Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Warsztaty Pisarskie Last Inn
Zarejestruj się Użytkownicy

Warsztaty Pisarskie Last Inn Jeśli chcesz udoskonalić swój warsztat pisarski lub wiesz, że możesz pomóc w tym innym, zapraszamy do naszej forumowej szkoły pisania! Znajdziesz tu ćwiczenia, porady, dyskusje i wiele innych ciekawostek dotyczących języka polskiego.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-01-2009, 23:17   #1
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 1 merill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputację
[Warsztaty] merill - Eravier

Duże, lepkie płatki śniegu kleiły się do wszystkiego. Wiatr, ściskany potężnymi murami wysokich kamienic, wiał przeraźliwie, wciskając się w zakamarki ubrania. Ciężka, skórzana ramoneska nie chroniła idealnie przed mroźnymi podmuchami. Jednak, kto by się spodziewał, że w końcu października pogoda się tak zepsuje.

Szedł samotnie uliczką pogrążoną w półmroku, co druga lampa uliczna była zepsuta, te, które działały, nie były w stanie rozproszyć mroku późno – jesiennego wieczoru. Stukot butów o bruk niósłby się zapewne w ciemność, ale wyjący wiatr zagłuszał wszystko.

Wracał do domu… ze spuszczoną głową po bardzo parszywym dniu. „Nie dostaniesz już dziś ani jednego piwa więcej” – słowa Krisa – barmana w zaprzyjaźnionej knajpie oznaczały tylko jedno – czas się zbierać.

Policyjna odznaka lekko błyszczała przy pasku, od czasu do czasu refleks światła latarni przemykał po niej i znikał. Kabura z bronią była zapięta i dobrze zakamuflowana pod kurtką. Już dawno się tego nauczył na ulicy, w końcu dwanaście lat bycia gliną z wydziału zabójstw potrafiły przyprawić człowieka o bagaż doświadczeń, nie zawsze miłych i przyjemnych.

Jeszcze dwie przecznice i będzie w domu… było już na pewno bardzo późno, w ciemności nie mógł odczytać godziny na zegarku, a nie chciało mu się szukać po kieszeniach telefonu komórkowego. Zresztą i tak był wyłączony… nie chciałby, żeby Anne znowu za Nim wydzwaniała. Zachował się egoistycznie i wiedział o tym… żona na pewno się o Niego martwiła, ale potrzebował tego… chwili spokoju… osamotnienia. Po tym, co się wydarzyło dzisiejszego popołudnia w pracy, musiał sobie wszystko poukładać.

*****


Wszedł na drugie piętro po schodach, nie chciał po nocy hałasować windą. Zachowywał się cicho, życzliwi sąsiedzi na pewno zapamiętali by go pijanego. Na to nie mógł sobie pozwolić… od prawie pół roku starali się o status rodziny zastępczej. Po ostatniej niedonoszonej ciąży Anny, nie czekali dłużej z decyzją o adopcji dziecka. Jednak ilość formalności i wymogów, jakie musieli spełnić, oddalała cały czas widmo dziecięcego kwilenia w ich przytulnym mieszkaniu.

Dotarł wreszcie na swoje piętro, uchylił delikatnie drzwi od klatki, uważający by nie zaskrzypiały... O dziwo udała mu się ta trudna sztuka. Szybko odnalazł klucze w bocznej kieszeni kurtki. Z całego ich pęku wyjął ten od drzwi wejściowych. Już miał wkładać kluczyk do dziurki od zamka…, kiedy zauważył, że drzwi są otwarte… lekko uchylone. Sam zamek wyglądał, jakby ktoś się zabierał za niego jakimś ciężkim narzędziem.





*****


Witam Cię Eravier, na pierwszej naszej lekcji, wiem, że zabrzmiało formalnie, ale obiecuję, że dalej będzie lepiej. Tak jak ustaliliśmy, ja kreuję sytuację, a Ty odpisujesz. Sprawdzam twoją odpowiedź, konsultujemy ją i przechodzimy dalej.

Na dziś masz tekst, powstały dosłownie przed chwilą. Sytuacja w jakiej jest bohater jest opisana niezbyt szczegółowo. Zostawiam Ci w ten sposób pole do popisu i plac ćwiczebny twojej wyobraźni. Mój post jest tak skonstruowany, że w odpowiedzi na niego aż się prosi o umieszczenie retrospekcji, czyli tego zdarzenia, które sprawiło, że dzień w pracy naszego policjanta był parszywy. Kwestie wszelkich opisów, ochrzczenia naszego bohatera itd., zostawiam Tobie.

Pozdrawiam i czekam do następnej soboty na odpowiedź.

merill
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-01-2009, 20:07   #2
 
Eravier's Avatar
 
Reputacja: 1 Eravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znany
Poranek, dzień jak co dzień, żona w łóżku spokojnie śpi gdy ja wstaję pod napływem dźwięków budzika. Do których Anny przywykła. Za oknem panuje zawierucha, płatki małego jeszcze wtedy śniegu uprawiały balet, gdzieniegdzie siadając na koronach drzew. Piękny widok napełniał radością i energią na cały dzień. Jeszcze tylko poranne golenie i toaleta, śniadanie. Tak jak zawsze przygotowane dzień wcześniej, przez ukochaną Ann. Okno pokryte szronem tak samo jak szyba od samochodu, którą należało porządnie skrobać. Ale nawet to nie psuło mojego nastroju, który dopiero później miał się radykalnie zmienić. Po drodze wstąpiłem do cukierni by kupić sobie i partnerowi kilka pączków i kawę. W biurze jak zwykle panował sympatyczny gwar.

- Cześć, Matt co tam słychać u żony ? – Jacobo jak co dzień mówił te same słowa z tym samym paskudnym uśmiechem. Nigdy nie zrozumiem o co mu chodzi jednak dziś był zadowolony i uśmiechnięty jak nigdy.

- A dobrze dzięki. – A ja jak zwykle odpowiadałem to samo.

- O patrzcie kto przyszedł, szef chce Cię widzieć chyba będą jakieś problemy, nie ma najlepszego nastroju, więc przygotuj się na ostrą rozmowę, powodzenia – dodał tak jak gdyby dogryzając mi jeszcze.

Nadal nie widziałem swojego partnera choć zawsze był w robocie wcześniej, prawy chłop z niego zawsze mi pomagał i służył radą, drugiego takiego nie sposób by znaleźć. Wedle wskazania ruszyłem do gabinetu szefa nadal jeszcze z będąc w dobrym humorze. Mina Larego jednak dała mi znać zaraz w wejściu, że coś jest nie tak.

- Gdzie jest Mike ? – wyrwało mi się

- Lepiej usiądź – zrobiłem tak jak polecił, jednak teraz naprawdę wyglądałem tak jak by mnie ktoś uderzył – Mike nie żyje, oberwał dziś wieczorem, od gangstera gdy prowadził inwigilację, gangu Rose.

Dawno już wiedziałem że pracuje nad jakąś ciężką sprawą jednak nie myślałem że postradał rozum wszyscy wiedzą że z nimi nie ma żartów. Mają całe to miasto w ryzach. Mimo wszystko byłem zdruzgotany, przestałem słuchać tego co mówił szef.

- Jego żona wie ? – pierwsza myśl jaka mi się nasunęła.

- Nie – odparł dość szybko – jeszcze nie ale błagam Cię nie mieszaj się w ten cały cyrk.

- Więc ją powiadomię, osobiście – nie wiedziałem co jej powiem jednak znała mnie i wiedziała że oboje byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nikt inny nie mógł jej tego powiedzieć.
Wyszedłem w pośpiechu nie żegnając się z nikim i nic nie mówiąc każdy kto mnie znał wiedział że jestem nerwowy a dni kiedy postępuję roztropnie to wyjątki. Tak i dziś wsiadłem do wozu i ruszyłem w stronę mieszkania Mikea. Mieszkał na drugim końcu miasta więc zanim tam dojechałem minęło sporo czasu. Chwiejnym krokiem podszedłem do drzwi i zapukałem I w tym momencie poczułem że nie wiem jak jej to powiedzieć nie dało się złagodzić tego faktu. Było już za późno na odwrót zaś czas dłużył się niesamowicie. Łzy i wręcz krzyk brzęczały mi w uszach jeszcze długo po tym. Wsiadłem zgaszony do samochodu i ruszyłem do z powrotem. Gdy dotarłem usiadłem przed swoim biurkiem i zacząłem wertować dokumenty o sprawie którą prowadził. Znalazłem masę niedomówień w raportach i nawet laik spostrzegł by że coś tu nie gra. Czas mijał aż w końcu nastał wieczór w biurze nikogo już nie było widać. Jedynie sprzątaczka krzątała się po biurach. Wtedy podszedłem do biurka Mike i zacząłem grzebać w jego rzeczach. W poszukiwaniu czegokolwiek jednak nic nie znalazłem wszystko zostało dokładnie wysprzątane. Nie mając żadnych poszlak do dalszej pracy ruszyłem do pobliskiego baru. Nie był to bar ekskluzywny jednak bardzo klimatyczny z przystępnymi cenami. Większość z wydziału tu właśnie spędzała wieczorki. Przywitała mnie znajoma gęba Krisa :

- Piwo na koszt firmy mówili mi co się stało. Odpuści nawet on nie dał rady co ty możesz narobisz sobie kłopotów i tyle.

Nie miałem ochoty na rozmowę więc piłem milcząc.Zrządzenie losu ? hm... nie wiem jednak nie miałem zamiaru tej sprawy zostawić. Nie wiem także ile wypiłem w każdym razie było tego sporo. Kupiłem papierosy choć rzuciłem je już wieki temu, teraz tego potrzebowałem. Samotność bo tylko czas leczy rany. W końcu Kris mnie wygonił uważając że już przesadziłem i chyba miał rację. Bo gdy stanąłem to zachwiało mną dość mocno, na szczęście nie tak bardzo bym się przewrócił. Samochód odpadał jednak do mieszkania miałem dość blisko więc ruszyłem żwawym krokiem. Przedzierające się przez mgłę blaski latarni prawie w ogóle nie rozświetlały mroku zaś pogoda ta taka piękna z rana teraz zamieniła się radykalnie w siarczysty i ostry śnieg. Kłujący i przebijający się przez ogół ubrań. W końcu doszedłem do klatki i wszedłem po cichu po schodach i już wyciągałem klucze do mieszkania gdy spostrzegłem że drzwi są uchylone. Broń od razu wyładowała w mojej dłoni. Alkohol był nieodczuwalny pod przyrostem tak wielkiej dawki adrenaliny. Po cichu uchyliłem drzwi gotów oddać strzał w każdej chwili.


PS. Trochę przegiąłem ale mam nadzieję że wybaczysz ;x
 
Eravier jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-01-2009, 21:00   #3
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 1 merill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputację
Poranek, dzień jak co dzień, żona w łóżku spokojnie śpi gdy ja wstaję wyrzucany z łóżka dźwiękami budzika, do których Ann przywykła. Za oknem panuje zawierucha, małe jeszcze wtedy, płatki śniegu uprawiały balet, gdzieniegdzie siadając na koronach drzew. Piękny widok napełniał radością i energią na cały dzień. Jeszcze tylko poranne golenie i toaleta, potem, przygotowane dzień wcześniej, przez ukochaną Ann. Okno pokryte szronem podobnie jak szyba od samochodu, którą należało porządnie wyskrobać. Ale nawet to nie psuło mojego nastroju, który dopiero później miał się radykalnie zmienić. Po drodze wstąpiłem do cukierni by kupić sobie i partnerowi kilka pączków i kawę. W biurze jak zwykle panował sympatyczny gwar.

- Cześć, Mat, co tam słychać u żony? – Jacobo, jak co dzień mówił te same słowa z tym samym paskudnym uśmiechem. Nigdy nie zrozumiem, o co mu chodzi, jednak dziś był zadowolony i uśmiechnięty jak nigdy.

- A dobrze dzięki. – Ja, jak zwykle odpowiadałem to samo.

- O! Patrzcie, kto przyszedł, szef chce Cię widzieć chyba będą jakieś problemy, nie ma najlepszego nastroju, więc przygotuj się na ostrą rozmowę, powodzenia – dodał, tak jak gdyby dogryzając mi jeszcze bardziej.

Nadal nie widziałem swojego partnera, choć zawsze był w robocie wcześniej, prawy chłop z niego zawsze mi pomagał i służył radą, drugiego takiego nie sposób by znaleźć. Wedle wskazania ruszyłem do gabinetu szefa, nadal jeszcze z będąc w dobrym humorze. Mina Lary’ego dała mi znać zaraz na wejściu, że coś jest nie tak.

- Gdzie jest Mike? – Wyrwało mi się

- Lepiej usiądź – zrobiłem tak jak polecił, jednak teraz naprawdę wyglądałem tak jak by mnie ktoś uderzyłMike nie żyje, oberwał wczoraj wieczorem, prowadził inwigilację, gangu Rose, jeden z nich go zdemaskował.

Dawno już wiedziałem, że pracuje nad jakąś ciężką sprawą, jednak nie myślałem, że postradał rozum wszyscy wiedzieli, że z nimi nie ma żartów. Mają całe to miasto w swoich rękach. Byłem zdruzgotany, przestałem słuchać tego, co mówił szef.

- Jego żona wie? – Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła.

- Nie – odparł dość szybko – - jeszcze nie, ale błagam Cię, nie mieszaj się w ten cały cyrk.

- Więc ją powiadomię, osobiście – nie wiedziałem, co jej powiem, jednak znała mnie i wiedziała, że oboje byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.


Nikt inny nie mógł jej tego powiedzieć. Wyszedłem w pośpiechu nie żegnając się z nikim i nic nie mówiąc. Każdy, kto mnie znał wiedział, że jestem nerwowy a dni, kiedy postępuję roztropnie to wyjątki. Tak i dziś wsiadłem do wozu i ruszyłem w stronę mieszkania Mika’a. Mieszkał na drugim końcu miasta, więc zanim tam dojechałem minęło sporo czasu. Chwiejnym krokiem podszedłem do drzwi i zapukałem i w tym momencie poczułem, że nie wiem jak jej to powiedzieć. Było już za późno na odwrót, zaś czas dłużył się niesamowicie. Łzy i krzyk brzęczały mi w uszach jeszcze długo po tym. Wsiadłem zgaszony do samochodu i ruszyłem do z powrotem. Gdy dotarłem usiadłem przed swoim biurkiem i zacząłem wertować dokumenty o sprawie, którą prowadził. Znalazłem masę niedomówień w raportach i nawet laik spostrzegłby, że coś tu nie gra. Czas mijał, aż w końcu nastał wieczór w biurze nikogo już nie było. Jedynie sprzątaczka krzątała się po pomieszczeniach. Wtedy podszedłem do biurka Mike i zacząłem grzebać w jego rzeczach. W poszukiwaniu czegokolwiek, jednak nic nie znalazłem wszystko zostało dokładnie wysprzątane. Nie mając żadnych poszlak do dalszej pracy ruszyłem do pobliskiego baru. Nie był to bar ekskluzywny jednak bardzo klimatyczny z przystępnymi cenami. Większość ludzi z wydziału tu właśnie spędzała wieczorki. Przywitała mnie znajoma gęba Krisa:- Piwo na koszt firmy, mówili mi, co się stało. Odpuść, nawet on nie dał rady, ty możesz narobisz sobie kłopotów i tyle.

Nie miałem ochoty na rozmowę, więc piłem milcząc. Zrządzenie losu? Hm... nie wiem jednak nie miałem zamiaru tej sprawy zostawić. Nie wiem także ile wypiłem w każdym razie było tego sporo. Kupiłem papierosy, choć rzuciłem je już wieki temu, teraz tego potrzebowałem. Samotność, bo tylko czas leczy rany. W końcu Kris mnie wygonił, uważając, że już przesadziłem i chyba miał rację. Bo gdy stanąłem to zachwiało mną dość mocno, na szczęście nie tak bardzo bym się przewrócił. Samochód odpadał, jednak do mieszkania miałem dość, blisko więc ruszyłem żwawym krokiem. Przedzierające się przez mgłę blaski latarni prawie w ogóle nie rozświetlały mroku, zaś pogoda ta taka piękna z rana, teraz zamieniła się radykalnie w siarczysty mróz i ostry śnieg. Kłujący i przebijający się przez ubranie. W końcu doszedłem do klatki i wszedłem po cichu schodami i już wyciągałem klucze do mieszkania, gdy spostrzegłem, że drzwi są uchylone. Broń od razu wyładowała w mojej dłoni. Alkohol był nieodczuwalny pod przyrostem tak wielkiej dawki adrenaliny. Po cichu uchyliłem drzwi gotów oddać strzał w każdej chwili.







*****





Sprawdziłem i poprawiłem twój tekst. Przyznam szczerze, że bardzo mi się spodobał. To co mi się nie podobało i było wg. mnie niepoprawnie poprawiłem na niebiesko.


Co do interpunkcji, to było w tekście kilkanaście błędów, przyznam szczerze, że sam nie wyłapałem wszystkich i kiedy już skończyłem sprawdzać, przepuściłem tekst przez Worda, który jeszcze kilka wynalazł.


Co do do wytycznych w sprawie retrospekcji, zrealizowałeś ją dobrze, ciekawie podszedłeś do zagadnienia kłopotów naszego gliny.

Główne błędy:

- trzymaj się jednego czasu w trakcie pisania, tekst zaczynasz teraźniejszym: "śpi, wstaję", by dalej w tekście przejść na przeszły: "piłem, kupiłem". To razi nieco i psuje spójność wypowiedzi.

- powtórzenia, jedno czy dwa się zdarzyły,

To chyba na tyle.

Czekam na twój komentarz i pytania. Jeśli już wszystko będzie grało, to puszczę następne ćwiczenie.

Pozdrawiam merill.







 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-02-2009, 02:00   #4
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 1 merill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputację
Drzwi od mieszkania uchyliły się bez problemu, niemal bezszelestnie. We wnętrzu panował półmrok. Mężczyzna pochylony delikatnie, cicho stąpał na ugiętych w kolanach, nogach. Broń trzymał w pogotowiu, lecz nisko pochyloną, w razie, czego mógł każdej chwili jej użyć.

Minął niski stolik stojący w przedpokoju, który zawsze zawadzał. Teraz leżał przewróconym do góry nogami na środku przejścia, a wszystkie leżące na nim rzeczy walały się wokół.

Serce zaczęło mocniej mu bić… Zaczął się zastanawiać, – „Co tu się stało do cholery?!” Ruszył szybciej w stronę ich małżeńskiej sypialni. Przez głowę przechodziły mi najczarniejsze myśli. W pośpiechu zahaczył o wieszak na porcelanową wazę stojącą na półce, przy ścianie. Huk tłuczonego naczynia rozległ się w całym domu.

Za ścianą usłyszał zduszony krzyk. Serce na moment przystanęłoby pochwali uderzyć ze zdwojoną siłą, wyrzucając do krwiobiegu potężną dawkę adrenaliny i noradrenaliny.

Jego żona…!!! „Zabiję Cię skurwielu, jeśli zrobisz jej krzywdę” – pomyślał, choć paradoksalnie nie wiedział, kim są i ilu jest włamywaczy.

*****


Pchnął drzwi od pokoju sypialnego i odczekał chwilę, aż otworzą się na całą szerokość. Ułamek sekundy później był już w środku. Bystre, wyćwiczone oko policjanta z wydziału zabójstw, szybko zlokalizowało cel.

Wysoki mężczyzna w kominiarce na twarzy, trzymał w żelaznym uścisku jego żonę. Kobieta na próżno próbowała się wyrywać, mocarna dłoń, w czarnej skórzanej rękawiczce, zaciskała się na jej ustach, a silne ramię napastnika przytrzymywało ją skutecznie.

Z wąskiej szpary w kominiarce, rozległ się głos:

- Rzuć broń, albo odstrzelę jej łeb!!! Już!!!









***********






Witam Eravier na lekcji drugiej. Jak widać życie nie oszczędza naszego bohatera. Tym razem, głównym zadaniem twoim będzie opisać uczucia jakie targają policjantem. Czy to strach,obawa, przerażenie? Za równo podczas przedzierania się przez zdemolowany dom, jaki i wtedy gdy patrzy na swoją żonę, która lada chwila może zginąć. To na pewno musi być wstrząsające i twoim zadaniem jest to opisać.



Pozdrawiam merill


PS. Jak zwykle czekam 10 dni na twoją odpowiedź.
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-02-2009, 19:59   #5
 
Eravier's Avatar
 
Reputacja: 1 Eravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znanyEravier nie jest za bardzo znany
Matt

Stolik, szafa, błyszczący talerz drzazgi i potłuczone szkła. Wszystko to leżało na ziemi tak jak by przeszedł tędy huragan. Okno otwarte na oścież, powiew targał purpurową firankę. Pokoje zatopione w mroku. Zimne powietrze z okna w końcu musnęło moją twarz budząc z letargu. Druzgocząca prawda dotarła do mnie. Pierwsza myśl : „Co tu się stało do cholery?!”. Zimny pot zalał mi plecy. Chwila rozluźnienia przyspieszonego kroku, trąciłem wieszak, waza zatańczyła, rozbijając się w drobny mak. Tętno momentalnie mi wzrosło, adrenalina uderzyła do głowy, a stłamszony krzyk żony podwoił efekt drugiej myśli : „Zabiję Cię skurwielu, jeśli zrobisz jej krzywdę” Choć mój stan po barze nie był idealny, to emocje robiły swoje mięśnie spięte i sztywne, broń wycelowana idealnie. Nogi same poniosły mnie do sypialni, machinalnie pchnąłem dębowe drzwi. Ann przyciśnięta stalową dłonią bezskutecznie próbowała wyrwać się z uścisku leżąc na łóżku. Setka myśli przeleciała mi przez głowę w tej jednej setnej sekundzie, nie do końca dając mi trzeźwo myśleć.

- Rzuć broń, albo odstrzelę jej łeb!!! Już!!! - powiedział ochrypłym głosem.

Co mam teraz zrobić ? W tym momencie całe moje życie przewróciło się do góry nogami. Strach o żonę mieszał się z gniewem, na napastnika Ann i Mikea. Było wręcz pewnym iż należą do tego samego ugrupowania. Te wszystkie lata razem była przy mnie i pomagała mi dawała wsparcie, a ja jej tylko przynosiłem kolejną dawkę kłopotów i zmartwień. Żal miłość?


… Głośny dzwonek wydał z siebie symfonię dźwięków sygnalizującą nadejście przerwy w szkole. Cała chmara dzieci wybiegła na korytarz gdzieniegdzie można było dostrzec jedynie nauczycieli bądź woźnego. Z jednej z klas wybiegł szczupły chłopak, wręczając jednej z stojących przy parapecie dziewczyn wonny liścik wskazując na młodzieńca stojącego przy schodach na górne piętro…

… Młodzieniec może siedemnastoletni wyszedł z bloku, śnieg ciskał jego twarz. Szedł wieczorkiem uliczką, blask latarni i migoczących się w mieszkaniach światełek dawał oszałamiający efekt. Pod stopami trzeszczał śnieg wydając jęki. Co jakiś czas samochód przejeżdżał ulicą. Chłopak doszedł do przystanku rozejrzał się wkoło, spojrzał na zegarek. Już opuścił ręce w geście rozpaczy. Gdy w pobliskim budynku dostrzegł jej twarz. Rozmawiali jadąc do kina, jeszcze nie wiedząc co ich tam czeka. Mieli pić brandy, całując się tak namiętnie jak jeszcze nigdy w życiu. Oddając sobie jak gdyby na wieki…

…Słońce, przebijało się przez błękitne chmury, idealnie okalając mały i przytulny domek stojący na plaży. Śliczna kobieta, o ciemnych włosach brzoskwiniowej cerze i bursztynowych oczach opalała się przed domkiem. W dłoni trzymała czasopismo o jakimś dla mężczyzn nie zrozumiałym tytule. W oddali z domku zaczęła zbliżać się młodzieńcza sylwetka, rozpromienionego mężczyzny. Ubranego w hawajską koszulę i krótkie spodenki. Łagodny szum morza pieścił zmysły pary która teraz zastygła…


Wszystkie te wspomnienie przeleciały mi przez głowę, a najbardziej utkwił szum morza ten kojący, dźwięk. Wiedziałem że nie mam wyjścia muszę strzelić, jeśli odłożę broń zginiemy obje. Całe życie stanęło na szali tak jak w czasie walki Hektora z Achillesem. O wszystkim miał zadecydować los ten obraz który zawsze wisiał w pokoju, obrazujący fortunę jako ślepą kobietę stojącą na piłce. Ta zaś stała na morzu. Obraz który nawet teraz wisiał w sypialni nieruszony. Głuchy odgłos strzału przerwał ciszę. Jeden pojedynczy strzał, zabójczy...

PS. Tekst pisany trochę pod wpływem emocji i weny. Wiem że jest błędna jest osoba w opisie wspomnień w sumie to chyba zrobiłem to specjalnie. Nie wiem zresztą. Troszkę pozwoliłem sobie urozmaicić tekst. Starałem się dobrze zobrazować emocje i na tym skupiłem przede wszystkim. ;x
 

Ostatnio edytowane przez Eravier : 01-02-2009 o 20:01.
Eravier jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172