![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Zew Cthulhu Eony przed nadejściem wieku ludzi Ziemią władali Wielcy Przedwieczni. Teraz śpią - chronieni magią potężnego Cthulu, w morskich odmętach w zatopionym mieście R'yleh. Zostań jednym z badaczy tajemnic rodem z twórczości H.P. Lovecrafta, otrzyj się o cień zła, szaleństwo czy zniszczenie tych praw natury, które chronią nas przed demonami z bezkresnej przestrzeni. |
![]() |
|
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #151 |
![]() | Wiliam Moorhous Milczenie Jennifer było wymowne. Takie milczenie szeptało mu do ucha, że jego towarzyszka myśli. „Już nie rzuca we mnie słowami. Myśli!” Ale emocje są nadal obecne. William dobrze wiedział, że emocje pokazują się nie tylko za pomocą słów. Jennifer spojrzała na Williama mrużąc oczy jak kotka, która waha się czy pozwolić się pogłaskać czy od razu rzucić się z pazurkami na obcego mężczyznę. Spojrzenie było głębokie i mokre jak studnia, w której migoczą księżycowe odblaski. Dziewczyna wrzuciła do studni naczynie, aby zaczerpnąć trochę wiedzy o Williamie. William postanowił kontynuować grę spojrzeń i przygotowywał odpowiednie spojrzenie. Początkowo wzrok Willa delikatnie dotknął policzka Jennifer, prześlizgnął się po nosie omijając jej oczy, po czym powędrował w dół i zatrzymał się na kształtnych ustach. Nagle i niespodziewanie wzrok uniósł się wzwyż i zatopił się w jej zmrużonych oczach. „- Proszę wybaczyć jeśli pana uraziłam. Chodźmy więc do moich towarzyszy.” - powiedziała i odwróciła się w stronę Nica i Izabell. William działał szybko. Zrobił dwa energiczne kroki w jej kierunku i delikatnie dotknął jej ręki. Nikt nie pozostaje obojętny na taki dotyk. - Pośpiech nie jest dobrym doradcą – powiedział William oczekując na reakcję Jennifer.
__________________ "Szaleństwo pojawia się zawsze tam, gdzie doświadczenie jest większe i głębsze od pojemności ducha ludzkiego. A piękno bywa większe niż ludzkie możliwości percepcji" |
| | |
| Reklama |
| |
| | #152 |
| Obsługa ![]() | Klub, w jaki zamienił się pokój Zakonu, rozbrzmiewał różnorodnością toczonych rozmów przeplatanych dźwiękami patefonu. Pomiędzy nimi uwijali się lokaje roznosząc wino w smukłych kieliszkach oraz papierosy na srebrnych tacach. Wszyscy stanowili jedność, jak jeden, wielki organizm podobny do ameby, która zmienia swój kształt i dostosowuje go do otoczenia. Najwyraźniej wszyscy przeszli już do porządku dziennego (a w zasadzie wieczornego) z przyjęciem nowych członków w swój poczet. Czas nieubłaganie mija, choć dla Zakonu zdaje się trwać mimo upływu. I chyba tylko niewielki plakat wiszący nad komódką z chwytliwym tytułem "Spójrz w Przyszłość!" zdawał się wskazywać na to, co nieuniknione.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more _. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |
| | |
| | #153 |
![]() | Członkowie bractwa przelewali się grupkami przez salę mijając Williama i jego towarzyszkę. Nikt ich nie zaczepiał, nikt nie podchodził chcąc bliżej zapoznać się z nową siostrą, a właśnie teraz Jenifer chciałaby, by ktoś im przerwał. - Stanie w miejscu też nie przynosi korzyści. Czasem lepiej ruszyć do przodu. O co mu chodzi? Czego William oczekuje? Ten dotyk... przerodził się w dziwny dreszcz rozciągający się po całym ciele. Dreszcz całkiem przyjemny. Ale odsunęłam rękę, powoli, nie gwałtownie. Sytuacja zaczęła mnie przerastać i poczułam sie jak mysz w pułapce. Izabell, Nico, ratujcie! Starałam się wyszukać ich wzrokiem i dać im dyskretnie znać by tu podeszli. Modliłam się w duchu by mnie zauważyli. Po moich słowach dałam znać Williamowi, ze jednak chcę się udać do towarzyszy, mając nadzieję że na to przystanie. Jeśli jednak znowu mnie powstrzyma, posłucham co ma do powiedzenia.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;) A macie gogle? |
| | |
| | #154 |
![]() | Nico Castelano Gdy pan Moorhous zabrał pannę Brown na stronę, Nico odprowadził ich wzrokiem. Nie mógł wiedzieć, co za plany ma ich nowy "brat" z Zakonu, ale jeśli wierzyć Call'owi oraz gdy przypomnieć sobie jego strach przed tym miejscem, to możliwe, że nie było to nic dobrego. Ale panna Brown była dużą dziewczynką, więc raczej sobie poradzi. Zresztą, miał ją w zasięgu wzroku, no i było tutaj wielu innych członków bractwa. Raczej nie wierzył, żeby Moorhous miał wobec niej jakieś niecne plany, na pewno nie przy tak licznej widowni... Zaciągnął się papierosem. Mrużąc oczy, poprzez kłęby dymu przyglądał się członkom Zakonu obecnym na sali. Doprawdy... wyglądało, że członkiem zakonu mógłbyć praktycznie każdy. Policjant, sędzia, bankier, kasjer, inżynier, lekarz... gangster... Takich ludzi jak tutaj mógłby spotkać praktycznie wszędzie w Bostonie. I spotykał. Miał wrażenie, że dostrzegł przynajmniej jedną lub dwie znajome twarze meżczyzn, których wydział raz czy dwa razy w Cotton Club. Możnaby przypuszczać, że macki zakonu są dosyć długie... Pewnie nawet nie był w stanie sobie wyobrazić jak bardzo. To w pewnym sensie tłumaczyło strach Call'a. Pomijając wszelkie nadprzyrodzone bzdury, ktoś kto odszedłby z zakonu mógłby mieć w dalszym codziennym życiu nie lada problemy, jesli członkowie Zakonu Srebrnego Zmierzchu byli wszędzie. Zastanawiał się, gdzie mógłbyć Edward. Czy był tu na sali? Chyba nie... Nico już by go zauważył. Być może skontaktuje się z nimi w odpowiednim momencie. A może Zakon już się dowiedział o jego planie lub inni coś zaczęli podejrzewać? Wówczas Call mógłby być w opałach... Tak pogrążywszy się w całkiem długich rozmyślaniach, prawie zapomniał, że tuż obok jest panna Review. Cóż, pozwolił sobie na nietakt niezręcznego milczenia, ale nie dbał o to aż tak bardzo. Tym niemniej wypadało się odezwać. - Nie jest to zapewne coś, czego można by się spodziewać po ludziach z 'mistycznego bractwa'? - powiedział, uśmiechając się półgębkiem - Nie widać tutaj nic nadzwyczajnego. Spojrzał w głab sali, tam gdzie panna Brown prowadziła rozmowę z Wiliamem. Początkowo wydawało się, że Jennifer czuła się całkiem dobrze w obecności ich nowego znajomego, ale teraz jakoś wcale na to nie wyglądało. - Chyba panna Brown nie jest zachwycona nowym adoratorem - zaśmiał się pod nosem. Widząc, że spojrzała z nadzieją w ich stronę jakby szukając ratunku, uznał, że chyba nie powinni jej tak zostawiać. Chcąc niechcąc, siedzieli w tym razem i mogli liczyć tylko na siebie nawzajem. - Może jednak nie powinniśmy się rozdzielać - mruknął, po czym zwrócił się do panny Review - Czy zgodzi się pani ze mną? Może włączymy się do chyba dosyć żywej dyskusji między panną Brown a naszym nowym znajomym? Skoro nigdzie nie widać Call'a, ten człowiek jest naszym punktem zaczepienia. Warto spróbować - odłożył pusty kieliszek na tacę przechodzącego kelnera, po czym podał pannie Review ramię z zamiarem pójścia w stronę pana Moorhousa i panny Brown.
__________________ Problem: Miłość jest jak gruszka. Gruszka jest słodka i ma kształt. Zdefiniuj kształt gruszki. Rozwiązanie: Dwie części dwóch kul o różnych promieniach połączonych stożkiem ściętym o promieniach równych promieniom tych kul. |
| | |
| | #155 |
![]() | Wiliam Moorhous Chwilowe podniesienie emocji i dawka stresu jaką William zafundował Jennifer podziałała na nią pobudzająco. W jej ruchach dało wyczuć się niepokój, ale zapewne wzmogło to również jej czujność. W takich sytuacjach możliwe są różnorodne reakcje. Jennifer widocznie nie chciała już dłużej ryzykować samotnej rozmowy z niedawno poznanym członkiem Zakonu. Nie patrzyła już na Williama, ale poszukiwała wzrokiem swych towarzyszy. To naturalna reakcja w chwili niepewności i zagubienia poszukujemy czegoś lub kogoś znajomego. Łudzimy się, że lęki się rozwieją, a do podrażnionego i zestresowanego umysłu powróci błogi spokój. „Może powinienem jej powiedzieć, że prawie cała nasza rozmowa to sprawdzian jej reakcji w sytuacjach trudnych i kryzysowych. Nie. Nic jej na razie nie powiem. Na razie zaczekam z tym, aż będzie w stanie zrozumieć powody, dla których prowadziłem rozmowę w ten sposób.” – rozmyślał William. „Próba opanowania emocji przez Jennifer w sytuacji nacisku i mimo podniesienia adrenaliny wypadła całkiem nieźle. Zważywszy na niezwykłe okoliczności – obce miejsce, obcy tłum ludzi – jej zachowanie można określić jako normalne.” – podsumowywał w myślach William. Ciekawe czy Jennifer odczuwa choć trochę satysfakcji. W końcu to ona dowiedziała się czegoś Edwarda Callu, a nie jej towarzysze. Może teraz pochwalić się towarzyszom, że wie o powiązaniach Williama z Edwardem. Poza tym to ona została wybrana do rozmowy przez Wiliama. - Stanie w miejscu też nie przynosi korzyści. Czasem lepiej ruszyć do przodu. – odezwała się Jennifer wyrywając Williama z chwilowego zamyślenia. - Z pani słów można wnioskować, że woli pani działać niż biernie oczekiwać na rozwój wydarzeń. Ma pani na myśli jakieś konkretne działania? - odpowiedział mężczyzna i nie czekając na odpowiedź Jennifer zaczął mówić dalej. - Panno Brown stoimy teraz w miejscu. Ale to tylko pozorny bezruch. Mimo naszej woli poruszamy się, a ściślej mówiąc jesteśmy poruszani. Wiele zależy od perspektywy jaką przyjmiemy. Jeśli spojrzeć na to z perspektywy kosmicznej. To planeta, na której żyjemy ciągle się porusza, a my wraz z nią. Czas również nie stoi w miejscu. To inna forma ruchu – ciągle podróżujemy w strumieniu czasu. W ciągu naszej rozmowy postarzeliśmy się o kilkanaście minut. Williama opanował dość niespodziewanie refleksyjny nastrój i zapewne to było przyczyną tej nieplanowanej dygresji. Widząc nieznaczne zdziwienie Jennifer tym filozoficznym wywodem zamilkł na krotką chwilę. Nagle poczuł, że zaschło mu w gardle i wymownym spojrzeniem przywołał przechodzącego kelnera, który niósł przed sobą tacę wyładowaną kieliszkami, wśród których wyróżniały się dwie szklanki soku. - Ma pani ochotę na coś do picia? – zwrócił się do swojej towarzyszki, ale widząc, że Jennifer jest bardziej zainteresowana rozglądaniem się po sali odwrócił się do kelnera. - Proszę podać szklankę tego napoju – zadysponował William. - Ależ proszę pana to zamówienie…- wykrztusił z siebie sługa i zamilkł porażony rozkazującym wzrokiem Williama - … specjalne. – dokończył niepewnym głosem przestraszony kelner. - Zgadzam się. To zamówienie specjalnie dla mnie. – William mocno zaakcentował ostatnie słowa jednocześnie zabierając z tacy szklankę z sokiem. Lokaj cały zesztywniał jak wykrochmalony kołnierzyk i stał tak oniemiały przez kilkanaście sekund patrząc jak William sycił pragnienie. Po chwili kelner odszedł z pustą szklanką. - Panno Brown widzę, że znalazła pani swoich znajomych – zwrócił się do Jennifer – Chodźmy do nich. – rzekł i poprowadził ją w stronę Nico i Izabell. Kiedy William i Jannifer stanęli na przeciw Izabell i Nico muzyka na chwilę zamilkła. Cisza trwała zaledwie kilka sekund, tak krótko, że niektórzy członkowie zakonu pochłonięci rozmową nie zwrócili na to najmniejszej uwagi. Jednak Williamowi ten moment wydał się trochę dziwny. Tak jakby czas zatrzymał się razem z muzyką, a otaczająca ich przestrzeń zgęstniała i na moment zastygła w bezruchu. Po chwili szafirowa kulka zamocowana na ramieniu patefonu ponownie opadła na płytę wydobywając z niej nowe dźwięki. - Witam państwa ponownie – William zwrócił się do Izabell i Nico, a słowa powitania zaakcentował delikatnym skinieniem głowy.
__________________ "Szaleństwo pojawia się zawsze tam, gdzie doświadczenie jest większe i głębsze od pojemności ducha ludzkiego. A piękno bywa większe niż ludzkie możliwości percepcji" Ostatnio edytowane przez Adr : 06-25-2008 o 12:12. Powód: Dodałem niewielki fragment na końcu postu. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Cień Yog-Sothotha | Yarot | Komentarze do sesji RPG - Zew Cthulhu | 44 | 06-25-2008 12:15 |
| S.t.a.l.k.e.r - Cień Czarnobyla | Eltharion | Wirtualna Tawerna | 3 | 09-03-2007 05:15 |
| Cień grozy | Ravine | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 33 | 06-19-2007 05:31 |
| Cień Przeznaczenia | Nightcrawler | Opowiadania | 0 | 03-29-2007 21:00 |
| [Zew Cthulhu] Cień Yog-Sothotha | Yarot | Archiwum rekrutacji | 39 | 10-31-2006 22:22 |