Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-11-2014, 21:41   #4
Harard
 
Harard's Avatar
 
Reputacja: 688 Harard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwu
- Wiesz, że to moja ostatnia noc, baby? Potem wyruszam…
- Jeeezu Jake, ty naprawdę myślisz że ja się dam nabrać na takie teksty? - Michelle zachichotała cicho na tylnym siedzeniu, ale je odtrącała jego ręki błądzącej pod sweterkiem. - Naczytałeś się książek o żołnierzach wyjeżdżających na wojnę? Czy którakolwiek przede mną dała się na to nabrać? Jake?
Tym gadaniem trochę psuła nastrój. Chłopak zmrużył oczy i zaczął się wkurzać. Oczytana. Pyskata. Ale przecież ciałko miała, że aż dech zapierało. No i gdzie teraz znajdzie inną chętną? Impreza powoli już zdychała, a jutro bladym świtem do ciężkiej cholery na prawdę wyjeżdżają. Może nie jak pieprzeni żołnierze przez Atlantyk, ale prawie…
Przemógł się więc i wpił się w jej usta, tylko po części aby wreszcie je zamknęła.

***

No i dobra. Od pierwszych chwil przeprowadzka była mu nie na rękę. Tu już był ustawiony przecież. Wiedział co i jak, czego po kim się spodziewać. Miał tu kumpli, z którymi już nie jedno przeżyli. Miał pozycję w drużynie, nikt mu nie podskoczył i nie dlatego że nie miał konkurencji, tylko że był najlepszy! Bez kitu! - uśmiechnął się lekko i zarzucił sportową torbę na ramię.
- No idę, idę - odpowiedział na poganianie ojca. Odwrócił się jeszcze spojrzał na znajome kąty. Na swoją gębę odbijającą się z lustrze na korytarzu.

[media]http://www.thegrandproductions.com/images/celebrity-bio/celebrity_talent_actors/celebrity-talent-Tyler_Posey.png[/media]
***

Przez większość drogi zastanawiał się co zastaną na miejscu. Niby dogadał się z trenerem. Miał mu załatwić stypendium w nowym liceum. Pokazywał papiery, że przepchnięte wszystko gładko. Pieniądze nie były spore. Nie, może inaczej, były gówniane, ale pozwalały na niezależność. Przynajmniej na taką, by nie żerować na rodzince. No ale co zastanie na miejscu? To ciągle niewiadoma. Wiedział że sobie poradzi, trochę już przecież szajsu w życiu przeszedł. A Teraz to przecież zostawiali za sobą… No nie jest tak? Przecież zostawiają dom, gdzie… Wcisnął do uszu słuchawki i zagapił się w śmigający krajobraz za oknem. Nie minęła chwila i pochłonął go mecz.

Podróż minęła szybko, choć cała rodzinka ściśnięta w jednym wozie to spore wyzwanie. Co mnie nie zabije i tak dalej… Docinki Maddie jak zwykle zignorował, już dawno zaprzestał burczenia na gówniarę, bo jej najwyraźniej sprawiało to radość. Tyle że od dziadka wygrał dwie dychy, bo po pół godzince stało się jasne, że Jetsi po raz szesnasty w sezonie dali dupy jak Michelle. No może nie jak Michelle, ona to jednak miała klasę. Eh, nie żeby tęsknił już za starą szkoła i dziewczynami, ale cholera coś w tym było.

Na miejscu rzucił okiem na dom, no z zewnątrz wyglądał całkiem nieźle. Zupełnie nieźle. Fakt że jakiś facet połamał się na schodach skwitował skrzywieniem warg. Ja przecież jestem nieśmiertelny. Każdy ze starej drużyny zaliczył już kontuzję, kilku nawet połamało nogi, ale jemu udawało się omijać takie rzeczy. Poza tym jednym przypadkiem, wtedy kiedy stało się to w szpitalu. Splunął ze złością pod nogi, wbił ręce w sportową kurtkę i ruszył za innymi do auta. Niech będzie najpierw wyżerka, a potem rozpakowywanie.

Spalić? Dlaczego spalić? Jake spojrzał na kelnerkę uważniej, ale zaraz wzruszył ramionami i wrócił do hamburgera. Horton to poprzedni właściciel? Chyba tak. Całkiem dobre te frytki, no nie będzie tu tak źle.
 
Harard jest offline