| Kacper Przystanął i poprawił pas skryty pod obszernym płaszczem. Ciężki nóż, czy może raczej sztylet zatknięty zań wyraznie ściągał go w dół, co niezmiernie irytowało mężczyznę.
Wpatrzony w cichy i ciemny budynek postąpił parę kroków w przód i zaklął brzydko wstępując w większą od innych kałużę. Bo to CHYBA była kałuża pełna rozmiękłego od siąpającego deszczu BŁOCKA.
A przynajmniej miał taką nadzieję.
Ten wypadek i coraz cięższy od mżawki płaszcz pomógł mu w podjęciu decyzji. Na wpół skradając się przemierzył ulicę i rozglądając się na wszystkie strony zbliżył do budynku.
Cicho podszedł do zamkniętej okiennicy i przyłożył do niej ucho. Wstrzymał nawet oddech by nie umknął mu żaden szmer wewnątrz. Jeśli panowałaby cisza miał zamiar nożem delikatnie próbować uchylić okiennicę i zerknąć do pomieszczenia. Chociaż jak sam przyznawał przed sobą słabym punktem jego planu było to, że jeśli w środku panowałaby ciemności, jedyną rzeczą na jaką miałby okazję spojrzeć był czubek jego własnego nosa.
Ale lepszy taki plan niż żaden.
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. |