Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-07-2014, 17:21   #3
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 39399 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Trzy trumny… jeden pogrzeb. Pastor dziś uwijał się jak w ukropie. W mieście zginęło kilkunastu ludzi. W tym parę przypadkowych ofiar. W tym jedna mała dziewczynka. Kiedy to wszystko się posypało?
Kiedy misterna koronkowa robota zmieniła się krwawą jatkę?
Trzy trumny. Hawkes nie tak planował zakończenie dnia.

[MEDIA]http://1.bp.blogspot.com/_gxq5uJIKars/TB1MDzX6-OI/AAAAAAAADDE/MJapkWVLPUU/s640/IMG_2834.jpg[/MEDIA]

Trzy świeże groby… Nawet nie wyryto jeszcze imion. Jimmy miał nadzieję, że kamieniarz załatwi to zgodnie z jego wskazówkami. Hawkes nie miał czasu na dopilnowanie formalności. Miał inne sprawy do załatwienia… w tym Harpera i jego ludzi. Był im to winien.
-Trochę się popaprało, nie?- zapałka otarła się o szorstki kamień nagrobka zapalając płomieniem. Ten płomyczek trafił do fajki zapalając znajdujący się w niej tytoń.
A przecież plan był prosty. Mieli wtyczkę w bandzie Dzikiego Diabła. Kogoś kto chciał uciec z bandy i zarobić. Znali cel… bank w jednym z miasteczek rozrzuconych po dzikim zachodzie. Mieli pomoc miejscowego szeryfa przy pułapce. A potem… coś poszło straszliwie nie tak.

Z początku było tak jak w planie. Rod Harper wpadł ze swymi ludźmi do miasta, skierował się do banku i wszedł do środka.
A wtedy z okolicznych budynków wyszli ludzie szeryfa, sam szeryf.


Oraz sam Jimmy “Morte” Hawkes ze swymi ludźmi i swym niezawodnym winczesterem. Rod Harper nie miał szans.
A potem rozpętało się piekło. Nie wszyscy ludzie Harpera wpadli do miasta razem z nim. Spora grupka czekała poza miastem. Okazało się więc, że to nie Morte pochwycił Diabła, tylko ludzie Harpera wzięli szeryfa i obrońców miasteczka w dwa ognie.
Skuleni przy ścianach budynków, ostrzeliwani z dwóch stron na raz… niedoszli triumfatorzy teraz walczyli o życie. Nad głową Hawkes'a świstały kule, on sam zaś odpłacał wrogom pięknym za nadobne. Nie wiedział ile wtedy kul wystrzelił. Ilu ludzi zabił. Nie wiedział. Nie miało to zresztą znaczenia. Harper wymknął się z pułapki kosztem kilkunastu swoich ludzi. Szeryf zginął, Jimmy też poniósł poważną stratę. Jedynie kruki cieszyły się z uczty.
Ćmiąc fajkę nad trzema grobami Hawkes rozmyślał nad sytuacją i.. po chwili miał już plan, który zaprowadził go ostatecznie do Artesii w Nowym Meksyku. Po drodze znalazł zdrajcę… właściwie znalazł go tam, gdzie się umawiali. Widocznie Harper odkrył kto go chciał sprzedać i torturami wydobył z niego informacje. A potem zmaltretowane zwłoki porzucił na miejscu spotkania niczym wyzwanie.
Nic więc dziwnego, że sytuacja podczas zasadzki się odwrócił. Harper wiedział o niej.
A Jimmiemu nie pozostało nic innego jak pogrzebacz szczątki swego “agenta” w ich bandzie i samotnie polować na bandę Dzikiego Diabła.

Aż do Artesii… W tej małej mieścinie nie różniącej się nikim od reszty dziur Nowego Meksyku, zebrała się kolejna sfora łowców na Harpera. I Jimmy do niej dołączył.
Szczupły i lekko zarośnięty mężczyzna jakim był, nie wyróżniał się za bardzo. Nawet jego czarne ubranie z prochowcem i kapeluszem nie czyniło go tu szczególnie wyjątkowym.
Choć trzeba przyznać że Jimmy wyglądał za porządnie na kowboja i jednocześnie zbyt niechlujnie na elegancika ze wschodu. Na usta cisnęło się słowo Pinkerton, choć sam Jimmy nie wspomniał ani razu, czy jest członkiem tej agencji.
Nie wtrącał się w robotę Tiggeta, nie próbował mu rozkazywać czy nawet doradzać. Raczej… był zadowolony z roli jednego z wielu rewolwerowców, którym płacono za strzelanie.
Ot, może zbyt często zerkał na kieszonkowy zegarek i nakręcał go regularnie. I zamiast papierosów wolał ćmić starą fajkę. Ale poza tymi dwoma szczegółami Jimmy “Morte” Hawkes być jednym z tych anonimowych rewolwerowców jakich Dziki Zachód był pełen.
Gdy padła komenda… “Panowie Hawkes i Black…” Jimmy tylko skinął głową i nalał sobie gorącej kawy. Miał godzinę do warty, więc zamierzał się nieco odprężyć przy kawie i nabitej fajce. Zerknął na przesuwające się wskazówki zegarka. Godzinka do warty… starczy.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 06-07-2014 o 21:00. Powód: poprawki
abishai jest offline