Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-06-2012, 16:43   #1
Fenriz
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 29 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
[Lochy i smoki] - Przygoda, przygoda...

Stało się. Przyjaciele postanowili zrealizować pomysł, który męczył ich od dwóch tygodni. Każdy z nich miał dość monotonnego życia w Idlleville i rutyny, która towarzyszyła im na każdym kroku. Pragnęli zobaczyć inne miejsca, poznawać nowych ludzi i nie ludzi też, odkrywać piękne i tajemnicze miejsca i przede wszystkim przeżyć wielką przygodę.

Gdy tylko zapadł zmrok i cała wieś ułożyła się do snu, przyjaciele po kolei wykradali się z domków, by spotkać się na tyłach stodoły Pattisona. Było to ich ulubione miejsce spotkań na skraju wsi, gdzie można było spokojnie porozmawiać, odpocząć i poleniuchować nie zwracając jednocześnie uwagi innych mieszkańców.

Księżyc stał już wysoko, gdy cała grupa zjawiła się na miejscu. W ciemnych ubraniach z plecakami i torbami przerzuconymi przez ramię oraz z bronią u pasa, stali gotowi do drogi.
Dopiero teraz zdali sobie sprawę, że nie ustalili dokąd właściwie chcą iść.
Z jednej strony nie miało to tak naprawę, aż takie wielkiego znaczenia, gdyż dokądkolwiek by się nie udali, mieli szansę doświadczyć i przeżyć coś niesamowitego. Z drugiej jednak strony wszyscy zdawali sobie sprawę, jak ważny jest cel wyprawy i jego wybór może zdecydować o pomyślności wyprawy.
Popatrzyli po sobie, a potem po tak dobrze znanej im okolicy. Mieli kilka możliwości wyboru.
Mogli iść na wschód, by zagłębić się w tajemniczy i potężny bór. Ich rodzice, jak i wszyscy mieszkańcy przestrzegali ich nie raz, żeby nie zapuszczać się zbyt daleko do lasu. Było to ponoć siedlisko potworów i dzikich zwierząt. A ponoć im głębiej w las, tym bardziej stawał się on dziki i nieprzebyty. Z każdym krokiem natura dawała do zrozumienia, że to jej królestwo i nie życzy ona sobie tutaj intruzów. Starsi z wioski mówili także o tajemniczych duchach i zmorach, które tylko czekają na nieostrożnych wędrowców.
Po przeciwnej stronie wznosiły się wręcz niebotyczne i nieprzebyte góry. Skaliste ścieżka, która prowadziła w górę była kręta i dość krótka. Kończyła się siecią niewielkich jaskiń, gdzie mieszkańcy hodowali jadalne grzyby. Co było dalej? Dalej były już tylko skalne urwiska, wąskie półki, i strome zbocza. By pokonać te przeszkody trzeba było nie lada odwagi i umiejętności, wszak najmniejszy błąd mógł skończyć się tragicznie. Na domiar złego, jak mawiali starsi w górach żyje tajemnicze i bardzo niebezpieczne plemię, a także dzikie potwory, które czasami docierały nawet do wioski. Jedynie dziadek Gunter, jak wszyscy nazywali najstarszego mieszkańca wioski, wspominał kiedyś przy ognisku, że za górami rozpościera się rozległa równina na której co i rusz niczym grzyby pod deszczu wyrastają nowe potężne i pełne cudowności miasta.
Można było się też wybrać na północ wzdłuż brzegu rzeki, by dotrzeć do miejsca, gdzie kończy ona swój bieg. Ich nauczyciel, pan Heinrich, na jednej z lekcji mówił, że rzeka płynie przez wiele setek mil. Omija ona szerokim łukiem góry i na końcu wpada do rozległego morza, które jest sto tysięcy razy większe niż jeziorko, jakie znajdowało się w ich wsi.
Można było iść w końcu na południe i podążając wzdłuż brzegów rzeki spróbować dotrzeć do jej źródła. Prąd rzeki nie raz przynosił ciekawe przedmioty do wioski. A to ktoś znalazł oprawioną skórę z finezyjnie wypalonym wzorem, a to barwną tkaninę lub szmacianą lalkę z kamiennymi oczkami. Kilka razy zdarzało się, że wody rzeki przyniosły także ciało jakiegoś umarlaka lub truchło zarżniętego i oprawionego zwierzęcia. Oznaczało to jedno, że gdzieś w górze rzeki znajdują się jakieś osady.

Przyjaciele stali w milczeniu i każdy z nich zastanawiał się dokąd powinni się udać. Księżyc dawał blade światło, a lekki letni wiatr delikatnie muskał ich twarze.
Na decyzję nie było wiele czasu. Wszak wiadomo było, że zarówno ich rodzice, jak i cała wieś rano rozpoczną poszukiwania zbiegów.
Jeżeli nie chcieli, aby ich wyprawa skończyła się zanim, tak naprawdę się zaczęła, trzeba było podjąć błyskawiczną decyzje - dokąd ruszamy?
 

Ostatnio edytowane przez Fenriz : 30-06-2012 o 14:07.
Fenriz jest offline