Wątek: Nova 0
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-04-2010, 02:35   #7
Ra6nar
 
Ra6nar's Avatar
 
Cyrus Parker

- No co to kurwa jest?! Dlaczego to cholerstwo nie działa? - Twoje zdenerwowanie sięgało zenitu. Byłeś tak ostro wkurzony...nie czekaj - wkurwiony, że gdyby drzwi nie były rzeczą martwą, tylko w jakiś sposób spersonalizowałyby się pod postacią żywej osoby, to właśnie teraz straciłyby życie ginąc z Twojej ręki. Czym prędzej dałeś znać Marvell'owi:
- Kurwa, Marvell, nie działają! Nadzorca nic nie wykrywa, a mimo to się nie otwierają! Po tak krótkim, ale jakże wymownym sprawozdaniu, postanowiłeś się nie bawić w BHP. Marvell z nieznanego Ci powodu milczał. Wysunąłeś mały śrubokręt z rękawicy inżynierskiej i nie bawiąc się w odkręcanie wszystkich śrubek, a jedynie dwóch u góry, podważyłeś nim delikatnie pokrywę czytnika chipów dostępu umieszczonego w panelu. Wiedziałeś, że zaraz udowodnisz swoim 'współwięźniom' z ładowni, że naprawdę mają tu najlepszych specjalistów. Spośród olbrzymiego węzła kabli (a prawie każdy w innym kolorze lub odcieniu), wyciągnąłeś dwa. Skorzystałeś ponownie z rękawicy inżynierskiej i dobyłeś lekkiej piłki plazmowej, za pomocą której sprawnie przeciąłeś dwa kabelki, a następnie doprowadziłeś do zwarcia. Drzwi natychmiast rozsunęły się, by po jednej sekundzie z ogromnym łomotem zatrzasnąć się ponownie. Twój uśmiech nie zdążył jeszcze zniknąć z twarzy po reakcji na ich otwarcie...Drzwi łomotały jak oszalałe, raz w jedną raz w drugą stronę, a robiły to z taką częstotliwością, że gdyby wpuścić między nie człowieka to zadziałały by mniej więcej jak maszynka do mięsa. Nie traciłeś głowy, bowiem Twój plan w mniejszym lub większym stopniu się powiódł, a bardzo lubiłeś gdy tak się działo. Każde rozwiązanie problemu w sposób niekonwencjonalny było dla Ciebie jak rozwiązanie super-trudnego zadania z matematyki dla ucznia podstawówki. By uniknąć wszelkich pretensji towarzyszy odnośnie 'czemu nie zrobiłeś tego od razu bla bla bla', jak sformułowałeś to w myślach, rzuciłeś do nich:
- Spróbowałem wywołać zwarcie, które nie ma racji działania dopóki drzwi nie są aktywne, skoro więc aktywowały się nie chcąc się otworzyć wpadłem na to... - wskazałeś dwa stykające kabelki, które syczały teraz wesoło podrygując i puszczając złote iskierki. - ... tak czy inaczej nie wyjdziemy jak widać - zrobiłeś kwaśną minę - no chyba, że są chętni - wskazałeś wymownie na oszalałe drzwi. Twój palec ponownie nacisnął mikro urządzenie w uchu i znów próbowałeś się połączyć z Marvell'em. Usłyszałeś coś jak szept, ale odbiór nie był czysty:
- Hej..Ej, Cy---s, nie pr---e stamtą- sp----dalać, pod za----m ----em. Sie---ie g-----e -----i---e. - nerwowe sapanie przerywane szumami - Ni--- --m ----o ----o---i a--- n---- p----o---ba mi ---e-- ---t----
Totalnie nie wiedziałeś o co chodzi ale po chwili usłyszałeś kolejne zdanie, tym razem nie rozumiejąc już ani jednego słowa...

John

Miałeś sen. Wszędzie ciemność i pięć sylwetek...Tak! To byłeś Ty i czterech spośród sześciu pozostałych uwięzionych w ładowni. Była Inez, to wiedziałeś na sto procent, od razu ją rozpoznałeś, mimo, że wszystkie postaci były lekko rozmazane a krawędzie ich sylwetek poruszały się jak gdyby ich obraz znajdował się pod wodą. Cyrus, ten inżynier, Bob i Derek...A gdzie Ci szeregowi? Po chwili Inez zniknęła...i zostało Was tylko czterech. Potem zniknął Derek a Bob odwrócił się w Twoją stronę...Patrzył na Ciebie tak jak lekarz patrzy na pacjenta, dla którego nie ma już nadziei. Po chwili także i on rozpłynął się w powietrzu i został tylko Cyrus. Patrzył na Ciebie przeszywającym wzrokiem pełnym nienawiści i pretensji. Pociłeś się zimnym potem. Dyszałeś ciężko, Cyrus ruszył w Twoją stronę z rękawicy wydobywając piłkę plazmową. Tnący strumień z charakterystycznym warkotem uformował ostrze a Cyrus skierował je w Twoją stronę. Podniosłeś się i zlękniony zacząłeś szukać wyjścia...ale jak to? Gdzie ma być wyjście z pomieszczenia które składa się z nicości...przecież wszędzie jest tylko ciemność. Obróciłeś się za siebie i ujrzałeś szyb wentylacyjny. Cyrus widząc to ruszył w Twoim kierunku i z zamachem wykonał cios niebezpiecznym narzędziem. Uchyliłeś się i krata kanału wentylacyjnego została ucięta jednym sprawnym machnięciem plazmowego ostrza. Wskoczyłeś tam...nie! Ty tam wefrunąłeś...Z wnętrza szybu dobiegł Cię krzyk...potężny, przenikliwy i zadający ból...

Otworzyłeś oczy!

Koniec koszmaru, byłeś przytomny...tak, na pewno byłeś przytomny. Nad Tobą twarz pięknej kobiety i Boba, tego doktora. Dzięki Bogu - szepnąłeś i odetchnąłeś ciężko...Wciąż chodził Ci po głowie ten sen...okropny sen, w Twojej głowie wciąż pojawiał się ten okropny motyw z Cyrusem i to jak próbowałeś ucieczki kanałem wentylacyjnym...

Bob

Za pomocą kawałka materiału sprawnie zatamowałeś krwawienie z głowy. Wiedziałeś jednak, że będziesz potrzebował czystego bandaża, żeby wszystko działało tak jak miało zadziałać. Czułeś pewną presję związaną z czasem i okolicznościami w jakich doszło do wypadku, ale pomimo to byłeś nieziemsko spokojny jak na profesjonalistę przystało. Byłeś spokojny ale jednocześnie szybki w swoich działaniach i myśleniu. Skrzynia - powiedziałeś do siebie patrząc na metalową skrzynkę, przy której jeszcze niedawno majstrował ten medyk z Marines. Podszedłeś tam i od razu znalazłeś bandaże. Chwyciłeś jedno z opakowań i sprawnym ruchem rozerwałeś je. Wziąwszy bandaż wróciłeś do potrzebującego i fachowo obwiązałeś jego głowę. Chłopak niesamowicie się pocił a gałki jego oczu szalały jak to zazwyczaj miało miejsce w fazie snu zwanej REM (Rapid Eye Movement) związanej z doznaniem intensywnego marzenia sennego. Troszkę Cię to zdziwiło, gdyż zazwyczaj miało to miejsce dopiero w 3,4 godzinie snu ale możliwe, że moc uderzenia spowodowała pewne zaburzenia i nienaturalne reakcje mózgu. Nie było teraz czasu by się nad tym zastanawiać. Założyłeś bandaż i uśmiechnąłeś się szczerze do Inez, dziękując jej tym samym za pomoc w opatrzeniu 'współuwięzionego'.

Derek

Wstałeś i pomacałeś się po uchu. Nie wystąpiło krwawienie, tylko cholernie piekło. Nic to. Słuchałeś rozmowy inżyniera, potem obserwowałeś jak majstrował przy drzwiach, coś tam kombinował przy tym panelu, następnie rozwalił jakiś kabel czy dwa. Pod ścianą składali do kupy tego informatyka, któremu klucz francuski spadł na łeb. Twoją pierwszą myślą było, żeby im pomóc, ale to był tylko odruch związany z Twoim zawodem. Przecież ten doktorek, Bob już się za to wziął, a piękna pani kapral przytrzymuje dzielnie głowę pacjenta. Dziwny i mimowolny uśmiech rzucił Ci się na twarz gdy porównałeś tą sytuację do przypadków, z jakimi przyszło Ci się podczas Twojej kariery zmierzyć. Facet, który wpadł pod maszynerię na stacji wiertniczej na "Ziemiance"...chociażby to...Gość stracił...nie stracił tułowia i głowy. Darł się jak opętany. Żyje i ma się dobrze, udało Ci się go wtedy poskładać. Wszystkie kończyny - nowoczesne implanty z tytanu. Taaaaaak.

Inez

Cyrus obrócił się w Twoją stronę i wyglądał na zadowolonego. Po chwili jednak znów wrócił do majstrowania przy drzwiach, co oznaczało, że operacja 'sezamie otwórz się' zakończyła się porażką. Podbiegłaś z powrotem do nieprzytomnego informatyka i podczas gdy Bob szukał bandaży w skrzyni, Ty przytrzymałaś kawałek materiału na jego głowie, tak by się nie zsuwał. John chyba śnił, jego usta lekko się poruszały. Nie wypowiadał żadnych słów ale poruszał ustami tak, że rozpoznałaś niektóre słowa. Jednym z nich było...Twoje imię, a jak się po chwili okazało również i imiona Twoich towarzyszy. Wszystkich z wyjątkiem Twoich podwładnych, szeregowych Cash'a i Stein'a. John pocił się jakby był topniejącym bałwanem ze śniegu. Bob wrócił szybko i profesjonalnie założył bandaż w miejsce krwawienia. Uśmiechnął się do Ciebie, co odebrałaś jako nieznaczną, ale zawsze, pomoc. Wtedy John się obudził dysząc ciężko...
 
Ra6nar jest offline