Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-12-2011, 09:59   #10
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 14597 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Spokojny wieczór, a później noc, oczywiście nie patrząc na deszcze i burze, pozwoliły się solidnie zrelaksować Albrechtowi. Ubrał podeschnięte ubrania, przeciągnął się i z zadowoleniem zszedł na dół do karczmy. Tam po już po chwili zajął się napychaniem swego żołądka tutejszymi specjałami. Czas zająć się zadaniem, kilka standardowych pytań i odpowiedzi pozwoliło niewiele zorientować się w sytuacji. Dowiedział się jedynie, że przyjechał z węglem i nie nocował tu tylko w „Garnku Do Duszenia”. Tam więc też postanowił się z resztą udać. Jak postanowili, tak też po zakończonym posiłku zrobili.

Poza Ygritte wszyscy weszli do środka próbując korzystając z rozmowy z
gospodynią zdobyć jakiś trop.

***

Julian z ciekawością przyglądał się niziołce. U niego ta rasa była prawie nieznana. Jedyne co o nich wiedział, prócz tego że są lichego wzrostu, to to że są doskonałymi kucharzami.
- Mięciutka baraninka brzmi bardzo kusząca ma damme petite. - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Co do napitku, to jestem pewien, iż dobierzesz coś stosownego. Wyglądasz na prawdziwą smakoszkę.
- Ja również bym reflektował na to co polecisz. Chętnie spróbuję jakiego tutejszego specjału– wtrącił Albrecht.
- Dla mnie tylko coś do picia, na rozgrzewkę. Piwo na przykład - sprecyzował Johann.
Zdawało się, że Bretończyk swobodnie zachowuje się w każdej sytuacji.
- A co do imć Wechslera, to wspomniałaś o jego ochroniarzach. Kranz i Olaf. Co się z nimi stało? Nie szukali swego pryncypała?
- I w ogóle długo tu jeszcze pozostali, po tym jak odszedł? - zaciekawiło von Senderera
- Przepraszam - Johann uśmiechnął się do niziołki - że tak zasypujemy panią pytaniami. Czy mogłaby nam pani wskazać jakiś stół? Zamówimy coś, a pani, madame - Johann zdaje się zaczął nabierać niektórych nawyków Bretończyka - może znalazłaby chwilkę czasu, by z nami porozmawiać?
- Rzeczywiście osaczyliśmy panią strasznie. Wybacz. Byłoby nam jednak niezmiernie miło, gdybyś uraczyła nas swoją osobą i zasiadła z nami, na krótką rozmowę. – Albrecht również szybko się zreflektował.
- Ten - wskazał Julian na stół przy kominku wyręczając gospodynię - Będzie najlepszy, bo najcieplejszy.
Stwierdził i usiadł wygodnie wyciągając nogi w kierunku paleniska.
Zachowuje się jak cham bez wychowania, pomyślał Johann. I to ma zrobić pozytywne wrażenie na właścicielce gospody? Widocznie za długo w tym wojsku przebywał...

Keila wręcz zamilkła, otwierając szeroko oczy, bynajmniej nie z przerażenia, a zaskoczenia tą dziwaczną kompanią. Rozejrzała się po wspólnej izbie, z mnóstwem pustych stołów, najwyraźniej zastanawiając się, czy przypadkiem z niej jeszcze na dodatek nie kpią. Dopiero jak jeden z nich zajął miejsce, uśmiechnęła się znowu, przepychając przez nich.
- Specjały, co? To miód będzie, dobry i rozgrzewający. Żołdacy z baraków bardzo lubią, bo jak im przychodzi stać na warcie to rozgrzewające napoje najbardziej w cenie.
Zakręciła się za barem, gdzie na podwyższeniu mogła sprawiać wrażenie zwykłej ludzkiej kobiety i wlała do kufli ciemnozłoty trunek. Potem znów zawirowała sukienką, stawiając napitek na stole.
- Na baraninę jak mówiłam, poczekać trzeba. Praktycznie nikt o tej porze nie jada, nie takie rzeczy.
Oparła się swobodnie o blat stołu, jej dekolt wystawał trochę, ale stojąc wciąż była od nich wyraźnie niższa.
- Jego pomocnicy tego samego dnia wyjechali, opłacił ich pobyt tak samo jak swój, to nie dopytywałam.
- Wyborny! – rzekł Albrecht posmakowawszy trunku – A byli zdziwieni rano, jak go tu już nie zastali? I czy opuścili później od razu miasto, czy się tu jeszcze kręcili. Doszły Cię jeszcze jakie słuchy o nich? - dodał po czym zaczerpnął kolejnego łyka
Aust-Agder spojrzał sceptycznie wpierw na zawartość kufla, a potem z powątpiewaniem na zachwalającego trunek von Sendenera. Liczył raczej na jakieś wino, a nie trunek z pszczół. Spróbował ostrożnie wpierw powąchawszy. Zamlaskał.
- Ujdzie - stwierdził gdy miód ciepłem rozlał mu się po przełyku. - A co do sprawy. Pamiętasz jaki był wtedy dzień tygodnia?
Von Senderer jedynie sugestywnie zmierzył wzrokiem wojaka, widząc jak podchodzi do trunku. Na pewno w ten sposób nie zdobędą przychylności niziołki.
- Ja również nie jadam o tej porze baraniny - stwierdził Johann - ale taki miód... Przewyborny trunek. I rozgrzewa. Ale i tak smak jest najważniejszy, a temu nic zarzucić nie można. Nie pamiętam, kiedym taki pił.
Chyba nigdy, bo miodów w ogóle nie pijał, jako że nie były popularne w towarzystwie, w jakim zwykle się obracał. Ale tego wszak gospodyni wiedzieć nie musiała.
Pociągnął kolejny łyk, z uznaniem kiwając głową.

Niziołka wzruszyła ramionami, jej pełne ciało poruszyło się przy tym chyba w całości.
- A ja wiem? Klienci jak klienci, wyszli i już nie wrócili, co mnie do tego, czy jeszcze w mieście zostali czy nie. Marktag chyba wtedy był... a może Backertag? Nie pamiętam za dobrze.
- Wspominał może, pan Wechsler oczywiście, czy do domu rusza?
- spytał Johann. - Kupcy to mają do siebie, że po świecie krążyć lubią, jak ptaki prawie. Dobrze by było wiedzieć, czy o swych planach nie wspomniał, bo tak to szukać go jest niczym poszukiwanie igły w stogu siana.
- A może też go kto podejrzany tu szukał? Lub o niego wypytywał? - dopytał żak.
Allard najadłszy się śniadaniem, od proponowanego trunku i strawy odstąpił, lecz zdziwiony brakiem gości zapytał
- Droga Pani, a powiedzcie mi łaskawie, dużo klijenteli bywa tu, w Garnku? Wieczory jeszcze chłodne, jak to wiosną, ale w taką zawieruchę to każdy łyk dobrego piwa w cieple gospody wypije! Wskażesz mi zatem jakichś stałych gości, z którymi słów parę zamienić bym mógł?

Kobieta wzięła się pod boki z naburmuszoną i coraz mniej przyjazną miną.
- A wy co tak o niego wypytujecie, co, chłopcy? Był, załatwił swoje i pojechał, jak zawsze i niezmiennie. Nic nietypowego, jeśli mnie pytać, może prócz tego wczesnego wyjazdu, ale co mnie do tego. A teraz dajcie już z nim spokój, to trzy tygodnie temu było.
Pokręciła głową, jakby mówiła do psocących dzieciaków.
- Najwięcej u mnie stałych z koszar, straży miejskiej znaczy. Niewielu miejscowych innych się tu pojawia, bo mówią, że nudno. Ja im dam, nudno! Tylko by rozrabiali. Straż porządku pilnuje i już. A z innych to tylko obcy, kupcy i w dnie targowe różni się zatrzymują, czasem też ludzie z pobliskich farm.
Johann, w obliczu nieco negatywnej postawy właścicielki, postanowił okazać nieco szczerości.
- Nie brat nam, ni swat - odparł. - Problem w tym jednak, że dwa tygodnie temu powinien był do domu wrócić, a nie wrócił. Oczu za nim jeszcze nie wypłakują, ale są zaniepokojeni, czemu dziwić się trudno. No bo sama pani mówi, że stąd wyjechał. A skoro tam nie dotarł, to gdzieś być musi, tylko nikt nie wie, gdzie.
- Bywają tutaj strażnicy, prawda?
- mówił dalej. - Porozmawiać z nimi byśmy musieli. Może który pamięta, może nie w stronę domu ruszył. A pani strażników zna i wie z pewnością, gdzie ich spotkać można, by natrętnym nie być i w służbie nie przeszkadzać, bo tego nikt nie lubi.
Wzruszyła ramionami, a jej następny uśmiech nie sięgnął oczu.
- Tak jak już mówiłam, wyszedł przed świtem i tyle go widziałam. Przecież nie biegłam za nim do bramy i nie mam nawet pojęcia gdzież ten jego dom się znajduje. A strażnicy w koszarach, tu niedaleko przecież.
Odeszła od ich stolika i zaczęła krzątać się za barem i zerkać do kuchni, skąd wydobywały się już zapachy.

Widząc, że karczmarka gotowa była służyć podróżnym bardziej gościną niż informacją, Allard postanowił udać się do straży przy miejskiej bramie, by rozeznać się w sytuacji. Ciekawiło go także, czy zajęto się już naprawą mostu.
- Chyba tu niewiele więcej się dowiemy - rzekł Albrecht do towarzyszy – Czas się zbierać i szukać tropu gdzie indziej, może u straży. Kto, jak kto, ale oni powinni coś wiedzieć.
Albrecht ubiegł jednak myśli chłopaka słowami, więc przytaknął głową ze zrozumieniem. - Też tak sądzę Albrechcie! Udamy się razem, czy podzielimy? Chętnie sprawdzę co się dzieje na moście, z pewnością strażnicy widzieli jak ktoś opuszczał miasto!
- Musimy się dowiedzieć - powiedział cicho Johann - czy Wechsler w ogóle opuścił miasto, a jeśli tak, to którą bramą. Inaczej mówiąc, powinniśmy rozpytać strażników, czy go przypadkiem nie widzieli. Szkoda tylko, że nie wiemy dokładnie, jaki to był dzień tygodnia. No i o samym kupcu niewiele możemy powiedzieć, prócz tego, że miał białego osła. To chyba się mogło rzucić w oczy. Julianie - zaproponował - może ty byś się wybrał do koszar? Jako wojak zapewne łatwiej byś się ze strażnikami dogadał.
Karczmarka miała albo bystry wzrok, albo bystre ucho. Widząc, że jej goście stali się markotni i spoglądają na wyjście, znalazła się nagle przy ich stolików.
- Po dziesięć miedziaków od kufla panowie i zapraszam ponownie w moje skromne progi.
Uśmiechnęła się do nich czarująco.

***

Zapłacił za miód tyle ile niziołka sobie zażyczyła. Podszedł do Ygritte, która już na nich czekała i powiedział jej czego się dowiedzieli i co mają zamiar teraz zrobić. Kobieta zdobyła jeszcze jedną informację, którą również się podzieliła, a plan miała taki jak i oni – udać się na rozeznanie pod bramę.
- Julian, to idziesz z nami, czy do koszar? – zwrócił się w
kierunku żołnierza.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 05-12-2011 o 10:20.
AJT jest offline