Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 23-01-2017, 07:01   #8
czajos
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu

Carter jako pierwszy dowiedział się o tragedi wczorajszego wieczoru, jako ranny ptak gazetę z wielce niepokojącymi wieściami miał już w dłoniach gdy reszta jeszcze spała w nieświadomości.
George błyskawicznie ubrał się i kazał podstawić samochód jednocześnie przekazując swej sekretarce by odwołała wszystkie spotkania zaplanowane na dzisiejszy dzień. O godzinie 8.30 był już na miejscu tragedi i smutnym wzrokiem przyglądał się zgliszczom które pozostały po domu dobrego przyjaciela. Telefonu do Imperial Hotel, gdzie Profesor przebywał na czas remontu nic nie dały, Carter co prawda także miał w planie się tam pojawić ale nie teraz.


Akcja gaśnicza jeszcze trwała, dwa zastępy straży ogniowej pompowały nieustannie strugi wody na zgliszcza, niszcząc tak wszystko co miało szansę pozostać z wspaniałej biblioteki Profesora, nie było to teraz największym problemem Cartera i szczerze, ta myśl ledwie przemknęła przez jego umysł. Dowodzącego akcją George znalazł przy jednym z wozów ten niestety także nie mógł mu zbyt wiele pomóc, choć tyle, że bez większych problemów opisał Inżynierowi przypuszczalny czas gdy ogień pojawił się w budynku i upewnił go, że od czasu pojawienia się gazety w druku nic się nie zmieniło w kwestii odnalezionych ciał co Carter przyjął z nieskrywaną ulgą. Już miał odjeżdżać z miejsca pożaru w kierunku najbliższego posterunku gdy dostrzegł nadjeżdżający jeden z kilku samochodów który udostępniał służbie. Z wnętrza czarnego forda wyszedł jeden z kamerdynerów i szybkim krokiem zbliżył się do auta Cartera.
- Sir Carter, otrzymaliśmy przed chwilą telefon od Pana von Meran w którym prosi on o spotkanie, nalegał bym to Panu Sir natychmiast przekazał bo jest to bardzo ważna sprawa. - powiedział szybko z niemal grobową powagą.
- Dziękuje Paul, dobrze zrobiłeś, że wyjechałeś do mnie z tą wieścią - pochwalił chłopaka Carter i nakazał kierowcy zawieźć się do domu Franza.

Stojąc przed odrzwiami posiadłości dziennikarza zastanawiał się cóż to takiego miał mu do powiedzenia Meran, że nie mógł przekazać tych wieści przez służbę, miał się on jednak zaraz dowiedzieć. Podszedł on więc do drzwi i mocno zastukał kołatką. Służba wpuściła go niezwłocznie i widać było, że została już co do tego poinformowana. Carter zdjął płaszcz i kapelusz ukazując grafitowy garnitur wykonany z nie mniejszą dbałością o detal niż ten który nosił na noc sylwestrową, jak zresztą cała zawartość jego garderoby. Następnie ledwo otarłszy z śniegowego błocka bytu na dywanie przedsionka wkroczył na salony z nadzieję, że zgodnie ze słowami służby zastanie tam Ritę, Franza i piękną Eleonor.

Wspomnienie tej ostatniej przypominało też o radośniejszych chwilach, a zwłaszcza o zabawie z przed kilku dni.
Carter umówił się z grupą przyjaciół na godzinę 17.00, celowo wybierając taką godzinę by w ciemnościach udekorować trasę kuligu światłem. Poprosił on wszystkich by pozostawili swoje samochody na parkingu który znajdował się ładne 500m od willi Cartera, gdyż właśnie tam zaplanował on początek wszystkich atrakcji. Nie chciał on także by Mili Goście musieli narażać się na nieprzyjemności dojazdu do samej willi, droga co prawdę była szeroka i wybrukowana świetną jakościowo kostką lecz aktualnie była pokrytą grubą warstwą świeżego puchu która dla samochodu była przeszkodą wręcz nie do pokonania. Sam z resztą pozwolił sobie skorzystać z sań by tu dojechać . Sanie same w sobie były zupełnie nowe, Carter nigdy nie miał potrzeby posiadać więcej niż jednych, a tu nagle pojawiła się potrzeba posiadania kolejnych. Brakujące więc Carter po prostu kupił.

Goście zaczęli powoli przybywać więc odziany w gruby płaszcz i skórzane rękawiczki George wyszedł im na spotkanie. Głęboko skłonił się Paniom całując delikatnie wierzch ich dłoni , a potem wymienił z Frezem silny uścisk dłoni nie zapomniawszy wpierw każdego z osobna obdarzyć ciepłym uśmiechem. Chłód zdawał się nie robić na nim wrażenia, płaszcz był rozpięty, nie nosił on czapki, a rękawiczki były zdecydowanie zbyt cienkie.
- Z moich tajnych źródeł uzyskałem wieści o dwóch rodzajach kuligu - powiedział po przywitaniu przybyłych - Wam więc moi goście pozostawiam wybór. Albo jedziemy dwójkami w saniach albo wszyscy razem na sankach za jednymi - tu wskazał na leżące na pace wozów również nowe sanki.
Rita poprawiła szal z białego futra kuny, którym się szczelnie opatuliła. Miała na sobie czarny płaszcz sięgający kolan, zgrabnie dopasowany do jej figury, a łydki skryte pod pończochami. Nałożyła na dłoń wcześniej ściągniętą białą rękawiczkę i postanowiła jako pierwsza zabrać głos.
- Ciekawa jestem tych twoich tajnych źródeł, kuzynie - zaczęła, obrzucając George’a zaciekawionym spojrzeniem. Poprawiła jeszcze ciepły kapelusz kolorystycznie dobrany do reszty stroju. - Proponuję jechać dwójkami. Jeśli nam się znudzi towarzystwo naszego partnera, to zawsze możemy później wypróbować drugą opcję.
Carter nie skomentował wyboru Rity oczekując na wypowiedź reszty ale przed odpowiedzią na wcześniejsze pytanie nie mógł się powstrzymać.
- Wybacz Moja droga ale prawdziwy magik nigdy nie ujawnia swych sztuczek - i posłał jej mrugnięcie.
Eleonor rozglądała się zaciekawiona po okolicy, dopiero gdy George powiedział, że chciałby poznać zdanie reszty towarzystwa zwróciła się w ich kierunku z uprzejmy uśmiechem na ustach.
- Mi to jest zupełnie obojętne - Szczelniej otuliła się granatowym płaszczem, z ozdobnym szerokim kołnierzem z czarnego futra. Nie miała kapelusza, nigdy ich nie lubiła, dlatego mimo przejmującego zimna miała zupełnie odsłoniętą głowę.
- Jeśli Rita woli parami, to myślę, że nie ma powodu by się temu sprzeciwiać. - dodała po chwili namysłu.
- W takim razie zdecydowane - odparł Carter słysząc odpowiedź Pauliny.
- Panie wybrały, a nam raczej nie wypada dyskutować - powiedział do Franza - Zapraszam w takim razie - i wskazał wszystkim sanie.

Towarzystwo sprawnie podzieliło się na dwójki, Rita złapawszy za ramię Franza szybko zaciągnęła go do pierwszych sań, a George wcześniej pytając czy szanowna Pani udzieli mu tego zaszczytu i usiądzie razem z nim zasiadł w drugich saniach razem z Eleonorą.


George zaprowadził Eleonorę do sań, po drodze pozwoliwszy sobie złożyć na jej ręce zapewnienie, że wygląda dziś oszałamiająco, i wspierając ją dłonią pomógł jej wejść. Następnie upewniwszy się, że ta siedzi już wygodnie sam obszedł sanie i usiadł obok niej na ławie i przykrył jej nogi grubym aksamitnie gładkim futrem sarny.
- Mam nadzieję, że uda mi się nie zanudzić cię rozmową Lady. - powiedział żartując - Ani czekającymi nas po drodze atrakcjami. Pozwolę sobie też przedstawić pierwszą z nich - mówił dalej szeroko uśmiechnięty - Kto pierwszy przy rezydencji dla tego butla koniaku! - wykrzyczał tak by wszyscy go usłyszeli.
- Szybko Edgar, musimy wygrać! - opędził woźnicę, konie zarżały, a sanie ruszyły z kopyta zostawiając za sobą smug€ęskrzącego się śnieżnego pyłu.
Eleonor zaśmiała się perliście i wydawało się, że mimo obiekcji, jakie wyraziła podczas kolacji, ta zabawa, zaczynała się jej podobać. Dłonie ułożyła na futrze, a rękawiczki z miękkiej skóry chroniły jej skórę przed kąsającym zimnem.
- A nie powinieneś dać wygrać gościom sir Catrerze? - zwróciła się do niego konspiracyjnym szeptem z rozbawioną miną.
- Oczywiście. - odparł niby to poważnie George ale przecież i ty nim jesteś Pani nie prawda ? A co by był ze mnie za mężczyzna gdybym nie próbował wręczyć ci lauru zwycięstwa -
- W postaci koniaku? - Eleonor zaśmiała się głośno po czym dodała z udawaną powaga - Wolałabym kwiaty-na chwilę odwróciła wzrok od swojego partnera i rozejrzała się wokół podziwiając, to co przygotował dla nich gospodarz. Była zachwycona. Eleonor lubiła takie drobne gesty i przykładanie wagi do szczegółów
- Jeśli pozwolisz, może w końcu darujemy sobie oficjalny ton i porzucisz panią,a zastąpisz ją Eleonor?- jasne oczy znów zawisły na Georgu, a rumiane od mrozu policzki nadawały jej twarzy przyjemnego, dla oka, wyrazu.
George nie odpowiedział natychmiast, pozwolił sobie zamiast tego delikatnie unieść dłoń siedzącej przy nim kobiety unieść ją do swych ust i delikatnie ją ucałować.
- Jak sobie życzysz… Eleonor. - powiedział w końcu patrząc w oczy towarzyszki, zostawiając przerwę przed i po wypowiedzeniu jej imienia jakby się nim delektował.
- I szczerze po usłyszeniu tych słów spokojnie mogę nazwać się zwycięzcą chociażby byśmy dojechali do willi jutro-
W tej chwili wszystkie wozy wyszły na ostatnią prostą, a jako, że droga była szeroka wszystkie ustawiły się w jednej linii. Cartej tej okazji nie mógł ominąć i wychylił się i z kufra wozu zgarnął garść śniegu lepiąc z niej dwie śnieżki.
- Zechcesz czynić honory ? - powiedział wyciągając kulkę w jej stronę.
Lady Howard przyglądała się sir Carterowi badawczo. Była wyraźnie zaskoczona jego słowami jak i gestem, jednak nie wydawała się nimi urażona w najmniejszym stopniu. Dlatego przez chwilę miała dość głupią minę, ale gdy udało jej się zamknąć otwarte usta, z których nie wpłynęły żadne słowa, uśmiechnęła się i odzyskała dawny spokój. Popatrzyła na Georga, kulkę śniegu, a potem na Ritę, dokładnie w tej kolejności i było widać, że walczy z dobrym wychowaniem, a chęcią zapomnienia o manierach, choć na krótką chwilę. W końcu mruknęła potwierdzająco i wzięła śnieżną kulę w dłonie, przez chwilę ważyła ją nim na jej wargach pojawił się łobuzerski uśmiech. W tej chwili wyglądała na młodsza niż w rzeczywistości była.
- Rita! - zakrzyknęła do przyjaciółki zwracając jej uwagę po czym bezceremonialnie rzuciła śniegiem w jej kierunku śmiejąc się przy tym radośnie.
Śnieżka trafiła w ramię panny Carter. Po chwili dało się słyszeć śmiech Rity i zauważyć śnieżkę lecącą w stronę sań Eleonor i George’a.
Carter roześmiał się radośnie gdy śnieżna kula rozbiła się zaraz za jego głową ale ten przypływ radości po chwili zniknął po tym jak cząstka śniegu zsuwająca się po oparciu znalazła drogę za kołnierz inżyniera. Ten wykonał na ławie dziki taniec i zasyczał tak jakby ktoś przypalał go żelazem. Udawał, że nie zauważył miny Eleonor, nie miał w planie krępować damy ale jakoś tak wyszło i szczerze George jakoś tego nie żałował. Gdy udało mu się wreszcie wydobyć śnieg zza kołnierza było już po wyścigu, a zwycięzcą okazali się właśnie oni.
Blondynka śmiała się pod nosem patrząc na tańczącego obok niej Georga. Musiała przyznać, że kulig mimo początkowej niechęci, jaką żywiła do pomysłu, przypadł jej do gustu. Nie przeszkadzały jej nawet czerwone, zimne policzki i marznący nos. Bawiła się wyśmienicie i to było po niej widać, bo uśmiech nie znikał nawet na chwilę z jej warg. Przyjechali pierwsi, czego Eleonor mogła się spodziewać i choć nie było to dla niej zaskoczeniem nie była w stanie powstrzymać wyrazu satysfakcji.
- Gratuluję, osiągnąłeś cel, ale to nie wszystkie atrakcje, jakie dla nas zaplanowałeś, prawda?
- Wątpisz moja droga ?-
- Nie śmiałbym nawet - odpowiedziała zgodnie z prawdą i oderwała wzrok od Georga by rozejrzeć się po jego posiadłości. Ogród był urokliwy, szczególnie skryty pod białą pierzyną śniegu i skąpany w migotliwym blasku pochodni. w centrum wszystkiego była fontanna, naturalnie nieczynna o tej porze roku, ale podświetlony białym światłem reflektorów anioł wykuty z lodu wydawał się żyw. Eleonor mimowolnie westchnęła cicho, bo mało co ją tak zachwycała jak natura i piękno, które wyszło spod ludzkich dłoni. Wychyliła się nawet z powodu by móc przyjrzeć się tym wspaniałością dokładniej.


 
__________________
Nowa sesja dark sci-fi w planach zapraszam do sondy

Ostatnio edytowane przez czajos : 24-01-2017 o 22:51.
czajos jest offline