Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-10-2017, 20:10   #101
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 1 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Jan, Fleur i nocne spacery

Jan przypasał tasak, zarzucił na plecy łuk a głowę zakrył kapturem. Ruszył w miasto trzymając się cieni i unikając większych grup przechodniów. Nasłuchiwał, by nie dać się zaskoczyć nikomu wychodzącemu zza rogu i przyglądał się majaczącym w oddali duszom, wypatrując barw agresji lub halo istot nadprzyrodzonych.

Dość niepokojący był fakt, że grupki rozjuszonych mężczyzn wciąż krążyły po uliczkach miasta. Jan słyszał odgłosy bijatyk, czy raczej “linczów” kilkukrotnie.

U Oleny nikt nie odpowiadał i dłuższe kręcenie się w okolicy wzbudziłoby jedynie ciekawość sąsiadów. Dom Rigo również stał pusty. Jan czuł w powietrzu mocną woń krwi, zupełnie jakby izba służyła za rzeźnię.
Na starym cmentarzu przy Bartłomieju, Cigogne zwykł rezydować, lecz przynajmniej teraz go tam nie było. Zresztą, przecież żadne z dzieci Kaina nie miało powodu by spędzać całą noc w swoim dziennym leżu, Janowi pozostawało jeszcze tylko jedno miejsce, gdzie mógł liczyć na zastanie znajomej spokrewnionej - dom kata.

W burdelu na Żydowskiej, Jan dowiedział się, że wampirzyca znalazła sobie “opiekuna” w osobie mistrza Macieja. Dziewczyny przestrzegały kainitę, by zaniechał zainteresowania Fleur i lepiej został z nimi bo to… “na zdrowie lepiej mu wyjdzie”.

Dochodzące z katowni przeraźliwe wrzaski wymownie świadczyły o tym iż właściciel jest u siebie i prawdopodobnie “pracuje po nocy”.
Tylko czy Fleur też tam była?
Jan wzdrygnął się słysząc krzyki. Tortury były barbarzyństwem, jakże pasującym do tej dzikiej krainy. Mimo to musiał odnaleźć chociaż jednego członka Rodziny. Poczekał chwilę na przerwę we wrzaskach i zapukał mocno do drzwi.
- Czego tam? - odezwał się męski głos.
- Szukam Fleur - rzekł Kainita. - Twojej nowej dziewczyny. Mam dla niej wieści.


Dom kata.


Fleur zaczekała, aż Maciej otworzy drzwi. Czuła dziwne narastające napięcie. Mimo, że w drzwiach stała znajoma postać, ulga nie nadeszła. Nie wiedziała czy członkowie rady nie mordują się sami. Podeszła do Macieja i pogładziła go po ramieniu.
- Zajmę się tym.

Zaczekała aż kat odejdzie i dopiero spojrzała na swego gościa, który zdjął kaptur i skinął głową na powitanie.
- Zapraszam w skromne progi. - Poprowadziła wampira do znajdującej się na piętrze izby. Dopiero wtedy odezwała się ponownie. - Coś się stało?
Jan usiadł na zydlu. Był uzbrojony - przy pasie tasak, na plecach krótki łuk.
- Ciągle coś się dzieje - powiedział. - Nie kłopotalibyśmy cię byle czym, widzę że urządziłaś sobie przytulne gniazdko - uśmiechnął się ledwo zauważalnie - ale dowiedzieliśmy się z Gabrielem czegoś co uznaliśmy, że powinnaś wiedzieć. Przejdę od razu do rzeczy. Płock jest pułapką na wampiry. Książę Bolesław to potężny Lupin, który upodobał sobie polowanie na nas. Ma jednak wrogów. Jedną z nich jest Spokrewniona, która jest jego więźniem i która przysłała do nas swojego ghula. Wyczuła w naszym przybyciu do miasta szansę na własne uwolnienie. Innymi wrogami księcia jest frakcja lupinów, na czele z wojewodą. Ci chcą powrotu do dziczy i w zamian za pomoc w zabiciu Bolesława skłonni są oddać nam Płock. Książę jutrzejszej nocy będzie wracał do miasta z niewielką świtą, wtedy, go dopadniemy a przynajmniej taki mają plan. Nie pytaj mnie czy można im ufać, bo nie wiem. Spróbujemy to sprawdzić nim zaryzykujemy wyjście za mury. Przydałaby nam się pomoc całej Rodziny. Pani ghula, który nas odwiedził rzekła jego ustami, że w nowym Płocku będzie miejsce tylko dla tych, którzy wezmą udział w pozbyciu się księcia. Tylko cytuję. Wiem, że to dużo informacji na raz…

Fleur zajęła miejsce na jednym z krzeseł i z uwagą przysłuchiwała się Janowi.
- Czy ghul zdradził może imię swej Pani?
Jan pokręcił głową.
- Nie, ale zostawił nam drogę kontaktu. Przedmiot, który mamy wrzucić w ogień jeśli zechcemy się spotkać.
- Rozumiem, że nie za bardzo mam wybór, albo pomogę albo mnie dopadną. Wiemy może ile jest lupinów wojewody? Mamy szanse gdyby rzucili się na nas?
- Jeśli to pułapka. to pewnie zginiemy, ale nie sądzę. Jeśli Bolesław zechce nas zniszczyć to to zrobi. Książę stanowi prawo i ma na zawołanie setki zbrojnych. Kat cię nie ochroni. Nawet nasz szpital i protekcja kościoła nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Gabriela już oskarżono o morderstwo, czary i Bóg wie co jeszcze a szpital napadł podburzony motłoch. Jutro książę ma podróżować tylko z czterema przybocznymi i to nasza jedyna szansa. Im więcej nas będzie tym większa. Ale nie zastałem w schronieniach Oleny, Rigo ani Cigogne…

Wampirzyca nie była już w stanie powstrzymać ciężkiego westchnienia. To wszystko było grą na którą co najmniej nie miała ochoty.
- Prawdopodobnie kat ma teraz na warsztacie służącą Rigo. - Powiedziała spokojnie. - Jest podejrzana o zabicie swej Pani. Na początku nocy dotarły do mnie plotki o tym, że ją zabito… rozsmarowano po ścianach.

Medyka zmroziło.
- Rozsmarowano... ? Śmiertelna tego nie zrobiła - stwierdził oczywistość. - Widziała coś?
- Niestety ma tak okaleczoną twarz, że nie za bardzo mówi. Kat chce ją doprowadzić do jakiegoś stanu używalności. - Fleur zamyśliła się po czym spojrzała na Jana. - Dotarły do mnie też plotki, że Gabriel zabił Olene.

Na twarzy Jana odmalowało się zdumienie.
- To niedorzeczne. Gabriel był ze mną cały czas, odkąd ostatnio widzieliśmy Olenę, czyli od zeszłej nocy - powiedział. - Kto rozpuszcza takie plotki?
- Nie wiem. Do dziewczyn dociera wszystko. Przychodzą chłopi i kłapią jęzorem. - Te wieści stanowczo popsuły wampirzycy nastrój, który wypracowała całkiem przyjemnym początkiem nocy. - Chłopi mówią też, że Rigo przyzwała diabła i to on się na niej zemścił. Nie wierzę plotkom, wiem tylko że gdzieś zawsze jest jakieś ziarno prawdy. Rigo i Olena prawdopodobnie nie żyją, a ktoś chce by winą obarczono siły nieczyste, którymi my możemy się stać. - Uśmiechnęła się do Jana. - Lepiej jeśli już nie będziesz pojawiał się w okolicy ich schronień.

Te wieści wyraźnie przygnębiły Jana. Westchnął, mierząc wzrokiem podłogę izby.
- Chciałbym sprawdzić ich domostwa, ale pewnie masz rację… Ktoś nas zabija, jedno po drugim, i jesteśmy bezsilni jak dzieci we mgle. Widzę tylko dwa wyjścia. Opuścić Płock na zawsze jeszcze tej nocy albo zaufać Lupinom. W tym drugim przypadku musimy działać szybko i trzymać się razem, znaleźć Cigogne, bo może tylko on jeszcze żyw w grodzie pozostał.
- Jakiś pomysł gdzie go szukać? Czy chcesz biegać wśród zdenerwowanego motłochu, ryzykując swoim życiem? Byłam dziś w burdelu i widziałam co dzieje się na ulicy, nie ruszono mnie tylko dlatego, że szłam z katem. - Fleur zaczynała myśleć, że każde z nich powinno w miarę możliwości zadbać przede wszystkim o własny tyłek.
- Na cmentarzu go nie było, może poluje. Obszedłem właśnie pół miasta i na ulicach jest już spokojniej, po północy motłoch się rozejdzie. Pójdziesz wtedy ze mną? Nie będę ukrywał, że jeśli nie przyłączysz się do nas i nie znajdziemy Cigogne to jutro już mnie w Płocku nie będzie. Tylko trzymając się razem mamy szanse tu przetrwać. Inaczej wybiją nas pojedynczo w naszych schronieniach.
- Pomóc jutro, pomogę na pewno, choć to dla mnie bardzo ryzykowne gdy uważa mnie się za własność kata. Po prostu obawiam się biegania w tym czasie i szukania osoby, która także może być martwa.
- Kat nie jest twoim ghulem? - zapytał medyk. - Przydałby się nam.
- Do czego? Ataku na księcia?
- Dziś, do poszukiwań. Motłoch się go boi.
- Chciałabym by skupił się na wydobyciu informacji z naszej ślicznotki. - Fleur spojrzała na Jana niepewnie. Nie wiedziała ile motłochu musiałoby ją zaatakować by dać jej radę, jednak… już wiedziała, że mają tu do czynienia z lupinami, Bóg jeden wie z czym jeszcze. - Jest jeszcze słabym ghulem… a i ja nie chcę palić za sobą wszystkich mostów.
- Jak uważasz - westchnął Jan. - Ale sądzę, że będziemy bezpieczniejsi razem, choćby na ulicy. Drzwi domu kata ani on sam nie powstrzymają tego co na nas poluje.
- Nie oczekuję od kata, że powstrzyma cokolwiek, tak jak nie oczekiwałam tego po drzwiach piwnicy, w której sypiałam. Potrzebuję by zapewnił mi posiłek i ciemne leże, to wszystko. - Fleur podniosła się. Będzie musiała poprosić Macieja o jakiś płaszcz i broń, wolałaby nie walczyć gołymi rękami. - Musisz mi też wybaczyć, ale po radzie wszyscy nagle znikliście, a chwilę potem otrzymałam wiele plotek które wskazywałyby na to, że mordujecie się tam na zewnątrz. Bo czemu miałyby to robić lupiny lub ktokolwiek inny? Przychodzisz tutaj i mówisz mi o jakiejś wampirzycy, o jakimś starciu i oczekujesz że rzucę wszystko co jakoś udało mi się zdobyć by za tym podążyć. Pomogę ci dzisiaj i pomogę jutro, ale moje ghule to moja sprawa.
- W porządku - skinął głową. - Już wiem skąd plotka o Gabrielu i Olenie. Wczoraj po walce z Erebem, Gabriel zakołkował ją gdy chciała zdiabolizować Erebosa. Ereb był Baalitą, jego krew skaziłaby jej młodą duszę. Odkołkowaliśmy ją oczywiście, gdy już ochłonęła z szału i rozstaliśmy się w przyjaźni, ale ktoś musiał widzieć sam moment. Gabriel postąpił nieostrożnie, nie zasłaniając twarzy. Im mniej nas widzą tym lepiej.

Fleur przyglądała się uważnie wampirowi. Uznała, że już nie będzie podkreślać, że to też nie musi być prawdą. Pokręciła tylko głową. Obiecała członkom rady, że jeśli nie będa wchodzili na jej domenę, ona im pomoże i to zamierzała uczynić.
- Poproszę kata o jakiś płaszcz i broń i możemy ruszać, dobrze?
- Zaczekam - nałożył na głowę kaptur.
- Zejdź na dół i tak będziemy musieli tamtędy wyjść. - Fleur ruszyła przodem i dopiero na dole przeszła do pomieszczeń katowni, zostawiając Jana czekającego w sieni.

Fleur zastała Macieja w jednej dłoni trzymającego obcęgi, w drugiej dolną szczękę wierzgającej się we wszystkie strony brzyduli. Mężczyzna właśnie przybliżał narzędzie do twarzy nieszczęśniczki gdy spostrzegł wampirzycę.
- Przepraszam, że ci przerywam, ale… - Wampirzyca musiała przyznać że była bardzo ciekawa co też jej ghul planował zrobić. Uznała jednak że lepiej jak nie będzie tego oglądać. - Czy mógłbyś mi użyczyć jakiegoś płaszcza i broni. Muszę wyjść i poszukać jednej osoby.
Maciej puścił swoją ofiarę, pozostawiając ją dygoczącą i pochlipującą. Mężczyzna wytarł dłonie w szmatę i ruszył w stronę jednego z kufrów.
- Wiesz jak tego używać prawda? - syptał podając wampirzycy sztylet oraz ciemny płaszcz.

Fleur zapięła płaszcz, po czym chwyciła w dłoń sztylet. Zważyła go w ręku, starając sobie przypomnieć jak to jest mieć broń w ręku.
- Postaram się nie skaleczyć. - Uśmiechnęła się do Macieja i po chwili namysłu stanęła na palcach i pocałowała go w usta. - Uważaj na siebie, dobrze?

Mężczyzna zaśmiał się.
- Też postaram się nie skaleczyć…
Wampirzyca odsunęła się i przyjrzała mu się uważnie.
- Ten kto poluje na nas, może chcieć zapolować na ciebie. Nie podchodź do drzwi bez broni, dobrze? - Czuła że się martwi. Lubiła tego nieokrzesanego ghula.

Maciej tylko westchnął.
- Ja nie miewam gości, jeśli to nie ty, po co w ogóle miałbym komukolwiek otwierać?
Fleur roześmiała się.
- Bo na przykład będzie to część tego krążącego po ulicy motłochu, która będzie chciała zapolować na jakąś czarownicę. Nie wiem. - Chwilę przyglądała mu się i po namyśle pocałowała go jeszcze raz. - Dobra, nie przeszkadzam ci i idę poszukać naszej zguby.


Wampirza para ruszyła w miasto. Mieszkańców było już bardzo mało i poza pijaczkami czy bezdomnymi żywej duszy nie spotkali. Co bardziej istotne, nie napatoczyła im się też żadna dusza nieżywa. Jan nie wychwycił również śladu istot magicznych, jak wilkołaki. Nagle Płock wydawał się znów tak spokojny. Zupełnie tak samo gdy każdy z wampirów tu pierwszy raz zawitał.
- Cisza przed burzą. - Fleur westchnęła ciężko. Kaptur zakrywał jej niemal całą twarz.
- Tu nieprzerwanie trwa burza, tylko czasem cichnie - rzekł Jan. - Zajdźmy jeszcze raz na cmentarz, może tam wrócił. A jeśli nie, to wracam do szpitala. Będziemy kontaktować się z naszą tajemniczą sojuszniczką. Chcesz nam towarzyszyć czy wolisz zdać się na nasze pośrednictwo?
- Skoro już kat wypuścił mnie, to chętnie posłucham co tam Pani płocka ma do powiedzenia. - Fleur podążała za wampirem.

Przy cmentarzu, którego lokatorem miał ostatnimi czasy być Cigogne, kręciło się kilku ludzi. Zwykłych, zaniepokojonych ludzi jak zauważył Jan. Z odległości trudno było dostrzec, ale przynajmniej jeden wydawał się być duchownym.

Wampirzyca momentalnie się zatrzymała.
- Czy mi się wydaje, czy szukają naszego towarzysza? - Zerknęła na Jana niepewnie.
- Możliwe - odszepnął. - Podejdę i podsłucham.

Jan ruszył zgarbiony, sunąc między zatopionymi wśród drzew nagrobkami. Nie podchodził zbyt blisko, zamiast tego wyostrzył słuch, by słyszeć śmiertelnych z bezpiecznej odległości, obserwując ich zza porośniętego bluszczem grobowca.

Mężczyźni szeptali coś, jednak w niemczyźnie, której Jan nie znał. Stali zaś naprzeciw otwartych drzwi, prowadzących do małego mauzoleum.
Cholerne szwargotanie. Kainita obserwował cierpliwie dalej, próbując wyłowić jakieś znajome słowa. Niestety znał mowę Germanów w stopniu bardzo podstawowym.

Z tej też przyczyny nic mu nie wpadało w ucho, poza “memento mori” z łaciny. Czwórka mężczyzn miała za paskiem drewniane pałki, ale wielu rozsądnych ludzi nosiło takie dla ochrony nocną porą.
Cóż, postanowił zaczekać aż coś zrobią lub sobie pójdą, żeby następnie sprawdzić grobowiec.

Mężczyźni kręcili się przy mauzoleum jeszcze przez dobre pół godziny po czym ostatecznie oddalili się ku pobliskiej świątyni. Na grobowcu została założona świeża kłódka.

Nieśmiertelni byli cierpliwi. Nie przeszkadzał im chłód nocy, ani niewygoda. Dopiero gdy mężczyźni się oddalili Jan wstał, pomachał do Fleur, która czaiła się gdzieś z tyłu, po czym zbliżył się do grobowca.
Wampirzyca upewniając się, że mężczyźni odeszli, powoli ruszyła za towarzyszem. Czuła jak jej mięśnie spinają się z nerwów, nie mogąc się pozbyć wrażenia, że ładują się w kłopoty.
- Zagubione dusze, dużo ich tutaj - odezwał się Jan, gdy dołączyła do niego. - Dodajmy sobie sił Vitae i spróbujmy rozerwać tą kłódkę - zaproponował.

Fleur przyjrzała się drzwiom.
- Chyba we dwójkę nie damy rady chwycić kłódki. Pan przodem. - Uśmiechnęła się, a jej głos nabrał ciepłego zabarwienia.

Żeliwna kłódka tylko zgrzytnęła ustępując pod nieludzką siłą nieumarłych. Drzwi uchyliły się skrzypiąc niemiłosiernie ukazując schody ku dołowi. Para wampirów nie była w stanie dostrzec w mroku ich kresu, jednak nozdrza nieumarłych podrażniała silna woń…
czosnku.

Jan prychnął.
- Przynajmniej wiemy, że to nie prawdziwi łowcy, jeno prostaczkowie wierzący w przesądy - szepnął i wytężając wzrok zszedł pierwszy wolno w dół schodów.
- Znałam kogoś z rodziny, kto obawiał się takich rzeczy. - Fleur zerknęła na drzwi. Po czym rozejrzała się szukając jakiejś pochodni, w ścianie znajdowało się kilka wnęk a w nich miejsca na świece, które dosłownie przed chwilą zostały zdmuchnięte przez mężczyzn. - Zamykamy za sobą?
- Wątpię by tu wrócili, ale lepiej tak.


Grób był stary, wszystkie znajdujące się tu ciała, a było ich kilkanaście. musiały należeć do przedstawicieli jakiegoś możnego rodu. Nieboszczykom ktoś powbijał gwoździe w czaszki i kołki w piersi. Dodatkowo wszędzie walały się porozrzucane ząbki czosnku. Fleur przeszła się wzdłuż wypełnionych ciałami nisz, szukając czegoś co wskazywałoby do jakiego rody należeli nieboszczycy. Zapewne znajdzie informacje na zewnątrz, ale skoro już kręcili się po grobowcu.
- Jak myślisz, czym sobie zasłużyli? - Wampirzyca przyjrzała się jednemu z kołków. - Wygląda jakby się co nieco orientowali.

Wampirzycy wydawało się, że już gdzieś widziała podobną symbolikę. Może na ubraniu Ziemowita?
- Może to schronienie Cigogne, ale nie widzę go tu. - odparł Jan. - Same stare trupy. Niestety nie zrozumiałem co mówili śmiertelni, nie znam tego ich germańskiego szwargotania. Daj mi proszę minutę ciszy, muszę się na czymś skupić.

Kainita stanął w jednej wnęk twarzą do ściany, opierając czoło i dłonie na zimnych kamieniach.

Poczuł wtedy, że są one wilgotne, tak jakby ktoś dosłownie przed chwilą oblał je wodą.

Stał nieruchomo przez dłuższą chwilę, a potem nagle oderwał się od ściany, jak od czegoś co parzy.
- Tyle cierpienia - jęknął. - Tak wiele… nie wiem tylko, czy ci co tu leżą go doświadczyli czy przyczynili się do niego. Ale to bez znaczenia. Nie ujrzałem niczego co pomogłoby nam odnaleźć kogoś z naszych. Opuśćmy to miejsce jak najszybciej.
- Dobrze. - Fleur jeszcze raz obejrzała kryptę. - Ale na górze lepiej upewnijmy się, czy nikt na nas nie czatuje.

Jan skinął jej głową a potem ruszył pierwszy do wyjścia, z dobytym tasakiem w dłoni. U szczytu schodów zatrzymał się, nasłuchując przez drzwi, a jeśli nic nie usłyszał ostrożnie je uchylił i wyjrzał na zewnątrz.
Nie było tam już ani śladu po mężczyznach. Wyglądało na to, że Jan i Fleur są na cmentarzu sami.

Medyk schował tasak do pochwy i z wyraźną ulgą zamknął drzwi grobowca.
- Strata czasu - westchnął. - Zostawiłbym wiadomość dla Cigogne, ale tamci mogliby przeczytać. Zresztą jak zobaczy te wszystkie kołki to sam się zorientuje, że lepiej zmienić schronienie. Jeśli jeszcze nie zmienił i jest cały. Lepiej chodźmy już do szpitala.


Późny był już czas, zwiedzanie zimnych krypt nie wydłużało nocy, wręcz przeciwnie. Jedyną pociechą były całkowicie już puste ulice. Choć z drugiej strony, jeśli wierzyć słowom niesionym przez imć Krewczeskiego, gród pełen wilków nigdy spokojnym być nie może.

Jan poprowadził Fleur do szpitala, ominęli jednak główne wejście. Weszli na teren furtą od ogrodu, gdzie Jan otworzył kluczem małe drzwiczki. Znaleźli się w pomieszczeniu gospodarczym, z którego przejście prowadziło dalej w głąb klasztoru.

- Poszukam Gabriela a ty zaczekaj tu proszę - szepnął do kobiety - lepiej by zakonnice cię nie widziały. Ja wprawdzie ślubów czystości nie składałem, ale jestem tu gościem i wypada mi przestrzegać zasad.

Fleur posłała Janowi całusa w powietrzu gdy usłyszała, o jego braku ślubów.
- Zaczekam, tylko nie ociągaj się za bardzo. Chciałabym jeszcze zdążyć przed świtem do siebie.

Gdy odszedł na poszukiwanie innego wampira, rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym ją pozostawiono. Nie mogła sobie przypomnieć kiedy była ostatnio w jakimś klasztorze. Istniała szansa, że jako dzieciak skorzystała z zasobów spożywczych jednego z takich przybytków.
 
Aiko jest offline