Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-08-2013, 15:25   #10
Ulli
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 593 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
-Zlitujcie się gospodarzu toż to sama woda- powiedział Zorgrim gdy spróbował miejscowego piwa. Odstawił kufel, jednak po chwili wziął go znowu do ręki. Szkoda mu było wylać piwa, za które zapłacił. Był po prostu po khazadzku chciwy. Znalazł zresztą i sposób na cienkie piwo. Wyjął z plecaka butelkę spirytusu i dolał nieco do kufla. Pociągnął łyka i od razu się rozchmurzył.
Uporawszy się w problemem cienkiego alkoholu, jął przyglądać się towarzyszom w karczmie z którymi zetknął go los. Ze wspólnej drogi miał już poczynione pewne obserwacje, ale lubił sobie popatrzyć na ludzi przy piciu piwka. To była główna zaleta karczm, że oprócz picia można było sobie jeszcze popatrzeć.
Dagmar, który wyglądał na najemnego zbira, zagadnął go o jego bojowe dokonania. Khazad speszył się wyraźnie.
-Ot biło się tu i tam. Przeszedłem z armią Imperatora cały szlak bojowy do Middeheim. Nic wielkiego – odparł skromnie.
-Cóż z tego kiedy nie znalazłem śmierci i dalej muszę się męczyć. Krasnolud bez honoru to jak ryba bez wody- stwierdził filozoficznie.
Zebedeusz wyglądał mu na jakiegoś szlacheckiego synalka. ~Ciekawe jak walczy i czy nie ucieknie gdy zobaczy jednego goblina?~ Zadał sobie w myślach pytanie. Nie martwił się tym jednak zbytnio. Grunt, że on Zorgrim Brentbrauer nie ucieknie. Kto wie może podczas tej misji znajdzie upragnioną śmierć. Myśl o śmierci znowu przywołała wspomnienia i głosy, które odezwały się w głowie krasnoluda „Jesteś martwy Zorgrim, trup, śmierdzący trup!”, „Krasnolud bez honoru” Po czym w jego głowie rozległ się głośny chichot. Zamknął oczy i zacisnął dłoń na kuflu piwa aż zbielały kłykcie. Po chwili wszystko się uspokoiło a on wrócił do oglądania ludzi.
W tym czasie do karczmy wszedł Flint i położył na stole dziwny klucz. Alethe, kobieta o dziwnym kolorze włosów, od razu wyciągnęła po niego rękę. ~ Chyba mamy przywódcę~ przeszło przez myśl zabójcy, po czym uśmiechnął się do siebie. Nie znosił co prawda bab, ale nie miał nic przeciwko przywództwu kobiety. On i tak niczyich rozkazów nie będzie słuchał, tylko polegał na swoim rozumie i doświadczeniu.
-Konie juczne to dobre rozwiązanie- podchwycił temat poruszony przez kobietę.- Można je puścić w galop i zawsze ktoś ucieknie. Choć wóz też mógłby się przydać gdyby trzeba było załadować rannych.
Wyraził swoje zdanie, ale nie miał zamiaru się kłócić o to co wybiorą.
Kobieta z Kislevu na, jak zauważył niewiele mówiła. Dziwna jak każda kobieta. Zaproponowała z Zebedeuszem by ruszali rano. Zorgrim skomentował to tylko wzruszeniem ramion. Rano, wieczór wszystko jedno. Widział w nocy i mrok nie stanowił dla niego przeszkody, ale słabi ludzie nie. Musiał dostosować się do większości.
Do obejrzenia pozostał jeszcze Pieter. Ten to już na pewno wyglądał na zbira, a dziwniejszy jeszcze od bab. Witał się z nimi po dwóch tygodniach wspólnej podróży. Cóż, ludzie tacy dziwni już są.
Gdy wszystko z Flintem zostało już ustalone, powoli zaczęli myśleć o odpoczynku. Cienki siennik na podłodze w zupełności zaspokajał potrzeby krasnoluda. Nie mogąc się porządnie upić postanowił chociaż się wyspać i od razu udał się na spoczynek. Sen przyszedł szybko, ale był niespokojny. Śnili mu się matka i ojciec, którzy w milczeniu i z troską mu się przyglądali. Nie odpowiadali chociaż Zorgrim wołał ich po imieniu. Potem przyśnił mu się wojownik chaosu w zbroi płytowej i hełmie z rogami. Na napierśniku miał wygrawerowany duży znak Khorna. Zorgrim widział już takie znaki walcząc z sługami chaosu pod Middeheim. Ten wojownik był wyjątkowo potężny. Powiedział -Jesteś słaby, nie zasługujesz na to żeby żyć. Po czym zamachnął się na niego potężnym mieczem. Zorgrim choć wiedział, że powinien się bronić nie mógł się ruszyć. Cios miecza ze świstem spadł na jego głowę i wtedy się obudził. Zerwał się przepocony z posłania dysząc ciężko. Mogła być najdalej trzecia w nocy. Postanowił się już nie kłaść tylko rozchodzić niewyspanie. Wyszedł na zewnątrz. Było chłodno. Szczególnie mu, ubranemu w jedną parę portek i skórzany kaftan. Nic sobie jednak z tego nie robił. Nabrał pełną pierś rześkiego powietrza i ruszył przed siebie. Usłyszał jakiś gwar wśród strażników przy palisadzie i skierował się w tamtą stronę. Jak się okazało, któryś z nich ustrzelił mutanta. Zabójca tylko pokiwał z uznaniem głową i kontynuował spacer. Przyglądał się kotom ruszającym na nocne łowy, przysłuchiwał pohukiwaniom nocnych ptaków. Świt nadszedł ani się spostrzegł. Siedział w tym czasie na zydlu przed karczmą. Najpierw rozległ się trel skowronków i innego dziennego ptactwa. Potem na wschodzie ukazała się zorza poranna, by po chwili wychynęło zza horyzontu słońce. Zorgrim przyglądał się przez chwilę narodzinom nowego dnia po czym wszedł do karczmy.

-Gospodarzu, szykuj jedzenie, niedługo ruszamy!

Zaspany karczmarz postawił przed zabójcą miskę kaszy ze skwarkami po czym ruszył do porannych porządków. Jedzenie jak jedzenie. Jako typowy krasnolud Zorgrim nauczony był nie wybrzydzać. W porównaniu z krasnoludzkim chlebem to i tak wykwintne danie.

Gdy wszyscy wyszli na dziedziniec podeszła do nich stara kobieta prosząc o sprawdzenie opuszczonej farmy.

Zorgrim wysłuchał tylko tego co powiedziała Alethe kiwając głową. Dodał tylko:

- Tu nie chodzi pani nawet o to, że to niebezpieczne. Nie mamy czasu. Kupiec tylko trzy dni będzie na nas czekał. Jeśli nie wrócimy to odjedzie i z pieniędzy nici. Nie mamy na to czasu.
 
Ulli jest offline