Wątek: Cena Życia II
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-09-2010, 02:30   #7
Hesus
 
Hesus's Avatar
 
Po prawdzie to nie musiał wstawać tak wcześnie, miał dzisiaj drugą zmianę i spokojnie mógł pospać do tej dziewiątej, dziesiątej. Mimo wszystko obudził się zanim zadzwonił budzik. Potarł zaspaną twarz i wsunął zmarznięte stopy w ciepłe kapcie. Pomaszerował do łazienki. Przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze i przyczesał wilgotną dłonią lekko już szpakowate włosy. Był mocnej budowy, nie atletycznej, ot kawał masy mięśniowej obłożonej odpowiednią ilością tkanki tłuszczowej. Wypuścił powietrze z płuc i pochylił się aby wziąć szczoteczkę.

Radio nie grało, telewizja nie nadawała, telefon milczał a Mark dopijał kawę. Drobny niepokój wkradał się jego myśli. Rozważał jakie kroki podjąć. Nie było sensu panikować, ot chwilowa awaria jakich wiele w tym odciętym od świata miasteczku, ale z drugiej strony co jeśli… ?
Wstrząsające informację sprzed kilku lat, które obiegły całą Amerykę dotarły i tutaj. Na szczęście tylko w postaci newsów. Mimo wszystko czarne myśli dobijały się do drzwi jego świadomości jak uparty domokrążca. Postanowił empirycznie dowieść jak niedorzeczne były to domysły. Uda się najpierw do sklepiku Boba Sandersa , ten miał zawsze najświeższe informację a w ostateczności do knajpy u Ronyego.
Narzucił na siebie typowe jak dla niego ubranie, flanelowa koszula, spodnie z pokaźną liczbą kieszeni. W szafie panował idealny porządek, rząd wyprasowanych koszul, poskładane w kosteczkę t-shirty. Pomyślałby kto, że widać tutaj kobiecą rękę, ale nic bardziej mylnego. Od śmierci matki jakieś 20 lat temu nie postawiła w tym domu nogi żadna przedstawicielka płci pięknej. Nauczył się sam dbać o porządek a z żadną kobietą już od bardzo dawna nie zamienił nawet słowa nie mówiąc już o zapraszaniu którejś do domu, niedorzeczność. Gdzie leżała przyczyna takiego stanu rzeczy nie wiedział nawet on sam, ale pogodził się z faktem, że delikatnie mówiąc nie najlepiej czuje się w ich towarzystwie. Kiedyś jeszcze próbował przełamać ten opór, ale wystawiał się tylko na śmieszność uciekając w panice lub doznając nagłego ataku duszności. Teraz już nawet kumple z pracy opatrzyli sobie już tą jego dziwna przypadłość i darowali sobie dowcipy na ten temat. Poza tym był cenionym fachowcem, można powiedzieć guru wśród pracowników miejscowego tartaku. Jeśli coś było niemożliwe do naprawienia wzywano Marka a ten już po swojemu załatwiał problem. Pan złota rączka jak mawiano, złota bo i zarobki poprawiały mu się z roku na rok. Widać kierownictwo firmy doceniało jego skuteczność, nie było co narzekać.

Skończył wiązać wysokie buciory, narzucił ciepła kurtkę naciągnął na głowę nieodzowną czapkę i przekroczył próg domostwa. Nie padało i nie zapowiadało się na deszcz, ruszył energicznym krokiem po podjeździe kiedy dostrzegł zmierzającego w jego kierunku Toma. Nie zdążył zareagować ba, nie zdążył nawet wyciągnąć rąk z kieszeni kiedy ten zniknął za drzwiami jego domu. Wypadki toczyły się zbyt szybko, żeby Mark mógł ogarnąć całą sytuację. Wojskowy Hummer stał już na przeciwko a z jego wnętrza wychodził żołnierz. Koszmar stawał się rzeczywistością.

Wirus X, Thomas. To nie możliwe – niedowierzanie przeradzało się w bezradność.
-Panowie, to chyba pomyłka – Powiedział rozkładając ręce. Sam nie wierzył w swoje słowa, ale nie mógł tak po prostu skazać przyjaciela mimo, że wiedział, że gdyby to była prawda to..., zresztą nie miało to znaczenia, podświadomie wiedział, że wypadki potoczą się tak, że nie będzie miał na nie żadnego wpływu. Prawdopodobnie wjadą mu do domu i wyciągną biednego Thomasa na zewnątrz. Pytanie co dalej, co dalej z nim?
Sytuacja nabrała nowego wymiaru kiedy czarny Land Rover zatrzymał się tuż obok opancerzonego pojazdu. Przyciemniana szyba opuszczała się powoli.
 
__________________
Nikt nie jest nieśmiertelny.ODWAGI!
Hesus jest offline