać. Rób to co uważasz za słuszne, ale to Twoje czyny spowodują czy tu staniesz ponownie.

W pewnym momencie podróżnik wygiął się w łuk do tyłu, spowodowane bólem ciało zaczęło drgać a płuca zaczęły piec jakby nie były urzywane od samego stworzenia. Oczy bolały po otwarciu jakby na nowo patrzyły na świat. Spojrzałeś na swoje bandarze na ciele i doszedłeś do jednego wnisku. Coś Ci się przytrafiło złego. Do pokoju weszał postać mężczyzny. Był bardzo podobny do tego, którego widziałeś we śnie. Uśmiechnął się łagodnie i zapytał:

-I jak sie czujesz? Miałeś szczęście, żem szedł ulicom to znalazłem Cie i pomogłem. Ledwoś żył, ale ja sie znom co nieco na leczeniu to i uratowałem Ci tyłek.

Każdy ruch to seria szczypnięć i ścisków mięśni jednak po jakimś czasie jesteś w stanie rozprostowywać kości i normalnie się poruszać.

-Normalne to nie robie tak, ale już se odciągłem opłate za leczenie, a dziękować też nie musisz. Dobrze bedzie jeśli weźmiesz graty i póki zmrok się zmyjesz stund, co by nikt nie widzioł, żeś u mnie był.

Nie wiedząc w chwili obecnej jak masz zareagować skierowałeś swoje kroki ku wyjściu zabierając po drodze swoje rzeczy. Kiedy znalazłeś się na zewnątrz, Twoją posture oświetlił zbliżający się ku zachodowi księżyc, który ustępował miejsca już dniu.


Arian Meltzen

Ujęcie Ciebie nie było trudne kiedy spałeś spokojnie w swojej komnacie. Atak przyszedł tak szybko, że dopiero związany i skuty na wozie zdołałeś się otrząsnąć z szoku i zacząć zastanawiać się jak mogło dojść do czegoś takiego. Z początku do głowy przyszedł pomysł ataku wojny gildii lub najzwyklejsza pomyłka. Jednak przy jednym z postojów te obawy zostały rozwiane. Twoi odprowadzacze nie kryli, że Cię wydano. Komuś Twoje wybryki najwyraźniej się nie spodobały, lub najzwyczajniej w świecie ktoś czuł się zagrożony Twoją pozycją jaką zacząłeś budować poprzez swoje czyny. Bez względu jakich wysiłków się podjąłeś aby zdobyć jakikolwiek dodatkowy strzępek informacji, ci ludzie nie wiedzieli nic więcej lub nie chcieli nic powiedzieć. Do miasta wjechaliście trzeciego dnia podróży i kiedy tylko przekroczyliście fortyfikacje zewnętrzne miasta, założono Ci worek na głowę. Prawdopodobnie specjalnie jeżdżono wieloma uliczkami aby nie było możliwości zapamiętać drogi jaką byłeś prowadzony. Z głowy zdjęto Ci narzute dopiero po wprowadzeniu do pewnego budynku. W środku panowało surowe budownictwo stolarskie bez żadnych mebli. Równie dobrze mogło to zostać wykonane w przeciągu tygodnia nadając kilka ścian magazynowi. Drzwi przez które Cię wprowadzono były bez klamek i zamków, jedynie z ryglem po wewnętrznej stronie. W następnym pomieszczeniu znajdowało się minimum mebli. Biórko, trzy krzesła oraz stolik przy samych drzwiach. Za biórkiem siedział mężczyzna z pozoru wyglądający na kogoś, kto całe życie zajmował się biciem po mordach. Czaszka łysa z licznymi bliznami a na twarzy gęsta broda nie strzyżona od kilku już miesięcy. Oczy zaś mówiły, że ten człowiek jest tym wszystkim już znudzony. Nie było tej iskry ani werwy do działąnia. Kiedy Cię wprowadzono spojrzał na Ciebie pogardliwie i wyjmując z szuflady mały inkaust i pióro zaczął coś pisać mrucząc pod nosem jakby literował sobie wyrazy dla ułatwienia.

-Ty tam. Arian? Nie interesują mnie Twoje wymówki, po prostu mam je w dupie. Zapłacono bym zrobił co mam zrobić a reszte sobie sam przemyśl. Jesteś tutaj bo ktoś zapłacił za to abyś wykonał zadanie dla niego. Jego imie powinno Cię gówno obchodzić a skupić się musisz na reszcie co powiem. Dopóki nie zajdzie taka potrzeba nie opuszczasz miasta. Pójdziesz na Podleśną 12 i poszukasz tam Ottona. Nie powinien wiedzieć o Twoim istnieniu, choć może przeczuwać, że nadchodzisz, a Twoim zadaniem jest mieć go na oku. Pilnuj go i zapamiętuj każde wejście i wyjście z jego domu. Jeśli zajdzie taka potrzeba wmieszaj się do jego najbliższego otoczenia. Masz zrobić wszystko co potrafisz, a nasz chlebodawca wie, że potrafisz takie rzeczy idealnie. Jeśli zostanie odkryta jego tajemnica Twoje życie będzie bezpieczne jeśli nikt inny nie postanowi wykorzystać Twojej przeszłości dla własnych celów. Od naszego dawcy pieniędzy nie będzie Ci nic grozić. A i jeszcze jedno. Tu masz udokumentować to, że dowiedziałeś się o tym co przed chwilą musiałem gadać.-Odwracając kartkę w Twoim kierunku podaje Ci pióro.- Spiesz się bo całego dnia nie mam. Chce jeszcze się napić przed zmrokiem. Podpisz to i spadaj gdzie chcesz. Zawiedziesz to możesz zacząć zaglądać se przez ramię czy nie ma kogoś za Tobą z nożem.

Natasza Otzolwe

Samotność stała się najgorszą raną jaką mógł spowodować chaos. Strata jedynej bliskiej osoby i żal za nią pogłębiał się jeszcze bardziej a ukojenie miało znajdować się jedynie w zemście na każdym plugastwie jakie kroczyło po terenach Imperium. Wyprawy nie miały końca, od zwykłego patrolu aż po zwiady przy samych obozowiskach nieregularnych wrogich armii. Zakończenie akcji miało przynosić ulgę a zamiast tego wolny czas powodował pogłębianie się poczucia samotności i niekiedy bezradności. Wizje senne nawiedzały Cię wiele razy; budząc się w środku nocy ze spoconym ciałem próbowałaś odegnać demony i uspokoić drzemiącą chęć pognania w tej chwili na kolejną akcję. Kiedy tego typu prace nie miały końca, to jedno miało być inne, spowodować zmianę w tej osobie. W Masertun, w karczmie "Przy zalanym stole" siedząc sobie przy szynkwasie za parę monet otrzymałaś wieść od karczmarza co to są w tej osadzie osoby szukające takich zwiadowców jakimi miałaś możliwość się nazywać. Kierując się wskazówkami karczmarza, dotarłaś do pokoju wynajętego na trzy noce przez pewną osobę. Kiedy niepewnie zapukałaś odezwał się męski głos.

-Czego tam?- W między czasie słychać było podchodzenie osobnika do drzwi, a kiedy się uchyliły i mężczyzna wyjrzał na zewnątrz spojrzał pogardliwie na Ciebie i charknął do środka pokoju.- Jakaś dziewka, chyba do Ciebie, bo ja nie zamawiałem. Właź mała.- Wpuszczając Cię do środka sam wychodzi na zewnątrz.

Kiedy jesteś już w pokoju widzisz jedynie kobietę rozczesującą sobie włosy przy kawałku szkła odbijającym lico postaci. W odbiciu widząc jak weszłaś uśmiecha się przyjemnie i zaczyna miłym i gładkim głosem.

-Nie bój się. Możesz się rozebrać i uśiąść na łóżku, zaraz do Ciebie dołącze. Oczywiście zapłace zaraz z samego rana.- Widząc jednak Twoją wykrzywioną w grymasie niezrozumienia minę szybko dodaje.- Nie jesteś od lady Mony? Szkoda. Widze, że ładna z Ciebie dziewczyna. Na pewno nie żałowała bym tej nocy i pieniędzy, które chciałam przeznaczyć na to. Więc w jakim celu tu jesteś? Czyżby pracy szukasz?- Kiedy kiwasz twierdząco głową dziewczyna kontunuuje.- Nie powinnaś się zajmować takimi rzeczami. My kobiety jesteśmy stworzone do manipulacji facetami a nie do wykonywania ich zajęć. No ale skoro się upierasz niech Ci będzie. A więc tak, oferuje Ci trzydzieści sztuk złota, oraz wszystko co uznasz za cenne do wzięcia w zamian za znalezienie pewnej osoby, która jest odpowiedzialna za organizowanie zwierzoludzi i innych mutantów na terenie całego imperium. Im szybciej go znajdziemy tym lepiej, bo póki co teraz jest jeszcze nieszkodliwy, jednak jego siła może znacznie wzrosnąć. Jedynym punktem zaczepienia chwilowo jest jedyna ocalała osoba Otto Vaterinburg mieszkający w Altdorfie. Jego brat, który był głównym podejrzanym zginął zaatakowany przez zmiennokształtnego. Podejrzewamy, że Otto mógłby coś wiedzieć na temat z kim lub gdzie mógł przebywać jego brat. Nie musisz się nawet angażować w walkę, wystarczy, że wytropisz nam tą osobę i zgłosisz mi o tym. Pewnie do tego czasu powinnam wrócić już do stolicy a znajdziesz mnie w posiadłości Garendhildów i tam też będziesz mogła otrzymać zapłatę. Spiesz się jeśli chcesz cokolwiek osiągnąć w tej sprawie, bo wróg nie śpi.- Kobieta dopiero teraz przestałą rozczesywać włosy i odwróciła się do Ciebie ukazując wyraźniej swoją twarz, bardzo ładną twarz.

Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który poprzednio otwierał Ci drzwi i wprowadził na pierwszy rzut oka kurtyzanę, którą najwyraźniej zamówiłą ta kobieta. Nie mając nic innego do roboty a zwłaszcza chcąc położyć kres złu i chaosowi ruszyłaś do Altdorfu aby tam odnaleźdź tego Ottona.


Alfred Zieledymny

Najęcie się jako ochroniarz karawany ziela było spowodowane bardziej tym, że nie potrafiłeś się już przystosować do osiadłęgo trybu życia. W Twoich okolicach mawiano, że jeśli się wejdzie na trakt nie wiadomo kiedy go opuścić. Pomimo, że bardzo się bałeś przed wyruszeniem na każdą misję to zawsze było tak, że podejmowałeś się podobnej akcji. Tym razem ta misja była na pozór prosta. W razie zagrożenia rozprawić się z napastnikami, od czasu do czasu podwędzić trochę ziela by samemu spróbować towaru co by sprawdzić czy na dwór nie trafi zły lub niedobry towar. Sprawa się skomplikowała kiedy w skrzyni z zielem znalazły się też mieszki z kamykami wielkości ziarenka młodego groszku, kamyki oczywiście szlachetnego pochodzenia. Wyjmując dwa i chowając do kieszeni nie zamierzałeś nikomu mówić o swoim znalezisku. W przeciągu tygodnia Waszej podróży problemy były cztery razy, kiedy to trzeba było przepędzić jakiś grasujących banitów lub pomóc wydostać wóz, który zakopał się w błocie. W Altdorfie otrzymałeś zapłatę za usługę i namiar na karczmę "Pod trzema nożami" jako miejsce szukania kolejnej pracy. Mając nadzieję na jakąś lepszą pracę udałeś się do karczmy, jednak tam przywitali cię dwaj mężczyźni nie wyglądających przyjaźnie. W rękach mieli grube, drewniane pałki i ze swoimi szczerbatymi uśmiechami "zaprosili" Cie do osoby siedzącej w karczmie i grającej w karty z innymi dwoma ludźmi. Postać siedziała i poza grą ćmiła z fajki jakiś tani tytoń. Trzymając fajkę nadal w ustach i rozdając kolejną partię zaczął mówić.

-Nie ładnie okradać mnie z mojego towaru. Myślisz, że nikt nie zauważył tego, że szperałeś przy towarze? Że oczy Ci błyszczały na sam dźwięk słów dostawa ziela? Przeszukać GO!

Pomimo protestów i szamotania dwa dryblasy złapały Cię bez problemu za ręce i sprawdzili zawartość Twoich mieszków i kieszeni. Kiedy na stół położyli dwa klejnociki, postać grająca znowu zaczęła mówić wpierw cmokająć przy tym i kiwając głową zrezygnowana.

-Jak cała Wasza rasa. Złodzieje i nic więcej. Ale nie martw się przyjacielu. Pamiętam o tym, że pilnowałeś aby to się dostało tutaj. Dlatego dam Ci szanse. Daruje Ci życie jeśli ty wykonasz dla mnie zadanie. Jakie? Spokonie. Mieszka tu pewna osoba zajmująca się podobno amatorsko magią. Jak dobrze wiesz nikt nie nawidzi samouków, wielu ludzi nawet nie może zdzierżyć kolegium magów a co dopiero takich beznadziejnych uczniaków. Ale nie o to mi chodzi. Ma on bardzo ładną rzecz, która bardzo dobrze uzupełniła by moją kolekcję. Otóż w jego domu jest książka, zresztą już to by wystarczyło by ją skraść, ale traktuje ona o rzadkich roślinach. Dostarcz mi ją azapomne o tym małym nieporozumieniu. Idź na Podleśną 12 do tego maga- amatora i nie obchodzi mnie jak się zbliżysz do jego zbioru, ale masz to zrobić, albo nie będę tak wyrozumiały drugi raz.

Faceci puszczają Cię wolno i pomimo, że zamierzałeś przywłaszczyć sobie nadal leżące na stole klejnoty, to szybki ruch ręki rozdającej karty zwinął Ci kamienie sprzed nosa. Nie widząc innej możliwości na dalsze tutaj działąnie wychodzisz na dziedziniec, który został obrukowany z racji, że przechodziła tędy droga do jeszcze bardziej centralnej części miasta.


Pieter Hood

Podczas wjazdu do miasta nikt nie robił żadnych problemów ani zbędnych przeszukiwań. Nie znająć żadnych dalszych swoich planów postanowiłeś wpierw pomyśleć nad tym wszystkim w karczmie. Doszedłeś do wniosku, że aby znaleźdź swój cel trzeba spędzić w mieście kilka dni na rozeznaniu terenu. Sprzedałeś wóz i konia z miesiąc spania i wyżywienia. Długie dni na szwędaniu się po ulicach miasta biedniejszych, kupieckich i tych bardziej zamożnych nie mogłeś natknąć się na żadną wzmiankę o tym człowieku. Upór i determinację wzmacniały wizje przeszłości i kiedy natknąłeś się nareszcie na jakieś informacje od kogoś kto słyszał o owym łowcy czarownic, wiedziałeś, że jesteś już blisko zakończenia swojego bólu. Ślad prowadził do pewnej osoby, której brat zaginął wiele lat temu i nie miał z nim żadnego kontaktu od tamtej pory. Podobno wynajął Larsa aby ten odszukał chociaż w jaki sposób zginął jego brat i doprowadził zwłoki na miejsce pochówku ich rodziców.Nie mając zbyt wiele innych możliwości postanowiłeś chociaż sprawdzić prawdziwość owej wiadomości i ruszyć za swoim celem w dalszej pogoni. Podleśna 12 nie była trudna w znalezieniu zwłaszcza, że ludzie pytani o drogę chętnie odpowiadali osobie świeckiej.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Ostatnio edytowane przez lopata : 07-25-2008 o 23:29.
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 07-25-2008, 23:29   #142
 
Oktawius's Avatar
 
Reputacja: 3 Oktawius jest na bardzo dobrej drodze
$: 17 279
Grunzin zszedł na dół ( ze swoimi rzeczami, spakowanymi i sprawdzonymi) , z jeszcze żywymi obrazami z jego snu w głowie.
Słuchał relacji z wieczoru jednym uchem, a drugim wypuszczał.
"Znowu jakieś popieprzone sny... co to ma być? Ostrzec Imperatora? Zwykły dziadyga nie potrafiący trzymać kupy kraju. Ot Imperator. A Tfu z nim. " Komentował w głowie całość wydarzenia. Gdy usłyszał o tym że zabrali jego Brata , bardziej lub mniej żywego, zirytował się.... Ale nie był to taki... prawdziwy Khazad... To już był Imperialny Krasnolud.
"Ehh, da rade sobie. Możliwe że już wyruszył jakoś do tego Altdorfu. Będzie trzeba go dogonić. Śniadanie i w drogę". Przerwał dla Karczmarza który jak zawsze rozwodził się w opisach
-Śniadanie. Byle dużo i szybko. I jak można to zapas na drogę jakiś.- Powiedział i rozsiadł się wygodnie, zapalając fajkę, czekając na jedzenie.
 
__________________
Eastwest Rockers - Energia !
Oktawius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-26-2008, 05:19   #143
 
Revan's Avatar
 
Reputacja: 2 Revan wkrótce będzie znany
$: 57 485
- Ciekawe… – to był jedyny komentarz w całej tej sprawie. Teraz jedyne, czego potrzebowała, to poczuć wiatr we włosach. Gdy wyszła z karczmy, udała się od razu w stronę stajni, puszczając przy okazji oczko ochroniarzowi.

Dziewczyna, była z pozoru mała i wątła. Lepiej jej nie drażnić, bo te piękne fioletowe oczy mogą być ostatnią przyjemną rzeczą, jaką mogłeś zobaczyć w swoim krótkim życiu. Ślad jej znaczyła burza bujnych, rudych loków, które padały jej praktycznie wszędzie. Miała na sobie skórzaną kurtę, oraz spodnie, a obszerny i ubłocony płaszcz z kapturem wolno falował wokół niej. Z tak gładkim licem mogłaby uchodzić nawet za elfkę, gdyby nie ta szpetna szrama zdobiącą jej prawy policzek, jak i równie w szpetny sposób poszarpane prawe ucho. Prawdę mówiąc to, jak i jej rude włosy dodawały jej ognistego charakteru, którego i tak miała nie mało. Jedyną zadbaną rzeczą jej garderoby wydawał się być kapelusz, z szerokim rondem i piórkiem, który kiedyś ukradła pewnemu szlachcicowi, jak i sporych rozmiarów chusta, którą miała owiniętą wokół szyi. Na nogach miała skórzane buty, obszarpane i ubrudzone równie mocno jak jej płaszcz. Skórzane rękawice jakoś się prezentowały, ale to dlatego, że były nowe. Z jej sposobem jazdy, mało która rzecz jest w stanie wytrzymać dużo czasu.

Nie rozmyślała długo. Poprawiła uprzęż, pas z mieczem, sprawdziła juki, i wskoczyła na konia. Od razu pognała traktem w stronę Altdorfu, nigdy nie lubiła siedzieć w jednym miejscu. Na swojej wiernej klaczy Verze, którą ma już prawie dwa lata, mogłaby zrobić prawie wszystko. Szaleńcze pościgi z bandą goblinów na wargach to jedna z tych rzeczy, i zawsze była w stanie wynieść swoją właścicielkę z najgorszej opresji.

„Altdorf”, pomyślała. Nigdy nie była w tak wielkim mieście. Stolica imperium. Tego zasranego imperium, gdzie przyszło jej oglądać tyle zła, śmierć bliskich jej osób. Każdy, kto był w stanie unieść porządnie miecz i wypić po kilka strzałów był jej towarzyszem. Przywiązywała się do ludzi, miała to we krwi. Tacy właśnie byli jej przyjaciele z oddziału. Wolfenburg… gdyby mogła, wolałaby tam zostać i umierać razem z nimi. Gdyby nie było imperium, gdyby nie było nikogo, kto byłby się w stanie postawić Chaosowi, wszystko poszłoby w cholerę. I bardzo dobrze. Nie było by tyle cierpienia, ani zła. Nie byłoby głodnych sierot, ani kalek. Niczego by nie było. Ktoś by pomyślał, że jest wariatką. Fakt, jest dość młoda, ale dużo się napatrzyła w życiu. O wiele za dużo.

Teraz jednak gnała przed siebie. Miała robotę do wykonania, i tak się składa, że Natasza zawsze dotrzymuje słowa. Choćbyś jej rzucał kłody pod nogi i stawiał barykady, zawsze znajdzie sposób, żeby je ominąć. A najprostsze sposoby są najlepsze, Natasza ma swoje patenty. „Otto Vaterinburg” – powtarzała w myślach, aby nie zapomnieć.
 
__________________
Gimme brain... More brainzzz... Brains I said!

gg: 3777067
Revan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-26-2008, 11:27   #144
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 2 Noraku wkrótce będzie znany
$: 34 320
Postać w kaplańskiej szacie spokojnie przemierzała uliczki Altdorfu, kierujac się do mieszkania przy Podleśnej 12.
" Co za ironia. Ulica Podleśna. Myślałem, że chociaż tutaj zapomnę. Jednak może to i lepiej. Złość przyprowadziła mnie tak daleko i z pewność da mi siłę na zemstę."
Takie myśli napewno nie pasowały do kapłana żadnego bóstwa, jednak ta osoba nie była tym za kogo sie podawała od dawna. Od czasu rozpoczęcia jego podróży. Teraz przybliżyła się już o kolejny krok do jej zakonczenia. Pieter wędrował ciemnymi uliczkami Altdorfu z kapturem głęboko zarzuconym na głowę i rękoma w rękawach. W dłoni trzymał swój mały sztylecik. Nasłuchał się o stolicy dosyć, by stawiać ostrożność na pierwszym miejscu. Jego sylwetka była ukryta pod obszerną szatą, ale gdyby ktos miał okazję go zobaczyć bez niej, ujrzał by niskiego mężczyznę, o jasnobrązowych włosach i piwnych oczach. Był on raczej wątły, ale jego ruchy zdradzały olbrzymie doświadczenie w cichym poruszaniu się. Na ramieniu trzymał łuk i pęk strzał. Jego ciało było poorane różnymi, większymi bądź mniejszymi, bliznami zdobytymi w ciągu ostatnich pięciu lat. Najgorszych lat w jego życiu. Jego twarz była, na szczęście, już wyleczona i tylko olbrzymi nos szpecił jego wygląd. Jego oczy, chłodne i nie wyrażające żadnych emocji, omiotły uliczkę już po raz enty. Podczas tej drobnej przechadzki zobaczył wiele rzeczy których nie powinien. Złodzieja okradającego jakiegos przechodnia, opryszka dźgającego jakiego nieszczęśnika pod żebra tak sprawnie, że tamten nawet nie zauważył co go trafiło. Widział też porwaną kobietę, gwałconą gdzie w ciemnym zaułku przez kilkunastu napakowanych ludzi. Pieter przechodził obok tego obojętnie. Obchodziło go tylko jego dobro i dopóki nic mu nie groziło, nie miał zamiaru nawet sięgać po miecz.
" Uroki miasta. Całe szczęście, że spotkałem tego kapłana. Te ciuszki mogą mnie ochronić przed złodziejami i takimi tam. Nikt nie ośmieli sie okraść kapłana. Eh, te łatwowierne głupki"
Pieter swoją wiarę stracił wiele lat temu. Żaden bóg nie ratowałby po to, żeby dać nowe cierpienia. Żaden nie związany z Chaosem.
Droga mijała względnie spokojnie i Hood dotarł już na ulicę Podleśną. Poszukał numeru dwanaście i udał się w jego kierunku, chcąc jak najszybciej otrzymać nowe informacje.
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-27-2008, 15:23   #145
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 738
"Idioci, barany... oby im Randal dał nauczkę" - Alfred przeklinał w myślach poznanych w karczmie ludzi. - "Jak mogli mnie posądzić o kradzież. Ciekaw jestem skąd sami te świecidełka wzięli. Niech sobie je w dupę wsadzą i niech ich do końca ich marnego żywotu uwierały."

Gdy wyszedł przed karczmę, wziął głęboki oddech. Starał się uspokoić. Jego bliscy wiedzieli, że jest dla innych miły. Jednakże równie dobrze potrafi być wredny dla tych, którzy go obrazili. Po tym spotkaniu wiedział, że nie ma szans by polubił tych ludzi. Nie byli warci jego zainteresowania. Aczkolwiek ich propozycja była jedną z tych nie do odrzucenia.

Alfred był wysoki jak na niziołka. Był także dosyć barczysty, jeśli w stosunku do harflinga można użyć takiego określenia. Spod zielono-brązowej czapki wystawały kręcone, ciemno-brązowe włosy. Niziołek nosił bawełnianą kurtkę w pasy o tych samych kolorach co jego czapka. Kurtę miał przewiązaną pasem, do którego miał przytwierdzone różne mieszki sakiewki. W nich trzymał chociażby kamienie, które używał jako amunicji do swojej procy. Resztę swojego ekwipunku trzymał zawsze przywiązaną do siodła swojego kuca.

Nie widząc sensu pozostania w karczmie, w której nie panował miła dla niego atmosfera, Zieledymny zabrał swojego kuca i ruszył szukać innej gospody. Teraz żałował, że opuścił Krainę Zgromadzenia. Gdy znalazł odpowiednią karczmę, zarezerwował w niej pokój i oddał kuca do stajni. Zostawił w pokoju część swojego ekwipunku i wyruszył w poszukiwać ulicy Podleśnej 12. Nie był złodziejem, ani szpiegiem. Nie maił pojęcia jak dostanie się do domu tego maga. Wiedział z opowieści, że tacy ludzie są niebezpieczni. Walczył z ożywieńcami, lecz z prawdziwym magiem nie miał jeszcze do czynienia.

Szedł ulicami miasta, schodząc ludziom z drogi i zastanawiając się co ma dalej robić. Nie wpadł jednak na żaden jego zdaniem dobry pomysł więc postanowił jak na razie obserwować dom i poczekać. Miał nadzieje, że nadarzy się jakaś sposobność dzięki, której wykona te niechciane zadanie.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-28-2008, 15:02   #146
 
Van der Vill's Avatar
 
Reputacja: 1 Van der Vill wkrótce będzie znany
$: 17 183
Arian skrzywił się na widok paskudnej gęby mądrali, siedzącego przed nim. Od razu poczuł do niego żywą pogardę, ale oczy, które wydawały się mu perfidnie grozić, sprawiły, że zrezygnował z pomysłów na sztuczki. Przynajmniej na razie.

Ciekawe, jak taki widok mógłby malować się, gdyby on sam widział go zza okna, powiedzmy, na przeszpiegach. Chudy młodzieniec o niezgorszej aparycji, chociaż podkrążonych oczach, stojący z wytrzeszczonymi patrzałami przed masywnym biurkiem; gburowaty weteran, łysa, niewykształcona pała, tak wielki powód przerażenia wytrawnego młodziana; skromnie, całkiem surowo wyposażony pokój, na którego plany każdy krasnal zapewne splunąłby z obrzydzeniem.

Rozmyślając, poszukał wzrokiem okien.

Z racji jego zawodu już parokrotnie udawało mu się wyrwać więzienia. Raz czy dwa w podobny sposób, jednak wcześniej nie musiał niczego podpisywać. Pisma, urzędy, odpowiedzialność. Dreszcz przebiegł mu po plecach. Uważnie przeczytał dokument.
 
Van der Vill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-28-2008, 21:28   #147
 
Jendker's Avatar
 
Reputacja: 1 Jendker jest na bardzo dobrej drodze
$: 11 196
Ren spokojnie przyglądał się niebu. Za jakąś godzinę to miasteczko ożyje. Ludzie wyjdą z domów i rozpocznie się kolejny dzień z ich życia. Jednak teraz było tu cicho. Ren lubił taką ciszę. Słychać było jakąś rozmowę wartowników, tu jakieś zwierzę wyda sobie stosowny odgłos. Natura wzywała. Wzywała bardzo mocno i dosyć długo. Elf więc postanowił oddać się jej. Skierowawszy się ku ścianie najbliższego budynku, wyją interes i pogwizdując melodię jakieś pijackiej przyśpiewki rozpoczął dzieło. Tą idealną melodię zmącił jednak odgłos podkutych butów. Ren uśmiechnął się do siebie.
-Pan chyba nie sika na dom pana Mezera. Oh, chyba jednak pan to robi co oznacza poważne wykroczenie i naruszanie spokoju miasta.- dwaj strażnicy miejscy stali teraz mu za plecami.
„Skończ zanim się obrócisz. Skończ dokładnie i dopiero się obróć. Pamiętasz co było jak ostatnio zapomniałeś.” Elf skarcił się w duchu. Dokończył więc sumienie co zaczął i zaraz potem obrócił się do strażników.
-Na pewno załatwiam swoją potrzebę. Nie wiem czyj to dom i nie za bardzo mnie to interesuje.-
-Doprawdy? No to musisz wiedzieć leśny pedałku że pan Mezer jest kupcem a to jego tutejsza posiadłość. I pan Mezer kazał nam przypilnować żeby w pobliżu niej nie kręciły się tu żadne męty twojego pokroju. Poparł to „złotymi” argumentami. Co oznacza że albo zapłacisz grzywnę w wysokości 2 złotych koron albo będziemy musieli zamknąć cię na trzy dni w areszcie. Prawda Johan?-
-Absolutnie Albrecht.-
„ Chłopaczki próbują dorobić na lewo. Znam ja już takie numery.”
-Naprawdę. Jak mi przykro. Mój pan się wścieknie. Miałem dostarczyć pewną wiadomość do Altdorfu. Wścieknie się, że nie dojdzie na czas. A wtedy będzie szukał winnych. I na pewno dotrze do waszego komendanta. A wtedy on poprze złotymi argumentami swoja prośbę żeby was wywalić.-
-A kimże jest twój pan, cwaniaczku? Bo wiesz tak gadać to sobie możesz do....-
-Waldemar Leopold von Zerpstone de la Valiere. Mówi am to coś?
„ Jak dobrze, że kiedyś okradłem jego synalka. Jakbym nie musiał tak długo go upijać to teraz bym nie zapamiętał tego pokrętnego imienia.”
Dwóm strażnikom zwiędła mina. Odsunęli się trochę i przestali się tak wywyższać. „Mam was moje małe głupie ... eee coś.”
-Ech nie obwiniam was. Każdy chce przecież zarobić. W tym b rudnym świecie bez pieniędzy jest ciężko.-
Ren wziął jednego strażnika pod ramię a drugiemu pokazał żeby szedł razem z nimi.
-Wiecie co. Polubiłem was. Widzicie. Mam tu taką złotą monetę. Jest wasza ale pod warunkiem że zrobicie dla mnie małą przysługę. W karczmie pod wielorybią płetwo czy jakoś tak była wczoraj burda. Dokładniej czterej zbrojnych zaatakowało jakąś grupkę. Podobno zabili krasnoluda, niziołka i elfa. Mój pan Zdobył swoje poparcie broniąc praw innych ras. A szczególnie niziołków i krasnoludów. Nie spodobało by mu się to co oni zrobili. Układ jest taki. Ja daję wam monetę, wy dowiadujecie się o nich wszystkiego co możecie, a jak się ładnie spiszecie to pomyślimy nad premią. To jak.?-
Obydwaj strażnicy pokiwali niewyraźnie głowami. Elf znowu się uśmiechnął a potem rzucił monetę strażnikom i poszedł szukać swojej karczmy
 
__________________
[ciach!] Reg. 10
I dopiero teraz moje gg
402609
[ciach!] Reg.10
Jendker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-07-2008, 19:35   #148
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata wkrótce będzie znany
$: 6 826
Grunzin

Karczmarz skończywszy opowieść spojrzał po sposępniałej twarzy człowieka. Nie zdziwiła go wcale gruboskórność krasnoluda. Z tego również słynęły. Chłodne i konkretne polecenie zmusiło marynarza do wyruszenia do kuchni. Godfrey najwyraźniej nie był głodny. Spojrzał na krasnoluda i spokojnym tonem rzekł.

-Mości krasnoludzie. Dzięki Ci za wspólnie spędzony czas jednak chyba nie jest nam dane podróżować razem. Boleje też nad stratą Twoich przyjaciół. Życzę Ci jednak powodzenia w Twej misji i niech bogowie przyświecają Twojemu celowi.

Kłaniając się delikatnie poprawił tylko swój bagaż i nawet się nie odwracając machnął ręką na pożegnanie krasnoludowi i karczmarzowi, nie martwiąc się czy nawet ten gest widział ktokolwiek. Kiedy rycerz wychodził na dworze dało się zobaczyć ładną pogodę, a dźwięk drzwi spowodował, że karczmarz myślał, że ktoś wszedł. Odchodząc od swojej kuchni spojrzał na prawie pustą salę i chwilę stał szukając wzrokiem odpowiedzi u Ciebie. Wzruszywszy ramionami wrócił do swoich obowiązków.

-Za jadło to się srebrniak będzie należał, a za rację żelazną to trzy złotniki. Na tydzień ta paczuszka wystarczy dla jednej osoby. Tam są chyba orzeczy, ser, mięso, suchary i jabłka. Mam takich racji, zaraz , zaraz, niech no ja spojrze. O! trzy paczki takie mam, bierzesz?

Karczmarz odbierając zapłatę za śniadanie na które składało się głównie mięso piwo i chleb, odebrał szylinga i wracał do swojej kuchni.


Natasza Otzolwe

Pomimo osobistej niechęci do stolicy gnałaś konia ile się dało. Odpoczynki były tylko chwilowe, a w możliwych momentach wymieniałaś konia na świeższego. Podróż trwała dwa zbyt długie dni jak dla Ciebie. Pomimo, że byłaś już w Altdorfie zauważyłaś jak długo trzeba było jechać przez tereny poza głównymi murami. Okoliczne pola i chałupy chłopów zanajdujące się tak blisko lasów były tak narażone na ataki. Osady, większe wsie posiadały palisady i domy były bezpieczne, a pola znajdujące się poza murami były niewielką stratą podczas najazdów. Tutaj jednak chłopi aby mieć bliżej do pól posiadali swoje domostwa tu, poza murami. Kiedy dotarłaś już do głównych, kamiennych murów spostrzegłaś przepych tego miejsca.
Bramy były otwarte i wciąż to wjeżdzały, wyjeżdżały wozy i konie. Chłopi wchodzący i wychodzący z towarami powymienianymi lub na wymianę również podróżowali tędy. Ruch nie miał końca w tym miejscy. Kiedy ruszyłaś w stronę północną miasta uwagę przykuło to, w jaki sposób żyli ludzie tu, pod osłoną murów. Wiodło im się najwyraźniej jeszcze gorzej niż chłopom. Tamci musieli ciężko pracować, skrajnie śmiertelnie, jednak mieszkańcy miasta zewnętrznego to była dzielnica biedoty. Nie mieli pól i zapewne pracy. Na każdym rogu widać było żebraków i nędzarzy proszących przechodniów o pomoc. Ciebie również nie ominęło zatrzymanie przez jedną kobietę, brudną i z włosami rozwianymi i nieuczesanymi. Ubrania były podarte i brudne, a kobieta miała ich kilka warstw na sobie aby nie zmarznąć w jesienne noce. Ciągnąc Cię za lejce złożyła dłonie w miseczkę i zaczęła skrzeczeć.

-Pani! Pani. Doj na jecenie. Doj na jecenie!- Brak kilku zębów powodował seplenienie tej żałosnej istoty.


Pieter Hood

Od razu załapałeś system ułożenia numerów. Po jednej stronie były numery od jeden w zwyż, zaś po drugiej stronie zauważyłeś cyfry malejące od numeru pięćdziesiąt. Na ulicy znajdowała się świątynia bogini Shallyi a jej symbol był wyraźnie widoczny nawet z tej odległości. Odliczając już numery osiem, dziewięć, nie musiałeś widzieć tabliczek z cyframi licząc budynki. W przód odliczając i widząc ten budynek zatarłeś ręce bowiem rozwiązanie Twojej pogoni było w zasięgu ręki. Nagle idący z naprzeciwka mężczyzna, który w pierwszej chwili wcale nie przykuł Twojej uwagi potrącił Cię ramieniem tak silnie, że zachwiał Twoją równowagą. Na szczęście do upadku nie doszło, ale człowiek odwracając się wysunął do połowy miecz ze skórzanej pochwy i warknął groźnym tonem.

-Ty klecho! Uważaj jak leziesz bo zaraz nie będziesz miał na czym chodzić! Rozumiemy się?

Mężczyzna najwyraźniej nie widział powodów aby dalej zawracać sobie Tobą głowę ponieważ postanowił wrócić do swoich obowiązków i trasy jaką obrał. Niewiele mogąc zrobić postanowiłeś ruszyć dalej ku numerowi dwanaście. Twarz człowieka była zbyt pospolita a i zajście było mało istotne w porównaniu do tego które miałeś właśnie ukończyć. Stanąłeś przed drzwiami i zapukałeś oczekując odpowiedzi. Po jakimś czasie musiałeś ponowić pukanie nie słysząć odpowiedzi. W końcu jednak kiedy zbierało Ci się na zniecierpliwienie usłyszałeś kroki i głos wołąjący.

-Już idę, już idę.- Kiedy dotarł, znajdując się po drugiej stronie odpowiedział przez zamknięte drzwi.- Kogo tu niesie i czego chcesz? Mów szybko bo czasu mi szkoda.


Alfred Zieledymny

Zlecenie jakie otrzymałeś nie bardzo przypadło Ci do gustu. Szybko wykonane dawało szanse na powrót do swoich zajęć bardziej odpowiedzialnych, takich jak palenie swojego ulubionego ziela. Krążąc po mieście udało Ci się wiele zobaczyć rzeczy, których nie jesteś w stanie ujrzeć w żadnym innym miejscu w Imperium. Jeden z wielu pomników poświęconemu Sigmarowi znów dał Ci się we znaki.
Dopytując ludzi o miejsce, które Cię interesuje mogłeś zauważyć ludzi wygadujących i wyprawiających niestworzone rzeczy aby tylko zarobić. Cyrkowcy, bajarze, bardowie, to wszystko kręciło się po ulicach by tylko wyłudzić pare monet od przechodniów. Część zysków pochodziła z kradzieży kręcących się osób, którzy mieli nieszczęście zatrzymać się i popatrzeć na zabawy. Kiedy dotarłeś już na upragniony adres postanowiłeś ulokować się po drugiej stronie uliczki. Pomimo, że nie była ona zbyt szeroka to jednak ruch był tak duży, że Twoja obecność nie wzbudzała zbytnich podejrzeń. Usiadłeś na schodach do świątyni która prowadziła do miejsca modlitwy jednego z ludzkich bogów. Zaczynając się nudzić z powodu braku jakiegokolwiek ruchu przy tej chatce zauważasz jak ludzki kapłan skromnie ubrany podchodzi do drzwi tegoż budynku i puka. A więc coś się miało dziać dzisiaj i wiedziałeś, że musisz coś zrobić. To już nie było nawet zlecenie lecz osobista ciekawość, kręcące w środku to coś, co pchało Cię w przygodę. To czego właśnie nie mogli zrozumieć inni Twoi ziomkowie.


Arian Meltzen

Spoglądając na pergamin widzisz koślawe pismo człowieka siedzącego na przeciwko Ciebie. Może i pisać się nauczył, ale nad kaligrafią mógł popracować. Chwilę zajęło Ci odszyfrowywanie to co on nawybazgywał, jednak udała się Ci ta sztuka. Na lekko pożółkłej kartce papieru było napisane:

"W związku z (zaiststniałom, przekreślone)zaistniałą sytuacją polecono aby Arian Smaltzwetter wykonał zlecenie, dzięki kt(u, poprawione)óremu będzie mógł odejść wolno. Z raci jego reputacji nie trzeba nakładać na niego jakiejkolwiek (sankcje, przekreślone)ochrony. Jego zadaniem będzie pilnowanie Ottona Vaterinburga, który dopuścił się prawdopodobnie kradzieży. Należy dowiedzieć się czy posiada on w swoim zbiorze, księgę "Dziewiąta brama do krainy mroku". Gdyby takowej księgi nie posiadał, należy dowiedzieć się gdzie ona się znajduje. Wszelkie informacje nalerzy składać w karczmie "Pod trzema nożami". Inforamacje przyjmuje każdy z pracujących tam karczmarzy. Aby pokryć bierzące wydatki zobowiązani są oni płacić za żetelne informacje po (trzyzłotekorony, skreślone) dwie złote korony."

Pod spodem widać miejsce na podpis. Nie umknęło uwadzę Twojej ilość błędów, które robił ten człowiek. Pomimo, że twoja pisownia nie była wcale lepsza, uważałeś, że skoro wychwyciłeś te błędy musz lepiej pisać.


Ren

Strażnicy chętnie przyjeli zapłate i gaworząc wspólnie skierowali swoje kroki ku zachodowi. Idąc jeszcze jakiś czas za strażnikami nie byłeś pewien, czy aby na pewno oni właśnie tam idą. Po kilku uliczkach widzisz jednak szyld znajomej karczmy i upewniłeś się, że zajeli się Twoją sprawą. Aby nie wydało się, że mówiąc o elfie wspominałeś o sobie postanowiłeś chwilę przeczekać na zewnątrz. Kiedy strażnicy jeszcze bardziej zadowoleni wychodzą z karczmy zastanowiło Cię co ich tak bawi. Chwilę łazili szukając czegoś po okolicznych zaułkach i uliczkach przeszukując różnego rodzaju śmieci. Kiedy Cię zauważyli podeszli i ten z którym rozmawiałeś zaczął.

-A więc sparwa prosta. Był bójka w tej karczmie, i no czterech brojnych dało łupnia krasnoludowi, niziołkowi i elfowi, oni wywalili ścierwo na ulicę, ale my nic już nie widzimy. Pewno kto zauważył ich i zawezwał grabarza by ten zabrał ich i gdzieś zakopał by smrodu nie było. Możesz iść do niego jeśli padł ktoś z Twoich znajomych. A zbrojni już się wynieśli, podobno nocą jeszcze i ruszyli w nieznanym karczmarzowi kierunku. To tyle zacny elfie. My swoją robotę wykonaliśmy. Bywaj.

Strażnicy zostawili Cię zamyślonego i mającego wiele jeszcze do zrobienia. Po chwili widzisz jak z karczmy wychodzi rycerz ten co przybył wieczorem i z wami wieczerzył. Widzisz jak odchodzi w dal w jedynie sobie znanym kierunku.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-09-2008, 12:29   #149
 
Oktawius's Avatar
 
Reputacja: 3 Oktawius jest na bardzo dobrej drodze
$: 17 279
Grunzin zapłacił za 1 żelazną racje, nie targując się o cenę, którą uważał o wiele za wysoką, ale w jego głowie kłębiło się zbyt wiele myśli.
"Po cholerę ja idę do Altdorfu ? Przecież tylko dlatego ruszyłem, żeby dla tych durni pomóc. A teraz? Sam kurwa jestem ? Gdzie oni wszyscy? Co tu się dzieje? Jedyny nie chciałem leźć po tą zakichaną włócznię, jedyny po nią nie idę, ale i tak idę.... Oco chodzi?..." -Wyszedł przez drzwi Karczmy-"Przeznaczenie? Pfff.. ja w to nie wierze. Ocalenie Imperium ? Hmm. Że niby ten sen miał być snem..., nie nie, to bez sensu jest. Chociaż...-Gdzie jest ratusz? Tam? Dzieki-...gdyby to był sen... mówiący prawdę. To gdyby mi się udało jakoś to wyperswadować dla ludzi.. dla ich władcy, to Khazadzi znowu by zaistniali. Te ludzkie pomioty nie wiedzą co czynią, ale skurwieli trzeba nauczyć mozoru. A jedyna droga żeby dotrzeć do ich zacofanych umysłów to manifestacją własnej potęgi. A jak! Postawię znowu honor krasnoludów na nogi w oczach ludziów! A co! Jak nie słowami, siłą!-Wszedł do Ratusza-Tylko zajmie mi to w chuj czasu...."-Ej Ty, gdzie jest ten kupiec potrzebujący ochrony?- Zapytał pierwszego lepszego człowieka którego zobaczył.
 
__________________
Eastwest Rockers - Energia !
Oktawius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-11-2008, 11:48   #150
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 738
Miasto różniło się diametralnie od miejscowości do których przyzwyczaił się Alfred. Małe miasteczka w Zgromadzeniu były gwarne, lecz to co działo się w Aldorfie było nie do porównania. Tłumy ludzi przelewały się przez ulice niczym rwące rzeki. Niziołek musiał bardzo uważać by nie wpaść na kogoś lub by nie zostać porwanym przez napierający z zewsząd tłum. Ulic i skrzyżowań było tak dużo, że gdyby nie pomoc uprzejmych przechodniów Zieledymny z pewnością by się zgubił w tym wielkim mieście.

Dotarcie pod wskazany przez tajemniczego osobnika z karczmy adres zajęło strażnikowi pól nieco czasu. Jednak, gdy już tam doszedł usiadł przy kapliczce. Z tego miejsca miał dobry widok na dom, w którym miała znajdować się poszukiwana przez niego osoba. Siedział i rozmyślał wpatrując się w drzwi domostwa. Nie wiedział jak ma się tam znaleźć. Nie był włamywaczem, nie potrafił otwierać zamków ani wspinać się po ścianach. Nie znał sposobu by zdobyć księgę. Najgorsze było to, że Alfred nie wiedział jak się nazywa owa książka. Aczkolwiek nie wiele by mu to pomogło, gdyż niziołek nie potrafił czytać.

Nagle dostrzegł, że przed drzwiami budynku, który obserwował pojawił się jakiś kapłan. Alfred wiedział, że oto może się nadarzyć okazja, która pozwoli mu zakończyć znajomość z człowiekiem z gospody. Szybki, lecz ostrożnym i cichym krokiem, niczym kuna skradająca się do ptasiego gniazda, podszedł w okolice wejścia do domu maga-amatora. Starał się by kapłan nie zwrócił na niego uwagi, ale za razem chciał być jak najbliżej niego, by móc podsłuchać ewentualną rozmowę.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Komentarze do Ostatnie życzenie lopata Komentarze do sesji RPG - Warhammer 117 10-31-2008 17:09
Warhammer: Ostatnie życzenie[by lopata] lopata Archiwum rekrutacji 15 01-31-2008 21:14
Rekrutacja (Wilkołak: Apokalipsa) Dni ostatnie dni pierwsze. Cedryk Archiwum rekrutacji 23 11-06-2007 19:46
Ostatnie bitwa..... Dodo Eq Archiwum sesji Autorskich 20 05-28-2007 17:44
Monastyr - ostatnie egzemplarze Ma'Nad WIEŚCI 0 07-17-2006 13:03


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 06:12.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111