![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #161 |
![]() | Alfred Zieledymny Jednocześnie, gdy szyba w oknie z głuchym brzękiem ustępowała pod naporem kamienia owiniętego w jakąś szmatę, Alfred rozejrzał się odruchowo. Starał się dostrzec lub usłyszeć czy przypadkiem nie zwrócił na siebie niczyjej uwagi. Po chwili nasłuchiwania był pewien, że nikt z tłumu, który przetaczał się przez pobliską ulicę nie zwrócił uwagi na ten dźwięk. Niziołek ostrożnie oczyścił ramę okna z pozostałości po szybie, tak by się nie pokaleczyć. Powoli odsłonił firanę i włożył do środka głowę. Jego oczom ukazało się wnętrze kuchni. Nie był tym widokiem do końca zadowolony. Wolałby wkradać się do tego domu przez mniej uczęszczaną izbę. Nie do końca usatysfakcjonowany wlazł do środka, bo jak mówiono w jego rodzinnych stronach: " Gdy się nie ma co się lubi, to się zjada co się ma." Natychmiast podszedł do drzwi i zaczął nasłuchiwać, czy za nimi nikogo nie ma. Ładnych parę chwil stał tak z przyciśniętym uchem do desek, z których składały się drzwi. Upewniwszy się, że po drugiej stronie nie słychać nikogo, rozejrzał się uważnie po kuchni. Szybko jego bystre oczy wypatrzyły kosz z jabłkami. Cichym krokiem podszedł do niego i wyjął trzy jabłka. Dwa schował pod koszule, a w trzecim z błogim uśmiechem zatopił zęby. Zanim się obejrzał trzymał już tylko ogryzek. Widok ten przypomniał mu po co tu w ogóle się znalazł. Doskoczył z gracją sarny do drzwi i powoli otworzył je. Wychylił przez nie głowę, a następnie wyszedł na korytarz. W ręku trzymał swoją niedużą łopatę. Kusze zostawił w gospodzie, w której wynajął pokój. Nie widział powodu by ja targać po mieście. Nie miał jednak ani miecza ani żadnej innej broni do walki wręcz i dlatego postanowił zabrać ze sobą łopatę. Nie miał zamiaru walczyć, bo nie do tego był stworzony on i jego rodacy. Jednakże nie mógł aż tak ryzykować. Trzymając w ręku łopatę, nasłuchując najcichszego dźwięku, cicho niczym leśna kuna zaczął skradać się w stronę schodów. Jednocześnie szukał miejsca, w którym mógł się schować w razie napotkania na jednego z domowników.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 Ostatnio edytowane przez Kokesz : 09-14-2008 o 08:01. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #162 |
![]() | - Słucham!? – odparła z niedowierzaniem Natasza. - Ile chcesz za to? Karla być może i bym dała, ale nie za to. Przypomnij sobie może jednak coś więcej o tym Ottonie, to może się zastanowię. – rzuciła mu srebrnika. - Pomyśl. Taki sobie facet, brata mu zwierzołaki ubiły. Może jak sam nie wiesz, to może znasz kogoś, kto by wiedział? – podsunęła mu kolejne dwa srebrniki. W tym czasie zabrała się do jedzenia. Dawno nic nie jadła Karl za taki nędzny posiłek… za to mogłaby żądać noclegu na tydzień z codziennym wyżywieniem. Zawsze wiedziała, ze w tym Altdorfie ludzie mają nasrane w głowach. Chwilowo musiała jednak znaleźć tego Ottona, 30 karli piechotą nie chodzi, a jeżeli to ma ją zaprowadzić do niego, mogła się porwać na taki wydatek. Nie jednak na ten posiłek. Zjadła w spokoju, założyła nogi na krzesło obok, dopiła piwo. Zawołała go znowu. - Więc jak, przypomniałeś sobie coś więcej? – zapytała.
__________________ Gimme brain... More brainzzz... Brains I said! gg: 3777067 |
| | |
| | #163 |
![]() | Arian Meltzen A więc stało się to czego oczekiwałeś. Elf zamierzał Cię przegonić widząc, że możesz podpowiadać innym graczom. Kiedy tylko odskakujesz i rzucasz riposte słowną na niewypowiedziane zdanie przez elfa, w sali zaczęło się poruszenie. Dlugo nie trzeba było czekać jak krasnoludy odpowiedziały na Twoją obronę. Dla nich Twoje słowa były jak zaproszenie do nauczenia szacunku do innych elfy. Przerywając nagle swoje zmagania z innymi gośćmi, podczodzą z zaciśniętymi pięściami i stają po obu Twoich stronach. Jeden z nich rzuca pytanie w Twoją stronę nie oczekując nawet odpowiedzi. -Masz z nimi problem chłopcze? Ty, buraku leśny! Chcesz zamiatać zębami podłogę? Elfy nie były dłużne obelżywej wypowiedzi krasnoluda. Zaraz pozostałe elfy stanęły w obronie swojego kompana. Napięcie było coraz większe a wikidajłowie nic nie robili najwyraźniej rozbawieni tym co sięstanie. -Kogo nazywasz burakiem, zapchlona miotło? Tobą szkoda zamiatać nawet podłogi bo można by ją pobrudzić jeszcze bardziej. -Rozruba!!!- Głos kogoś z tłumu było jak iskra w składzie prochu. Krasnoludy od razu rzuciły się do stłuczenia elfich tyłków. Reszta ludzi zaczęła walczyć między sobą, zaś ty poczułeś jak lecąca skądś gliniana butelka rozbija się o twoje plecy. W pomieszczeniu karczemnym powstał ogromny harmider, w którym nikt nie panował nad tym przeciw komu walczy. ![]() * * * Pieter Hood Starzec chwilę stał spoglądając ślepo na schody w dół. Nagle w dziwny sposób zaczął się kołysać w przód i tył, trzymając się ręką poręczy umocowanej w kamiennej ścianie. Kolejny raz patrząc na tego zdziwaczałego człowieka dostrzegasz jak odwraca głowę w Twoją stronę z otworami na oczy, pustymi i czarnymi. Otworzywszy szeroko usta w szoku widzisz, że brak mu oczu. Kiedy już zamierzałeś ciąć mieczem zmorę, widmo lub inne wynaturzenie jakim może być starzec, ten powraca do swojej normalnej postaci. Zgarbił się jakby pod ciężarem jakiegoś worka z ziemniakami i chwilę ciężko oddychał. Kiedy uspokoił swój oddech podniósł głowę w Twoim kierunku. -Jeden z naszych dobrych toważyszy, dostał się tutaj. W wizji widziałem dziecko jedzące ciasteczka. Odzytuje to raczej jako symbol dobra i niewinności. A więc jest tu jeden z twoich nowych kompanów, który wspomoże Cię w tej misji przeciw Larsowi. Ciasteczka...hmmm...to chyba znaczy, że jest w kuchi. A więc postraszmy go troszeczkę, tyle że nie rób mu krzywdy. W końcu to Twój kompan. Otto zasuwa z powrotem szafę. Sposób w jaki ją stawiał ponownie na swoje miejsce było pełne siły. Zapisałeś sobie w głowie jeszcze jedną zagadkę do rozwiązania. * * * Grunzin Cóż miałeś począć. Oferta jaką zaproponował kupiec nie była zbyt wysoka. Pocieszyłeś się jednak tym, że żołądek nie będzie pusty, snu na pewno Ci nie zabraknie a i transport masz darmowy. Kupiec niewiele mówił co bardzo Ci odpowiadało. W milczeniu przemierzaliście trakt odwiedzając zajezdnie, wsie i miasteczka. Zadowolony spokojnym przebiegiem spraw często ucinałeś drzemki sobie na wozie, będąc pewnym że kupiec obudzi Cię swoimi szlochami w razie problemów. Wozem podróż trwała aż cztery dni. Osobiście uważałeś, że bylibyście szybciej gdyby owy kupiec nie tracił czasu na handel w okolicznych miejscowościach. Jednak stało się. Dotarliście do stolicy Imperium, Altdorfu. Po długich czterech dniach, w deszczu i wietrze, śpiąc w śmierdzących moczem niekiedy pokojach zajezdnianych dotarliście do stolicy. Od jakiegoś czasu już ruch był częstszy a sam Altdorf na początku nie przypominał stolicy. Gdyby nie kupiec uznałbyś pola jako kolejną wieś. W koło miasta biegną przeogromne tereny upraw a samo miasto mieści się w centrum tej roli. Po kilku godzinach jazdy zauważasz mury z proporcami, sztandarami na murach i wieżach. Z bliska dostrzegasz solidną budowę i nie umknęło Ci uwadzę, że jednym z głównych nadzorców nad naprawą uszkodzeń fundamentu jest właśnie krasnolud. Kiedy przekroczyliście bramy miasta kupiec się zarzymał. -Oto Twoja zapłata. Z godnie z umową pięć sztuk złota. Ciesz się życiem w stolicy i radzę poszukać jakiejś pracy od razu. Tutaj jeszcze bardziej niż gdziekolwiek w Imperium kroją nie- ludzi. Tak więc nawet ta chojna zapłata na długo Ci nie wystarczy. Bywaj brodaty osobniku i nie wpakuj się w kłopoty ze strażą. To powiedziawszy zaczął ruszać w miasto zostawiając Cię na drodzę w stolicy samemu sobie. Tak więc dotarłeś sam z szóstki pozostałych toważyszy i wiesz już, że sam wykonasz zadanie od brata starca spotkanego w pechowej zajezdni. * * * Alfred Zieledymny Szyba pękła a dla Ciebie to było i tak za głośno. Jednak nikt nie przybiegł, nie było nikogo kto się włóczył, nie było nawet żebraków. Dostrzegłeś, że gwar miejski jest jeszcze większy i równie dobrze mógłbyś strzelać z ognistych luf krasnoludzkich i nikt by nie usłyszał tego. Odłamki nie sprawiały problemów z usunięciem. Kuchnia nie była specjalnie wyróżniającym się miejscem choć nie umknęło Twojej uwadzę kilka braków w asortymencie. Jabłka najwyraźniej były zimowe ale ich lekko kwaskowaty smak nie zniechęcił Cię do ich spałaszowania. Skradanie siępo dębowych deskach wykrzywiało w grymasie twoje usta za każdym razem gdy usłyszałeś ciche skrzypnięcie. Nasłuchiwanie przy drzwiach upewniło Cię, że kapłan i starzec gdzieś poszli. Jednak kiedy pojawiłeś się na korytarzu, nie znając miejsca ucieczki powróciłeś do kuchni, zaraz po tym jak usłyszałeś schodzenie obu osobników na dół. Stojąc za drzwiami kuchennymi znowu nasłuchiwałeś i jednocześnie wypatrywałeś możliwego miejsca ukrycia się. Płachta materiału, która wisiała przy ścianie zapowiadała się obiecującą. Mogło być tam coś w rodzaju spiżarni. Ty na pewno tak byś ją oznaczył w swojej kuchni lecz zdałeś sobie sprawę, że to kuchnia człowieka. Dziwnegi i nieobliczalnego jak cała jego rasa. Równie dobrze mógł powiesić to jako kiczowaty rodzaj ozdoby. Nagle usłyszałeś wyraźny brzęk metlau. Czyżby Cię usłyszeli? Zbliżające się kroki i szuranie czegoś ciężkiego po podłodzę upewniło Cię, że mogą tu już iść. Szuranie ustało szybko, jednak kroki były coraz wyraźniejsze. * * * Natasza Otzolwe Karczmarz spojrzał to na pieniądze to na Ciebie. Lustrował tak przez chwilę ąz w końcu zwinął zapłatę i podał posiłek. Stół wytarł nawet z wcześniej rozlanego piwa. -Słuchoj ładniutka. Daj se siana z tym dziwakiem. Ich cała rodzina przeklęto jest. Zwierze czy duchy zabiły mu brata nie ważne. Istotne je to, że ich pra pra dziad sprowodził na nich zło. On w wojnie udzioł broł. Wiele zim temu to było, kiedy to walczylimy z Chaosem. Niech Sigmar wciąż spluwo na to ścierwo.- Tu sam nawet splunął na deski swojej karczmy.- Walka trwała kilka pełni księżyców. A ich przodek był nikim. I wtedy to w walce przebił orkową włócznią jednego z wielkich generałów zła. Pomimo wszelkich ostrzeżeń oń wzioł tą włócznię. I wtedy ich dom, który od Imperatora dostoli spłonoł. Wtedy włócznia przepadło. A wiesz dziecinko kto zginoł w tym pożarze z dwudziestosiedmio osobowej rodziny? Tak. Tylko ich pra pra dziad. Każdy nostępny kto mioł tą włócznię i ją strocił, oddoł lub mu skrodli jo potem zginoł. Otto psia jego moć Vaterinburg. Ehh słodziutko. Nie potrz tok na mie. No dobro. Stąd jodź pod górę a jok dojedziosz do pomniko Sigmara w prawo. To włośnie je Podleśno. Tom mieszko ten pomiot demonów. Zostawił Cię z własnymi myślami i posiłkiem, który nie zachęcał do jedzenia. Jednak marnować go też się nie powinno. Zwłaszcza, że dobrze wiesz co to bieda i kiedyś patrzyłabyś na to jedzenie jak na królewski posiłek.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| | |
| | #164 |
![]() | Pieter kątem oka zauważył dziwne zachowanie starca. Kiedy po chwili nasłuchiwania, nadal nic nie usłyszał, odwrócił się w jego stronę. Gdy tylko jego wzrok padł na twarz cały pobladł. Odruchowo cofnął się o krok i opuścił miecz. Widok oczu czarnych jak węgle przepełnił czarę goryczy. Jego ręce zaczęły się trząść i dopiero po chwili udało mu się je uspokoić. Czuł na plecach zimny pot spływający mu po plecach i włosy stojące mu gęsiego. " Kim... Czym jest ten staruch? W co ja się znowu wplątałem?" Coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Zaczynało go to już denerwować Stwierdzenie Otta choć trochę go uspokoiło. Przydała by mu się jakaś zabawa, by rozluźnić zszarpane nerwy, a co będzie lepszego od sprawdzenia zdolności przymusowego towarzysza broni? Taki już był Hood. Żył chwilą. Jedyna rzeczy w przyszłości, która go interesowała to śmierć Larsa. Sam nie wiedział co będzie robił, kiedy w końcu mu się to uda. Właściwie to nie przewidywał tego. Śmierć w walce, a potem zniknięcie z tego zbutwiałego świata na zawsze. Jutro nie przynosi mu żadnej nadziei, wiec czemu ma się o nią martwić? Założył kaptur głębiej na głowę i pochylił się do staruszka. - Sprawdę ile wart jest mój towarzysz, przysłany mi zapewne przez bogów... " Tfu. Chłopskie zabobony, jak ktoś może wierzyć jeszcze w te kłamstwa kapłanów" - ... a później musimy poważnie porozmawiać. Cenie sobie szczerość, mój przyjacielu. - Ostatnie zdanie straciło już swoją słodycz, jednak banita nie mógł powstrzymać się od takiego brzmienia jego słów.
__________________ you will never walk alone Ostatnio edytowane przez Noraku : 09-26-2008 o 14:54. |
| | |
| | #165 |
![]() | Alfred stał na środku kuchennej izby, myśląc nad tym co ma robić. Jak mu się wydawało miał trzy wyjścia. Pierwszym była ucieczka przez okno. Aczkolwiek domownicy mogliby zabić deskami wybitą szybę i niziołek straciłby jak na razie jedyne wejście do tego domu. Drugim było ukrycie się. strażnik pól stał rozglądając się na boki w poszukiwaniu dogodnej kryjówki, równocześnie nasłuchując odgłosów z korytarza. Kotara, za którą mógłby się znajdować składzik przez chwilę wydawała mu się najlepszą opcją. Jednak nie wiadomo co za nią było. Poza tym ukrycie się w spiżarni było tak banalnym pomysłem, że sam by na miejscu tej dwójki sprawdził ją w pierwszej kolejności. Ostatnią możliwością była konfrontacja. W domu znajdowali się kapłan i starzec. Być może był też ktoś ze służących, ale niziołek jakoś w to nie wierzył bo drzwi przed kapłanem otworzył osobiście, jak mniemał, właściciel tego domostwa. Co staruszek i klecha mogli mu zrobić. Nie na darmo był strażnikiem pól. Miał wielokrotnie do czynienia z groźniejszymi osobnikami, żywymi jak i tymi powstałymi z grobów. "Szkoda, że zostawiłem kuszę" - pomyślał Zieledymny. Stanął w odległości kilku kroków od drzwi. Łopatę odłożył na bok, ale tak by móc ją jak najszybciej pochwycić. Wyjął swoją niezawodną procę i sięgnął po amunicję do niej. Były to zwykłe kamyki, wybrane z dna płytkiego potoku. Starannie wyselekcjonowane, bo Alfred wiedział, że kamień kamieniu nie równy. Nie były to duże głazy, ale każdy kto dostał takim kamieniem, czół to jeszcze przez długi czas. Stał tak z załadowaną procą i czekał na nadejście dwójki z korytarza. Nasłuchiwał uważnie, by wiedzieć czy są już blisko. Gdy wydawał mu się, że są tuż tuż, zaczął kręcić swoją procą. Miał zamiar trafić pierwszego napastnika w głowę. Drugiego chciał obezwładnić łopatą uderzając go w piszczel. Dobrze wiedział jak bolesne jest to miejsce, a on - niziołek, z racji swojego wzrostu miał do niego dobry dostęp.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| | |
| | #166 |
![]() | "Moja misja.... czekaj czekaj, chwila. Przecież ja na nic się nie zgadzałem. Nie powiedziałem że to zrobię. Więc po cholerę tu jestem? Omotał mnie skurczybyk jeden i zrobiłem to co chciał... przynajmniej w części. I co teraz? Olać to i wrócić? czy zostać tu? Te 5 złociszy na długo mi nie starczy. Aj. Brudne miasto. Zapchlone... Nie to co nasze twierdze. Aj... stęsknić się można przez tyle czasu. Ale nic to. Co mam teraz robić? W sumie... Dlaczego nei można odwiedzić tego człowieka? Powiedzieć co się stało. Dać informacje o jego bracie. Możliwe ze uda mi się dostać za nie pieniądze. NO WŁAŚNIE! Trzeba zarobić. ! Idę tam.... a gdzie to było? Eeee... podleśna? Tak... to właśnie tam!" I jak namyślił się chwile Grunzin tak postanowił zrobić. Złapał strażnika patrolującego drogę i zapytał o ulicę. Otrzymując odpowiedź udał się bezpośrednio tam, oczekując... no właśnie sam nie wie czego. Zobaczy się na miejscu. I tak nic ciekawszego nie ma do roboty. Stanął przed drzwiami, numeru 12 i zapukał do drzwi.
__________________ Eastwest Rockers - Energia ! |
| | |
| | #167 |
![]() | - Yyy, przepraszam. Tak, tylko tędy. O, już, oo... całkiem pasuje panu ten guz. To ja już może... Arian przemykał na czworakach między stołami i nogami walczących. Był na tyle zręczny w tym fachu, że rozsupływanie więzów i rozpinanie pasków szło mu niemal niezauważenie. Miał nadzieję nachapać się jakichś pieniędzy w tym wydarzeniu, może znajdzie też jakieś przydatne ostrze. Najłatwiej było szukać wśród nieprzytomnych, ale walczący też nie mieli czasu zastanawiać się, dlaczego ich sztylet umknął. Po parudziesięciu minutach, gdy na nogach stała już tylko połowa karczmy, ruszył jak najprędzej na zewnątrz. - Oczywiście, że zawołam straż - rzucił głośnym szeptem w stronę karczmarza, myśląc jednak tylko o przeliczeniu łupów i zdobyczy w bezpiecznym miejscu. |
| | |
| | #168 |
![]() | Pół dnia marszu od Stereleth -CISZAAAAAAAA- Wrzask dobywający się z gardła tego stwora przeszedł po całym obozie. Można by pomyśleć, że pokaz jest robiony w magiczny sposób. Ciągnąc swoim gardłowym językiem istota znowu przemówiła do uspokojonych i oderwanych od bratobójczej bójki zwierzoludzi.- Nasz wspaniały Generał ma nam coś do powiedzenia, więc mordy zamknąć albo skończy jako kolacja. GE- NE- RAŁ!- Powtarzał tak długo aż wszyscy razem zaczęli wołać tą postać tytułowaną Generałem.Przed tłum, na podwyższenie weszła istota, która swoją aurą olśniła wszystkich zebranych. Zwierzoczłowiek przemawiający jako pierwszy uciszył reszte chordy, pozwalając Generałowi mówić. ![]() Wszelkiego rodzaju bydło, ryby, kozy i inni mutanci zaskowyli jedną głośną wrzawą promieniując po całej okolicy hałasem. Pobliskie zwierzęta rozpierzchły się jakby spodziewając sięzagrożenia. Zwierzoludzie zaczęli mobilizować się i uzbrajać. Ruszyli na Stereleth. * * * Pieter Hood Ciarki przechodziły Ci po plecach jeszcze jakiś czas zanim ruszyłeś w stronę drzwi kuchennych. Tajemnice nie powinny być nigdy długo ukrywane. A im dalej idziesz przez życie tych tajemnic się nawarstwia coraz więcej. Teraz miałeś jednak poznać swojego toważysza broni. Sytuacja sprawiała wrażenie jak w pewnej sztuce, którą odgrywano kiedyś na placu miasteczka, którego nazwy już nie pamiętasz. Akcja toczyła się w stolicy i pewien młodzian szukał idealnej dziewoi dla siebie. Swatka zorganizowała jednak konkurs i wybrała trzy pasujące najbardziej kobietki z miasta do charakteru młodzieńca. On z kolei zadawał serię pytań kobietom by na końcu wybrać jedną z nich. Jakie zdenerwoawanie męczyło tego młodzieńca kiedy stał po jednej stronie parawanu a wybranka po drugiej. Oboje wiedzieli o obecności drugiej osoby ale się nie znali. Poznałeś to uczucie które mogło dręczyć tamtą parę. Ciekawość to główna sprawka tego całego ścisku w żołądku. W końcu klamka opadła pod naciskiem Twojej dłoni delikatnie by zaraz potem otworzyć drzwi. W środku ujrzałeś niziołka, który kręcił procą a celem miał być ktoś wchodzący do kuchni. W dzwiach stałeś tylko Ty więc szybko dotarło do Ciebie kto będzie celem. * * * Alfred Zieledymny Kroki stawały się coraz wyraźniejsze i kręcąc procą dostrzegasz powolny nacisk na klamkę by następnie otworzyły się na oścież. W pokoju przyległym do kuchni stał człowiek ten ubrany jak kapłan lecz ten miał w ręku miecz. Niewiele wskazuje więc o jego prawdziwej naturze, gdyż ile chodzisz już po świecie nie słyszałeś o kapłanach uzbrojonych w broń. W głębi pomieszczenia przechodził właśnie owy Otto. Jego uśmiech nie pasował do sytuacji. Czyżby czuł się tak pewnie w danej sytuacji, przecenia własne bezpieczeństwo? Sprawa nie była jasna do końca ale musiałeś wykonać jakiś ruch, jako pierwszy najlepiej. Zanim wykonałeś jaką kolwiek czynność dało się słyszeć pukanie do drzwi a Otto już tam skierował swoje kroki. * * * Grunzin Szedłeś przez miasto zwiedzając przy okazji efekt niektórych prac. Kilka sposobów wykończeń kamienia bardzo Ci się spodobało, szybko jednak uświadomiłeś sobie, że człowiek nie mógłby zrobić czegoś takiego sam i na pewno maczali palce w tym arcydziele krasnoludowie. Minąłeś kilka straganów na których starano się wcisnąć Ci kilka bezurzytecznych rzeczy. Po drodze spojrzałeś jeszcze na pomnik Sigmara, który przywiał wiedzę na temat tego człowieka, który walczył z krasnoludami w wojnie ze złem. Skoro tego człowieka ogłoszono bogiem to co musieli by robić krasnoludy u których równe męstwo i odwaga jest na porządku dziennym. W końcu po kilku pytaniach i kluczenia uliczkami dotarłeś pod wskazany adres. A więc to tutaj mieszka brat tamtego zdziwaczałego starca pod którego podszywał się zmiennokształtny. Jeszcze teraz przez plecy przeleciały Ci ciarki na myśl o wydarzeniach w tamtej zajezdni. Stałeś przed drzwiami zastanawiając się co zrobisz jak już drzwi się otworzą. Odwróciłeś głowę gdy usłyszałeś poruszenie i gdy dostrzegłeś wypadających klientów na zewnątrz, zrozumiałeś co się dzieje. Bójka jakich wiele się zdarza w miastach nie była szokiem dla kogoś takiego jak Ty. W końcu zapukałeś do drzwi a zza nich dosłyszałeś pytanie: -Kto tam? Jestem zajęty. Czy nie potrafisz czytać? Na drzwiach wyraźnie o tym wspomniałem. Spojrzałeś po całości drzwi. Nic na nich nie było. A jeśli coś się znajdowało to musiał to ukryć w jakiś sposób tylko pytanie po co. * * * Arian Meltzen Sprawy w karczmie potoczyły się nadzwyczaj pomyślnie. Bójka rozpoczęła się na dobre i w całym tym zamieszaniu ciężko było ogarnąć kto jest po czyjej stronie. Schowany bezpiecznie pod stołem zmieniałeś lokację kiedy tylko stół został wykorzystany jako broń lub osłona. Korzystając z mniejszego zamieszania udając się w stronę wyjścia zbierałeś przedmioty cenne, przypaskowe. Wiele z sakiew było dziesięciomonetowych i bez dokładnego sprawdzenia trudno było określić jaki rodzaj monet się znajduje w środku. Dotarłeś na zewnątrz i odskoczyłeś przed jednym z wylatujących ciał. Zbiegowisko gapiów było spore i nie spodziewałeś się takiej liczby ludzi w jednym miejscu. A to była tylko jedna uliczka. Dostrzegłeś, że przez tłum jak już przedziera się straż miejska w stronę gniazda węży. Najwyraźniej w karczmie zabawa zbliżała się ku końcowi. Teraz bogatszy o kilka monet mogłeś już ruszyć w stronę podanego adresu i wykonać niechciane zlecenie.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| | |
| | #169 |
![]() | Krok za krokiem stawały się coraz wyraźniejsze. Wreszcie klamka poruszyła się i drzwi otworzyły się z wolna. Alfred spodziewał się bardziej dynamicznego wejścia. Przypuszczał, że osobnicy na korytarzu wiedzieli o jego obecności. Powolne pojawienie się osobliwego kapłana we drzwiach nieco zbiło z tropu niziołka. Dziwny uśmiech starca spowodował, że w sercu strażnika pól pojawił się cień zwątpienia. Trwało to jednak chwilę, może jeden oddech. Zwątpienie znikło, a instynkt i wyćwiczony przez lata odruch poprowadził rękę strzelca. Dobrze wiedział gdzie ma trafić. Skupił swój wzrok na twarzy kapłana i wypuścił pocisk z procy. Było to w tym samym momencie, gdy starzec opuścił korytarz przy kuchni słysząc głuche pukanie od drzwi. Zieledymny pomyślał, że będzie to idealny moment na atak. Odprowadzając wzrokiem lecący w kierunku uzbrojonego kapłana kamień, chwycił łopatę, którą wcześniej odłożył tak by była pod ręką. Miał przez chwilę tylko jednego przeciwnika. Wiedział, że musi go przynajmniej obezwładnić. Starcem mógł się zająć chwilę później. ------------------------------------------------------ Strzał [Rzut w Kostnicy: 20] Obrażenia [Rzut w Kostnicy: 12]
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 Ostatnio edytowane przez Kokesz : 10-08-2008 o 09:36. |
| | |
| | #170 |
![]() | " Niziołek? Nie wydaje mi się, żeby to był ten pożyteczny sprzymierzeniec. Jedyne na czym te pokurcze się znają to gotowanie, kradzież i rzucanie kamykami. Zaraz kamykami!? O cholera" Te wszystkie myśli przeleciały przez głowę Pietera w ułamku sekundy. Równocześnie został rzucony kamień, z niezwykłą precyzją zmierzający prosto w jego twarz. Banita przetoczył się przez prawy bark chcąc uniknąć pocisku. Po przewrocie, zauważył że Hobbit szykuje się do ataku swoją łopatą. Hood nic sobie z tego nie robiąc, postanowił go obezwładnić szybkim uderzeniem swojego miecza. Rzuty: - Na unik :/ - na atak - na rozbrojenie :/
__________________ you will never walk alone |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Komentarze do Ostatnie życzenie | lopata | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 117 | 10-31-2008 17:09 |
| Warhammer: Ostatnie życzenie[by lopata] | lopata | Archiwum rekrutacji | 15 | 01-31-2008 21:14 |
| Rekrutacja (Wilkołak: Apokalipsa) Dni ostatnie dni pierwsze. | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 23 | 11-06-2007 19:46 |
| Ostatnie bitwa..... | Dodo Eq | Archiwum sesji Autorskich | 20 | 05-28-2007 17:44 |
| Monastyr - ostatnie egzemplarze | Ma'Nad | WIEŚCI | 0 | 07-17-2006 13:03 |