![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #141 |
![]() | Wszyscy się zatrzymali, a Joseph po raz kolejny upewnił się, że kusza jest gotowa do strzału. "Nie wygląda na to, by otaczali nas przyjaciele" - pomyślał. Wygląd nieznajomego, który stanął na ich drodze, potwierdził wcześniejsze przypuszczenia. Nawet konie pociągowe nie miały wątpliwości co do tego, że wizyta bynajmniej nie ma przyjacielskiego charakteru. Waliły kopytami i na wszystkie możliwe sposoby dawały znać, ze chciałyby się znaleźć daleko stąd. Garnir z trudem nad nimi panował... "Miłe ostrzeżenie" - pomyślał Joseph - "ale raczej powinien dać nam szansę na zmianę decyzji..." Zachowanie wyłaniających się zza drzew niesamowitych kotów raczej sugerowało, że szaroskóry nieznajomy ma zamiar już teraz upewnić się co do tego, ze dalej nie pojadą... "Walka nie ma sensu" - przemknęło mu przez głowę. - "Lepiej uciekać..." W tym samym momencie Garnir ruszył... a Abrahim z krzykiem zleciał z wozu. Zanim zdążył zawrócić wierzchowca ujrzał, jak Giles rusza w stronę Abrahima. "Jeśli Arab jeździ tak, jak, podobno, jego rodacy, to ma szansę" - przemknęło mu przez głowę. - "Jeśli zdoła wskoczyć na pędzącego rumaka..." Ale nie ruszył w tamtą stronę. Giles musiał wystarczyć. Wokół było dosyć kotków, by zapewnić rozrywkę siedzącym na wozie. I jemu też... Strzelił do najbliższej bestii i wyciągnął miecz. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #142 |
![]() | Stój ! Stój ! krzyknął Vasquez do Garnra Abrahim wypadł z punto, musimy mu pomóc, Spojżał na Leonarda, co robimy? Ruszamy z odsieczą, Zacisnął w dłoni rapier. Jeszcze raz rozejrzał się po towarzyszach i skoczył na pomoc Abrahimowi. Biegł w stronę leżącego towarzysza. Kiedy był już przy nim, powiedział. -nie pozwolę Ci morte samotnie, mój ciemnoskóry companeiro, załatwmy to szybko i wycofajmy się do punto, będę tuż za Twoimi plecami a ty pilnuj moich, i idźmy powoli w stronę reszty equipo. Santiago czuł napływającą adrenalinę a jego wszystkie zmysły skupiły się na jak najlepszym i jak najbardziej celnym trafianiu wroga w czułe punkty, jego ostry niczym brzytwa rapier był zdolny do makabrycznych i śmiertelnych w skutkach trafień w czułe miejsca. Był gotowy na wszystko... |
| | |
| | #143 |
| Public Relations ![]() | Gdy Garnir usłyszał słowa Santiago od razu zareagował zatrzymując konie natychmiast. Gwałtownie zachamowały swoimi kopytami a ziemia wzleciała w powietrze. Krasnolud odwrócił się i zobaczył jak Abrahim jest otoczony przez złe zwierzęta. Wziął w ręce kuszę która leżała koło niego. "Abrahim miał strzelać, cóż to za głupiec" - pomyślał. Przeszedł parę kroków na koniec wozu i przymierzył w kotołaka, puścił bełt w lot. [Rzut w Kostnicy: 81] Niestety strzała poleciała, hen daleko.... Zniesmaczony krasnolud podjął się innego pomysłu a mianowicie puścił kuszę i wziął swój topór i zaczął biec na ratunek. Całą swoją prędkością przemielał ziemię nogami. "Przez te piwo kondycja mi siada, Czarciskóry przybywammmmm" - prawie krzyczał w myślach. Wbieg w stado kotołaków stojących koło Abrahima i siekał ile wlezie. Kotlety, wątroby, kości i jelita. Smród unosił się niezmierny... [Rzut w Kostnicy: 70][Rzut w Kostnicy: 35][Rzut w Kostnicy: 91] |
| | |
| | #144 |
![]() | Wydarzenia wokół was rozegrały się niemal błyskawicznie, mimo wszystko wasza sytuacja była bardzo nieciekawa. Stado na dobre was otoczyło, co więcej nie spieszyło się z atakiem, lecz powoli, jednostajnie kierowało się ku wam. Najwidoczniej przekonane o łatwości zdobyczy, która już niedługo być może wpadnie im między zębiska. Najgorszy z możliwych scenariuszy zaczął realizować się w momencie upadku Abrahima z wozu, który ruszył, ponieważ Garnir próbował rozpaczliwie wydostać siebie i przyjaciół z okrążenia. Od tego momentu zaczynają się wydarzenia: Abrahim updał na ziemie. Lądowanie było dość twarde, ale nie wyrządziło ci większej krzywdy. Splunąłeś na drogę, wyrzucając z ust grudki ziemi, które dostały się tam w czasie upadku. Szybko uświadomiłeś sobie, w jakiej sytuacji się znalazłeś, podniosłeś głowę, na widok kotołaka znajdującego się kilka metrów przed tobą zerwałeś się na równe nogi, dobywając swój miecz przygotowałeś się na atak pierwszego stworzenia, które nadbiegało z naprzeciwka, oprócz niego nieco dalej biegły dwa następne kotołaki. Zwrócony byłeś tyłem do wozu. Giles nastawił kopię i ruszył mierząc w kocie monstrum. Minąwszy wóz, ujrzał jednak Abrahima. Postanowił zmienić swoją taktykę. Odrzucił kopię a dla odmiany dobył miecz. Abrahim został odcięty od wozu, gdyż dwa kotołaki wtargnęły na drogę pomiędzy nim a jego przyjaciółmi. Jednak w wyniku szarży Gilesa, jeden potworny kot został stratowany przez Blaszandara, zaś cios jego miecza rozciął drugiego z nich na pół, mniej więcej w połowie ciała. Obydwa kotołaki straciły możliwość poruszania się, jednak leżąc wciosz wymachiwały łapskami, chapiąc powietrze swymi szczękami. Zatrzymałeś się Gilesie przy Abrahimie, po prawej stronie drogi, mając za sobą wóz. Dostrzegłeś trzy koty wybiegające z lasu właśnie o twojej stronie. Rzut oka Josepha na całą sytuacje uświadomił mu, że nie ma sensu wtrącać się dodatkowo w ratowanie Abrahima. Przecież został jeszcze wóz, którego również trzeba bronić. Tym bardziej, że Garnir zatrzymał pojazd, ostrzeżony krzykiem Santiago. Joseph wystrzelił z kuszy do najbliższego kota. Bełt utkwił prosto w czaszce potwora, który wywrócił się momentalnie na ziemię. Jednak po chwili podniósł się, potrzasną głową kilkakrotnie a następnie ku wielkiemu zdziwieniu Josepha kontynuował swój atak. Bestia jednym susem znalazła się przy Josehie. Skoczyła i momentalnie znalazła się na tyle blisko, by móc zaatakować Barnetta, że mógł on zajrzeć jej prosto w ślepia. Bardzo silne uderzenie łapą rozdarło tunikę na lewym ramieniu najemnika. Jego samego o mało nie wyrzucając z siodła. Na szczęście udało mu się utrzymać równowagę. Szybki rzut oka na ramię, wskazał, iż mimo kaftana kolczego, cios rozciął skórę. Jednak na szczęście była to tylko rana powierzchowna, gdyby jednak nie kolczy kaftan, pazury najpewniej rozszarpałyby ramię . Po chwili wyraźne pieczenie i uczucie spływającej po ręce krwi dotarło do Josepha. Jednak nie było czasu by o tym myśleć, trzeba było działać, tym bardziej, że potwór okrążywszy Ciebie- Josephie, najwyraźniej szykował się do drugiego skoku. Natomiast Santiago, początkowo poświęcając uwagę Leonardowi, postanowił dłużej nie zwlekać. Zeskoczył z wozu i ruszył ku Abrahimowi krzycząc do niego. Biegłeś lewą stroną drogi, kiedy nagle zobaczyłeś trzy kotołaki, nadbiegające z lasu właśnie od lewej strony. Rozejrzałeś się, kilka metrów przed tobą stał Abrahim, najwyraźniej szykował się na atak kotów biegnących droga. Giles ubezpieczał prawą część drogi, powoli rysowała się, więc pewna taktyka działania. Jako następny do boju ruszył Garnir, jednak niecelny strzał z kuszy, spowodował w nim zmianę sposobu walki na ten kontaktowy. Ruszył, więc pędem, wbiegając wprost pomiędzy trzy bestie, których zamiarem był atak na Abrahima. Zaskoczone twoim zachowaniem, mogły jedynie czekać na ciosy. Pierwszy jednak chybił celu, skrzywiłeś się nieco. Jednak drugi wymach powalił na ziemię jednego potwora, cios był tak mocny, że czaszka zwierzęcia niemal rozsypała się. Z kolei trzeci jego cios, podobnie jak pierwszy przeciął jedynie powietrze. Możliwe, że ten brak celności spowodowany był piwem, które zapewne trochę szumiało w głowie. Jednak Garnir znalazł się w tej samej chwili w nieciekawej sytuacji. Gdyż po każdej swojej stronie miał teraz po jednym kotołaku. Jednak w tej samej chwili zdarzyło się coś dziwnego. Leonard, który do tej pory siedział w wozie wybiegł z niego, obwieszony suszonym mięsem skoczył na drogę, strasznie głośno przy tym krzycząc. W rękach trzymał kociołek i wielką żelazną chochlę, którą uderzając w kociołek czynił straszny hałas. Biegiem udał się w kierunku towarzyszy, jednak minął ich, zdzielił oba koty osaczające Garnira chochlą po głowie następnie pobiegł dalej prosto w las, niknąc we mgle. Za nim natomiast ruszyły, co najmniej cztery koty: 2 otaczające Garnira, 1 z prawej strony i jeden z lewej strony drogi…. Po niedługiej chwili dobiegł was krzyk Leonarda, po którym nastała cisza. Ale walka toczyła się nadal. Ostatnio edytowane przez Mortarel : 04-02-2008 o 06:52. |
| | |
| | #145 |
![]() | Joseph z satysfakcją spojrzał na walącą się na ziemię bestię. Poklepał pieszczotliwie szyję Tornada. Tylko dzięki temu, że wierzchowiec stał bez ruchu mógł spokojnie wycelować. Już miał skierować konia w stronę pozostałych towarzyszy, gdy zobaczył, że trafiony potwór podnosi się z ziemi i rusza na niego z bełtem wbitym głęboko w sam środek czaszki. Zaskoczenie było tak wielkie, że Joseph dopiero w ostatniej chwili spróbował uchylić się przed ciosem. Unik był jednak spóźniony. A może było to spowodowane widokiem pędzącego w las Leonarda... W każdym atak kota był skuteczny. "Przeklęte zombi" - pomyślał, czując ból w rozdartym pazurami ramieniu. Na szczęście utrzymał się w siodle... Nie czekając na powtórny atak bestii sam zaatakował... [Rzut w Kostnicy: 3] [Rzut w Kostnicy: 10] Kot-zombi znajdował się "po złej" stronie, ale cios, chociaż zadany z niewygodnej pozycji, był zadziwiająco celny. Potwór z odciętą głową runął na drogę. I chociaż paszcza jeszcze kłapała, a uzbrojone w długie pazury łapy darły piach, bestia była niegroźna. Joseph spojrzał na kotopodobne stwory, które dotychczas nie były agresywne. [Jeśli ta sytuacja nie uległa zmianie] Chwycił tarczę i ruszył w stronę potworów atakujących resztę kompanii. Trzeba było się pospieszyć, zanim wrócą koty, które pobiegły za Leonardem... Nie wspominając o tych, które czaiły się dookoła i, nie wiadomo czemu, jeszcze nie zaczęły atakować... Chciał zaatakować [mieczem] najbliższą bestię, jedną z tych, które łakomym wzrokiem spoglądały na Gilesa... Oczywiście, gdyby Giles go ubiegł, to kawałek dalej były kolejne bestie... |
| | |
| | #146 |
![]() | Widząc, iż towarzysze przybyli czarnoskóremu z pomocą, tamten bardzo się ucieszył i dostał ogromnej woli walki. Teraz nie liczyło się już przeżycie. Ważne było zabicie jak największej liczby nieumarłych. Człowiek potrzebował jedynie krótką chwilę, na ocenę sytuacji. Popatrzył na swoich towarzyszy. Giles radził obie dobrze, Josepha przysłaniały zarośla. Oszołomiło go zachowanie Leonarda, który najwyraźniej w przypływie adrenaliny postradał zmysły. Arab chciał go zatrzymać, lecz było już za późno, tamten zniknął we mgle. Okrzyki konającego człowieka były dla Abrahima nie do zniesienia. Postanowił on pomścić śmierć towarzysza, odsyłając jak najwięcej bestii z piekła rodem tam, skąd przylazły. Mężczyzna znowu rozejrzał się dookoła. W najgorszej sytuacji był chyba Santiago. Człowiek postanowił popędzić mu z pomocą. Przy okazji zakrzyknął jeszcze: - Garnir, lewa! - Wskazując na miejsce, gdzie Giles radził sobie z bestiami. Potem szybko przebiegł między drzewami, gdy skręcał w stronę nieumarlaka złapał się drzewa, tak aby nabrać rozpędu i szybko ciął jednorącz swoim ostrzem, robiąc paskudną ranę w boku kota. Jakby bestia sama w sobie nie była paskudna. Arab przez chwilę poczekał, aby zobaczyć czy nieumarłe zwierze jeszcze stoi... Atak: [Rzut w Kostnicy: 22] Obrażenia: [Rzut w Kostnicy: 4]
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |
| | |
| | #147 |
![]() | Santiago stanął wpatrując się w paskudne kły ociekające śmierdzącą zgnilizną. Przybrał swą postawę świadczącą o gotowości na nagły atak. Czekał tak patrząc z pod ronda kapelusza, unosząc przed sobą dziadkowy rapier."No dalej, czekam, poczęstuje was odciętymi kończynami" powtarzał w głowie Santiago. Jeszcze kilka kroków, no.... Vasquez wykożysta dwa ataki 1; [Rzut w Kostnicy: 55] 2; [Rzut w Kostnicy: 16] Pierwszy cios chybił celu, jednak kolejny był precyzyjny Trafił prosto w łeb skaczącej bestii [Rzut w Kostnicy: 7] Ostatnio edytowane przez Ghuntar : 04-03-2008 o 12:10. |
| | |
| | #148 |
| Public Relations ![]() | Garnir ciął te przeklęte kotołaki, krzycząc przy tym niezmiernie, coraz to głośniej i z coraz to gorszymi bluzgami. - O wy brzydkie **** *****, piii, **** ***** **** ***** ***** elfy - krzyczał. "Jestem w lesie elfów i takie bluzgi, oby nic mi nie zrobiły, ale to przecież różnice rasowe wytwarzają we mnie takie zmiany. Muszę o tym kiedyś coś napisać" - pomyślał widząc przy tym jak Leonard zaprasza kotołaki na obiad waląc w garniec pełen powietrza. Na chwilę było dziwnie na polu walki, to było takie naprawdę dziwne. Kotołaki poszły za chudzielcem a nie chciały zjeść grubego krasnoluda, co wprawiało Garnira w wielkie oburzenie. "Ja wam dam!" - pomyślał gniewnie. Nagle wyrwał się z otępienia umysłowego słysząc przebijające się przez jego bariery umysłowe słowa Abrahima: Garnir lewa! Krasnolud odwrócił się szybko i pobiegł jeszcze szybciej w stronę drużynowego wozu dobijając każdego złego kotołaka który został przy nędznym życiu. Ciął ostro jakże ostrym toporem! Potem Garnir chciał wskoczyć dość wysoko na wóz i ruszać dalej gdy już wszyscy będą na pokładzie i jazda!
__________________ Najważniejsze na całym forum!! TUTAJ |
| | |
| | #149 |
| Newsman ![]() | Giles szybko ocenił sytuację, nie byłoby wcale tak źle, gdyby ten szaleniec nie naraził wszystkich na niebezpieczeństwo. „Teraz będzie trzeba go ratować, co go napadło żeby łamać szyk.” Dłużej rozmyślać nie miał czasu, bo właśnie zaatakowały go trzy przekształcone koty. Poczuwszy ścierwo i starą krew, Blanszard zaczął się zachowywać jak powinien prawdziwy koń bojowy. Atakującego z przodu próbował ukąsić, podchodzący tyłu nadział się na jego kopyto w tym czasie trzeci zombikot zaatakował Gilesa, pierwszy zbyt gwałtowny cios mieczem młodzieńca nie trafił, lecz drugi trafił potężnie w bok atakującego potwora. Rycerz szybko zasłonił się tarczą czekając na rozwój wypadków. Blanszard ugryzienie[Rzut w Kostnicy: 74] B wierzgnięcie [Rzut w Kostnicy: 16] Giles 1a [Rzut w Kostnicy: 55] Giles 2 atak[Rzut w Kostnicy: 38] Giles parowanie [Rzut w Kostnicy: 89] giles obrażenia od skutecznego ataku [Rzut w Kostnicy: 14] Potwierdzenie Furii Urlyka [Rzut w Kostnicy: 3] Obrażenia z FU [Rzut w Kostnicy: 1] obrażenia wierzgnięcia B[Rzut w Kostnicy: 10]
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| | |
| | #150 |
![]() | Joseph Celnym ciosem miecza powaliłeś na ziemie piekielnego kota. Już miałeś pędzić w stronę Gilesa, aby pomóc towarzyszom w walce, gdy cztery koty, dotychczas skryte w zaroślach ruszyły na Ciebie, sycząc przy tym złowieszczo i wydając przeraźliwe dźwięki, przypominające płacz dziecka. Znalazłeś się w dość nieciekawym położeniu. Mogłeś teraz albo ruszyć naprzeciw do walki, albo próbować wycofać się w pobliże wozu. Abrahim Aby dodać swojemu ciosu impetu, chwyciłeś się drzewa. Miecz szybko przeciął powietrze, dosięgając swojego celu. Kocisko przewróciło się na ziemię, przetaczając się o kilka metrów do tyłu. Jednak momentalnie zerwało się z powrotem na nogi. Z jego boku, w miejscu w które rozciąłeś, wypływać zaczęły na wierzch wnętrzności, roztaczając dookoła okropną woń. Zwierze prychnęło i parsknęło kilka razy, aby zaraz po tym skoczyć na Ciebie z taką siła, że momentalnie znalazłeś się na ziemi. Twój kaftan zaś zapaskudzony został rozkładającymi się wnętrznościami. W tej samej chwili jednak poczułeś przeszywający ból, który biegł od twojej nogi, niemal przez całe ciało. Silne dreszcze zaczęły miotać twoim ciałem. Miałeś ochotę krzyczeć jak najgłośniej. Ból był niemal nie do zniesienia. Spojrzałeś w stronę swoich nóg i zobaczyłeś bestię, która zatopiła swoje kły w twojej łydce, przyciskając cię łapami do ziemi… Santiago Stałeś oko w oko z dwoma potężnymi kotołakami. Byłeś gotowy na zaatakowanie w razie konieczności. Właśnie wyprowadzałeś pierwszy atak, kiedy nagle zobaczyłeś nadbiegającego, Abrahima. Na twoje nieszczęście rozproszyło Cię to na tyle, że twój cios chybił celu. Jednak zachowałeś zimną krew, całe szczęście, drugi cios wyprowadzony z większą precyzją trafiając potwora prosto w głowę. Zwierze zawyło przewracając się. Chwile miotało się na ziemi, jednak podniosło się na nogi. Słaniając się i zataczając zrobiło kilka kroków w twoim kierunku. Z pękniętą czaszką i na wpół oderwaną szczęką ledwo trzymało się na nogach. Był to wręcz idealny moment na dobicie bestii, jednak wciąż poruszającej się i ciągle stanowiącej jakieś zagrożenie. Garnir Dobiłeś właśnie ostatniego kotołaka i już miałeś ruszać na wóz, kiedy nagle kątem oka dostrzegłeś upadającego Abrahima. Z przerażeniem patrzyłeś jak kotołak wbija swe kły w jego nogę. Stanąłeś w bezruchy, nie wiedziałeś, co robić. Poczułeś nagle ogromną chęć działania. Natomiast ogromna wściekłość zawładnęła twoim sercem. Nienawiść zaś ta skierowana została wprost na kotołaka gryzącego Abrahima. ( wściekłość, która rozpaliła twe serce i duszę sprawiła, iż umysł twój przestał być wrażliwy na bodźce z zewnątrz, skupiając się tylko na tym, aby rozładować swój gniew. Twój następny atak skierowany na dowolnego przeciwnika otrzyma modyfikator +20 do WW) Giles Walka, jaka nawiązała się między tobą a dwoma zombikotami nie mogła mieć innego rozstrzygnięcia. Atak zadany przez Ciebie niemal rozpłatał potworowi czaszkę i tułów na dwie równe części. Natomiast kopnięcie Blanszarda było na tyle celne, że jego kopyto kompletnie zgruchotało drugiemu zombikotu głowę. Szybko rozejrzałeś się, aby ocenić sytuację. Dostrzegłeś Josepha, który szykował się do walki ze sporą liczbą kotołaków. Zaś bliżej Ciebie znalazł się w nieciekawej sytuacji Abrahim. Któremu kot wgryzł się w nogę. Rzuciłeś jeszcze okiem w kierunku, w którym koty pognały za Leonardem. Z niepokojem zauważyłeś, że drogą nadbiegają cztery koty, które poprzednio pognały za korzennym szaleńcem. Co teraz poczniesz rycerzu? |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Proroczy Sen | Mortarel | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 140 | 11-12-2008 18:44 |
| [Warhammer 2ed.] Proroczy Sen | Mortarel | Archiwum rekrutacji | 23 | 02-27-2008 08:11 |