Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-06-2012, 21:07   #10
baltazar
 
baltazar's Avatar
 
Reputacja: 126 baltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znany
Podróż mijała nad wyraz spokojnie… i leniwie. Krasnolud musiał zmuszać się do powrotu do codziennego wysiłku… podczas ćwiczeń. Musiał wrócić do formy… mięśnie jeszcze nie były w takim stanie jak powinny ale krasnoludzkie ciało goiło się najlepiej z toporem w ręku. Dlatego ćwiczył… i z bronią i bez. Oczywiście kontynuował prowadzenie lekcji czytania i pisania. Miał też czas na partyjkę kart czy łyczek czegoś mocniejszego… podczas zaznajamiania się z innymi pasażerami. Właściwie to tylko Liwiasza nie trawił… i bez ceregieli ostrzegł go przed truciem mu koło ucha o tych swoich rewolucyjnych bzdetach jeżeli ten nie chce stracić zębów.

Tylko od czasu do czasu po głowie chodziły mu myśli na temat tego, czego może od niego chcieć Duregar Haakon. Trochę go to nurtowało… ale raczej przewidywał okazję do przysłużenia się Gildii jakąś misją, a co za tym idzie to i podreperowaniem sobie sakiewki.


Z zadowoleniem zszedł na suchy ląd. Może tej rzece dalece było do niespokojnych wód Morza Północnego po jakich dane mu było żeglować to mimo wszystko lepiej się czuł mając grunt pod nogami. A najlepiej nad głową – w końcu bogowie nie po to stworzyli krasnoludów aby ci na drewienkach śmigali po wodzie… Płomienny z jednoczesną dumą i trwogą przysłuchiwał się jak Erich odczytywał cesarskie obwieszczenie. Z zadowoleniem widział efekty swojej pracy – wozak już potrafił dojść do ładu i składu z czytaniem. Ręce mu natomiast opadały kiedy słuchał co ten „namaszczony” przez Sigmara Karl Frantz wymyślił. – Jak boga kocham kogoś tutaj kobyła kopnęła w czerep i słabuje na umyśle… A komentarz okrasił solidnym charkiem, który wylądował obok buta jakiegoś magazynowego robola.

Nadrzeczna osada to co miała najlepszego do zaoferowania z punktu widzenia Krasnoluda znajdowało się w beczułkach tutaj składowanych albo wypiekało się na tutejszych rożnach… tudzież skwierczało w kociołkach. Dlatego też bez zbędnych ceregieli skierował się do Czarnego Złota na co nie co. Tylko, że nim miał czas nacieszyć się tym „co nie co” Konrad go wywlekł schodząc z drogi braciszkowi… Płomienny nie oponował, mógł przyjąć plan młodzika. Do czasu, kiedy to z nieodległej jeszcze karczmy dobiegł go znajomy głos
- Złodzieje jedni… planują dom zmarłej zielarki ograbić! Wydzierała się pewna znajoma mu dziewoja. Wtedy oczywistym stało się, że dylematy czy iść podsłuchiwać do stodoły czy ostrzec nowego właściciela zielarskiego kantorku. Czy po prostu spuścić łomot zawalidrogom czy angażować stróżów prawa… Ale oczywiście Sylwia miała swoją własną wizję załatwienia tej sprawy… i chyba zamierzała zaangażować w to „praworządnych” klientów Czarnego Złota.

- Gdyby kózka nie skakała to by… w ryj nie dostała! Rzucił do Konrada i ruszył w stronę wejścia do gospody. Czując w kościach co się święci przygotował kastety. Widok jaki zastał w progu już na pierwszy rzut oka pokazywał, że zebrani bardziej byli zainteresowani widowiskiem niż sprawiedliwością… Gomrund jeszcze nie wiedział, czy szło im o rozróbę czy liczyli że tutejsze obwiesie ku radości innych spuszczą manto na gołą żyć nazbyt pyskatej przyjezdnej. A może to było tylko wrażenie odniesione po obserwacji najbliższego stolika z podpitymi flisakami.

Właśnie zakończyła się niczego sobie tyrada na temat niewieściej czci (a właściwie jej braku), profesji i zajęciom jakimi miałby rzekomo oddawać się Sylwia kiedy w lokalnym środowisku postanowił zaistnieć krasnolud. A właściwie jego gorączka o tym zadecydowała. To co sądził on o rozumie i rozsądku panny Sauerland nie miało teraz najmniejszego znaczenia… w uszach dźwięczało mu jeszcze coś na temat siwej przechódki spółkującej z mułami ku uciesze wozaków… A nikt nie powinien tak mówić do jego Córuchny! Nikt… nawet jeżeli wykazywała się inteligencją kowadła… Nikt.

Ryknął do starszego Sparrena, wskazując adresata grubym paluchem – Ty furunkule z orczego zada. Lepiej zamknij ryj nim ci go twoją obsraną dupą zawrę… A zresztą… pies cię krzywą kuśką rypał. Wpierdolę ci i tak! Wyłaź na zewnątrz, żeby twoje obszczene strachem porki towarzystwu smaku nie psuły! Co powiedziawszy skinął na niego jakby go zachęcając.
 
baltazar jest offline