Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-11-2011, 11:59   #5
Cartobligante
 
Reputacja: 25 Cartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodze
Swój kolejny etap magicznego przyuczenia, wędrówką pospolicie w kręgach kolegium zwany, Reiter zaczął od powozu. Dobrze przykazania swego mistrza Wendorfera pamiętając, z oddaniem przysiągł Kolegium Światłości bronić i czarów moc przyswajać sobie i ze ścieżki światła nie schodzić.

Przyszło młodzieńcowi w niepogodę straszną zarabiać pierwsze monety na opłacanie swych nauk do Magisterskiego egzaminu, jednak może właśnie z podniecenia i pierwszej pracy, deszcz wydawał się mu wcale nie przeszkadzać. Jedno tylko w całej tej niepogodzie Allardowi nadwyraz przeszkadzało, co wprawiało go w lekkie zdenerwowanie i niepokój jaki łatwo poznać po nim było. Powodem tego brak jakichkolwiek promieni słonecznych, które w żaden sposób nie potrafiły przebić się przez czarna powłokę skłębionych purpurowych chmur był, jednak tego nikt ocenić nie mógł. Z upragnieniem czekał jakiegoś schronienia, gdzie najmniejszy promień rozświetliłby ciemności wiszące nad Reikwaldem, a szczególnie nad Stromdorfem, zdającym się być epicentrum tego zjawiska niepogody.

Przez tydzień drogi Reiter nie odzywał się za wiele, tylko gdy wóz grzęzł w wypełnionych błotem koleinach traktu, żwawo pomagał kompanom. Pozostały czas młody wędrowiec przyglądał się swoim towarzyszom. Przysłuchiwał się im rozmowom, a głos zabierał wyłącznie będąc o coś wyraźnie zapytany. Wyczuwał bowiem swego rodzaju nieufność bojącą od towarzyszy, a jej powodem zapewne stał się jego oręż- kij gładki, i długi niemal osiągający całą wysokość adepta. Zdobiony był na środku, dla innych zdających się być dziwnym, znakiem węża. Nieczęsto Allard objawiał go ciekawskim oczom, gdyż znajdował się on dokładnie na środku kija, w miejscu gdzie chłopak zazwyczaj go trzymał.

Wołania strażnika oderwały Allarda Reitera od myśli nad misją, gdyż obcy głos o późnej porze zwiastował bliskość celu. Nie zauważył przez to jak wóz zatrzymał się nad rwącą rzeką, a koń niepewnie podnosił kopyta, instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo. Allard spojrzał w dół na podmyte koryto i wartki potok, gdy poganiany biczem koń ostrożnie stąpał po pomoście.

Uczeń widząc w oddali cień miasta wyraźnie odczuł ulgę. Wyciągnął zaraz jaką chustę ze swojego plecaka, i owinął nią kij i zawiązał bezpieczny supeł na jego środku, maskując tym samym znak przed ciekawskimi oczyma.
Wodny grom przepełniony był gawiedzią wszelkiej maści. Cóż to się dziwić było, w taką pogodę tylko rozgrzewający kufel grzanego piwa uchronić mógł strudzonych od przeziębienia. Zaraz tez zamówił sobie pokój, jaką strawę ciepłą, i gorąca kąpiel, na rozgrzanie.

Gdy już się oporządził, przebrał rzeczy i rozwiesił, by wysuszyły się. Wyciągnął jedną ze swych łojowych świec i odpalił knocik, stawiając ją na świeczniku w centralnym miejscu pokoju. Płomyk rozświetlił pokój nieco bardziej niż zwykła świeczka, i zwiewnie balansował na czarnym knotku. Zdawało się, że jego czubek niczym magnes, z lekka tylko, ale jednak, zwraca się ku Reiterowi, gdy ten rozpakowywał swoje rzeczy. Gdy skończył, spoglądnął przez okno i westchnął. „W końcu wolny, bez rózg i ciężkiej pracy, bez godzin dłużących się w dormitoriach nad księgami. Oby pokój i światłość rozjaśniła to miejsce.” Po tych myślach, ułożył sie wygodnie i zasnął.
 
__________________
Niechaj stanie się Światłość.
Cartobligante jest offline