![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - World of Darkness Nocą z ukrycia wychodzą istoty, o których istnieniu wiedzą tylko nieliczni. Czy starczy Ci sił, aby zamienić sie w kochanka nocy - wampira? Czy szał nie opanuje Twej duszy, gdy wcielisz sie w wilkołaka? Czy świat podda się Twej woli, gdy staniesz się magiem? Niech ogarnie cie Mrok... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #191 |
![]() | Przyglądając się kartce, Robert delikatnie przeczesał swoje płowe włosy. W prawdzie nigdy nie był specjalnie atrakcyjny, ale potrafił zauroczyć kobietę. Dzięki Dominikowi otrzymał potężne moce, a teraz sam umie je doskonale wykorzystywać. Ten stary mnich… Jego osoba często powracała w myślach Stańczyka, szczególnie ostatnio – zdawałoby się, że zbyt często. Coś jest nie tak, jego potężny ojciec działa, Aligarii to czuł. Wiedział także, że w tej chwili będzie musiał doprowadzić do spotkania, niezależnie od tego, jak to się skończy. Musi zacząć go szukać. Chociaż pewnie wtedy to on go znajdzie… - Wszędzie tylko te cyferki…- mruknął Ventrue, wyciągając z wewnętrznej kieszeni swego ciężkiego, ciemnego płaszcza oprawiony w skórę notes. Paroma zręcznymi ruchami, z pomocą złotego pióra, zapisał tam nazwisko dziewczyny, jej pracę i numer telefonu. Jeszcze tej nocy. W końcu jeżeli tak pragnie go zobaczyć, to spotkanie nad ranem nie będzie stanowiło dla niej problemu… Nie do końca rozumiał ideę telefonów. Owszem, wynalazek ten pozwalał porozumiewać się na spore odległości, lecz rozmowa przez to urządzenie była dla wampira czymś nienaturalnym. Zupełnie inne techniki manipulacji, inne sposoby blefu… Czemu ludzie nie ukazują swych twarzy na ekranach, z pomocą cudów techniki podobnych do tego całego monitoringu? - Właśnie, monitoring…- mruknął pod nosem książę, przypominając sobie o słowach Sorre – według tego, co mówił wieczorem, słudzy, to znaczy pracownicy, jego brata z pewnością rozpoczęli remont. Mówił coś o południu, pewnie pracowali parę godzin… Tylko ile zdołali zrobić do tego czasu? Będzie trzeba sprawdzić… Powoli włożył na siebie swój płaszcz, w duchu dziękując Ingeborge za dostarczenie bagaży z ruin hotelu. W końcu założy inny strój, ten frak powoli już go męczył… Poprawił kołnierz, strzepnął z rękawa kilka pyłków i powolnym krokiem, co chwila uderzając laską o ziemię, ruszył ku drzwiom. Nim przyjedzie Sorre chciałby chwilę porozmawiać ze swoimi radnymi i zobaczyć, jak w tej chwili wygląda rezydencja…
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #192 |
![]() | Przekręcił głowę, patrząc na dziwną kobietę z zaciekawieniem. Stopniowo wzbierała w nim ciekawość i jednocześnie gniew, kiedy to słuchając tego, co kobieta sztuczniejsza niż lalka Barbie ma do powiedzenia stawiał coraz bliżej kroki, aż stanął przed postacią. -TY SKURWYSYNU!!!! Krzyknął łapiąc lalkarza za ramiona obiema dłońmi. -Co zrobiłeś z ciałem Junga? Obaj Nosferatu zadali to samo pytanie w tym samym ułamku sekundy.-Gdzie on jest? Czy ty masz pojęcie, hombre, co ten akt oznacza?! Karol, jak Ty to widzisz? Vengador spojrzał na Karola.
__________________ "Oh, she gives me kisses, My knife never misses." |
| | |
| | #193 |
![]() | Karol, Robert, Vengador Vengador na słowa nowego wcielenia Lalkarza zawarczał niczym rozjuszone zwierze i chwycił za poły koszuli kobiety. Słabość płci nijak nie robiła na nim wrażenia, był na to zbyt doświadczony. Zresztą niejednokrotnie się już przekonał, że czorty lubią siedzieć pod spódnicą. Żałosne. - Przestań Vengadorze! – Karol nie wierzył, że to powiedział. Sam miał ochotę spuścić manto temu zarozumiałemu „niewiadomo czemu”, jednak nieraz już przekonał się, że takie działanie jest co najwyżej destruktywne. Robiąc krzywdę kobiecie nie tylko utrąca szansę na odzyskanie Tremere’a, ale też zaszkodzą sobie. - Musimy ją... tzn. go doprowadzić do Księcia, niech on osądzi co z tym fantem zrobić. - No i wreszcie jakieś mądre słowa. – skwitował sytuacje Palladio, otrzepując ubranie, gdy zapaśnik zwolnił wreszcie uścisk – Już się bałem, że będziemy mieć powtórkę z rozrywki. Prowadź waść do księcia, wstydu oszczędź! Choć powietrze nie krążyło już od dawna w jego płucach, Vengador dyszał ciężko. Czuł ją. Czuł bestie, która pragnęła wyrwać się na zewnątrz i rozerwać na strzępy Lalkarza. - Chodźmy, amigo. – odezwał się wreszcie – Ale niech ten skurwiel powie coś jeszcze, to sam mu zgryz poprawię. Karol skwitował to tylko skinieniem głowy i otworzył drzwi przed „gościem”. - Zapraszamy. Tylko bez sztuczek. Przez chwilę Nosferatu zastanawiał się, czy wpierw samemu nie odszukać Aligariego, żeby nie włóczyć się z Lalkarzem po całej posesji w jego poszukiwaniu. Na szczęście jednak zetknęli się z Księciem w głównym holu. Robert akurat przetrząsał pomieszczenie w poszukiwaniu bagaży, które rzekomo miały tu na niego czekać. - Witaj Książę, to lalkarz, który miał nas odwiedzić. Niestety, gdzieś mu się zawieruszyło ciało Junga. – rzekł prosto z mostu Lipiński, chociaż w ten sposób mogąc dopiec Palladio. - No to niezupełnie tak, zaraz panom wyjaśnię sytuację, jeśli oczywiście dopuścicie mnie do głosu – pospieszyła z wyjaśnieniami kobieta, której postać przybrał tym razem posłaniec hrabiny Munk. Wobec zaistniałej sytuacji, Robert postanowił odłożyć na później poszukiwanie bagaży. Uchwycił pewniej w dłoń złoconą laskę i skierował się do „sali klasowej”, w której już wcześniej obradował z rada. - Proszę za mną. – rzekł krótko. Gdy dotarli na miejsce, Aligarii wskazał dyskretnie Vengadorowi, by zajął miejsce niedaleko drzwi, żeby w razie potrzeby złapać delikwenta. Lipińskiego zaś ustawił przy oknach. Sam tymczasem stanął za biurkiem nauczyciela i uprzejmie zwrócił się do gościa. - Słucham pana. - Bardzo dziękuję i przepraszam, iż nie dotrzymałem umowy. Niestety ciało pana Junga doznało licznych obrażeń i zostało uwięzione pod gruzami budynku, a konkretnie Muzeum Kamieni Szlachetnych. Słysząc tę nazwę, Karol nastawił uszu. - Przyznać muszę, że sam czuje się niekomfortowo wobec zaistniałej sytuacji, a i sama hrabina również. Wobec tego przychodzę z inna propozycją. Otóż hrabina Munk ma dla was wspaniałomyślna propozycję. Jeśli wydacie jej wampirzyce, która stoi za tym ekscesem, to znaczy jest odpowiedzialna za zburzenie i pogrzebanie ciała pana Junga, moja pani ustąpi z podziału miasta na pół, ograniczając swoją cześć jedynie do dwóch dzielnic – Burkffery i Dramaghate, to jest nawet nie jednej-trzeciej Reykiawiku. Dla panów czynność ta powinna być o tyle łatwa i przyjemna, że wampirzyca ta - niejaka Krwawa Marry - ponoć nie jest zrzeszona w tej wasze organizacji, a na dodatek przynajmniej jeden z was ją zna, będąc na miejscu zbrodni. Może zatem potwierdzić... Nagle drzwi do pomieszczenia skrzypnęły, a w nich stanął czarny Jezus. Spojrzał mętnym wzrokiem na zgromadzonych, po czym zauważając Lipińskiego pod oknem, podszedł do niego i wręczył jakąś kopertę. - Telegram do ciebie. Dżej odwrócił się, by wyjść i w tym momencie jego oczy napotkały spojrzenie kobiety. Widać on również poznał czerwone błyski w jej wzroku. Po raz pierwszy na twarzy „czarnego" zagościła jakaś żywsza emocja i był to strach. Strach pomieszany z odrazą. - Co to ścierwo tu robi? – zapytał. - Ja także się cieszę, że cię widzę przyjacielu. - Nie jeste... Zapowiadającą się kłótnie przerwał trzask szkła na piętrze. - Maaaaat!!! Kątem oka Aligarii zauważył przez okno nieduży kształt, który upadł na trawę. „Czyżby to moje piłeczki golfowe?” Antoine, Mercedes Czy tak wyglądają studenckie imprezy? Antoine rozejrzał się dyskretnie. Był przyzwyczajony oczywiście do zbytku, lecz nie spodziewał się go tutaj. Mieszkanie gospodyni bowiem bardziej przypominało galerię niż typowe m-3. Nic też dziwnego – kobieta dysponowała całym piętrem szklanego wieżowca. - To jest to "małe party"? – zapytał Eleny, gdy zdejmowali płaszcze. Dziewczyna uśmiechnęła się kokieteryjnie. - Raczej nie małe. Chyba... chciałam ci nieco zaimponować. Głupie, prawda? Chciała chyba jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał jej okrzyk radości, dobywający się z ust jakiejś kobiety. - Elena, czarownico, jesteś nareszcie! - Jak zwykle punktualna Birgit, tutaj niczego mi nie zarzucisz. Kobiety uściskały się serdecznie. Birgit okazała się być niewysoką, pulchną osóbką o energicznych ruchach i luźnym sposobie bycia. O takich kobietach zwykło się mówić „Może nienajpiękniejsza, ale przesympatyczna”. Teraz, kiedy panie oderwały się od siebie, gospodyni zerkała ciekawie na Kainitę. Widząc błysk podziwu w jej oczach, Elena uśmiechnęła się i przysunęła bliżej. - Birgit kochana, a to jest właśnie Antoine, mój... - ... Chłopak? No, no Ella, niezły gust. – męski głos pochłonął uwagę całej trójki. Oto spośród tłumu wyłonił się odziany w czarny garnitur i czarna koszulę młody mężczyzna. Sposobem bycia trochę przypominał Archontowi Sorre’go – cwanego adwokata księcia. Więcej jednak nie zdążył zauważyć, jego wzrok bowiem przykuła całkiem inna postać. Poczuł Jej spojrzenie na sobie w momencie, gdy zbliżył się ów młodzieniec. Teraz zaś wpatrywała się w niego intensywnie z drugiego końca sali... najcudowniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek Antoine miał sposobność widzieć. ![]() Oczy jej skrzyły się niczym gwiazdy na nocnym niebie, usta niby płatki róży, słodkie niczym miód, wołały w delikatnym uśmiechu, by ich spróbować, a wszystko to okalała kaskada kasztanowych, błyszczących włosów. - ...się nie martw Ellcia, nic nie powiem. A tak w ogóle Simon jestem. – młody elegant wyrwał Toreadora z odrętwienia, wyciągając w jego stronę dłoń do uściśnięcia. Brian Odnalezienie zejścia do piwnicy na szczęście wcale nie było trudne, tak samo zresztą włącznika światła. Ten jednak – jak przystało na złośliwość rzeczy martwych – odmówił posłuszeństwa. Nie było to bynajmniej przeszkoda dla Gangrela. Jego oczy zabłysnęły czerwienią, a ciemność przestała być nieprzenikniona. Przypuszczał, że niełatwo mu będzie odnaleźć jakiś trop, nie spodziewał się jednak, że będzie to tak... oczywiste. Pomieszczenia piwniczne okazały się wcale nie duże i nie licząc korytarzyków – były tylko trzy. Na dodatek wszystkie puste – gdzieniegdzie tylko walały się jakieś stare sprzęty, na tyle zbutwiałe i przeżarte przez korniki, że częstokroć nie dało się odgadnąć ich pierwotnego przeznaczenia. ![]() Sprawdzenie tej przestrzeni zajęło Brianowi ledwo kwadrans, drugi kwadrans zaś spędził na upewnieniu się i utwierdzeniu w swych wnioskach. „Tu nic nie ma!” Będąc upartym z natury i dociekliwym, wampir postanowił się jednak nie poddawać tak łatwo. Uruchomił wszelkie dyscypliny i zaczął opukiwać ściany, podłoże, a nawet sufit. Początkowo znalazł tylko mysz, którą musieli przegapić Malkavianie, a potem... potem jedna z ceglanych ścian, za którą teoretycznie winna być tylko ziemia, przy opukiwaniu wydała odgłos, świadczący o tym, ze coś za nią się znajduje! Nagle Brian usłyszał zbliżające się kroki! Błyskawicznie poderwał się z ziemi i obejrzał. Ku niemu zmierzał jeden z Dżejów. - Czego tu chcesz? – burknął. - Złe to miejsce do kabały Lepiej fajne robić kawały Do ciebie jest sprawa pewna Potrzeba nam na ognisko drewna Myśmy są chuchra, wątłe psubraty Nie nadajemy się do łopaty Siekierą nikt z nas nie macha Trzeba nam tu prawdziwego gacha O pomoc więc cię pięknie prosimy Dobrym słowem i pieśnią nagrodzimy. Dżej uśmiechnął się najmilej, jak potrafił i złożył ręce, jak do modlitwy.
__________________ Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty Z nich ułożę baśń o królewnie co Zmarła z żalu, bo Nie poznała Cię Ostatnio edytowane przez Mira : 04-23-2008 o 08:55. Powód: kosmetyka |
| | |
| | #194 |
![]() | Mercedes siedziała w rogu sali obserwując jak rozwija się sytuacja. Noc zapowiadała się dość nudnie, zresztą jak wszystkie noce ostatnio. Znów dopadła ją fala apatii. Dolała do kieliszka solidną porcję szkarłatnego płynu i sączyła w milczeniu. Simon oddalił się od stolika i przystanął przy jakiejś rudowłosej kobiecie. „Znów czaruje. Niepoprawny amant” - wykrzywiła usta w lekkim uśmiechu aprobaty jakim mistrz obdarza swojego ucznia gdy ten celująco zda egzamin. I wtedy dostrzegła towarzyszącego tamtej mężczyznę. Przystojny, zadbany, ubrany w śnieżną biel. Jaskrawy kolor drażnił przez chwilę jej wrażliwe zmysły do tego stopnia że musiała delikatnie zmrużyć oczy. Nosił się dumnie i miał w sobie jakąś finezję. Coś co bezsprzecznie przykuło jej uwagę i wyrwało na chwilę z odrętwienia. Coś czego ostatnimi czasy usilnie szukała każdej nocy aby wywrzeć na swoim zastałym umyśle najmniejsze choćby ślady emocji. Mężczyzna spojrzał niespodziewanie w jej kierunku i instynktownie wymusiła na sobie czarujący uśmiech. Wiedziała, że kiedy obdarzała mężczyzn takim uśmiechem oni nie mieli już szans pozostać obojętnymi. Jeśli chodzi o flirt była mistrzynią w swoim fachu a obecności tego akurat człowieka zapragnęła nagle w przypływie infantylnego kaprysu. Wyostrzyła mocniej swoje zmysły i skupiła się na jego aurze. Srebro, złoto i mieszanina odcieni czerwieni i fioletów. Wyczuła w nim melancholię, spokój i uduchowienie. Ale dostrzegła też szczyptę podniecenia i pożądania. Wszystko jednak było wyblakłe i matowe, co nie pozostawiało wątpliwości co do jednej kwestii. Wampir... Zaiste interesujące. Plotki więc najwyraźniej okazały się prawdą - pomyślała. Simon wciąż żywo zajęty był rozmową z jego towarzyszką. Wyciągnął dłoń w jej kierunku, ta zawahała się przez chwilę. Spłoszona zerknęła na swego partnera a gdy ten skinął głową oddaliła się z Simonem w kierunku pomieszczenia przeznaczonego do tańca. Gospodyni ulotniła się wraz z nimi. Mężczyzna w bieli pozostał samotny wśród dźwięków zagłuszjacej wszystko muzyki. Korzystając ze sposobności Mercedes ujęła w rękę butelką z krwią, sięgnęła po dodatkowy kieliszek i giętkim krokiem poszła w jego kierunku. Przeczesała jeszcze palcami długie, lśniące włosy i uśmiechnęła się uroczo podając mu bez słowa wyjaśnień kieliszek i wypełniając go obficie pierwszorzędną vitae. Sama przyniosła ją tutaj ze swoich prywatnych, domowych zapasów. Była to krew młodej dziewczyny upojonej wcześniej drogim francuskim szampanem. Miała nadzieję, że mężczyzna doceni smak zarówno krwi jak i zawartego w niej przedniego trunku. Bo, że doceni jej własną osobę, tego była pewna. Zdawała sobie sprawę jak działa na ludzi. Zresztą bądźmy szczerzy, nie tylko na ludzi. Była plastycznym uosobieniem wszelkiej doskonałości. Ucieleśnienie piękna zamknięte w kruchych kształtach. Ubrana w czerń i purpurę. Szykownie aczkolwiek nietradycyjnie. Satynowe spodnie, buty na bardzo wysokich obcasach i bluzkę, która odkrywała całe plecy i ramiona. Całość dopełniała kosztowna biżuteria ze złota i brylantów. - Cóż za niespodzianka... - zaczęła kokieteryjnie - Naprawdę nie spodziewałam się dziś aż takich atrakcji - upiła niewielki łyk napoju i znów uśmiechnęła się szeroko ukazując rząd prostych, białych zębów - George co prawda wspominał, że doszło w mieście do reorientacji władzy ale nie oczekiwałam tak dalekiego zbiegu okoliczności. Pomyśleć, że to dopiero pierwsze dni zmian a my wpadamy na siebie przypadkiem. Prawdą jest więc, że karty w talii zostały przetasowane? -Zerknęła z ukosa na mężczyznę i zmysłowo przetarła kciukiem wargi, ścierając z ich kącika pojedynczą, zbłąkaną kroplę krwi. - Może to i lepiej. Roland nie wydawał się osobą odpowiednią na piastowane przez siebie stanowisko. Mogę spytać kim jest nowy książę i ilu Kainitów z nim przybyło? Ach, proszę wybaczyć – wyciągnęła dłoń w jego kierunku – Nie przedstawiłam się. Mercedes Rosario Ortega. Ostatnio edytowane przez liliel : 04-23-2008 o 05:48. |
| | |
| | #195 |
![]() | Oto nadszedł ten moment, o którym przez całą wczorajszą noc myślał naprawdę wiele. I chociaż chwilę przed wschodem słońca podjął już decyzję, opierając na niej swój pakt z Brujahami, to wątpliwości znów wróciły. Podział miasta brzmiał, przynajmniej chwilowo, naprawdę nieźle, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że nie tylko on przygotuje się przez ten czas do wojny - hrabina Munk z pewnością nie zamierzała pozwolić wampirom żyć spokojnie. Któregoś dnia po prostu wymordowałaby ich wszystkich... Chociaż, gdyby spróbować? Lecz gdy już Robert miał zacząć się poważnie wahać, jego uwagę przyciągnęły kolejne hałasy na górze. Za okno wypadło jeszcze kilka rzeczy - w tym srebrne guziki, które Aligarii sprowadzał parę lat temu z Włoch. Kolejne krzyki "Mat!" rozbrzmiewały jeszcze przez parę sekund, budząc przy tym strach - co jeszcze ci szaleńcy mogą wyrzucić? Po chwili jednak odgłosy gry Jezusów zagłuszył pełen gniewu ryk, a w chwilę później w ślad za guzikami, piłeczkami i figurkami szachowymi poleciał jeden z Dżejów. "George.", pomyślał Stańczyk, tym samym pozbywając się wszelkich wątpliwości. Obecność przywódcy Brujahów wykluczała wszelkie krętactwa. - No, tu jesteście!- rozległ się po chwili krzyk, któremu towarzyszył odgłos niemalże wyrwanych z zawiasów drzwi - Tym świrom znów zebrało się na pieprzone bitwy, widać niczego się nie nauczyli...- przerwał motocyklista, by spojrzeć przez okno - za wykopanym za okno Malkavianem na ziemię rzucali się następni- A ja przejeżdżałem w okolicy i pomyślałem, że dogadamy się co do naszej wojny z... Maniery Georga może pozostawiały sporo do życzenia, jego sposób na życie także nie był marzeniem przeciętnego intelektualisty, ale głupi z pewnością nie był. Zrozumiał uciszające spojrzenie Ventrue i pojął, by na chwilę zamilknąć. - Cóż, zapewne panowie się znają, ale jako gospodarz czuje się w obowiązku przedstawić was sobie. Ta urokliwa niewiasta to monsieur Palladio, posłaniec hrabiny Munk. Ten rosły mężczyzna zaś to George, mój współpracownik i sojusznik.- delikatny uśmiech pojawił się pod nosem Roberta, lecz jego głos pozostał spokojny- George, przyjacielu, hrabina Munk proponuje nam podział miasta na dwie części. Wydaje mi się, że Twoja decyzja będzie podobna do mojej, więc... Czy mógłbyś przedstawić nam swoje zdanie? Brujah zapłonął. W jego oczach pojawił się ten nieopisywalny gniew, charakterystyczny dla jego klanu. Jego dłonie zacisnęły się w pięści, ugiął kolana i pochylił delikatnie głowę, niczym byk szykujący się do szarży. - NIGDY! - ryknął na cały głos. - W rzeczy samej, oto i nasza odpowiedź. - Ale...- Lalkarz chciał zacząć już wytaczać swe argumenty, lecz nie zdołał wypowiedzieć ani słowa. Nieprzystosowane do takich prędkości oko Roberta dopiero po chwili dostrzegło Georga, który korzystając ze swych mocy dopadł do ciała "pożyczonego" przez lalkarza i zaczął nim ciskać o ściany, co chwilę uderzając pięścią, kolanem i głową w tą i tak wątpliwie trwałą konstrukcję. - Przekaż swej pani, żeby gotowała się na wojnę! W nas bowiem nie ma chęci ugody, nie ma przyjaźni do wrogów naszej rasy! I w krwi waszej kąpać się po wsze czasy będziemy!- wykrzyczał Stańczyk, tylko powiększając gniew Brujaha. Dopiero po parunastu sekundach ruchy wojownika wróciły do normalnej prędkości. Mocnym ruchem cisnął jeszcze ruszającym się ciałem o ziemię i warknął tylko: Dokończcie to. Delikatnym ruchem laską wskazał Karolowi i Vengadorowi ciało. Warto spełnić prośbę tak ważnego sojusznika... - A więc mamy wojnę. Z tego powodu chciałbym porozmawiać z tobą, przyjacielu, o tym, jak planujesz stanąć do walki. W mieście jestem od, powiedzmy, trzech dni, brakuje mi więc doświadczenia jeżeli chodzi o specyfikę walk w tej okolicy. Poza tym wódz tak potężny jak ty doskonale wie jak... - przez chwilę Robert zastanawiał się, jak dobrze zaakcentować te słowa- skopać im zawszone dupska, czyż nie? Jak więc planujesz walczyć?
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. Ostatnio edytowane przez Kutak : 04-23-2008 o 19:40. |
| | |
| | #196 |
![]() | Studencka impreza rozkręcała się coraz mocniej. Mieszkanie, zabawa, muzyka, pieniądze oraz wszechobecny zapach owocowych drinków zmieszany z rozmaitymi gatunkami win. Rozglądał się i wtedy z tego morza aromatów i oceanu zgiełku wyszła ... ona. - "To dziwne" – pomyślał, - "że cała męska część uczestników imprezy jeszcze nie leży jej u stóp". Była ideałem. Skończonym, absolutnym ucieleśnieniem kobiecego piękna, podkreślonym jeszcze przez nieortodoksyjny strój połączony z diamentami. Przypomniała mu Wenus Canovy, do której najwybitniejszemu rzeźbiarzowi empire’u pozowała sama księżna Paulina Borghese. Ale nie ... w tej było coś więcej, więcej nawet niż w siostrze cesarza. Kiedy patrzył na nią myślał, że to samo widział w królewnie Nausicai Odys, kiedy spotkał się z nią na wybrzeżu krainy Feaków: „Błagam cię, czyś jest bóstwem, czy panną śmiertelną! Jeśliś jedną z tych bogiń w niebiesiech udzielną, Tedy zdasz mi się córą wielkiego Kroniona, Z Artemidy kibicią i wzrostem jak ona; A jeśliś jest śmiertelną mieszkanką padołu, Błogosławiony ojciec z twą matką pospołu, Błogosławieni bracia! Jakże im gdzieś rośnie Serce przy tobie! Jak się rozpływa radośnie, Gdy w skocznym korowodzie ujrzą twoją postać! Lecz szczęściu oblubieńca cóż mogłoby sprostać, Jeśli za hojne wiano zawiezie cię do dom? Różnym ja się, przeróżnym napatrzył narodom, A równej nie znam tobie. Cześć i podziw razem!” Uśmiechnął się do swoich myśli. Klasyczne wykształcenie było na topie w jego epoce, gdy królowie i cesarze świat pomiędzy siebie dzielili, a on był jednym z wojowników przegranej sprawy. Teraz jednak wieki dzieliły go od tego czasu i nikt już, poza wyjątkami, nie cytował z pamięci Homera. Melancholia i smutek, chyba naturalna część jego osobowości mocniej na moment przeniknęła umysł archonta. Ale nie mogły się tam utrzymać na dłużej, a już tym bardziej zdominować myśli, kiedy obok Toreadora stała ta osoba. Przy niej mógłby, mógłby ... na chwilę zapomnieć, że jest wampirem, a nie zwykłym człowiekiem. Przez mgnienie oka zagościło w nim coś, co czuł ostatni raz dawno temu, kiedy patrzył na kobiety przez pryzmat miłości i pożądania, a nie wyłącznie piękniejszego bądź brzydszego obiektu sztuki. Właśnie, sztuki! Być Toreadorem to umieć dostrzegać piękno tam, gdzie inni nie potrafią go dojrzeć, ale tutaj nie potrzeba było umiejętności Klanu Rzemieślników, jak ich czasem nazywano. Ona była tą, na widok której serca mężczyzn topniały, a kobiety, albo uznawały jej naturalne pierwszeństwo, ale doznawały uczucia szalonej zazdrości. A dla prawdziwego Toreadora spotkanie kogoś takiego było niczym wyśniona, upojna noc dla kochanków. Inne wampiry żywiły się krwią, Toreadorzy oprócz płynnej czerwieni potrzebowali jeszcze piękna. Kiedy widzieli je, ekstaza ogarniająca wtedy przedstawicieli tego klanu mogła być porównywalna tylko z szczytem erotycznego uniesienia. Dlatego teraz Antoine stał, niemal w bezruchu, splatając się w jedno z cudowną chwilą. Elena odeszła z Simonem, a on ledwie zauważył ten fakt, mając jedynie siłę skinąć jej głową, że nie ma nic przeciwko temu. Stał i żywił się pięknem, które nieznajoma wydzielała na podobieństwo emitującej promienie gwiazdy. Powoli wracał do normalnego stanu z krainy marzeń, gdy ujrzał jej twarz niedaleko swojej. Zaskoczenie. Zdziwienie. A jeszcze bardziej go zaskoczyły jej słowa. Wampir! Wampir! Przez chwilę nie odzywał się nie mogąc uwierzyć, że ta bogini jest wampirem. - „Czy to dobrze, czy źle”? – Zawahał się na moment, ale ujmując kielich ze słodkim nektarem już się zdecydował, że pragnie ją bliżej poznać. Przyciągała go, tak jak księżyc lunatyka, ale teraz nie była pięknem samym w sobie. Jej niezwykła uroda stanowiła dla archonta przecudną szatę okrywającą tajemnicę, groźbę, niebezpieczeństwo. Powoli przesunął nosem nad lekko poruszonym kielichem poruszony wydobywającą się z niego wonią. Leciutko dotknął językiem smakując pierwsze krople. Słodycz krwi przepojona owocową nutą szlachetnych odmian winogron. Był Francuzem ... czyż Francuz nie rozpozna smaku prawdziwych gron winorośli dojrzewających w słońcu Owernii czy Prowansji? Wprawdzie wolałby herbatę niż szampana, ale ... ta nieco zabawna myśl pomogła mu wrócić całkiem do realnego świata. Stał, słuchając pytania nieznajomej ... a raczej nowo poznanej kobiety, gdyż przedstawiła mu się. - Domoiselle Ortega – leciutko musnął ustami jej dłoń wywołując zdziwienie u kilku osób, które akurat przechodziły nieopodal. Cóż, ludzie ery atomowej! Nowej epoki, którzy zawsze podawali sobie rękę na powitanie. Jednakże Lasalle był w pewnym sensie konserwatystą oraz romantykiem. Pocałunek złożony na dłoni kobiety stanowił niejako rycerski wyraz uznania w niej godnej szacunku damy. – Antoine Lasalle. Toreador. I pozwól, iż zgodzę się z tobą w każdym procencie. Także bowiem uważam, ze to niezwykle miła niespodzianka i również nie spodziewałem się tutaj takich atrakcji. Zaś zbieg okoliczności ... niektórzy mówią na to przeznaczenie, inni nazywają dziwnym przypadkiem, jeszcze inni zwykłym fartem. Zaś dopiero los pokazuje, który z tych wariantów stanie się prawdziwy. Niech na ten moment będzie najnormalniejszy zbieg okoliczności. Przepraszam – kolejny łyk krwi zamaskował uśmiech wampira, - jestem trochę filozofem i niekiedy za bardzo usiłuję się dzielić z innymi swoimi przemyśleniami. Jeżeli by mi się wyrwało następnym razem, po prostu przerwij, proszę, bo chyba we mnie się sprawdza powiedzenie, że filozofowie najchętniej lubią słuchać samych siebie. Natomiast co do rozdania kart. Rzeczywiście, ale o tym to chyba wszystkie wróble ćwierkają już na reykiawickich płotach. Nowy włodarz na książęcym stołku, monesieur Robert z Ventrue. Rzecz jasna, mianowanie Camarilli. Mieszka tam, gdzie wcześniej Roland. Ponieważ przypadkiem udaję się tam później, mogę panią podwieźć, gdybyś chciała zaszczycić dwór księcia swoją wizytą. Sama zdołasz tam ocenić liczebność wampirzego stada, bowiem wraz z księciem rzeczywiście przybyli nowi członkowie jego rady. Och, bynajmniej nie ja – dostrzegł nieme pytanie. – Ja tu jestem teoretycznie na urlopie. Wie pani, długa noc oraz teoretyczny spokój. Jednak, niestety, tylko część tego się sprawdziła. Noc, owszem, ale spokój? Chyba już spokojniej było podczas wojen Sabatu z Camarillą o Mediolan. Nie mniej, spróbuje tu spędzić miło jakiś czas odpoczywając i odwiedzając sale koncertowe, muzea, wystawy. Po prostu. A pani? Ostatnio edytowane przez Kelly : 04-23-2008 o 15:25. |
| | |
| | #197 |
![]() | Karol Lipiński Gdy cała sytuacja zaczęła przybierać zły obrót sprawy dla Lipińskiego i Nosferatu już spodziewał się żądania wyjaśnień w sprawie wczorajszego zajścia do pomieszczenia wpadł George i wszystko wywróciło się do góry nogami. W oka mgnieniu ciało lalkarze zostało zmasakrowane a w głowie Karola odbijało się jedno słowo: wojna. Tego Lipiński się nie spodziewał po Robercie, co prawda sądził, że do wojny dojdzie prędzej czy później, ale uważał, iż najpierw trzeba się do niej odpowiednio przygotować. -Dokończcie to. Karol spojrzał ciągle zaskoczony na truchło leżące na podłodze, nie przypominało już tej dobrotliwej kobiety, było jedynie strzępem mięsa, nic więcej. Sam z miłą chęcią dobiłby kukiełkę, jednakże pamiętając o wrogości, jaką darzył lalkarza Vengador skłonił się mu i rzekł: - Pozostawiam Tobie tą przyjemność. Kolejne słowa Księcia wprawiły go w jeszcze większe osłupienie, a już wydawało mu się, że nic go nie może już zaskoczyć w swoim władcy. - A więc mamy wojnę. Z tego powodu chciałbym porozmawiać z tobą, przyjacielu, o tym, jak planujesz stanąć do walki. W mieście jestem od, powiedzmy, trzech dni, brakuje mi, więc doświadczenia, jeżeli chodzi o specyfikę walk w tej okolicy. Poza tym wódz tak potężny jak ty doskonale wie jak... - przez chwilę Robert zastanawiał się, jak dobrze zaakcentować te słowa- skopać im zawszone dupska, czyż nie? Jak więc planujesz walczyć? „A jednak Aligari okazał się być zwykłym ignorantem, typowym dla swojego rodu.” – ze smutkiem stwierdził Lipiński, który w sztuce wojennej nie był być może biegły, lecz przynajmniej wiedział jak podtrzymać szacunek u sojuszników. Szybko zanim George odpowiedział kompozytor pozwolił się wtrącić. -Ekhm Książe miał na myśli, że nie mamy jeszcze planu, oczywiście. Walka z tak potężnym przeciwnikiem wymaga większego zastanowienie zważywszy na to, że hrabina Munk jak wiem z pewnych źródeł potrafi przewidywać przyszłość. – nie zważając na ewentualne zdziwione miny spowodowane tymi ważnymi informacjami ciągnął dalej chodząc jednocześnie w kółko- Albo, więc nie widzi wszystkiego albo doskonale zdawała sobie sprawę z naszej odpowiedzi. Żaden frontalny atak nie wchodzi w grę, żaden podstęp nie wchodzi w grę…pozostaje jedynie liczyć na to, że ta wiedźma również się myli. Przerwał zdając sobie sprawę z niekończącej się liczby możliwości i z tego, iż zaczął myśleć na głos, kiedy jego towarzysze oczekiwali zapewne konkretów. Dopiero teraz przypomniał sobie o telegramie, jaki otrzymał. Okazało się, że jest to zaproszenie na jutrzejszy koncert, jakie przesłał Archont. – „Taaaak musimy dłużej porozmawiać.” Szybko dwie sprawy przyszły mu do głowy czytając wiadomość i nie zawahał się nimi jak najszybciej podzielić. - Panowie przede wszystkim uważam, że każdy kainita znajdujący się w mieście powinien dowiedzieć się o konflikcie tyczy się to głównie naszego Archonta, któremu grozi niebezpieczeństwo. Ja natomiast, jeżeli Książe nie masz innych zadań dla mnie zamierzam skontaktować się ze swoim informatorem. „Miałem Cię nie szukać, ale kiedy status quo pomiędzy Munk a wampirami został naruszony a Ty odgrywałaś w tym ważną rolę muszę zaryzykować” Karol spoglądał pytająco na Roberta mając nadzieje, że temat Krwawej Marry nie zostanie poruszony… |
| | |
| | #198 |
![]() | Kiedy Antoine pocałował jej dłoń uśmiechnęła się frywolnie wyraźnie ujęta tym drobnym gestem. Teraz mężczyźni rzadko decydowali się na takie akty szarmanckości. Wydało jej się to nawet zabawne. Stali w rogu nowocześnie urządzonego apartamentu otoczeni dźwiękami tandetnej popowej muzyki a on z kurtuazją składał pocałunek na jej dłoni jakby była co najmniej księżniczką. Ale Mercedes nigdy księżniczką nie była. Prawdę powiedziawszy nigdy nie chciała nią być. Księżniczki są zbyt powściągliwe i... grzeczne. To doprawdy musi być wyjątkowo mało ekscytujące zajęcie. Słuchała go uważnie. Toreador. Spodziewała się tego gdy tylko spostrzegła, że jest wampirem. Jedynie Toreadorzy posiadali najwyższych lotów styl i klasę. Ale okazał się do tego mieć skłonności do filozofowania. Kusząca mieszanka. Będzie to z pewnością interesująca znajomość. Ona musi tylko zadbać o to by go wystarczająco zaintrygować. Pozostawić parę niedopowiedzeń i znaczny niedosyt własnej osoby. Mężczyźni nie lubią gdy daje się im od razu wszystko na srebrnej tacy. Bardziej podnieca ich poszukiwanie skarbu niż skarb sam w sobie. Z przyjemnością wsłuchiwała się w jego głos. Męski, melodyjny, głęboki. Delektowała się dźwiękami tak dalece, że z trudem wyłapała niesione z nim istotne informacje. Ach tak, książę... Robert z Venture. Kimkolwiek jest lepiej mieć go po swojej stronie – pomyślała. - Będę musiała się o to zatroszczyć. Książę zapewne ulegnie mojemu wdziękowi, ale to może nie wystarczyć. Ventrue lubią przedkładać nad wszystko politykę i interesy. Pozostaje liczyć na to, że skoro są w Reykjaviku od niedawna prawdopodobnie cierpią na niedostatek informacji a w tej kwestii mogę okazać się nad wyraz pomocna. Jestem w mieście co prawda nie tak długo ale zdążyłam poznać kilka związanych z nim osób i zdarzeń. - A pani? - pytanie kończące wywód Lasalla zawisło w powietrzu przez dłuższą chwilę. Gęstym powietrzu naelektryzowanym magnetyzmem. Mercedes poczuła dreszcz entuzjazmu. Rozkoszna chwila. Aż żal ją kończyć - uśmiechnęła się do siebie. Przechyliła kieliszek, wypiła z niego ostatni łyk i odstawiła na stolik. - Co do mnie panie Lasalle, jestem w Reykjaviku zaledwie od pięciu lat, zdążyłam się już jednak zapoznać ze specyfiką tego miasta. Jako że przynależymy do tego samego klanu może się pan domyślić, że ja także spędzam sporo czasu otoczona sztuką i kulturą. Nie ma jej tu tak wiele jak choćby w Paryżu ale tutejszy surowy klimat ma też swoje nieodparte uroki - leniwie zerknęła na złoty zegarek na ręku. - Już późno panie Lasalle. A jak wiadomo późną porą wszystkie tajemnicze damy zmuszone są zniknąć z balu - uśmiechnęła się urzekająco. Rozbawiło ją to porównanie. Przypomniała sobie jak wuj czytał im do snu baśnie braci Grimm kiedy była małą dziewczynką. - Mam nadzieję jeszcze pana spotkać, chociaż to oczywiście pozostaje już w pańskiej gestii. Książę poszukując kopciuszka dysponował zaledwie jednym pantofelkiem, ja byłam bardziej szczodra bo podałam swoje imię. Proszę uczynić mi przyjemność i mnie zaskoczyć. Tak dawno nie spotkałam nikogo pasjonującego. Jak więc będzie? Zechce mnie pan odnaleźć panie Lasalle? Nie powinno być to trudne jeśli ma się odpowiednią motywację. Na koniec więc nie pozostaje mi nic innego jak z taką pana pozostawić. Przez chwilę zaciekawiona wpatrywała się głęboko w jego oczy aż wreszcie zupełnie go zaskakując pocałowała go subtelnie, a ściślej rzecz ujmując musnęła wargami jego usta. Nie miał czasu nawet zareagować kiedy ona już cofnęła twarz szeptając jeszcze do ucha: - Podejmie pan moją grę Antoine? - po chwili zrobiła krok w tył i dodała już głośniej – Ach, zdaje się, że przyszedł pan tutaj z kimś innym, nieprawdaż? Ona nie wygląda na zbytnio zachwyconą... Ellena i Simon stali tuż za nimi. Musiała przyznać, że jeśli dziewczyna była na nią wściekła to doskonale maskowała negatywne emocje. - I może pan przekazać księciu, że jeśli już poukłada wszystkie sprawy w Elizjum z chęcią przyjmę jego zaproszenie – dodała znów ciszej bo te słowa zarezerwowane były tylko dla jego uszu. Spojrzała jeszcze na swojego ghula i rzuciła swobodnie: - Simon, wracam do domu. Bądź tak dobry i przynieś moje futro. Oczywiście ty możesz zostać. Nie widze potrzeby aby przerywać ci zabawę. I już zniknęła w korytarzu. Pozostał po niej tylko delikatny, orientalny zapach perfum. Piżmo, jaśmin i nuta afrykańskiej orchidei. Ostatnio edytowane przez liliel : 04-24-2008 o 15:29. |
| | |
| | #199 |
![]() | Mercedes wyszła, Elena spędzała czas w towarzystwie Simona. Lasalle stał, czasem się pouśmiechał, czasem porozmawiał. Kilka osób nawet próbowało go pocieszyć zakładając, ze skoro jest chłopakiem Eleny, to postąpiła trochę nie fer zajmując się Simonem. Odpowiadał im coś obojętnego, ot, taką standardowa gadkę, która nie obciąża myśli pochłoniętych niedawnym spotkaniem. - „Znaleźć ją”? – zastanawiał się. – „Sam pewnie nie dałbym rady, chyba, iż wykorzystując dyscypliny”. – Archont bowiem używanie dyscyplin zostawiał na bardziej skomplikowane przypadki. Jeżeli było coś możliwe do osiągnięcia zwyczajnie, bez wampirzego hokus-pokus, wolał takie tradycyjne metody. Dawały mu większe poczucie człowieczeństwa, co stanowiło dla niego uczucie niezwykle cenne. - Tak ci się podoba? – Nagłe pytanie Eleny wytrąciło Antoine z zamyślenia. - Chyba tak – odparł, jakby nieco nieobecny, - a jak twój towarzysz? - Simon? Super chłopak – ożywiła się. – Choć to nieco dziwne, bowiem chyba przyszedł z tą twoją damą od serca. Ciekawe, czy ich stosunki wyglądają tak jak nasze. Choć raczej wątpię, bowiem wydawało się, jakby ... był od niej uzależniony? – Rzuciła pytanie w powietrze. Cóż, Elena nawet zauroczona była sobą, inteligentną dziewczyną, której serce nie przesłania umysłu. Zasadniczo dobrze, ale czasami ... – Pamiętasz, jak ona poleciła mu podać sobie płaszcz? Właśnie, poleciła, nie poprosiła. Jeszcze zrozumiałabym, gdyby się kręcił obok niej próbując poderwać, ale przecież był w moim towarzystwie i wydawał się bardziej zainteresowany mną niż nią. Albo fakt, ze ona mu formalnie pozwoliła zostać na imprezie? Możliwe, iż jest przez nią zatrudniony – domyślała się. – Nie rozmawialiśmy na ten temat, będę musiała go zapytać o nią. - Ma na imię Mercedes? - No tak, pogratulować Antoine, dziewczyna z najwyższej półki, podobnie jak samochody, które noszą tą samą nazwę. - Wydaje mi się, że Simon to też przystojniak – ni to stwierdził ni spytał Toreador. - Jasne! Tylko taki mógł zwrócić moją uwagę. Ale jest także naprawdę na swój sposób interesujący. - Czyżbyś naprawdę sobie kogoś znalazła i twój brat nie miałby już powodu żartować? - Ja się nie zakochuję tak łatwo, Antoine – wyjaśniła. – Simon rzeczywiście jest przystojny, miły, szarmancki. Ma też w sobie coś tajemniczego. Chętnie rozmawia o mnie, nie lubi opowiadać o sobie, a przynajmniej nie rozmawia o szczegółach. Problem jest tylko w tym, że ja także niekoniecznie się chcę chwalić swoimi sprawami osobie, którą spotkałam pierwszy raz. Nawet tak miłej osobie, jak Simon. - O czym więc rozmawiacie? A przy okazji, gdzie on teraz uciekł? Zostawił cię? - Och nie, poszedł przygotować drinki do kuchni. A rozmawiamy, hm ... głównie o pogodzie, imprezie, ciuchach i tego typu drobiazgach. Oczywiście wtedy, gdy akurat nie mówi mi, jaka jestem ładna – roześmiała się. - Widać ma dobry gust. - Pochlebca – prychnęła zabawnie. – Nie trzeba było podrywać tej Mercedes. Wtedy może pozwoliłabym ci zawrócić sobie w głowie. - No – podjął grę Antoine, - a co miałem sam robić? Nudziło mi się. - To nie powód, a co do owej samotności, to kobiety mają prawo do takich fanaberii. Mężczyźni zaś muszą wtedy cierpieć i nas podziwiać. - Dość nowatorski pogląd. Czyżbyś, moja droga, była feministką? - Absolutnie – pokręciła głową. – Feministki chcą mieć równe przywileje i prawa z mężczyznami, a ja mając równe prawa chcę zachować wszystkie przywileje mojej płci. - Co za przewrotność! Iście kobieca. - Oczywiście. Ucz się. Wprawdzie nie sądzę, żebyś miał kiedykolwiek nam dorównać, ale może będziesz, jako jeden z nielicznych facetów, chociaż w jednej dziesiątej rozumiał o co nam chodzi. - Z taką nauczycielką jak ty ... - Uważaj, Mercedes może być jeszcze lepsza – nieco skrzywiła wargi nie wiadomo, czy uśmiechając się, czy też wyrażając dezaprobatę. - Może, ale naprawdę mi się spodobała. Wiesz mam do ciebie prośbę. Zapytaj delikatnie swoich przyjaciół, kim ona jest, jak przyszła? Może ktoś zna jej adres, albo miejsce, gdzie można ją spotkać. - Nie podała ci? Jesteś ugotowany, Antoine. Stara to gra, niczym świat. Oraz prawie zawsze skuteczna. Ale może to dobry dla ciebie znak, bowiem świadczy o tym, że coś poczuła, że upatrzyła cię sobie. Wprawdzie niektóre dziewczyny robią takie numery dla sportu, ale ... no nie wiem, Mercedes mogłaby mieć stado przystojniaków na jedno skinienie bez jakichkolwiek wysiłków. Gdyby zobaczyła w tobie tylko kolejnego nadzianego chłopaka z gładką twarzą, to pewnie nie robiłaby podchodów. A co do owego przepytywania, jasne, czego się nie robi dla przyjaciół. Ktoś pewnie będzie ją znał, albo będzie znał kogoś, kto zna. Dojdziemy do twojej dziewczyny. - Któż to wie? - Nie bądź takim pesymistą. Taka piękność nie mogła po prostu wziąć się znikąd. Ktoś ja musi znać. Jeżeli tutaj nie powiedzą mi nic ciekawego, zapytam na uniwersytecie, albo znajomych w klubie. Szczególnie ci ostatni chłoną takie znajomości, jak kiedyś średniowieczni karczmarze. Nieocenione źródło informacji. Więc nos do góry i nie martw się. - Dzięki, miałem się wami opiekować, a widać, że to ty mi pomagasz, a nie odwrotnie. - No, a kto się zgodził zostać moim chłopakiem? Nie łam się więc, choć, na specjalnie załamanego rzeczywiście nie wyglądasz – zreflektowała się. - Kamienna twarz i te sprawy. Długotrwałe szkolenie – błysnął dość średniej klasy dowcipem. – Jednak to nie tak, jak myślisz. Ona naprawdę ... – urwał nie wiedząc, co powiedzieć. – Stała się dla mnie ważna. Ale to nie znaczy, że całkowicie straciłem głowę. Nie mniej ... - ... nie mniej, chcesz ją znaleźć. Taki już wasz los, mężczyzn, którzy odnajdują w swoim życiu kobiety. Pomogę ci, ale dobrze, że patrzysz na to bardziej rozsądnie, niż uczyniłaby to większość facetów, gdyby Mercedes zrobiła im taką propozycję. - Właśnie. Chciałbym się ulotnić na jakiś czas. - Chcesz szukać jej sam? - Nie, to już czysty interes. Mam tutaj kilku znajomych, z którymi chcę porozmawiać. Niestety, w dzień byli bardzo zajęci, więc chciałbym teraz omówić kilka spraw. - Nie martw się mną. Przecież to ja ciebie tutaj zaciągnęłam, a nie odwrotnie. - Nie martw się, dla mnie to także przyjemność. - No to super. Oczywiście, jeżeli chcesz, to jedź. Czy wrócisz, bo pewnie impreza będzie trwała naprawdę długo? - Tak wstępnie planuję. - Jakbyś nie mógł, to też nie kłopot. Zwykle po imprezach i tak nocuję u Birgit. Pewnie też tak zrobię. Chyba, żeby Simon proponował mi odwiezienie do domu. Zapewne przyjęłabym jego grzeczną ofertę. - O czymże rozmawiacie? – Wtrącił nagle wesoły męski głos. Simon wrócił niosąc dwa drinki na tacy. - Obgadujemy cię – prychnęła Elena udając kapryśną pannicę. - To straszne. Mam nadzieję, że nie bardzo. - Oczywiście, że bardzo. Inaczej całe obgadywanie byłoby bezsensowne. Chwila dyskusji, kiedy nieostrożny ruch Antoine’a strącił tacę z drinkami. - Och! – Nagle wyrwało mu się. Wprawdzie szczęśliwie nikt się nie skaleczył, ani nie zmoczył alkoholem i w rytmie głośnego rocka, emitowanego przez kolumny Denona, także chyba nie usłyszał, oprócz kilku niedaleko stojących osób, ale ... - Nic się nie stało. Zaraz przygotuję nowe. Alkoholu nasza gospodyni przygotowała wręcz nadmiar – Simon nie robił problemu z niezgrabnego zachowania Lasalle’a. - A ja pozamiatam podłogę – stwierdził archont. – Cóż, przepraszam. Simon znowu wyszedł, a Antoine zabrał się za zamiatanie i zbieranie kawałków szkła, tak przypadkiem wkładając do kieszeni fragment, który dotykały wcześniej palce Simona. Identycznie zrobił ze stłuczonym również przy tej okazji kieliszkiem podanym mu przez Mercedes. Resztę zmiótł i wyrzucił przepraszając przy okazji spotkaną Birgit, która przejęła się bardziej tym, czy ktoś się nie pokaleczył, niż samym potłuczeniem szkła. Ghul Mercedes już przyniósł drinki. Bawił Elenę rozmową. - Idę – poinformował archont tonem takim, że ciężko było rozpoznać, czy poczuł się głupio po owym stłuczeniu, czy zły, że Elena spędza czas z przystojnym Simonem. - Ależ nie musi pan – Simon usiłował coś powiedzieć. - Muszę coś załatwić, przy okazji dobrze robi mi jazda samochodem. Na razie – skinął głową na do widzenia. Poszedł do Toyoty i ruszył. Miał sprawę do Karola Lipińskiego. Spośród wszystkich wampirów on mógł mieć odpowiednie informacje. |
| | |
| | #200 |
![]() | - Książę sam najlepiej wie, co chciał powiedzieć, monsieur Lipiński.- powiedział Robert głosem spokojnym, czemu jednak zdawało się przeczyć mocne uderzenie laską o ziemię - Bez wątpienia monsieur George jest wśród nas największym wojownikiem, uczestniczy w końcu w bojach od lat. Dlatego też plan, który w tej chwili znajduje się w mym umyśle w formie szczątkowej chciałbym omówić z naszym partnerem w walce z hrabiną. Mam nadzieję, iż nie odmówisz mi pomocy w ustaleniu, jak spuścić pannie Munk... wpierdol.- przy ostatnim słowie wzmocnił uścisk dłoni na lasce, jakby odrobinę się denerwując. - Oczywiście, Karolu, prosiłbym cię jednak o wcześniejszy powrót niż wczoraj. Rzec można, iż będę musiał z tobą porozmawiać. Ale teraz żegnaj.- Aligarii uśmiechnął się delikatnie - Za to pana Vengadora prosiłbym o odszukanie i sprowadzenie tu pana Borowicza, by mógł uczestniczyć w naszej naradzie. W końcu od tego planu zależy nasze utrzymanie się w mieście...
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. Ostatnio edytowane przez Kutak : 05-01-2008 o 12:56. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Wampir:Maskarada] DELIRIUM | Mira | Toplista sesji | 1 | 01-07-2008 12:54 |
| Wampir: Maskarada | Solfelin | Przewodnik po Ś M | 0 | 04-14-2007 20:43 |
| Zamówienie - Wampir: Maskarada | Solfelin | Archiwum rekrutacji | 48 | 10-16-2006 15:29 |
| [komentarze] Wampir Maskarada | Milly | Komentarze do sesji RPG - World Of Darkness | 85 | 11-17-2005 12:54 |
| [sesja] Wampir Maskarada | Milly | Sesje RPG - World of Darkness | 185 | 10-31-2005 22:25 |