Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - ogólnie > Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Świat Mroku Świat Mroku


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-04-2009, 23:15   #1
 
behemot's Avatar
 
Reputacja: 135 behemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znany
Istoty Mroku - postacie graczy i MG

Niektórzy mają swój ulubiony temat, który występuje na kilku forach, dla mnie ten jest na wysokiej pozycji. Idea tematu jest prosta: dzielimy się postaciami, które kiedyś stworzyliśmy, które uznajemy za wybitne, dzieło naszego życia, przełom w dziedzinie RPG, lub też po prostu nam się podobają, albo szkoda nam by kurzyły się w wirtualnej szafie i chcemy by ujrzały światło dnia (zwłaszcza postacie wampirów). To wszystko po to, aby pokazać jacy jesteśmy kreatywni i pomysłowi, ale też aby ktoś kiedyś zaglądając do tego tematu znalazł coś dla siebie: jednego z magów tworzącego fundacje, członka elisium, który zdradzi ważny sekret; pomniejszego Adver Sharza; a może nawet oś jednej z przygód. Ważne jest, że zamieszczając jakąś postać zgadzamy się, aby inni korzystali z jej założeń i wykorzystywali ją w swoich sesjach. Postacie powinny być w jakiś sposób związane z światem mroku (nowym, starym obojętne) jeśli chodzi o inne systemy (w tym autorskie) pozostawiam to ocenie samego autora, jeśli postać ma to mroczne coś, to w sumie czemu nie, zawsze jednak warto się zastanowić zanim coś opublikujemy.

Temat powstał w wyniku dyskusji w tym temacie (Propozycje rozwoju działu) i tam też jest miejsce by zgłaszać ewentualne uwagi do samego pomysłu (można oczywiście wysłać mi miłą PW), jeśli ktoś odczuje potrzebę skomentowania danej postaci, to niech się powstrzyma, albo skorzysta z systemu PW, albo założy osobny temacik Istoty Mroku - komentarze. Ten temat to tylko postacie, 100% treści. Oznacza to też, że nie korzystamy z faktu, że właśnie opublikowaliśmy postać, by napisać nasze przemyślenia o innych postaciach, tym temacie i wyższości oWoDa nad nowym.

Zasady:
1. Temat służy tylko i wyłącznie prezentacji bohaterów. Raczej trzymamy się zasady 1 post = 1 postać, choć jeśli opisujemy grupę lub też tandem to może być jeden post. Komentarze przesyłamy na PW autorowi, lub też publikujemy gdzie indziej.
2. Dbamy o wygląd naszego "artykułu". Czyli sprawdzamy pisownie, pracujemy nad stylem, korzystamy z dobrodziejstw języka forum (pogrubienia, kursywy, podkreślenia) a przede wszystkim z akapitów i tytułów.
3. Nie ma żadnych ograniczeń lub wytycznych co do sposobu prezentacji, formularz typu kartoteka, opowiadanie lub cokolwiek innego będzie odpowiednie.
4. Ważne i najważniejsze. Przedstawiamy tylko te postacie, którymi chcemy się pochwalić. Nie piszemy, że udało nam się stworzyć swojego pierwszego nosferka/maga/odmieńca, tylko prezentujemy te postacie, które są najlepsze, najbogatsze, najbardziej inspirujące. Zawsze też można trzymać się zasady: "publikuj to co sam chciałbyś przeczytać".
5. Każdy artykuł zaczynamy od pogrubionego systemu do jakiego pasuje dana postać, oraz akapitem albo dwoma opisującym ogólnie z kim mamy do czynienia. Jeśli chcemy po przedstawieniu postaci możemy dodać komentarz, czyli np pomysły na zastosowanie, albo relacje jak postać sprawdziła się "w grze".
6. Jeśli postać jest aktywna w aktualnej sesji napisz ostrzeżenie, aby zainteresowani czytali na własną odpowiedzialność.
7. Jeśli to możliwe publikuj postać jako treść wiadomości, gdyż wszelkie serwery prędzej czy później tracą dostęp.
8. Jakby ktoś nie wychwycił do tego momentu: tak to jest temat gdzie publikujemy nasze karty postaci.
9. Ze swojej strony postaram się prowadzić spis treści, czyli linkować postacie, żeby nam się nie gubiły.
10. Możemy publikować z mechaniką lub bez, jest to obojętne. Można też "podrasować" (fabularnie) naszą postać, jeśli w sesji była okazana tylko jej część.
11. A nawet można pisać postacie, którymi zawsze chcieliśmy zagrać, ale nigdy nie było okazji, i napisać coś specjalnie dla tego tematu. Zawsze jednak dbajmy o jakość.

No i tyle, miłej lektury.

***
Spis Treści:
1. Sean Shyde (Istoty Mroku - postacie graczy i MG) - krewniak bastet, fenomen (Sorcerer rev), trochę muzyk, trochę punk robol, trochę świr.
***
Pokrewne tematy:
http://lastinn.info/swiat-mroku/2204...-postacie.html (Wasze 'najmroczniejsze' postacie)
http://lastinn.info/pomoc/4254-warsz...c-postaci.html (Warsztaty - jak tworzyć postaci)
http://lastinn.info/swiat-mroku/4702...-wampirow.html (Wasze niezrealizowane i odrzucone postacie Wampirów)
 
__________________
Efekt masy sam się nie zrobi, per aspera ad astra

Ostatnio edytowane przez behemot : 06-05-2009 o 00:29. Powód: nie powiem!
behemot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-04-2009, 00:00   #2
 
behemot's Avatar
 
Reputacja: 135 behemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znanybehemot wkrótce będzie znany
Ok, czas na pierwsze koty za płoty. Postać z sesji Horyzont Zdarzeń. Jedna z tych, które się skończyły zanim zdążyłem napisać choć jednego posta.
<standardowy tekst o świadomości własnej niedoskonałości>
Sama postać jest krewniakiem Bastet, jednak zamiast podążać zacną ścieżką przodków urodził się fenomenem i tak mu zostało. (Tak wykorzystujemy Sorcerer rev. ) Poza tym jest to typowy małomiasteczkowy artysta z przemieszanym buntownikiem z wyboru oraz archetypem świra.
BTW Tekst jest marny, ale muzyka świetna.

***
Muzyczka


Patrząc w lustro
Widzę swoją twarz
co nie dba o jutro
i wczoraj które znasz

Wzrok na cieniach skupiony
Szuka znanych postaci
Znajduję widma, upiory
Nie wiedząc co to znaczy

Zjawy drą szaty i płaczą
za oknem ludzi Wskazują
co kradną, kłamią, mataczą
uśmiech na twarzy malują

Czy zmysły mnie zawodzą
Czy racje mają lekarze
Gdy obłąkany mnie zwą
szaleńcem pod wplywem marzeń

Lecz ja swoje wiem
Każdemu szczerze to powiem
Po drugiej stronie prawda
Po naszej - tylko zdrada

Każdego dnia trwa próba woli
gdy patrzę rano blask lustra
wybieram prawde co boli
nad w uśmiech wygięta twarz pustą.

*
Historia:
Pierwszy był Karolek, pamiętam go jako wesołego grubaska, mieszkał w domku obok nas. Mieszkaliśmy w domku na przedmieściach Belfastu, rodzice ciągle tam mieszkają. Od początku polubiłem Karola, zawsze chciał się bawić, nigdy nie żałował zabawek, zdawał się rozumieć bez słów. Trochę mu wtedy współczułem, jego dom wydawał się taki smutny, rozbite okna, osmalone ściany, zaniedbany trawnik... dom strachów. Ale u nas wcale nie było lepiej. Ojciec rzadko bywał w domu, a jeśli już był krzyczał, lub oglądał mecze. Matka zajmowała się nami, mną i siostrą. Wkładała w to dużo serca, choć zawsze miałem wrażenie, że jest to dla niej samo umartwianie. Kiedyś chciałem przedstawić im Karola, nie znieśli tego dobrze, mama płakała, ojciec się wściekał, potem upił się Johny Walkerem. Nie rozumiałem czemu, ale ile może zrozumieć dziecko? Następnego dnia pojawił się doktor Harvest. Doktor był naprawdę miły, mówił cały czas, że będzie dobrze, że się zdarza i są specyfiki, które na pewno mi pomogą. Do końca nie wiedziałem w czym problem, ale posłusznie brałem wszystko co mi dawali. Czasem mówili, że polepsza mi się, wtedy było mniej tabletek. A wtedy pojawiały się sny, koszmary wyrywające ze snu w środku nocy. Sceny przemocy, morderstw, pożarów, czasem obrazy jak z taniego horroru lub krainy absurdu. To było męczące. Czasem miałem wrażenie, że niektóre sny należą do kogoś innego, rodziców, siostry nawet doktora Harvsesta. Ale nic o tym nie mówiłem. Wtedy już wiedziałem, co ludzie czują do kogoś kto zna ich sny.

Szkoły to była piekło, byłem chyba w pięciu czy sześciu. Dopiero w ostatnim roku to się jakoś ustabilizowało, wcześniej trzy miesiące, pół roku i nie wytrzymywałem, albo dyrekcja miała dość. Panuje pogląd, że angielska młodzież jest miła, kulturalna i myśli tylko prawda. Akurat. Te małe potwory zbierają się w bandy lepiej niż wilki. Wybierają sobie ofiarę by z niej szydzić, a za mną zawsze krążyła łatka "tego który widzi duchy". Co miałem robić, broniłem się, łokciem, kolanem, nawet zębami. Najgorsze było to, że musiałem cały czas się pilnować. Uważać na to co widzę, dwa razy upewnić się, że to powszechna prawda. No i jeszcze unikać opowieści o sobie, o tym gdzie się wcześniej uczyłem, co robiłem, dlaczego zmieniłem szkołę. Po tej nauce pewnie mógłbym zostać aktorem, jak Leonard, ale nie chce go naśladować w czymkolwiek.

Ciągle mam pretensje do matki, że nie powiedziała mi o Leonardzie, choć może miała rację i tak nie wiedziała wszystkiego, niewiele by mi to pomogło. Może nawet pogorszyło sytuację. Wolę nie myśleć jak zareagowałby doktor Harvest na opowieść o Gatto. Pewnie przepisałby pigułki. Wiara medyka w zdobycze farmacji porażała: "Złe sny - pigułka czerwona, tajemnicze odgłosy - niebieska". A jednak były skuteczne, przez jakiś czas. Przez pigułki doktora Harvesta Charlie zniknął i już nigdy nie wrócił. Wszystko inne też odeszło w niebyt, chwilami nawet myślałem, że to już za mną, zaczęliśmy z nich rezygnować. Wtedy pojawiła się Alicja, ona nie byłą już tak grzeczna jak Karolek, ale byłą też znacznie sprytniejsza. Łatwiej było też ją spotkać, wystarczyło lustro. Nauczyła mnie, że dopóki nikt nie wie, że się różnię, to wszystko będzie w porządku. Trzeba było tylko pewne sprawy przemilczeć inne trochę zmienić. Za to jej mogłem powiedzieć wszystko. Może dlatego, że byłą cząstko mnie.

Z ludźmi układało mi się znacznie gorzej, nigdy nie wiedziałem ile mogę powiedzieć, poza tym to przeczucie... subtelne swędzenie z tyłu czaszki gdy słyszę kłamstwo, wiedza o tym kto się uśmiecha za moimi placami. Albo świadomość pytania, które dopiero miało paść, szepty rozmów toczonych przy stoliku... Cały czas byłem bombardowany szeptami, obrazami, odczuciami, marzeniami i snami tych których spotykałem. Naprawdę wiedza potrafi utrudnić stosunki międzyludzkie. Moim najlepszym przyjacielem był więc efekt mojej wyobraźni, postać widziana w lustrze. Wiem, to dziwne, ale komu można zaufać bardziej niż samemu sobie? Miałem więc dwie twarze, jedną swoją, drugą dla innych. Życie z tym było straszne, ale wydawało się wygodne, starałem się by maskarada nie wyszła na jaw. Ale było też to strasznie męczące, samo miasto było męczące i prowincjonalne. Z każdym rokiem myślałem coraz bardziej o tym by uciec od dobrotliwej twarzy doktora, smutnej twarzy matki czy rozczarowanego spojrzenia ojca. W końcu mi się udało.

Tak właściwie, prawdziwe życie zaczęło się dopiero w Londynie, miałem wtedy 20 lat, to zaledwie kilka lat mniej niż teraz, a czuje jak bym opowiadał o dzieciństwie. Może dlatego, że o dzieciństwie wolę nie myśleć. Londyn. Jeśli tam byłeś to wiesz o czym mówię, w Belfaście, tutaj w Kingston można mieszkać, w Londynie się żyje. Byłem tam na rządowym programie, aktywacja młodych ludzi czy jakoś tak, ogólnie kursy komputerowe. Przez miesiąc ześmy solidnie wkuwali o tych wszystkich arkuszach, sieciach i serwerach, potem jakiś staż i tak to poszło. Praca nie była trudna, miałem pilnować w jakimś biurowcu by sekretarki nie popsuły tych maszyn za tysiąc funtów. Płacili dobrze, robota nie była trudna, zwłaszcza w porównaniu z praca na budowie. Czasem udało się wyciągnąć sekretarki na kolację, czasem gdzie indziej. To było życie. Choć akurat w firmie to straszne drętwusy były, ale jak się wiedziało gdzie szukać, łatwo było znaleźć rozrywkę na poziomie. Czasem te zabawy kończyły się bijatyką, ale to nie był problem, w szkole średniej nauczyłem się bić, musiałem...

Wtedy też zacząłem się zastanawiać na ile jestem pojedynczym przypadkiem, a na ile taka choroba, bo zawsze myślałem o tym jak o chorobie, jest zbadana i spotykana. Zacząłem czytać książki o chorobach psychicznych, Freud, Jung, Ferenchi... czytałem ich myśli z trudem, ale i z satysfakcją. Jakby poznając siebie. Potem zszedłem z nurtu nauki na nieznane ścieżki parapsychologi. Też myślałem że to tanie opowiastki w rodzaju Z Archiwum X. Ale jeśli wszystkie te niestworzone historie pasują jak ulał do tego co przeżyłem trudno pozostać sceptykiem. Przeglądałem też internet, sam nie wiem czego szukałem, znalazłem za to mnóstwo bzdur, necromoicon w pdfie, kilka for gdzie małolaty pospołu z znudzonymi kurami domowymi rozpisywali się o kręgach w zbożu, a nawet listę dyskusyjną jakiś łowców wampirów. A jednak cześć tego śmietnika wydawała się mieć sens. Gdzieś w trakcie poszukiwań pojawił się sen, nie taki jak poprzednie zamglone wizje, ale wyraźny, powtarzający się niema zawsze ten sam. Jak film puszczony z taśmy. To była wizja jakiegoś cmentarza, dość starego, grobu z wielkim obeliskiem. Dość dziwne miejsce. Sen był tak wyraźny, że zacząłem szukać go wśród zdjęć cmentarzy. Z ciekawości, wtedy jeszcze nie wiedziałem z czym może się to wiązać.

W końcu znalazłem, stary cmentarz w okolicach Greenwich, pojechałem tam w sobotnie popołudnie, to była ładna okolica, zieleń, spokój. Najpierw czułem radość, gdy w końcu znalazłem miejsce ze snu, a potem pustka... po co tak właściwie tam przyszedłem. Wtedy podszedł do mnie mężczyzna, który wyglądał jakby uciekł z powieści Dickensa. Cylinder, płaszcz, laska... zupełnie jak dżentelmen z XIX wieku. Zapytał mnie czy wiem co jest po drugiej stronie lustra. Wariat - pomyślałem. Ale było nas dwóch. Przyznał, że to on wywołał mój sen, mówił też wiele innych rzeczy, że prowadzi badania nad takimi jak ja i pomaga im w życiu. Wszystkie jego słowa chłonąłem jak gąbka. Nareszcie spotkałem kogoś kto rozumiał to co widzę tak jak Alicja czy Karol. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie.

Nazywał się Wiktor, mówił że jest badaczem wiedzy tajemnej potocznie zwanym czarodziejem, mnie zaś określił mianem "czującego". Sam należał do nieoficjalnego zgromadzenia o nazwie Srebrna Brama, należeli do niej inni podobni jemu. Za dnia zwykli ludzie księgowi, mechanicy, bankierzy wieczorami zaś badacze snów. Miało to smak podróży w głąb siebie i uczenia się świata na nowo. Wiele było do nauczenia. Każdy weekend i popołudnia spędzałem w siedzibie. Srebrna Brama prowadziła fundację "Ścieżka Spokoju" oficjalnie zajmowali się nauką feng shui i yogi. W rzeczywistości uczyli się medytacji, świadomego śnienia (nawet nie przypuszczałem, że coś takiego istnieje) analizowali stare księgi opisujące zjawiska paranormalne. Najwięcej było nauki samokontroli i technik relaksacyjnych. Powtarzali, że to ja muszę kontrolować sny, a nie one mnie. Wszystko to co dotąd było tylko przeczuciem czy omamem wtedy uczyłem się kontrolować. To dawało straszną satysfakcje, być świadomym własnych możliwości, móc słuchać nie tylko co ludzie mówią ale i co myślą, a także wpływać na to. Wpływaniu na ludzi poświęcaliśmy wiele wieczorów, na dyskusji nad tym co dozwolone, dopuszczalne, co zaś jest niebezpieczne. Wiktor zawsze powtarzał, że nadnaturalne zdolności to także nadnaturalna odpowiedzialności. Starałem się pamiętać o tej lekcji.

Aż nadszedł dzień, który wywrócił wszystko do góry nogami, nadszedł pod postacią mężczyzny w brązowym kapeluszu, płaszczu i z futerałem po skrzypcach. Pamiętam ten niedzielny poranek, ciepły zapach kawy, głos Bono w radiu i nagły zgrzyt dzwonka u drzwi. Otworzyłem, a ciało mężczyzny w płaszczu wlało się do środka jak kałuża krwi. Był ciężko ranny, potrzebował pomocy. Każdy by pomógł, wciągnąłem go do środka, chciałem też wezwać karetkę, ale on nie chciał. Powiedział też, że jest moim ojcem, opowiedział cała historię, jak poznał Sarę w teatrze, jak mieli romans. Mówił, że to przez jego geny mam sny. Nie wiedziałem czy mu wierzyć i wtedy mi pokazał. W jednej chwili na kanapie leżał krwawiący człowiek, w drugiej olbrzymia pantera czy inny kuguar. Opowiadał, że jest człowiekiem - kotem. Bastetem, który walczy z jakimś tajemniczym żmijem, prosił by mógł zostać przez parę dni. Pozwoliłem.

Dochodził do siebie szybko, rany goiły w ciągu kilku dni, przedstawił się jako Leonard Gatto. Przez całe dnie siedział w domu, zawsze nerwowo patrząc przez okno. Mówił, że jest ścigany, że lada chwila moga po niego przyjść. Wtedy zacząłem się niepokoić, jeśli ktoś miał przyjść po niego to co by zrobili ze mną? Gatto budził moją nieufność, wparował w moje życie dopiero wtedy potrzebował pomocy, tłumaczył się, opowiadał o żmiju, gai i duchach, ale ja to miałem gdzieś. Gdy świat uważa cię za wariata, a tylko kilka pigułek dzieli cię od zamknięcia w psychiatryku nie myśli się za dużo o świecie i mistycznej równowadze. Gatto tego nie rozumiał. Aż przyszedł dzień gdy przed blok zajechał czarny Bentley, a z niego wysiadło czterech facetów w czerni. Gość zauważył ich, pokazywał samochód. Mówił, że najważniejsze to nie powiedzieć, że tu był. Pytałem, co to znaczy, ale nie odpowiadał. Gdy tylko czarni weszli do budynku on wyskoczył przez okno. Tak jak kot spada zawsze na cztery łapy, tak on po prostu przykucnął na chodniku i pobiegł zostawiając mnie.

Faceci w czerni nie cackali się, drzwi były zamknięte a otworzyły się choć nawet nie używali siły. Przeszli od razu do pytań, gdzie jest Gatto, co mówił. Próbowałem ściemniać, ale to wcale nie pomogło, wiedzieli. Zaczęła się demolka, jeden cios, drugi zniszczony telewizor, porażenie prądem, zbite szyby. Bili tak długo, aż w końcu pękłem i zacząłem sypać. To ich zadowoliło i po prostu sobie poszli. Zgłosiłem sprawę na policje oni przejrzeli moje dane, obiecali że się tym zajmą. Ale nie uwierzyłem. Dla nich jakiś wariat narozrabiał i próbuje wyłudzić ubezpieczenie. Noc spędziłem u Wiktora. Gatto zaś znikł tak jak się pojawił. To był zły czas, na każdym kroku widziałem facetów w czerni, Wiktor opowiadał coś o Nowym Porządku, jakiejś organizacji rodem z Matrixa, ale było to tak tajemnicze, że tylko podsycało moje obawy. Dlatego zdecydowałem się uciec.

W Kingston upon Hull miałem ciotkę ze strony mamy, oszczędności za wiele nie miałem, więc zawsze było to jakieś zaczepienie, do Belfastu nie chciałem wracać. Zacząłem się urządzać w Kingston, praca, własne mieszkanie, muzyka. Wszystko to było tylko cieniem Londynu, ale bezpieczeństwo było ważniejsze. Czułem, że potrzebuje trochę czasu by wyciszyć się i zastanowić się kim tak właściwie chce być. Może muzykiem? Zacząłem grać po barach, to co w Mieście było amatorszczyzną tu było zjawiskiem. Byli też inni ludzie, muzycy, bywalcy pubów. Ludzie którzy nie pytali za dużo jeśli nie chciałeś mówić, którzy po prostu chcieli żyć nieco ciekawiej. Odpowiadało mi to, nie myśleć o duchach, zwierzoludziach i tym wszystkim.

Czy zawsze lubiłem prędkość? Chyba tak, to co zakazane zawsze kojarzy się z przyjemnością, a przez długi czas jedyne na co mogłem sobie pozwolić to szaleńczy zjazd z górki na rowerze. Gdy inni robili prawa jazdy, ja mogłem tylko marzyć i patrzeć na mijane na ulicy wozy. To głupie, ale nigdy nie chciałem być, aż tak inny. Może stąd wziął się dryg do grzebania w silnikach, tata miał znajomego mechanika, po znajomości mnie wkręcił. Spodobało mi się, teraz też czasem dłubie w swoim Bonne. Co tu ukrywać... na samochód mnie i tak nie stać, zresztą samemu to nieekologicznie. Pamiętam jak kiedyś pojechałem za miasto, lubię czasem odetchnąć, siedziałem gdzieś na skraju jeziora, cisza i spokój... gdy nagle podszedł wilk. Niewiele wilków widziałem, ale ten na pewno był szczególnie wielki. A najdziwniejsze było to gdy przemówił. Zabawne, ale prawie się nie zdziwiłem, czasem myślę, ze niewiele rzeczy jest mnie w stanie już zdziwić. Wilk nie był zbyt rozmowny, myślę że chciał mnie wybadać, to pewnie musiało mieć jakiś związek z Leonardem. Pogadaliśmy, ale rozmowa się nie kleiła. Powiedział, że pewnie jeszcze kiedyś się spotkamy. Może miał rację, ale od tamtego czasu już go nie widziałem. Raczej nie żałuje.

Myślę, że kiedyś stąd wyjadę, może wrócę do Londynu, mam nadzieje że Czarni już o mnie zapomnieli, może pojadę na kontynent. Zawsze będzie to coś nowego. Ale jeszcze nie teraz, chcemy nagrać płytę, warto by zebrać pieniądze na podróż. Jeszcze mam czas. I spokój.


***

Obecna działalność:
Od pół roku przebywa w Kingston, trochę ucieka a trochę szuka. Szuka spokoju, miejsca gdzie może żyć normalnie, bez etykiety "świra". Z rzeczy bardziej przyziemnych zazwyczaj pracuje w serwisie komputerowym, składa blaszaki, czasem pomaga mugolom skonfigurować sieć. Wieczorami dorabia grywając w klubach, zazwyczaj stare dobre kawałki, choć próbuje też przemycić coś swojego. Raczej nie jest znanym artystą. Pieniędzy z tego niewiele, ale robi to raczej dla przyjemności. W wolnych chwilach jeździ motorem, pisze wiersze.

Wygląd:
Szczupły blondyn o zapuszczonych włosach, czasem przebija ciemniejszy kolor. Choć jest chudy to jednak zbity i dobrze zbudowany. Sporo czasu spędził pracując na budowie, w warsztacie. Może nie rusza się za często, ale samo się robi, że zdrowo wygląda. Oczy ma głęboko osadzone, czasem otacza je fioletowa obwódka wynikająca z niewyspania, tęczówki zaś są zielone, wzrok bywa zamglony, zamyślony jakby nieobecny. Twarz pociągła, skryta pod kilkudniowym zarostem (czasem ścina, choć w losowych momentach). Wzrost przeciętny, palce ma długie, równo i głęboko przycięte paznokcie (gitara). Można określić go jako przystojnego, zwłaszcza jeśli ktoś lubi styl zbitego psa. Porusza się bardzo cicho i można powiedzieć, że z kocią zwinnością. Na prawym ramieniu ma tatuaż w kształcie łba tygrysa.

Ubiór:
Ubiera się ciężko. Nawet gdy słonko grzeje na jego grzbiecie można znaleźć grubą warstwę ubrań. Lubi skaj (jest neo gotem, czyli szanuje przyrodę), drelicht, luźne łaszki rozmywające figurę. Najlepiej w kolorze czarnym lub brązowym. Obowiązkowym elementem stroju są ciężkie buty. Nie skąpi na ozdobniki, pierścień, łańcuszek... zazwyczaj są to symbole typu pacyfka, albo freetibet, czy stop war.

Cele:
Jego głównym celem jest bycie normalnym, a raczej bycie uważanym za normalnego. Potrzebuje akceptacji, obecności ludzi, a nawet swego rodzaju hołdu i uwielbienia. Jak każdy człowiek lubi go podziwiają. W Kingston ma swoja małą stabilizację i dobrze mu z nią, nawet jeśli miasto jest brudne, szare i do... niczego. Chciałby też "ustatkować się", mieć jakąś bardziej poważaną pracę, może jeździć czasem na koncerty, ale bardziej założyć pub. Najlepiej najpierw być sławnym na cały świat muzykiem, a potem gdzieś osiąść i mieć żonę, gromadkę dzieci, mały domek. Chciałby też coś zmienić, sprawić, że świat przestanie być tak strasznie szary, normalnie być dobrym człowiekiem. Ale jest to potrzeba dalszego rzędu. Nie chce żeby coś go zjadło, ani żeby magia wpędziła go w szaleństwo. Dlatego swoje zdolności traktuje podejrzliwie, ale nie bez ciekawości. Moc jest straszna ale i fascynująca.

Charakter:
Jest niestabilny, zazwyczaj sprawia wrażenie nieśmiałego i nieufnego faceta. Mówi półsłówkami, cicho, unika spojrzenia. Jeśli rozmowa ma miejsce np pracy strasznie się przy tym denerwuje. Po prostu cały czas się boi, że ktoś uzna go za wariata, albo się obrazi. Zmienia się w bliskiej relacji, ciągle unika rozmowy o sobie, ale mówi więcej, nawet o snach. Ma "dusze artysty" nie patrzy na człowieka czy miasto, ale na emocje, przeszłość, powiązania, myśli. Szuka drugiego dna, ma też skłonność do szukania estetycznych inspiracji (choćby w kominach fabryk). Wierzy w etos punka. Przyjaźń, lojalność kumplom, bunt wobec systemu, walka z szarością to jest to. Na swój sposób jest też odważny czy nawet skłonny do konfliktu, nawet siłowego. Są w nim pokłady wściekłości o niszczycielskiej sile. Jak każdy ma ludzkie słabości, zabawa, wino, śpiew, kobiety, poklask, szpan... wszystko to jest dla niego atrakcyjne.

Zwyczaje:
Lubi obserwować, przebywać w miejscach pełnych ludzi, ale raczej z boku, w cieniu. Cały czas szuka potwierdzenia swojej normalności. Czasem jednak lubi się odciąć, wsiąść na motor i jechać gdzie popadnie. Być przez chwilę samemu. Dość często buja w obłokach i myśli o czymś zupełnie niezwiązanym z tym co robi. Nie lubi ciszy, potrzebuję muzyki, głosów rozmów, jeśli tego nie ma zaczyna nucić albo mruczeć. W chwilach zdenerwowania wybija palcami rytm.

Powiązania:
Rodzina - Mieszka w okolicach Belfastu Ojciec Evan kiedyś był przedsiębiorcą, aktualnie uczy w szkole fizyki. Matka Sarah kiedyś była aktorką teatralną, od wielu lat jest bezrobotna. Rodzina nie jest patologiczna, raczej nieszczęśliwa. Zaczęło się od czasów gdy Evan jeszcze prowadził firmę, najpierw urodziła się Kate, potem Sean, ciężko pracował, rzadko bywał w domu. Ale to nie pomogło, jego firma nie była dość konkurencyjna, długi, stresy, wyrzeczenia to wszystko zjadało biznes i jego. W końcu musiał sprzedać co się dało i wybrać pracę w szkole. Jest pracoholikiem, a nauczanie głąbów nie jest szczytem jego marzeń, jest też rozczarowany tym, że jego syn zapewne nigdy nie będzie wielkim uczonym. Jest rozgoryczony tym jak wiele zabrało mu życie. U Sarah depresja postępowała bardziej powoli, kiedyś była aktorką teatralną, w skali lokalnej dość znaną, ale czasy się zmieniają, teatr zamknęli, a dla aktorów nie było miejsca. Ktoś też musiał zajmować się dziećmi, zwłaszcza że Sean wymagał sporo uwagi. Z czasem pogrążyła się w łagodnych wodach nostalgii za utraconą sławą. Obydwoje są już w wieku przedemerytalnym, żyją w domku w Irlandii Północnej. Starsza siostra Kate jest dość normalna, jest kulturoznawcą, specjalizuje się w mitologii celtyckiej. Czasem pisze jakieś reportaże gdzieś na irlandzkiej prowincji innym razem dorabia w Londynie w lokalnej gazecie. Dla rodziny zawsze był zwykłym schizofrenikiem, choć kochali go na swój sposób. Nikt z nich nie wie (a na pewno nie uwierzy) o snach, magii i kociołakach.
Koci ojciec - Leonard Gatto - jest tajemniczy, niewiele mówi o swej przeszłości, a jeśli już to ma się pewność, że koloryzuje albo wymyśla na bieżąco. Ponoć jest Kanadyjczykiem, Francuzem trudno rzec... lubi wstawić francuskie powiedzonko to tu to tam. Zazwyczaj ubiera się w płaszcz i kapelusz ala Casablanca i targa ze sobą futerał na skrzypce. Stara się być miły i czarujący snując opowieści niezwykłej treści. Ale to tylko maska. Jest egoistą jakich mało, nie obchodzi go ani Sarah, ani Sean. Obydwoje są tylko dawna stacją na szlaku jego miłosnych podbojów, zwłaszcza że syn nie odziedziczył po ojcu tego co najważniejsze. Leonard jest Bastetem, kociołakiem, wedle legend pełniącym rolę oczu Gai. Trudno w to uwierzyć, bardziej sprawia wrażenie zapijaczonego kloszarda i włóczęgi. Gdy się pojawił w życiu Seana był najpierw miły, ale tylko po to by wykorzystać chłopca i sprowadzić na niego kłopoty. A przynajmniej tak to Sean postrzega, bo prawda może być tak inna i tajemnicza jak to bywa u kotów. .
Srebrna Brama - organizacja czarodziei (nie mylić z magami), spotkał się z nimi w Londynie i przez pewien czas należał nawet do tej organizacji. Choć sprawiają wrażenie weekendowych kultystów, to jednak istnieją już bardzo długo i swoje wiedzą. Zajmują się głównie wychwytywaniem osób "z darem" i pomaganie im w opanowaniu zdolności. Zazwyczaj działają pod przykrywką poradni psychologicznych, albo klubów ezoterycznych. Za swój główny cel stawiają sobie ochronę obdarowanych przed tajemniczą "korporacją nowego porządku" Ich magia opiera się głównie na sztuczkach New Age z odrobiną szamanizmu, wschodnich medytacji, ikabanów i fengshui. Choć mogą wydawać się bandą dziwaków to najzdolniejsi z nich zdolni są do rzeczy o jakich nie śniło się filozofom. [frakcja opisana w Sorcerer Rev]
Sweet Dreams - zespół muzyczny, którego charakter najlepiej opisać słowami gotyk-punk-etno-eko-rock.... no dobra nie jest to takie proste. Prócz Seana należą do zespołu 4 osoby, każda z nich ma za sobą dość smutną przeszłość (choć są młodzi). Muzyka jest sposobem ucieczki, od nudy, szarzyzny... ale to tylko działanie, najważniejsze to nie dać się systemowi i być sobą.

Miejsca:
Poddasze - czyli mieszkanie które wynajmuje, ma kilkanaście metrów, czasem pochyły dach uniemożliwia wyprost. Można wyjść na taras z którego jest dość dobry widok na miasto... czyli rząd szarych bloków i kominy fabryk. Sama dziupla jest raczej ascetyczna, materac na ziemi, szafa, kuferek, laptop, biurko... W centralnym miejscu gitara, bębny, saksofon i kilka innych instrumentów. Zazwyczaj w mieszkaniu panuje twórczy nieład, na ziemi walają się jakieś kartki, kawałki nieukończonych wierszy, twarde dyski i inne elektroniczne badziewie. Na stanie są jeszcze dwa koty Ferd i Cuchu.
Dom ciotki Grace - znajduje się w dzielnicy emerytów i rencistów, czyli przedmieściach pełnych starszych domków zamieszkałych przeważnie przez starsze osoby. Dom jest całkiem spory, choć w kilku miejscach się już sypie. Nieżyjący wujek (Brian) swego czasu sporo podróżował (był fotografem NG) i pozostawił w domu sporo pamiątek, zdjęć, tym podobnych zabawek. Sama ciotka topi żale w pielęgnacji ogródka i opiece nad lokalnymi kotami (zawsze kilka sztuk kręci się po ogrodzie). Koty nazywa na cześć angielskich królów (choć omija dynastie Burbonów) oraz uczonych. Sean zagląda tam czasem by pogadać, zjeść coś dobrego, pomóc staruszce.

Rzecz o magii:
Sean jest nieprzebudzonym czarodziejem, czyli człowiekiem używającym statycznej magii. [pod względem mechanicznym jest to podobne do wampirowych dyscyplin test cecha + umiejętność, nie wywołuje paradoksu] Można go określić jako naturalne medium, ani do końca nie rozumie ścieżek, ani też nie wnika w tajniki mocy [stąd ścieżki na pierwszej kropce]. Przyczyn paranormalnych umiejętności najlepiej dopatrywać się w jego krwi czyli bycia krewniakiem Bastetów, nie tak łatwo rozrzedzić krew faerie.

Paradygmat:
Umbralny [nabyty w czasie szkolenia w SB]. Z światem który obserwuje większość ludzi nierozerwalnie związany jest świat idei. Wszystko co zostało kiedyś wymyślone, miało miejsce, nawet to co dopiero może zostać kiedyś nazwane ma tam swoje miejsce. Większość ludzi nie widzi tego drugiego świata. Nie jest to potrzebne. Niektórzy zaś ludzie są "czujący", bardziej wrażliwi na to co się dzieje w drugim świecie. Zwłaszcza we śnie, pod wpływem różnych używek czy w czasie medytacji. Czasem też pod wpływem muzyki czy innych emocji. Na początku jest się zalewanym niechcianymi snami, potem uczysz się odgrodzenia, wreszcie świadomego zaglądania w świat snów. Tylko po co? Łapiąc idealne konie nie zarobisz na życie.

Awatar:
Kobieta o czekoladowej skórze o głowie egipskiego kota, ubrana w przezroczystą wielowarstwową tunikę. Postać ma zawsze zamknięte oczy przesłonięte "trzecią powieką" przez co zdają się pozbawione źrenic i tęczówek. Zawsze objawia się w pozie "egipskiej mumii" z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. (awatar śpi głęboko i nieprędko się obudzi Kocio głowa też jest w stylu egipskim.

***
Mięsko:
Imię: Sean Shyde
Pseudonim: Dreamer
Narodowość: Brytyjska, Belfast
Rasa: śmiertelnik (krewniak Bastet)
Rola: Medium
Postawa: Artysta
Natura: Buntownik
Esencja: Poszukująca

Cyferki:
Spryt 2; Inteligencja 2; Percepcja 4 (ciemność)
Wygląd 3; Charyzma 2; Manipulacja 2 (5p)
Siła 3; Zręczność 4; Wytrzymałość 3

Wysportowanie 2; Uniki 2; Empatia 2; Czujność 2; Walki uliczne 1; Przekonywanie 2; Przebiegłość 2; Cwaniactwo 2
Świadome śnienie 1; Krycie się 2; Naprawa 2; Prowadzenie 2; Ekspresja 3; Medytacja 1
Informatyka 2; Pierwsza pomoc 1; Psychiatria 1; Zagadki 1
Siła Woli: 7

Ścieżki:
Prekognicja - widuje przyszłość, najczęściej bliską w perspektywie godziny, albo kilku sekund, może się to wiązać z uniknięciem cegłówki, albo czuciem się nieswojo gdy wchodzi w zasadzkę. Czasem prekognicja może sięgać nawet dzień w przód (ale jest to maks)
Fascynacja - jeśli zechce może stać się bardziej zauważalny, interesujący w tłumie, również może wywrzeć lepsze wrażenie na pojedynczej osobie.
Psychometria - potrafi postrzegać emocje, wspomnienia związane z danym miejscem/przedmiotem, wszystko jest bardzo mgliste. Może też w ten sposób wykryć ślady albo obecność istot nadprzyrodzonych, np miejsce wyładowania paradoksu, albo że dany przedmiot ma posmak magiczny (jakiego rodzaju to już niespecjalnie)
Podróż przez sny - potrafi w czasie snu dotrzeć do sfery snów i śnić sny innych ludzi/istot (wymaga to jednak "naprowadzacza") zakres i dobór snów może być dowolny, choć przeważnie są to sny danego miasta (im dalej tym trudniej) a także z ostatniego czasu (im dawniejsze/przyszłe tym gorzej)
Język duchów - działa podobnie jak dar zmiennokształtnych, potrafi porozumieć się z duchami, jeśli te tylko zechcą się jemu objawić i z nim rozmawiać. Duchy nie mają obowiązku być dla niego miłe, choć jeśli uznają to za przydatne mogą pójść na układy.

Pozycja
Majątek 2 - dość dobra praca, wsparcie rodziny.
Mana 1 - posiada jeden punkt "many" który może użyć do wspierania czarów.
Sława 1 - jako muzyk/bywalcy barów. Bywa rozpoznawany, może czasem ktoś mu piwo postawi.
Znajomości 1 - "Sweet Dreams", kapela garażowo-gotycka. Skupia ludzi o nie zawsze jasnych ścieżkach, ale zawsze to grupa nie tyle przyjaciół ile bliskich znajomych. Wierzą też w kodeks prawdziwego punka, czyli pomagamy kumplom o ile nikogo nie zabili.
Sojusznicy 1 - Srebrna Brama, londyńskie stowarzyszenie statycznych magów związanych z snami.

Wady i zalety:
Krewniak: Bastet - Ojciec Seana byl "oczami Gai" i choć syn nie odziedziczył powołania, to krew zmiennokształtnych ciągle krąży w jego żyłach. Jedynym zauważalnym skutkiem jest to, że większość kotów go lubi. Duchy, garou i inne istoty związane z duchem (choćby magowie z pierwszą/duchem) poznają że jest coś na rzeczy. Nikt jednak nie powiedział, że zareagują pozytywnie.

Dziwactwa:
Ktoś kogo znam - Sean czasem widzi ludzi, których nikt inny nie widzi, najczęściej są to te same jednostki przez jakiś czas, dopóki się nie pokłócą. Są to oczywiście jego urojenia. Urojenia nie zachowują się agresywnie, względem Seana, pojawiają się też w chwilach względnego spokoju. Najczęściej chcą po prostu pogadać o tym co zajmuję uwagę chłopaka. [Karolek i Alicja]
Niechciane sny - Sean jest typowym medium, czyli z jednej strony może oddziaływać na świat "duchowy" tudzież go podglądać, z drugiej strony jest też niezłym odbiornikiem dla intensywnych snów czy wspomnień. Koszmary, silne emocje, sceny zabójstwa... wszystko to odbija się na snach Irlandczyka jak na membranie. Zazwyczaj po przebudzeniu (gwałtownym) z takiego snu jest lekko trzepnięty.
Dzika magia - z racji tego, że magia Marzyciela jest niewyszkolona i "wrodzona" to nie zawsze działa tak jak powinna, albo wręcz działa wtedy gdy nikt jej o to nie prosił. Raz na jakiś czas efekty aktywują się samoistnie, mogą mieć dobry lub zły skutek, zazwyczaj jednak są po prostu drobnym zaburzeniem w rzeczywistości.

***
Zastosowania: niestety poza "zwykłym" npcem tła, nic nie przychodzi do głowy.
 
__________________
Efekt masy sam się nie zrobi, per aspera ad astra

Ostatnio edytowane przez behemot : 30-04-2009 o 01:07.
behemot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166