Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 23-01-2017, 10:54   #9
Lunatyczka
 
Lunatyczka's Avatar
 
Reputacja: 8309 Lunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputacjęLunatyczka ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=SsaDwfLl1P4[/MEDIA]

Była dziwnie podenerwowana przed występem profesora Smitha. Korespondencja, którą z nią wymieniał dotyczyła tego, czym Lady Howard się zajmowała i choć nie była w gronie osób, które oskarżył o szarlataństwo i teatralność nie wiedziała co planuje mężczyzna. Sama widziała wielu oszustów wśród tak zwanych medium, znała ich sztuczki i dokładnie wiedziała, że niewiele z nich, jeśli w ogóle, którekolwiek z tych, które spotkała w Nowym Świecie naprawdę potrafiła nawiązać kontakt z drugim światem. Och gdyby tylko wiedzieli, och gdyby wiedzieli..
To nie było miejsce, które chciało się odwiedzać, to nie był świat dla istot cielesnych, a Eleonor dokładnie wiedziała jaką cenę trzeba zapłacić za próbę ingerencji w niematerialną rzeczywistość. Wierzchem dłoni otarła policzek, po którym w dół powoli spływała łza. Zaśmiała się gorzko do swojego odbicia. Była głupia. Nie powinna o tym myśleć, nie powinna myśleć o ojcu i o tamtym dniu. Taka stara i wciąż tak bardzo głupia.

Bębniła paznokciowymi o blat stolika w sypialni przydzielonej jej przez Franza i tak jak kilka dni wcześniej spoglądała w swoje odbicie starając się uspokoić. Rozpuszczone, blond naturalnie kręcące się włosy opadały na jej ramiona przysłaniając delikatnie młodą twarz. Otworzyła rubinową szminkę i powolnymi ruchami nadała ustom blasku. Zacmokała kilka razy by kolor równomiernie się rozłożył po czym podparła podbródek na dłoni. W błękitnych oczach widziała odbicie kobiety, której nie poznawała. Czas mijał, a ona nie była ani mądrzejsza, ani bardziej rozsądna, co najwyżej bardziej zmęczona. Przygryzła delikatnie mały palec dłoni, na której wspierała podbródek wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Ostatecznie jednak machnęła niedbale dłonią, jakby odganiała brzęczącą kołu ucha muchę. Anna przygotowała jej ulubioną sukienkę, nie mogła dłużej pozwolić jej leżeć samotnie na łóżku, gdy tak wolała o jej uwagę.



W limuzynię z Franzem i Ritą, Eleonor odzyskała pogodę ducha i nikt nie powiedziałby, że to rozbita kobieta z jakimikolwiek problemami. Śmiała się z żartów, chętnie obdarzała wszystkich łagodnymi uśmiechami i chętnie dyskutowała. jej humor popsuł się dopiero w momencie, gdy Juliuse Smith zaczął swój wykład. Pierś jej falowała, gdy oddychała ciężko, co można było zauważyć przez tiulowy, przezroczysty materiał osłaniający jej dekolt. Dłonie zacisnęła na serwetce, rozłożonej na kolanach. Robiła to tak mocno, że knykcie po chwili zupełnie jej zbielały. Nie chciała patrzeć na Georga czy Fanza siedzących najbliżej niej, nie mówiąc już o spoglądaniu na Ritę, która siedziała kawałek dalej. Tępo wpatrywała się w kieliszek z wodą słuchając słów profesora. Dopiero gdy światła przygasły uniosła głowę i przyjrzała się pokazywanym przez niego slajdom. W półmroku, który zapanował w sali uspokoiła się delikatnie, choć nienaturalna bladość, która zagościła na jej twarzy wyraźnie sugerowała, że nie czuje się najlepiej. Gdy światła na nowo rozświetliły pomieszczenie na ustach Eleonor gościł uśmiech, choć panowie siedzący obok mogli dostrzec, że nie rozluźniła dłoni i kurczowo zaciskała je na materiale. Mimo to pogratulowała profesorowi występu, oszczędzając jednak uwag co do treści wykładu. Uznała, że tego typu rozmowy nad pysznym jedzeniem nie są pożądane. W końcu jednak nie mogła dłużej milczeć i zadała profesorowi jedno pytanie.
- Jak myślisz profesorze, czy warto badać te fenomeny, nawet jeśli cena za odkrycie ich tajemnic byłaby nad wyraz wysoka, taka której w normalnych okolicznościach nikt z nas nie chciałby zapłacić? - Błękitne oczy Elonor wpatrywały się Smitha.



Lady Eleonor opuściła dom Franza już 4 stycznia 1923 roku. Powróciła do swojego domu w Oxfordzie, gdzie oddał się bezbożnemu lenistwu. Układała pasjanse, czytała, do tej pory odkładane na później książki popijając przy tym wytrawne czerwone wino oraz wygrzewała się przy kominku. Dom był dziwnie pusty mimo obecnej w nim non stop służby. Szczególnie odczuwała tą samotność podczas posiłków. Siedząc w tostem w ręku posmarowanym świeżym masłem i popijając kawę, a w zasadzie to mleko z cukrem i kawą Eleonor co rano przeglądała gazetę. Nie przykładała dużej wagi do wiadomości, ale odkąd w domu nie była Henrego, który relacjonowały jej wszytko, co wydarzyło się na świecie, sama musiała czytywać gazety by być na bieżąco. Oczywiście najpierw przeglądała rubryki towarzyskie, śmierć i ślub. To były dwa wydarzenia z życia szlachty brytyjskiej, której żadna z gazet by nie przepuściła. Eleonor oczywiście bardziej interesowała się ślubami, śmierć, mimo swojej naturalności, była przygnębiająca. Jednakowoż 6 stycznia 1923 roku poranek Lady Howard był zgoła inny.
Jak co rano usiadła do stołu i posmarowała wypieczonego na chrupko tosta dżemem pomarańczowym. Uniosła filiżankę z chińskiej porcelany do ust by po chwili ją upuścić. Ciemny płyn rozlał się po stole, a Eleonor z gazetą w drugiej dłoni zamarła. Jej oczy szybko przelatywały po tekście artykuły. Brak odnalezienia zwłok był niejako pokrzepiający, mimo to cała sprawa wydała się Eleonor mocno podejrzana. Kiedy wyrwała się z pierwszego szoku, a niewidzialna, jak zwykle, służba zbierała ze stołu obrus i nalewała nową filiżankę kawy dla pani domu, szlachcianka obejrzała się na swoją pokojówkę stojącą w rogu pokoju jadalnianego.
-Anno, połącz mnie proszę z Franzem i przygotuj moje buty i płaszcz. Powiedz też Johnemu by rozgrzewał silnik. Wyjeżdżam do Londynu. - zawyrokowała a posłuszna służąca przytaknęła swej Pani oraz werbalnie zakomunikowała, że przyjęła jej polecenie po czym opuściła pokój. Ciepła kawa parowała, gdy Eleonor wczytała się w artykuł na stronie drugiej.



Powinna założyć zdecydowanie cieplejszy płaszcz, niż ten, w którym przyjechała. Czarno, biała, elegancka, codzienna sukienka również nie dawała jej wystarczającej obrony przed mrozem. Dlatego nim znalazła się pod domem Franza zdążyła zmarznąć, a jej policzki nabrały naturalnego rumianego koloru. Przyjechała do posiadłości Franza niecałe dwadzieścia minut po tym gdy zjawił się tam George Carter. Nie była pewna, czy Rita wyjechała od Franza w ciągu tych kilku dni, ale nawet jeśli, to spodziewała się ją tam zastać. Rozmowa przez telefon, którą odbyła z van Marenem nim wyruszyła do stolicy Anglii nie napawała optymizmem. Franz chyba musiał jej nie znać skoro sądził, z będzie w stanie odwieść ją od pomysłu by udać się na tajemnicze spotkanie ze Smithem. Dlatego gdy znalazła się w jego domu, przywitała się ze wszystkimi zgodnie z panującymi zasadami etykiety, najpierw z gospodarzem, potem z obecną damą i na końcu z sir Carterem. Poprosiła o herbatę, by rozgrzać zmarznięte ciało po czym usiadła na wolnym miejscu, na kanapie czekając na sprawozdanie Franza.
 

Ostatnio edytowane przez Lunatyczka : 23-01-2017 o 11:12.
Lunatyczka jest offline