Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-04-2011, 23:49   #8
Kerm
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 62319 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Zaułek Nędzarzy.
I jeszcze “Czerwony Karzeł” na dodatek.
Nic dziwnego, że Liam uśmiechał się głupkowato pod swym wielkim kicholem. Pewnie już sobie wyobrażał powitanie, jakie tamtejsza ludność zgotuje komuś z zewnątrz... Całkiem jakby na samym wstępie chciał ich zniechęcić do dalszej współpracy. A Cas dała się poprowadzić niczym baranek na rzeź. Owieczka naiwna...
Ale nie warto było z nią dyskutować - oczarowana kunsztem kulinarnym Malwiny i zapachem jej ciast wpakowała się w tarapaty. Nie pierwszy zresztą raz, chociaż zwykle desery różnego kalibru nie miały na nią aż takiego wpływu.
Cas czasami miała wrażenie, że jej wybranek widzi świat tylko w czarnych barwach. To przecież było oczywiste, że w czwórkę iść nie powinni. Rozdzielając się mogli przeszukać dwa miejsca jednocześnie, dzięki czemu oszczędzali całą masę czasu. W dodatku dwie osoby wyróżniały się z tłumu mniej niż cztery. Tak przynajmniej uważała do chwili, w której wkroczyli do Zaułka Nędzarzy...
Tu Malwina i Liam raczej by się nie wyróżniali. A oni? Jak dwa kwiatki przy kożuchu..
- Przypomnij mi następnym razem, że mam się grzecznie zgadzać tylko na twoje pomysły. - szepnęła cicho.
Michael odpowiedział jej miłym uśmiechem. Pełnym niewiary, jakby chciał powiedzieć “Który to już raz...”
Na szczęście konie zostawili w jednej z napotkanych po drodze gospód.

Przez ostatnie lata Zaułek nieco się zmienił. Niekoniecznie na lepsze.
Kilka ścian jakby nieco zbladło. To były te, które w ogóle kiedyś miały jakieś możliwe do rozróżnienia farby. Dwa domy zniknęły, jakby nigdy ich nie było, zaś sąsiednie jakby się rozrosły, za wszelką cenę chcąc zacerować dziury, jakie powstały w ścianach.
Mieszkańcy, jeśli się zmienili, to tylko pod względem wieku - jedni zniknęli, inni się pojawili. Poza tym wszystko pozostało bez zmian.
W przeciwieństwie do Michaela, Cas straciła swą wrodzoną pogodę ducha tylko na chwilę i to tylko na samym początku ich drogi. Propozycje, zarówno te składane jej towarzyszowi, jak i te kierowane w jej kierunku, niezmiennie wywoływały uśmiech na jej usta. Nie dało się ukryć, że zadbany i przystojny Michael cieszy się sporym zainteresowaniem ulicznych panienek. Jego naturalny wdzięk i uśmiech, choć odpowiadał przecząco, nie zniechęcały kandydatek. Gdyby nie wiedziała, że jest czarnowidzem to by się mogła założyć, że zaczyna się świetnie bawić.

“Czerwony Karzeł”, niezbyt zgodnie z nazwą, górował nad otoczeniem. Ten sam co przed laty szyld powiewał dumnie nad wejściem. Ciut może przyblakły... W dodatku ktoś, zapewne jakiś ulicznik, celnym strzałem z procy podbił karzełkowi oko.
- Powrót do przeszłości - szepnął cicho Michael.
- A zastanawiałam się skąd znasz drogę. - Cas nieco się zdziwiła. Michael nie pasował jej do takiego przybytku. Jednak, jak sama się nieraz przekonała, ludzie bywają zmienni.
- Bywało się to tu, to tam - odparł Michael tonem co najmniej dwuznacznym. - Ale jak się przeżyło spontaniczną reakcję widowni w “Karle”, to już nic człowiekowi nie było straszne.
- No cóż, zatem spawdźmy co nas czeka za progiem owego “Karła”.

Za progiem, jak to w “Karle” zwykle bywało, królował dym. Prócz niego równie licznie choć mniej eterycznie występowały panienki różnych kształtów, panowie w różnych fazach upojenia, tudzież smętny grajek, na którego publika w zasadzie nie zwracała uwagi. Co musiało oznaczać, że nie jest taki zły, bowiem ci, co publiczności zbytnio nadwyrężyli ucho, lądowali w szybkim tempie na ulicy, niekiedy ze szkodą dla drzwi.
Cassiel uwagę swoją, która z początku na tłum zebrany w “Karle” była zwrócona oraz na to jak w takowym tłumie odnaleźć osobę dla szukania której tu przybyli, przeniosła na barda co to umilał swym talentem pobyt gości tegoż przybytku. Młody półelf na szczęśliwego nie wyglądał czemu wcale się nie dziwiła. W głowie dziewczyny już się plan zaczął rodzić jak by tu wspomóc biedaka by swój talent mógł rozwijać w nieco bardziej przystępnym otoczeniu, gdy niespodziewanie przerwano jej owych planów snucie.
Mężczyzna ów albo ślepy był by nie dojrzeć przy jej boku Michaela albo też zbytnio na rozumie ułomny względnie za dużo wlał w siebie tego co tu hojnie rozlewano. Jednakże propozycja jego nie była w stanie zetrzeć uśmiechu z jej ust ani wymazać z pamięci dobrego zachowania, którego ją nauczono. Odpowiedziała więc skinięciem głowy, nie do końca szacunek czy przyjazne uczucia zawierającym jednak również nie na tyle lekceważącym by ewentualną reakcję negatywną spowodować.
- Racz wybaczyć panie, lecz nie dla przyjemności tu przybywamy. Może innym razem. - Ów raz inny nigdy nastąpić co prawda nie miał, nie znaczyło to jednak że o takowym wspomnieć nie mogła. - Niech łaska Sune spłynie na ciebie, miłej zabawy życzę. - Obdarowała Leondarda nieco wymuszonym uśmiechem po czym przysunęła się bliżej swego towarzysza. - Ten bard mi się podoba, Michaelu. Jak myślisz? Warto mu czas poświęcić?
Mężczyzna wydawał się mocno zaskoczony tym co usłyszał od Cassiel. Szybko jednak odzyskał pewność siebie i uśmiechnął się paskudnie, w sposób w jaki uśmiechają się jedynie najbardziej parszywe typy spod ciemnej gwiazdy. Pewności siebie dodawali mu kompani, a także - co Cassiel i Michael dostrzegli dopiero teraz - pół-ork ochroniarz, oddalony o dwa-trzy metry.
- Pani raczy nie rozumieć - stwierdził. - W tym miejscu moja prośba jest rozkazem. A więc jak będzie?
Cassiel nieco zirytowana, że się jej przerywa gdy właśnie z Michaelem rozmowę zaczęła, odwróciła twarz w kierunku pyszałka.
- Pan zdecydowanie raczy nie rozumieć - zaczęła powtarzając jego słowa. - Skoro rzekłam iż nie dla przyjemności me stopy przekroczyły próg tego przybytku, tedy najwyraźniej tak właśnie sprawy się mają. Poszukaj innej dziewki, która z radością swe względy ci okaże, a mnie racz w spokoju zostawić o ile chcesz w przyszłości łaskami Sune się cieszyć.
Michael w tym czasie zastanawiał się, jak niewiele trzeba, by ciekawie zapowiadający się dzień stał się jeszcze ciekawszy.
Uwag Cassiel było Leonardowi za dużo, jego twarz zrobiła się nieprzyjemnie czerwona. Jego ręce zmierzały już w stronę rąk Cassiel, gdy ku waszemu zaskoczeniu podszedł do niego pół-orczy ochroniarz, które szepnął mu coś na ucho. Zbir zatrzymał się w połowie, spojrzał oburzony na pół-orczego ochroniarza, jednak ręce cofnął, ku rozczarowaniu tłumu, który zebrał się w wokół was - licząc zapewne na bijatykę.
- Jeszcze tego pożałujesz... kapłaneczko - rzucił, po czym lekko popchnąwszy Michaela opuścił z swoimi towarzyszami “Karła”.
Michael nie przesunął się nawet o pół kroku. Odprowadził Leonarda wzrokiem, po czym zwrócił się do ochroniarza.
- Dziękuję bardzo - powiedział. Mijając się ciut z prawdą. Może mała awantura rozładowałaby atmosferę. - Czy będzie komuś przeszkadzać, jeśli porozmawiamy z tym bardem? - spytał.
Nikt nie zaprotestował, ani nie skomentował pytania Michaela. Po prawdzie to niewiele osób je słyszało. Większość towarzystwa, które obserwowała zajście z Leonardem wróciła do picia piwa, obmacywania dziewek i innych, bardziej interesujących, rzeczy.
Tymczasem bard skończył śpiewać. Nikt oprócz Cassiel i Michaela nie zwrócił na to uwagi. Wolno podeszli pod scenę. Pół-elf był wysoki, bardzo młody i przeraźliwie chudy. Długie blond włosy opadały na ramiona. Mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Zamyślony i zajęty pakowaniem lutni nie zauważył kapłanki i barda.
Serce Cas ścisnęło się z żalu na widok młodziana. Biedaczysko wyglądał tak mizernie, że żal było patrzyć.
- Przepraszam czy mogę zająć chwilę? - zapytała, podchodząc nieco bliżej i usta w przyjazny uśmiech układając.
Michael został odrobinę z tyłu, by umożliwić bardowi nieco większą swobodę wypowiedzi.
- Oczywiście, o piękna - odpowiedział bard - choć nie wiem w czym mógłbym ci pomóc.
 
Kerm jest offline