Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-12-2010, 19:23   #9
Arsene
 
Arsene's Avatar
 
Grupa aliantów zwróciła się ku oświetlonej części bunkra, zapewne podświadomie odrzucając drogę w mrok. Zrywana ze ściany swastyka poddała się bez większych problemów. Dalej w korytarzu nie było już więcej jakichkolwiek śladów działalności nazistów. Brak tabliczek, drogowskazów, map czy flag budził u dowódcy pewien niepokój. Lampy na suficie, podłoga z krat, która trzeszczała pod nogami - to wszystko wyglądało tak jak w innych bunkrach rakietowych oraz ośrodkach badawczych. Żołnierze szli od rogu do rogu, od zakrętu do zakrętu, aż wreszcie dotarli do grubych, stalowych drzwi. Nie były one jednak zamknięte, leżały wyważone od środka. Za nimi znajdowało się pokaźne pomieszczenie. Alianci weszli do środka. Kilka biurek, krzeseł, masa dokumentów, radiostacje - jak to w bunkrach. Z rogu dochodziło ciche skomlenie. Pierwszy dostrzegł jego źródło Kingstone. Był to skulony i jakby wciśnięty w róg niemiecki żołnierz. Młody, z krótkimi i ciemnymi włosami, na jego twarzy malowało się niemałe przerażenie. Wciskał się w róg pomieszczenia, chcąc zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Spojrzał na stojących nad nim aliantów, lecz jego wzrok uciekł po chwili gdzieś za nich. Dębski odwrócił się i z jego ust wyrwało się nagłe "Kurwa!"". Podskoczył i cofnął się o kilka kroków. Żołnierze, których uwagę przykuł wyraźnie młody niemiecki jeniec nie zauważyli pewnego małego szczegółu, który odróżniał to pomieszczenie od tych, jakie znajdują się w innych bunkrach, pewnie w całej Europie.

Przy ścianie stał, a jak się okazało po minięciu szoku - wisiał - nazistowski oficer. SS mann miał rozłożone ręce i nogi, niczym człowiek wpisany w koło i kwadrat według DaVinci. Jego blada twarz spoglądała przed siebie. Nie można było jednak stwierdzić jakiego koloru miał oczy, bowiem z oczodołów wystawały druty kolczaste, które znikały gdzieś w okolicach kości policzkowych. Całe ciało przeszyte było metalową liną zaplataną zwykle w zasieki. Nikt nawet nie potrafił sobie wcześniej wyobrazić czegoś takiego. Stal przechodziła od ściany, przez ręce, klatkę piersiową, twarz i nogi zupełnie tak, jakby oficer był do kamiennej ściany przyszyty. Na sekundę zapadła tak głucha cisza, że słychać było tylko jęki śmiertelnie wystraszonego młodzika. Od sali prowadziły drewniane drzwi z szybką, zapewne do następnego pomieszczenia lub korytarza. Na ścianie przeciwległej do tej, do której "przyszyty" był SS mann wisiała mapa Antarktydy, lecz bez legendy, bez żadnych napisów. Stos papierów na biurkach w języku niemieckim był nieoznakowany, na teczkach nie było tytułów ani żadnych informacji. Nigdzie w pomieszczeniu nie było krwi, było wręcz nieludzko czysto. Dokumenty poukładane w ładne stosiki, krzesła równo dosunięte do biurek. Tylko ten Niemiec na ścianie ...
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline