| Weronika wyraźnie już znudzona siedziała przy stoliku. Wpatrywała się w skrawek nieba widoczny przez okno w zamku.
- Czemuż to tak zacna panienka siedzi samotnie przy stole? Może mógłbym dotrzymać towarzystwa tak pięknej istocie?
- Jeśli chcesz, to proszę bardzo, a ja się w tym czasie przejdę.
Chłopak najwyraźniej nie zrozumiał aluzji. Weronika westchnęła. Wstała, ale nie miała najmniejszej ochoty się stąd ruszać. Usiadła i nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w stojący niedaleko kielich z winem. Głód... Nie miała ochoty na jedzenie, ale ten uciążliwy głód doskwierał jej coraz bardziej. Rzuciła okiem na nudnego młodzieńca, opowiadającego o swoim majątku i zrozumiała. Czerwone wino w poruszonym przez kogoś kielichu poruszyło się jak krew pulsująca w żyłach. Słodka, gęsta krew... Łagodząca głód i pragnienie... Nie. Z trudem odrzuciła od siebie te myśli i zaczęła przyglądać się swoim paznokciom, dając chłopakowi wyraźnie do zrozumienia, że ma go dość. Chyba się przedstawiał, ale umknęło to uwadze szlachcianki.
- Witaj Weroniko.
Odwróciła się. Starała się ukryć wyraźne zaskoczenie na widok nieznajomego. Uważnie przyjrzała mu się swoimi błękitnymi oczami. Mogłaby przysiąc, że widzi go po raz pierwszy. Z łatwością też stwierdziła, że jest on o wiele przystojniejszy od chłopaka który siedział obok niej.
- Wiem, że nasze ostatnie spotkanie nie zakończyło się zbyt przyjemnie, ale mam nadzieje, że nie żywisz do mnie urazy. I wciąż wierze, że zechcesz zaszczycić mnie tańcem.
Weronika momentalnie zaskoczyła.
- Czemuż dalej miałabym się gniewać? Zostawmy za sobą to, co było.
Weronika wstała i podała młodzieńcowi dłoń do tańca. Zwróciła się jeszcze do szlachcica, który oburzony nie wiedział co powiedzieć.
- Wybacz, może kiedy indziej dokończymy tę... - nie mogła się powstrzymać. Ziewnęła, zasłaniając twarz dłonią. - interesującą konwersację. - Chłopak raczej nie był zbyt bystry, bo najwyraźniej nie zrozumiał wyraźnej aluzji.
Zagrała muzyka, a Weronika zakręciła się w tańcu. Włosy owiewały jej bladą twarz.
Nieznajomy doskonale prowadził.
- Dziękuję za ratunek. Myślałam, że nigdy się od niego nie uwolnię. - zaczęła po chwili z wesołym uśmiechem na twarzy. - Jak ci na imię? No i skąd wiesz, jak się nazywam? - zapytała, nie przerywając tańca. Jeżeli młodzieniec chciał ją zaintrygować, to mu się na pewno udało.
__________________ Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba to tylko zrozumieć...
// Maria Skłodowska-Curie |