Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-01-2016, 13:35   #6
Nami
nudessender
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 44704 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację

Angelique była osobą lekko skomplikowaną, a jej aparycja niekoniecznie odpowiadała osobowości. Z wyglądu była szczupła, w miarę wysportowana, o gładkiej, bladej cerze, niebieskich oczach, ciemnych włosach oraz ładnych uśmiechu. Ogólnie można by pomyśleć, że urocza i milutka z niej osoba, jednak nie do końca tak też było.
Owszem, kobieta była miła i uprzejma, jednakże nie oznaczało to, że jest też głupia. Nie należała do osób towarzyskich, jednak nie dlatego, że była nieśmiała, a po prostu nie przepadała za ludźmi. Za ich zadufaniem, brakiem inteligencji, logiki, puszeniem się, za dwulicowość i bycie zwyczajnie "ludzkim ścierwem". Żeby dobrze się bawić na imprezie, musiałaby znać tych ludzi i wiedzieć, że są godni jej zainteresowania, że zawsze będą mieli coś ciekawego i mądrego do powiedzenia, że rozmowa będzie naprawdę na poziomie. Nie potrafiła dyskutować z przytępymi laskami na temat tipsów, fryzjerów, mody i obuwia.
Jednakże, mimo swej niechęci do własnego gatunku, bez wątpienia była miła i pomocna. Tak, to na pewno. Nie kierowała się sympatią czy też jej brakiem, starała się traktować każdego tak samo, choć nie było to proste zadanie. Ceniła sobie jednak sprawiedliwość i uczciwość, szlachetne cechy. Nie dało się jednak ukryć, że od ludzi woli zwierzęta, niektórzy nazywali ją "nawiedzoną", ale to tylko w dyskusjach tyczących się tego, komu charytatywnie dać pieniążki - dziewczynce zbierającej na protezę, czy zmaltretowanemu psu? Oczywiście, dałaby psu.


Impreza trwała długo, jednakże Ange zamiast się integrować, siedziała gdzieś przy stoliku i grzebała wykałaczką w szklance z wodą. Falujący w naczyniu płyn zdawał się ją zahipnotyzować, choć najbardziej prawdopodobną wersją było to, że po prostu się zawiesiła i mocno zamyśliła. Z owych rozmyśleń wyrwało ją dukanie jakiegoś przerośniętego faceta, który swym wyglądem przypominał jej jakiegoś średniowiecznego drwala. Wymieniła z nim parę słów uśmiechając się przy tym, a w między czasie kątem oka zauważyła, że jakiś przystojny mężczyzna natarczywie jej się przygląda i śle uśmiechy. Po uściśnięciu dłoni z Bobbym i zgodzeniu się na dzielenie kajaka, posiedziała jeszcze chwilę, rzucając podirytowane spojrzenie w stronę Mikołaja, a widząc Arisę obok własnego brata, przerzuciła ostentacyjnie oczami. To nie tak, że jej nie lubiła, ponieważ nawet nie znała jej dobrze. Po prostu rzadko ją widziała i nie zdązyła jeszcze przywyknąć do tego, że ktoś zabrał jej brata, który był dla niej bardzo bliską osobą, a teraz nawet nie zamienił z nią słowa. Totalnie zignorował własną siostrę, by spędzać czas z jakimś chinolem, który wcale nie był lepszy o niej. To tylko dziewczyna, przecież może coś się nie udać, mogą zerwać, może ich już nie być. Siostra była zawsze, a mimo to, zepchnięta na boczny tor, poczuła się źle. Z pewną dozą wściekłości udała się do domku.

Tam wzięła z pokoju strój do biegania, w który szybko się przebrała, związała włosy i wyszła pobiegać. Obiegła niemal cały ośrodek dookoła, wsłuchując się w odgłosy natury, jaka ją otaczała. Przyglądała się ptakom, roślinom oraz całemu krajobrazowi, który niemal zaparł jej dech w piersiach. Było tutaj naprawdę wspaniale i mogłaby spędzać swój urlop każdego roku własnie tutaj. Jedyne, co ją przygnębiało, to samotność, na którą nie mogła nic zaradzić. W domu miała przynajmniej czekającego na jej powrót psa, a tutaj? Kto będzie na nią czekał w pokoju, gdy już wróci z biegów? Kto ją przywita miłymi i ciepłymi słowami, opowie coś interesującego, naukowego? Coś, o czym będzie można dyskutować żywo całą noc?

Kto?


Na odpowiedź nie było trzeba długo czekać. A ta nie wydawała się być satysfakcjonująca a wręcz... Dukająca.

Kiedy Angelika przyszła do pokoju była w stroju do biegania. Nie spodziewała się tam spotkać tego samego jąkały, co kilka godzin wcześniej, jednak widocznie los chciał, by i pokój razem dzielili. Kobieta stanęła w progu patrząc zdyszana na siedzącego na łóżku mężczyznę.
- Sorka, że zajęłam łózko obok, pewnie liczyłeś na męskie towarzystwo - zagaiła wpierw, a następnie przekroczyła próg zamykając za sobą drzwi i przecierając czoło przedramieniem.
- Nie musisz się przy mnie stresować, pracuję w szpitalu i Twoja wada wymowy zupełnie nie jest dla mnie dziwna czy odpychająca. Mów tak, jak Ci wygodnie i naprawdę nie stresuj się. Jutro ruszamy na szlak - mówiąc to zaczęła grzebać w swojej torbie, by wyjąć z niej ręcznik i przybory higieniczne, które naturalnie pozostawi w hotelu, no bo po co brać na szlak jakiś żel po prysznic? Mimo, iż stała tyłem do niego, to wciąż mówiła.
- Pewnie myślałeś, że skoro są dwie kobiety, to będą spać razem, no ale to dziewczyna mojego brata i wiem, że będą chcieli dzielić pokój, a i nie jest mi nikim bliskim, nie miałam ochoty z nią dzielić jednej przestrzeni, obawiam się, że mogłaby mnie irytować - gdy wyjęła już wszystkie niezbędne do wieczornej higieny rzeczy, odwróciła się w stronę chłopaka podając mu rękę, a na jej twarzy widniał piękny, promienny uśmiech
- Mów mi Angela, albo Ange, będzie krócej. A jeśli Ci łatwiej, to i samo An wystarczy. - Zakończyła tym samym swoją mową, patrząc przyjacielsko na chłopaka.
- Nniie… o ttto chodzi. Bo… wwidzisz ja.- zaskoczony i stojący jak słup soli Bobby jakoś miał problem z sytuacją i wyartykułowaniem swych argumentów. Ostrożnie uścisnął jej dłoń jakby była z porcelany.- Bo wiesz… nieee plaaanuję niic wobbec ciebbie, ale ale… mooogłoby się zdarzyć… zdarzyć, że zobaczę ccoś czego nnie pow powiii powinienem.
Pochylił głowę, drapiąc się po karku.- Nieee chciaałbyym cię staw staw… robić kłoppotu.
Kobieta niewiele rozumiała z tego, co nowy znajomy do niej mówi i nie chodziło nawet o wadę wymowy, a rozmowę skrótami i hasłami. Tyle wydedukowała, że pewnie mógłby zobaczyć jej cycek lub poślad, co w sumie dziewczynie i tak nie robiło większej różnicy, w szpitalu tyle się tego naoglądała, że i z własnym ciałem nie miała problemów.
- Nic się nie martw, będzie dobrze! - pocieszyła go neutralnymi słowami
- Widzisz, nie masz się czym przejmować na zapas, to tylko pokój, w którym śpimy. - Zapewniła go spokojnym tonem głosu.
- Jeśśli… zachchowam się.. no.. źle.. to wwwal w pysk, An. Nie kręppuj się.- uśmiechnął się znajdując sensowne wyjście w sytuacji.
Mimo, iż kobieta lekko się przestraszyła, nie dała tego po sobie poznać. W głowie krążyły jej straszne rzeczy, ale nie potrafiła nagle wyjść i zmienić pokoju, musiała jakoś to przeboleć. Zamaskowała wszystko uśmiechem, jak miała to w zwyczaju, i chwyciła za swój żółty ręcznik.
- Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne. - Rzuciła krótko na odchodne i udała się do łazienki, w której nie omieszkała zamknąć się na zamek. Cholera wie, co to za gość!
- Jjja teeż.- odetchnął z ulgą Bobby. Usiadł na swoim łóżku i wyjął przybory do mycia. Zasady były ustalone, więc porządek świata był na swoim miejscu. Po czym czekał na swoją kolej.
Dosyć szybko zza drzwi dał się słyszeć szum wody spod prysznica. Mogłoby się wydawać, że skoro kobieta, to pewnie spędzi tam całą apokalipsę zombie i jeszcze wybuch wulkanu przetrwa w tej łazience, jednak niebieskooka szybko się uwinęła z całym myciem i przygotowaniem się do spania. Po około piętnastu minutach zamek w drzwiach zgrzytnął, otworzyły się a zza nich wyszła Angelique, ubrana w dosyć szczelną pidżamę, miała bowiem na sobie długie spodnie i koszulkę z długim rękawem. Należała do osób szczupłych, więc na próżno było się podniecać jakimiś odstającymi cycuszkami, bo ciężko było je dojrzeć.
- Już wolne, jeśli chcesz. – Oznajmiła poważnie podchodząc do swojego łóżka i składając na nim swoje ubrania. Powiesiła ręcznik na pobliskim krześle, przeczesała ręką włosy i usiadła na łóżku, żeby jeszcze przyjrzeć się swojej twarzy w podręcznym lustereczku.
- Dźdździęki..- Bobby wstał z uśmiechem i ze szczoteczką do zębów w kubku. - Nasstawiasz budzik? Bo ja tak.
Przez ramię przewiesił sobie bokserki i wyglądało na to, że to będzie jego “piżamka”.
- Spoko. - Odpowiedziała krótko. W końcu dała potwierdzenie, że nie lubi nader rozmawiać i zapewne nie chodziło tutaj o lenistwo, a brak inteligentnych tematów do rozmów. Po naszykowaniu się do snu, wzięła tylko swój tablet, który podłączyła do ładowania, odstawiła go na szafkę nocną i ustawiła budzik godzinę przed oczekiwanym przybyciem na miejsce spotkania, tak żeby mieć czas na poranne przygotowania. Potem już tylko wcisnęła się pod kołdrę i czekała z otwartymi oczami na to, aż jej współlokator wróci i położy się do swojego łóżka. Wolała być pewna, że nigdzie nie zawędruje.
Bobby mył się pod prysznicem. I pogwizdywał jakiś soulowy kawałek z południa. I fałszował, ale też wydawał się już spokojniejszy. Potem słyszała mycie zębów, a potem wrócił.. w gatkach niczym słoń stąpający na paluszkach, byle tylko nie zbudzić jej ze snu. Miał niedźwiedzią posturę, rude kłaki na torsie i paskudną bliznę na lewym ramieniu. I szybko skierował się do łóżka, po drodze uderzając piszczelem o jej łóżko w szybkiej i nieudanej próbie wyminięcia go. Po czym jąkając przekleństwa... krótko bo przecież nie chciał jej zbudzić, więc szybko schował się pod kołdrę swego łóżka.
 
__________________
Kiedy odpuszczę to kim jestem,
stanę się tym, kim mogę być.
Nami jest teraz online