Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-05-2015, 11:12   #4
echidna
 
echidna's Avatar
 
Reputacja: 563 echidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemuechidna to imię znane każdemu
Festyn na zakończenie lata… odwieczna atrakcja Wiscasset. Jedna z nielicznych, prawdę powiedziawszy. Podczas gdy matka wyczytywała kolejne atrakcje i zastanawiała się, kto ma szansę na palmę pierwszeństwa w poszczególnych konkurencjach, April dała się ponieść wspomnieniom. Ileż to podniecających, ale wyjątkowo głupich rzeczy robiła za młodu podczas tego festynu. Ileż to razy wymykała się z domu pod pretekstem uczestnictwa w potańcówce, a tak naprawdę… cóż, robiła inne, nie mniej ekscytujące i przyjemne rzeczy. Jak na tak zapadłą dziurę, rodzinna miejscowość potrafiła zaoferować zaskakująco wiele atrakcji. Trzeba tylko było wiedzieć gdzie, jak i - przede wszystkim - z kim ich szukać.


Telefon od ukochanej córki. Matczyne serce zabiło szybciej w zachwycie. Czyżby jedyne dziecię, noszone pod sercem dziewięć miesięcy, a przez kolejnych sto osiemdziesiąt pielęgnowane niczym rzadki kwiat, z tęsknoty zapragnęło usłyszeć jej głos? April zaśmiała się pod nosem, po czym odebrała.

Jak łatwo się domyśleć, to nie tęsknota skłoniła latorośl do telefonu, lecz chłodna kalkualacja. Ava chciała spędzić noc u Richmonde’ów i prosiła o pozwolenie. Przynajmniej tyle dobrego, że młoda dalej czuła, że powinna pytać, a nie informować. Kobieta przez chwilę udawała, że faktycznie się zastanawia. Po prostu nie chciała zbyt łatwo dać się przekonać. W sumie nie miała nic przeciwko, bo i czemuż miałaby mieć? Skoro Hannah się zgodziła, to niech teraz cierpi mając pod dachem dwie rozgadane nastolatki. A dla April oznaczało to błogi spokój. Gdyby tak jeszcze udało jej się gdzieś wysłać matkę, poczułaby się niemal jak na studiach… tylko ona i butelka wina.

Kończąc rozmowę dostrzegła na poboczu zaparkowany samochód straży leśnej. Konkretnie pewien dobrze jej znany egzemplarz. W głowie od razu zabrzmiały słowa matki. Może faktycznie powinna poprosić o pomoc Seana? Zwolniła i zjechała na pobocze tak, by zrównać swoje auto z tamtym. Jak się jednak okazało, oficera Watsona nie było w środku. Pewnie poszedł w las załatwić jakieś ważne leśne sprawy. Tym sposobem dylemat moralny April rozwiązał się samoistnie. Los zdecydował za nią, nie poprosi go o pomoc. Ruszyła dalej.


Nie zrozumie, co znaczy cisza, ten, kto nie ma dzieci. April nie była może najlepszym uosobieniem archetypu matki, wszak dochowała się raptem jednego dziecka, a i tego nie odchowała jeszcze w zupełności. Nie mniej jednak swoje wiedziała. Wiedziała na przykład, że kiedy ktoś bliski oferuje ci, że zajmie się twoim dzieckiem, zabierze je do siebie na noc, należy z tej oferty skorzystać. Ba! Należy ten wieczór celebrować. Celebrowała zatem swoją chwilową wolność. Może nie z przytupem, bo pewnie dawna, studencka ona zapłakałaby gorzko nad obecną definicją imprezowania i wolności, ale jednak miała wszystko, czego potrzeba jej było do szczęścia: ciszę, spokój i butelkę wina. No dobrze, nie wszystko, ale o ostatni magiczny składnik szczęścia było jej trudno, choć podobno kobiety i tak mają łatwiej.

W każdym razie, gdy zadzwoniła Hannah, April siedziała na kanapie z winem w ręku i Salemem na podołku. By odebrać, musiała wstać zrzucając futrzaka z kolan. Kocur, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw, zeskoczył, przeciągnął się ziewając, po czym spojrzał na swą właścicielkę wzrokiem psychopatycznego mordercy i jak gdyby nigdy nic odmaszerował załatwiać swoje kocie sprawy.

[media][/media]

April tymczasem zaczęła rozmowę. Hannah była strasznie podekscytowana wypadem do baru. Jak dziecko przed otwarciem prezentów na Boże Narodzenie. Chyba przyjaciółka nie dostrzegła subtelnego detalu, że pani Blackburn na tamtą chwilę jeszcze się nie zgodziła. Nie powiedziała co prawda twardego “nie”, ale nie powiedziała też “tak”. I trudno rozsądzić, czy to wrodzony dar przekonywania pani Richmonde, czy procenty, które zaczęły szumieć w głowie April, ale ta zgodziła się. Pytanie brzmiało, czy nie zacznie wkrótce tego żałować.
 
__________________
W każdej kobiecie drzemie wiedźma, trzeba ją tylko w sobie odkryć.

Ostatnio edytowane przez echidna : 04-11-2016 o 22:57.
echidna jest offline