Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-02-2008, 22:20   #7
sante
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 32 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze
Stolica:


Cassia wybiegła na taras by spojrzeć na panoramę miasta. Piękno tego tętniącego życiem miejsca napawało ją radością. Spoglądała na ludzi, którzy wyglądali jak mrówki z tej wysokości. Wieżowce sięgały chmur, szerokie drogi pozwalały każdemu cywilowi dotrzeć tam gdzie pragnął. Cieszyła się szczęściem każdego z nich. Gdy tak rozmarzona stała oparta o balustradę, z nieba wyłonił się piękny statek. Uwielbiała na niego patrzeć, jego kapitanem był Tom Mantes. Młody, przystojny, inteligentny, uparty, porywczy, dumny kobieciarz, a przy tym wierny sługa rodu królewskiego. Cassia podkochiwała się w tym mężczyźnie, który to osobiście odpowiadał za funkcjonowanie floty królewskiej. Przebywał i osobiście dowodził statkiem klasy Phoenix mark I, wdzięcznie nazwanym „Mariel”. Dziewczynka ożywiła się na myśl, że pewnie jej niczego nieświadomy ukochany zejdzie z pokładu statku i przeprowadzi ogólny przegląd w centrum dowodzenia. Pobiegła, co tchu starczy do centrum dowodzenia. Kiedyś nie wolno było jej tam wchodzić, ale odkąd skończyła 14 lat, miała dostęp do każdego miejsca, w końcu musiała poznać własne państwo. W centrum setki ludzi chadzało w każdą stronę, nosząc sterty papierów, tabletów elektronicznych i innych rzeczy. Na powrót „Mariel”, centrum zareagowało nerwowym ożywieniem. Każdy miał się na baczność, na błędy nie można było sobie pozwolić. Mężczyźni prężyli się by pokazać jak dumni są z swojej funkcji, kobiety natomiast poprawiały włosy, makijaż, ubrania licząc na to, że dowódca raczy tym razem na nie spojrzeć. Tymczasem Tom wyszedł ponury z statku i ruszył szybkim krokiem do swojej prywatnej kwatery. Cassia ruszyła za nim uradowana chwilą, która miała nastąpić. Zapukała do drzwi.
- Czego? – padł zniechęcony głos z środka. Cassia natomiast otworzyła sobie drzwi i weszła do środka. Na stoliku stała do połowy opróżniona butelka whisky i szklanka. Tom spojrzał na dziewczynkę.
- Ah. To ty – na zmęczonej, z kilkudniowym zarostem twarzy, pojawił się drobny uśmiech. Spojrzał zakłopotany na butelkę alkoholu. Od jakiegoś czasu krążyły plotki, ze ma problemu z alkoholem, którego lubił sobie używać po służbie.
- Hej – dziewczynka wyprostowała się, uśmiechnęła się szczerze i splotła dłonie za plecami. – Przyszłam cię odwiedzić, wiesz, że skończyła 14 lat? – zagadnęła wesoło. W tym momencie z sąsiedniego pomieszczenia weszła ładna, blond-włosa kobieta, w samej koszuli, sięgającej do połowy ud. Widok dziewczynki ją zdezorientował, toteż stanęła w miejscu.
- Elizabeth to Cassia. Cassia to Elizabeth. – dziewczynka spojrzała na kobietę. Domyślała się, że to jedna z wielu kobiet, które próbują swoim wdziękiem zdobyć serce Toma. Zapewne była z „Mariel” bo tam najłatwiej poznać dowódcę.
- Witaj. Jestem koleżanką Toma, mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłam w czymś ważnym – podała dziewczynce przyjaźnie dłoń, na co zresztą Cassia odpowiedziała tym samym
- Miło mi cię poznać – odpowiedziała kobiecie i odwróciła się w stronę Mantesa
- Skończyłam 14 lat i jak prawo każe mam rozpocząć swoją naukę. Za nauczyciela wybieram sobie ciebie, chcę byś ty mi pokazał świat z własnej perspektywy. –
Tom znieruchomiał, z twarzy znikł mu uśmiech. Nie wiedział, co odpowiedzieć, nie chciał nikim się zajmować, a co dopiero 14 letnim dzieckiem.
- Wybacz, ale to chyba zły pomysł. Z tego, co mi wiadomo, wiele się w najbliższych latach lub miesiącach, może stać. Niebezpiecznie będzie, a na to, ani ja, ani twój ojciec przyzwolić nie możemy. – nalał sobie trunku do szklanki i pochłoną zawartość jednym haustem.
- Jesteś najwierniejszym poddanym mego ojca, umiesz znaleźć posłuch u ludzi, potrafisz dowodzić, znasz się na polityce. Chcę ciebie i nie przyjmuję odmowy – odparła groźnie. Znała swój status społeczny i nie wahała się z niego korzystać. Natomiast Tom z niechęcią pokręcił głową. Musiał jej ulec.
- Zgoda
Cassia się uśmiechnęła i opuściła pomieszczenie.


"Mariel"
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 02-02-2008 o 01:07.
sante jest offline