Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-09-2013, 06:01   #6
Aro
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Lady Ysabelle zaciągnęła się powietrzem, pozostając w tyle na swoim koniu. Odór rzeki wymieszany z subtelnym niemalże zapachem popiołów przywołał wspomnienia. Te lepsze, z ciekawszych czasów. Z czasów kiedy jeździła z Sierotkami, kompanią najemniczą, i to nie jako kurtyzana. Nie, nie, była ewenementem, bowiem swoim towarzyszom broni dorównywała i w szermierce, i w fajczeniu osad, takich jak te minięte po drodze do Trzygłowia. Kilka razy nawet zdarzyło jej się zgwałcić jakiegoś giermka, czy innego ocalałego, który miał nieszczęście wpaść jej w oko. Sierotki zawsze miały z tego ostatniego niesamowity ubaw przy popijawie.

Ale to było przedtem. Zanim Ysabelle zyskała imponujący tytuł i towarzyszące mu stare nazwisko. Zanim wyrżnęła sobie drogę do sukcesji po starym Markizie, ucinając łby dwóm pół-braciom. Zanim urządziła czystki w administracji i powywieszała tych, którym w niesmak była nowa Markiza z nieprawego łoża. Wtedy było życie! Aż uśmiech wypłynął na jej usta, kiedy tak sobie wspominała.

Ale kiedy już posadziła dupę na Burogrodzie, skończyły się przyjemności. Zaczęły się natomiast spotkania, audiencje, wbijanie jej w gorsety i równie wykwintne, co irytujące fryzury. W tamtych chwilach drażniło ją wszystko, poczynając od uciskających pięty trzewików, po nudnych jak flaki z olejem petentów. Nawet małżeństwo z trzecim synem barona Wysogrodu nie przyniosło jej żadnej radości. Może i nie brakowało mu niczego pod względem wyglądu, ale zwyczajnie nie stanowił dla niej wyzwania.

Burogród, przynajmniej dla Ysabelle, naprawdę zasługiwał na swą nazwę. Buro, nudno, szaro. Czasami odzywały się w niej zapędy piromanckie i miała ochotę puścić cały kasztel z dymem, za podpałkę używając gorsetów i trzewików. Nie zdążyła. List z Trzygłowia uratował markizową siedzibę.

* * *


Towarzyszom podróży przedstawiła się jako szlachcianka, ale nie tym właściwym tytułem. Bo chociaż Markiza Siedmiogrodzka, Pani na Burogrodzie i Łysorogu brzmiało imponująco, to w tych stronach znaczyło tyle, co nic. Lady Ysabelle de Beaujeu-Fezansaguet było w sam raz.

Jedynym dowodem na jej szlachectwo był gruby, podszywany futrem płaszcz i srebrny sygnet. Poza tym, ciężko byłoby wziąć ją za błękitnokrwistą damulkę (którą po prawdzie to wcale nie była). Nie narzekała na to, że boli ją dupa od jazdy konnej, żarła jak każdy podróżny i nie wymagała nie wiadomo jakich luksusów. Nie zadzierała nosa i nawet dzieliła się wódką.

Pomiędzy jednym skowytem, a drugim pożałowała przez chwilę, że nie dała się przekonać do zbrojnej eskorty.

- Kutas. – Mruknęła pod nosem. - Na chuja nam opowiadał te swoje historie?

Ale legendy przekazane im przez Setha odeszły gdzieś na drugi plan, kiedy w polu widzenia znalazła się trójka zbrojnych. Ysabelle mogła się tylko domyślać powodu ich pobytu na tym wygwizdowie i drogą dedukcji wymyśliła, że pewnie i oni podróżują do Trzygłowia. W końcu jej towarzysz, Baron, też tam zmierzał, więc cholera wie, ile osób zostało zaproszonych do kasztelu otoczonego złą sławą.

Jednak starych nawyków ciężko się wyzbyć i markizowa dłoń zaraz zacisnęła się na rękojeści miecza. Chciała ich poobserwować z ukrycia i zobaczyć, czy całe jej dedukowanie okaże się trafne, ale baronowy wierzchowiec miał inne plany.

A noc jeszcze młoda...



========================================
20, 9, 9, 8, 5
 

Ostatnio edytowane przez Aro : 01-09-2013 o 06:06.
Aro jest offline