Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-11-2012, 04:40   #6
Mizuki
 
Mizuki's Avatar
 
Zasuwa w zamku zgrzytnęła głośno, a zaraz za nią jęknął żałośnie pod jego butami stary parkiet. Tak jakby właściciel mieszkania zbudził go swymi krokami zbyt wcześnie... Było ledwie przed siódmą. "Był czas przywyknąć..."- spod siwego wąsa dało dostrzec się słaby uśmiech.
Jak co dzień wstał przed świtem aby rozwieźć gazety spod drukarni prosto do saloników prasowych, by tam mogli je w swe posiadanie wziąć gonieni czasem, pracą i bardziej błahymi, codziennymi rzeczami bostończycy. Oczywiście Samuił przeznaczał kilka centów na swój własny, świeżutki niczym pieczywo zza rogu egzemplarz. Skoro już mowa o piekarni, jak często zazdrościł właścicielom? Co prawda wstawali nieco wcześniej niż on, w weekendy jednak skazywali swych klientów na mniej świeże wyroby. Kiedy on mimo wszystko musiał odpalać starego rzęcha i ruszać pod drukarnię Boston Herald.
- Grymaśne pudło...- warknął uderzając dłonią w drewnianą obudowę wielkiego radioodbiornika. - Niech będzie, strajkuj sobie. Pies cię srał...
Radio zawsze rzęziło, kalecząc najlżejszy, wydobywający się z głośnika dźwięk. Na co dzień nawet nie zwracał na to uwagi, chodziło bowiem jedynie o zabicie ciszy panującej w niewielkim, kawalerskim mieszkaniu. Tak by tykanie starego, przywiezionego przez jego rodzinę z Rosji zegara nie doprowadziło go ostatecznie do szału. Ten dzień miał być inny, miły, ciekawy... Może nawet zbyt ambitny jak dla rozwoziciela gazet dorabiającego w rzeźniku u bara, z grubo ponad trzydziestką na karku?
-Taaak...- jego niski, potężny głos zabrzmiał jakby figlarnie, kiedy zbliżył się do wciśniętego pomiędzy ścianę a segment gramofonu. Zdmuchnął kurz z jedynej płyty, przez cały czas gotowej by ułożyć na niej igłę. Pierwsze dźwięki trąbki przywróciły mu uśmiech na twarzy.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=WGJv4cmmj3M[/MEDIA]
Tanecznym krokiem minął blat oddzielający kuchnię od reszty mieszkania nastawiając wodę na kawę. Dopiero teraz też ułożył na małym stoliku przed kuchenką świeżą gazetę. Cały czas trzymał ją pod lewą pachą, jakby blisko serca... Jego mały skarb? Dzisiaj to nie wiadomości z niej miały stać się największą sensacją, nawyk silniejszy jednak od człowieka. Na oko przesypał do starej, obtłuczonej filiżanki łyżeczkę kawy, po czym zasiadł przy stoliku z gotową bibułką i sakiewką wypełnioną tytoniem. Podśpiewując pod nosem razem z wokalistką z płyty wprawił w ruch niespodziewanie zręczne jak na tak spracowane dłonie palce. Przy użyciu blaszki z medalu, jaki otrzymał po powrocie z wojny- chociaż do czegoś się przydał- odsypał pożądaną ilośc tytoniu i nim gwizdek wzniósł swój wściekły okrzyk papieros był gotowy...
Teraz mógł odpłynąć w głąb swojego świata. Z filiżanką gorzkiej kawy, mocnym papierosem bez filtra i dzisiejszym wydaniem Boston Herald. Gdzieś w tle, za spokojnymi dźwiękami z gramofonu, tykanie zegara popychało czas do przodu. Do dzisiejszej prelekcji dr. B.E Chance.

+-+-+

Drzwi uderzyły w zawieszony w progu dzwonek, kierując ku niemu zaskoczone spojrzenie kobiety zza wyłożonej lodem i czerwonym mięsem lady. Sklep Mięsny Repninów cieszył się w tej okolicy względnym uznaniem klienteli, mimo tego, że zdarzały się tutaj dni kiedy pułki świeciły pustkami a stara, pokryta mazią kiełbasa wykręcała nozdrza i kaleczyła oczy. Jego młodszy brat, Michaił, zawsze pękał z dumny mówiąc o swoim przybytku. W opowieściach tworząc obraz zdolnego biznesmena, z nosem do interesów. Samuiła zaś nudziła wizja kolejnej kłótni po tym jak wspomni o drobnym fakcie- wkładzie pieniężnym jego ojca i zatrudnianiu za psie pieniądze matki, toteż kiedy tylko przytrafiała się taka niemiła okazja milczał, starając się ukryć kpiący uśmieszek w filiżance kawy, czy też musztardówką wypełnioną zimnym bimberkiem.
- Synku, gdzieś ty był, a?- jęknęła zza lady matka. Była bardzo postawną kobietą o szerokich biodrach i dumnie zwisającym, podwójnym podbródku. Brodawka umiejscowiona tuż pod wydatnymi ustami dodawała jej tylko uroku... Przynajmniej w oczach ich ojca.
- Michaił pieklił się od rana... Gdzie jest ten leń, gdzie ta pokraka!- wymachiwała ramionami małpując wręcz idealnie zachowanie swego młodszego syna.
Stawiając braci obok siebie ciężko było znaleźć podobieństwo. A kiedy tylko nadarzała się okazja aby pobyć w ich towarzystwie, różnice wydawały się tylko pogłębiać. Samuił był wysoki, na swój sposób przystojny i zadbany. Niektóre z kobiet pokusiłyby się może o określenie szarmancki? Był raczej oszczędny w słowach, a kiedy już przyszło mu się wypowiadać dobierał słowa w taki sposób by nie kaleczyć rozmówcy. Z reguły okazywał swoim rozmówcą taki sam szacunek, który oni okazywali mu. Przeklinał zatem głównie jedynie w swoim własnym towarzystwie... Oczywiście o tym jaki był wyszczekany potrafili się przekonać jedynie ci, którzy nadwyrężyli jego grzeczność zbyt bardzo.
Michaił zaś... Należał do ludzi spychających znaczenie kultury osobistej do kąta, wraz ze wszystkimi śmieciami z podłogi. Był niski, nieco gruby. Spod gęstych niczym tajga brwi spoglądały na świat niesplamione myślą oczy, zaś gdzieś między pulchne policzki i wydatne jak u matki usta wciśnięty był kartoflany, lekko fioletowy nos.
- Przyszedłem powiedzieć, że dzisiaj niestety nie jestem w stanie pomóc przy pracy.- uśmiechnął się na spektakl aktorski rodzicielki, nachylił przez ladę i ucałował ją w policzek.
- No właśnie miała ja mówić... Żeś się odstroił synku. Powiedz prawdę, niech się matka nie martwi... Randka?- szepnęła ostatnie słowo nachylając się przez ladę.
- Niestety nie.- pokręcił głową.- Przynajmniej nie dzisiaj. Gdzie Michaił?
- Z ojcem, na dole. Tatko przyniósł butelkę... Good morning!
- przeszła nagle na angielski. Dzwonek przy drzwiach uprzedził ją zawczasu. Samuił skinął grzecznie głową kobiecie, która weszła właśnie do sklepu, po czym minął ladę i skierował się na zaplecze. Stamtąd, pośród kawałów mięsa i gotowych, owędzanych specjałów kierował się ku właściwiej "wędzarni". Już po minięciu drzwi, na schodach, w jego nozdrza uderzył znajomy zapach specjału ojczulka...
- Patrzcie kto się zjawił!- warknął Michaił wychodząc z ukrycia za drzwiami. Gdyby miał to nie być Samuił najpewniej zdzielił by tłuczkiem nieproszonego gościa... Pomarszczony niczym baranie jaja tatko siedział przy stoliku w rogu niewielkiego pokoju, nad butelką przypominającą tą od mleka. Płyn w niej był jednak dużo bardziej krystaliczny.
- Zdejmuj ten gajer i idź pomóż matce. Szykujemy z ojcem mięso do wędzenia.- skinął na blaszaną konstrukcję w przeciwnym rogu izby, z której prowadziła ku oknu blaszana rynna.
- Uwędziliście już wy się ładnie.- mruknął Samuił. - Kiedyś was za to posadzą.
- Dopókhii... Tym khrajem..sządzą repu...republikhanie... Nicss nam ni...nie ghhrozi. Są za głupi dl...dla nas!
- wysapał leciwy ojciec odchylając się mocno od pionu na niskim, starym taborecie.
- Choć może tata mieć nieco racji, zdradzi was fetorek.- zaśmiał się lekko. Nic już na to nie mógł poradzić. W żyłach jego ojca płynęła wraz z promilami rosyjska krew...
- Dzisiaj biorę wolne. Jestem umówiony.
- Chyba sobie żarty stroisz!To kto pomoże matce!?
- Jak tylko już wszystko uwędzisz? Zapewne Ty braciszku.
- Nie igraj ze mną...
- Dzisiaj wolne. Basta.
- Zasrany nierób! Car bostonu psia mac! Tak tez się na tej wojnie pewno...

Nie zwracając uwagi na słynne, rosyjskie tyrady brata od których niejednemu zwiędłyby uszy wrócił schodami na górę.


+-+-+

Sama prelekcja ani go nie rozczarowała, ale też nie zachwyciła. Można było wszak podejrzewać, że na takich a nie innych opowieściach na granicy mitów i faktów opierać się ona będzie. Czy naprawdę ktoś spodziewał się, że doktor przywiezie do siedziby klubu zamrożonego w bryle lodu małpiszona? Może jednak znaleźli się ludzie na tyle naiwni... Sądząc po ilości pismaków, którzy zbiegli tutaj jak świnie na koryto.
Samuił pragnął jednak uzyskać odpowiedź na pytanie nurtujące go, wręcz nawiedzające z koszmarami od czasów powrotu z wojny. Co do licha łaziło po tym lesie? Teraz nadarzała się jedyna okazja by o wspomnieniach tych porozmawiać z osobą otwartą i uczoną. Choćby miało zając to kilka godzin poczeka, znajdzie okazję na rozmowę z doktorem.
 
__________________
"...niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys"
Mizuki jest offline