![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #161 |
![]() | Niezmierna radość ogarnęła Abn'Jazzira, gdy koty uciekły. Kolejny krok w przód w zwalczaniu nieumarłych. Jedyny byłby zadowolony ze swego sługi, gdyby nie paskudna rana na jego nodze. Abrahim stał i wciąż oceniał sytuację. Okropny ból sprawił, że człowiek musiał podpierać się tym, co miał na podorędziu, czyli swoją bronią. Człowiek spojrzał na rozerwaną kurtę Josepha i mimowolnie uśmiechnął się, widząc iż te śmierdzące bestie spowodowały jedynie kilka niegroźnych zadrapań. Potem jednak mężczyzna spojrzał na swoją kończynę. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Z wielkiej, zakrwawionej dziury w nodze ciągle ciekła posoka. Człowiek pomyślał, że lepiej byłoby dokuśtykać do wozu i już tam zająć się swoim nieszczęściem. Tak też zrobił. Ledwo szedł, ale oparł się o wóz i uważając, by nie obić rannej nogi, usiadł na wozie. Potem siedział tak przez chwilę rozglądając się jeszcze wokół. Na koniec położył się na wozie, zdając sobie sprawę z tego, że niebezpieczeństwo minęło. Potrzebował jednak kilku chwil, aby obecna w jego organizmie adrenalina przestała działać. Poczuł okropny ból i dostał mocnego szczękościsku sycząc przez zęby. Nie było z nim dobrze. Człowiekowi przydałaby się pomoc, gdyż sam nie był w stanie opatrzeć rany. Ból kończyny niemal paraliżował go. Na szczęście to jedynie zdarta skóra i naderwany mięsień. Gdyby kły bestii dostały się dalej, dla Araba walka ta mogłaby skończyć się kalectwem...
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) Ostatnio edytowane przez Bulny : 04-13-2008 o 14:03. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #162 |
![]() | Joseph z mieszanymi uczuciami spojrzał w ślad za odbiegającymi kotami. Nie bardzo miał ochotę na ciąg dalszy walki, ale wolałby, by świadkowie ich zwycięstwa nie pobiegli donieść swemu panu o wyniku walki. - Ostanie dwa uciekły - powiedział na tyle głośno, by usłyszała go cała reszta, machnięciem reki wskazując równocześnie kierunek ucieczki. - Ale chyba nie ma po co ich gonić... Miał wrażenie, że nawet na szybkich wierzchowcach nieprędko dogoniliby uciekające zwierzaki, które w dodatku prawie natychmiast zniknęły wśród krzaków... Spojrzał na swoje rany. Nie wyglądały na zbyt poważne. Wyglądały nawet na takie, które zagoją się szybciej bez jakiejkolwiek interwencji. Mimo wszystko postanowił potraktować je spirytusem albo gorzałką. Jeśli dobrze pamiętał, było coś takiego na wozie... Podniósł głowę i spojrzał na kompanów. Wyglądało na to, że z wyjątkiem Abrahima nic się nikomu nie stało. Nie mówiąc, rzecz jasna, o Leonardzie, którego los był, jak się zdaje jednoznaczny... Co i tak trzeba było sprawdzić. Niedługo... Zeskoczył z konia i zrzucił wodze na ziemię. Tornado był na tyle wyszkolony, że nie ruszyłby się z miejsca bez bardzo ważnego powodu. Na przykład atak jakiegoś drapieżnika, a wtedy miałby większe szanse na ucieczkę lub obronę... Podszedł do wozu. Ściągnął kolczugę i obejrzał ją dokładnie. Skrzywił się. Wyglądało na to, że na najbliższym postoju zdoła ją podreperować, ale bez pomocy doświadczonego kowala nie było siły, by zbroja zdołała wrócić do dawnej świetności. Skrzywił się nieco. Dziwnym trafem na horyzoncie nie było widać żadnego kowala... Sięgnął po starannie zapakowany dzbanek i odkorkował go. Ostry zapach gorzałki rozległ sie dokoła. Nie licząc się z ewentualnymi protestami krasnoluda polał zranione ramię i tors. Potem spojrzał na Abrahima. - Masz jakieś zioła - spytał - czy wolisz tym - potrząsnął dzbankiem - polać ranę? Barbarzyńskie, bolesne, ale ponoć skuteczne... - Chociaż - dodał - niektórzy zalecają, by najpierw zastosować do wewnątrz... |
| | |
| | #163 |
![]() | Santiago jednym szybkim ciÄ™ciem dobiÅ‚ leżącego kota, odcinajÄ…c mu Å‚eb. Który nastÄ™pnie kopnÄ…Å‚ w krzaki. ByÅ‚ ciÄ…gle oszoÅ‚omiony potyczkÄ…, huczaÅ‚o mu w uszach a w piersi waliÅ‚o serce prawie wyskakujÄ…c ze swego miejsca. zÅ‚apaÅ‚ głęboki oddech. "Ale smród, ohyda" przetarÅ‚ czoÅ‚o haftowanÄ… chusteczkÄ… i poprawiÅ‚ kapelusz, po czym szybko skoczyÅ‚ do Abrahima sÅ‚aniajÄ…cego siÄ™ z takim wyrazem twarzy, że niemal pewne byÅ‚o to ,że za chwilÄ™ runie na ziemiÄ™. ZÅ‚apaÅ‚ go pod ramie i pomógÅ‚ wsiąść na wóz. Ostrożnie rozciÄ…Å‚ nogawkÄ™ spodni tak by lepiej byÅ‚o widać ranÄ™. "trzeba by to przemyć, najlepiej jakimÅ› alkoholem, nie wiadomo co za cholerstwo mogÅ‚o siÄ™ tam dostać przez tÄ… ranÄ™" -Companeiros !Ã-ndice indice !KrzyknÄ…Å‚ Santiago -Abrahim, źle z nim Po czym wskoczyÅ‚ na wóz by znaleźć coÅ› czym mógÅ‚ by odkazić ranÄ™, przegrzebaÅ‚ wszystko co tylko byÅ‚o pod rÄ™kÄ…. PrzygotowaÅ‚ trochÄ™ czystych szmat, które porozcinaÅ‚ na równe bandaże, znalazÅ‚ jakÄ…Å› butelkÄ™, otworzyÅ‚ jÄ… i powÄ…chaÅ‚, Å›mierdziaÅ‚o jak rum, na wszelki wypadek wychyliÅ‚ Å‚yk by siÄ™ upewnić, lepsze to od piwa pomyÅ›laÅ‚, i podszedÅ‚ do Abrahima. -Å‚yknij se, bÄ™dzie doler Później wylaÅ‚ zawartość butli na nogÄ™, i przetarÅ‚ ranÄ™ czystÄ… szmatkÄ…, gdy byÅ‚a już czysta, można byÅ‚o Å‚atwiej ocenić uszkodzenia. Sam nie znaÅ‚ siÄ™ na tym wiÄ™c wolaÅ‚ poczekać na resztÄ™ by sami ocenili. W tym czasie przygotowaÅ‚ wiÄ™cej czystych bandaży. -Companeiros !Ã-ndice indice ! Znów krzyknÄ…Å‚ Estalijczyk. Joseph Barnett podszedÅ‚ do wozu, i oblaÅ‚ swe poranione ciaÅ‚o alkoholem. Santiago podaÅ‚ mu przygotowane bandaże. |
| | |
| | #164 |
| Public Relations ![]() | Garnir przeszukując swój plecak spojrzał na chwilę na towarzyszy i zobaczył, że zagrożenie ze strony kotołaków minęło i już wszyscy z drużyny schodzą w stronę wozu, jednak najgorzej wyglądała sytuacja Abrahima. Miał całą pogryzioną nogę. Krasnolud uśmiechnął się i wyciągnął coś z plecaka i schował to w rękach, a te trzyma za plecami. Zszedł z wozu a w tym czasie Abrahim położył się na deskach wozu, widocznie próbował uśmierzyć ból. Garnir przybliżył się do nogi Araba, aby zobaczyć ranę. Widział dużą pozostałość po kłach kotołaka. Krasnolud uśmiechnął się, a widząc to Santiago, który stał obok Abrahima oniemiał ze zdumienia. Pewnie pomyślał sobie "co za głupi krasnal?". Garnir wziął swój palec i dotknął nim kolana Abrahima, aż ten otworzył oczy i wrócił do pozycji siedzącej. - Boli? - zapytał się krasnolud, a Arab tylko otworzył oczy i odpowiedział z ironią - No co ty Garnirze drogi, przecież nigdy nie czułem się lepiej - i uśmiechnął się lecz potem pewnie znowu poczuł ból w nodze. - Jakby cię coś bolało to mam pewną miksturkę - wyjął zza pleców flakonik z esencją i uśmiechnął się - ale jeśli mówisz że cię nie boli. Garnir już chciał chować miksturkę lecz ostatecznie spoczęła ona w ręku Araba który słuchał się poleceń krasnoluda: - Pij powoli i małymi łykami, powinieneś poczuć ciepło w nodze za jakąś małą chwilę, i nie musisz dziękować, to ja dziękuje że pragniesz uwolnić mój dom od sług Chaosu. Następnie Garnir wziął pusty flakonik od Araba i zaniósł go do swojego zielonego podróżnego plecaka. Odwrócił się i zobaczył teraz jak Joseph dotyka się boku i w tym miejscu krasnolud dojrzał rozerwaną kolczugę, więc zatroskany wielce Garnir podszedł do konnego i musiał zobaczyć dziurę. - Mhmm, Josephie, będziemy musieli pójść do rzemieślnika, który kółka kolcze ci sprzeda i złączy całą zbroję na nowo. Ja mógłbym ci pomóc przy złączaniu ale to wolę abyś zostawił mistrzowi, a nie zwykłemu gońcowi. - i uśmiechnął się i wyciągnął medalion, który miał na szyi - kiedy będziemy w Karak-Norn to wtedy zaprowadzę cię do pewnego płatnerza, on pokaże ci swoje wyroby, a oczy wyjdą ci na wierzch- zaśmiał się.
__________________ Najważniejsze na całym forum!! TUTAJ |
| | |
| | #165 |
![]() | Notka- Działanie Eliksiru Abrahim poczuje krótkotrwały palący ból w nodze, jednak po chwili zmieni się on w bardzo przyjemne, ciepłe odczucie. Za sprawą magicznych właściwości tego typu napoju, przyrządzanego jedynie przez biegłych w swym fachu alchemików, rany na nodze Abrahima zagoją się znacznie szybciej. Początkowo ustąpi krwawienie, aby w następnej kolejności rany zasklepiły się strupem. Na tym etapie powinno się przemyć nogę ze względów higienicznych, mimo iż mikstura zapobiega również zakażeniu, a następnie przewiązać ją bandażem. Regeneracja uszkodzonych tkanek będzie przebiegać dziesięciokrotnie szybciej niż normalnie. |
| | |
| | #166 |
![]() | Stan Abrahima nieco się polepszał. Pierwszy ból ustępował, co nie oznaczało że to koniec. Przyszedł czas na to drugie, nieco bardziej uciążliwe odczucie rany w nodze. Rozszarpana skóra ukazująca kawałek mięśnia bardzo piekła i cała zalała się krwią. Człowiek, mogąc już prawie normalnie egzystować umysłowo, wziął eliksir z ręki krasnoluda. W jego oczach widać było wdzięczność za okazaną pomoc, choć teraz nie było czasu, aby o tym mówić. Odkorkował go i położył obok siebie, potem popatrzył na Sanitago podstawiającego mu flaszkę. Ją również wziął, wypowiadając nieco ospale słowa: - Niestety jedyny nie pozwala mi, jak to mówicie "pociągnąć sobie łyka", ale takie barbarzyńskie metody stosuje się nawet w mym kraju. Potem owinął nieco duży korek kawałkiem szmaty, który wyciągnął z plecaka. Taka rzecz zawsze się przydaje. Towarzysze patrzyli nieco zdziwieni, gdy czarnoskóry począł owijać szmatą zatyczkę od rumu. Gdy skończył wetknął ją sobie do ust, aby nie przygryźć języka, gdy dostanie kolejnego szczękościsku. Potem znowu podał butelkę Estalijczykowi mówiąc jedynie: - Lej! Twarz Araba momentalnie zmieniła swój kolor, z brązowego na brązowo-czerwony. Towarzysze widzieli wszystkie ścięgna napięte przy jego mięśniach, gdy szermierz wylewał piracki trunek na nogę mężczyzny. Tamten coraz mocniej zaciskał zęby na nieszczęsnym korku. Wydawało się, że niedługo przegryzie go na pół. Tak się jednak nie stało. Po polaniu rany, Abn'Jazzir usiadł oddychając ciężko. Widać było, że wytrzymanie takiego bólu było nie lada wysiłkiem. Teraz przyszedł czas na spoczynek. Abrahim wziął do ręki buteleczkę z eliksirem i począł powoli sączyć płyn. Wpierw wzdrygnął, czując pieczenie, ale potem rzeczywiście przemieniło się ono w przyjemne ciepło. Napój działał. Rana zaczęła się powoli zasklepiać. Gdy już kończył pić, w jego oku pojawił się dziwny błysk, który wszyscy zauważyli. Po zakończeniu sączenia nektaru, człowiek ostawił go na deski pojazdy z klasycznym wzdychnięciem. Potem bez słowa zajrzał do plecaka. Zaczął tam gmerać i przewracać wszystko, jakby czegoś szukając. Przy tym ciągle mówił pod nosem: - Gdzie to może być? No gdzie to jest? Nie mogło się rozbić. O jest! - Ostatnie słowa niemalże wykrzyknął z radością. Jeszcze chwilę poszperał w bagażu, by wyciągnąć podłużny, owinięty w damską chustę przedmiot. Zdjął piękny, otaczający go materiał, a oczom towarzystwa ukazała się fiolka z jakąś brązowawą breją w środku. Na twarzy mężczyzny pojawił się dziwny uśmiech, a jego oczy wpatrywały się dziwnie na pływające w płynie kawałki jakiegoś korzenia. Widać było w nich coś jakby tęsknotę. Człowiek przypatrywał się tak w milczeniu przez krótką chwilę. Potem otrząsnął się wręczając ją krasnoludowi. - Na śmierć zapomniałbym, że również mam eliksir. Proszę weź go, jako zwrot części mego długu wobec was. Dostałem go dawno... - Tu Arab przerwał. W jego oczach dało się zobaczyć smutek, choć twarz pokryła się dziwnym rumieńcem. Reszta drużyny mogła zobaczyć pojedynczą łzę spadającą powoli po policzku. -... Ee... Na czym skończyłem? A tak na prawdę bardzo wam wszystkim dziękuję i mam wobec was dług, który spłacę, gdy zajdzie okazja. Mam nadzieję, że nie będę musiał tego prędko robić. - dokończył człowiek, jakby starając się wybrnąć z sytuacji. Potem spojrzał jeszcze na resztę i, jakby zawstydzony, rzekł: - No co? Nawet najtwardszy wojak może uronić łzę mając tak rozszarpaną nogę.
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) Ostatnio edytowane przez Bulny : 04-14-2008 o 18:11. |
| | |
| | #167 |
| Newsman ![]() | Giles szybko rozprawiÅ‚ siÄ™ z nadbiegajÄ…cymi stworami. Przez chwile jeszcze obserwowaÅ‚ otoczenie w poszukiwaniu przeciwników. SpojrzaÅ‚ w kierunku towarzyszy jak spostrzegÅ‚ sprawnie im szÅ‚o udzielanie sobie pomocy. SiÄ™gnÄ…Å‚ po bukÅ‚ak i nalaÅ‚ trochÄ™ wody na czystÄ… szmatkÄ™ i przemyÅ‚ niÄ… twarz. Potem oczyÅ›ciÅ‚ niÄ… broÅ„ i wyjÄ…Å‚ sucha, którÄ… przetarÅ‚ ostrze przed wÅ‚ożeniem do pochwy. Te czynnoÅ›ci zajęły mu chwilÄ™. SzaleÅ„ca jeszcze nie byÅ‚o pewnie koty zombi go zagryzÅ‚y. „Dobrze mu tak, po co Å‚amaÅ‚ szyk i narażaÅ‚ wszystkich na zagrożenie.” SprawdziÅ‚ po walce Blanszarda. Jemu nic siÄ™ nie staÅ‚o. „Jak dojedziemy, do jakiego strumienia trzeba bÄ™dzie go oczyÅ›cić dokÅ‚adniej." Jako iż nie znaÅ‚ siÄ™ na leczeniu zostawiÅ‚ to w rÄ™kach specjalistów. Giles zajÄ…Å‚ siÄ™ przeglÄ…dem koni czy aby ta szalona galopada wozu nie przyczyniÅ‚a siÄ™ do ich okulawienia. „Tym razem miÄ™liÅ›my szczęście, żaden siÄ™ nie ochwaciÅ‚.” Po sprawdzeniu kondycji wszystkich zwierzÄ…t podszedÅ‚ do towarzyszy. - Możemy jechać nic koniom na szczęście te potwory nie uczyniÅ‚y. WidzÄ™, iż z wami też w miarÄ™ w porzÄ…dku jest, ale może musi was jakiÅ› medyk obejrzeć, bo ja na leczeniu siÄ™ nie znam. MÅ‚odzieniec spojrzaÅ‚ w kierunku, którym odbiegÅ‚ najemnik. WzruszyÅ‚ ramionami. - Ma za swoje szaleniec, pewnie jego ciaÅ‚o znajdziemy trochÄ™ dalej na szlaku rozszarpane. - Cholerna zwÅ‚oka – powiedziaÅ‚ podchodzÄ…c do wozu, z którego zdjÄ…Å‚ dwie Å‚opaty. - No i co tak siÄ™ patrzycie trzeba spalić plugastwo, aby siÄ™ ponownie nie odrodziÅ‚o. Ja i Garnir wykopiemy odpowiednia dziurÄ™, w której spalimy Å›cierwo, a reszt w tym czasie niech je pozbiera, ale przez rÄ™kawicÄ™, które potem opÅ‚uczcie wodÄ…, aby nie zaÅ›mierdÅ‚y. Abrahimie, jeÅ›li nie czujesz siÄ™ na siÅ‚ach zajmij siÄ™ obserwowaniem lasu, aby znowu nas coÅ› nie zaskoczyÅ‚o. – powiedziaÅ‚ podajÄ…c Å‚opatÄ™ krasnoludowi.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| | |
| | #168 |
![]() | ZaczynaÅ‚o siÄ™ rozjaÅ›niać, mgÅ‚a powoli przerzedzaÅ‚a siÄ™ aby w koÅ„cu zupeÅ‚nie ustÄ…pić. Na jej miejsce wkroczyÅ‚y zaÅ› promienie sÅ‚oÅ„ca, które teraz radosnym blaskiem oÅ›wietlaÅ‚y, bÅ‚yskaÅ‚y i skrzyÅ‚y. Abrahim i Joseph zdążyli już opatrzyć swoje rany. WyglÄ…daÅ‚o na to, że siÄ™ z tego wyliżą, chociaż Arab powinien teraz bardziej uważać. Garnir oczywiÅ›cie komentowaÅ‚ całą sytuacjÄ™, nawiÄ…zujÄ…c do zaszÅ‚ych wydarzeÅ„. Jedynie Joseph staÅ‚ smÄ™tny i zamyÅ›lony. ZastanawiaÅ‚ siÄ™ bowiem, czemu dwa ostatnie koty nie zaatakowaÅ‚y jak reszta, tylko uciekÅ‚y. Santiago zaÅ› okazaÅ‚ siÄ™ bardzo dobrym kamratem, pomagajÄ…c rannym kolegom. Tym samym oczywiÅ›cie może poszczycić siÄ™ również Garnir, który nie żaÅ‚owaÅ‚ swej mikstury leczÄ…cej i odstÄ…piÅ‚ ja, Abrahim zaÅ› chcÄ…c wyrazić swÄ… wdziÄ™czność oddaÅ‚ mu z wÅ‚asnych zapasów miksturÄ™. Wszystkich zastanawiaÅ‚ również los Leonarda, który chyba nie mógÅ‚ być inny jak Å›mierć w paszczach kotoÅ‚aków, jednak kto wie.. nikt nie widziaÅ‚ jego Å›mierci. Co zaÅ› skÅ‚oniÅ‚o Constantina do jego heroicznego gestu? Może zwykÅ‚e majaki a może zrobiÅ‚ to celowo, aby ratować towarzyszy. Może uznaÅ‚, że to wÅ‚aÅ›nie jego powinność, nikt przecież nie wiedziaÅ‚ co Leonardo widziaÅ‚ w swoich snach, a widziaÅ‚ zapewne wiÄ™cej niż każdy z was. Nagle wsÅ‚uchaliÅ›cie siÄ™ w sÅ‚owa Gilesa. WydaÅ‚y siÄ™ wam one bardzo mÄ…dre i rozważne. A co jeÅ›li kotoÅ‚aki odrodzÄ… siÄ™ jak wczeÅ›niej? Chyba warto posÅ‚uchać Gilesa i zrobić dokÅ‚adnie jak mówi. Niebo byÅ‚o pogodne, sÅ‚oÅ„ce zaÅ› górowaÅ‚o nad wami oznajmiajÄ…c wszem i wobec poÅ‚udnie. Dopiero teraz zdaliÅ›cie sobie sprawÄ™, że przecież przez mgłę nie wiecie gdzie jesteÅ›cie, czy aby przypadkiem nie zeszliÅ›cie z obranej trasy. Garnirowi zaburczaÅ‚o w brzuchu…ach jakże dobrze byÅ‚oby przekÄ…sić coÅ›, zwÅ‚aszcza po wyczerpujÄ…cej walce. Nabrać siÅ‚ przed dalszÄ… drogÄ…. Santiago staÅ‚ zamyÅ›lony, jednak treść jego myÅ›li pozostawaÅ‚a nieznana, Joseph zaÅ› patrzyÅ‚ siÄ™ na drogÄ™, w dal. WybiegaÅ‚ myÅ›lÄ… do przody, bowiem musicie wiedzieć, że jest on chyba najbardziej przewidujÄ…cym i zapobiegliwym czÅ‚onkiem waszej drużyny. Jego rozwaga może być nieoceniona. Giles zaÅ› reprezentuje praktyczne rozwiÄ…zania danego problemu. Garnir zaÅ› jest spontanicznym, zawadiackim typowym Krasnoludem. ![]() Ostatnio edytowane przez Mortarel : 04-17-2008 o 10:03. Powód: drobne błędy |
| | |
| | #169 |
![]() | Joseph z zaciekawieniem spoglądał na działanie krasnoludzkiego eliksiru. Widać było, że nie jest smaczny, za to działanie było oszałamiające. "Szkoda, że to towar jednorazowego użytku" - pomyślał. - "Mogły nam elfy dać kilka podobnych flakoników. Niemożliwe, żeby nie miały..." Uznał jednak, że nie warto dzielić się podobnymi myślami z resztą. I tak by to nic nie zmieniło. Za to jak już się znajdą w Karak-Norn... - Sądzę - przeniósł wzrok na Garnira, który właśnie do niego podszedł - - że mimo wszystko będę musiał prowizorycznie załatać tę dziurę. Lepsza prowizorka, niż nic. A w Karak-Norn najwyżej usuną moją robotę i wstawią coś porządnego - uśmiechnął się. Stał przy wozie, gdy Giles zaczął wydawać polecenia. Spojrzał przed siebie, a potem popatrzył na rycerza. - Z jednym nie mogę się zgodzić - powiedział. - Powinniśmy odnaleźć ciało Leonarda. Nie chodzi nawet o to, że nie należy zostawiać ciała towarzysza. Spojrzał na resztę. Ciekaw był, kto ma takie same, dość sentymentalne, poglądy. - Ruszę kawałek w tamtą stronę - wskazał kierunek, w którym pobiegł Leonard. - Nie sądzę, by zdołał odbiec zbyt daleko. Jeśli znajdę jakieś resztki, to przywiozę. I spalimy, tak jak te koty. - Wolałbym - dodał tytułem wyjaśnienia - nie spotkać na swej drodze Leonarda-zombi. Zabrał z wozu pierwszą z brzegu płachtę oraz ostatnią łopatę, dosiadł konia i ruszył w kierunku, gdzie zniknął Leonard. Miał zamiar jechać parę minut i jeśli nie znajdzie zwłok - zawrócić. - Za małą klepsydrę powinienem wrócić - powiedział. |
| | |
| | #170 |
| Public Relations ![]() | Garnir widząc płaczącego Araba zdziwił się pozytywnie, ze wzrostu krasnoluda widoczne były te strumienie które spływały po policzkach Czarciskórego. "Ale milusiński ten Arab, praktycznie jak krasnoludy-kobiety"-pomyślał - Dziękuje Ci Abrahimie za ten dar, jednak nie mogę go przyjąć ze względu na mój honor, jedynie gdy będę zbyt mocno ranny by sam się uleczyć wtedy będziesz mógł mi pomóc - poczym oddał buteleczkę Arabowi "Co ja tutaj mówię, o jakim honorze mówimy?" - pomyślał powtórnie Potem zwrócił się w stronę Gilesa, który potem dał mu łopatę - Świetny pomysł mości rycerzu, chociaż żal mi trochę tych kotołaków, to też stworzenia... - przystanął i spuścił głowę w dół lecz chciał mieć widok na towarzyszy czy na niego patrzą, po chwili powiedział - hehe, to taki żart, spalmy te ścierwo czym prędzej. Gdy wraz z Gilesem wybrali dobre miejsce na cmentarz zaczeli kopać dół przedtym jednak krasnolud rozprostował kości, a potem sieknął łopatą w ziemię by po chwili wyrzucić kawałki piachu.
__________________ Najważniejsze na całym forum!! TUTAJ Ostatnio edytowane przez Maciass0 : 04-20-2008 o 11:28. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| WyglÄ…d | |
| |
Podobne wÄ…tki | ||||
| WÄ…tek | Autor wÄ…tku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Proroczy Sen | Mortarel | Komentarze do sesji RPG - Warhammer | 140 | 11-12-2008 18:44 |
| [Warhammer 2ed.] Proroczy Sen | Mortarel | Archiwum rekrutacji | 23 | 02-27-2008 08:11 |