Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz do mrocznych realiów zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku Imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i proste krasnoludy. Zamieszkaj na Starym Świecie, a umrzesz... Młodo...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-17-2008, 11:46   #171
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 2 Bulny wkrótce będzie znany
$: 45 646
Abrahim przysłuchiwał się poleceniom Bretończyka. Widać było, że chłop zna się na walce i dowodzeniu ludźmi. Wie tez coś o walce z tym nieumarłym plugastwem i już sam ten fakt daje Gilesowi ogromnego plusa u Araba. Zgodnie z poleceniem siedzący na wozie człowiek położył zabandażowaną nogę na deskach pojazdu, drugą spuszczając na ziemię. Przy okazji wziął z inwentarza znajdującego się z tyłu swoją kuszę i załadował ją.

Wyczulił swoje zmysły oczekując ewentualnie nadchodzącego ataku. W końcu nie zabili całego ścierwa, reszta uciekła gdzieś do lasu. Przy okazji przypatrywał się przygotowaniom do spalenia zwłok na stosie. Gdy Joseph wyraził swoje zdanie, Arab choć nie wtrącał się słownie do dyskusji, zrobił głową przytakujący gest. Zgadzał się z najemnikiem, że lepiej nie kusić losu i być pewnym że wszystkie trupy zostały spalone. Z drugiej strony jednak człowiekowi przydałaby się pomoc, gdyż w tej sytuacji samotne wchodzenie wgłąb kniei mogło być niebezpieczne.

- Dobrze byłoby, żeby ktoś poszedł razem z nim... - przemówił czarnoskóry. Sam bardzo chciałby towarzyszyć Barnettowi, ale stan jego nogi nie pozwalał jeszcze do końca na przywilej chodzenia. Człowiek musiał teraz odpocząć.
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)
Bulny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-19-2008, 13:06   #172
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 178 232
Giles powoli zaczął się wgryzać w ziemię łopatą, nie po raz pierwszy palił ciała potworów, więc miał niejaką praktykę w kopaniu i paleniu. Z pomocą Krasnoluda dziura szybko się powiększała.
„Ma rację skubaniec” – pomyślał słysząc słowa Araba.

Dużo ich nie zostało jedyną osobą wolną był ten dziwny Estalijczyk.

- Santiago dogoń Josepha niech się sam nie męczy, a i bezpieczniej będzie. Te potwory mogą się jeszcze gdzieś czaić. Rozejrzyjcie się przy okazji za jakimś chrustem.


„Ciekawe skąd się wziął nekromanta tak blisko ścisłej granicy Matecznika. Leśny Lud musi mieć większe problemy niż nam zdradza. Ciekawe, co robią Rycerze Graal, Poszukujący i Błędni. Myślałem, iż co najmniej jednego spotkamy patrolującego te tereny. Wszystko jest to wielce tajemnicze w szczególności, iż zombikami okazały się zwierzęta, po raz pierwszy widzę coś takiego.”

W tym czasie trochę dalej na szlaku czujne oczy „Wilka” penetrowały las. Poruszał się szybko, lecz widoczne było, iż kulał na przednia łapę. Joseph nawet się nie spodziewał, iż towarzyszył mu trudno zauważalny cień.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 04-19-2008 o 13:34.
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 19:45   #173
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 2 Mortarel wkrótce będzie znany
$: 42 747
Joseph i Santiago

Josephie, wyruszyłeś na poszukiwanie zaginionego Leonarda, chwilę później dogonił cię Santiago. Zastanawialiście się obaj, co znajdziecie, jeśli w ogóle znajdziecie cokolwiek.
Nie musieliście jednak jechać daleko. Bowiem już niecałe 200m od wozu znaleźliście na środku drogi kociołek i chochle, za pomocą, których Leonard odciągał bestie. Wokół leżało też kilka plastrów suszonego mięsa, którymi się obwiesił. Jednak żadnej krwi, czy tym bardziej ciała. Zbiło was to trochę z tropu. Ścieżka była piaszczysta, wyraźnie było, więc widać na niej ślady. Domyśliliście się, że duże odciski należą do kotów. Jednak nie wybiegały one dalej niż leżał garnek. Najwidoczniej dokładnie niecały metr od kociołka kotołaki zawróciły. To przyprawiło was o jeszcze większa ciekawość. Mniejsze zaś ślady, wnioskowaliście że Leonarda, prowadziły jeszcze przez kilka metrów wzdłuż ścieżki, a następnie skręcały w las, gdzie nie potrafiliście już dalej podążać nimi… chyba, że ktoś znałby się na tropieniu.

Giles & Garnir

Dość sprawnie machaliście łopatą, dlatego też szybko powstał dół, do którego trafiły ścierwa kotów. Podpaliliście je, aby piekielne moce, które przywołały potwory na ten świat zginęły w ogniu. Jakże się zdziwiliście, kiedy ujrzeliście dziwy, jakie wydarzyły się po podpaleniu kotów. Niemal natychmiastowo spłonęły, niczym kartka papieru. Do tego płonąc nie wydzielały dymu. Jedyną rzeczą, która unosiła się nad ogniem był przeraźliwy jęk, skowyt. Przypominał on piski, a zarazem straszliwie przeciągające się jęki. W kilka chwil dół był pełen popiołu. Nie czekaliście na dalsze wydarzenia, tylko szybko zasypaliście otwór, grzebiąc spopielone koty.

Abrahim

Siedziałeś na wozie, rozmyślałeś nad całą sytuacją i przeklinałeś w duchu fakt, iż przez ranę na twej nodze nie możesz jeszcze w pełni być przydatnym. Na szczęście dzięki eliksirowi czułeś, że lada moment staniesz na nogach a nawet wykonasz kilka podskoków. Przyglądałeś się pracy Gilesa i Garnira, kiedy nagle wydało ci się, że usłyszałeś śpiew. Drgnąłeś zaskoczony, jednocześnie obracając głowę. W odległości niecałych 30 metrów za wozem dostrzegłeś jakąś postać. Ze zdziwienia zamurowało cię. Była już na tyle blisko, byś mógł usłyszeć jej głos

 
Mortarel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 19:47   #174
 
RavenOmira's Avatar
 
Reputacja: 1 RavenOmira jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 474
Długowłosy elf z lewym okiem przesłoniętym przez mrok podśpiewywał sobie wesoło przy okazji skacząc niczym młoda sarenka. Sprawiał on wrażenie jakby był małym dzieckiem co wyszło sobie na łączkę nazrywać kwiatków i raczej zupełnie nie pasował do tego pobojowiska. Wymachiwał rękoma na wszystkie strony i na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie obłąkanego.
Kończył właśnie drugą zwrotkę jakiejś wesołej piosenki gdy ujrzał wyjątkowo dziwny widok jakim był dla niego widok czarnego człowieka siedzącego na wozie w środku lasu. Przerwał śpiewanie lecz wciąż pozostawał uśmiechnięty. Dopiero gdy podszedł bliżej dało się zauważyć, że lewe oko jest przesłonięte czarna przepaską.
Jego jedyne oko ciekawie wpatrywało się w człowieka siedzącego na wozie. W zasadzie w ogóle nie można było poznać po nim ze może on być niebezpieczny, wyglądał na tyle głupkowato ze aż niewinnie.
Z olbrzymią beztroską podszedł do człowieka ani na chwile nie spuszczając z niego oka. Jego ubiór był dość ekstrawagancki – płaszcz mieniący się przeróżnymi barwami, z których najbardziej dominującym był pośredni między czerwonym a różowym. Ponadto było na nim mnóstwo łat. Z pod płaszcza wyraźnie dało się dostrzec ostrze miecza jednak ani przez moment elf nie skierował dłoni ku rękojeści.
Stanął w odległości 5 kroków od Araba i wpatrując się z niego z olbrzymią ciekawością i szczerym uśmiechem rzekł z rozbrajającą szczerością:

Na wszystkich znanych mi bogów! Czarny ludź! Jejku jakże milo mi jest spotkać tak wyróżniającą się w tych stronach osobę. Zwiedziłem juz kawał świata ale kogoś takiego jak ty jeszcze nie widziałem! heheheh - śmiech elfa był wręcz dziecinny ale niewymuszony i szczery - Jestem Guidonel, elf wędrujący po świecie. A ty?? - mówił to wszystko z taka szczerością ze nikt nie mógłby mieć wątpliwości o jego pokojowych zamiarach. Uśmiech nieprzerwanie gościł na jego obliczu.
 

Ostatnio edytowane przez RavenOmira : 04-20-2008 o 19:52.
RavenOmira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 20:11   #175
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 2 Bulny wkrótce będzie znany
$: 45 646
Abrahim przypatrywał się szybko płonącemu ścierwu. Takie zachowanie rozpałki nie budziło w nim żadnego zaskoczenia. Nie ten jeden raz widywał dziwne zjawiska towarzyszące pozbywaniu się istot z zaświatów. Nie ten jeden raz widział zwęglone szczątki nieumarłych. I nie ten jeden raz przyjdzie mu z nimi walczyć. Perspektywa walki z nieumarłymi nie budziła w człowieku lęku. Od maleńkości uczony był technik walki i szybkiej likwidacji stworów. Jedyne, co nie podobało się Arabowi, to to, że pozostali w tej walce poradzili sobie nieco lepiej. W mężczyźnie obudził się lekki duch rywalizacji, który pewnie długo go nie opuści. O tak. Abrahim był miły i uprzejmy, ale jak się zawziął, to jeszcze nigdy nie popuścił. Wszystko wróżyło na to, że tak będzie i teraz.

Po chwili jednak obrócił się zauważając elfa nieopodal siebie. Przez chwilę zamurował go fakt dostania się długouchego aż tak blisko wozu, niezauważenie przez wszystkich. Nowy przybysz wydał się podejrzany. Ten jego chód, podśpiewywanie. Bijący optymizm. Czarnoskóry chciałby, aby ta beztroska udzieliła się i jemu, aczkolwiek w nieco innej sytuacji. Choć nie mierzył z kuszy w przedstawiciela leśnego ludu, to jednak tamten jakoś tak nie spodobał się człowiekowi. Tak więc trzymając broń w pogotowiu Abn'Jazzir wstał nieco nieporadnie. Noga dalej go bolała, choć wszystko wskazywało na to, że niedługo będzie dobrze. Potem ukłonił się lekko w stronę przybysza i powiedział:
- Jam jest Abrahim Abn'Jazzir, przybysz z południa. Miło mi Cię poznać. Czy to ta tajemnicza mgła przywiodła Cię w to miejsce?

Mężczyzna jeszcze raz obleciał elfa wzrokiem. Mimo, że nie ocenia się osoby po wyglądzie, to jednak długouchy mimo swojego zachowania budził ogromne podejrzenia. Najbardziej to wydłubane oko. Choć u ludzi nie było to czymś dziwnym, to jednak elf bez oka jest rzadkim przypadkiem...
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)
Bulny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 20:38   #176
 
RavenOmira's Avatar
 
Reputacja: 1 RavenOmira jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 474
Guidonel nadal uważnie i ciekawie patrzył na człowieka. Sposób w jaki nieporadnie władał jedną z nóg wydawał mu się śmieszny, jednak momentalnie zaczął współczuć rannemu. Co prawda nie dał po sobie tego poznać gdyż wciąż uśmiechał się głupkowato jednak w głębi serca poczuł do nieznajomego sympatię i szacunek. Sposób w jaki do niego przemówił, przypomniał mu elfickich mędrców i ton w jakim się oni wysławiali. Od razu zrozumiał, że musi to być ktoś inteligentny i bardzo ważny. Zaśmiał się gdy zdał sobie sprawę, że on głupi elf stoi naprzeciwko być może jakiegoś mędrca z dalekiego kraju. Śmiech ten postronnemu obserwatorowi mógł wydawać się nieco dziwny ale Guidonel uważał to za jak najbardziej naturalną reakcję.

- Ależ przyjacielu usiądź, widzę ,że z twoją nogą nie jest najlepiej. I nie musisz trzymać tej broni w pogotowiu naprawdę nie należę do tych co to pierwsi wyciągają swój oręż – po raz koleiny zaśmiał się jakby rozbawiły go jego własne słowa.

Postać Araba wydała mu się nadzwyczaj sympatyczna. Uspokoił się i znów zwrócił się do Abrahima:
- Nie, to nie ta urocza mgła mnie tu przyprowadziła choć w pewnym sensie – tu znów zaczął się śmiać gdy przypomniał sobie z jakiego powodu tu się znalazł. Wszystko wydało mu się tak niedorzeczne, że nie potrafił powstrzymać się od śmiechu. Nagle coś zaświtało mu w głowie. Słowa, które swego czasu usłyszał od pewnego ducha ponownie wróciły. „Klątwa zniknie gdy…” Przestał się śmiać (choć uśmiech wciąż pozostawał ten sam) i niespodziewanie poważnym głosem rzekł:
- Ale przyjacielu chyba nie podróżujesz sam, prawda?
 
RavenOmira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 06:54   #177
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 193 776
Joseph odczekał chwilę, pozwalając, by dołączył do niego Santiago, a potem razem ruszyli na poszukiwania tego, co zostało z Leonarda.
Wędrówka nie trwała długo. Po paru minutach dostrzegli błysk metalu na ścieżce.
Joseph wziął do ręki podane mu przez Santiago przedmioty i obejrzał je starannie. Ani na kociołku, ani na chochli nie było na nich śladów krwi czy też zębów. Co dziwniejsze, w okolicy nie było również ciała Leonarda...
Wymienili zdziwione spojrzenia i dokładnie zbadali drogę. Ślady kotów kończyły się w tym miejscu. Dalej biegł tylko pojedynczy trop.
- Jak on to zrobił? - spytał zdziwiony Joseph.
Wyglądało na to, że Leonard jakimś cudem odstraszył koty, a potem pobiegł dalej.
"Nie chciały się zarazić jego szaleństwem" - pomyślał ironicznie.

Ruszyli dalej. Po kilkunastu metrach wyraźne dotąd ślady butów zniknęły.
- Latać to on raczej nie umiał - stwierdził Joseph, sprawdzając krzaki rosnące na skraju drogi.
Miejsce, w którym Leonard przedzierał się przez zarośla było nad wyraz łatwo dostrzegalne.
- Nie sądzę, by był sens ścigania go - powiedział do Santiago. - Nie znam się na tyle na tropieniu...
"Może pobiegł szukać swego korzenia, a bogowie mieli szaleńca w swej opiece..." - pomyślał.
- Wracamy? - spytał.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2008, 16:09   #178
Public Relations
 
Maciass0's Avatar
 
Reputacja: 3 Maciass0 ma w sobie cośMaciass0 ma w sobie coś
$: 38 442
Garnir kopał wraz z Gilesem dół dla obrzydliwych kotołaków, stwory Chaosu mają to do siebie, że nie wiadomo, co się stanie z ich ciałem. Obrzydliwie, wręcz niewyobrażalnie śmierdzą co przyprawiało krasnoluda o mdłości, ileż to można tak wytrzymać przy takim smrodzie. Gdy już wykopali dość duży dół na odpowiednią ilość ciał, zaczęli łopatami zsuwać ciała kotów do dołu. Wyglądało to jakby odśnieżali drogę, jak to robiono w zimie w większych miastach, rycerzowi i nie mniej walecznemu krasnoludowi szło to nawet dobrze. Uporali się z tym zadaniem w ciągu małej godzinki. Potem krasnolud rozpalił ogień, co by spalić te cielska w ogniu piekielnym, siarczystym.
„ Oż to śmierdziele jedne, ale tu wali kupą i lasem ciemnym co w wiosnę najwięcej można poczuć w nosie” – pomyślał Garnir, który nie przepadał za takim zapachem.
-Trochę tu śmierdzi, co mości Gilesie, co do twojej przysięgi, dzięki nawet za twoją obietnicę, jestem z ciebie zadowolony jako obrona wozu na twym pięknym koniu. Dobra podpalamy.
Garnir rozpalił ogień i wrzucił na ciała, a te zamiast zacząć się jarać jak to przystało na dobry materiał to jak nie pisnęły i zaczęły wiotczeć w swych cielskach. Krzyki wypełniły cały las, a ptaki to chyba wzleciały w powietrze. Dziwne zjawisko, jednak wróćmy do naszego krasnoluda. Chyba nie czuł się najlepiej bo z bólu w uszach aż złapał się za głowę, w końcu był najbliżej epicentrum dźwięku wychodzącego z ciał i odczuł najbardziej decybele szumiące w jego uszach. Garnir jednak nie był już w lesie i na drodze, był w wielkim miejscu, zapewne to był jakiś wyżłobiony tunel, który bardziej był jakby kopułą o kamienistym sklepieniu gdzieś pod ziemią i widział ogromny tron, na którym siedział krasnolud. Karzeł wstał i uniósł rękę i powiedział:
- Krasnoludy wszystkich światów łączcie się we wspólnym celu! Szykujmy się na wojnę
Po tych słowach rozbrzmiały tysiące głosów i skandujące postacie wykrzykiwały:
- Garnir król, Garnir król !!
Wizja rozproszyła się a Giles tylko przypatrywał się na dziwnie zachowującego się krasnoluda, pewnie myślał sobie co to się przytrafiło, więc krasnolud powiedział tak jakby chciał wyjaśnić całą zaistniałą sytuację:
- Mości Gilesie, muszę wracać na wóz położyć się, coś jest nie tak w tym lesie i w tych kotołakach, muszę się położyć, odpocząć, położyć, odpocząć
Krasnolud zachwiał się a nogi potoczyły się o krok w bok w nienaturalnym ruchu, Garnir widocznie miał problemy, lecz sam próbował wrócić do towarzyszy. Już wcześniej słyszał jakieś śmiechy dochodzące od towarzyszy a teraz gdy spojrzał jeszcze w tamtą stronę zobaczył kogoś nieznanego, to był człowiek. Garnir, który miał mgłę przed oczami, a głowa bolała go niemiłosiernie poczłapał się ciężko w stronę drużynnego wozu, nie czekając czy Giles mu pomoże ręką i będąc już coraz bliżej widział, że ten człowiek ma coś w sobie dziwnego. Odzienie wyglądało tak jakby było dla kobiety i jeszcze do tego pełne w łatach. Toż to pewnie kobieta! Krasnolud podszedł chwiejnym krokiem na odległość jednego kroku i wtedy zobaczył dziwnie spiczaste uszy wyróżniające się spośród całego ciała. Garnir zaniemówił i otworzył oczy ze zdumienia. Toż to ten człowiek jest chory i trzeba mu pomóc! Krasnolud nie zamyślając się dłużej pobiegł na wóz w poszukiwaniu drugiej miksturki leczniczej co by pomóc biednemu człowiekowi w jego bezsilnej walce z uszami. Gdy wyjął miksturkę od razu zbiegł na ziemię i podszedł do miejsca gdzie znajdowali się Abrahim i tajemniczy przybysz – chory. Garnir już chciał dać eliksir, gdy wtedy odurzenie minęło i krasnolud stał z wyciągniętą ręką w stronę przybysza.
- Elf? – wydukał – łot de fak? – wymówił w khazalidzie, ale zrozumiał że to jest nie na miejscu – znaczy się yyy.... witam
Garnir spojrzał po całym miejscu zdarzenia, wóz stał na swoim miejscu, dół, Giles, Abrahim i nie rozumiał co zrobił przed chwilą, uniósł rękę do głowy, podrapał się, pierdnął i zemdlał z wycieńczenia.

Był znowu w tym miejscu, wielka pusta hala, która była świętym miejscem zgromadzeń krasnoludów. Głosy ustały, a postać króla usiadła ponownie i zaczęła mówić, widocznie głos był wzmacniany magicznie, ponieważ głos niósł się na cały lud walecznego narodu co krzyczą, kochają i przeklinają w innym języku niż staroświatowy. Słowa były opowieścią:
- Opowiem wam bracia i siostry historię, kiedy byłem młodszy a gdy ojczyzna nasza była w niewoli ja zebrałem drużynę za pomocą braci elfów i ruszyliśmy na pomoc narodu krasnoludzkiego. Giles, Abrahim, Santiago, Leonard, Joseph, Guidonel i ja. Drużyna medalionu. Lecz...

Sen minął a podróż zaczęła się na nowo... Lecz część drużyny stała w osłupieniu, a dlaczego? Tak, moi drodzy czytelnicy - usłyszeli opowieść, były to słowa wypowiedziane z ust Garnira, który leżał na ziemi i mówił przez sen....
 
__________________
Najważniejsze na całym forum!! TUTAJ

Ostatnio edytowane przez Maciass0 : 04-22-2008 o 19:36.
Maciass0 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-23-2008, 17:29   #179
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 178 232
Praca szła szybko. Usłyszawszy komentarz krasnoluda Giles wzruszył ramionami.

- A co fiołkami ma pachnieć. Przecież to trupy przeklętą sztuka nekromancji ożywione Garnirze, to jak niby mają wonieć.

W pewnym momencie krasnolud zamilkł i zamyślił się. Mimo usilnych starań rycerza, który nawet szarpał za ramie krasnoluda. Nie dało się go przywrócić do przytomności. Po chwili ocknął się on, ale zaczął za coś przepraszać.

- Mości krasnoludzie widzę, iż i tobie potrzebne ziółka Leśnego Ludu. Zaczynasz również zachowywać się jak nawiedzony.

W tym czasie do Araba zbliżył się jakiś obcy.
Przedstawił się jako Guidonel elf.
„Prawda wygląda jak elfy, jakie widziałem w Imperium”. Pomyślał młodzieniec dziwiąc się nieco takiemu spotkaniu.

- Witaj. Jestem sir Giles de Relian, rycerz z Bretonii, czy przybywasz od Leśnego Ludu aby pomóc nam w rozwiązaniu tego problemu. Jeśli tak to wiedz, iż witam cię i rad jestem, iż tak wielu będzie wykonywać polecenie Pani Jeziora.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 04-24-2008 o 11:36.
Cedryk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-23-2008, 19:20   #180
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 2 Mortarel wkrótce będzie znany
$: 42 747
Santiago & Joseph

Sprawa wyglądała niezwykle tajemniczo. Zachodziliście w głowę jak to możliwe, że nie znaleźliście ciała Leonarda, natomiast jedyne, co udało wam się znaleźć to ślady prowadzące w las, najprawdopodobniej jego. Nie szliście już dalej ścieżką, bo i niby, po co. Najważniejszym zadaniem dla was był w tym momencie powrót i powiadomienie innych o tym, co udało wam się dowiedzieć na temat towarzysza. Uzgodniliście wspólnie, że trzeba niezwłocznie powiadomić o tym Gilesa, Abrahima i Garnira. Ruszyliście, więc z powrotem. Po drodze przyglądaliście się temu, co dzieje się głębiej w lesie. W pewnej chwili przystanęliście, zdawało wam się, że między drzewami przemknął jakiś cień, jednak najwidoczniej to tylko przewidzenie. Możliwe, a nawet więcej niż prawdopodobne, że była to tylko zwykła gałąź, która poruszona przez powiew wiatru, rzuciła światło w jedno miejsce, w drugim zaś stworzyła na chwilę trochę cienia. Z waszej perspektywy mogło, więc to wyglądać, jakby coś poruszyło się między drzewami.
Nie zważaliście jednak na to i ruszyliście dalej. Po niedługiej chwili byliście już przy wozie. Dziwnym trafem dzieje się tak, że droga powrotna wydaje się krótsza.
Już z daleka zauważyliście, że pojawiła się jakaś nowa postać, kiedy podjechaliście bliżej zobaczyliście, ze to najprawdopodobniej elf. Nie wiedzieliście, co tu robi i skąd się wziął, jednocześnie byliście tego bardzo ciekawi. Jednak najpierw sprawozdanie z poszukiwań. Nie ufając uszom nieznajomego, odeszliście troszkę na bok, informując Gilesa o tym, co znaleźliście. Również Abrahim i Garnir dowiedzieli się o tym, gdyż Santiago za przeproszeniem elfa, udzielił im tej informacji „na ucho”.

Giles & Abrahim & Garnir


Kiedy ochłonęliście po niespodziewanym spotkaniu z elfem, czekały was kolejne niespodzianki. Pierwsza z nich było to, iż Garnir niespodziewanie zemdlał. Najwidoczniej śnił mu się jakiś sen, bowiem mówił niczym najęty. W zasadzie pierwszy raz widzieliście, żeby ktoś mówił w ten sposób przez sen. Widocznie musiało śnić mu się coś, co bardzo przeżywał. Cała opowieść wypowiedzianą przez niego oczywiście usłyszeli wszyscy zebrani.
Jego słowa wydały wam się trochę śmieszne, najwyraźniej były to jakieś senne marzenia, majaki, lub urojenia. Wiedzieliście, bowiem, że krasnal ten wiele przeszedł w swoim życiu.
Próbowaliście go ocucić, jednak bez większego powodzenia. Postanowiliście, więc położyć go na wozie i czekać aż biedaczysko sam się rozbudzi. Możliwe, że zmęczony walką i przeżyciami, które tego dnia przysporzyły mu wiele emocji, Garnir po prostu potrzebował snu. Kiedy tylko Garnir znalazł się na wozie, niczym jakimś magicznym dotknięciem momentalnie się rozbudził, kompletnie nie pamiętając w ogóle tego, że był nieprzytomny. W zasadzie bardzo się zdziwił, że uprzedni stojąc na drodze, nagle znalazł się na wozie, bowiem nie pamiętał żeby na niego wchodził.
Wtedy to nadjechał Joseph i Santiago. Obaj z lekko zaniepokojonymi minami. Po chwili wszyscy z was wiedzieli już co się stało. Zdziwiło was to niezmiernie, bowiem sądziliście, że znajdziecie rozszarpane ciało Leonarda gdzieś na drodze. A tu proszę taka niespodzianka. W takim razie waszą ciekawość wzbudziło teraz to, co naprawdę się z nim stało. Jedynym sposobem by się o tym przekonać jest wkroczenie do lasu, jednak musicie przedyskutować sprawę, czy warto ryzykować, czy może lepiej odjechać. Wybór należy do was. Dodatkowo zajęła was sprawa elfa. Chyba warto dowiedzieć się o nim czegoś więcej, skoro już go spotkaliście, co było dość nietypowe, chociaż przecież Las Loren do bezludnych nie należy. Nagle zobaczyliście, ze elf wykonał dziwny ruch, jakby przed czymś się uchylając. Chwilę później Garnir poczuł, że dostał pstryczka w ucho. Zezłoszczony obejrzał się, ale za sobą zobaczył jedynie las.



Guidonel

Elf o imieniu dość trudnym do wymówienia i napisania, prawdopodobnie też trudnym do zapamiętania, przynajmniej przeze mnie, stał teraz na drodze, przyglądając się grupce podróżników, których napotkał. Nie odchodził, lecz czekał, z zaciekawieniem przyglądając się wszystkim z wielkim uśmiechem na twarzy. Chciał od razu rozpocząć rozmowę, wyraźnie biło to z jego oczu, jednak najwyraźniej czekał na ruch spotkanych osób. Był on nietypowo ubrany, jednak widać, że ubranie, które nosił było już trochę znoszone, przy czym gęsto łatane i cerowane. W jego zachowaniu nie było niczego niepokojącego.
Więc stałeś sobie tak Guidonelu i czekałeś na rozwój wypadków. Zacząłeś przyglądać się uważnie wszystkim. Krasnolud, oraz czworo ludzi- ciekawa kompania- pomyślałeś. Nagle zacząłeś dostrzegać dziwne rzeczy. Tak znałeś je doskonale, już nie raz je widziałeś, zawsze zwiastowały one jedno… nie znosiłeś tego. Lekki, mroźny wiatr owiał twoją postać, dał się tez zapewne we znaki pozostałym. Doznałeś odczucia jakby ktoś ciebie obserwował, byłeś niemal pewien, że tamci też to czują i zrobiło ci się trochę nieswojo. W pewnej chwili usłyszałeś coś z lewej strony, aż odskoczyłeś. Jednak rzut oka na towarzyszy uzmysłowił ci, że oni tego nie słyszeli, stali teraz mierząc cie wzrokiem. Wiedziałeś… to on.. przyszedł.

 

Ostatnio edytowane przez Mortarel : 04-24-2008 o 14:21.
Mortarel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Proroczy Sen Mortarel Komentarze do sesji RPG - Warhammer 140 11-12-2008 18:44
[Warhammer 2ed.] Proroczy Sen Mortarel Archiwum rekrutacji 23 02-27-2008 08:11


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111