Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Warsztaty Pisarskie Last Inn
Zarejestruj się Użytkownicy

Warsztaty Pisarskie Last Inn Jeśli chcesz udoskonalić swój warsztat pisarski lub wiesz, że możesz pomóc w tym innym, zapraszamy do naszej forumowej szkoły pisania! Znajdziesz tu ćwiczenia, porady, dyskusje i wiele innych ciekawostek dotyczących języka polskiego.

« Początek | Pomocy! »

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-02-2009, 20:56   #1
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Warsztaty Psychodeliczne Chrapka i Extremala (+18)

Warsztaty Psychodeliczne Extremala i Chrapka.

Utworzone by doskonalić talent Abstrakcji, przez duże "A".
Bo abstrakcja jest najważniejsza. Bo mistrzowie potrafią nawet abstrakcyjnie opisać mycie szyb.
System działa tak: obrazek - a następny delikwent pisze do niego spójną psychodeliczną historyjkę, tak by stworzyć opowiadanie. A na koniec zapodaje kolejne zdjęcie.
Zaczynamy.

PS. A kto chce, niech dołącza. A kto chce niech komentuje. Jak to mawiał mój idol: "róbta co chceta, tylko nie banujta".

Na pierwszy ogień - "Stworzenie Adama" Michała Anioła:


 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-02-2009, 21:04   #2
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
- Kto się bawi w chowanego palec do budki - zaśpiewał radośnie Adaś - Bo za minutkę zamykamy budkę!

Z niebios wychyliła się dłoń boska, kierując się misternie w stronę budki. Towarzyszyła jej zgraja chórów anielskich.

- "Cholera, rękę mi rozpieprzą" - pomyślał Adaś i zamknął budkę tuż przed boskim palcem. Po czym dał mu po łapkach.
- Cóż to ma znaczyć Adamie - rzekł Bóg.
- Nie chce się z Tobą bawić, Boże, bo ty podglądasz zza chmur.
- Nieprawda! - Bóg puścił focha i założył ręce na klacie - Dobra, mogę liczyć!
- No dobra, licz do stu i szukaj!
Bóg zezując lekko w stronę uciekającego Adama zakrył twarz chmurkami i zaczął liczyć.

Tymczasem Adam próbował się ukryć. Przed oczyma ukazała mu się obskurna szopa, w której Bóg trzymał kosiarkę. Spróbował ją otworzyć - była zamknięta.
Z drzewa na mordę z głuchym plaśnięciem spadł wąż. Owinął się zgrabnie na ramionach Adama.
- Adamie - zasyczał - Weź kamień i roz**b to okno!
- Ale szatanie, czemu?
- Będzie zwała! I mówię ci bez przypału, bo on liczy i nie patrzy!
- No nie wiem...
- No co, cykorujesz?! Nie bądź lamus, bierz kamień, podsadzę cię!
Adam wziął kamień i uderzył w szybę. Ta roztrzaskała się w drobny mak. Wąż natychmiast wślizgnął się do środka i po chwili z wiertarką w pysku wypełzł na zewnątrz.
- Dzięki stary, na piwo ci kiedyś odpalę! - powiedział do zaskoczonego Adama - I nie mów jakby co, że ja ci tę bajerę wkręciłem!

Tymczasem Bóg kończył liczyć:
- 98... 99... 100! Adamie, szukam! - rozległ się donośny tenor z niebiosów.

- Ożesz k**wa - Adam podsumował swoją nieciekawą sytuację. Nie dość że rozbił szybę, to na dodatek nie miał kryjówki!
Zanim zdążył się porządnie zastanowić, ręka Boska klepnęła go w plecy.
- Adamie, kryjesz! - usłyszał za swoimi plecami - Ale słabą kryjówkę znalazłeś... O, a co za cieć wybił mi szybę?!
Boska łapa wyjęła klucz spod wycieraczki i otworzyła drzwi szopy po czym wpadł On do środka.
- Gdzie mój Bosch?! - ryknął Bóg - Cholera, to drugi w tym miesiącu?! I to ma być raj?! Cholerni złodzieje, pasożyty!
Adam zrobił skruchę, spuścił główkę i przyznał się do wszystkiego.
I jak w każdej szanującej się bajce - przeprosił.

Bóg spojrzał na niego jak na nędznego robala.
- Nie tego uczyłem Cię Adamie - pokręcił głową - Zawiodłeś mnie, popełniając grzech pierworodny...
- Co?! Przecież nie zjadłem tego jabłka!
- Nie pyskuj, ja tu ustalam reguły! To koniec naszych zabaw.
Adam spuścił główkę i popłakał się.
- Teraz stworzę kobietę. Od dnia do nocy będzie ci siała toksy. Nawet na łożu śmierci nie odnajdziesz spokoju. A jednocześnie będzie zbyt głupia żeby posłuchać byle węża...

Tak naprawdę wyglądała Księga Genesis i historia powstania kobiety według manuskryptu znalezionego na Atlantydzie.

I obrazek:

 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-02-2009, 21:20   #3
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Bolesław i Lolesław przeglądali się w lustrze. Trzymali się za rączki.
- Bolesław, dlaczego mamy takie wiejskie imiona? - zapytał się Lolesław.
- Bo jesteśmy drobnymi wieśniaczkami - odpowiedział Bolesław.
- No, ale można by coś z tym zrobić... Jakieś pseudonimy... Może Kobra i Żbik, jak w Contrze?
- Eeee... Ale to gejowskie... - powiedział Bolesław cmokając go w policzek na pocieszenie.
- No ale przecież jesteśmy gejami.
- Ok, no to po prostu Bolek i Lolek, może być?
Lolek sprzedał mu długiego i namiętnego ślimaka.
Przez chwilę trwali w milczeniu.
- Bolek, czy ty się mnie wstydzisz? Nigdzie nie wychodzimy razem... Nawet z tą zdzirą, Tolą, raz byłeś, a mi kazałeś siedzieć w domu i gary myć... I wróciłeś pijany w sztok... Nie taki byłeś, kiedy się w tobie zakochałem.
Bolek przez chwilę walczył z chęcią wyjęcia pasa i przechrzczenia Lolka. Zagryzł jednak zęby.
- Dobra, to pojedziemy na Love Parade do Berlina. Tam pokażę całemu światu, że cię kocham!
Lolek to słysząc wtulił się we włochatą klatę Bolka.

Kwatera Główna KGB

Pułkownik Ivan Komarenko wizytował właśnie laboratoria genetyczne KGB.
- Jak rozstępy, towarzyszu doktorze?
- A dobrze, dobrze - odpowiedział zapytany - Ćwiczę już drugi tydzień na koksie, na łapce już trochę wyszły...
- Tfu, znaczy się, postępy! Bo o postęp mi chodzi!
Doktor się trochę zmieszał.
- Wyhodowaliśmy śmiercionośny wirus na małpach w moskiewskim ZOO, tak jak nam towarzysz generał rozkazał prikazem z Centrum. Pojone wódą i smalcem same sobie to wyhodowały...
- Choroszo - odpowiedział Komarenko i popatrzył na małpy zamknięte w szczelnych pojemnikach - Kiedy będzie gotowy do testów na ludziach?
- Na Love Parade we wrażej kapitalistycznej części Berlina, zdążymy towarzyszu pułkowniku.
- I doskonale - pułkownik pogłaskał doktora po główce - To teraz pokaż jak robisz te ćwiczenia, bo mi się coś wierzyć nie chce. A ja A6W robię i coś efektów nie widzę...

Impreza trwała na całego. Bolek i Lolek już dwa razy zrobili to w biały dzień w centrum Berlina, na platformie.
Wycieńczeni miłością, leżeli w cieniu przystanku autobusowego.
- Skoczę po napoje - powiedział Bolek i pocałował Lolka.

Tymczasem pięćdziesiąt metrów dalej, młody i jeszcze nikomu wtedy nieznany porucznik KGB - Władimir Putin, maszerował w długiej pelerynie i kapelutku gestapowca. Spod płaszcza wyciągnął nagle małpę i rzucił w tłum.
- Dawaj małapo! Ku chwale matiuszki Rosiji i tawariszcza sekretarza! - krzyknął i rzucił się do ucieczki.

Lolek przysnął na przystanku. Nagle poczuł że coś go mizia po główce.
- Bolek, jeszcze masz ochotę?
Dotyk zbliżał do niebezpiecznie strategicznych obszarów ciała Lolka.
Lolek otworzył oczy. Jego oczom ukazał się wielki, owłosiony pawian wypięty na niego gołą d*pą.
- Bolek, ratuj!
Ale było już po wszystkim. Małpa rzuciła się na bezbronną ofiarę.

W ciągu dwóch lat, 80% uczestników tej Love Parade poumierało w niewyjaśnionych przyczynach. Lolek również podupadł na zdrowiu.
W zaciszu domowego respiratora, Bolek głaskał Lolka po główce.
- Ale powiedz Lolek, byłem tylko ja?
- Tak Bolek, byłeś tylko ty... - Lolek odwrócił główkę. Na poduszkę spłynęły jego łzy.
Bolek z uśmiechem patrzył w oczekującą go przyszłość...

FIN

Obrazek:

 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-02-2009, 20:34   #4
 
Gettor's Avatar
 
Reputacja: 2266 Gettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputacjęGettor ma wspaniałą reputację
- Maaaaarian!
Donośne wołanie było słyszalne na drugim końcu ulicy, mimo iż jego rozmówca stał tuż obok niego.

- Nie drzyj się Bogdan! – odpowiedział Marian zataczając się lekko. Oboje szli przez ulicę. Chociaż szli to za dużo powiedziane – raczej się zataczali z na wpół opróżnionymi flaszkami wódki.

- Ale Maaaaarian! Ja cię kocham! Wiesz?!
- Wiem Bogdanie, ja… - niestety nikt nigdy się nie dowiedział co wtedy chciał powiedzieć Marian, ponieważ jego wypowiedź przerwał huk upadającego ciała i brzęk tłuczonego szkła. Po chwili dołączyło do nich głośne chrapanie.

Pijaczyna, który jeszcze stał na nogach westchnął i nachylił się nad śpiącym.
- BOGDAN!! DO SZKOŁY!! – wrzasnął.
Efekt był natychmiastowy. Jego towarzysz obudził się z przerażeniem w oczach rozglądając się gorączkowo na boki.
- NIEE! Tylko nie szkoła!
- Wstawaj kiepie, jeszcze długa droga przed nami.

Droga powiodła ich do… wieży Eiffla? Oboje zaczęli się rozglądać. Przez cały czas byli pewni, że są w Krakowie, jednak… co w Krakowie robiła wieża Eiffla?
- O kurwa – powiedział Marian. – Gdziee my jesteśmy?
- Nooo – zaczął Bogdan. – To mi wygląda na budynek… a to na drogę… a tam idzie taka ładna pani.. oo uszanowanko!... to chyba w Krakowie jesteśmy, nie?

Popatrzyli się jeszcze raz, przetarłszy pierw oczy. Jednak wieża jak stała, tak nie chciała zniknąć.
- To się nazywa – stwierdził Marian. – No ten…imity…imite… noo podróbka! Tak właśnie!
- Ożesz w mordę! – krzyknął Bogdan. – Ty, faktycznie!

Imitacja czy nie, wieża robiła wrażenie. Dwójka pijaków patrzyła się na nią, czasami przekręcając głową w bok, żeby zobaczyć ją z innej perspektywy, a czasami popijając z flaszek, w których ilość wódki malała w dość szybkim tempie.

W końcu alkohol się skończył. Z głośnymi krzykami Bogdan i Marian odwrócili się na pięcie i poszli w stronę z której przybyli. Bo przecież nie może być tak, żeby wódki zabrakło, prawda?

THE END

Obrazek:
 
Gettor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-02-2009, 02:48   #5
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 366 DrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetnyDrHyde jest po prostu świetny
- Pędź mój rumaku! – Książę wykrzyczał swoim dźwięcznym i delikatnym głosem. Bląd włosy mężczyzny falowały targane wiatrem. Koń galopował drogą przez jezioro w kierunku zamku księżniczki. Cała okolica spowita była niby delikatną mgiełką. Gdzieś za drzewem w powietrzu tańcował malutki Elfik ze skrzydłami. Poruszał się niczym listek na wietrze. Po chwili z wody wyskoczyła tłusta i wielka Pani Ropucha. Wskoczyła na trawkę i spojrzała na Elfika.

- Temu znowu się zachciało? – Odezwała się Ropucha, wydając z siebie przy tym naturalny żabi dźwięk kumkania.

- Współczuje księżniczce. Nie dość, że ten niedołęga wspinając się po jej włosach do wieży, wyrywa jej połowę tych kłaków, to w dodatku jej nie potrafi dogodzić. Tylko o sobie myśli Książe i swoich blond włoskach, żeby pod odpowiednim kątem wiatr je rozwiewał.
– Elfik skwitował pytanie Ropuchy.

- A to gnoja kawał… - Dodała żaba.

Książe wyhamował Rumakiem przez największą wieżą i spojrzał do największego i najwyższego okna. W końcu z wnętrza ktoś wyrzucił długi warkocz, który opadł do samej ziemi.

- Kurwa co za życie… Nie dość, że muszę jechać przez siedem gór, lasów, łąk, rzek i cholera wie co jeszcze, to mi się wspinać każe, zamiast klucz do drzwi wejściowych rzucić. Tradycji rodzinnych mi się zachciało… - Książę złapał za warkocz i bez dalszego marudzenia zaczął się wspinać na górę. W końcu złapał za framugę okna i wszedł do środka. Koniec warkocza przywiązany był do wielkiego łoża z baldachimem. Na łożu leżała blond piękność. Nakryta jedwabną narzutą w kolorze błękitu patrzyła na swego Księcia. Zrzuciła okrycie ukazując…pas cnoty?!

- Ty idiotko
– rzekł Książę. – Dlaczego nie powiedziałaś, że starzy założyli ci blokadę na weekend?! I co Ja teraz zrobię? Tyle drogi pokonałem, bo cię … ekhem … chciałem.

- Książe mój Książe… - rzekła Księżniczka. - Co Ja poradzić mogę? Za często swój miecz ćwiczyć chciałeś, chociaż dobrze mnie nie znałeś. Kupiłam sobie antykoncepcję przeciw tobie. Morał z tego taki, że przed seksem potrzebne nie tylko tik taki.

KONIEC

Obrazek:
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 21-02-2009 o 12:29. Powód: literówka
DrHyde jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-02-2009, 16:47   #6
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
- Jóóózeeeeek! - gruba wiejska babinka, z chustą we włosach i drewnianą lagą w ręce przemierzała z krzykiem wieś - Jóóózeeek, szatana instalujo!!!
- Co ty gadasz, babo - Józek wypełzł ze sterty słomy, gdzie drzemał sobie smacznie, zanim nie dosięgł go toks jego małżonki.
- Łojezu, łojezu - zasapała się Babina - W chałupie Miturów szatana instalujo, Boga w sercu skurw*syny nie majo...
- A idź Ty stara bradziago - sprostował niedorzeczność Józek - Pewnie znowu Aldonowa bzdur Ci nagadała, a Ty latasz jak głupia po całej wsi siejoc ploty...
- Pod sercem, Józek, chodź zobaczyć! - krzyknęła babinka i złapała niedowierzającego męża za rekę.
- Eee tam, idź babo w pole lepiej, a nie mi tutaj dupem zawracasz...
- Usz ty! - babina zdzieliła go kosturem po łbie, aż huknęło - Ja ci dam dziadzie! Do proboszcza leć i to w podskokach, niech ich odczyni, bo ci takie piekło na ziemi zrobie, że...
Józek nie usłyszał co za piekło na ziemi ma mu urządzić jego ślubna, bowiem postanowił się ewakuować z pola rażenia toksu.

- Prosze ksiundza! Prosze ksiundza, ksiundz łotworzy! - spora grupka ludzi krzyczała pod plebanią.
Ksiądz wychynął w końcu zza okna.
- Czego chcecie, ludzie?
- Mitury szatana podłonczajo!
- Co?
- No, z miasta im przywiozły diabelskie pudełko i teraz szatana zainstalowali!
Ksiądz nie czekał długo. Sam nigdy nie miał tak bliskiej styczności z szatanem, ale czytał o tym. Na onecie. I nie pozwoli swoim owieczkom wpaść w jego pazury, dopóki to on stoi na straży!

Tymczasem świeżo upieczeni właściciele szatana siedzieli na ławie przed chałupą. Pelagia Miturowa zaprosiła swoje wieloletnie koleżanki, aby pokazać im XXI wiek w polskiej wsi. Gdzieś po piętnastu minutach pokazywania, babcie odkryły uroki sex-czatów.
- Jadzia, napisz, że mamy po szesnaście lat - powiedziała Pelagia, która odstąpiła laptopa koleżance, z racji słabszego wzroku.
- Nu, pisze... Pyta sie o wymiary.
- Wymiary? Czego?
- Bo ja wim?.. Może o pole siem pyta?
- Nu to pisz, pińć hektarów...
- Stać! - u progu chałupy stanął ksiądz. Otaczał go wrogo nastawiony tłumek miejscowych - Odstąpcie od szatana zanim będzie za późno!
- Jakiego szatana proszę ksiundza? Toż to jest zwykły laptop, cztery rdzenie, GeForce 8500, a do tego w bonusie była Neostrada... - zawołała Pelagia.
- Szatan ma różne oblicza - powiedział ksiądz, kojarząc, że jego laptop ma tylko dwa rdzenie. To go zabolało.
Musiał więc pokonać szatana.
- Rozprawie się z tym od razu! - ksiądz pokropił szatańskiego laptopa wodą święconą. Z laptopa uniósł się dymek, po czym ekran zgasł.
- Nu i co ksiundz zrobił?! - załamała ręce Pelagia - Nu, niech no ksiundz poczeka, przyjdzie wnuk, to nie będzie na sutannę patrzył...
- Ee tam - ksiądz zadowolony ze swojej roboty pochylił się nad martwym ekranem laptopa - Najważniejsze, że szatana pokonałe... argh!!!

Niebieska macka wystrzeliła z ekranu laptopa i owinęła się wokół głowy księdza. Po chwili kapłan upadł na glebę z malowniczo urwanym czerepem.
Z laptopa zaś wylazł ośmiornicowaty stwór.
- Jam jest Ktulu - rzekł stwór - Dlaczegóż mnie przyzwaliście, pokorni wyznawcy?
Tłum spojrzał na niego bez zrozumienia. Ktulu skrzywił się.
- Co za ciemnogród - mruknął - Dlaczego mnie, kurwa, tutaj przywlekliście, ludziska! - przetłumaczył na ich język.
- A nikt cię nie chcioł tutoj - Pelagia ujęła się pod boki i ruszyła na przybysza z laptopa - I w ogóle, to paszoł won z abarotem do środka, zanim wnuk wróci!
- Ja ci dam, babino - Ktulu nadął się niczym dmuchana piłka i zamachnął się macką na Pelagię. W tym też momencie, coś mu ją odstrzeliło.

W drzwiach od stodoły, w dymiącej poświacie stał nikt inny jak John Rambo.
Nim Ktulu zdążył się zorientować, Rambo odstrzelił mu wszystkie macki. Następnie wepchnął korpus do ekranu komputera. Ekran zafalował niczym tafla wody.
- Go hooomeee! - powiedział Rambo do znikającego Ktulu.
Po udanej akcji ratunkowej, spojrzał po ludziach.
- No co ludziska - rzekł - Zagrychę mamy - wskazał na odstrzelone macki - A wóda gdzie? Jak żem walczył po świecie, to wszyscy mi opowiadali o polskiej wódce i polskich dziewuchach...
Pelagia uśmiechnęła się pod nosem.
- A co zrobimy z księdzem?
- A tam, zakopie się gdzieś, a do Kurii się wyśle list, że z jakąś Ukrainką uciekł do Rosji...
Błyskawicznie rozstawili stoły. Miejscowy grabarz przycinał na harmoszce.
Bawili się długo...

A ja tam byłem, z Rambem się napiłem, a ploty co słyszałem, tutaj opisałem.

Ende.

Obrazek (troszkę trudniejszy ):

 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 21-02-2009 o 16:59.
Chrapek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-02-2009, 17:17   #7
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
-Dzisiejsza rozprawę, poprowadzi Anna Maria Wesołowska! Proszę wstać! Sąd idzie!. - Oznajmił pulchny łysol, pełniący funkcję odźwiernego.
Wrzawa na trybunach ucichła, gdzie nie gdzie zebrani pochowali popcorn i colę pod siedzenia.
W pierwszym rzędzie siedziała jakaś wielka, kanciasta gęba, ubrana w czarną skórę i ciemne okulary.
Na przeciw siebie, w ciężkich cynglach i jeszcze cięższych łańcuchach, których nie powstydziłby się 50-Cent, dwa chucherka, które pełniły funkcje adwokata i prokuratora. Bici i poniżani w podstawówce, z racji ich wątłych postur, postanowili odpłacić się pięknym za nadobne.
Wtedy nie wiedzieli jeszcze jak, ale teraz już wiedzą. Ich życiowym marzeniem jest uje**nie jak największej ilości ludzi do więzienia.

Sąd Rodzinny We Wrocławiu, na pozór niczym się nie różnił, od innych placówek, ale tylko na pozór...
Do trwającej w ciszy publiczności, łysawego ochroniarza, Adwokata, prokuratora, wypełzła w końcu sędzina.

-Proszę usiąść - zaapelowała do reszty, drobna blondynka którą bawiło wykorzystywanie swojego statusu społecznego i podobnie jak jej kolegów, pastwienie się nad niewinnymi ludzikami - Dzisiejsza rozprawa toczyć się będzie z powódki Sahry Connor przeciw oskarżonemu Jackowi Sparrow w sprawie ojcostwa dziecka Sahry. Wprowadzić na salę rozpraw poszkodowaną.

-Na salę proszona Sahra Connor! - Krzyknął bekliwie łysy, w tym czasie klamka od drzwi powoli zsunęła się na dół i w podobnym tempie osunęły się drzwi, a zza nich pojawiła się całkiem zgrabna blondynka, z licznymi bliznami na twarzy. Odprowadzona w asyście dwóch pielęgniarzy z zakładu psychiatrycznego doprowadzili delikwentkę do biurka na którym widniał napis : "Prokurator"
-Teraz na salę proszony jest Jack Sparrow! - Krzyknął ponownie goryl, tym razem z impetem wparował ubrany w piracki surdut, szorty adidasa, z czerwoną przepaską na czole Jack, legenda siedmiu mórz. Skuty w kajdany podszedł posłusznie pod barierkę, gdzie wskazał mu stanąć łysy.
-Czy Pani jest pewna, że domniemanym ojcem pani dziecka, jest ten o to właśnie człowiek? - Spytała na dzień dobry sędzina. Znana była z tego, że lubiła krótko i zwięźle załatwiać rozprawy.
-Tak wysoki sadzie! - Krzyknęła z wypiekami Sahra - To ta łajza mnie wykorzystała kiedy sobie strzała wzięłam! On jest ojcem Johna!
-Sprzeciw! - Krzyknął adwokat - Pani jest ćpunką i znana jest z polubownych stosunków damsko-męskich... - zaczął prawić brylarz, zanurzając się w odmęty dokumentacji dotyczącej rozprawy.
-Że co? - Zająknęła się Sahra, wyraźnie zdeprymowana trudnością słów, jakie wydobył z siebie adwokat.
-Że rypie Cię kto chce Ty, stara ku**o! - bronił się Jack na ile tylko mógł.
-Sprzeciw! - Wykrzyknął nietęgi gościu siedzący obok Sahry - Ja ją chciałem rypać, kiedy zeznania zbierałem, ale się nie dała... - pożaliła się prokuratorska menda.
-Sprzeciw podtrzymuję! Proszę kontynuować dalej. A Pan, Panie Jacku, proszę uważać na język, nie jest pan na swojej łajbie by tak odzywać się do damy...
-Ha! Damy, dobre sobie - splunął gdzieś na bok Jack - Przy mnie każda staje się ladacznicą, maleńka!-
Oczy sędziny błysnęły mimowolnie, na widok takiej chodzącej bomby testosteronu.
-Wysoki sądzie - kontynuował dalej prokurator - Moja klientka, doskonale pamięta przebieg wydarzeń, kiedy miało zajście tamtej feralnej nocy. A sam oskarżony, mimo że był pod nadzorem kuratora, uciekł z miejsca zamieszkania i wyjechał na Sunrise do Kołobrzegu, gdzie zmajstrował biednej Sharze dzie...
-Wy nic nie rozumiecie! - przerwała w połowie wypowiedzi mecenasowi - Tu nie chodzi o alimenty dla dziecka, tu chodzi o cała ludzkość! W przyszłości maszyny będą panowały nad światem! Johnowi potrzebny jest ojciec, który go nauczy jak walczyć! - Złorzeczyła opętana. Sahra przebywała w ośrodku psychiatrycznym, cierpiąc na głęboko posuwającą się depresję.
-Mówiłem Wysoki sądzie! Jest Popier... - Ponownie zerwał się spod barierki pirat
-Panie Jack, ostrzegam pana. Zawiasy za plądrowanie cmentarzy żydowskich jeszcze nie zostały odwieszone... Proszę iść na ugodę z panią Connor i pomóc jej w wychowaniu dziecka jak sobie życzy pobudka.
-ARGH! Co?! - Zająknął się główny zainteresowany - A co jeśli się nie zgodzę?
-Ekstradycja do więzienia na Tortudze, jak prosi o to rząd na Haiti, a tam ma pan wyrok KS'ki za liczne rozboje.
-Cholera, albo ojcować dziecku i liczyć, że ucieknę, albo z miejsca dać sobie łeb odciąć... Nie wiem co gorsze - Zaczął kalkulować w myślach plusy i minusy bycia ojcem
-Jack... proszę, zgódź się! Dziecko potrzebuje męskiego wzorca, bo niby skąd będzie miało dać sobie radę w przyszłości? - Poprosiła matka Johna
-No dobra maleńka! Lepiej być żywym niż martwym! Tak wysoki sądzie przyznaję się do dziecka - Odparł ku uciesze publiki nowo upieczony tatuś

-Dobrze, zawsze się sprawdza grożeniem KS'ką. Rodzina znów w komplecie!
-Il back... - Usłyszeli głęboki bas gdzieś z trybun. Ku zgrozy Sahry ujrzała Terminatora, który przyglądał się całej rozprawie z pierwszego rzędu. Nagle wyciągnął shotguna spod pachy.
Wszyscy w okół niego zaczęli drzeć i uciekać z sali rozpraw.
-Na glebę kwadratowy łbie! - Krzyknął łysolec celując do Guberna... tfuu do Terminatora z broni krótkiej. Oddał kilka strzałów, ale kule od Wielkoluda odbijały się niczym kauczukowe piłeczki. W odpowiedzi przeładował strzelbę i oddał strzał, który trwale zniekształcił poniekąd szlachetne łyse rysy twarzy.
-A Teraz... Hasta La Vista - Odparł beż żadnych skrupułów i władował w plecy Jackowi 2 kilo śrutu.

-Boże... - Zająknęła się Sahra - Dlaczego On, nie ja? Kochałam go...
-Bo Vista jest chujowa i laguje...

Kolejny obrazek:
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 22-02-2009 o 21:10. Powód: Cholerne literówki!
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-02-2009, 20:31   #8
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
- Ha, ha! Moc czerwonego wojownika! - krzyknął pajac w czerwonym wdzianku i wykonał dość niezdarną rozgwiazdę. Przed nim stał oszołomiony facet w garniturze z gustownym melonikiem na szacownej głowie.
- Twoje rządy dobiegły końca, Lordzie Zed - wyrzekła pokraka w lateksie.
- Ależ co pan... - zdążył powiedzieć odświętnie ubrany jegomość, nim jego twarz sprawdziła konsystencje gumowego buta Czerwonego Wojownika.
- Kolejny kułak rozgromiony - spod maski Czerwonego Wojownika wyjrzała łysa główka nikogo innego, jak Włodzimierza Ilijicza Lenina.
Różowy wojownik usiadł koło niego opierając się o drzewo. Zdecydowanym ruchem ściągnął plastik ze swojej twarzy. Feliks Dzierżyński nigdy nie przepadał za tym burżujskim wynalazkiem jakim był lateks.
- No, nie mogliście poczekać Włodzimierzu Ilijiczu? Chciałem na nim przetestować mój nowy power-pistolet - zapluł się Feliks. Brak przednich zębów wydatnie wpływał na trudności w zrozumieniu dzielnego Czekisty.
- Ech, ty byś wszystko Feliks z pistoletu... - żachnął się Lenin - A tu czasem subtelnie trzeba...
- Subtelnie... - Dzierżyński przez chwilę smakował nieznane sobie słowo - No to do kwasu można było go wrzucić! Albo pociąć i świniaki nim nakarmić!
Lenin już miał odpowiedzieć, gdy koło nich uwalił się z łoskotem na glebę żółty wojownik. Wąsy wystawały mu subtelnie zza maski. Dyszał ciężko.
- Stalin, zdejmij maskę - poradził mu Lenin.
- O job' twoju maska - zbulwersował się Stalin - Maska to pół biedy, w pytonga mnie uwiera to wdzianko.
- Co ja poradzę, taka światowa rewolucja, jakie obyczaje - Włodzimierz Ilijicz sparafrazował nieznanego sobie Rzymianina - Plaster se przyklej.
Niebieski wojownik przycupnął obok rozmawiających.
- A wy towarzyszu, co o tym sądzicie? - zagaił do niego Stalin.
- Imagine there is not heaven... - odśpiewał mu zagajony. Spod maski ujrzała światło dzienne lekko przećpana twarz Johna Lenni.. tfu, Lennona.
- Ano... - zgodził się Lenin - Dobra towarzysze, trza lecieć na bazę.
- A gdzie Czarny Wojownik?
- A kto by się czarnuchem przejmował? Się weźmie zrekrutuje kogoś przez internet na jego miejsce - Dzierżyński popisał się brakiem poprawności politycznej.

- Alarm, alarm! - krzyczał Lenin ciskając się po domku na drzewie. Bo tam właśnie było jego główne HQ.
- Lenin, uspokój się, bo się spierdolimy z tego drzewa - Stalin był nie w sosie. Dostał uczulenia na gumę.
Nieśmiertelny wódz przystanął na chwilę. Jego łysa główka poszarzała i zrosiła się potem. Józek widząc co się dzieje poratował przyjaciela nalewając mu do szklanki Starogardzkiej. Lenin zamiast tego złapał za butelkę i wygulgał od razu połowę.
- No, to teraz mów co się dzieje - Stalin poklepał go plecach.
- Patrz! - Lenin rzucił mu gazetę na stół. Józwa przez chwilę świdrował tekst swoim wzrokiem.
"Nowy McDonalds w centrum Moskwy".
- O żesz kurwa - Dzierżyński był tak wzburzony, że nieświadomie przeskoczył na język ojczysty - Kapitalistyczne świnie ryją swoją reakcyjną propagandę!
- Rozprawimy się z nimi... - powiedział cicho Lenin - Do boju!
Po chwili stali już przebrani.
- Diewaj, diewaj Czekist Rendżers!

Do imperialistycznego przybytku dotarli za pomocą autobusu komunikacji miejskiej. Ludzie się trochę dziwnie patrzyli, ale sprawa była zbyt ważna i trzeba było dotrzeć na miejsce szybko. Spacer piechotą odpadał.
W końcu wpadli do środka.
- Reakcyjne świnie! - wydarł się Lenin - Rewolucja mas was dopadła! Wasza... - tu Wódz Rewolucji przyjął hamburgerem przez łeb.
- Kitowcy! - wydarł się Stalin - Do ataku!
Mimo słabego wytrenowania pracownicy i klienci stawili bohaterom twardy opór. W końcu jednak zostali zepchnięci do dalekiej defensywy. Jeden z nich wyciągnął komórkę.
- Przyzywam Pajaca Założyciela! - krzyknął do słuchawki. W tym też momencie dach restauracji uniósł się. Z góry na Rendżersów spojrzał Wielki Pajac, notabene będący w logu imperialistycznej garkuchni.
- Wreszcie was dorwałem Czekist Rendżers - rzekł Pajac - Nabruździliście mi i chwatit'.
- Nigdy! - zapluł się Włodzimierz Ilijicz - Fabryki McDonalds już nigdy nie wytną lasów! Nas nie dogoniat'!
Stalin wyciągnął zza pazuchy krótkofalówkę.
- Towarzyszu, przyzywamy Cię!
Wielki Mecha-Marks wyłonił się rozwalając studzienkę ściekową. Czekist Rendżers wspięli się do środka.
- Wykończmy go!
- Tak!
- Diewaj, diewaj Czekist Rendżers!

- Jesteś? - w mroku gabinetu premiera, Władimir Putin wpatrywał się przez okno w panoramę Moskwy. Spory kawałek stolicy płonął.
- Jestem... - z ciemności wyłoniła się postać. Była przepasana amunicją karabinową. Na głowie miała hełm sił specjalnych, w dłoni zaś trzymała ociekający krwią nóż. No i miała pomarańczowe futro.
- Widzę, że ten sok z gumijagód to nie w kij dmuchał - Putin odwrócił się w jego kierunku.
- Tjaa... Kasa na stół.
- Zaraz, zaraz panie Graffi... Były jakieś kłopoty?
- Lenin się trochę rzucał, ale dostał kołkiem w serce i się uspokoił. A resztę tak jak pan mówił: upitolić główki i do Wołgi.
- I doskonale - Putin wyciągnął walizkę i otworzył zamek. Walizka była nabita sturublówkami.
Graffi zamknął ją i skierował się do wyjścia. W ostatniej chwili się odwrócił.
- Mogę się o coś spytać, premierze?
- Pytaj pan.
- Dlaczego to wszystko? Z nieśmiertelnym wodzem moglibyście zrobić światową rewolucję...
Putin zacisnął pięści.
- Może i tak... - odpowiedział - Ale te sukinsyny rozwaliły mi moją ulubioną restaurację, a ja takich zbrodni nie wybaczam!

I obrazek (wracamy do malarstwa) - Edward Munch - Krzyk:

 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.

Ostatnio edytowane przez Chrapek : 22-10-2009 o 23:20.
Chrapek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-02-2009, 23:13   #9
 
Terrapodian's Avatar
 
Reputacja: 191 Terrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie cośTerrapodian ma w sobie coś
- Ratujcie mnie! - krzyk mężczyzny niósł się na całą okolicę. - Biją mnie Niemcy! Ratujcie mnieee!

Przechodzący sopockim molo ludzie ze wstrętem obserwowali mężczyznę, który krzyczał wniebogłosy. Usiłowali go uspokoić zawsze uczynni funkcjonariusze policji. A że byli to chłopcy z niemieckiej formacji w ramach przyjacielskiej wymiany sąsiedzkiej, w łysiejącym mężczyźnie obudziły się traumatyczne wspomnienia. W tym momencie wyciągał ręce w stronę turystów i kontynuował swój na wpół damski krzyk.

- Proszę państwa! Państwo są Polakami! Ratujcie mnie!

Słowa wypływały z jego otwartych ust, mimo że policjanci już dawno odeszli. Przycisnął swoimi dłońmi twarz, jakby obawiał się, że odpadnie. Zaczął zawodzić, lecz tym razem była to pieśń bardzo popularna w pewnych środowiskach.

- Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!

Wyglądał tak żałośnie stojąc samotny z rozdziawionymi ustami. Tuż obok leżał brązowy płaszcz i kapelusz. A ludzie mijali go w milczeniu i żaden patriota mu nie pomógł. Część przystanęła wokół niego. Kręcili głowami nad jego stanem psychicznym. Choć tu i ówdzie podnosiły się głosy - okrzyki patriotyczne, zdania podtrzymujące na duchu szaleńca. Tuż obok zatrzymał się starszy jegomość w garniturze i z monoklem na twarzy. Był to znany powszechnie naukowiec i szanowany filantrop.

- Zaufajcie memu szkiełku i oku - rzekł - tego człowieka trafiła już zupełnie szajba! Żadnych Niemców dookoła, a gmin rozumowi bluźni.

Z tłumu wyrwał się młody mężczyzna. Brązowy włos miał rozwiany na wietrze, wzrok kompletnie obłąkany, z kącików ust toczyła mu się piana.

- Mężczyzna ten czuje, a gawiedź wierzy głęboko! - krzyknął paranoicznie. - A czucie i wiara silniej przemawia do mnie niż starca szkiełko i oko! Miej serce i patrzaj w serce!
- Adasiu wracaj do grupy, bo się zgubisz! - głos starszej pielęgniarki ostudził zapędy młodzieńca, który natychmiast wrócił do grupy mu podobnych, w białych, gustownych kaftanach.

Tymczasem mężczyzna uspokoił się. Otarł ślinę z ust, podniósł podeptany ubiór. Następnie zwrócił się do gawiedzi z tymi słowami;
- Niestety padłem ofiarą niechęci pewnych funkcjonariuszy publicznych państwa Niemieckiego. Połowy z nich nie poznałem i w połowie tak dobrze jak bym chciał, a mniej niż połowę chciałbym znać, choć w połowie dobrze tak jak na to zasługują.
Od pewnego czasu macał dłonią po kieszeni i nagle zniknął! Ludzie skonfundowani odwracali się, przechylali przez barierkę, wszystko by sprawdzić gdzie zniknął ów szalony człowiek, którego wszakże znali z telewizji.

On tymczasem pobiegł niewidzialny do swojego domku położonego przy plaży. Wszedł do środka, starannie zamknął drzwi i zdjął z palca złoty pierścień, który odpowiadał za zniknięcie właściciela. Zadowolony z siebie ruszył w głąb pokoju.
- Czy jesteś z siebie dumny, Janie Mario? - rozległ się głos, który bohater dobrze znał.
Niespodziewany gość siedział przed kominkiem, w którym wesoło płonął ogień.
- Donaldzie... zasłużyli na co chcieli. Mieli widowisko!
- Ten pierścień, Janie Mario... - głos premiera był szorstki. - Ten pierścień... pokaż mi go!
Bez wahania podał przedmiot byłemu przełożonemu. Ten natychmiast cisnął go w płomienie.
- Ależ on spłonie! - krzyknął Jan Maria.
- Nie, spójrz, pod wpływem płomieni pojawi się na nim złoty napis...
Rację miał Jan. Płomień zaczął roztapiać pierścień z głośnym sykiem. Po chwili w tym miejscu była tylko złotawa maź.
- Cóż... nie każdy jest nieomylny - uśmiechnął się niezręcznie premier.

***

Zdjęcie
 
Terrapodian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-02-2009, 23:58   #10
 
Miriander's Avatar
 
Reputacja: 24 Miriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodzeMiriander jest na bardzo dobrej drodze
Z zapisków Miedziozłego Prymypała, o rzeczach, jakie obaczył w dżungli MTV:

Czerwień to rubedo, biel to albedo, czerń to nigredo, a żółc - citrinitas. Tak oto jawią się nam w antropomorficznych formach, po trzy i po dwa, dla ying trzy i dla yang trzy, w męskim pierwiastku trzy i w żeńskim trzy. Szczęście niosą uśmiechy ich promieniste niczym gamma w rdzeniu Piołunu, bo szczęściem są - szczęściem wyrosłym z molochu nowego pokolenia, jego głosem i odpadem. Oto Wielkie Nierządnice niezwykle cnotliwe, a towarzyszy im fałszywy prorok - Miki, oraz Bestia - Pluto, którzy szli za nimi.
Ale oto oni, przed naszymi oczyma, w tle z czystej bieli zwiastującej śmierc, w sterylnym programie Matrixa. I oto od lewej, młody bóg, Apollin o skórze hebanowej, z burzą dyni włosów, spogląda przed się, ku Tobie, śmiertelniku. Przynależy do trójki męskiego pierwiastka, a O'Nealem stroju reprezentuje rubedo i proszek E napierśnikiem. Po prawicy stoi oto niewiasta niczym Raszpunka, czerwień takoż miłująca oznaczającą oto fuzję ciała i duszy w TV music show. Jest ona jedną z trzech gracji, imię jej to Agalia, gdyż złoto mieni się na jej rozwianych włosach i niezwykle dojrzałej i harmonijnej w kształtach dojrzewającej nastki. Ale, obejmuje zara ona czarne warkocze tajemniczej Eufrosyne, na piersi noszącej biel, wyzbycie się niedoskonałości i puryfikację, w czym dopomaga jej sluttycośzastępującemajtkiakolorutakożpurpury, a idealną harmonię transcedentnego z immannentnym reprezentują trzy paski żółci na pornograficznych skarpetkach collegu. Citrinitas! Tutaj właśnie, gdy klęczy przed parą hippisek, splatając swe nigredo ręce na niewidocznym podołku Taleja - kwitnąca wdziękiem dzisiejszych 14-nastek, z jakże niepowtarzalnie tanią ozdobą serduszka na wisiorku i prześmiewczo hippisowskiej bandamki w białe kropeczki. Tak oto poznaliśmy częśc żeńską bożyszczów, ale przecie strach mówic o niejednoznacznym rozkroku fuzji dresiarsko czarnej bluzy, z tym E, E, E przejawiającym się wszędzie na stroju bogów. Oto odziany w czapeczkę, z daszkiem zagiętym w ewolwentę, ukazując męskośc zakrytą białymi metroseksualnymi jeansami, jawi się nam kolejny bohater o iście dionizyjskich i przez to anarchoprymitywistycznych manierach.
Uff..lecz moja wizja! Moja wizja nie byłaby kompletna, gdyby nie ustami pełnymi niewysłowionej ekstazy wypowiadał teraz, co ma dusza widzi...a widzi nieodgadnione, w dresie z jednym paskiem (!), białe i z grzywą jak żagiel deski windsurfingowej. Czerń, równie pełna szczęścia uśmiechem i kakao włosów, lecz łobuzerstwo, łobuzerstwo zdaje się ciągnąc ku tej postaci chłopaka o połowę za wysokiego jak na męskośc atrybutów, jakie dzierży. Pan lubiący to metro, niepokoi, pod pachą trzymając kształt przypomnający...przypominający...zaraz, by wam uzmysłowic to, muszę odwołac się do naszego świata, do trzech wymiarów i znanych zagadnień...tak, trzyma oto w rękach zimne jądro wypalonej gwiazdy neutronowej, wyżłobione w pomarańcz i o własnościach, które sprawiłyby, że jojo mogłoby schowac się. Z kauczuku stworzony ten kszałt o czterypierkwadrat powierzchni, zapewne do boskich gier sportowych służy i z recyclingiem wspólne ma korzenie.

Drżę, gdy spisuję te słowa, drżę, gdyż moje oczy nigdy nie widziały tak prawdziwej rzeczy - takiej telewizyjnej, takiej disneyowskiej, takiej bliskiej życia i zarazem - nie z tego świata. Moja opowieśc to mało, ale jeśli czytasz te słowa już wiesz, że nie możesz iśc za tą boskością - przyprawiłaby ona o szaleństwo śpiocha z Ryloh. Załączam więc jedynie ten obraz, jako świadectwo, że mój mózg jeszcze jest na właściwym miejscu.



------------------------------------------------------------------------
(pochodzi on od pana vmaximus z deviantarta. Polecam, takoż też jego stronę łeb)
 

Ostatnio edytowane przez Miriander : 01-03-2009 o 00:03.
Miriander jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

« Początek | Pomocy! »


Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168