![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Zew Cthulhu Eony przed nadejściem wieku ludzi Ziemią władali Wielcy Przedwieczni. Teraz śpią - chronieni magią potężnego Cthulu, w morskich odmętach w zatopionym mieście R'yleh. Zostań jednym z badaczy tajemnic rodem z twórczości H.P. Lovecrafta, otrzyj się o cień zła, szaleństwo czy zniszczenie tych praw natury, które chronią nas przed demonami z bezkresnej przestrzeni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #121 |
![]() | Nico Castelano "Wiecie czym jest Bractwo..." Słowa brata Jeremy'ego dźwięczały cały czas w głowie mężczyzny. Doprawdy? Tak naprawdę to nie wiedzieli nic. Póki co wiedział tylko, że to jakaś banda oszołomów kierująca się kodeksem i kultywująca zasady rodem ze średniowiecza... Rzeczywiście... wiedzieli czym jest Bractwo... Idąc szpalerem innych Braci patrzył tylko tępo przed siebie i rozmyślał, czy rzeczywiście przyjście tu było dobrym pomysłem. Czy historyjka Call'a była rzeczywiście na tyle dobra aby ich zachęcić do stawienia czoła temu, co może ich tu spotkać? Czy zaspokojenie ciekawości było warte zachodu? Ale nie było już odwrotu. On, wraz z dwiema towarzyszącymi mu kobietami, zmierzał na ceremonię, która miała wprowadzić ich w szerego tego bractwa. "A może stary Gaspare też miał coś z nimi wspólnego...?" przemknęło mu przez myśl. Skoro członkiem tego bractwa mógłbyć praktycznie KAŻDY, to może i on. Tak czy inaczej, nie dowie się już tego. A może jednak...? Dreszcz, elektryczny szok, czy czymkolwiek było doznanie towarzyszące chwili kiedy Mistrz Ceremonii dotknął ich laską zwieńczoną głową jastrzębia, nie podziałało na niego najlepiej. Niby nic takiego. Miewał podobne doznania, w zupełnie zwyczajnych sytuacjach. Może było to wywołane po prostu swego rodzaju ekscytacją, wrażeniami, które narastały w nim od początku, od chwili kiedy Call uraczył ich swoją opowieścią? Niby nic specjalnego... ale...? Sam nie wiedział... Nie wypowiadając jednego słowa spojrzał na Mistrza, następnie na swoje towarzyszki. Zastanawiał się jak one to wszystko przeżywały. O ile po Jennifer spodziewał się, że może odczuła to wszystko w jakiś szczególny sposób, to po Izabell oczekiwał czegoś zupełnie odmiennego. Dała już kilka razy wyraz temu, jak podchodzi do takich spraw. Ciekaw był, jak było teraz?
__________________ Są dwa rodzaje ludzi: ci, co robią backupy i ci, co będą je robić... |
| | |
| Reklama |
| |
| | #122 |
![]() | Wchodząc na sale spoglądałam na zebranych tam ludzi, starając się rozpoznać kogoś a także zapamiętać kto się tu znajduje. Mistrz ceremonii to osoba mi kompletnie nie znana, ale pewnie przyjdzie mi go jeszcze nie raz spotkać, zakładając że kiedykolwiek tu wrócimy. Wciąż nie sprawdzało się nic z tego co mówił Call, więc czemu by po prostu nie należeć do tego bractwa? To dobra perspektywa na przyszłość. Rozmyślania gwałtownie przerwało mi dotknięcie laską. Dziwne uczucie, które temu towarzyszyło sprawiło, że aż zamknęłam na chwilę oczy. Ale kiedy je otworzyłam wszystko było jak dawniej. Spojrzałam na towarzyszy, oni również wyglądali na trochę zmieszanych. Może będzie okazja porozmawiać o tym później. Jakoś tak dziwnie stać przed tyloma osobami, prawie tak jakbyśmy my byli aktorami a oni widzami. I może rzeczywiście to wszystko jakaś farsa? Zaraz zza jakiś drzwi wyskoczy Call i krzyknie: "Ha! Daliście się nabrać!" Teraz chyba nawet to by mnie nie zdziwiło. Nie wiedząc co teraz należy zrobić, lub może powiedzieć, po prostu stoję i patrzę na zgromadzonych. Lepiej nic nie mówić niż palnąć jakieś głupstwo. Uśmiecham się nieśmiało w kierunku mistrza ceremonii, pewnie zaraz powie nam, co dalej będzie się działo.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;) Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable. |
| | |
| | #123 |
![]() | Izabell Review Przechodząc korytarzem utworzonym przez postacie odziane w tuniki i kaptury Izabell trochę w brew sobie, podświadomie szukała wśród nich twarzy Call'a, czyli chyba jedynej osoby, która mogła im powiedzieć co mają teraz zrobić... Bądź co bądź nie byli tu do końca z własnej woli, a jedynie w odpowiedzi na rozpaczliwe prośby o pomoc człowieka, zdającego się od początku Izabell szaleńcem... Te realne obawy i prawdziwy obraz sytuacji wykreowany wcześniej przez niezachwianą świadomość kobiety, od chwili w której zostali wprowadzeni do biblioteki systematycznie się rozmywał.. Zachodził mgłą pozorów... A cała scena pochodu do ołtarza w towarzystwie "równych sobie Braci i Sióstr" niosących lampy oliwne przepełniała tą nieznaczną część umysłu panny Review o której ona sam do tej pory nawet nie wiedziała niezbywalnym przekonaniem, że znajduje się na odpowiednim miejscu.. Urok całej ceremonii przesłaniał jej niepewność, brak planu działania, a nawet cel dla którego tu się znaleźli.. Zastanowiła się, czy jeśli teraz w tłumie pojawił by się Edward, krzycząc, że to już teraz.. Już.. Teraz.. Muszą właśnie coś zrobić... To czy była by w stanie przeciwstawić się temu wszystkiemu i zdobyć się na sięgnięcie po broń?.. Nim zdołała sobie odpowiedzieć na te pytania, powzięto już decyzję o przyjęciu ich oficjalnie do bractwa.. Wyrok został wydany.. Główka jastrzębia dotknęła jej włosów i przez ciało przeszedł ją dreszcz.. Świat zaś zupełnie stracił barwy.. Kobieta poczuła się niezwykle zdezorientowana całym stanem swojego ciała i osoby.. Jak to mogło się stać.. Jak to mogło się stać, że nikt się nie sprzeciwił, nikt nie krzyknął- nie... Fakty zaczęły nareszcie do niej dochodzić, ze znacznym opóźnieniem co prawda, ale jednak... Szarpnęła się nieznacznie, odrzuciła głowę w bok, przetarła dłonią oczy.. Kolory wróciły, ale to wszystko co się działo w okół niej nagle przestało się jej podobać. Spojrzała na Nico, chcąc się upewnić, że nikt po za nią nie uległ stanowi tak prawie namacalnego "samobezwładu".. Zaniku własnej woli.. Nico jednak sam widać szukał jakichś wskazówek w jej zachowaniu.. A mógł dostrzec tylko budzący się w jej oczach bunt... Izabell szybko odwróciła wzrok ku Mistrzowi Ceremonii, bo to właśnie przeciw niemu owy bunt urastał. Już nie szukała, ale żądała odpowiedzi..
__________________ "Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania." |
| | |
| | #124 |
| Obsługa ![]() | - Bracie, Siostry - Mistrz Ceremonii zwrócił się do was z nieodłącznym uśmiechem - teraz jesteście jednymi z nas. Od teraz Bractwo jest waszym domem, a obecni tutaj braciami i siostrami. Wkrótce zostaniecie przydzieleni zadań zgodnie z Waszymi predyspozycjami, by służyć Bractwu jak najlepiej. A teraz wszystkich zapraszam na przyjęcie, także was. Ostatnie słowa skierował już do was. Widać, że zebrani zaczęli w szeleście szat oraz szuraniu wychodzić z sali. Człowiek w czerni nadal stoi obok was i uśmiecha się przyjaźnie, laskę trzyma w dłoni, choć teraz przypomina raczej podporę przy chodzeniu, niż ozdobną laskę do obrzędów. - Widzę, że chcecie o coś spytać. Zatem pytajcie, póki macie szansę jeszcze ze mną porozmawiać. Jestem niezwykle zapracowany i nie będzie to często się zdarzać. I tak, gdy macie taką potrzebę, to możecie pytać innych albo nawet Brata Johna, który chętnie udzieli odpowiedzi na wszelkie pytania.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #125 |
![]() | - Ja nie mam żadnych pytań. Natomiast spieszno mi do poznania reszty braci i sióstr. Odpowiedziałam jak zwykle z uśmiechem na ustach. Jest on teraz raczej przyklejony niż szczery, ale ważne że działa. Przyjrzałam się lasce, która przed chwilą została użyta podczas ceremonii. Ciekawe, czy to ona w jakiś sposób wywołała to dziwne uczucie? Jeśli nie ona to co? Ale przecież jest taka zwyczajna. Chociaż sama nie mam pytań chętnie posłucham czy moi towarzysze jakieś posiadają. Jesteśmy od siebie zupełnie różni a mimo wszystko wylądowaliśmy tu razem. Kogo jeszcze tu spotkam? Nie zdziwiłabym się gdyby do bractwa należeli jacyś współpracownicy taty. To by nie było złe, gorzej jeśli będą tu jego wrogowie.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;) Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable. |
| | |
| | #126 |
![]() | Zanim zaczęła się ceremonia stanąłem między braćmi i czekałem na wprowadzenie kandydatów na nowych członków. Nic nie wyróżniało mnie z pośród innych braci. Ubrany w ujednolicone, ceremonialne szaty - symbolizujące równość braci i sióstr w zakonie - byłem tylko jednym z wielu uczestników ceremonii. Od innych członków zakonu różniło mnie tylko jedno. Dzisiejszy wieczór miałem poświęcić na spełnienie konkretnego zadania. Kiedy nadchodziła trójka nowicjuszy skupiłem na nich całą moją uwagę. A więc to Oni. Pewnie nawet nie podejrzewają, że są przez kogoś uważnie obserwowani. Nie są świadomi również tego, że czyjeś czujne oczy rejestrują każdy ich gest, każdy uśmiech lub grymas na twarzy. Jedna z kobiet idąc w stronę ołtarza rozglądała się, jakby szukała kogoś znajomego. To pewnie młoda i energiczna panna Jenifer Brown. Jej wzrok prześliznął się po mnie, ale wątpię by wiedziała kim jestem, ani tym bardziej, że wiem coś o niej i o jej towarzyszach. Druga z kobiet piękna i elegancka to z pewnością Izabell Review. A ten zamyślony mężczyzna to pewnie Nico Castelano. Zaraz, ale miało być ich czworo?! Brakuje Zalewsky'ego... ale to nic skupię się na obecnych. W czasie ceremonii będę miał trochę czasu, aby powtórzyć w myślach informacje jakie zdobyłem na ich temat. A każdy kto mnie zna, ten doskonale wie, że zbieranie informacji mam opanowane do perfekcji. W moim zawodzie liczy się szybkość, dokładność i precyzja w zdobywaniu informacji. Z zadumy wyrwał mnie głos mistrza ceremonii: "- Bracia dziś przyjmujemy nowych w nasze szeregi. Czy chcecie zyskać nowych braci?" - Tak chcemy zyskać nowych braci - wypowiedziałem zdawkową formułkę razem z innymi członkami Zakonu. Ceremonia i procedura przyjmowania nowych przebiegała tak jak zwykle. Kiedy Mistrz Ceremonii zaprosił wszystkich na przyjęcie nadal bezceremonialnie przyglądam się neofitom i zastanawiałem się jak łatwo dali się wciągnąć w machinę rekrutacyjną zakonu. Bez głębszego zastanowienia wstąpili w szeregi bractwa, o którym nie mają większego pojęcia. Widząc nowicjuszy stojących nadal pod ołtarzem nie śpieszę się z opuszczeniem sali ceremonialnej. Przepuszczam bardziej zgłodniałych i spragnionych członków bractwa śpieszących do sali bankietowej. No, ale moje zadanie nadal czeka na wykonanie.
__________________ ""Jeśli na drodze do wolności stoisz, prawa odrzucę precz a Boga..." |
| | |
| | #127 |
![]() | Izabell Review Żądała odpowiedzi, tylko na co? Przecież nie zapyta wielkiego mistrza, czy pan Call ma się dobrze i co mu zrobili? Ale może zdoła jej odpowiedzieć na pytanie dlaczego świat sszarzał na chwile i co się w ogóle stało, że nie była w stanie nad sobą panować.. Wyprostowała się dumnie, wypinając pierś opiętą w bezkształtną szatą. Suknia pod spodem delikatnie zaprotestowała drażniąc dekolt kobiety ostrą koronką. Już przecież było po wszystkim, czegóż się więcej bać? Mistrz ceremonii był zwykłym starym człowiekiem, a jego laska zwykłą podporą, która umniejszała niedołęstwo swego właściciela. Izabell przestała szukać wsparcia w towarzyszach i rozglądać się na boki czekając ich reakcji... Panna Brown pełna entuzjazmu, śpieszyła dalej ciągnąć tę grę, pan Castelano zdawał się dopiero co zagubić w natłoku myśli, bądź pustce umysłu.. Czyli ona jedna twardo stała na ziemi. Równie twardo, lecz teraz już nie butnie wbiła wzrok w oczy człowieka, który jeszcze przed chwilą zdawał się jej kreować wszystko co powinno istnieć w świecie idealnym. -Ja owszem mam pytania i chyba w przeciwieństwie do towarzyszy nie tryskam optymizmem. Pierwsze brzmi co się stało w momencie, gdy "obrządek" dobiegał końca? Dlaczego w moich oczach świat stracił barwę? Może się to wydawać dziwne, ale nie wątpię iż moi towarzysze doświadczyli podobnych wrażeń. Czy jest to normalne, by ludzkie ciało nie koniecznie pod presją silnych emocji potrafiło zbuntować się przeciw woli swego właściciela? Oczy Izabell stały się niezwykle chłodne, czekała aż z ust ich "zapracowanego przewodnika" padnie zaprzeczenie nadnaturalnych doznań. Wtedy właśnie potwierdziły by się jej przypuszczenia, że wszystko co tu się dzieje jest najzwyczajniejszym kłamstwem, a całe bractwo zgrają kuglarzy, którzy niczym marionetkami bawią się ludźmi chcąc im przez sztuczki, których pochodzenia nie należy zdradzić wpoić swoją wolę. Lecz oni nie będą tak naiwni jak Call, a na pewno nie ona sama. Przecież przyszła tu by coś osiągnąć, a nie dać się wciągnąć w zwykłą manipulacje. Z resztą co oni mogą o niej wiedzieć? I jaką rolę jej przeznaczyć? "Brakuje im głównej nałożnicy bractwa? Czy chcieli by skorzystać z jej wiedzy o zbiorach pomarańczy?" - Zaśmiała się w duchu. Strach, zachwyt i poczucie niezwykłości chwili zniknęło jak rozbite szkło dzisiejszego popołudnia z jej pokoju. Chcą gry? Będą ją mieli, ale nie po to tu są. Musi porozmawiać na osobności z resztą "świeżo upieczonych braci"... Gdy doczekała się odpowiedzi na pierwsze pytanie za raz nasunęło się jej kolejne na usta, które zachwycały prawie całą znaczącą część Bostonu. Tym razem zmrużyła oczy i teatralnym gestem odsłoniła swoją powabną szyję wcześniej osłoniętą przez pukle wspaniałych włosów. Ten jeden mały gest sprawił jej ogromną przyjemność - po raz wtóry pewność siebie i przewaga nad tym stadem "równych" zawitała w jej świadomości. - Kolejne pytanie nie będzie już tak egzaltacyjne. Chciałabym wiedzieć nim się pożegnamy, a jak pan sam powiedział nie wiadomo kiedy przyjdzie nam się ujrzeć znowu, czy reszta braci godna jest zaufania i czy nasze kontakty wewnętrzne będą miały przekład na nasz zwykły los, poza kręgiem zaufanych? Wstęp do pytania podszyty sarkazmem, doskonale skrył się w pełnym wdzięku uśmiechu panny Review, a treść samego pytania nareszcie mogąca jej poddać jakikolwiek sens starań w tej chwili przesycona niewinnością mogłaby zmylić nawet najbardziej doświadczonego kłamcę. Sala powoli pustoszała, oni jednak dalej trwali jakby w centrum zainteresowania. Co Izabell czuła po spojrzeniu mierzącym przestrzeń wokół nich i ich samych.. Nie wiedziała kto na nich patrzy, ani jaki ma w tym cel, czuła jednak to spojrzenie. Zawsze je wyczuwała, w końcu dzięki temu miała z czego żyć, a jej protekcje dowodziły doskonałego wyczucia takich spraw..
__________________ "Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania." |
| | |
| | #128 |
![]() | Nico Castelano Kątem oka zerknął na Izabell. Cóż, spodziewał się tego typu reakcji z jej strony. On osobiście nie miał ochoty zadawać żadnych pytań w tej chwili. Chciał jak najszybciej zrzucić te łachy i dostać możliwość rozejrzenia się po siedzibie bractwa. Może i przybył tu za sprawą Call'a. Ale zamierzał zaspokoić własną ciekawość i być może zrealizować pewne własne cele. Wszystko miało się okazać zależnie od przebiegu wypadków. Zaczynał mieć wrażenie, że sprowadzenie tutaj tak rezolutnej osóbki, jaką była panna Review, nie było najlepszym pomysłem. Naszła go nawet myśl, że sprowadzi na nich wszystkich tarapaty. Jeszcze w "Odeonie" w mniejszym lub większym stopniu przeczuwał to, ale wówczas jakoś to zignorował. Cóż, z niejednym problemem Nico był w stanie sobie poradzić. Chociaż z doświadczenia wiedział, że problemy wywołane w ten czy inny sposób z powodu takiej kobiety mogą być nad wyraz poważne. Ale chwilowo nie dbał o to. Pomijając spotkanie w "Odeonie" i chwilę obecną nigdy wcześniej nie widział tej kobiety. Nie znał jej, więc nie będzie musiał mieć z jej powodów wyrzutów sumienia. Jeśli sprowadzi kłopoty to na siebie samą. Nie miał zamiaru nadstawiać karku za nikogo. Ani za Calla, ani za nią. Miał własne powody aby tu przebywać i póki co nic innego się nie liczyło. Podrapał się w okolicy szyi. Skóra nieco go swędziała od tych łachów. W sumie jedno pytanie cisnęło mu się w chwili obecnej na usta: - Ja też mam pytanie - mruknął - ale tylko jedno - tu na moment wbił wzrok w pannę Review - Czy teraz będziemy mogli zdjąć te fatałaszki? Czy będą nam może potrzebne do czegoś innego niż tylko ceremonia?
__________________ Są dwa rodzaje ludzi: ci, co robią backupy i ci, co będą je robić... |
| | |
| | #129 |
| Obsługa ![]() | Prowadzący popatrzył uważniej na pannę Review jakby oceniając na ile to, co mówi i o co pyta jest rzeczywiście szczere. Wyczuwał jej gniew, bo to niesposób było pominąć podobnie jak i inne odczucia, które biły wprost od postaci dziewczyny jakby była jednym, pulsującym kłębkiem doznań i uczuć. Podobało mu się to i musiał przyznać, że to był dobry wybór. Ujął laskę w dłoń i delikatnie poklepal jej nasadę. - Panno Izabello - zaczął. - Zdaję sobie sprawę z tego, że przeżycia których przed chwilą byliście świadkami oraz uczestnikami nie są tylko zwykłymi efektami ceremonii wprowadzenia nowych osób w nasze szeregi. Poznaliście zapewne historię naszej działalności i prawa, którymi się kierujemy. Ceremonia jest tylko wprowadzeniem i jako wprowadzenie ma przygotować przyszłych braci i siostry do działalności w bractwie. Dotknięcie waszych głów tą oto laską to symbol tego, że nadchodzi zmiana. Symbol tego, że zmiana jest prawdziwa i namacalna a nie jest tylko pustą formułką. Ten artefakt był w bractwie od lat a jego początki giną w pomrokach dziejów. To symbol starożytnej jedności, braterstwa oraz siły, która kiedyś znacznie lepiej i umiejętniej spajała ludzi. Bractwa rycerskie, zakony chrześcijańskie a nawet sekty czy inne grupy wyznaniowe to tylko marna namiastka tego, czym może być prawdziwa jedność duchowa. I to właśnie taką jedność daje ten przedmiot. Po jego dotknięciu świat przez moment staje się taki, jakim jest naprawdę. To moc przedmiotu sprawia, że dostrzegamy prawdę o naszym świecie, która tak naprawdę jest tylko wyobrażeniem naszych umysłów. A skoro tak jest to tylko i wyłącznie od nas zależy jakim go uczynimy. Jako bractwo staramy się, by był on najlepszy z możliwych. Mam nadzieję, że to odpowiada na pytanie po co i dlaczego. Odpowiedź na pytanie "jak" jeszcze musi poczekać, bowiem to wiąże się z poznaniem tego, co jest poza zdolnością pojmowania nas, ludzi. Gdy już będziecie w bractwie z całą pewnością dowiecie się wszystkiego o mocach, które są na tej ziemi. Dostrzegł spojrzenie towarzysza kobiet, który patrzył na słuchającą Izabellę i ważył w myślach to, co właśnie słyszy. Cała trójka stała tu przed nim i choć zostali wprowadzeni jako grupa to tak naprawdę każdy z nich jest indywidualnością, która inaczej odbiera to, co się tutaj dzieje. Liczył na to, że spojrzą na wszystko inaczej, głębiej, krytyczniej. Liczył, że dojrzą to, co chciał by zostało dostrzeżone. Bardzo na to liczył. Szmer wychodzących braci i sióstr cichł coraz bardziej. Wszyscy powoli opuszczali salę udając się do innych pomieszczeń. Każdy był ciekaw co też teraz się stanie i co będzie dalej. Świadczyły o tym ukradkowe spojrzenia innych braci, ciche szepty oraz podniesione głosy na zewnątrz sali ceremonialnej. Jednym słowem nadchodziła codzienność w bractwie. - "...nasz zwykły los, poza kręgiem zaufanych?" Chwilę ważył słowa w głowie nieświadomy intencji z jaką zadano pytanie. - Jesteście teraz częścią bractwa, które razem stanowimy. Bracia i siostry są naszymi współtowarzyszami i są oni godni zaufania. Przyjęto ich tak jak was, zatem będziecie traktowani tak jak oni. Inni będą podobnie podchodzić do was - skoro ktoś, kto was zaprosił, zaufał wam, to dlaczego my nie mamy zaufać jemu? Panno Review, świat naprawdę nie jest taki zły jak go opisują gazety. Jest jeszcze w nim miejsce na to, co czyni z nas ludzi. My jesteśmy również ludźmi, związani ceremonią i wspólnym celem. Jeśli sobie nie zaufamy, to co nam zostaje? Zdaje się, że chyba zna pani odpowiedź na to pytanie. Mistrz Ceremonii uśmiechnął się. I jeszcze zanim panna Review zdążyła odpowiedzieć padło pytanie od Nicka. - Nie, oczywiście, że można je zdjąć. Zostawcie je na dole, w szatni, tam gdzie się ubieraliście. To tylko szata ceremonialna i nie jest używana w codziennym życiu naszego bractwa. Lubił takie pytania. Konkretna odpowiedź zawsze dawała zapewnienie o zdecydowaniu i pewności w poczynionych ruchach. Jednak nie zamierzał odpuszczać żadnych wątpliwości jeśli chodzi o ważne kwestie. - I jeszcze uzupełnienie do kontaktów poza bractwem. Nie musicie przebywać w tym budynku, jeśli charakter waszej pomocy tego nie wymaga. Nikt jednak was stąd nie wyrzuci, bo to od teraz także wasz dom. Wrócicie do swojego życia, ale od teraz jesteście jednymi z nas. Pamiętajcie o tym. We wszystkim co robicie musicie od teraz widzieć korzyść dla bractwa lub zagrożenie dla innych członków. Tak mówi nasz kodeks, z którym już jesteście zaznajomieni. Podążanie za nim to właśnie budowa zaufania. Bracia będą zawsze wam pomagali, bo zawsze ich rozpoznacie. Pewnie z początku to raczej wy będziecie rozpoznawani, ale jak tylko poznacie bliżej nas to zobaczycie, że jest nas więcej. Jak zatem można zobaczyć, bractwo będzie miało wpływ na wasze losy. Im większa wasza aktywność tym ten wpływ będzie rosnąć. Dla dobra nas wszystkich. Zamilkł. W sali zrobiło się cicho. Ostatni członkowie bractwa właśnie wychodzili. Fioletowa kotara na szczytowej ścianie sali zafalowała mieniąc się cieniami oraz rozświetleniami. Drzwi do pomieszczenia nie zamykano i nadal stały otworem, jakby czekając na to, aż wszyscy opuszczą salę.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #130 |
![]() | Z zaciekawieniem słuchałam odpowiedzi na pytania towarzyszy. Panna Review jest bardzo śmiałą osobą, i bardzo konkretną. Nie chciałabym wejść jej w drogę. Bezpośrednia i piękna, na pewno zniewoliła już niejedno męskie serce. Takim kobietom jest w życiu łatwiej. Tymczasem ja... wydaje mi się że jestem tu najmniej odpowiednia osobą. Jak mogłabym wspomóc bractwo? Jak? Skoro nawet nie wiem co mogę tu robić, co mogę robić dla moich nowych braci i sióstr. No i ta cała tajemniczość odnośnie samej laski. Wzmianka o mocach, które poznamy. Po tym co zrobiła ta laska jestem w stanie uwierzyć we wszystko. Ale zobaczenie świata takim, jaki jest? Dziwne, czy na pewno wszyscy zobaczyliśmy go tak samo? Nie miałam ochoty już dłużej stać w miejscu i rozmawiać z tym dziwnym człowiekiem, który mimo wszystko nie wzbudza mojego pełnego zaufania. Te dziwne szaty które mamy na sobie nie są rzeczywiście zbyt wygodne. Chciałabym jak najszybciej udać się do przebieralni a potem wrócić do reszty członków bractwa i poznać ich w końcu. Ale poczekam na Izabelę i Nico, nie mam ochoty sama zwiedzać tego domu, nie czuję sie tu jeszcze zbyt pewnie.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;) Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Cień Yog-Sothotha | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Zew Cthulhu | 50 | 09-24-2008 22:16 |
| S.t.a.l.k.e.r - Cień Czarnobyla | Eltharion | Wirtualna Tawerna | 3 | 09-03-2007 05:15 |
| Cień grozy | Ravine | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 33 | 06-19-2007 05:31 |
| Cień Przeznaczenia | Nightcrawler | Opowiadania | 0 | 03-29-2007 21:00 |
| [Zew Cthulhu] Cień Yog-Sothotha | Yarot | Archiwum rekrutacji | 39 | 10-31-2006 22:22 |