Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-12-2010, 16:54   #5
Morior
 
Adam uważnie słuchał poleceń załogi. W końcu wyskoczył z bombowca, nie było to łatwe zadanie. Samolotem trzęsło, ale zdecydowano, że to dobry czas by wykonać skok. Adam nie chciał dyskutować, po prosu skoczył. W powietrzu rozglądał się, ale widział wszędzie tylko białą powłokę śniegu oraz lecących niżej towarzyszy. W końcu wylądował na nogi. Dopiero wtedy tak naprawdę poczuł chłód, jaki na nieszczęście będzie mu towarzyszyć przez większość misji. Szybko wyruszył z innymi w kierunku wskazanym przez ludzi z samolotu. Szedł i oglądał piękne widoki. Dookoła tylko biały puch i niebo ponad horyzontem. Było cicho, słychać było tylko skrzypienie śniegu pod nogami załogi. Wreszcie doszedł do dziwnego włazu. Przez chwilę nic nie mówił tylko obserwował pokerowe twarze towarzyszy. Jeden z nich imieniem Mathias wzdrygnął się. -Co się stało? Spytał. Jednak Johansen upierał się, że nic... Dębski zrezygnował z dalszych pytań. - Jeśli nic, to nic... Pomyślał, przecież gdyby Mathias wzdrygnął się z jakiegoś ważnego powodu, na pewno powiedziałby o tym. Johansen otworzył właz i jako pierwszy wszedł do środka. Adam po drabince zszedł przedostatni. W środku panowała tak niezmącona cisza, że wcale nie było to dobrym znakiem. Adam wyciągnął Thompsona i przyszykował się do strzału. Szedł i oglądał się w tył i na boki. Szli dłuższy czas. Ciszę przerwał odgłos dartego materiału. Gdy zorientował się, że to jego towarzysz podarł flagę podniósł rękę, by gestykulując udzielić pouczenia. -Teraz będą mieli niepodważalny dowód, że ktoś tu był - pomyślał. Machnął jednak ręką i darował sobie uwagi. Adam zamyślił się, po chwili zobaczył, że wszyscy go już wyprzedzili i został w tyle. Złapał za srebrny krzyżyk, który miał na szyi i odmówił szybko modlitwę. Gdy skończył pobiegł wgłąb korytarza do towarzyszy.
 
Morior jest offline