Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-07-2015, 03:10   #5
Pipboy79
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 57293 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Douglas "Oczko" Brenner - znerwicowany szwendacz



Mężczyzna w berecie czuł i okazywał niepokój. Głównie patrząc na zarżniętego Lulu. Ten już został zarżnięty i miał teraz na wszystko totalnie wyjebane. Oni jeszcze tu byli i dopiero ich to czekało. Samo wezwanie i cel wyprawy też jakoś nie nakłaniało go do zachowania spokoju. Ktoś był chyba ostro zjebanym popierdoleńcem i nie nadawał się do zycia w ich topniejącej społeczności jeśli uważał, że może sobie kgoś ot, tak zadźgać. Zanzibar niegłupio to wymyślił tę garść zasad i jakoś na razie one działały. W przeciwieńśtwie do stali czy tytanu który niekoniecznie okazywał się wystarczający do powstrzymania tego co było za nimi. Nie wóczas gdy to coś uparło się by dostać się tak jak do sektorów z którymi ucielki. A teraz... Sami tam mieli pójść... Kurwa mać... Mężczyzna zdusił nerwowo wypalonego prawie do ostatniego skrawka peta i odpalił nastepnego.

By pójść "tam" to trzeba było mieć nieźle nasrane w bani. Znaczy, żeby się tam wybrać na ochotnika. Mężczyzna okazujący nerwowe ruchy podczas palenia fajka dał się zaś poznać jako ekspert od znikania i przemykania się czy to po pokładach "Gehenny" czy wcześniej na Ziemii. Był ekspertem i znał się na znikaniu, na unikaniu kamer i alarmów. A mimo to uważał, że wyprawa jest samobójcza. To było jak granie w ruską ruletkę więcej niż jedną kulą w bębenku.

"Oczko" został wsadzony za włam choc jak sporą część współwięźniów złapać się nie dał. Swoją część roboty wykonał jak należy. Sprawa juz na akcji spartoliła się i musiał szyć i wykaraskać sie na bierząco a mimo to talent, umiejetności i trochę szczęscia pomogły mu uniknąć pochwycenia przez sieć alarmów, strażników i systemów bezpieczeństwa wojskowej bazy. Wpadł we własnym łóżku gdy antyterrory wyważyły drzwi i wpadły po niego. Sprzedali go jego wspólnicy którzy wpadli podczas próby upłyńniania gorącego towaru. No i jak wielu obecnych sąsiadów miał szybki i uczciwy oczywiście proces po czym zesłano go na ten przeklęty statek. Co wiecej okazało się, że naprawdę to jest przeklęty statek.

"Oczko" dał się poznać jako spec od ucieczek. Jeśli było możliwa ucieczka z Gehenny to właśnie pewnie miał szansę dokonać tego ktos taki jak on. Zdawało się, że nie ma zamka czy kraty zdolnej zatrzymać go na dłużej. Przydało się to podczas tego chaosu i goraczkowej ucieczki gdy to coś, z zewnątrz, przedarło się przez zapory i systemy siejąc smierć, strach i przerabiajac ludzi na własne, wypaczone podobieństwo. Oczko został odcięty wraz z kilkoma przypadkowymi współwieźniami. Swoimi drogami udało mu się przedostać do obecnego sektora. Byli ostatnią grupką ocalałych która przedarła się z opuszczonych i spustoszonych anomaliami sektorów.


---



- A dlaczego ja? Niech Martin idzie. On się zna na zamkach lepiej ode mnie. - "Oczko" zaprotestował od początku przeciw wyznaczeniu go do "zaszczytnej" roli wspierania ratowniczej misji dla ich sektora. Znał się własnie na zabezpieczeniach i znikaniu i te "znanie się" kazało mu nie opuszczać tego sektora.

- Martin ma tylko jedną rekę. Potrzebny jest ktoś sprawny. - odparł mu spokojnie rozmówca. Trzymał się z Zerówkami bo chyba z nimi szło mu sie dogadać najłatwiej. Ale jakoś nie w tej chwili.

- No to Czip niech idzie. Ma dwie nóżki, dwie rączki, łeb na karku... - wskazał kolejną kandydaturę.

- Czip? Daj spokój, ona się potrafiła gubić na ziemskiej jednopasmówce... Potrzebny jest ktoś kto ogarnia teren. - odparł facet uznawany za miejscowego lidera zerówiaków.

- No to Sergio? Cały czas nawija, że wie jak sie z tym czymś dogadać i przecwaniakować. No to ma okazję. Pogada se z bliska. - wruszył ramionami wygolony prawie na zero meżczyzna od ręki znajdując kolejnego palanta który powinien się wykazać zamiast niego.

- Sergio? Weź Oczko mnie nie rozśmieszaj... A jak trzeba będzie uciekać? Jak on za wami nadązy? - prychnął nawet chyba trochę rozbawiony szef.

- Nooiii? To ma być wada? - Doug rozłożył ręcę i uniósł pytająco brwi. Spaslak przydałby się jak znalazł na taką okazję i przestałby wnerwiać wszystkich tym swoim głupim gadaniem.

- Cholera, "Oczko", to nie jest śmieszne! - wybuchnął nagle lider zerówiaków rozeźlony przedłużającym się oporem szeregowego członka.

- A ja się śmieję? No serio mówię... - wygolony facet zareagował spokojnie unosząc nieco puste dłonie. Jakoś nie widział nadal sensownego argumentu przemawiającego za tym by to był własnie on wśród tych "szczęścliwców" i najlepszych z najlepszych i takie tam pierdoły. Spokojnie mógł zostać tutaj na miejscu niewiele rzucajacym się w oczy szczurkiem. Wcale nie musiał być na świeczniku czy świetle reflektorów.

- Musimy kogoś tam wysłać od nas jesli nadal mamy tu coś znaczyć i musimy wysłać najlepszego. By ta wyprawa w ogóle miała szansa powodzenia. - szef mówił zirytowanym głosem patrząc na upartego podwładnego. Mógł co prawda go zmusić ale wiedział, że efektywnjej będzie jeśli go przekona.

- Najlepszego? I to ktoś od nas? No to sam idź... - Doug okazał się oporny na urok lidera i jedynie wzruszył ramionami kwitując na swoją modłę wnioski szefa.

- Kurwa, "Oczko" w chuja se lecisz?! - wrzasnął rozjuszony nie na żarty szef. Doug może normalnie by tak ostro nie grał z nim ale do cholery mowa była o prawie pewnym wyroku śmierci. A przynajmniej wszystkie obserwacje tego czegoś co działo się za ścianami na to wskazywały. - Chcesz stąd zwiać, prawda? - spytał nagle chytrze mrużąc oczy i usmiechajac się przebiegle. W odpowiedzi "Oczko" nie dał ale pierwszy raz od początku dyskusji uciekł wzrokiem gdzieś w głąb pomieszczenia. - Znaleźliśmy coś. Wygląda na jakieś połaczenie ze sterówką. Kto wie, jakby udało się złamać kod a potem opracować program... Może dałoby się rozbujać tą łajbę by się dokulała w jakieś sensowne miejsce... - rzekł szef. Teraz dla odmiany on patrzył zamyślonym wzrokiem gdzieś w przestrzeń a włamywacz chłonął całą jego sylwetkę i słowa.

- Ale kurwa nic z tego bo bez tej jebanej podmianki za dwa dni albo się podusimy albo zamarzniemy o ile przez tego psychola od Lulu wcześniej te chujostwo zza ścian nam się nie zawli na łeb! - wrzasnął wściekle uderzając się pięścią w otwartą dłoń szef i bezpośredni współpracownik Lulu i Zanzibara. Ruch i wrzask był tak nagły i kontrastujący z wcześniej zamyślonym i cichym tonem, że Doug aż z lekka podskoczył.

- No dobra. Pójdę. - rzekł cicho po długim milczeniu i króetkiej, gwałtownej kłótni. Uciec z Gehenny. To by było coś. Może nawet wrócić na Ziemię czy chociaż do Układu? Jakoś nie widział swojej przyszłości na tym statku wieziennym a na pewno nie kiedy pojebało rządzące nim zasady do reszty.



---




- Światło. Kto może niech skombinuje jakieś światło. I linę. - odezwał się po raz pierwszy do przyszłych współtowarzyszy wyprawy nim się rozeszli po swoich kątach. Trochę był ciekaw kto się stawi jak na serio przyjdzie ruszać za te niby dwie godziny. Właściwie sprawa wyszła dość nagle. Jak większość spraw ze śmiercią w tle i jako głównej aktorce. Ledwo wylazła sprawa z Lulu, wyprawą poza sektor i już właściwie trzeba było pójść się do niej szykować. Idąc do swojej celi Doug zastanawiał się. Właściwie to był cień szansy. Teraz tak o tym myślał. Był ciekaw czy naprawdę ją dostrzegał czy tylko sam się oszukiwał by do reszty nie upaść na duchu. Ale mimo to nadal dostrzegał cień szansy. Tą upatrywał w tym, że nie musieli przebywać niewiadomo jak długo w spustoszonych sektorach. Sprawa właściwie była dość prosta. Wyjść, dojść, nie zgubić bezpieczników, wsadzić gdzie trzeba i wrócić. Normalnie nie byłoby to jakoś specjalnie trudne. No ale nie teraz i nie z takim otoczeniem. Najbradziej wkurwiało go, że dla tych co zostają tutaj wystarczy, że dojdą i zmienią sprawne bezpieczniki na spalone. To oznaczałoby życie. Może takie gehennowe no ale jednak. Innego tutaj nie mieli. Jeśli zdechnął w drodze powrotnej to nikt po nich nie zapłacze. Po gehennowych trupach nawet na gehennie mało kto płakał.


Ładować się w sledztwo nie miał zamiaru. Jak sobie oebrzał z bliska Lulu to mu się rzuciło w oczy, że ktoś całkiem sprawnie zaczął mu oddzielać główkę od reszty. Sprawność była na tyle wielka, że dość natutalne mu się wydało, że on sam jakos specjalnie lepiej od Lulu by sobie nie poradził gdyby znalazł się z takim rzeźnikiem sam na sam. Obejrzał jednak ciało i celę z ciekawości. Był ciekaw jak Lulu, taki stary wyga w końcu, dał się podejść. Przecież koleś musiał w końcu podejść z nożem do niego co na "Gehennie" nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Jak już zgadywał, że killer udał ciotę gotową do przecwelowania i jak zostali z Lulu sami sięgnął po kosiora i zrobił swoje. Mimo wszystko jednak walka to walka i zaskoczenie to zaskoczenie ale tak całkiem, że bez śladów walki i pobić tylko z tą jedną raną przez którą wyszła z Lulu jucha i zycie to się nie spodziewał. Bo co? Zaczarował czy naszprycował go czymś wcześniej czy co do chuja? Nawet pijany czy naćpany się w końcu broni... No i krew. Jak się podrzynało komuś gardziłko to nawet stojąc za plecami delikwenta cieżko były wyjść nieujebanym juchą. Więc kolo z zapierdolonym juchą uniformie dość się chyba rzucał w oczy po tym w końcu zawalonym ludźmi celach i karytarzach. Zwłaszcza, że jucha raczej oznaczała złamanie zakazów Zanzibara a o konsekwencjach chyba zdawali sobie sprawę wszyscy.

Szamanka zaś była chyba nieźle trzepnięta. Znaczy się od czasów Przejścia i to pomijajac, że każdy kto sie tu znalazł jakoś najwyraźniej miał problemy z mieszczeniem się w normy społeczne. Laska miała cycki i autorytet co rzadko szło w parze. Przynajmniej tutaj. Albo cycki albo autorytet. No ale cóż, wszędzie zdarzały się wyjątki. Teraz jak poszła plota, że coś może się sypnąć... Wierzył jej. Zbyt często miewała rację by zlewać to co mówi. No i miała cycki co z natury przykuwało uwagę. No ale... Co go to obchodziło w tej chwili? Zostawała cała czerada Zanzibara do lepienia dziur. A ci co za dwie godziny mieli opuścić ten lokal zapewnie nie mieli już do niego powrócić to co się mieli przejmować jego losem? Jakoś ci wszyscy supermaczomeni i superlaski które tu zostawały jakoś nie kwapili się wymienić te cholerne rezystory i chuj ich to obchodziło. Zresztą jaka to róznica jeśli im się nie uda i za dwie czy trzy doby i tak wszyscy zamarzną albo się poduszą? Nie no w sumie rodzaj śmierci był inny. Zamarznąć czy się udusić to jednak nie to samo co wpaść w Odmienienie. Generalnie jednak nie widział jak miałby im pomóc. Przecież jak Szamanka ma rację i coś tam się sypnie to będą wszyscy do skoszenia co tam polezą. Wolał przygotować się do wyprawy po swojemu.


---


- Cześć Czip. Masz trochę cukru? - zaszedł do celi zajmowanej przez byłą uzdolniona piromankę.

- Serio nie umiesz wymyślić nic bardziej oryginalnego? - spytała dziewczyna unosząc brew do góry. - I co mi dasz za ten cukier? - przeszła dość sprawnie do interesów.

- Co powiesz na to? - wyjął z kieszeni małą fiolkę, mniejszą od małego palca. Mała pojemność jak do transportu lotniczego. Albo do więzień. Widział jak dziewczyna chciwie złowiła wzrokiem flaszeczkę.

- A jaki zapach? Cały? Niezaczynany? - na jego twarz ledwo zwróciła spojrzeniem zatopiona spojrzeniem w buteleczce.

- Pisze, że z orchidei. Cały. Nierozdziewiczony. To jak? Robimy deal? - uśmiechnął się w duchu. Mógł być koniec świata a kobiety nadal chciały ładnie wyglądać. I pachnieć. Na Ziemii nie było to specjalnie trudne ale w tak restrykcyjnym miejscu w jakim przyszło im żyć taki flakonik pachnidła urastał to statusu lusksusu i wyznacznika pozycji w hierarchii.

- Ale wiesz, tego cukru ja mam dużo a to tylko mały flakonik... - Czip próbowała się targować choć chyba raczej dla zasady lub naprawdę uważając, że ma do czynienia z frajerem.

- No to kurwa zapchaj się tym cukrem. - warknął krótko schował szkiełko do kieszeni i odwrócił się by wrócić na korytarz. Cukier był mu potrzebny do sprokurowania tego czy tamtego specyfiku ale jak mu nie chciała pomóc to w sumie mógł zabrac fiolkę ze sobą i tyle by miała z tego jej pięknienia.

- Na chuj ci ten zapach jak i tak idziesz na zewnątrz?! - wrzasnęła za nim piromanka podbiegając do wyjścia z celi i patrząc za jego oddalającymi się plecami.

- Będę wypachnionym trupem. A ty zamrozonym za dwa dni! - odwrócił się wściekły do niej na chwilę. Biznes w sumie i tak był dla niego chujowy bo trzymał te znalezione pachnące gówno na specjalne okazję. Dupy jeszcze powinna dać albo laskę chociaż zrobić a nie gównianego cukru żydzi szmata jedna. To skoro miał zdechnąć to niech ona zdycha razem z nim choć gdzie indziej i trochę później.

- No dobra! Dam ci ten cholerny cukier! Na żartach się nie znasz? - prychnęła nagle i wyciągnęła w jego kierunku rękę jednocześnie jakby go przywołując gestem i jakby czekając aż położy na niej flakonik.

- A będziesz dla mnie miła? - spytał uśmiechając się do niej zadziornie gdy wrócił te perę kroków i bawił sie fiolką przbierajac ją w palcach nad jej czekającą dłonią.

- Miła... Zawsze jestem miła... Nawet jak jesteś wredny. A często jesteś. Poza tym chyba nie sądzisz, że za jedną fiolkę będziesz miał coś teges? - spytała udając skrzywdzoną niewinność. Piła do ich ciągłych przepychanek o wpływy u szefa i nie tylko gdy częściowo ich specostwa zazębiały się na tyle by mieć do powiedzenia i to z sensem a jednak bu wręcz zawodowo wkurzać te drugie.

- Daj spokój... Lecisz na mnie... Cały sektor o tym wie... - wydął bezczelnie wargi sprzedając jej swój stały w takich momentach tekst.

- Kotku, ja tu mogę mieć każdego i na pewno nie leciałabym na takiego cieniasa jak ty... - prcyhnęła chowając powoli swoją dłoń i opierając razem z drugą na biodrze rewanzując mu się podobnym odhaczeniem stałego punktu programu w ich dyskusji. Sylwetka obecnie wraz z minką sprawiały dość wyzywajace wrażenie. Co tu dużo gadać, Czip nawet na Ziemii byłaby całkiem niezła a tutaj...

- Jak będziesz dla mnie miła... Powiem ci jak ominąć kamery przy siódemce... - chodziło co prawda nie tylko o same kamery ale i całą resztę łącznie z upartymi współwięźniami. Już go parę razy molestowała by zdradził jej sekret. Normalnie był to goły kawałek korytarza i wszelkie sztuczki brało w łeb. Wentylacja była obstalowana i zwiać się i przesliznąć nikomu nie udało. Znał sposób choć wcześniej jej go nie zdradził nie chcąc tracic monopolu na te info. Wszystkim innym bowiem ten numer się nie udawał. Trzeba było negocjować czy bulić albo wywalczyć sobie przejście. Tylko "Oczko" wiedział jak się tamtędy przedostać niepostrzeżenie. Wiedza była cenna ale skoro miał iść na zewnątrz... Z wszystkich palantów i megaprzepaków tutaj jak już to wolał by Czip została powiernikiem tej wiedzy.

Usiechnął się z satysfakcją widząc zmianę w mimice dziewczyny. Była piromanką i trochę jakby chemiczką ale brakowało jej zawodowego opanowania rasowej kurwy, aktorki czy psychopatki. Widział jaj wyuzdana poza i mina znikają zastapione zaskoczeniem i oczekiwaniem, że zdradzi jej ten sekret. Ten rys naturalności jakoś zawsze mu się w niej podobał. No i może nie miała pozycji Szamanki ale nadal zaliczano ją do jakiśtam speców. Poza tym na wygląd i dotyk to naprawdę była niezła.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline