Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-10-2016, 23:39   #105
Leoncoeur
 
Leoncoeur's Avatar
 
Reputacja: 12537 Leoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputację


Torsje wciąż targały nim, a widok obrzydliwych wrzodów na odkrytych częściach ciał rezydentów kurhanu tylko to wzmocnił. Asleif zwymiotowałby po raz kolejny ale już po prostu nie miał czym. Kurczowo zaciskał dłoń na mieczu dławiony spazmami, a resztki przetrawionej brei zwisały mu po brodzie malowniczymi glutami.
Nie rzucił się do przodu, patrzył tylko załzawionymi oczyma na wrogów unosząc swój miecz.

Daleki był od rzucania się na sukinsynów z krzykiem, złorzeczeniem w gniewnej szarzy. Skulony lekko spazmami walczył z żółcią podjeżdżającą mu do gardła.
Ale miecz dzierżył pewnie.
Postąpił krok.
I drugi.

Wystrzał Friggi wstrząsnął nim, jakby przebudził lekko. Przyspieszył trochę unosząc miecz i wbijając się w starcie za Kazem, który z całej ich grupy jako jedyny ruszył do walki w zwarciu..
choć targany spazmami i otumaniony smrodem, Asleif nie miał zamiaru dać mu walczyć samotnie gdyby efekt ostrzału krasnoludki, rycerza i Louisa nie dał spodziewanego i wypatrywanego efektu.
- Shalyo, daj mi siłę - szepnął skacząc za krasnoludem.

 
Leoncoeur jest offline