Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-07-2013, 23:28   #1
Highlander
 
Highlander's Avatar
 
Reputacja: 15941 Highlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputację
[nWoD: Mag] One Shot At Glory


Mag: Przebudzenie
One Shot At Glory


12.04.1991. New Jersey, Pavonia Newport 8:37

Dwójka młodych mężczyzn w czarnych kurtkach wysiadła z podstarzałego Forda i rozejrzała się po okolicy. Była to jedna z tych zakazanych uliczek NJ, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nawet nie myślał się zapuszczać. Jeśli nie liczyć bezdomnego plądrującego okoliczny śmietnik w poszukiwaniu jedzenia i pośpiesznie uciekającego czarnego kota, wkoło nie było żywej duszy. Jedyny punkt zainteresowania stanowił zakratowany na głucho lombard o wdzięcznej nazwie Ted’s Uncanny Emporium. Zapewne chłopcy wpadli w odwiedziny do właściciela, celem spieniężenia łupów z ostatniej nocy. Tak zaradni młodzieńcy jak oni zawsze potrafili odnaleźć się w świecie - przeważnie kosztem zegarków, torebek i portfeli innych ludzi. Wyższy z młodych wilków zapukał w dach samochodu, zwracając uwagę kierowcy. Dając znak, że wszystko jest we względnym porządku. Auto pamiętało lepsze czasy, ale jego obstupaciały wygląd ładnie komponował się ze stylem bycia zakazanego duetu. Za kierownicą siedziała rudowłosa kobieta. Rozbiegane spojrzenie jej błękitnych oczu oraz zaciskanie i rozluźnianie dłoni na kierownicy jednoznacznie dawały do zrozumienia, że jest zdenerwowana. Mimo to skinęła wyższemu z gachów głową i wysiliła się na dopingujący uśmiech. Najwyraźniej ten nie był zbyt przekonujący, bo facet odwrócił łepetynę bez słowa i wlepił swoje gały w niebo. To było szaro-granatowe. Trochę jak twarz jego ostatniej dziewczyny, kiedy postanowił ukrócić ich związek. Dopiero ta myśl sprawiła, że cierpko się uśmiechnął. Skinął głową swojemu wspólnikowi. Niższy mężczyzna podszedł do bagażnika. Wyjął zeń drewniany kij do baseballu i od niechcenia rzucił go koledze. Sam miał w zanadrzu coś bardziej przekonującego niż kawałek drewna. Ruszyli. Po namyśle, na zabawę w akwizytorów raczej się nie zanosiło. Prędzej mieli zamiar zbierać datki na jakiś szczytny cel. Sczytny w ich mniemaniu, oczywiście...

***
Stary Ted syczał i jęczał, oceniając palcami nowe braki w uzębieniu. Jego siekacze wylądowały gdzieś pod wieszakiem na ubrania. Niezależnie od tego jak długo macał dziąsło językiem, nie był w stanie pozbyć się z ust posmaku krwi. Ciągle napływała. Cholera jasna, nie spodziewał się takiego obrotu spraw! Przez judasza nie zauważył tego diabelskiego badyla. W ciągu trzydziestu lat prowadzenia interesu, napadnięto go jedynie dwa razy. Drugi z nich został szczęśliwie udaremniony przez robiącego obchód gliniarza i od tamtego czasu Ted miał piętnaście lat względnego spokoju. Ale tych dwóch cwaniaczków zapewne wyznawało zasadę, że do trzech razy sztuka. Znali się też na swoim fachu, o czym zaświadczył fakt, że od razu skierowali się do gabloty z biżuterią. Ten wyższy oglądał wszystkie błyskotki z wprawą jubilera. A do diabła z nimi! Niech sobie biorą wszystko! Nie będzie się wychylał, przecież i tak był ubezpieczony! Zielone spojrzenie zatrzymało się i zwężyło.
- No co tam Jeffy, masz go? Jest tam gdzieś? Im szybciej, tym lepiej…
Stojący przy drzwiach kolega zaczął się już niecierpliwić. Wypatrywanie glin nie było jego ulubionym zajęciem. Nasz „Jubiler” przytaknął, a Ted poczuł, jak zalewa go fala gorąca. W ułamku sekundy nogi odmówiły mu posłuszeństwa i omal się nie przewrócił. Skąd oni… jak oni…
- Tak, to ten w rogu. Na sto procent. Dokładnie taki jak go nam opisała. Dziadku, dawaj tę okrytą kurzem górę tombaku. Tę z ładnym czerwonawym szkiełkiem imitującym rubin.
- Ale to p-przecież zwykła podróbka! P-panowie przecież nigdzie tego nie sprzedacie! Żadna kobieta się na to nie nabierze! Tandetny odważnik! Jest tu tyle lepszych rzeczy! Na przykład…

Teraz praktycznie zachęcał ich żeby okradli go z tych „prawdziwych” bogactw. Łapał w garści komunijne łańcuszki i ślubne pierścionki. Samodzielnie, chwiejnymi rękoma, próbował schować je po kieszeniach faceta dzierżącego kij. Ten jak na razie nie reagował, wydawał się jednak rozbawiony takim rozwojem sytuacji. Niższy z mężczyzn wręcz przeciwnie. Splunął na podłogę i powoli, jakby w chwilowym zamyśleniu, rozmazał parchy podeszwą buta. Wymienił spojrzenia ze swoim skrzydłowym. Następnie szybko pokonał dystans dzielący go od przemądrzałego właściciela, celem skierowania jego światopoglądu na właściwe tory. Zamachnąwszy się, uderzył go rękojeścią pistoletu w glacę. Starszy mężczyzna upadł na kolana, jęcząc i trzymając się za obolałe miejsce. Z pomiędzy jego palców zaczęło nieśmiało wypływać kolejne już źródełko krwi. Zasłyszał głuchy odgłos odbezpieczanego pistoletu i poczuł zimny metal przylegający do skroni.

Nie potrzeba było długo czekać, żeby cały ich misterny plan wziął w łeb. Jasne, przez jakiś czas po wyjściu z Emporium wszystko zapowiadało się jak należy. Chłopaki triumfalnie wynieśli grudę metalu na zewnątrz, uśmiechając się przy tym jak para niedorozwiniętych dzieci. Ale pierwsze wrażenia to złudne bestie. Jeffy przypomniał sobie o tym, kiedy uszy doniosły mu o odbezpieczanej dwururce, kilka metrów za jego plecami. A gdy oblał go zimny pot, zrozumiał, że chyba z początku źle ocenił tego starucha. Facet miał większe cohones niż do tej pory przypuszczali. Jednak skąd ta nagła chęć do zadymy? Jeszcze chwilę temu praktycznie sam oddawał im wszystko, co miał na stanie! Rozległy się dwa grzmoty. Jeden na niebie, drugi z wnętrza lombardu. Lewy bark złodzieja wyskoczył z panewki i pociągnął właściciela za sobą. Ten stracił równowagę. Runął do przodu, roztrzaskując sobie nos o posrebrzaną klamkę. Upuszczony tombak wywinął kółeczko na betonie, ale natychmiast podniósł go drugi z mężczyzn. Podobnie zrobił ze wspólnikiem, łapiąc go za fraki i ciskając na tylnie siedzenie. Następny strzał był mniej celny. Śrut roztrzaskał boczną szybę w drobny mak, ale nic poza tym. Niższy bandyta odwdzięczył się właścicielowi pięknym na nadobne, wywalając pół magazynku w kierunku Emporium. Właściwie to nawet nie patrzył gdzie strzela, chciał po prostu zmusić starucha do wycofania się, zmniejszyć ryzyko podczas wsiadania do auta. Pani kierowca bynajmniej nie siedziała spokojnie, jej wrzask drażnił uszy wszystkich zaaferowanych. Dopiero mało wyraźne „zamfnij swię do furfy nęfy!” zmusiło ją do chwili refleksji i przymknięcia jadaczki. Drzwi otworzyły się i zamknęły. Ten niski, mierząc w wejście, dał sygnał do wyjazdu. Auto odjechało i zniknęło za rogiem. Po drodze zdążyło jeszcze zgubić kołpak. Ted wyszedł na zewnątrz i nie wiedząc co ma teraz zrobić, stał pięć minut jak zaczarowany. Potem poszedł zadzwonić.

* * *
Kupa złomu mknęła teraz międzystanową. Burza została daleko w tyle, nadal wisiała nad metropolią. Jak kurtyna, czekająca na koniec przedstawienia. Tylko, że część aktorów zdecydowała się dać dyla na południowy zachód, jak najdalej od Zgniłego Jabłka i jego mniej dorodnej siostry. Dziewczyna jechała tak szybko, jak pozwalało jej na to ograniczenie prędkości. Innymi słowy, wlokła się niemiłosiernie. Ale nie miała wyjścia. Wiedziała, że zwrócenie uwagi jakiegoś nadgorliwego pożeracza pączków byłoby ostatnim gwoździem do ich trumny. Jeffy spał w najlepsze. Przynajmniej miała taką nadzieję. Parę razy próbowała nawet go obudzić i zapytać jak się czuje, ale po trzeciej wiązance przekleństw dała sobie spokój. Dupek. Szowinistyczny fiutek! Dlaczego ona wciąż z nim była? Miał szczęście, że nadal go potrzebowała! Will też był jakiś markotny. Nieobecnym spojrzeniem badał to magiczne badziewie, obłapywał je dłońmi, szukał w nim jakiegoś większego sensu. Jakby ktoś taki jak on mógł chociaż pojąć z czym pogrywał! Ha! Na duchu podtrzymywało ją też wyobrażanie sobie purpurowej od gniewu twarzy Armonda, kiedy jego podnóżki w końcu przekażą mu co zginęło.

~- - -~

Witam w mojej rekrutacji do Maga: Przebudzenie! Przeprowadzona kilka dni wstecz sonda pokazała, że jakieś zainteresowanie jest, toteż pojawił się temat. Poniżej przedstawiam szczegóły dotyczące rozgrywki. Tym którzy czytali rekrutację, mogą się one wydać dziwnie znajome. Pewnie dlatego, że zostały niemal żywcem przeklejone z poprzedniego tematu. Niniejszym zapraszam do lektury.

Gdzie (i Kiedy) Gramy?
W małym miasteczku położonym w stanie Teksas, USA. Zauważyłem, że odludzia dobrze służą tego typu projektom. Fikcyjna mieścina o nazwie Glory, zostanie przeze mnie oparta na prawdziwych lokalizacjach tego typu. Gdzie słońce się tyczka przestawia, jest tylko dziesięć ulic na krzyż i prawie wszyscy się znają, przynajmniej z widzenia. Rozgrywka zacznie się na początku lat 90tych XX wieku.

Kim Gramy?
Magami, duh. Dobra, wiem. Chcecie szczegółów. Preferowałbym postaci przyjezdne, które to postanowiły zostać w mieścinie na dłużej lub osiedlić się tam na stale. Wędrowców wracających w rodzinne strony też przyjmę. Motywacja całkowicie dowolna, do ustalenia przez gracza. Cisza i spokój, polowanie na zaginione artefakty, knucie zdradzieckich intryg, chęć przejęcia władzy nad regionem (a potem nad światem!)... opcji u mnie dostatek. Ogranicza was tylko wasza wyobraźnia i reguły dobrego smaku. No i punkty początkującej postaci, tworzonej zgodnie z podręcznikiem. Prosiłbym o magów będących przedstawicielami stronnictw z podstawki lub niezrzeszonych. Dziedzictwa do uzgodnienia, jeśli chodzi o nie, można u mnie przepchnąć prawie wszystko, jeśli tylko da się to jakoś zamaskować i nie ma skłonności do masowego ludobójstwa.

Cel Rozgrywki?
Jak wyżej. Interesanci sami określają sobie cel przybycia na odludzie. Ucieczka przed prawem (zwykłym lub magicznym), pogłoski o potężnym źródle mistycznych energii, powrót do wybranki serca, próba otworzenia własnego biznesu, chęć odwdzięczenia się temu rozgrywającemu, który połamał wam wszystkie palce w drugiej klasie liceum, itp. Rozgrywka posiada co prawda luźno ustaloną fabułę (co sugeruje fluff na początku tematu), ale nic nie stoi na przeszkodzie abyście pociągnęli sesję w swoją stronę i wypięli się na scenariusz. Najważniejsze są wasza swoboda i inwencja. A to oznacza, że przed sesją można także przedstawiać mi własnych NPC!

Jak Gramy?
Z powodów wyszczególnionych powyżej, nie będzie to (przynajmniej z początku), gra drużynowa. Nie tworzycie Magicznej Pełnej Chaty, a domu nie wynajmuje wam zrzędliwa pani imieniem Morgana. każdy może gonić za swoimi celami indywidualnie. Sojusze, krótko i długoterminowe, są oczywiście możliwe, ale stanowią opcję, nie przymus. W sesji planuję używać regularnie google doca, ale posty indywidualne też będą mieć miejsce. Częstotliwość do ustalenia oddzielnie z każdym z graczy. Jeżeli ktoś udziela się częściej lub jest bardziej pomysłowy, zwyczajnie uda mu się zrobić więcej.

Liczba Graczy?
Dobrze byłoby zobaczyć materiały od przynajmniej trzech chętnych. Mniejsza liczba ofiar też jest dopuszczalna, zawsze mogę poprowadzić sesję solową. Więcej niż pięciorga graczy zwyczajnie nie przyjmę. O samym dopuszczeniu do sesji decydowałaby historia postaci. Jeżeli będzie mniej niż pięciu chętnych, co jest diablo prawdopodobne, po prostu przepuszczę wszystkich.

Kwestie Mechaniczne: Mechanika nWoDa stosowana będzie, w zakresie tego wymagającym lub na życzenie gracza. Nie będzie stosowana przy sprawach zdroworozsądkowych i błahych, gdzie turlanie kością tylko marnowałoby czas. Namiętne kulanie w walce, owszem. O ile taka się pojawi. Kulanie na zachowanie równowagi podczas niedzielnego spaceru - niekoniecznie. Chyba, że postać jest mocno wczorajsza. Rezultaty będę zamieszczał na internetowych kostnicach, zaopatrzając was od razu w linki. Gracze, po wcześniejszym uzgodnieniu takiej opcji ze mną, mogą sami turlać w ten sposób na działania swoich bohaterów. Mnie ułatwi to życie, a wam da poczucie większej kontroli.

Tworzenie Karty:
Budujecie postaci, które są pełnoprawnymi magami. Mimo, ze trochę zielonymi. Jak wspomniałem, stronnictwa z podstawki. Na dobry start dostajecie ode mnie dodatkowe dziesięć (10) punktów doświadczenia, do tego co zostało przedstawione w podstawce. Wydajcie je mądrze!

Data Zakończenia Rekrutacji:
Tydzień od momentu ukazania się tego posta. Jeżeli ktoś naprawdę chciałby zagrać, mogę przedłużyć rekrut o kilka dni. Ewentualnie zapytajcie mnie na PW o możliwość dołączenia w trakcie.


To chyba wszystko. Jeśli coś pominąłem, pytajcie. Gwarantuję szybką odpowiedź.

Good night and good luck!
 
__________________
"Come quick stop plenty of room in the rum barrel stop no work stop big money stop drink all day stop hump all night stop hurry it may not last."

Ostatnio edytowane przez Highlander : 17-07-2013 o 00:12.
Highlander jest offline