Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-05-2013, 12:48   #8
Sekal
 
Sekal's Avatar
 
Reputacja: 6828 Sekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputację
- Oczywiście wybiorę się do pani Hermenrgildy.- Irmina lekko skinęła głową w kierunku człowieka stepu - Obawiam się jednak, że będę musiała bardziej aktywnie uczestniczyć w śledztwie. To zadanie zostało mi zlecone przez mojego nauczyciela i mistrza i nie mam zamiaru zawieść jego zaufania, pokładanego w mojej osobie. Mam też nadzieję, że moje skromne umiejętności, przydadzą wam się podczas poszukiwań.
Hanna pokiwała głową, odpowiadając podobnie do jasnowłosej.
- Gdyby to ode mnie zależało, nie byłoby mnie tu. Moja pani jednak nie będzie ze mnie zadowolona, jeśli nie przyniosę jej wieści z pierwszej ręki. Nie powiesz chyba, że moja obecność będzie ci niemiła? - uśmiechnęła się do niego uroczo.
Kapitan nie słysząc już dalszych pytań i rozważań, wyjął jeszcze jeden papier, na którym odciśnięta była pieczęć Averlandu. Podszedł do strażnika i wręczył mu go.
- Ten glejt każdemu zaświadczy, że pracujecie dla mnie. Ostrzegam jednak, by go nie nadużywać i powierzam pieczy Gregora.
Poklepał Tauermanna po ramieniu, jednocześnie swoim zachowaniem dając do zrozumienia, że rozmowa się skończyła. Sam kierował się do wyjścia, więc w jego eskorcie dotarli aż do furty wychodzącej na Plenzerplatz.

Tłum już znacznie się rozrzedził, większość kupców zwijała już powoli swoje kramy, chociaż tak naprawdę do zmroku pozostało jeszcze kilka dzwonów. Ich jednakże nie interesowały zakupy. Mogli teraz poznać wreszcie swoje imiona i pomniejsze szczegóły dotyczące uczestnictwa w tym śledztwie. Po drodze dało się także zahaczyć o "Trumnę Kowala", prostą, piętrową gospodę, której właściciel - Reihid Wolsch trzymał kilka wolnych, dwu i trzyosobowych pokoi. Bearfaust musiał płacić uczciwie, nie było bowiem fałszu w zachowaniu niemłodego już oberżysty. Umiejscowiona na zachód od placu, znajdowała się w dość bliskim sąsiedztwie doków, gdzie przecież miało toczyć się śledztwo.

Z każdym krokiem zbliżającym ich do Mostu Gryfona, okolica stawała coraz biedniejsza. Fasady kamienic traciły zdobienia, potem czystość, a ostatecznie z kamienic zamieniały się na drewniane domy zamieszkane często przez zbyt dużą ilość osób. Weszli na Bruckberg Strasse, brukowaną, bardzo dobrze utrzymaną drogę przecinającą miasto z północy na południe. Pani Hermenegilda miała mieszkać blisko doków, po wschodniej stronie, szybko więc dotarł do ich nozdrzy niezbyt urokliwy smród niosący się od Geruch Weg. Ta pierwsza część dochodzenia przynajmniej okazała się prosta. Kobieta w okolicy znana była, ludzie jakoś tak się krzywili, gdy o niej wspominali. Jakaś starsza już babka dała im kilka konkretów.
- A mieszka tu zaraz obok. Wielka baba. Nie, że gruba. Wielka, jak jakiś drągal. Teraz pewnie szuka czego w błocie, przy moście. Zwykle kręci się tam całe dnie, zwłaszcza odkąd jej syn zniknął. Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby uciekł.
Chcąc nie chcą, musieli przekroczyć tę niewidzialną, ale zdecydowanie wyczuwalną nosem granicę przybrzeżnej części miasta.

Tu ruch panował całkiem spory. Co prawda te barki, co miały odpłynąć, już dawno to zrobiły, ale nowe ciągle docierały do miasta, nawet jeśli ich właściciele prawie zawsze wybierali północną, wolną od ceł stronę rzeki, jeśli nie musieli w Averheim zatrzymywać się na dłużej. Na równoległej do rzeki drodze praca wrzała. Bydło rżało i muczało. Ludzie pokrzykiwali i przebiegali, rozpryskując błoto wszędzie wokół. Rozglądając się i trochę podpytując, dojrzeli wreszcie Panią Hermenegildę. Mówienie o niej "z dużej litery" mocno nabierało sensu. Kobieta była bardzo wysoka i sądząc po posturze, również krępa i umięśniona. Wyższa od zdecydowanej większości mężczyzn, teraz stała pod "Czystą Świnią", gwałtownie gestykulując w rozmowie z jakimś młodym tragarzem. Zbliżyli się do niej, mijając grupę dokerów, wyglądających na bezrobotnych i niezainteresowanych otoczeniem, ale tak naprawdę mierzących groźnymi spojrzeniami otoczenie, głównie drugą, podobną grupę znajdującą się nieco dalej, po przeciwnej stronie karczmy.

Gdy się zbliżyli, zadając swoje pytania, szeroka, nieładna twarz obróciła się ku nim. Ciemne włosy związane miała w ciasny kok na czubku głowy, a tylko wielki cyc pod pobrudzonym ubraniem mógł w pełni wskazywać na to, że to kobieta.
- Albrecht? Ta nędzna, leniwa szumowina! Pieniądz miał, żarcie miał przynieść i co, nie ma go! Pewnie, że zgłosiłam, dlaczego dopiero teraz się tym ktoś interesuje?!
Jej głos podnosił się, choć sam w sobie był gruby.
- Gdzieś się menda schowała i chleje za mój pieniądz, tyle wam powiem! Od dwóch dni go nie ma. Niski taki, słabowity się urodził. Po ojcu.
I byłaby pewnie kontynuowała ten wywód, gdyby drzwi "Czystej Świni" nie otworzyły się nagle.

Ze środka wypadło dwóch szczepionych ze sobą mężczyzn, przetaczając po ziemi. Na górze wylądował niemłody już, raczej spory facet z białymi włosami i czerwoną z wysiłku twarzą. Trzymał za gardło drugiego, znacznie bledszego i przez chwilę mocowali się w odgłosach krzyków białowłosego.
- To za Rolfa, ty sukinsynu!
Jęknął, gdy ten na dole trafił go w coś miękkiego, a potem z całej siły kopnął, odrzucając prosto na zaskoczonego Ekharta, który musiał podtrzymać uderzonego, jeśli nie chciał razem z nim trafić prosto w błoto.
Trafili najwyraźniej w sam środek porachunków między gangami. Co więcej, obie grupy dokerów szybko ruszyły przed siebie, z wyraźną intencją przyłączenia się do walki. Mimo jednak, że mieli pałki i noże za pasami, to nikt nie zamierzał po nie sięgać. To miała być uczciwa bijatyka na stare dobre pięści.
A oni znaleźli się dokładnie pomiędzy.
 
Sekal jest offline