Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Warsztaty Pisarskie Last Inn
Zarejestruj się Użytkownicy

Warsztaty Pisarskie Last Inn Jeśli chcesz udoskonalić swój warsztat pisarski lub wiesz, że możesz pomóc w tym innym, zapraszamy do naszej forumowej szkoły pisania! Znajdziesz tu ćwiczenia, porady, dyskusje i wiele innych ciekawostek dotyczących języka polskiego.


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-02-2009, 15:11   #1
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
[Warsztaty] Mira - Sulfur

Zadanie:
Na podstawie dobieranych przeze mnie fotografii i rysunków stworzyć spójne opowiadanie. Jedna kolejka to 1 mój rysunek, do którego Twoim zdaniem Sulfurze jest dopisać treść min. pół strony A4. Teksty powinny w sumie stworzyć jedną, pełną opowieść.

Powodzenia!


1.

 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 16-02-2009, 19:58   #2
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
- Musi się udać! Tym razem musi się udać! - gorączkowe myśli plątały się w głowie pochylonej nad kałużą dziewczyny. - Muszę wrócić...

Prawie nagie, okryte tylko zwiewną, śnieżnobiałą, kusą koszulką, uda owionął zimny wiatr. W powietrzu rozległ się warkot silnika jakiegoś dziwnego, metalowego ptaka.

- Trzeba się spieszyć. To zły czas, złe miejsce, źli Ludzie, sytuacja. Wszystko jest tu złe... Muszę uciekać.

Była sama, w zakamarku ciasnej uliczki, inna niż wszyscy. Długie blond włosy opadające pokornie na ramiona, wysmukła sylwetka, duże niebieskie oczy i... skrzydła. Tak, to wyróżniało ją najbardziej. Pomyliła się. Wybrała niewłaściwą Drogę, nie przewidziała konsekwencji. Teraz dygotała ze strachu na myśl o tym co ten świat może z nią zrobić.

- Przyjdź z pomocą Ilien, dopomóż swej służebnicy w najtrudniejszej chwili. Otwórz przede mną Wrota. Błagam cię, o Pani! - nad pustą, otoczoną wysokimi, szarymi kamienicami ulicy rozniósł się donośny, czysty, brzmiący jak błaganie głos.

Skulona dziewczyna poruszyła się niespokojnie. Gdzieś z tyłu dobiegał ją gardłowy śpiew. Potem seria pojedynczych, urywanych huków.

Ach... To musi być ta sławna broń, której używają Ludzie, o której tyle się u nas słyszy...

Z zaciekawieniem na twarzy obróciła się i spojrzała za siebie.
Pośród oślepiających błysków, po brukowanej jezdni szła kilkunastoosobowa grupa wyglądająca dosyć nawet śmiesznie. W jakiś takich absurdalnie kolorowych mundurkach, na grubo podkutych butach i zupełnie ogoleni. Maszerowali wykrzywiając się i co chwilę wystrzeliwali ze swoich dziwnych, metalowych rur.

Pamiętaj dziecko, oni są niebezpieczni, zabijają bez zapytania o imię, bez ostrzeżenia. Strzeż się Ludzi! - zatętniły w głowie słyszane kiedyś słowa.

Fascynacja i zdziwienie prysły niemal momentalnie. Oni uśmiercają, bez litości! Trzeba się spieszyć...

Drżąc coraz silniej, czując momentalnie napływające do oczu łzy poczęła gładzić powierzchnię lustra kałuży i szeptem wypowiadać niezrozumiałe, śpiewne zdania.
 
Sulfur jest offline  
Stary 16-02-2009, 20:17   #3
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
2.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 16-02-2009, 21:27   #4
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
Cisza. I nagle to na co z takim napięciem i upragnieniem czekała. Tum, tum, tum - dudniący, narastający powoli rytm wybijany o setki bębnów, niosący się echem, delikatnie wibrujący w powietrzu, znajomy. Coraz głośniejszy szmer chluszczącej o skały wody, słodki zapach. Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą niemal zanurzała twarz w wodzie, przymykając oczy unosiła się kilka cali nad jej powierzchnią. Kontury, zarysy i barwy zamazywały się powoli i przeistaczały w nowy porządek, rzeczywistość. Poczuła lekkość ogarniającą ciało, poczuła ciepło, bezpieczeństwo, swobodę.

I nagle BUM! Wśród potężnego ryku, z gorącem opalającym skórę pleców padła na twarz mącąc i zalewając czerwienią toń ulicznej kałuży. Poczuła ból i nieprzyjemny, metaliczny smak wody wdzierającej się strumieniem do ust.

Nie udało się...

Półprzytomna z przerażenia jakie ścisnęło jej gardło podniosła się ciężko i siadając na zimnym krawężniku przetarła piekące oczy. Oniemiała.

Ciemne matowe niebo nie błyskające nawet najmniejszą gwiazdką, czy skrawkiem księżyca gorzało. Pokrywając się krwawą łuną płonęło całe i huczało. Wznoszące się ku niemu setki wysokich, ciemnych budowli o wysmukłych kształtach, odbijające tę nieskończoność czerwonych błysków wyglądały upiornie, zamykały się dokoła niej, tworząc ciasną, malutką klatkę bez wyjścia. Potworne wycie i trzaski jakie dobiegały od strony pędzących po równej powierzchni jezdni blaszanych powozów, błyskających ku niej swymi żółtymi, nienawistnymi ślepiami i on... Biegnąca w jej kierunku, inna niż grupa tamtych śpiewających Ludzi istota. Utytłana we krwi, z tą ich straszliwą bronią w ręku, ubrana nawet elegancko jak na ten podły świat, w którym przychodziło jej się żegnać z życiem. Krzyczał coś, gestykulował jak szaleniec i biegł. Poprzez istny, płonący chaos, lizany przez płomienie co chwilę wybuchające przed jego twarzą.

Iliel, pomóż swemu dziecku! Iliel! - zanosząc się głośnym płaczem, otulając rękoma kolana, ze skierowana ku górze twarzą wołała.

Było jej zimno. Licha koszulka nocna, w której wyszła z domu w odwiedziny do swojej nauczycielki i mistrzyni Aster nie dawały ani odrobiny ciepła. Chciała pocieszyć się myślą, że to może tylko trans, w jaki na własne życzenie, pozwoliła się wprowadzić. Ale to nie pomagało, otaczający ją świat był zbyt rzeczywisty, zbyt bolesny, by mógł być tylko wytworem mózgu, ukrytych pragnień i marzeń. Pamiętała radosną rozmowę, śmiech, pachnącą agrestem cerę, oświetlany migotliwymi świecami przytulny pokoik, a potem ten szalony pomysł, żeby udać się na "spacer", aby odwiedzić Gaj Szczęśliwy, błyski, huki, poślizg i bolesne lądowanie tutaj, w świecie Ludzi...

Czuła się samotna i bezbronna. Z tymi swoimi malutkimi, niedorozwiniętymi jeszcze, szarymi skrzydełkami, którymi ledwo co poruszała, bez Aster. Wtulając głowę w kolana wpatrywała się w diabelskie przedstawienie, które właśnie co rozgrywało się na niespokojnej powierzchni kałuży.

Z rosnącym przekonaniem, że już nigdy nie poczuje ciepłego promyka słońca tańczącego na zroszonej deszczem twarzy, wpatrzyła się w upadającego właśnie mężczyznę, który utonął w nowym, ognistym wybuchu. Wrzaski i huki rozsadzały jej nawykłą do ciszy i spokoju głowę, oczy piekły zasypywane wciąż nowymi zwałami pyłu i kurzu, ręce drżały, ale nie wykonując nawet najmniejszego ruchu siedziała na zimnym, betonowym krawężniku. Czekała.
 
Sulfur jest offline  
Stary 16-02-2009, 21:44   #5
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
3.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 16-02-2009, 22:33   #6
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
Łzy żalu obficie kapały powiększając gorzką zawartość wód przydrożnej kałuży. Nie chciała mieć do czynienia z tym absurdem, nie chciała patrzeć na ten świat niszczący się sam z siebie, ot tak, dla zabawy. Płakała tęskniąc za życiem. Tym prawdziwym, Gdzieś Tam, a nie złudnym mirażem, kupą sztucznego szczęścia, które zmuszona była właśnie oglądać.

Krew strużką cieknąca po kształtnym udzie zabarwiła cienką koszulkę, po czym swoim wolnym nurtem, przecierając sobie szlak wśród pyłów zalegających grubo skórę zdążała ku dołowi, zamierzała zmieszać się z codziennością i normalnością. Ona, anielska cząstka, boska doskonałość, biegnąca na spotkanie brudowi jednego z nic nie znaczących wymiarów.

Powiał wiatr. Przytargał ze sobą odór spalenizny i prochu. Duszne powietrze dusiło, przyprawiało o zawroty głowy. Gdzieś z daleka znowu ten sam, przeciągły terkot silnika metalowego ptaka, teraz już ledwo odcinający się na tle nieustających, coraz liczniejszych wybuchów. Straciła jakąkolwiek nadzieję.

- Kochana, Maliliel, nie poddawaj się, walcz! Nie zbłądź w labiryncie nicości i człowieczeństwa, pamiętaj o Nas! - ponad cały harmider wzniósł się melodyjny śpiew. - Nie lękaj się, masz w sobie wystarczającą moc, żeby się stamtąd wyrwać. Wznieś ręce, dziecko i chwal me imię!

Głos, który od siebie odsunęła i odrzuciła powrócił ze zdwojoną mocą tchnąc życiem i spokojem. To całe otaczające ją piekło stało się nie tak znowu straszne, w klatce zbudowanej z ciemnych brył wieżowców zauważyła nagle wyjście: malutką, jaśniejącą radością szparę.

Podniosła się na nowo mocząc stopy w brudnej kałuży i wyciągnęła przed siebie ręce.

- O Iliel, matko najdroższa. Tyś życia początek i nasza nadzieja jedyna. Nie wzgardzaj mą prośbą w potrzebie, ale racz jej wysłuchać i pomóc swej córce ukochanej, gdy błaganie rzewne zanosi do ciebie! - pełnym szczęścia głosem, nie pasującym zupełnie do ognia i zniszczenia ścielącego się na ulicach miasta, zawołała delikatnie poruszając swymi nieupierzonymi jeszcze dokładnie skrzydełkami. Oczy jej zalśniły niewinność, twarz wygładziła się rozsiewając wkoło aurę spokoju. Dziewczyna unosiła się delikatnie nad drgającą powierzchnią brunatno-szarej kałuży, wyprężała się, wciąż gestykulując dłońmi i cicho szepcząc.

- Proszę pani! Proszę pani! - ciągnący się dziwnie męski głos dobiegł jej uszu. - Niech pani ucieka! To wszystko zaraz wybuchnie! Proszę pani!

Nie słuchała. Było jej dobrze. Skąpana w nie mającym źródła, złocistym blasku, coraz szerzej rozwierając usta, coraz głośniej wymawiając poszczególne sylaby wołała:

- Iliel, Iliel, Iliel!

Pomiędzy wnętrzem jej zbliżonych do siebie dłoni coś niespokojnie drgnęło, błysnęło i rozjarzyło się zalewając rozdzieraną wybuchami uliczkę w niecodziennej poświacie. Niewyraźna pieśń, z początkowego nieznacznego szmeru, rozkwitła tysiącem najcudniejszych dźwięków i poniosła się ponad hukiem wystrzałów. Świetlista kula tchnąc oddechem Lepszych Światów rosła.

- Iliel...
 
Sulfur jest offline  
Stary 16-02-2009, 22:50   #7
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
4.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 17-02-2009, 21:38   #8
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
-Iliel...

Płynęła z nurtem miejsc i czasów, czując na rozpalonej skórze zimne krople deszczu, odurzając się z pędem wpadającego do ust ogromu czystego powietrza, które zdawało się mieć słodki, bliżej nieokreślony, ale przynoszący satysfakcję i zadowolenie smak. Z twarzą rozświetlaną ciepłymi rozbłyskami łagodnego światła przemierzała przestrzeń, dążyła ku z góry obranemu przez kogoś kierunkowi. Wokół siebie widziała tysiące nie dających się opisać, zlanych ze sobą obrazów, niepojętnie tworzących jedną, spójną całość. Najważniejsze jednak było to, że Ludzkie Wysypisko, dla żartu chyba tylko nazywane Ziemią znikło i nie zamierzało powracać. Rozdzierane dotąd seriami głośnych wybuchów uszy dziewczyny odnotowywały teraz jedynie błogą, nieskończoną ciszę. Zniknął też nieznośny zapach przyprawiający o odruchy wymiotne, uczucie bezsilnego przerażenia, gorzkie łzy spływające po policzkach, ale nie rany, nie krew. Skutki okrucieństwa goiły się długo, dawały niemą lekcję tym, którzy nawet w najbardziej skrytych myślach dopuszczali się niegodziwości. To była inna rzeczywistość, ta za którą tak szczerze tęskniła, którą prawdziwie kochała.

- Iliel...

Widziała, że jest już bezpieczna, czuła, że wraca do domu.

-Tak, to był nawet udany spacer - pomyślała uśmiechając się radośnie. - Taaak!

Poczuła to. To cudowne uczucie towarzyszące procesowi przesiąkania, występowania z jednego i rozdzierając cienką błonę granicy zagłębiania się w materię drugiego. Tę euforię, bezgraniczne podniecenie i lekkość, jakby już za chwilę miało się ulecieć wysoko ku niebu. A potem ciągnącą ku ziemi nienazwaną siłę i uczucie gruntu pod nogami, pierwsze nikłe jeszcze plamki układające się w drzewa, chmury, potoczki, kamyki.

- Iliel...

Skończyło się zupełnie. Stała nad urwiskiem, w dole którego huczało majestatycznie pieniące się białymi bałwanami morze. Z jednolitego szumu wyłaniały się co chwila piskliwe krzyki białych mew, niestrudzenie kołujących nad wzdymającą się powierzchnią słonej wody, czekających tylko na okazję zatopienia swych zakrzywionych dziobów w soczystym, różowym mięsie tutejszych Kolorowych Ryb. Odwieczne prawo natury...

Niebo tonące w bezdennym błękicie stroiło się w puszyste obłoczki popychane lekkim, ciepłym wietrzykiem. Było słonecznie i przyjemnie. Wydawało by się pełnia lata. W przestworzach grała nieziemska muzyka, w którą idealnie komponowały się szelest i świergotanie uszczęśliwionych ptaszków latających od drzewa do drzewa.

Śmiejąc się ruszyła w stronę migocącej w dole, otoczonej zielenią małej wiosce składającej się głównie z małych, drewnianych, krytych strzechą chałupek. Oczami wyobraźni widziała rozpromienioną w uśmiechu twarz swojej mistrzyni - Aster. Nie mogła doczekać się tego spotkania. Czuła się tak jakby od ich ostatniej, pamiętnej lekcji minęły całe wieki. Biegła podskakując, wprawiając w delikatny, ledwo zauważalny ruch swoje szare skrzydełka i rozglądała się dokoła.

Opadająca ze spokojem, równa łąka porośnięta wonnymi trawami ciągnęła się aż po horyzont. Gdzieniegdzie widać było tylko pojedyncze, rozłożyste, cieniste drzewa, w pobliżu których z pluskiem i szmerem toczyły swe kryształowe wody niewielkie potoczki. Kawałek dalej, wbrew zasadom "fizyki", płynąc wciąż ku górze, przelewały swe nieznaczne zawartości nad ostrą granią i spadały kaskadami, uderzając dopiero w poziomą taflę morza. Kluczące pośród zielonych ostępów króliki i dzikie koty bawiły się ze sobą w sposób niepojęty, cudowny. Były kolejnym przykładem dobra i spokoju. Dziewczyna biegła rozkoszując się myślami o Aster, zamieniając przykre wspomnienia sprzed kilku godzin w swoisty żart, dobrą zabawę, pouczającą lekcję. Niebo było tak przepięknie niebieskie, drzewa tak przyjemnie zielone, a powietrze odurzająco świeże.

- Przybywaj! - na ziemię sprowadził ją ostry głos dobiegający spod jednego z największych w okolicy drzew, wyrastającego jakieś pięćdziesiąt metrów przed dziewczyną, przy szerokim strumieniu z zaciętością drążącym ziemię, dokładnie w połowie drogi do wioski.

Zatrzymała się zdziwiona. Nikt jeszcze nigdy nie odezwał się do niej z wyraźnym nutą rozkazu w głosie. Nikomu z "żyjących" tutaj nie przyszłoby to nawet na myśl. Zaintrygowana puściła się w dół łagodnego zbocza, ku cieniowi, jaki roztaczało wokół siebie Drzewo.

- Czekamy, aniołku mój ty przesłodki. - znowu ten sam, dziwny głos. - Chodź!

Zatrzymała się u progu miejsca gdzie jaśniejąca słonecznym blaskiem, wysoka trawa chowała pod zimnem rozległej korony. I zamarła z wyrazem zdziwienia i niekrytego przerażenia na twarzy.

- Iliel...

Dwie oparte o gruby, sękaty, miejscami okryty mchem pień, roznegliżowane kobiety złączyły się w trwającym wciąż, namiętnym pocałunku. Błądząc dłońmi po swych ciałach zdawały zatapiać się w uczuciu przyjemności jakie je, z coraz większą siłą, ogarniało.

- Iliel... - wyszeptała cicho dziewczyna z nierozwiniętymi do końca skrzydełkami, niesfornie teraz oklapłymi po obu stronach jej ramion.

Biel i czerwień, opanowanie i żądza, spokój i chaos, dobro i zło, Iliel i Maab. Splecione w jednym uścisku, rozkoszujące się bliskością swych języków, dłoni, ud, ciał. Z coraz większą desperacją i pożądaniem oddającym się sobie.

- Iliel... - poczuła spływając po policzku łzę i ogarniający wnętrze, przytłaczający smutek. - Iliel...
 
Sulfur jest offline  
Stary 17-02-2009, 22:03   #9
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
5.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 18-02-2009, 22:10   #10
 
Sulfur's Avatar
 
Reputacja: 26 Sulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodzeSulfur jest na bardzo dobrej drodze
Gorzka łza zatrzymała się w okolicach kącika ust i powoli, jakby od niechcenia spadła w dół, wprost ku wysokiej trawie. Gdy tylko jej dotknęła sczerniała i zamieniła zieleń w zeschłą żółć. Żyzność gleby w nieurodzaj, a radość w jakiej trwała w bezsilną, emanująca wkoło nienawiść.

- Dlaczego płaczesz, słodziutka? - uciekając od spragnionych, nabrzmiałych ust Iliel szepnęła cicho Maab. - Chodź do nas, zapomnij o tym co ma zdarzyć się jutro, żyj chwilą... - uśmiechnęła się w niejednoznaczny sposób i powróciła do obściskiwania białoskórej kobiety.

Nie mogła uwierzyć w to co właśnie rejestrował jej wzrok. Uczucie szczęścia, z którym zawsze nierozerwalnie wiązała spotkanie swojej matki, Iliel, przelewało się w niej i mieszało do niepoznaki ze złością i nienawiścią na widok tej podłej suki Maab, jej bliźniaczej siostry. Tej, która już najmłodsze lata dzieciństwa trwoniła na rozpustę, zabawę i zatapianie się w lepkiej mazi zła. Z tego świata odeszła dobrowolnie, w wieku kilkunastu lat, gnana niezaspokojoną ciekawością i wyższością. Zupełne przeciwieństwo Iliel, cnotliwej, dobrodusznej dziewczyny, która stała się obiektem uwielbienia wszystkich swoich dzieci.

Stała teraz tu, dosłownie kilka kroków przed nią i z lubością tkała cienką nicpojednania ze złem wcielonym, czerwonoskóra Maab. Niekontrolowane już zupełnie łzy wylewały się z niej i spływały po twarzy. Kapały uśmiercając wszystko wkoło. Poczuła, że coś w niej pęka, że już nigdy się nie zrośnie, nie będzie takie jak dawniej. I nagle usłyszała coś za sobą, jakiś zgrzyt, huk i zawodzenie.

- Ja jestem Czasem i Przyszłością! Ja jestem Przeznaczeniem i Śmiercią! To ja daję życie i wedle własnej zachcianki je unicestwiam. I się do czarta pytam co tu się, psiamać, dzieje?!

Spełniały się wszystkie zasłyszane gdzieś, kiedyś opowieści. To był ON! Odwróciła się oniemiała. Pośrodku kolorowego, cudownie mieniącego się świata, niebieskiego nieba i wesoło podskakujących kotów pojawiła się nagle wielka, szara połać rosnąca szybko, kształtująca się w coś podobnego do portalu o postrzępionych, gorejących krańcach. Z początkowo małej, tchnącej zimnem i smutkiem kulki urósł do ogromnej elipsy ukazując obraz nędzy i rozpaczy. Zrujnowane blokowisko spowite tumanami brudu i kurzu mianowicie.

- Ja jestem tym, który był, jest i będzie, tym który strzeże równowagi światów. I ja jako ten wielki i wspaniały pytam się co tu się, do cholery, dzieje? - rozległo się potępieńcze wołanie, dobiegające najwyraźniej gdzieś z wnętrza tego przedziwnego lustra. - Dlaczego popapraniec wysysa z tego świata wszelkie dobro i niewinność z radością zduszając je w sobie? Co jest w mordę?!

Zobaczyła go - szaroburą, kilkumetrową istotę o wielkich, jakby zużytych, starych już skrzydłach dumnie łopoczących po obu jej stronach. Nad białymi puklami długich włosów lśniła najprawdziwsza aureola, w ręku świszczące młyńce wywijał płonący czerwonym płomieniem miecz.

- Myślicie sobie zadufane snobki, że ja mam czas na te wasze zawikłane spory? Myślicie, że możecie sobie poczynać? Myślicie, ŻE JA NIE POTRZEBUJĘ ODPOCZYNKU?! - wywrzeszczał ostatnie słowa i jak gdyby nigdy nic przekroczył szary, postrzępiony próg lustra, w pełni swej chwały stając na zielonej łące, tuż przy zdrętwiałej z niedowierzania i strachu młodej dziewczynie.

Przymrużył oślepione słonecznymi promieniami oczy, spojrzał na wijące się w dość nietypowej pozycji siostry i zaklął siarczyście z rozmachem wbijając miecz w ziemię.

- No bądźcie choć przez chwile poważne, psiamać! Wracaj do Mrocznej Toni Maab. Iliel zostaw jej cycki! - gestykulując żywo, z zażenowaną miną zbliżał się ku wielkiemu pniu Drzewa. - Nie, kurwa, nie wkładaj tam głowy, zostaw! Rozmawiajcie ze mną! Spójrzcie na mnie! - widząc, że jego słowa nie robią najmniejszego wrażenia na parze kochanic, ze zrezygnowaną miną, z ostatecznością w oczach energicznie machnął ręką wydając przy tym z siebie jakiś dziwny syk. Maab, jakby rażona gromem z hukiem wzleciała w powietrze i wylądowała dopiero kilka metrów dalej, na samotnej skale pośrodku żywo toczącego wody, czystego strumyka.

- Dlaczego to zawsze ja, co Daan? - zawyła wściekle nie mogąc pogodzić się z tak brutalnym przerwaniem przynoszącej ogrom radości czynności. Nie lubisz mnie, prawda? A wiesz, ty mi się nawet podobasz... - wyszczerzyła zęby w uśmiechu. - Te twoje wielkie skrzydła, wielkie oczy i... wieeelki miecz...
- Zamknij się! Za ten cały bałagan jak zwykle odpowiedzialna jesteś TY! I to ciebie ukarzę! Haha! Tak, właśnie tak! To ciebie ukarzę!!! - przystanął przed białoskórą, najwyraźniej zaskoczoną całą tą sytuacją Iliel i przekrzywiając głowę spojrzał w kierunku Maab.
- Jakieś propozycje kar?
- Tylko jedna, mój ty misiu pysiu, zabierz mnie ze sobą. - cmokając ustami zaświergotała usadowiona w dość prowokującej pozie królowa cienia i niegodziwości.
- To świadczy tylko o twojej tępocie i płaskości, kochanie. Nie mam zamiaru... Czekaj... - zamilkł na chwilę, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś; po chwili z od razu wyczuwalną zadziornością przemówił. - Podsunęłaś mi doskonały pomysł, wiesz? Tak, pójdziesz ze mną. Zamknę cię w klatce, będę ci śpiewał na dobranoc, będę czytał wierszyki, będę karmił i... będę miał cię pod kontrolą! HAHA! Jestem genialny! Idziemy Maab, mój nowy zwierzaczku!

Uderzając silnie skrzydłami wzbił się w powietrze i schwycił wrzeszcząca, protestującą czerwonoskórą kobietę pod ramię. W chwilę potem, z mieczem w jednej ręce i najnowszą zdobyczą w drugiej, zatopił się w szarym portalu, który momentalnie skurczył się i z cichym pyknięciem zniknął. Zostały tylko ona i jej boska matka, Iliel.

-Zabrali! Zabrali mi kochanicę! Nieee... - zawyła żałośnie i ciężko oparła się o pień drzewa. - Co ja teraz bez niej pocznę? Nie... Cholerny Daan - zasyczała przez zęby. - Ale czekaj, dziecko! Ty jesteś kobietą! Ty jesteś młodą, miłą kobietą! TAK! - wyjąc z nagłej uciechy rzuciła się w stronę nieruchomej dziewczyny, w ciszy stojącej dotąd na uboczu i przygniatając ją do ziemi poczęła ściskać i całować. - Och, kochanie... Tak! Czcij swą boginię. - wykorzystując oniemienie ofiary, drżącymi dłońmi, z szaleństwem w oczach rozdarła cieniutki materiał zwiewnej, białej koszulki.

- Iliel! - dał się słyszeć cienki, roztrzęsiony krzyk kilkanaście minut potem.
 
Sulfur jest offline  
Zamknięty Temat



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166